Blog > Komentarze do wpisu

Józef Tkaczuk - tu byłem

Pamiętacie te wszechobecne napisy na przełomie lat 80. i 90.? Mnie Józef Tkaczuk kojarzy się z wlepkami i bazgrołami w autobusach, dlatego piszę o tym w blogu. Nagle zacząłem je spotykać coraz częściej w liniach kursujących przez moją rodzinną Wolę, jak np. 109, 155 czy 166. Jednak według opowiadanych coraz rzadziej legend miejskich to nazwisko można też było ponoć zobaczyć na wieży Eiffla, piramidzie Cheopsa, w różnych jaskiniach. Oczywiście również na murach - warszawskich i nie tylko.

Te ostatnie widział chyba każdy żyjący w stolicy jakieś 25-30 lat temu. Okazuje się, że to ciągle żywa historia: "Na elewacji kamienicy pod nr 37 zachował się napis >Józef Tkaczuk<. W ten sposób młodzież z podstawówki na Saskiej Kępie hejtowała - jak się dziś mówi - naprzykrzającego się woźnego" - pisał jeszcze w lutym 2016 r. dla naszego "Magazynu Stołecznego" Cezary Polak, miejski aktywista z Grochowa.

Niedawno dostałem informację z prośbą o wyjaśnienie - przed kościołem św. Łucji przy ul. Paderewskiego w Rembertowie wisi taka oto klepsydra:

"Myśli pan, że to ten?" - usłyszałem od pracownika firmy pogrzebowej, który aż się rozmarzył: "Te napisy to moja młodość".

Dyrektorka szkoły - ciągle ta sama, choć podstawówka zamieniła się w gimnazjum i ma teraz za patrona Ignacego Jana Paderewskiego a nie Mariana Buczka - nie chciała rozmawiać o dawnym dozorcy Józefie Tkaczuku. Stwierdziła tylko, że to dawne czasy.

Kiedy pod rządami Lecha Kaczyńskiego w stolicy ratusz wymyślił, że szkolne woźne i dozorcy mają się zajmować także wychowywaniem uczniów, moja redakcyjna koleżanka Renata Czeladko zadzwoniła do tej szkoły w 2006 r.: "Woźne i dozorcy mają wejść w skład tzw. zespołów ds. profilaktyki. Ich powołanie wpisuje się w program ministra edukacji Romana Giertycha >Zero tolerancji dla przemocy w szkołach<. Grażyna Urbanowska, dyrektorka Gimnazjum nr 18 przy Angorskiej na Saskiej Kępie, do pomysłu podchodzi z rezerwą. Bo prawo oświatowe nigdzie nie mówi, że woźne i dozorcy mają zasiadać w radach rozwiązujących szkolne problemy. Kiedyś była dyrektorką podstawówki nr 15 na Pradze Południe, w której pracował Józef Tkaczuk, najsłynniejszy dozorca Warszawy lat 90. Czasami pilnował porządku na korytarzach i mówiło się, że nieposłusznych potrafił pogonić szczotką. Ostrzeżenia przed nim pojawiły się na okolicznych przystankach. - Ale posłuch miał i uczniowie go zapamiętali. Jego nazwisko widziałem nawet wypisane na wieży Eiffla - mówi Paweł Wypych, koordynator miasta ds. oświaty".

Za to ksiądz w Rembertowie dobrze wspominał Józefa Tkaczuka. Że pobożny, że co niedziela przechodził na mszę w nawie koło jego konfesjonału, że przyjął sakramenty w domu przy ul. Czwartaków na zakończenie rekolekcji wielkopostnych. Sąsiad mówił o Józefie Tkaczuku, że bardzo pracowity (jeszcze niedawno wchodził na dach, żeby go zreperować i ludzie martwili się, że spadnie). Rozmawiali czasem w autobusie w drodze na bazarek. Jakiś czas temu pan Tkaczuk w tragicznych okolicznościach stracił żonę - zginęła w wypadku, gdy przechodziła na pasach koło urzędu dzielnicowego. Pracował jako dozorca, ale nie w szkole, tylko w rembertowskim przedszkolu przy ul. Admiralskiej.

Bo Józefów Tkaczuków było dwóch, co ustalił w świetnym reportażu Leszek Talko ("Gazeta Wyborcza" 4 listopada 1994 r.". Po pierwsze zebrał różne wariacje na temat: "Józef Tkaczuk walczy", "Józef Tkaczuk Front", "Partia Tkaczuka", "Tkaczuk Superstar", "Józef Tkaczuk Corporation", Józef Tkaczuk - prezydentem". Dyrektor Urbanowicz odmówiła mu podania adresu zamieszkania woźnego, stwierdziła, że "to taki dobry człowiek" i "tyle się przez te napisy nacierpiał". Zgodziła się do niego zadzwonić i poinformowała autora tekstu: "Mówi, że napisy nic go nie obchodzą". Jako woźny w latach 70. był nazywany przez uczniów "Turkiem" z powodu sumiastych wąsów.

Leszek Talko sprawdził w Biurze Adresowym (czy teraz, w dobie zastrzegania wszelkich danych, coś takiego istnieje?), że w Warszawie mieszkało dwóch Józefów Tkaczuków. Jeden rembertowski, który właśnie umarł. "Kiedy przed miesiącem pojawiły się reklamy papierosów Winns z pytaniem: >Gdzie jest Józef Tkaczuk, rodzina zastanawiała się, kto i po co szuka dziadka i kiedy go wreszcie znajdzie" - czytam w reportażu z 1994 r.

Prawdziwy rarytas był na końcu tekstu Leszka Talki: "Z Józefem Tkaczukiem, woźnym, rozmawiam 18 sekund przez telefon.
>Podoba się panu reklama?<
>Nie<
>Nie śmieszy pana?<
Cisza".

Wygląda na to, że była to jedyna rozmowa dziennikarza z właścicielem nazwiska z murów, autobusów, piramidy i wieży Eiffla.

(osa)

poniedziałek, 30 maja 2016, osa_oraz_smik

Polecane wpisy

  • Autobusy spenetrują Siekierki

    Fot. Dariusz Borowicz/AG Kilka dni temu minęło 16 lat od hucznego otwarcia Trasy Siekierkowskiej z mostem. Obserwowałem to wydarzenie z 30. piętra Pałacu Kultur

  • Buspas pomaga czy raczej przeszkadza?

    Mam coraz większe wątpliwości, czy buspasy na moście Łazienkowskim zdają egzamin. O ile bez żadnych wątpliwości udrożniły dla komunikacji miejskiej całą Trasę Ł

  • Powrót linii 371, teraz: Chomiczówka

    Zabiegi mieszkańców Chomiczówki o przywrócenie połączenia ul. Conrada nie tylko z Bemowem, ale też bardziej odległymi dzielnicami skończą się uruchomieniem nowe

Komentarze
Gość: abc, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/05/31 22:43:42
W 1992 przyjechawszy do Amsterdamu postudiować zobaczyłem wpis Tkaczuka na tabliczy przy wejściu na wydział humanistyczny tamtejszego uniwersytetu. Od razu poczułem się bardziej swojsko...

Gazeta.pl Warszawa