Blog > Komentarze do wpisu

Kolej w roli metra

Tym warszawiakom, którzy czują może jakieś kompleksy dlatego, że w naszym mieście nie ma aż tylu linii metra co w Paryżu czy Londynie, gdzie cała sieć powstaje od ponad 150 lat, albo nawet w Pradze, Budapeszcie i Bukareszcie, polecam przejażdżkę pociągiem podmiejskim. Pomaga od razu - naprawdę można się dowartościować. Ja nie muszę, ale dla wielu osób, nie wiedzieć czemu, liczy ilość a nie jakość. Stąd np. narzekania, że do Wilanowa dociera tylko jedna linia autobusowa z Wisłostrady, a przedtem były 2 czy 3 (nieważne, że kursowały najczęściej co kwadrans i zazwyczaj wszystkie razem). Stąd też pomstowanie, że w Warszawie tak mało metra.

Fot. Adam Stępień/AG

Jednak odkąd Szybka Kolej Miejska działa tak, jak powinna, a nie tak, jak w początkowym okresie nieudaczników z warszawskiej ekipy Lecha Kaczyńskiego, i odkąd bilet aglomeracyjny Zarządu Transportu Miejskiego obejmuje też Koleje Mazowieckie, uważam, że mamy nie tylko jedną i ogryzek drugiej linii metra, ale też siedem dodatkowych. Co prawda w większości naziemnych, ale co z tego, skoro np. w takim Chicago tylko niespełna 20 km metra znajduje się w tunelu, a przeszło 150 km na powierzchni. Zresztą większość pociągów z obrzeży Warszawy też wjeżdża pod ziemię do genialnego przejazdu na linii średnicowej PKP z lat międzywojennych z późniejszymi stacjami Arseniusza Romanowicza. Pamiętam, jak pożal się Boże kandydat na prezydenta miasta Janusz Korwin-Mikke postulował, by wpuścić tam samochody...

Na co dzień nie dojeżdżam pociągami podmiejskimi czy SKM-ką, dlatego doceniłem, jak działają w mroźny dzień, gdy akumulator w samochodzie odmówił współpracy, a ja musiałem się dostać na brydżowe spotkanie na krańcach Wawra. Kursy w niedzielę nie są zbyt częste, ale wystarczyło sprawdzić rozkład jazdy. Na Dworcu Zachodnim czekał cieplutki skład SKM-ki z nowosądeckiej fabryki Newagu. Czysto, wygodnie, a przejazd zajął niewiele ponad pół godziny. W dodatku było wesoło, bo na stacji w Aninie wsiadł człowiek z gitarą i zaczął się występ z przekazywaniem instrumentu innym pasażerom wtajemniczonym w tej sztuce.

Po pięciu upojnych robrach (jeden, niestety, z dużą górką i sromotną wpadką po kontrze na cztery kiery) powrót Kolejami Mazowieckim z przesiadką niemal na drugi koniec miasta zajął mi tylko 50 minut. W tym połowę dojazd na Dworzec Śródmieście. Bywało, że samochodem trwało to dłużej, jeśli doliczyć rozwożenie pozostałych brydżystów po Wawrze i innych częściach Warszawy. W dodatku pociąg okazał się miłą niespodzianką, bo choć z zewnątrz wyglądał jak reanimowany "kibel" z czasów PRL, to w środku nie mogłem uwierzyć własnym oczom:

Miękkie fotele w barwach przewoźnika zamiast twardych z czerwonego plastiku, który latem przyklejał się do nóg, gdy jechało się krótkich spodenkach. Działało oświetlenie, nie było żadnego brudu i smrodu, znów ciepło, w dodatku uśmiechnięty pan konduktor (fachowo to chyba kierownik pociągu?), który zgodził się opóźnić odjazd, widząc, że biegnę do peronu ("Spokojnie, ma pan jeszcze 12 sekund"). Dałem radę, choć prawdę mówiąc, spodziewałem się SKM-ki 5 minut później.

Tu, niestety, muszą się zacząć narzekania. Sprawdziłem potem w rozkładzie i właśnie tylko tyle wynosi po godz 21 różnica między kursami pociągów. To dziwne, bo potem jest odstęp 20-, a przedtem 25-minutowy.

Z innych obserwacji. Zdziwiłem się, jak łatwo dostać się na tory na tyłach nowych biurowców budowanych lub otwartych już wzdłuż Al. Jerozolimskich między dworcami Zachodnim a Ochotą. Nie ma tam żadnego parkanu. Za to jak zawsze pełno śmiecia.

Za Dworcem Śródmieście (po tzw. estetyzacji na Euro 2012 wróclł tu charakterystyczny smrodek) w kierunku Powiśla pociąg jedzie początkowo b. wolno.

Wspaniały odcinek linii średnicowej prowadzi nad Powiślem, Wisłą i w sąsiedztwie Stadionu Narodowego - aż miło wyglądać za okno.

Dalej jednak lepiej już nie patrzeć, bo widać potworny syf na tyłach praskich, zrujnowanych kamienic przy Targowej i Skaryszewskiej oraz bieda bazar z namiotami przy Zamoyskiego, który przetrwał jeszcze po likwidacji upiornego Jarmarku Europa.

Trasa w kierunku Wawra w ogóle nie wygląda zbyt atrakcyjnie - że też nikomu to nie przeszkadza? Wysypisko śmieci w niedoszłym tunelu za Dworcem Wschodnim pod tzw. Trasę Tysiąclecia (czy kiedyś ona powstanie?). Opuszczone hale fabryczne na Kamionku, które wypiera (i dobrze!) nowa zabudowa mieszkaniowa. Nieużywane bocznice do szpitala wojskowego przy ul. Szaserów. Dzikie ogródki działkowe ze skleconymi byle czym altankami. W większości koszmarne budownictwo (nie licząc ciekawego osiedla koło przystanku Warszawa Gocławek). Zaniedbane perony i budynki stacyjne (w większości zaryglowane na cztery spusty) ze skrzydlatymi wiatami, które udało się na szczęście wpisać do rejestru zabytków.

Mam nadzieję, że odzyskają jeszcze drugie życie podczas zapowiadanej na początek lat 20 modernizacji odcinka Warszawa - Otwock. Pasażerom może być ciężko w czasie tych prac, wierzę jednak, że potem dojazdy będą jeszcze wygodniejsze niż teraz.

(osa)

poniedziałek, 05 lutego 2018, osa_oraz_smik

Polecane wpisy

  • Pod Warszawą powstaje nowa Włoszczowa

    Odkąd Krzysiek Śmietana, współzałożyciel tego bloga, co miało miejsce między Bożym Narodzeniem a sylwestrem dziewięć lat temu, zmienił barwy redakcyjne i teraz

  • Pech redaktora? Pech kolejarzy

    Zachciało mi się wybrać do Łodzi na oglądanie nowego Dworca Fabrycznego, którego przeskalowaną i przepłaconą za 1 mld 700 mln zł budowę śledziłem przez ostatnie

  • Szlaban jest, przejazd oprotestowany

    Oglądając - jeszcze przed otwarciem 1 sierpnia - zmodernizowany w marne 2,5 roku 7-kilometrowy odcinek linii kolejowej Zielonka - Rembertów, natknąłem się na do

Komentarze
Gość: rk202, *.ipv4.supernova.orange.pl
2018/02/05 19:07:17
Wszystko fajnie, tylko po drugiej stronie miasta kolej popyla przez tereny przemysłowe i lasy, parę kilometrów od większych osiedli (paru bloków i domków jednorodzinnych na Płudach/Choszczówce nie liczę). Więc nie jest specjalnie użyteczna.
-
2018/02/05 21:14:01
Mieszkam niedaleko przystanku SKM/KM W-wa Aleje Jerozolimskie, więc jeżdżę pociągami, niestety do nazwania SKM kolejnym metrem brakuje przede wszystkim regularności i częstszego kursowania. Nie mogę sobie po prostu wyjść i wsiąść do pierwszego pociągu, bo jest ryzyko że będę czekał 20 minut. Na to kolejarze nie mają sposobu, nawet jakby się udało kupić więcej składów, to linia średnicowa jest ponoć już maksymalnie obłożona. Czego do końca nie rozumiem, dlaczego metro może kursować co 2 minuty, a pociągi już nie? Brakuje jakiegoś naprawdę wydajnego systemu zarządzania ruchem.
-
Gość: , *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2018/02/05 22:29:25
Niezależnie od zmiany systemu steeowania, pociągi nie mogą jeździć co 2 minuty póki nie będą jeździć tam składy aglomeracyjne, czyli z dużą liczbą drzwi. Niestety nie tylko KM i SKM uparcie kupują składy regionalne, ale także co i rusz wraca pomysł puszczania przez Śródmieście piętrusów...

Pewnym wyjściem mogłoby być wybudowanie dwóch peronow wyspowych na Śródmieściu (zamiast obecnego, zaburzonego układu "wsiadanie z zewnątrz, wysiadanie do wewnątrz" ) tak, by pociągi mogły je obsługiwać na zmianę oraz wybudowanie przystanku między Nowym Światem a Kruczą, co skrociłoby czas postoju na Śródmieściu.
-
Gość: burak, *.dynamic.chello.pl
2018/02/06 18:50:35
Częstotliwość kursowania, szybkość przejazdu, liczba połączeń bezpośrednich i/lub szybkich przesiadek, wreszcie położenie przystanków bus/tram blisko stacji (i wygodnie, czego negatywnym przykładem jest - żeby daleko nie szukać - dworzec Śródmieście) - to klucze do traktowania tego środka transportu przez pasażerów jak linii metra, a więc transportu międzydzielnicowego wewnątrz miasta. Czy kiedyś, po wszystkich remontach uda się to osiągnąć? (choć patrząc na plany pozostawienia takich kwiatków jak peron 8 albo jak mantra powtarzanym od lat planem nowych połączeń linią obwodową, skąd żadne nie biegnie w kierunku Ursusa, mam pewne wątpliwości).
-
2018/02/07 10:05:06
Jeżdżę koleją/SKM dość często i bardzo sobie chwalę, ale tak różowo nie jest.
- SKM i KM jeżdżą często po sobie, potem są długie przerwy.
- Bilety jednorazowe nie działają wymiennie, dzięki czemu nie zawsze możesz "z marszu" wsiąść w to co akurat podjedzie.
- Gdzieniegdzie są automaty KM. Działają straszliwie powolnie, co oznacza, że jak kilka osób chce kupić bilet to część ma szansę po prostu nie zdążyć.
- KM do dzisiaj nie wpadła na możliwość kupienia biletów na zapas i kasowania ich w pociągu, dzięki czemu (patrz punkt wyżej) trzeba przyjść na dworzec sporo wcześniej
- Zwrot niewykorzystanego biletu kupionego kartą kredytową jest naprawdę trudny.
- Brak sensownych informacji o problemach. Jak coś się spóźnia to tak naprawdę nie wiadomo ile się spóźni, co (i z którego peronu) odjedzie jako pierwsze.
- Stojaki rowerowe z jednego końca wagonu. Z którego? Zgaduj i ganiaj po peronie, z nadzieja, że pociąg nie ucieknie.
- Zakup biletu u konduktora dla pasażera z rowerem jest mocno utrudniony - trzeba się wepchać z rowerem w tłum oczekujący u czoła składu. Męczące i dla rowerzysty i dla innych pasażerów.
- Modernizacja niektórych składów skutecznie utrudnia korzystanie z miejsc rowerowych jak w pociągu jest więcej niż kilka osób.
-
2018/02/07 18:01:16
Zapraszam na przejażdżkę do Włoch, Ursusa i Piastowa.
Oh, wait...
-
Gość: aron2004, *.nette.pl
2018/02/09 02:37:42
Koleje Mazowieckie obsługują Łuków, Dęblin, Łowicz, Skierniewice, Działdowo i Skarżysko-Kamienną czyli miasta położone poza woj. mazowieckim dlatego jest zbyt mała częstotliwość w obrębie województwa mazowieckiego i ludzie jadą w ścisku.
-
Gość: Fafarafa, *.waw.pl
2018/02/09 08:25:27
Niewymienność biletów jednorazowych ma znaczenie wyłącznie w przypadku okazjonalnych podróżnych, czyli zupełnie nieistotnych z punktu widzenia kształtowania oferty.

Najważniejsi są pasażerowie codzienni, czyli na biletach okresowych.
-
Gość: tarcho, *.play-internet.pl
2018/02/14 09:44:29
To jeszcze ja coś dodam od siebie. Po wielu latach pracy w centrum, moja firma przeniosła się (niestety dla mnie) na Okęcie. To, że kolejka z PKP Żerań do PKP Rakowiec jeździ rzadko i w nierównych odstępach jestem w stanie przeboleć (za to jak już się wsiądzie to jedzie szybko - jakieś 35-40 minut). Ale zupełnie nie rozumiem, dlaczego 75-tysięczne miasto pt. "Tarchomin-Nowodwory" (a po drugiej stronie 30-tysięczne miasto pt. "Zielona Białołęka") nie posiada żadnego rozsądnego dojazdu do linii legionowskiej. Linia 126 jeździ co 30 minut, co w praktyce oznacza 5 minut do autobusu + 10 minut jazdy autobusem + 15/20 minut na przesiadkę + 35/40 minut jazdy + 15 minut od stacji do pracy = 75/85 minut. Samochodem, nawet wyjeżdżając trochę przed 9 robię tę trasę w 45-55 minut. W obie strony to ok. godzina oszczędności czasu, pomijając wątpliwą przyjemność stania na peronie PKP Żerań, czy pod wiaduktami kolejowymi.

Dopóki kolej wygląda tak jak teraz (brudne, niebezpieczne stacje na odludziu, kiepski dojazd, zero regularności kursowania pociągów), nic się nie zmieni - mieszkańcy będą korzystać z samochodów.
-
2018/02/14 13:09:22
Sam jeżdżę nim codziennie i nie wiem czy jest czym się zachwycać, przyznam że może pełnić role "metra" ale to dla na prawdę osób które muszą podbudować swoje ego na tle innych miast które wymieniłeś na początku wpisu
-
2018/02/15 21:25:43
Niestety, pociągi czy to SKM czy KM w przeciwieństwie do metra mają jedną poważną wadę - są absolutnie nieprzewidywalne. Zbyt wiele osób znam, które miały poważne problemy w pracy czy w szkole ze względu na to, że pociągi jeździły jak chciały.

Gazeta.pl Warszawa