wtorek, 31 stycznia 2012


Fot. Wojciech Olkuśnik/AG

W komunikacie o coraz silniejszych mrozach, które w najbliższych dniach czekają warszawiaków (z rekordem bliskim -30 st. C), biuro prasowe ratusza wymienia listę 43 miejsc z koksownikami. Pasażerowie mogą się przy nich ogrzać, czekając na tramwaj lub autobus (w tych warunkach nikomu nie życzę jazdy parówką 13N albo neoplanowym szrotem z zajezdni przy Kleszczowej). I oto niespodzianka: koksownik nr 27, „pętle będące w gestii Tramwajów Warszawskich - pętla Okęcie”.

Od razu robi się cieplej. Przynajmniej na duszy. A ciało niech grzeją na Okęciu tłumy przyjezdnych, które przyjadą tam teraz przez pomyłkę zamiast na lotnisko ;-) Koksownika im. Chopina na liście brak.

(osa)

19:28, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 30 stycznia 2012

 

Wracając dziś z otwarcia nowego parkingu przesiadkowego w Wawrze (ma świetną, wygodną lokalizację tuż przy zejściu w stronę peronu kolejowego), zajrzałem na sąsiednie stacje. W Aninie parking jest gorzej położony, bo trzeba przejść przez ul. Patriotów - był zajęty w 2/3.

Nowe zagłębie parkingowe powstaje też trochę na dziko przy stacji Warszawa Gocławek - kierowcy dojeżdżają tu od strony Marysina Wawerskiego przez ul. Korkową. Samochody zostawiają na jej końcowym odcinku i ul. Torowej, która jak nazwa wskazuje prowadzi wzdłuż torów. Jak przez mgłę pamiętam czasy, gdy Korkowa nie była tymi torami podzielona i znajdował się tu przejazd kolejowy. Jechałem wtedy dwudrzwiowym berlietem linii 143 do Rembertowa i jazda ciągnęła się w nieskończoność. Dwukrotnie stawaliśmy w ogromnych korkach przed zamkniętymi szlabanami: jeden na linii otwockiej właśnie koło stacji na Gocławku, a drugi już w Rembertowie. Ale czy to możliwe, że 143 jeździło przez pewien czas Korkową? Trasbus nie podaje takiego objazdu, a przecież pod koniec lat 70. trwała budowa wiaduktu na Marsa. Jak wyglądała wtedy organizacja ruchu? Według Trasbusa 10 lutego 1980 r. wiaduktem tym skierowano linię 137 wycofaną ”z kłopotliwego przejazdu przez tory kolejowe na ul. Korkowej”.

 

Minęły zaledwie 32 lata i wiadukt jest w opłakanym stanie. Pierwszy raz miałem okazję zobaczyć go od spodu, podjeżdżając właśnie ul. Torową. Od strony stacji na zbrojeniu dynda kawałek betonu. Podziurawiona jest też rynna, która nie wygląda bynajmniej na pochodzącą z czasów dogorywającego Gierka.

Na ul. Marsa trwa już wprawdzie budowa pierwszego z nowych wiaduktów, ale nie ma najmniejszych szans, by inwestycja skończyła się w terminie, czyli w połowie 2012 r. Skandalem jest sposób, w jaki urzędnicy traktują właścicieli sąsiednich nieruchomości. Już rok Ministerstwo Transportu rozpatruje odwołania od pozwolenia na budowę, co wstrzymuje z kolei wypłatę odszkodowań przez wojewodę, wysiedlenia, rozbiórkę i kontynuowanie prac. Mieszkańcy nie wiedzą, ile pieniędzy dostaną, gdzie mają się podziać, a kierowcy czekają, aż znikną korki. Oby nie były jeszcze większe, jeśli okaże się, że zrujnowany wiadukt trzeba będzie zamknąć.

(osa)

17:32, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (4) »
wtorek, 24 stycznia 2012

Pytanie nr 1 wśród warszawskich narciarzy w tym sezonie brzmi: którędy jechać w góry. Niezależnie od tego, czy w polskie, czy w Alpy, wielu z nas musi się zmierzyć z rozkopaną na długości 80 km gierkówką.

Paweł, zanim minął Janki, rzucił hasło na "mobilki": jechać krakowską czy katowicką? Trzech odpowiedziało, że krakowską, na co czwarty skomentował, że skoro radzi tak większość, to lepiej niech jedzie katowicką. Podziękował i nie pożałował.

Ruszyliśmy ok. godz. 9 i dało się przeżyć - od Radziejowic aż po Piotrków Trybunalski jest tylko jeden pas ruchu w każdą stronę (z krótkimi odcinkami, gdzie można wyprzedzić maruderów). Z rana ciągnął się sznur pojazdów, wolno, bo wolno, ale się jechało: 140 km z Warszawy do Piotrkowa w nieco ponad 2 godziny. Za to Anna, która Janki mijała w południe, meldowała z drogi o megakorkach. Pokonanie tego samego odcinka zajęło jej o 30 minut dłużej.

Przy okazji miałem możliwość potwierdzenia niepokojących sygnałów o złej jakości betonowej nawierzchni, w którą wyposażono przebudowane już odcinki gierkówki. Nigdy nie byłem entuzjastą betonu na jezdni. Może to uraz po jeździe zostawionym w spadku przez Hitlera odcinkiem autostrady A4, gdzie samochód falował i skakał w rytm kolejnych dylatacji. Na gierkówce też się je odczuwa, w dodatku komfort jazdy psuje nadmierny hałas powodowany tym, że nawierzchnia jest chropowata. Wyraźną ulgę przynosi wjazd na asfaltowe fragmenty, choćby przy otwartej w połowie poprzedniej dekady obwodnicy Rawy Maz.


Fot, Tomasz Stańczak/AG

Nie najlepiej wróży też wybetonowany już jakiś czas temu odcinek gierkówki w Łódzkiem - teraz to koszmarne trzęsawisko. Mam pomysł: skoro nasi drogowcy nie potrafią betonować, lepiej niech już dłubią w asfalcie. Ciekaw jestem wrażeń kierowców z nowego prywatnego odcinka autostrady A2, który został wybetonowany.

Trasa katowicka jest tak bardzo rozgrzebana, że nie zanosi się na rychłe zakończenie prac. Coś mi się wydaje, że jeszcze kolejny narciarski urlop upłynie na rozstrzyganiu dylematu: którędy. My wracamy sporym zawijasem - od Piotrkowa przez drogę nr 12. Ominiemy korki i zaliczymy otwartą niedawno (w terminie!) obwodnicę Opoczna.

(osa)

20:45, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (7) »
piątek, 20 stycznia 2012

Przyglądam się tej budowie od wielu miesięcy i nie mogę wyjść ze zdumienia, w jak dziwny sposób jest prowadzona. Pewnie mało kto zna rejony dawnej fabryki traktorów w Ursusie - jakież tam niewykorzystane połacie, ile traktów z trudem odzyskanych dla miasta po bankructwie PRL-owskiego kolosa na glinianych nogach!

Przed kilkoma laty Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad w łaskawości swojej zdecydowała, że sprezentuje stolicy nowy bezkolizyjny przejazd przez plątaninę torów na zachodzie miasta. Zapadła decyzja o przedłużeniu ul. Gierdziejewskiego z krainy traktorów nad linią PKP Warszawa-Poznań i nowym śladem wzdłuż zabytkowej alei lip (ul. Mory) do wylotówki na Poznań, czyli ul. Połczyńskiej. To będzie bardzo pożyteczne połączenie. Powstaje ono jednak w wielkich mękach, a przydałoby się już teraz - choćby z powodu zamknięcia równoległego przejazdu pod torami w tunelach na Dźwigowej. Docelowo przedłużona ul. Gierdziejewskiego dopełni ciągłości nowego korytarza między Połczyńską a Al. Jerozolimskimi z węzłem Salomea (początek przyszłej wylotówki z Warszawy w stronę Katowic). A to dzięki połączeniu z wytyczaną właśnie tzw. ul. Nowolazurową (nazwa to dziwna, pachnąca rusycyzmem) przez ul. Posag 7 Panien (to z kolei nazwa perełka) przecinającą dawne zakłady w Ursusie. Może jakimś cudem uda się obie te inwestycje skoordynować, by oddano je w miarę jednocześnie.

Oficjalnie data otwarcia przejazdu nowym odcinkiem ul. Gierdziejewskiego to marzec 2012 r. Z zapamiętaniem powtarzają go urzędnicy GDDKiA, ale dla każdego, kto był tam choć raz, jest jasne, że to termin całkowicie nierealny. Jeszcze w listopadzie i grudniu 2011 r. przy torach natykałem się na dopiero co wystające z ziemi zbrojenie filarów przyszłego wiaduktu nad torami linii Warszawa-Poznań. Będzie więc dobrze, jeśli inwestycja skończy się razem z pierwszym odcinkiem Nowolazurowej (według planów Zarządu Miejskich Inwestycji Drogowych pod koniec 2012 r., choć znając życie i wszystkie dotychczasowe dokonania tej instytucji, pewnie i tu zaliczą jakąś obsuwę).

Na Gierdziejewskiego rok trwały korowody przed przesunięciem linii wysokiego napięcia. To i tak nic, bo na trasie mostu Północnego ciągnęło się to przeszło dwa lata. Tu ciekawostka: po niemal każdym naszym artykule na ten temat państwowa firma Polskie Sieci Elektroenergetyczne przysyła nam na wszelki wypadek sprostowania, w których zarzeka się, że ona temu niewinna. Trudno doprawdy spotkać bardziej przewrażliwioną na swoim punkcie instytucję.

Zwiedzając - letnią jeszcze porą - Gołąbki, natknąłem się na komunikacyjny absurd. Autobusy linii 194, których trasa została (i chwała za to ZTM!) przedłużona, mają postój na środku ulicy Kadłubka (tak ją tytułuje plan miasta, choć to nie jakiś kadłubek bez nóżek i rączek, ale nasz wielki kronikarz Wincenty, w dodatku błogosławiony). Oczywiście utrudnia to przejazd, zaś wymijanie tak zaparkowanego autobusu na niezbyt szerokiej jezdni nie należy do przyjemnych ani do bezpiecznych.

A wystarczyłoby położyć kawałek asfaltu (dosłownie 20-30 m) na ul. Zielonej Gęsi i wtedy autobusy mogłyby w nią spokojnie skręcać z ul. Przejazdowej. Pętla byłaby na ul. Zielonej Gęsi, specjalnie w tym celu wytyczonej - szerokiej, a przede wszystkim tuż koło stacji kolejowej w Gołąbkach. Jak to jednak u nas bywa, nie udało się doprowadzić projektu do końca, ktoś machnął na to ręką i mamy drogową farsę pod słusznym patronatem Gęsi mistrza Ildefonsa.

(osa)

wtorek, 17 stycznia 2012

Redaktor Marek Lehnert, mój ulubiony korespondent Polskiego Radia, śledzi na falach "Programu Trzeciego" losy pewnego pomnika, który od prawie roku budzi w Rzymie ogromne kontrowersje. Chodzi o tę rzeźbę przedstawiającą Jana Pawła II:


Od początku protestują przeciwko niej zwykli mieszkańcy i lewicowy burmistrz miasta do spółki z Kurią Rzymską. Teraz zaś - jak poinformował w zeszłym tygodniu Marek Lehnert - autor pomnika musi zmienić naszemu papieżowi głowę (bo niepodobna do pierwowzoru) i pomyśleć nad jego płaszczem, w którego zaciszu lubią ponoć odpoczywać bezdomni.

Mnie bardzo się ta rzeźba podoba, bo jest zdecydowanie inna od naszych pomników papieskich produkowanych już niemal taśmowo na jedno kopyto. Kiedy mijam jeden z nich obok swojego kościoła, myślę sobie, że najlepiej byłoby, gdyby na tego maszkarona nasz błogosławiony posłał jakiś mały grom z jasnego nieba.

Piszę o rzymskim pomniku Jana Pawła II, bo stanął on w miejscu, które w Polsce byłoby nie do pomyślenia. Wyobrażacie sobie taki monument w węźle komunikacyjnym Młociny? Albo przy Dworcu Zachodnim czy Centralnym, gdzie znajduje się ”zajezdnia autobusowa” (jak to mawia były już członek zarządu PKP Jacek Prześluga)?

A w "wiecznym mieście" nasz Papa przycupnął sobie właśnie na tle megapętli autobusowej, przed olbrzymim dworcem kolejowym Termini (swojego zresztą imienia) i nad skrzyżowaniem wszystkich dwóch czynnych stacji rzymskiego metra. Z naszego punktu widzenia to naprawdę świetna miejscówka :-)

Dworzec Termini z końca lat 40. XX w. sprawia imponujące wrażenie. Pięknie odświeżona jest jego część od strony Eskwilinu i bazyliki S-ta Maria Maggiore.

Tory na stacji kończą się ślepo. Przy peronach można spotkać pociągi Pendolino starszego typu (ETR 450 z lat 80.)...

 

...jak i nowsze o bardziej opływowych kształtach. To tzw. czerwona strzała (Frecciarossa) linii Trenitalia, która zapewnia błyskawiczny przejazd między największymi miastami Włoch: Rzymem, Mediolanem, Neapolem, Turynem, Bolonią i Florencją.

Mniej przyjemne wrażenie robi rzymskie metro. Trwa właśnie wielka przebudowa jego węzłowej stacji pod dworcem Termini i trzeba na to wziąć poprawkę, ale mimo wszystko wagony są koszmarnie pobazgrane, zatłoczone i duszne. Przy nich nasze warszawskie metro wydaje się rajem.

Czyli w Rzymie - z daleka od metra. Zresztą i tak lepiej zwiedzać na piechotę albo w naziemnych środkach komunikacji.

Koło dworca Termini można się natknąć na starego typu tramwaje:



Do końcowego przystanku dojeżdżają, zaliczając pętlę w postaci kryterium ulicznego. Te zabytki to jeszcze nic w porównaniu z prawdziwie przedpotopowym taborem w kolorze pomarańczy, na który natknąłem się w północnej części Rzymu:


Linia 19 wyrusza z Piazza di Risorgimento nieopodal Watykanu i przejeżdża w pobliżu polskiej ambasady.

Na tym tle wyróżniają się nowoczesne tramwaje dwukierunkowe (linia 8), które docierają do krańca Argentina blisko placu Weneckiego i zawracają w stronę Zatybrza, przeskakując z jednego toru na drugi (mam nadzieję, że doczekamy się w końcu takich widoków w Warszawie - nie tylko na ogryzku nowej linii przez most Północny do Tarchomina, ale też w przypadku każdego długotrwałego remontu).

Skoro dotarliśmy aż na Zatybrze, do dworca Termini wrócimy stąd najszybciej autobusem linii H. W Warszawie linia H już dawno nie istnieje, ale nadal kojarzy mi się z pętlą Okęcie. Choć zawraca tu najwięcej linii podmiejskich, na pewno nie może się ona równać wielkiej pętli przed dworcem Termini z mnóstwem stanowisk, ogromnym placem manewrowym, po którym krążą zarówno autobusy, jak i pasażerowie. Wygląda to tak:

Uroku temu miejscu dodają wiekowe, rozłożyste pinie.

Na pętli bywa ciasno i nerwowo, o czym przekonałem się pewnego wieczoru, gdy mój autobus miał tu stłuczkę z innym, który akurat cofał:

Na pętli Termini nie spotkałem jednego z charakterystycznych elementów komunikacji miejskiej w Rzymie. To jedyne w swoim rodzaju rozkłady jazdy. Żeby ustalić numer linii i jej trasę, trzeba mocno zadrzeć głowę:

Nie wszędzie wygląda to w dodatku tak nowocześnie (wyświetlacze podające godzinę przyjazdu kolejnych linii) jak przed Bazyliką Santa Maria Cosmedin z "Ustami prawdy" rozsławionymi przez Audrey Hepburn i Gregory'ego Pecka w "Rzymskich wakacjach". Zazwyczaj jest tylko oszczędna informacja o ramowych godzinach kursowania linii jak w głębokim PRL-u na warszawskich przystankach (choć tam wygląda to oczywiście nieporównanie bardziej kolorowo):

Takiego oto autobusowego królestwa pilnuje w Rzymie pomnik Jana Pawła II. Ciekaw jestem, czy rzeczywiście zostanie zmieniony i jak. Nasłuchuję więc kolejnych korespondencji (świetne jest to końcowe "Marek Lehnert, Polskie Radio - tu dłuższa przerwa i krótkie: Rzym :-) i czekam na relacje czytelników naszego bloga, którzy będą świadkami, że tu zaszła jednak jakaś zmiana.


(osa)

23:17, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (12) »
piątek, 13 stycznia 2012

Nie udało się więc ukatrupić E2rda. Tak się czasem kończą zmiany forsowane z zaskoczenia. Cofnęliśmy się o jakieś 15-20 lat.

Bo wydawało mi się, że ostatnio Zarząd Transportu Miejskiego wypracował lepsze standardy: wyprzedzająca informacja dla pasażerów i samorządów dzielnicowych o projektach nowych tras, wyczerpujące informacje dla dziennikarzy zamiast obrażania się, potem czas na zbieranie uwag i ewentualne korekty. Fakt, że nie zawsze wszystkie zaplanowane w ten sposób zmiany ostatecznie wprowadzano w życie, bo mimo konsultacji też zdarzał się potężny opór (Wawer x 2). Jednak już np. z Ochotą jakoś się udało przed budową II linii metra, choć i tam były niemałe protesty (jednogłośny sprzeciw radnych) - demagogiczne albo wynikające z niewiedzy o skutkach szykowanych zmian. Przy tej okazji po konsultacjach ZTM wprowadził zresztą udane autopoprawki, bez których nie byłoby skróconej przesiadki z autobusów na Królewskiej do Metra Świętokrzyska (dodatkowy przystanek przy Zielnej), zaś 105 kończyłoby bez sensu przy Zachęcie, a tak podjeżdża do Uniwersytetu.


Fot. Filip Klimaszewski/AG

Na konsultacje nie wyglądał też projekt zmian tarchomińskich. Początkowo ZTM nie zaznaczył dość wyraźnie, że czeka na uwagi pasażerów. Napisano tylko, żeby zapoznać się z propozycjami tras. Protestów musiało być jednak sporo, skoro dziś wszystko właściwie wywrócono do góry nogami.

Chyba najbardziej w oczy rzuca się ”zmiana poglądów” w sprawie linii 511, która trafi w końcu na nowy most, choć początkowo ZTM przekonywał, że sumaryczny czas przejazdu tą trasą z Modlińskiej i przesiadka na stacji metra Młociny nie będą korzystniejsze od pozostawienia 511 na moście Grota do stacji Marymont. Przyjąłem te wyliczenia do wiadomości, choć wydawało mi się, że wielkich różnic by nie było, za to niewątpliwa korzyść w postaci łatwiejszego wejścia do wagonu na początkowej stacji metra.

Cieszy pozostawienie bez zmian linii 503 i 510 (tu jednak oberek przez Włościańską, o czym za chwilę). Cieszy wycofanie się ze zwiedzania dwóch mostów przez 508 raz na 20 minut. Dziwi utrzymanie obu linii ekspresowych - wydaje się, że w tym układzie wystarczyłaby jedna i chyba jednak ta krótsza, E-4 z Tarchomina, skoro 508 będzie dojeżdżać do Nowodworów. Nadal nie ma żadnej linii na przystanku Picassa do Metra Młociny.

Znamienne jest, że ZTM nie podał, jak często będa kursować autobusy. Na to, że raczej rzadko, może wskazywać choćby wspomniana korekta trasy 510 naokoło przez Włościańską i Żelazowską do przystanku Park Kaskada (żeby wspomóc 186, 508 i ekspresy). Odbieram to też jako dalsze zniechęcanie, by tą linią jeździć (z Arkadii czy Dworca Centralnego). Inna sprawa, że i tak podczas remontu Trasy AK ma być zamknięty bezpośredni zjazd z ul. Słowackiego, więc taki właśnie będzie objazd dla skręcających w tym miejscu w stronę mostu Grota.

Jego poszerzanie albo nawet wakacyjne zawieszenia linii staną się pewnie okazją do dalszych korekt tras linii tarchomińskich (czyli metoda żoliborska z powodu zamkniętego wiaduktu przy Dworcu Gdańskim). Wtedy mogą np. odpaść ekspresy przez Modlińską. Powinno się już też wyklarować, jak ułoży się natężenie ruchu na dojeździe z mostu Północnego do węzła Młociny. Cienko to widzę, bo tam może być wąskie gardło bez buspasa.

Z tym też pewnie liczył się ZTM, który musi w dodatku lawirować, żeby superdobrym dojazdem autobusami nie zabić frekwencji w linii tramwajowej jeszcze przed jej zbudowaniem. Kiedy doczekamy się w końcu tramwajów na Tarchominie, protesty i dyskusje w sprawie kolejnych zmian tras będą pewnie jeszcze bardziej zażarte niż teraz.

(osa)

20:40, osa_oraz_smik
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2

Gazeta.pl Warszawa