sobota, 28 lutego 2009
Ciągnąć przetarg przez ponad trzy lata i zapewniać, że rozstrzygnięcie tuż tuż, a w końcu go unieważnić - to jest możliwe chyba tylko u nas. Autostradę A2 spod Łodzi do stolicy zaczynamy od nowa
czwartek, 26 lutego 2009

Godzina 17.30, stacja Centrum, peron w stronę Młocin. A na nim ludzka ciżba. Stoimy w kilku szeregach. Podjeżdża pociąg, wysiada niewiele osób, my z peronu zaczynamy szturm.

 

Po kilkudziesięciu sekundach rozlega się megafon: ”Proszę nie opóźniać odjazdu pociągów. Następny kurs w stronę Młocin już za około minuty”. Zostaje więcej niż połowa pasażerów.

Rzeczywiście za minutę wjeżdża pociąg. Wchodzimy, ale znów nie mieszczą się wszyscy. W środku ogromny ścisk - tak, że nie wbijesz szpilki - jest do stacji Ratusz-Arsenał. Następna fala wylewa się na Dworcu Gdańskim. Do Placu Wilsona zajęte są wszystkie miejsca siedzące, wiele osób stoi, ale tłoku już nie ma.

Dla mnie, który o tej porze zwykle siedzi w redakcji w ferworze pisania albo redagowania tekstów, był to widok dość zaskakujący. Wcześniej widziałem coś takiego ok. godz. 8 rano na stacji Termini w Rzymie (swoją drogą metro mają tam obskurne) - udało mi się wsiąść dopiero za trzecim razem. W Warszawie do tej pory pisaliśmy i słyszeliśmy o niewyobrażalnym tłoku w porannym szczycie z Ursynowa, a po zamknięciu wiaduktu przy Dworcu Gdańskim także z Żoliborza. Dziś ok. 8.30 jechałem właśnie z tego kierunku i choć nie było takiego ścisku jak wczoraj na stacji Centrum, to pociąg wlókł się niemiłosiernie. Przed wjazdem na stację Dworzec Gdańskim spędził ok. 2 min w tunelu, po czym kolejne 2 na peronie. Metro nam się zatyka. Strach pomyśleć, co będzie w poniedziałek, kiedy wiadukt zamkną już na amen.

(osa)

16:40, osa_oraz_smik , Metro
Link Komentarze (9) »
środa, 25 lutego 2009

 

Trzask-prask i mamy takt 5-10-15-20 minut w rozkładach tramwajowych. Nie spodziewałem się, że tak szybko, bo już od 14 marca. A jednak dało-się. Brawo dla ZTM! 

Jeszcze wczoraj pisałem na blogu pełen obaw, że zamieszanie z objazdami wokół Trasy W-Z spowoduje kolejne odroczenie poprawy rozkładów jazdy. Nie wiedziałem, że przeciwnie, ZTM skorzysta z tej okazji, by przywrócić kursowanie co 5-10 min. w godzinach szczytu. Bardzo się z tego cieszę, a moja radość będzie jeszcze większa, gdy okaże się, że te nowe, gęstsze rozkłady są ze sobą porządnie skoordynowane.

Co do nowych tras i nowych linii - nie ma chyba większych zastrzeżeń. Jak już pisałem, zamiast kombinowania z linią 41, wolałbym przenieść 16-kę na Bródno z Żerania FSO, a na Żerań - 27 z Potockiej. Rozumiem jednak, że nadal chronimy tę petlę przed tajemniczym inwestorem, powodując sztuczną na niej frekwencję? Trochę niezrozumiałe jest też dublowanie linii 26 przez akurat numer 23 między Cm. Wolskim a pl. Bankowym, choć to b. dobre wzmocnienie na tym odcinku. Lepszy byłby po prostu numer 46.

Obawy budzi za to zapowiedź likwidacji zawrotki wokół Muzeum Niepodległości między jezdniami Trasy W-Z po zakończeniu wszystkich prac i objazdów. Przecież to byłby niezły absurd. Niech ta pętla zostanie na wypadek awarii czy nawet z okazji budowy stacji metra Dworzec Wileński. Nie wiadomo jeszcze, kiedy się przyda.

Za to trasy objazdowe autobusów wyglądają na nieźle przekombinowane. Ludziom trudno się w nich będzie połapać. Szkoda, że nie udało się zorganizować linii wahadłowej między lewym a prawym brzegiem Wisły bez konieczności przesiadania się na Podzamczu - technicznie można się o to było postarać. Te przesiadki, choć niby autobus w autobus na sąsiednich przystankach - mogą zniechęcać pasażerów do podróżowania Trasą W-Z. Z drugiej strony nie będą mieli innego wyjścia. Zobaczymy wkrótce, jak to się wyklaruje.

W każdym razie wiadomość wieczoru to powrót częstszych taktów w rozkładach tramwajów. Teraz czekam na ich koordynację.

(osa)

23:23, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (26) »
wtorek, 24 lutego 2009
Mam żal do obecnego kierownictwa ZTM, że rozwalił jedną z nielicznych sensownych reform, którą udało się przeprowadzić poprzedniej ekipie: dlaczego tramwaje nie mogą kursować co 5-10 minut? Nie dość, że jeżdżą rzadziej, to w dodatku stadami
poniedziałek, 23 lutego 2009

Pociąg Bombardiera, podobny zamówiły Koleje Mazowieckie w 2007 r. 

Unowocześnianie kolei idzie niezwykle ślamazarnie. Kolejne obietnice zakupów supernowoczesnych pociągów pozostają tylko na papierze. Nowego taboru prędko nie kupi ani WKD ani SKM. 

O wielkich planach samorządu Mazowsza wobec Warszawskiej Kolei Dojazdowej  słyszymy od wielu lat. W zeszłym tygodniu pisaliśmy w "Gazecie" o kolejnych niespełnionych obietnicach ekipy marszałka Struzika, który już w 2005 roku obiecywał pasażerom, że "za dwa - trzy lata" pojadą nowymi pociągami. Przez ten czas powstawały tylko kolejne ekspertyzy. Teraz jego urzędnicy mówią, że z powodu kryzysu, mogą być kłopoty ze znaleziem pieniędzy na nowy tabor. Spółka WKD szuka innego finansowania, np. przy pomocy kredytów, ale to też nie będzie łatwe.

Okazuje się jednak, że nie tylko pasażerowie popularnej "wukadki"zostali oszukani. Niemal od roku zakup kilkunastu pociągów obiecują szefowie Szybkiej Kolei Miejskiej. Jej prezes Leszek Walczak za każdym razem obiecuje, że dostawcy zacznie szukać "za kilka tygodni". Przetargu jak nie było, tak nie ma. Nie przyspieszyła go nawet podpisana w zeszłym roku umowa wieloletnia z miastem, która miała umożliwić zaciąganie kredytów.  Nowe pociągi miały jeździć z lotniska Okęcie do Legionowa i Sulejówka. Tymczasem kolejarze wreszcie ogłosili przetarg na budowę łącznicy pod terminal. Jeśli nie będzie kolejnych opóźnień, będzie gotowa wiosną 2011 roku. Może zatem dojść do kolejnego absurdu. Najpierw przez kilka lat stała gotowa w stanie surowym podziemna stacja przy lotnisku, ale nie było prowadzącego do niej tunelu. Teraz będzie tunel, ale nie będzie pociągów 

(śmik)

23:16, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (5) »
W potwornym tłoku jeździ się krótkimi scaniami i solarisami linią 180, która wyreanimowana z zapaści na Marszałkowskiej na Trakcie Królewskim stała się ofiarą swojego sukcesu
 
1 , 2 , 3 , 4

Gazeta.pl Warszawa