Blog > Komentarze do wpisu

Transport pod wielkim śniegiem

Zima na sam koniec ostro przymroziła w Warszawie, ale w Alpach od początku daje się we znaki także obfitymi opadami śniegu. Ponoć największymi od dwóch dekad. Najpierw więc śnieżyce odcięły wiele ośrodków narciarskich we Francji i to tak, że nie dało się nawet wyjść na stok. Potem lawiny zeszły na drogi na pograniczu Szwajcarii i Włoch. Trzeba było ewakuować turystów. Nie zdawałem sobie z tego sprawy, podziwiając przygniecione malowniczo śniegiem ronda, wiaty przystankowe i pobocza dróg między Livigno a Bormio: 



Zaraz po drugiej stronie granicy wspina się kultowy pociąg Kolei Retyckich, którym podróż opisałem i pokazałem na zdjęciach blisko 4 lata temu:
http://autobusczerwony.blox.pl/2014/05/Weekend-w-Bernina-Express-cz-1.html
http://autobusczerwony.blox.pl/2014/05/Weekend-w-Bernina-Express-cz-2.html
http://autobusczerwony.blox.pl/2014/05/Weekend-w-Bernina-Express-cz-3.html

A także w 2016 r.: http://autobusczerwony.blox.pl/2016/11/Pociag-na-zadanie-Wystarczy-wcisnac-guzik.html 

Dla porządku odnotujmy, że ten wpis w "Autobusie czerwonym" ma numer 1000.

Za dnia ronda z ledwo wystającymi spod śniegu znakami drogowymi wyglądały jak wielkie naleśniki z bitą śmietaną. Po zmroku pokonanie 30 km przez przełęcz, która dzieli Livigno i Bormio - dwie miejscowości dobrze znane także polskim narciarzom blisko granicy włoskiej - w zawiei śnieżnej i po serpentynach na wysokości 2200 mnpm było dla mnie jednym z największych wyzwań kierowcy.

Kilka razy zdarzyło mi się obserwować, że śnieg po dużych opadach był następnego dnia wywożony. Zarówno z głównych, jak i bocznych ulic - tak, że nie zalegał długo ani na jezdniach, ani na chodnikach:


Na co dzień normalnym środkiem transportu dla narciarzy w Alpach są oczywiście darmowe skibusy. Wystarczy mieć ważny karnet na stok. Po Bormio, które składa się z 3 oddalonych od siebie ośrodków narciarskich, kursują regularnie 3 linie oznaczone kolorami: niebieska, żółta i czerwona. Schemat poniżej przedstawia trasy komunikacji międzymiastowej:

Narciarze schodzą ze stoku i sprawdzają na czymś w rodzaju przystanku (nie ma specjalnie obfitych oznakowań) godzinę przyjazdu, trasę i listę przystanków. Trzy linie kursujące w obrębie Bormio (główny wyciąg z kolejką gondolową - miasto) wracają tu z różną częstotliwością - w godzinach narciarskiego szczytu co 15-20 minut, ale w pozostałych porach dnia nawet raz na godzinę. Są to nowe i nieco starsze modele skibusów, w środku oprócz foteli jest dużo miejsca dla stojących:

Do dalej położonych stoków, a także innych miast czy w sąsiednich dolinach podwoziły niebieskie autobusy lokalne i międzymiastowe z koszami na narty z tyłu:

Autobusy te wyruszały z miejsca, które przypominało mi dawny dworzec autobusowy w Zakopanem. W Bormio jednak wsiadało się w bramie, do której prowadziły drzwi z poczekalni:

Na usianych zakrętami i często wąskich drogach, gdy podczas śnieżyc robi się ślisko, kierowcy mieli naprawdę ciężko. Raz widziałem, jak jeden z nich wysiadł na przystanku, żeby założyć łańcuchy przed wspinaczką do wyżej położonej miejscowości San Carlo:

Zagadką pozostaje dla mnie tunel, który od ponad pół wieku sprawia, że odcięte dawniej zimą od świata Livigno (w ramach rekompensaty miejscowość ta od czasów średniowiecza korzysta z prawa do zwolnienia z ceł) teraz ma połączenie ze Szwajcarią:

W wykutym w skałach przejeździe mieści się tylko jedna jezdnia. Ruch odbywa się wahadłowo, co powoduje ogromne kolejki (staliśmy ponad 20 minut) przy jego wlotach, albo jednokierunkowo w określonych godzinach. Np. w sobotę do godz. 11 teoretycznie można się tylko wydostać z Livigno, a potem aż do wieczora tylko wjechać do Włoch. Przejazd kosztuje ponad 40 euro (w tej cenie pozwalają też ewentualnie wrócić na drugą stronę tunelu). Aż dziwne, że przy takich stawkach i dobrobycie panującym w obu krajach do tej pory nie zdecydowano się na przebicie dodatkowej nitki tunelu.

Chyba że ponad 3-kilometrowy tunel Munt la Schera nie jest poszerzany celowo - ze względów środowiskowych. Po stronie szwajcarskiej na terenie kantonu Gryzonia znajduje się jedyny w tym kraju park narodowy.

(osa)

poniedziałek, 26 lutego 2018, osa_oraz_smik

Polecane wpisy

  • Izrael pędzi z prądem, ale też stoi w oparach benzyny

    Na ulicach Tel Awiwu wzrok przykuwa bogactwo dwu- i trójkołowych pojazdów napędzanych nie tylko siłą ludzkich mięśni, ale też silnikami elektrycznymi. Kilka tyg

  • Tuluza jeździ nowocześnie

    Już po długiej majówce, ale może ta relacja będzie dla kogoś inspiracją na następny długi weekend albo dłuższy urlop? Jedziemy na południe Francji do Langwedocj

  • W kolejce do tramwajowej atrakcji

    Żeby stać się częścią pocztówkowego widoku z lizbońskim tramwajem na tle katedry Se (na zdjęciu powyżej), niektórzy stoją w skwarze nawet pół godziny na pierwsz

Komentarze
2018/02/27 09:07:21
Jazda w takich warunkach nie jest zbyt przyjemna...
-
2018/02/28 08:53:54
No powiem że śniegu bardzo dużo nie miałem przyjemności jeździć w takich warunkach ale za pewnie nie jest to przyjemne i trzeba zwracać uwage na wszystko i na ewentualne poślizgi, jeszcze jak się trasy nie zna to już wgl trzeba patrzeć na wszystko.
-
2018/03/05 08:47:15
Świetne zjęcia, współczuje tej osobie ktore w połowie trasy musiała sobie łańcuchy zakładać :D
-
2018/03/06 12:28:52
Jak widać to praca nie dla każdego, sama podróż może nie jest tak męcząca co problemy na drodze które pewnie zdarzają się często

Gazeta.pl Warszawa