poniedziałek, 26 lutego 2018

Zima na sam koniec ostro przymroziła w Warszawie, ale w Alpach od początku daje się we znaki także obfitymi opadami śniegu. Ponoć największymi od dwóch dekad. Najpierw więc śnieżyce odcięły wiele ośrodków narciarskich we Francji i to tak, że nie dało się nawet wyjść na stok. Potem lawiny zeszły na drogi na pograniczu Szwajcarii i Włoch. Trzeba było ewakuować turystów. Nie zdawałem sobie z tego sprawy, podziwiając przygniecione malowniczo śniegiem ronda, wiaty przystankowe i pobocza dróg między Livigno a Bormio: 



Zaraz po drugiej stronie granicy wspina się kultowy pociąg Kolei Retyckich, którym podróż opisałem i pokazałem na zdjęciach blisko 4 lata temu:
http://autobusczerwony.blox.pl/2014/05/Weekend-w-Bernina-Express-cz-1.html
http://autobusczerwony.blox.pl/2014/05/Weekend-w-Bernina-Express-cz-2.html
http://autobusczerwony.blox.pl/2014/05/Weekend-w-Bernina-Express-cz-3.html

A także w 2016 r.: http://autobusczerwony.blox.pl/2016/11/Pociag-na-zadanie-Wystarczy-wcisnac-guzik.html 

Dla porządku odnotujmy, że ten wpis w "Autobusie czerwonym" ma numer 1000.

Za dnia ronda z ledwo wystającymi spod śniegu znakami drogowymi wyglądały jak wielkie naleśniki z bitą śmietaną. Po zmroku pokonanie 30 km przez przełęcz, która dzieli Livigno i Bormio - dwie miejscowości dobrze znane także polskim narciarzom blisko granicy włoskiej - w zawiei śnieżnej i po serpentynach na wysokości 2200 mnpm było dla mnie jednym z największych wyzwań kierowcy.

Kilka razy zdarzyło mi się obserwować, że śnieg po dużych opadach był następnego dnia wywożony. Zarówno z głównych, jak i bocznych ulic - tak, że nie zalegał długo ani na jezdniach, ani na chodnikach:


Na co dzień normalnym środkiem transportu dla narciarzy w Alpach są oczywiście darmowe skibusy. Wystarczy mieć ważny karnet na stok. Po Bormio, które składa się z 3 oddalonych od siebie ośrodków narciarskich, kursują regularnie 3 linie oznaczone kolorami: niebieska, żółta i czerwona. Schemat poniżej przedstawia trasy komunikacji międzymiastowej:

Narciarze schodzą ze stoku i sprawdzają na czymś w rodzaju przystanku (nie ma specjalnie obfitych oznakowań) godzinę przyjazdu, trasę i listę przystanków. Trzy linie kursujące w obrębie Bormio (główny wyciąg z kolejką gondolową - miasto) wracają tu z różną częstotliwością - w godzinach narciarskiego szczytu co 15-20 minut, ale w pozostałych porach dnia nawet raz na godzinę. Są to nowe i nieco starsze modele skibusów, w środku oprócz foteli jest dużo miejsca dla stojących:

Do dalej położonych stoków, a także innych miast czy w sąsiednich dolinach podwoziły niebieskie autobusy lokalne i międzymiastowe z koszami na narty z tyłu:

Autobusy te wyruszały z miejsca, które przypominało mi dawny dworzec autobusowy w Zakopanem. W Bormio jednak wsiadało się w bramie, do której prowadziły drzwi z poczekalni:

Na usianych zakrętami i często wąskich drogach, gdy podczas śnieżyc robi się ślisko, kierowcy mieli naprawdę ciężko. Raz widziałem, jak jeden z nich wysiadł na przystanku, żeby założyć łańcuchy przed wspinaczką do wyżej położonej miejscowości San Carlo:

Zagadką pozostaje dla mnie tunel, który od ponad pół wieku sprawia, że odcięte dawniej zimą od świata Livigno (w ramach rekompensaty miejscowość ta od czasów średniowiecza korzysta z prawa do zwolnienia z ceł) teraz ma połączenie ze Szwajcarią:

W wykutym w skałach przejeździe mieści się tylko jedna jezdnia. Ruch odbywa się wahadłowo, co powoduje ogromne kolejki (staliśmy ponad 20 minut) przy jego wlotach, albo jednokierunkowo w określonych godzinach. Np. w sobotę do godz. 11 teoretycznie można się tylko wydostać z Livigno, a potem aż do wieczora tylko wjechać do Włoch. Przejazd kosztuje ponad 40 euro (w tej cenie pozwalają też ewentualnie wrócić na drugą stronę tunelu). Aż dziwne, że przy takich stawkach i dobrobycie panującym w obu krajach do tej pory nie zdecydowano się na przebicie dodatkowej nitki tunelu.

Chyba że ponad 3-kilometrowy tunel Munt la Schera nie jest poszerzany celowo - ze względów środowiskowych. Po stronie szwajcarskiej na terenie kantonu Gryzonia znajduje się jedyny w tym kraju park narodowy.

(osa)

20:26, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (4) »
piątek, 16 lutego 2018

Wypatrywałem corocznej konferencji prasowej organizowanej zwykle przez ratusz pod koniec zimy w sprawie planów remontowych i inwestycyjnych na najbliższy sezon. Tym razem urzędnicy ograniczyli się do komunikatu-gotowca, który tzw. dziennikarze z rozmaitych portali internetowych przekopiowali żywcem bez żadnych refleksji ani wątpliwości. Tak to teraz, niestety, działa, dlatego zachęcam, żeby jednak wydać te parę złotych na pogłębione informacje z dodatkowymi, nie zawsze wygodnymi dla urzędników pytaniami. Szerszy tekst na temat tegorocznych remontów ukaże się w "Gazecie Stołecznej" w nowym tygodniu.

Zgodnie z zapowiedziami z poprzednich lat spodziewałem się, że w 2018 r. tramwajarze w końcu zabiorą się do większych robót na rondzie Babka. To fatalne miejsce, gdzie pasażerowie tracą czas w korkach. Pokonanie tego jednego skrzyżowania zajmuje nawet pięć minut, bo tramwaje sterczą na czerwonym świetle przed wjazdem na rondo, przed zjazdem z niego i na drugim przystanku w tym samym węźle przesiadkowym.

Okazuje się, że problem jest też w drugą stronę - tramwaje nie mieszczą się na przystanku w kierunku Żoliborza i częściowo zastawiają ruchliwe przejście dla pieszych:


Dokładnie rok temu byłem po sąsiedzku na pokazie prasowym w centrum handlowym Arkadia, które zaczynało wtedy swoją rozbudowę o nową część z restauracjami. Już działają, a ja pamiętam zapowiedzi prywatnego inwestora, który chciał partycypować w kosztach wydłużenia platformy przystankowej w kierunku Żoliborza i wytyczenia nowego przejścia dla pieszych do tramwajów przez al. Jana Pawła II bliżej drzwi wejściowych do Arkadii. Cytat z archiwum "Gazety Stołecznej":
"Grzegorz Grajkowski z Arkadii zapowiedział wytyczenie dodatkowego przejścia na drugim końcu wysepki przystankowej, która ma być poszerzana prawdopodobnie w 2018 r. Wtedy też powstanie nowy tor dla tramwajów przyjeżdżających z Żoliborza i skręcających na rondzie Babka. To powinno rozładować korki. W tym roku do remontu idzie odcinek trasy tramwajowej wraz z przystankami przed Arkadią na ul. Słomińskiego w stronę mostu Gdańskiego".

Niestety, dodatkowe przejście dla pieszych przy Arkadii nie powstanie. Przynajmniej w tym roku. A szkoda, bo byłoby to rozwiązanie obecnych problemów z tłokiem na przystanku. Wpadają tam na siebie pasażerowie spieszący się do tramwajów i ci, którzy z nich właśnie wysiedli. Poza tym swobodnie mieściłyby się jeden za drugim długie składy.

Niestety, inwestycja najwidoczniej się przesuwa. Podobnie zapowiadane już wiele lat temu rozdzielenie tramwajów skręcających na rondzie Babka w lewo na most Gdański od tych jadących prosto do al. Jana Pawła II i w prawo - do ul. Okopowej. Miał powstać dodatkowy tor na najbardziej obciążonym wlocie na skrzyżowanie. W zamian na razie urzędnicy mówią tylko o przeprogramowaniu sygnalizacji świetlnej. Ma to nastąpić do wakacji 2018 r. Obawiam się jednak, że ruch tramwajowy jest tu tak duży, że pomoże to tylko w niewielkim stopniu.

(osa)

21:25, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 05 lutego 2018

Tym warszawiakom, którzy czują może jakieś kompleksy dlatego, że w naszym mieście nie ma aż tylu linii metra co w Paryżu czy Londynie, gdzie cała sieć powstaje od ponad 150 lat, albo nawet w Pradze, Budapeszcie i Bukareszcie, polecam przejażdżkę pociągiem podmiejskim. Pomaga od razu - naprawdę można się dowartościować. Ja nie muszę, ale dla wielu osób, nie wiedzieć czemu, liczy ilość a nie jakość. Stąd np. narzekania, że do Wilanowa dociera tylko jedna linia autobusowa z Wisłostrady, a przedtem były 2 czy 3 (nieważne, że kursowały najczęściej co kwadrans i zazwyczaj wszystkie razem). Stąd też pomstowanie, że w Warszawie tak mało metra.

Fot. Adam Stępień/AG

Jednak odkąd Szybka Kolej Miejska działa tak, jak powinna, a nie tak, jak w początkowym okresie nieudaczników z warszawskiej ekipy Lecha Kaczyńskiego, i odkąd bilet aglomeracyjny Zarządu Transportu Miejskiego obejmuje też Koleje Mazowieckie, uważam, że mamy nie tylko jedną i ogryzek drugiej linii metra, ale też siedem dodatkowych. Co prawda w większości naziemnych, ale co z tego, skoro np. w takim Chicago tylko niespełna 20 km metra znajduje się w tunelu, a przeszło 150 km na powierzchni. Zresztą większość pociągów z obrzeży Warszawy też wjeżdża pod ziemię do genialnego przejazdu na linii średnicowej PKP z lat międzywojennych z późniejszymi stacjami Arseniusza Romanowicza. Pamiętam, jak pożal się Boże kandydat na prezydenta miasta Janusz Korwin-Mikke postulował, by wpuścić tam samochody...

Na co dzień nie dojeżdżam pociągami podmiejskimi czy SKM-ką, dlatego doceniłem, jak działają w mroźny dzień, gdy akumulator w samochodzie odmówił współpracy, a ja musiałem się dostać na brydżowe spotkanie na krańcach Wawra. Kursy w niedzielę nie są zbyt częste, ale wystarczyło sprawdzić rozkład jazdy. Na Dworcu Zachodnim czekał cieplutki skład SKM-ki z nowosądeckiej fabryki Newagu. Czysto, wygodnie, a przejazd zajął niewiele ponad pół godziny. W dodatku było wesoło, bo na stacji w Aninie wsiadł człowiek z gitarą i zaczął się występ z przekazywaniem instrumentu innym pasażerom wtajemniczonym w tej sztuce.

Po pięciu upojnych robrach (jeden, niestety, z dużą górką i sromotną wpadką po kontrze na cztery kiery) powrót Kolejami Mazowieckim z przesiadką niemal na drugi koniec miasta zajął mi tylko 50 minut. W tym połowę dojazd na Dworzec Śródmieście. Bywało, że samochodem trwało to dłużej, jeśli doliczyć rozwożenie pozostałych brydżystów po Wawrze i innych częściach Warszawy. W dodatku pociąg okazał się miłą niespodzianką, bo choć z zewnątrz wyglądał jak reanimowany "kibel" z czasów PRL, to w środku nie mogłem uwierzyć własnym oczom:

Miękkie fotele w barwach przewoźnika zamiast twardych z czerwonego plastiku, który latem przyklejał się do nóg, gdy jechało się krótkich spodenkach. Działało oświetlenie, nie było żadnego brudu i smrodu, znów ciepło, w dodatku uśmiechnięty pan konduktor (fachowo to chyba kierownik pociągu?), który zgodził się opóźnić odjazd, widząc, że biegnę do peronu ("Spokojnie, ma pan jeszcze 12 sekund"). Dałem radę, choć prawdę mówiąc, spodziewałem się SKM-ki 5 minut później.

Tu, niestety, muszą się zacząć narzekania. Sprawdziłem potem w rozkładzie i właśnie tylko tyle wynosi po godz 21 różnica między kursami pociągów. To dziwne, bo potem jest odstęp 20-, a przedtem 25-minutowy.

Z innych obserwacji. Zdziwiłem się, jak łatwo dostać się na tory na tyłach nowych biurowców budowanych lub otwartych już wzdłuż Al. Jerozolimskich między dworcami Zachodnim a Ochotą. Nie ma tam żadnego parkanu. Za to jak zawsze pełno śmiecia.

Za Dworcem Śródmieście (po tzw. estetyzacji na Euro 2012 wróclł tu charakterystyczny smrodek) w kierunku Powiśla pociąg jedzie początkowo b. wolno.

Wspaniały odcinek linii średnicowej prowadzi nad Powiślem, Wisłą i w sąsiedztwie Stadionu Narodowego - aż miło wyglądać za okno.

Dalej jednak lepiej już nie patrzeć, bo widać potworny syf na tyłach praskich, zrujnowanych kamienic przy Targowej i Skaryszewskiej oraz bieda bazar z namiotami przy Zamoyskiego, który przetrwał jeszcze po likwidacji upiornego Jarmarku Europa.

Trasa w kierunku Wawra w ogóle nie wygląda zbyt atrakcyjnie - że też nikomu to nie przeszkadza? Wysypisko śmieci w niedoszłym tunelu za Dworcem Wschodnim pod tzw. Trasę Tysiąclecia (czy kiedyś ona powstanie?). Opuszczone hale fabryczne na Kamionku, które wypiera (i dobrze!) nowa zabudowa mieszkaniowa. Nieużywane bocznice do szpitala wojskowego przy ul. Szaserów. Dzikie ogródki działkowe ze skleconymi byle czym altankami. W większości koszmarne budownictwo (nie licząc ciekawego osiedla koło przystanku Warszawa Gocławek). Zaniedbane perony i budynki stacyjne (w większości zaryglowane na cztery spusty) ze skrzydlatymi wiatami, które udało się na szczęście wpisać do rejestru zabytków.

Mam nadzieję, że odzyskają jeszcze drugie życie podczas zapowiadanej na początek lat 20 modernizacji odcinka Warszawa - Otwock. Pasażerom może być ciężko w czasie tych prac, wierzę jednak, że potem dojazdy będą jeszcze wygodniejsze niż teraz.

(osa)

18:14, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (15) »
czwartek, 01 lutego 2018

Aktywny radny kontanciński Tomasz Nowicki, który kieruje w tej gminie doraźną komisją ds. transportu miejskiego i infrastruktury rowerowej, zrelacjonował mi wczorajszą wizytę u dyrektora pionu przewozów Zarządu Transportu Miejskiego Andrzeja Frankowa przy ul. Żelaznej w Warszawie. Razem z dwójką radnych radnych rozmawiali o planowanych zmianach w komunikacji podmiejskiej na swoim terenie.

Podtrzymano wcześniejsze zapowiedzi skierowania przez nowy odcinek z Powsina do pętli przy stacji metra Kabaty linii podmiejskich przejeżdżających przez Konstancin: 710 i 724 z Piaseczna oraz 742 z Góry Kalwarii. Według radnego Nowickiego rozważane są dwa terminy: początek maja lub początek września. Wszystko zależy od dokończenia przebudowy skrzyżowania ul. Relaksowej i Wąwozowej w Kabatach, z czym biedzą się władze Ursynowa.

Zmiany mają się łączyć z wprowadzeniem w Konstancinie I strefy biletowej. Obniżkę dla mieszkańców i wyższe wydatki z budżetu swojego miasta radni przegłosowali przed końcem 2017 r. i sprawa jest już dogadywana z władzami Warszawy (tak jak wcześniej zrobiły to Marki i Łomianki). Autobusy zyskają miejską numerację. Jak się dowiaduję, linia 700 docierająca od 1995 r. z Dworca Centralnego do centrum rehabilitacyjnego STOCER w Konstancinie miałaby odziedziczyć legendarny numer setki. Okólna linia 100 kursująca po Śródmieściu w czasach PRL była opisywana m.in. kartach "Złego" Leopolda Tyrmanda. Pamiętam "setkę" na Nowym Świecie, pl. Zwycięstwa (dziś Piłsudskiego), Żelaznej czy pl. Unii Lubelskiej.

Inna ciekawa zmiana to: 

Fb radnego Tomasza Nowickiego

Już jakiś czas temu radny Nowicki zapowiadał utworzenie w Konstancinie nowej pętli Grapa przy poczcie na ul. Wilanowskiej. Trzeba ją jeszcze wybudować. Teraz twierdzi, że ZTM jest tam skłonny skierować linię 139 z pętli Metro Wilanowska przez al. Wilanowską, Wilanów i Powsin. To ciekawy pomysł - pomógłby w pewnym stopniu rozwiać obawy pasażerów dojeżdżających z Konstancina do Wilanowa, którzy stracą bezpośrednie połączenie po skierowaniu linii podmiejskich 710, 724 i 742 do Metra Kabaty.

Na pytanie, co jednak z dojazdem do Ogrodu Botanicznego w Powsinie (linia 139 dociera tam teraz przez Klarysew), radny Nowicki twierdzi, że byłyby to tylko podjazdy w wybranych kursach. Po czym autobusy wracałyby z Ogrodu Botanicznego na ul. Warszawską do pętli Grapa. Nie jest to dobre rozwiązanie. Ani dla odwiedzających ogród (co z powrotem do Warszawy?), ani dla mieszkańców Konstancina, którzy woleliby pewnie prostą i szybką podróż bez żadnych zawijasów. Należałoby więc utworzyć dwa osobne połączenia: Metro Wilanowska - Ogród Botaniczny i Metro Wilanowska - Grapa w Konstancinie. Ponieważ będzie jeszcze jedno po otwarciu łącznika Powsin - Kabaty dla autobusów (linia 339: Metro Wilanowska - Wilanów - Powsin - Metro Kabaty), szkoda, że ZTM wykorzystał numer 239 dla utworzonej w tym tygodniu linii Ursynów Płd. - Krasnowola. Lepiej pasowałoby tam 210.

Chyba że ZTM planuje je wykorzystać w Konstancinie zamiast 710, gdy do I strefy biletowej wejdzie także Piaseczno? I tak raczej nie uda się tu stworzyć rodziny linii jak w Markach (140-240-340) czy Łomiankach (150-250-750). Dlatego obstawiałbym, że niezależnie od decyzji taryfowych w Piasecznie obecna linia 725 (Wilanów - Powsin - Kępa Okrzewska) wydostająca się kilkaset metrów na teren gminy Konstancin-Jeziorna powinna przejąć wolny numer 130 widywany w tych stronach w latach 1979-2010.

(osa)

18:29, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (2) »
Archiwum

Gazeta.pl Warszawa