Blog > Komentarze do wpisu

Izrael pędzi z prądem, ale też stoi w oparach benzyny

Na ulicach Tel Awiwu wzrok przykuwa bogactwo dwu- i trójkołowych pojazdów napędzanych nie tylko siłą ludzkich mięśni, ale też silnikami elektrycznymi. Kilka tygodni przed tym, jak amerykański prezydent Donald Trump zdetronizował tę uznawaną przez większość świata administracyjną stolicę Izraela - co w wielu miejscach wywołało zamieszki - udało mi się w spokoju pospacerować ulicami tego miasta.

Kto narzeka, że rowerzyści pędzą po Warszawie na urwanie karku, w Tel Awiwie musiałby się zmierzyć z naprawdę zawrotną prędkością. Wielu jeździ na wspomaganiu, w dodatku bez kasków. Ale nie widziałem wypadków. Na początek kilka obrazków z reprezentacyjnego bulwaru Rothschilda, gdzie cykliści mają wyznaczony szlak, oddzielony od chodnika pasem zieleni:


 

W bok od bulwaru Rothschilda na ul. Szeinkin rowerzyści nie mają już tak łatwo na wąskim kontrapasie:


 

To z kolei elektryczna hulajnoga na bulwarze Rothschilda, który prowadzi do placu przed teatrem Habima, narodową sceną Izraela. Akurat trwała tam wystawa i pokazy nietypowych pojazdów napędzanych prądem: 


Ten pojazd to City Transporter, który zabiera dwie osoby. Ma silnik elektryczny, koła wsuwają się w karoserię, co pozwala zwężać transporter o cały metr. Dzięki temu mieści w wąskich lukach na parkingach. Kierowca nie musi się trudzić - pojazd potrafi zaparkować samodzielnie.

To zdaje się dopiero przyszłość, bo na razie w Tel Awiwie obrazki parkingowe podobne do warszawskich - samochody są zostawiane na chodnikach:

Do tego wszechobecne korki na ulicach, które miejscami mają aż sześć pasów ruchu w każdym kierunku. Tel Awiw, którego wieżowce robią imponujące wrażenie, w parterze nie jest wygodny do jazdy:


Na korek w popołudniowym szczycie można się też natknąć przy bulwarze nadmorskim. Ten jest jedną z największych atrakcji Tel Awiwu - piaszczyste plaże, boiska do siatkówki, punkty widokowe, ścieżka dla biegaczy i rowerzystów, wypożyczalnie sprzętu wodnego ciągną się kilometrami od dawnej arabskiej Jaffy, koło starego dworca kolejowego z czasów otomańskich (dziś w budynkach stacyjnych działają modne knajpki), przez kwartał hoteli, koło mariny z jachtami do starego portu przekształconego w centrum kulinarno-rozrywkowe. Rano z pokoju na 16. piętrze mojego hotelu podziwiałem śmiałków, którzy ślizgali się na deskach na morskich falach. Mimo że był to przełom października i listopada, woda pozostawała ciepła, w ciągu dnia temperatura powietrza sięgała przyjemnych 25 st. C.

Bulwar w Tel Awiwie przypomina nasz nadwiślański modernizowany odcinek po odcinku. Tyle że w Warszawie widać drugi zielony brzeg, a w Tel Awiwie przy promenadzie szumi bezkresne morze Śródziemne:


 

Korki w Tel Awiwie potęgują rozkopane i pozwężane ulice - w samym środku miasta trwa budowa linii podziemnego tramwaju. Planowana od dziesiątek lat i przekładana inwestycja w końcu zaczęła się w połowie tej dekady. Tramwaje nazywane tu lekką koleją z pewnością usprawnią przejazd przez miasto na linii średnicowej, która na obrzeżach ma prowadzić na powierzchni:

Jedyna dziś czynna linia tramwajowa w Izraelu istnieje w Jerozolimie. Tasiemcowej długości podwójne składy produkcji francuskiej (Alstom Citadis 302) od 2011 r. wjeżdżają na imponujący wiadukt (Chords Bridge), który zaprojektował światowej sławy hiszpański architekt Santiago Calatrava:

Fot. Wikipedia

Takie potrójne napisy jak te ostrzegające przed niebezpieczeństwem związanym z przekraczaniem linii tramwajowej w pobliżu starego miasta w Jerozolimie można też zobaczyć na tablicach wyświetlających godziny przyjazdu autobusów na przystanek koło Ściany Płaczu - alfabet zmienia się w ciągu kilku sekund z herbrajskiego na arabski i łaciński:

Na jerozolimskiej starówce spieszącemu się po modlitwie ortodoksowi przyda się też rower:

Zwłaszcza w czasie szabatu, gdy transport publiczny nie działa. Przerwa trwa od zmierzchu w piątek do zmroku w sobotę, gdy według tradycji na niebie ukazują się trzy gwiazdy.

Autobusy w Jerozolimie poruszają się osobnymi pasami pośrodku ulic. Korki są koszmarem także tego miasta:

Transport publiczny w izraelskich miastach opiera się na autobusach. Po odkryciu dużych złóż gazu ziemnego rząd zdecydował, że głównie to paliwo będzie wykorzystywane do ich napędu. Precyzyjnie mówiąc, gaz ma być podstawowym surowcem przy wytwarzaniu energii elektrycznej w Izraelu - autobusy zostaną zaś wyposażone w silniki na prąd.

Na razie najwięcej na ulicach widać MAN-ów podobnych do tych, które od zeszłej dekady kursują po warszawskich ulicach:

Raz zdarzyło mi się zobaczyć polskiego solarisa w pobliżu teatru Habima. Poza Tel Awiwem autobusy tej marki jeżdżą jeszcze w Jerozolimie i Nazarecie. W sumie ponad 300 sztuk w całym Izraelu.

(osa)

niedziela, 17 grudnia 2017, osa_oraz_smik

Polecane wpisy

  • Transport pod wielkim śniegiem

     Zima na sam koniec ostro przymroziła w Warszawie, ale w Alpach od początku daje

  • Tuluza jeździ nowocześnie

    Już po długiej majówce, ale może ta relacja będzie dla kogoś inspiracją na następny długi weekend albo dłuższy urlop? Jedziemy na południe Francji do Langwedocj

  • W kolejce do tramwajowej atrakcji

    Żeby stać się częścią pocztówkowego widoku z lizbońskim tramwajem na tle katedry Se (na zdjęciu powyżej), niektórzy stoją w skwarze nawet pół godziny na pierwsz

Komentarze
2017/12/19 12:10:39
W przyszłym roku jadę do Izraela i już nie mogę się doczekać, mam nadzieję że będą to niezapomniane wakacje.
-
2018/03/06 14:52:23
Bardzo podobają mi się takie rowery niestety mają małą wadę, są dość drogie :D

Gazeta.pl Warszawa