niedziela, 28 listopada 2010

Fora internetowe trzęsą się ze śmiechu na skutek nietypowego pojedynku informacyjnego między naszą ”Gazetą” a ”Życiem Warszawy”, ale też między rzeczniczkami Zarządu Miejskich Inwestycji Drogowych. Rzecz dotyczy powstającego w mękach wiaduktu nad torami kolejowymi, który ma połączyć Służewiec z Okęciem. W minionym tygodniu pojawiła się informacja, że wkrótce będzie otwarta tylko jedna jego połowa - południowa. Na logikę wychodziłoby na to, że samochody pojadą nią z Okęcia na Służewiec, i tak też podał nasz zacny kolega Konrad Majszyk za rzeczniczką ZMID Małgorzatą Gajewską. W ZMID-zie pracuje też jednak jej równie sympatyczna koleżanka Agata Choińska, z którą rozmawiał Krzysiek. Dlatego powołując się na jej informacje i zastrzeżenia miejskiego inżyniera ruchu, podaliśmy, że ruch na połówce wiaduktu zostanie najpierw puszczony ze Służewca na Okęcie. No i masz babo placek - zaczęły się uszczypliwe komentarze: czyje na wierzchu. Krzysztof upewnił się więc ponownie i jego źródło potwierdziło. A może zrobić rozmowę krzyżową - ”Gazeta” z p. Małgorzatą, a ”Życie” z p. Agatą? :-)

Fot. Jacek Łagowski/AG

Tak czy owak wszyscy się chyba zgodzimy, że już najwyższy czas, by ratusz wyrzucił wreszcie Spółdzielnię Świt i można będzie dokończyć wiadukt w całości.

(osa)

piątek, 26 listopada 2010

 

Fot. Bartosz Bobkowski/AG

Nie mogę się napatrzeć na most Śląsko-Dąbrowski i jego nową iluminację. Co za widok! Wracając wczoraj z pracy, natknąłem się akurat na fazę niebiesko-fioletową, wcześniej podczas prób most ”świecił” na zielono i czerwono albo na biało-czerwono, fiolet wędrował przez kolejne przęsła z lewego na prawy brzeg Wisły. Reflektory wydobywają z mroku nawet filary, czego nie udało się osiągnąć na poniatoszczaku. Wcześniej Śląsko-Dąbrowski to była dla mnie jedna z najnudniejszych przepraw przez Wisłę w Warszawie (gorsze są chyba tylko most Grota-Roweckiego i Łazienkowski, niestety, Północny też nie zapowiada się zbyt ciekawie). A teraz proszę - ile z niezbyt efektownej konstrukcji można wydobyć jej właściwym oświetleniem.

Właśnie - właściwym. Bo wcześniejsze było koszmarem, a w dodatku przetargowym przekrętem, co opisywaliśmy w ”Gazecie” w latach 2000-2002. Zarząd Dróg Miejskich kierowany wówczas przez Tomasza Sz. (dziś w skrócie, bo jako oskarżony czeka na proces w innej sprawie, który dziwnym trafem wciąż nie może się zacząć) miał znacznie przepłacić za iluminację mostów Śląsko-Dąbrowskiego, Poniatowskiego i Gdańskiego. Ówczesny prezydent miasta Paweł Piskorski odpalił wszystko ”w pierwszy dzień nowego stulecia”. Część pieniędzy (całość kosztowała ok. 2,2 mln zł, choć padały różne kwoty) przesunął z remontów ulic w istniejącej wtedy gminie Centrum. Reflektory czekały już w magazynach przed wybraniem wykonawcy. Z przetargu wykluczono najtańszą firmę z Krakowa, która wcześniej wprawiła się przy podświetleniu 40 obiektów m.in. Sukiennic i Kościoła Mariackiego. Nasza iluminacja okazała się knotem. Jej montażu nie poprzedził profesjonalny projekt, więc, trupio blade światło świeciło w oczy kierowcom jadącym Wisłostradą i w okna mieszkańcom osiedla Panieńska na Pradze. Dlatego ci ostatni z ulgą czekali na liczne zresztą początkowo awarie (ZDM nie wybrał firmy do konserwacji). Zużycie energii wynosiło 50 kWh (najwięcej spośród wszystkich trzech mostów). Roczny koszt utrzymania iluminacji - na początku 410 tys. zł, w tym 100 tys. energia elektryczna.

Obecna iluminacja ma być energoszczędna. Montaż 192 lamp typu LED kosztował 1,1 mln zł. I już odzywają się malkontenci z pytaniami, na co komu takie wydatki (choć tej zimy miasto zamierza dosłownie wyrzucić w błoto 95 mln zł na nieefektywne odśnieżanie ulic z kolejną hiperdawką soli dla naszych drzew, psów, aut i butów). Ja tym razem ZDM chwalę - zmiana oświetlenia wyszła mostowi Śląsko-Dąbrowskiemu zdecydowanie na korzyść.

Fot. Bartosz Bobkowski/AG

Żeby nie było zbyt różowo, teraz dostanie się miastu za beznadziejny moim zdaniem wygląd ul. Emilii Plater. Od niedawna możemy oglądać końcowy efekt remontu tej ulicy, która wbrew zapowiedziom przypomina teraz autostradę (wcześniej z powodu dziur i zaparkowanych samochodów, które zastawiały przejazd, ciężko się tu było rozpędzić). Auta nadal zastawiają wysepki przystankowe i wywalczone z wielkim trudem ścieżki rowerowe, które jako pierwsze w Warszawie są częścią buspasa. Nieźle wyglądają nowe wiaty przystankowe.

Najgorsze jednak jest to, co powstało na środku - brzydki kamienny mur o niezrozumiałym z poziomu ulicy przesłaniu (że to podwójna helisa DNA? w tym miejscu? po co?). Przesłania za to widoczność zawracającym kierowcom. Upiorny jest wręcz pomysł ustawiania ławek pośrodku jezdni. Do tego wybór posadzonych tam brzóz, które pasują raczej do podmiejskich zagajników niż do centrum wielkiego miasta (alergicy będą wiosną szczególnie wdzięczni). Kontrowersyjne było też pomalowanie przejść dla pieszych w fortepianową klawiaturę - to, co jest może fajne np. przy Uniwersytecie Muzycznym na niezbyt ruchliwym Okólniku, niekoniecznie musi spełniać wymogi bezpieczeństwa na nowej autostradzie.

Fot. Bartosz Bobkowski/AG

Kiedy patrzę na to zdjęcie, przychodzą mi do głowy całkiem inne skojarzenia niż z łańcuchem DNA. A kysz włochate myśli :-)

(osa)

14:05, osa_oraz_smik , Mosty
Link Komentarze (12) »
niedziela, 21 listopada 2010

To ponoć nic nowego, ale dla mnie ciekawostka. Przed szpitalem przy ul. Szaserów zauważyłem wiatę przystankową połączoną z czymś w rodzaju kiosku. Przybytek ten jest jednak nieczynny, rolety zaś wysmarowane sprejem. W wiacie ani reklam, ani mapy Warszawy ze schematem komunikacji, przede wszystkim brakuje jednak rozkładów jazdy. Żeby je poznać, trzeba obejść zamknięty kiosk i spojrzeć w klasyczną kasetę przytwierdzoną do słupka (po ciemku nic nie widać).

Identyczna wiata, ale tym razem z czynnym kioskiem stoi niedaleko stąd - przy ul. Zakole (zaraz za skrętem z ronda Wiatraczna). Jak się dowiedziałem, w Warszawie istnieją jeszcze tylko dwie takie. Znajdziemy je przed ratuszami dzielnic - na Białołęce i na Bródnie (nie jestem pewny czy tam kioski działają). Pewne jest za to, że więcej takich wiat ZTM montować już nie zamierza.

(osa)

22:46, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (15) »
środa, 17 listopada 2010

Fot. Piotr Molęcki/AG - na tym skrzyżowaniu Ratuszowej z Jagiellońską doszło do zderzenia tramwajów, które przypieczętowało wycofanie linii 46 z pętli Zoo (na zdjęciu wypadek z 2001 r.)

Od poniedziałku 22 listopada zmieniają trasę tramwaje linii 46, którą niedawno ZTM po cichu skasował w popołudniowym szczycie, a w porannym znacznie ograniczył liczbę kursów. Głośno było tylko o tym, że dwa razy częściej (co 5 min.) zaczyna kursować linia 44 ze stacji metra Wilanowska do zagłębia biurowego na Służewcu.

Linia 46 będzie więc jedynie wzmocnieniem dla pozostałych tramwajów, które odbierają nawałę pasażerów wysiadających z pociągów na Dworcu Wileńskim, ale tylko w porach największego ruchu (tzw. mikroszczyty). To słuszne założenie, ale zmiany rozkładowe spowodowały duże zamieszanie - okazuje się, że część tramwajów 46 zabiera teraz ludzi w stronę pl. Bankowego z przystanku linii 4 i 23 (przy pomniku ”czterech śpiących”), a część z przystanku linii 13 i 26 bliżej Dworca Wileńskiego.

Teraz sytuacja ma być bardziej klarowna - tramwaje 46 we wszystkich kursach wyruszą z pętli koło Dworca Wschodniego przez Kijowską, Targową do przystanku linii 13 i 26, a dalej Trasą W-Z do centrum i na Wolę. Taką zmianę przypieczętowało też zderzenie tramwajów na skrzyżowaniu Ratuszowej z Jagiellońską, gdzie w sygnalizacji świetlnej brakuje wszystkich faz do skrętów.

Oznacza to, że na pętli Zoo zostanie tylko linia 16 zawracająca tu w ostatnich miesiącach po jej wycofaniu z Żerania FSO, gdzie toczy się przebudowa Trasy Toruńskiej. Czy wróci tam po zakończeniu prac? Czy nadpodaż tramwajów na tym odcinku Jagiellońskiej będzie oznaczać pocięcie rozkładu 18-ki, która jeździ teraz co 5 min w szczycie? Niekoniecznie. ZTM uznał, że częsta 18-ka to dobre rozwiązanie, pasażerowie je sobie chwalą, a co do 16-ki... Wszystko jest możliwe po rozkopaniu okolic Dworca Wileńskiego pod stację drugiej linii metra. Czyli aby do wiosny. A może nawet wcześnie, gdy zacznie się w końcu przebijanie tymczasowego odcinka torów na Jagiellońskiej od pętli Zoo do Trasy W-Z.

(osa)

12:16, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 15 listopada 2010

Nowa treść wpisu - część protestów czytelników bloga uwzględniona:

Słyszeliśmy już o obwodnicy śródmiejskiej, którą "domknie" w dwa lata w dodatku za psie pieniądze (tyle tylko że wbrew konsultacjom z mieszkańcami Grochowa zafunduje im estakady zamiast tuneli pod rondem Wiatraczna). W poniedziałek 15 listopada Polska Agencja Prasowa poinformowała zaś o komunikacyjnej wycieczce Czesława Bieleckiego do kampusu UKSW na Młocinach.

Widocznie kandydat popierany przez PiS nie ma szczęścia do tej tematyki, bo znów się na niej wyłożył. Stwierdził oto, że skandalem jest, że między stacją metra Młociny a kampusem UKSW kursuje "tylko jedna linia autobusowa". W związku z tym warunki podróżowania są straszne ("zupełnie dziki tłok jak w czasach PRL, kiedy człowiek po prostu podróżuje na stopniach, jest przycinany przez drzwi"). To zaś "kolejny dowód na brak koordynacji polityki transportowej przez miasto". - Jestem o tym absolutnie przekonany - podkreślał. Podał też receptę: od ręki trzeba skierować na linię 114 więcej autobusów, a poza tym - i to jest na Młocinach kuriozum - "trzeba rozważyć, jak można przez integrację transportu szynowego i kolejowego częściowo zmniejszyć natężenie na tej linii autobusowej”. O ile pamiętam, kolej w tej części Warszawy i okolicach istniała przed wojną (pamiątką jest nazwa ul. Kolejowej w Łomiankach).

Po pierwsze, jeśli miałbym już szukać dowodów na brak koordynacji to jednak akurat nie na Młocinach (np. Wawer, panie kandydacie, byłby lepszy), ale rozumiem, że trzeba powalczyć o głosy studentów radiomaryjnej uczelni. Po drugie, im mniej linii, tym łatwiej je skoordynować. A to, że gdzieś istnieje tylko jedna linia, niekoniecznie oznacza, że komunikacja jest gorsza niż tam, gdzie linii uruchomiono trzy (ale kursują jednocześnie).

Po trzecie, jakoś nie chce mi się wierzyć, żeby do UKSW jeździło się autobusami na stopniach. Linia 114 od węzła Młociny w tamtym kierunku - jak łatwo sprawdzić w internetowym rozkładzie - nawet w międzyszczycie kursuje co 6-8 minut. Jakie są jeszcze autobusy, które mają tak dużą częstotliwość o tej porze dnia? Być może, gdy Czesław Bielecki gościł na Młocinach, akurat jakiś kurs wypadł z powodu awarii lub korka na moście Grota-Roweckiego (co przemawiałoby za tym, by linię 114 zakończyć na stacji Młociny, a dalej puścić osobną, np. 214).

Coś mi się jednak wydaje, że Czesław Bielecki przesadnie podkoloryzował sytuację. Po wcześniejszej wpadce z obwodnicą jego komunikacyjno-transportowa wiarygodność niebezpiecznie zbliża się do zera. Choć i tak nie przebije pewnego kandydata, o którym obiecałem nie napisać już w tej kampanii wyborczej ani słowa więcej.

(osa)

PS Ponieważ rzeczywiście nie jeżdżę na codzień linią 114 między stacją metra Młociny a kampusem UKSW na Młocinach - co wytykają mi czytelnicy, poprosiłem o dodatkowe informacje koordynatora ZTM ds. przewozów p. Andrzeja Frankowa. Potwierdził on, że "zdarzają się pojedyncze kursy" z bardzo dużym tłokiem na tym odcinku. Z pomiarów ZTM wynika, że taka sytuacja występuje ok. godz. 9 i 11. Dyrektor Franków odniósł się też do słów Czesława Bieleckiego, który żąda natychmiast dodatkowych autobusów do UKSW: "Proszę w takim razie wskazać, komu te autobusy zabrać. W październiku i listopadzie obserwujemy znacznie większe niż rok temu napełnienie autobusów na wielu liniach. Nowe wozy, które są właśnie sprowadzane do Warszawy idą po pierwsze na wymianę najstarszych. Jedną z najbardziej obciążonych linii - 508 (Metro-Marymont - Nowodwory) zasilamy od 18 listopada (co 3 min w szczycie) tzw. wtyczkami zabranymi po zakończeniu prac kolejowych w innych częściach miasta. Na linii 114 będzie więcej skróconych kursów prawdopodobnie od 1 grudnia, gdy do Warszawy dotrze pierwsza partia 10 przegubowców Mobilisu. Myślimy też o zamianie linii 303 na Młociny w całotygodniową” - powiedział mi wicedyrektor ZTM.

Rzecznik ZTM Igor Krajnow doprecyzował z kolei, że chodzi o dosłownie trzy nadmiernie przeciążone kursy linii 114. I właśnie te mikroszczyty zostaną rozładowane od nowego miesiąca. Według rzecznika docelowo ZTM planuje podział linii 114: dotychczasowa pozostanie na trasie Bródno - Metro-Młociny, a nowa, całotygodniowa zmieni się w studencką dowozówkę na trasie Metro-Młociny - Młociny-UKSW.

(osa)

23:07, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (22) »
niedziela, 14 listopada 2010

Fot: www.gronkiewicz.pl

Czyżby Hanna Gronkiewicz-Waltz wpadła ze skrajności w skrajność? Po opublikowaniu jej przedwyborczej mapy cztery lata temu wiele osób wytykało inwestycyjny hurraoptymizm głównie w liczbie mostów i linii szybkiej kolei miejskiej.

Z sobotniej "Gazety" wypadł nowy plakat pani prezydent z roczarowującą z kolei - jak dla mnie - liczbą inwestycji transportowych. Skupiłem się na tych, które zaznaczono na purpurowo, czyli do realizacji w ciągu najbliższej kadencji (są też w kolorze czerwonym, czyli już realizowane m.in. połączenie St. Miłosny z Międzylesiem, al. KEN, oczywiście most Północny). Z nowych mostów w nowej kadencji właściwie tylko jeden - u wylotu ul. Krasińskiego (ciekawe, czyli pozwoli na to oszalała rada Żoliborza), do tego most Grota-Roweckiego w przebudowie (ale to inwestycja GDDKiA).

Niestety, wciąż zaznaczany jest wygibas tzw. trzeciej metra na Gocław. Choć nieoficjalnie ludzie z ekipy HGW przyznają, że będzie tam linia tramwajowa, a kolejne podejście do przygotowań (na razie planistycznych) ma być wykonane po wyborach. We wrześniu ponadpartyjna grupa radnych z Saskiej Kępy zablokowała ok. 700 tys. zł na konkretne projekty torów przez ul. Międzynarodową lub ogródki działkowe. W ten weekend zaś kandydaci PiS (wśród nich sympatyczny skądinąd Adam Kwiatkowski) opowiedzieli się za poparciem niemądrej trasy metra przez płn. Grochów, Wiatraczną, Przyczółek Grochowski na Gocław.

Wracając do mapki pani prezydent - nie wiem, czy to przeoczenie, ale zapomniano tu nawet o kawałku linii tramwajowej między Jelonkami a Bemowem wzdłuż ul. Powst. Śl. A przecież formalnie inwestycja ta już trwa, ogłoszono przetarg, a budowa ma się zacząć (a może i skończyć) w 2011 r. Z linii tramwajowych na mapie jest, niestety, tylko jedna - na Tarchomin, do której przygotowania idą jak po grudzie (podano nowy chyba termin otwarcia - 2012 r.).

Purpurowym kolorem - i to dla mnie nowość - zaznaczono poszerzenie ul. Kleszczowej we Włochach (od Al. Jerozolimskich do Ryżowej/Chrobrego). Pomysł całkiem w porządku, bo obok powstaje wielki węzeł. Tyle tylko że dwie szerokie jezdnie utkną w b. ciasnym miejscu.

W planach na najbliższe lata jest też przebudowa skrzyżowania Górczewskiej z Lazurową wraz z poszerzeniem ostatniego odcinka do granic miasta. Tak naprawdę ta inwestycja powinna się już kończyć, przerzucono na nią pieniądze zaoszczędzone na śródmiejskiej obwodnicy Pragi (odcinek Wiatraczna - Targówek Fabryczny - rondo Żaba podobnie jak poszerzenie ul. św. Wincentego na prezydenckiej mapie w kolorze zwiastującym "inwestycje w planowane w dalszym terminie" - skandal!). Na purpurowo jeszcze tylko przedłużenie ul. Gagarina do Trasy Siekierkowskiej, przebudowa Traktu Lubelskiego (ale tylko od Płowieckiej do Zerznia), tunel pod torami PKP w Międzylesiu, Marynarska, skrzyżowanie Wołoska/Racławicka (a Wołoska/Woronicza?) i Marywilska. Niewiele.

Z konkretów interesująca wydaje się zapowiedź: "Płynne przesiadki - z dowolnego miejsca w Warszawie do centrum nie dłużej niż w 40 min pod koniec 2014 r.". A także: "szybsza budowa ścieżek rowerowych 15-25 km rocznie", "system roweru publicznego" i "system stojaków rowerowych". Ostatni punkt jest już zresztą realizowany - wiosną daliśmy się bez sensu wkręcić we wspólną akcję stojakową z ratuszem. Obiecywali 20 stojaków w miejscach wskazywanych przez czytelników jeszcze w wakacje, zamontowali może ze 3...

(osa)

 
1 , 2

Gazeta.pl Warszawa