Blog > Komentarze do wpisu

Pech redaktora? Pech kolejarzy

Zachciało mi się wybrać do Łodzi na oglądanie nowego Dworca Fabrycznego, którego przeskalowaną i przepłaconą za 1 mld 700 mln zł budowę śledziłem przez ostatnie (zbyt) długie lata. Nawet nie przyszło mi na myśl, by jechać tam samochodem, choć po wjeździe na Trasę AK w Warszawie, miałbym teraz bezkolizyjną drogę przez autostrady A2 i A1 na zachodniej obwodnicy Łodzi niemal do celu. Naturalnym wyborem był pociąg, choć niewiele zostało z obietnic składanych w 2006 r., że po modernizacji trasy Warszawa - Łódź podróż między tymi miastami potrwa tylko 62 minuty. Bodajże tylko jeden pociąg robi to w najkrótszym czasie ok. 75 min, a reszta jedzie blisko półtorej godziny. Co i tak jest niezłym wynikiem, gdy pamięta się tę nędzę, która była na tej trasie wcześniej.

Dzień przed wycieczką, wracając z pracy, udałem się po bilety na Dworzec Centralny (nie kupuję przez internet, co - jak się okaże - wyszło mi tym razem na dobre). Niestety, po godz. 22 czynne były tylko kasy w hali głównej, te w podziemiach zamknięto na głucho. Spora kolejka, w której stoi się pośrodku ściany z okienkami. Do skrajnego po prawej stronie wpychali się ludzie, którym nie chciało się czekać. Nie dziwię się, skoro taki brak manier mogę niemal codziennie obserwować nawet w stołówce we własnej redakcji, gdzie jakiś czas temu zaczęły się żywić korpoludki z sąsiedniego biurowca.

Pierwsze zaskoczenie to rozkład jazdy: pociągi do Łodzi rano wcale nie odjeżdżają w regularnym takcie. A przecież w tym tygodniu na stronach gospodarczych "Gazety Wyborczej" ukazał się przeciekawy wywiad Edyty Bryły z dr. Michałem Beimem z zarządu PKP S.A, który dowodził, że taki cogodzinny takt bez żadnych "oprócz" nawet w dni wolne od pracy, ferie itp. jest sprawą kluczową, by przyciągnąć pasażerów do kolei. Tak to działa w Szwajcarii czy w wielu landach niemieckich. Niestety, wciąż nie na trasie Warszawa - Łódź.

Jest też dobra strona - to atrakcyjna (przynajmniej jak dla mnie) cena biletu: 28 zł w II klasie w jedną stronę (pociąg InterCity Zamenhof, odjazd o godz. 9.05 z Warszawy Centralnej).

Schody zaczęły się w dniu podróży. Kwadrans przed godz. 9 na Dworcu Centralnym zastaliśmy informację, że pociąg jest opóźniony o 25 min. Przez megafony rozlegał się nieśmiertelny suplement "Opóźnienie może ulec zmianie" (błagam: niechby chociaż mówiono bardziej po polsko-ludzku "może się zmienić/wydłużyć"). Wkrótce było to już 70 min, a w końcu 90 min (ciekawe, że kolejarze przy podawaniu długości opóźnienia nie operują godzinami).

To mniej więcej tyle, ile miała potrwać nasza podróż do Łodzi. Żona zaczęła już wzywać do odwrotu, ja jeszcze wierzyłem w polską kolej. Mimo wszystko. Może gdyby w niekończącej się litanii komunikatów o opóźnionych pociągach, które rozlegały się niemal bez przerwy na Dworcu Centralnym, podano ich przyczynę. Wtedy ktoś, komu zależy na dojeździe, wybrałby inny środek transportu, a nie sterczał na miejscu.

Udaliśmy się na niesławną antresolę, która w wyniku tzw. estetyzacji oszpeciła halę główną Dworca Centralnego. Chcieliśmy tu przeczekać, ale panowie ochroniarze natychmiast odradzili: "Przed chwilą siedział tu taki cały zaropiały, z wrzodami. Dopiero co go przegoniliśmy. O, jeszcze widać ślady po krwi na siedzeniu, bo nie dało się domyć" - uraczyli nas turpistycznym opisem, ale ze względów zawodowych nie takie rzeczy już widzieliśmy. A może by tak zamiast prowadzić tę beznadziejną, skazaną na porażkę walkę z bezdomnymi, wydzielić dla nich jakieś pomieszczenie na uboczu, najlepiej z łaźnią, gdzie mogliby przeczekać siarczyste mrozy? Dogadać się z miastem, organizacjami kościelnymi (świetna Wspólnota Sant Edigio), żeby pomóc ludziom, którzy z własnej lub czyjeś winy znaleźli się na życiowym zakręcie.

Przeszliśmy do przeszklonej poczekalni na piętrze z napisem "Cafe", choć żadnej kawy tam nie serwują, nieświadomi, że trwa już kompletny paraliż węzła łódzkiego i hipernowoczesnego Dworca Fabrycznego po zerwaniu trakcji przez jeden pociąg towarowy. A trasa wyjazdowa z Warszawy jest zablokowana po śmiertelnym wypadku w Grodzisku Maz. To wystarczyło, żeby przestały jeździć pociągi dalekobieżne w wielu kierunkach. Wiele z nich łapało wielogodzinne opóźnienia.

Nawet pan w informacji Dworca Centralnego nie powiedział, co jest grane. Mówił, że nocą było -18 st. C na wschodzie ("Lód na trakcji"), dlatego spóźnia się nasz "Zamenhof" (a prawda była taka, że to jeden z nowych dartów, który się zepsuł). Dostaliśmy kwitek, że jest spóźniony z radą, żeby pokazać go "załodze" w następnym pociągu. Ale "Prząśniczka", która miała wyruszyć z Centralnego o godz. 10.15, a zaczynała trasę z wagonowni na Grochowie, a nie w Białymstoku jak "Zamenhof", też miała poślizg. Tego już było za wiele. Zwróciliśmy bilety, które zostały bardzo dokładnie opieczętowane, w informacji odbyło się też wpisywanie danych do specjalnego zeszytu.

Gdybym kupował bilety przez internet, miałbym więcej zachodu ze zwrotem - składanie wniosków, czekanie na odpowiedź. Czego doświadczyła nasza czytelniczka jadąca przed Wigilią z Warszawy do Lublina. W naszym przypadku pieniądze mają przyjść na konto "w ciągu trzech dni roboczych". Do Łodzi - niezrażony przygodami (spójrzcie poniżej, jak wyglądała tablica z kursami z tego miasta do Warszawy - opóźnienia po 345 min, czyli prawie 6 godzin) - wybieram się wkrótce. Oczywiście koleją.


Źródło: forum Skyscrapercity

A wczoraj to nie ja miałem największego pecha. Bardziej kolejarze. Pojechałem do redakcji i opisałem całe to pandemonium na torach. Normalnie pewnie nie byłoby o tym wielu informacji w mediach, a przecież podróżujący na co dzień między Łodzią a Warszawą do pracy czy w interesach prawdopodobnie muszą się zmagać z takimi atrakcjami częściej. Mój tekst klikał się doskonale.

(osa)

piątek, 06 stycznia 2017, osa_oraz_smik

Polecane wpisy

  • Szlaban jest, przejazd oprotestowany

    Oglądając - jeszcze przed otwarciem 1 sierpnia - zmodernizowany w marne 2,5 roku 7-kilometrowy odcinek linii kolejowej Zielonka - Rembertów, natknąłem się na do

  • Kolejarz spóźnia się na bank

    Na kolejarzach zawsze można polegać. Tzn. można polegać, że zawiodą. Zwłaszcza z terminami swoich remontów. Z reguły niewiele sobie robią z dat, które podają, z

  • Flirt z "krzyżowaniem pociągów"

    Niedawna eskapada Autobusu_czerwonego do Olsztyna na oglądanie i jeżdżenie tramwajami zawierała też atrakcję kolejową. Zamiast męczyć się w samochodzie na "siód

Komentarze
Gość: mkur, *.dynamic.chello.pl
2017/01/06 13:29:13
Najśmieszniejsze są bezczelne odpowiedzi pracowników PKP typu: "o problemy Dartów pytać w Pesie" ;-)

Może by tak redaktor Osa napisał jednak od czasu do czasu: prywatny transport ma swoje zalety ;-)))
-
2017/01/06 18:47:31
Do Łodzi chyba lepiej wybrać się na wiosnę. Jest sens marznąć?

Transport indywidualny ma zalety? Tak - widać to po sytuacji w Gdańsku, gdzie wszystko stanęło w pierwszym dniu zimy...
-
Gość: qwerty, *.play-internet.pl
2017/01/07 12:50:48
Zastanawia mnie czemu na biletach PKP nie ma:
1) telefonu na ich infolinię i adresu www
2) infromacji w języku angielskim. Zamiast tego są one po francusku, który jest dużo mniej popularny wśród turystów
Ta firma jest nieroformowalna.
-
Gość: GiJoe, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/01/07 13:58:17
Jak dla mnie zastanawiające jest to, że przeszkadza Panu zwyczajowy zwrot "Opóźnienie może ulec zmianie", używany przez zapowiadających na stacjach kolejowych w Polsce, a nie widzi Pan problemu w używaniu przez siebie (zarówno na Blogu, jak i w swoich artykułach publikowanych na łamach GW) całkowicie błędnego sformułowania "po zerwaniu trakcji". Zwracam uwagę, że trakcja to pojęcie odnoszące się do szynowego systemu transportowego, określające sposób dostarczania energii do przemieszczania pojazdu. Trakcja może być np. parowa, spalinowa lub elektryczna. Natomiast prawidłowy zwrot opisujący sytuację, o której wspomina Pan w tym fragmencie "kompletny paraliż węzła łódzkiego i hipernowoczesnego Dworca Fabrycznego po zerwaniu trakcji przez jeden pociąg towarowy", powinien brzmieć "po zerwaniu SIECI trakcyjnej". Pozdrawiam serdecznie

P.S. Na pocieszenie napiszę, że 95% dziennikarzy popełnia ten sam błąd co Pan, co oczywiście nie świadczy o nich zbyt dobrze.
-
Gość: , *.centertel.pl
2017/01/07 16:36:14
Jedna ciężarowka na lysych oponach i całe zalety motoryzacji idą się kochać.

Tak już jest, że bywają takie dni gdy wszystko idzie się kochać. I z tym walczyć trudno - skandalem jest przede wszystkim kompletny brak wiarygodnych informacji.
-
2017/01/08 12:44:43
Ależ to pracownicy kolei mówili mi o "zepsutej trakcji". To jest grupa używająca specyficznej polszczyzny: malatura (o barwach wagonów czy lokomotyw nazywanych też taborem), pociąg zdefektował (czyli zepsuł się), wypadek ze skutkiem śmiertelnym, wchodzi nowy rozkład jazdy (bez pukania do drzwi), EZT-y itp. Przy czym wykłócają się, żeby nie pisać "stacja kolejowa" tylko "przystanek osobowy". Ale dobrze, poprawię się i będę pisał "sieć trakcyjna", choć wolałbym, żeby się nie psuła, zwłaszcza gdy raz od wielkiego dzwonu wsiadam do pociągu.
-
Gość: Pablos, *.dynamic.chello.pl
2017/01/09 12:28:17
No, tak; cała kolej..... Jak to moja żona mawia ,,Nic się nie zmieniło tylko ceny biletów wzrosły". Pociągi, gdzie by nie jechać łapią permanentne opóźnienia. Jechałem z żoną w czwartek przed świętami z Warszawy do Tczewa ( k. Trójmiasta ). Pociąg Pendolino wyruszył z blisko godzinnym opóźnieniem. 3/4 pociągów jadących z różnych kierunków w różne strony miało opóźnienia. Niektóre po 75 minut. Pogoda wówczas była dobra tj. kilka stopni na plusie. Co zatem powoduje takie opóźnienia? Abstrahując od tej sytuacji kolej ma beznadziejną ofertę przewozową. Na każdym kroku z tym się spotykam. W sierpniu ( sama końcówka miesiąca ) chciałem kupić bilety przez internet na kilka dni przed planowanym dojazdem ( podróż biznesowa do Gdańska na spotkanie z klientem ) wraz z powrotem; nie miałem powrotu, bo wszystkie bilety były wykupione na wszystkie pociągi! Ostatecznie zakupiłem bilet przez Bydgoszcz gdzie podróż trwała 5,5 godziny a Pendolino teraz jedzie ok. 3 h. Pani na infolinii pkp mnie pouczała ,,Proszę Pana jest sezon wakacyjny, bilety się kupuje z miesięcznym wyprzedzeniem. Ja na na to proszę Pani, miesiąc temu to Ja nie wiedziałem, że będę umawiał się na spotkanie biznesowe w Gdańsku". Inny przykład: W listopadzie zeszłego roku wpadliśmy z zeszłego roku wpadliśmy na pomysł z żoną, aby na długi weekend jechać do Wrocławia. Załatwiałem wszystko na kilka dni przed wyjazdem. Zarezerwowałem noclegi, zakupiłem bilet do Wrocławia. Żona mówi, kup bilety na powrót od razu. No i niespodzianka. Prawie tydzień wcześniej od planowanego powrotu i wszystkie bilety wyprzedane! Szok! Próbowałem na polskiego Busa, to samo. Poddałem się nie wyjechałem... Dramatycznie mało połączeń. Kto zarządza w pkp? Amatorka. Dlaczego w wakacje, długie weekendy, przed świętami i w święta wszystkie pociągi są załadowane? Nie można dać dodatkowych połączeń? Na infolinii tłumaczą się ograniczeniami taboru.Reasumując; ta opisana sytuacja z wyjazdem do Łodzi mnie dziwi. To norma na kolei....
-
Gość: , *.centertel.pl
2017/01/09 20:42:07
Każda branża ma swoją gwarę. Myślę, że ta kolejarska i tak ma mało makaronizmów i jest ogólnie raczej zrozumiała w porównaniu np. z Czarną Mową Mor... korporacji ;)
-
Gość: a p talent, *.com.pl
2017/01/10 10:10:49
Parę lat temu, po takich perturbacjach na kolei media elektroniczne kipiały "świętym oburzeniem". "Sorry taki mamy klimat" nie schodził z czołówek. A teraz kojąca "dobra zmiana" i postpeerelowska nowomowa łagodzi, bo to "przejściowe trudności" na kolei. A w ogóle to wina Tuska.
-
2017/01/10 10:58:08
Szara polska rzeczywistość, chciałoby się powiedzieć ;)
-
Gość: michael112, *.merinet.pl
2017/01/13 09:33:06
No proszę! Ja też miałem jechać do Łodzi 5 stycznia, też "Zamenhofem" o 9:05 i też zrezygnowałem przez te opóźnienia!

Następnym razem pojadę autobusem.

Gazeta.pl Warszawa