Blog > Komentarze do wpisu

Cienko z car-sharingiem

Podczas niedawnego Kongresu Transportu Publicznego w Centrum Nauki Kopernik przysłuchiwałem się m.in. wystąpieniu Macieja Panka, do którego należy jedna z firm wynajmujących w Warszawie samochody na minuty. Zdziwiła mnie jego opinia o tym, że auta elektryczne są nie opłacalne dla ich operatorów ("jedno kosztuje 150 tys. zł), poza tym "ludzie mogliby mieć problemy z ich obsługą, skoro notorycznie mylą się na stacjach paliw - wlewają benzynę zamiast oleju napędowego lub odwrotnie". Podał przykłady z Los Angeles, gdzie firma po 5 latach wycofała z ulic 300 samochodów elektrycznych, a w Berlinie zniknęło 250 citroenów na prąd. Przyznał, że największy prywatny system takich aut działa w Paryżu (4 tys.), ale tam do tego interesu dopłaca budżet miasta.

Maciej Panek nie omieszkał wytknąć, że auta, które mają stałych właścicieli, przeciętnie stoją i czekają na nich aż przez 96 proc. czasu. Po prelekcji spytałem więc pana Panka, ile wypożyczeń notuje jego firma w stolicy. - Ok. 700 dziennie - odparł.

Oferuje 300 samochodów, czyli wynikałoby z tego, że każdy rusza każdego dnia średnio tylko dwa razy. - Ale spodziewamy się, że będzie to sześć razy - zapewniał mnie Maciej Panek. Doprecyzował, że przeciętny czas wypożyczenia wynosi 35 minut (czyli w ruchu auto jest niecałe 5 proc. czasu w ciągu dnia), a odległość - 10,5 km. Przy stawce 50 gr za minutę i 60 gr za kilometr za taką jednorazową przyjemność płaci się 23,5 zł.

Trudno mi powiedzieć, na ile jest to konkurencyjne w porównaniu z taksówką czy przede wszystkim psującym rynek Uberem, bo w ogóle nie korzystam z tej formy przemieszczania się po mieście. Wydaje mi się jednak, że dość wysoka mimo wszystko cena aut na minutę może tłumaczyć nikłe zainteresowanie tą usługą.

Ale nie tylko. Jeden ze znajomych, który dostał w firmie Panek promocję na miesiąc, już po kilku dniach stwierdził, że ma dość. Denerwował go brak stałego miejsca, w którym czeka auto. Raz było to blisko jego domu, innym razem - kilka ulic dalej. Drugi znajomy narzekał właśnie na to, że z kolei firma 4Mobility oferuje swoje samochody w wyznaczonych miejscach (na zdjęciu jej parking między rondem Waszyngtona a Stadionem Narodowym) i koniecznie tam trzeba te auta zwracać. Dużo więc z tym wszystkim zachodu.

Dlatego nadal pozostaję sceptyczny. Mam wrażenie, że u nas inaczej niż w starej Europie czy nawet w Stanach Zjednoczonych młodzi ludzie, jak tylko zrobią prawo jazdy, od razu marzą o tym, żeby mieć samochód na własność. Choćby jakiegoś taniego strucla za kilka tysięcy złotych. Trudno więc, by auta na minutę przyjęły się u nas tak łatwo jak rowery Veturilo. Czekając na zmiłowanie klientów, będą tylko zajmować cenne miejsca parkingowe, których w Warszawie jest tak mało.

(osa)

piątek, 20 października 2017, osa_oraz_smik

Polecane wpisy

  • Car sharing czy car parking?

    Mimo ogólnych zachwytów i kibicowania Zarządu Dróg Miejskich pozostaję mocno sceptyczny wobec ekspansji prywatnych firm, które na wzór publicznych rowerów Vetur

  • Nie zaparkujesz po włosku

    Parkowanie w Warszawie to coraz bardziej gorący temat. Powinno być droższe?Limitować je także dla mieszkańców? Budować garaże podziemne czy nie, a jeśli tak, to

  • Zaparkować, byle nie zapłacić

    Nie dość, że parkowanie w Warszawie kosztuje śmiesznie mało, to nie brakuje kombinatorów, którzy unikają opłat. Wczoraj wybrałem się na debatę o strategii dla W

Komentarze
Gość: burak, *.dynamic.chello.pl
2017/10/20 22:36:15
W teorii auta takie mogłyby pomóc w walce z ruchem, ale wymagałoby to zapewne ich wypromowania przez ograniczenie ruchu aut prywatnych. Np. wprowadzenie strefy płatnej bądź ograniczonego wjazdu. Do tego auta z wypożyczalni właśnie elektryczne, dofinansowane i kontrolowane przez ratusz (zasady, ceny etc).

Dotychczas natomiast zauważyłem nieco inny trend: ponieważ za każdą minutę się płaci, a za paliwo i eksploatację już nie, kierowcy tych aut naprawdę nie żałują prędkości.
-
Gość: yy, *.dynamic.gprs.plus.pl
2017/10/21 00:12:58
A co się panu nie podoba w Uberze ? zajmuje miejsca dla rowerów? pańskie autorytatywne opinie są coraz bardziej zabawne
-
Gość: Marta, *.dynamic.chello.pl
2017/10/21 07:45:33
Carsharing sie rozwija i z czasem na pewno bedzie wiecej przejazdow. Jest mniej szkodliwy, niz prywatne samochody, ktore sa najczesciej stare, zajmuja miejsca i smrodza pod oknami.
-
Gość: Marcel_Wawrzyniak, *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl
2017/10/21 08:24:07
Ciężko jest się zgodzić z wieloma tezami postawionymi w tym materiale.
Przede wszystkim, co jest dziwnego w tym, że systemy aut elektrycznych są nieopłacalne w obecnym momencie w Polsce? Sprawdziłem informacje które były przytoczone na konferencji przez Pana Panka i faktycznie nie jest to wyssane z palca. W Kaliforni Car2Go mając 300 aut elektrycznych i 400 ładowarek do dyspozycji rozsianych po całym mieście (miasto obiecało 1000 ale się nie wywiązało), musieli zamknąć biznes. Podobnie w Berlinie gdzie ładowarek jest ok 300, a aut 250. U nas rządzący chcieliby wprowadzić przynajmniej setkę takich aut, jak ładowarek jest może z 30 na całe miasto, a i tak większość tych w centrum jest stale okupowanych przez ElectricTaxi. Przy okazji taksówek to autor tekstu chyba się za bardzo nie zainteresował się obliczeniem realnego kosztu jazdy taksi i carsharingiem, bo ja jeżdżąc po Warszawie kilkukrotnie czy to Pankiem czy Traficarem zawsze wychodziłem taniej niż w taksówce. Jedyne o czym trzeba pamiętać, to aby się nie ładować carsharingiem do centrum w godzinach szczytu, bo wtedy carsharing może wyjść podobnie do taksówki. W taksówce zabija wysoka opłata początkowa, oraz wysoki koszt 1 kilometra. Fakt że w taxi nie jest liczony wprost czas przejazdu, ale to pod warunkiem że nie trafi się na złotówę oszusta, o co nie trudno w stolicy. Naprawdę żeby porównywać taksówki do carsharingu trzeba mieć problemy z podstawą matematyki. Ja nie jestem majętnym człowikiem. Nie stać mnie na to żeby rozbijać się codziennie taksówką. Jeździłem dotąd komunikacją publiczną, ale od czasu pojawienia się carsharingu przesiadłem się na tą idee, bo wychodzi po prostu relatywnie najtaniej. Zaciekawił mnie też fragment o koledze który początkowo jeździł, a później zrezygnował, bo auto nie stało pod domem. No nie będzie nigdy pod domem bo taka jest idea współdzielenia. Systemy stacjonarne to jest zmierzch. Żeby mieć zawsze pewność że auto jest pod nosem to trzeba mieć swój samochód a takie myślenie nigdy nie uwolni miast od samochodów, bo każdy będzie chicał zaparkować swoje 4 kółka pod drzwiami klatki i pod drzwiami pracy i dalej nie będzie gdzie przejść. Ciekawe że nie jest też dobrym fakt że samochód stoi na wyznaczonych stacjach. Zatem tak źle i tak nie dobrze. Co zatem ma za zadanie promować ten tekst? Moim zdaniem tylko taksówki, bo Uber też bee.
Moim zdaniem artykuł napisany pod tezę, więc niestety mało wartościowy.
-
2017/10/21 22:50:05
Ten artykuł ma nie promować niczego (jak napisałem - taksówkami nie jeżdżę, Uberowi jestem z różnych przeciwny), tylko trochęostudzić zachwyty nad car-sharingiem w PL, bo widać już, że długo jeszcze nie będzie tu z tym tak różowo, jak to się przedstawia (1 auto współdzielone ma zastąpić 5 prywatnych).
-
Gość: burak, *.dynamic.chello.pl
2017/10/22 01:26:16
@Marcel_Wawrzyniak,
"bo wychodzi po prostu relatywnie najtaniej."
Niby jakim cudem? 10,5 km w 35 min można przejechać komunikacją za 4,40 (najdroższa opcja biletu 1 razowego), taksówką w cenie porównywalnej z car-sharingiem. Nie mówiąc o własnym pojeździe. A rejestracja? A kaucja? A szukanie auta, a potem miejsca parkingowego? A ryzyko kolizji? Mandatu? Naprawdę wolałbym w tym czasie poczytać gazetę, kiedy ktoś mnie wiezie.

Gazeta.pl Warszawa