piątek, 29 listopada 2013

Ciężarówki wjeżdżające do Warszawy to nadal duży problem podczas przebudowy Trasy AK i mostu Grota-Roweckiego w drogę ekspresową. Urządzenie prowizorycznych punktów do ich kontroli (dziwne, że nie ma takich na stałe?) odstraszyło tylko część kierowców tirów, którzy przenieśli się na drogi krajowe nr 50 (Sochaczew - Grójec - Góra Kalwaria - Mińsk Maz.) i nr 62 (Wyszogród - Zakroczym - Serock - Wyszków).


Fot. Dariusz Borowicz/AG

Na jezdniach przy węźle na tyłach Cmentarza Wojskowego na Powązkach naklejono żółte linie wyznaczające punkty kontroli. Podobny zauważyłem na południowej obwodnicy Warszawy, która po zmroku wciąż tonie w ciemnościach i zatrzymywanie tira w takich warunkach nie wydaje się bezpieczne dla pozostałych kierowców. 

Wypadek przed wjazdem ze zwężonej Trasy AK na most Grota-Roweckiego pokazał, że sito Inspekcji Transportu Drogowego jest jednak mocno dziurawe. Jedna ciężarówka najechała na drugą, a za nimi w korku, który sięgał aż do Powązek, ustawiły się dziesiątki innych tirów i mniejszych furgonetek.


Fot. Dariusz Borowicz/AG

Niedawno Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zabrała dziennikarzy na dłuuuugą przejażdżkę. Jednym z jej celów była wylotówka z Torunia na południe (droga krajowa nr 15), gdzie Inspekcja Transportu Drogowego waży i mierzy ciężarówki. Że też podobnymi akcjami "krokodyle" nie chwalą się w swoich punktach, które mają w Warszawie, a pamiętam, że ich budowa np. na Pułkowej paraliżowała wyjazd z miasta - czy ktoś widział takie pomiary tam albo na Łopuszańskiej czy Przyczółkowej?

W województwie kujawsko-pomorskim jest łącznie 54 takich punktów pomiarowych. Głównie na drogach krajowych, ale też na szosach niższej rangi w powiatach: golubskim i inowrocławskim. To ważne, bo po regularnych akcjach, dzięki którym funkcjonariuszom ITD udało się zmniejszyć uciążliwość tranzytu tirów przez wiecznie remontowany odcinek DK nr 1 we Włocławku, ciężarówki rozjechały się na boczne trasy.

W punkcie na DK nr 15 pod Toruniem nie trzeba już wyłapywać ciężarówek losowo. Odpowiednio wcześniej (z jednej strony ok. 2 km) są ustawione bramki, gdzie kamery wychwytują przeciążone pojazdy, a sygnał o tym wędruje przez internet do stanowiska pomiarowego. W odpowiednim momencie inspektor ITD wychodzi na jezdnię i zatrzymuje delikwenta, który musi zjechać na specjalnie przygotowane pobocze.

 



Ta ciężarówka w drugiej osi ma tak ugięte opony, że radzono nie zbliżać się zbytnio na wypadek, gdyby miały wystrzelić:

Okazało się, że nacisk na drugą oś wyniósł aż 19 ton, czyli 9 ton ponad dopuszczalny limit.

Kierowca przewoził worki z sodą. Gdyby były rozłożone równomiernie w naczepie, nie byłoby sprawy. Kierowca usprawiedliwiał się złymi warunkami załadunku - ponoć rampa była za krótka.

A oto, jak przebiegało ważenie innej ciężarówki:

W punkcie pomiarowym znajduje się zagłębienie w betonowej nawierzchni, gdzie umieszczana jest waga. Ciężarówka najeżdża na nią po kolei wszystkimi osiami i odczytywany jest wynik.

W tym przypadku limit nacisku był przekroczony tylko w drugiej osi - wyszło 11,8 T (6 - pod prawym i 5,8 pod lewym kołem). Zgodnie z przepisami ITD obniża odczytaną wartość o 2 proc. na korzyść kierowcy. Tu akurat niczego to nie zmieniło i została naliczona kara: 2 tys. zł. Jeden z inspektorów powiedział mi, że zdarzają się takie dni, gdy suma kar sięga nawet 100 tys. zł.

Na koniec przeprowadzono pomiar wysokości tira:

Wyniki wszystkich pomiarów, dane ciężarówek i kierowców od razu są wprowadzane do komputera w jednym z pojazdów ITD. Cała kontrola wygląda naprawdę profesjonalnie. 

Gdyby tak można było ważyć i mierzyć tiry, które przejeżdżają tranzytem przez Warszawę. Będzie ich na pewno jeszcze więcej niż teraz po zakończeniu prac na Trasie AK (oby w 2015 r.) i po domknięciu południowej i wschodniej obwodnicy przez Ursynów i Wesołą (oby w 2019 r.).

(osa)

21:55, osa_oraz_smik , Z kraju
Link Komentarze (3) »
niedziela, 24 listopada 2013

Same miłe niespodzianki przynosi rozpoczęty miesiąc temu generalny remont Trasy AK i mostu Grota-Roweckiego. Przede wszystkim na uznanie zasługuje tempo prac rozbiórkowych. Czeska firma Metrostav tak to zorganizowała, że  maszyny pracują świątek piątek, a nawet w nocy. Tak wyglądał wiadukt Trasy AK nad ul. Gwiaździstą na początku rozbiórki w weekend 9-10 listopada:

A tak to wygląda 2 tygodnie później - widać zdemontowany wiadukt nad jezdnią Gwiaździstej i placem postojowym:

Mało kto się chyba tego spodziewał, ale wkrótce po zakończeniu rozbiórki wiaduktu i wywiezieniu gruzu z jezdni, został na niej przywrócony normalny ruch. Dobra decyzja i duże ułatwienie w dojazdach na Bielany. Wcześniej służby prasowe ratusza dawały do zrozumienia, że Gwiaździsta będzie przerwana aż przez dwa lata - najpierw demontaż i odbudowa północnego wiaduktu Trasy AK, a potem to samo na jezdni południowej. Udało się skrócić utrudnienia dla kierowców do minimum.

W ogóle Czesi zasługują na uznanie - kiedy przed tygodniem rozbierali wiadukt Trasy AK nad znacznie bardziej ruchliwą Wisłostradą i prace przedłużyły się o dwie godziny do siódmej rano w poniedziałek, niezwłocznie ukazało się wyjaśnienie, że przyczyną były problemy techniczne z jedną z ciężarówek (zepsute koło). Widać, że wykonawca stara się po październikowej wpadce, gdy bez uprzedzenia zwężono jezdnie Trasy AK, a to spowodowało wielokilometrowy korek aż do Marek.

Tym razem za Czechami nadążył Zarząd Transportu Miejskiego i od razu przywrócił na otwartą ul. Gwiaździstą linię 122. Co prawda w ostatnich dniach na przystankach pojawiły się schematy tras autobusowych, jakby poprzednia objazdowa organizacja ruchu rzeczywiście miała zostać aż na dwa lata.

Większe zamieszanie panowało przed 2 tygodniami. Metrostav zamknął jezdnię Trasy AK nad Gwiaździstą 8 listopada i na ten dzień ZTM zaplanował początkowo skrócenie trasy 122 do ronda Jerzego Turowicza u zbiegu Potockiej i Gwiaździstej (przystanek Barszczewska). Jednak przejazd samą Gwiaździstą pod wiaduktem został wyłączony dopiero cztery dni później i autobusy 122 kursowały po staremu, tyle że z wprowadzającym w błąd napisem:

Następny etap prac przy wiadukcie Trasy AK to jego demontaż nad tzw. kanałkiem na Kępie Potockiej. Nie ma jednak obaw, że gruz spadnie do wody jak na jezdnię sąsiedniej ul. Gwiaździstej - wykonawca najpierw zasypie "kanałek", już widać, jak to będzie wyglądało:

W poprzek akwenu ułożono maty, żeby zanieczyszczenia nie roznosiły się po całej Kępie Potockiej. Firma Metrostav o dziwo przerwała przygotowania do rozbiórki Trasy AK - może nie chcieli przeszkadzać w niedzielnych spacerach po tym popularnym parku? W niedzielę skupili się na rozbiórce estakady na Żeraniu.

Praca wre za to w innym miejscu Bielan. To już miejski Zakład Remontów i Konserwacji Dróg układał w niedzielę asfalt na ostatnim odcinku ul. Wólczyńskiej między Nocznickiego a oddanym wiosną rondem u zbiegu z ul. Arkuszową:

Wczesnym popołudniem było tam aż czarno, bynajmniej nie od masy asfaltowej, ale od robotników, którzy w cztery dni (od rana w piątek do północy z poniedziałku na wtorek) mają za zadanie uporać się z ostatnim odcinkiem ul. Wólczyńskiej. Szkoda, że te prace odłożono dopiero na końcówkę listopada i na jakości nawierzchni może się odbić padający co kilka godzin deszcz. Mimo to miejskim drogowcom należy się uznanie za sprawne wyrównanie w tym sezonie naprawdę sporego odcinka Wólczyńskiej - od Arkuszowej aż do al. Reymonta. Wyłączanie ruchu trwało tyle, ile to było niezbędne i wygląda na to, że w przeciwieństwie do zeszłego roku, gdy na całą zimę zostawiono rozgrzebane rondo przy Arkuszowej, tym razem powinno się udać z oddaniem przejazdu tuż przed zapowiadanym na najbliższe dni atakiem śniegu i mrozu.

Kluczowy dla kierowców był ten oto pas do skrętu w lewo z Wólczyńskiej w Nocznickiego do parkingu przesiadkowego przy Metrze Młociny:

O tym, jak bardzo jest potrzebny, wielokrotnie pisaliśmy w "Gazecie" na prośbę naszych czytelników m.in. z os. Maki IV. Podkreślali, że skrzyżowanie Wólczyńska/Nocznickiego było nieprzystosowane do rosnącego z roku na rok ruchu - dojeżdżających z nowych osiedli Radiowa i Wólki Węglowej na peryferiach Bielan, a także podwarszawskich Lasek, Izabelina, Truskawia czy Klaudyna. Wielu kierowców z tych okolic chce skręcić w lewo, ale dotychczas blokowali przejazd na wprost. Na Wólczyńskiej i Arkuszowej w porannym szczycie tworzył się coraz dłuższy korek.

W końcu lewoskręt obiecała szefowa Zarządu Dróg Miejskich Grażyna Lendzion. Powiedziała o nim przed sezonem remontowym - zapewniła, że będzie w tym roku. Słowa dotrzymała - brawo dla Pani dyrektor! Teraz kierowcom z tego rejonu powinno być lżej.

Wólczyńska jest już zrobiona na tip top, przydałby się za to remont Arkuszowej. Nawierzchnia położona na początku poprzedniej dekady po wykonaniu kanalizacji już się sypie. Na Bielanach z większych inwestycji drogowych do wykonania została właściwie tylko al. Reymonta od Oczapowskiego do Metra Wawrzyszew i ronda u zbiegu z ul. Kasprowicza i Lindego (widać, że po miesiącach zapowiedzi roboty wreszcie się tam rozkręcają). Bo raczej nie ma co liczyć na wybudowanie brakującego odcinka ul. Broniewskiego (Reymonta - Wólczyńska, tam są tylko tory tramwajowe) czy drugiej jezdni tej arterii na Piaskach do Trasy AK. Za drogo i wbrew polityce miasta, które nie chce zachęcać, by samochody wjeżdżały zbyt łatwo do centrum.

(osa)

17:32, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (18) »
piątek, 22 listopada 2013

Za oknem szaro i smutno jak między jezdniami ul. Kasprowicza przy stacji metra Wawrzyszew po wyłożeniu trawnika betonową kostką. Dlatego ku pokrzepieniu czytelników wpuszczamy do Autobusu_czerwonego nieco słońca. Z komunikacyjną wizytą jedziemy do dwóch miast położonych na przeciwległych krańcach Chorwacji: to okrzyknięty ”perłą Adriatyku” Dubrownik i ważny, strategiczny chorwacki port Rijeka.

W jednym z ostatnich wydań ”Ale Historii”, poniedziałkowego dodatku ”Gazety”, można było przeczytać, że spór o to miasto na konferencji pokojowej w Wersalu po I wojnie światowej miał wiele wspólnego z losami Gdańska:
”Prezydent Wilson był skłonny podzielić stanowisko Lloyda George’a [premier Wielkiej Brytanii, który spośród wielkiej trójki najmniej sprzyjał sprawom polskim]. W tyle głowy miał spór Włoch oraz Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców (przyszłej Jugosławii) o port Rijeka nad Adriatykiem. Gdyby miał przyznać Gdańsk Polakom, to pewnie musiałby oddać Rijekę Włochom, a tego nie chciał. Obaj przekonali w końcu Clemenceau [premier Francji, który Polsce był przychylny najbardziej - j.o.]”.
I tak powstały: Wolne Miasto Gdańsk, w którym szarogęsili się Niemcy, oraz Wolne Miasto Rijeka, która z czasem pod nazwą Fiume została włączona do Włoch.

Dziś w pobliżu portu w Rijece (128 tys. mieszkańców) mieści się duży dworzec autobusowy:

 

Niedaleko stąd, za uchodzącą do Morza Adriatyckiego rzeką, od której Rijeka wzięła swoją nazwę, znajduje się bardziej kameralna pętla autobusowa z ukośnie posadowionymi platformami przystankowymi:

Jak widać, w Rijece mają dość wiekowe już egzemplarze MAN-ów i mercedesy.

Sporo takich weteranów wciąż jest także w położonym 550 km stąd Dubrowniku. Ciekawy opis autobusów z tego miasta znajduje się na stronie krakowskiego miłośnika komunikacji miejskiej, którą kiedyś chętnie odwiedzałem i widzę, że warto tam ciągle zaglądać:
http://www.psmkms.krakow.pl/index.php/autobusy/autobusy-w-europie/314-chorwacja-dubrownik

Niemal do samego Dubrownika można dojechać świetną autostradą, którą Chorwaci - w przeciwieństwie do nas - budowali na długo, zanim weszli do Unii Europejskiej. Brakuje już tylko niespełna 100 km wygodnej drogi, w tym kluczowego odcinka pozwalającego omijać kilkanaście kilometrów, którymi Bośnia i Hercegowina wcina się w wybrzeże Adriatyku. Żeby przedostać się na południowy kraniec Chorwacji, trzeba więc dwukrotnie przekraczać granicę bośniacką z kontrolą dokumentów. Kiedy minie się deltę Neretwy, w terenie widać już ślady przygotowań do przerzucenia mostu przez wody zatoki Malostońskiej na półwysep położony naprzeciwko skrawka wybrzeża Bośni i Hercegowiny z kurortem i portem Neum. Nie jest jednak przesądzone, czy ta kosztowna budowla powstanie.

Imponujący most zbudowano zaś w latach 1989-2002 (z przerwą na nieszczęsną wojnę po rozpadzie Jugosławii) u wrót Dubrownika - można nim ominąć wcinającą się na 5 km w głąb lądu zatokę Rijeki Dubrovackiej:

Dawniej po Dubrowniku kursowały tramwaje. Jednak tragiczny wypadek z 1970 r., gdy wagon wykoleił się na stromej ulicy (zginęła jedna osoba, kilkanaście było rannych), przypieczętował likwidację tego środka transportu. Od tej pory Dubrownik postawił na autobusy, a konkretnie na MAN-y, które zdecydowanie przeważają w taborze:

Na przystankach autobusowych w Dubrowniku można spotkać połączone z wiatą kioski, w których kupuje się bilety:

 

Ta forma nie sprawdziła się w Warszawie, podobne budki na przystanku przy szpitalu na ul. Szaserów długo stały zamknięte na głucho.

Można odnieść wrażenie, że autobusy w chorwackich miastach malowane są wyłącznie w słonecznym kolorze pomarańczowym i są to marki niemieckie, ale po pierwsze:

...autobusy w Dubrowniku miewają reklamy. Po drugie w parku narodowym z wodospadami Krka koło Szybenika w Dalmacji można jeszcze spotkać - owszem pomarańczowy, ale autobus inne marki - TAM z fabryki w Mariborze (dzisiejsza Słowenia):

U nas inny model TAM jeździł w barwach Orbisu, rzadziej PKS-u, z którym kojarzą związane z Jugosławią Sanosy (kupiliśmy ok. 3,5 tys. tych autobusów produkowanych m.in. w Skopje, obecnie stolicy Macedonii).

Wreszcie w stolicy Chorwacji Zagrzebiu komunikacja jest cała na niebiesko - pisałem przed rokiem o tramwajach w tym mieście:
http://autobusczerwony.blox.pl/2012/08/Bedzie-chorwacki-desant.html
A teraz autobus na pętli przed zagrzebską katedrą:

(osa)

19:21, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 18 listopada 2013


Fot. Albert Zawada/AG

Jestem w stanie sobie wyobrazić, co musieli czuć pasażerowie metra uwięzieni w nowym pociągu Inspiro, który utknął w tunelu i błyskawicznie wypełniał się gryzącym dymem. Sam znalazłem się w podobnej sytuacji, choć o tyle lepszej, że było dokąd i jak natychmiast uciekać. Nagle całkowicie zaskoczony tracisz widoczność, a płuca zatyka gryzący gaz. W takich warunkach działa się na zasadzie odruchu bezwarunkowego i myśli się wyłącznie o tym, jak się wydostać z matni. Ja zrobiłem głęboki wydech, nabrałem minimalną ilość powietrza zmieszanego z dymem i po omacku ruszyłem przed siebie w nogi, widząc tylko kolejny stopień schodów. To okropne doświadczenie, którego się nie zapomina.

Było to w połowie marca 2005 r. Metro Warszawskie zaprosiło dziennikarzy na próbę pożarową przed otwarciem stacji Plac Wilsona. Już trzecią z kolei. Były bowiem ogromne problemy z odbiorami technicznymi tego przystanku. Miał być gotowy do końca 2004 r., ale wykonawca firma Hydrobudowa-6 (teraz wchłonięta do koncernu Bilfinger Infrastructure) ciągle musiał wprowadzać jakieś poprawki. Kadego dnia naliczano mu 182 tys. zł kary - do dnia próby nazbierało się już 4 mln 426 tys. zł. Dość powiedzieć, że tydzień przed próbą, w której uczestniczyłem, dym rozpylony na peronie przedostał się przez nieszczelną szybę do pomieszczenia dyżurnej stacji. Zaskoczoną kobietę musieli ewakuować strażacy.

Na początku i z antresoli wyglądało to całkiem niewinnie, a nawet widowiskowo:

 

”Dym buchnął z blaszanej śmietniczki ustawionej na środku peronu. Pod owalnym sufitem, który architekt stacji ochrzcił nieboskłonem Żoliborza, pokazał się żółty obłok. Wyglądał jak atomowy grzyb. Włączyły się piszczące brzęczki, opadły turnikety, czyli bramki automatycznych kasowników - wszyscy rzucili się do ucieczki. Gaz z 12 świec dymnych był tak duszący, że nie dało się oddychać. Szybko rozprzestrzenił się po całej stacji i kompletnie zasłonił widoczność. Kaszląc, wybiegliśmy na powierzchnię. Za nami na pl. Wilsona wydobywał się gryzący dym.
Jak próbę przeżyła Teresa Skwarska, która ze współpracownikami została pod ziemią w dyspozytorni stacji? Tym razem wszyscy mieli już ze sobą maski. - Przedostało się zdecydowanie mniej dymu niż przedtem, ale okno jest nadal nieszczelne - opowiadała dyspozytorka. Grzegorz Ledzion, szef służb technicznych Metra, pokazywał nam dwa miejsca w ramie okna dyspozytorni - to tędy dym przenikał do środka.
- Godzina roboty i sprawa będzie załatwiona - zawyrokował jeden z pracowników Hydrobudowy-6. Jej rzecznik Mateusz Gdowski powtarzał: - Naszym zdaniem stacja jest gotowa. Jej projekt, który zatwierdzało Metro i strażacy, nie wymaga, by okna były szczelne.
Grzegorz Żurawski, rzecznik prasowy Metra, aż złapał się za głowę: - Przecież tam pracuje dyspozytorka stacji, która odpowiada za jej ewakuację”.


Fot. Albert Zawada/AG

Taki opis tamtego testu ukazał się w ”Gazecie” 15 marca 2005 r. Pamiętam, że gryzący dym rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Pewną ulgę poczułem, gdy wbiegłem na antresolę stacji - tu można było zaczerpnąć powietrze. Jednak dymu przybywało. Razem z innymi dziennikarzami (na zdjęciu obok mnie widoczny jest Sławomir Ślubowski, który wtedy pracował chyba w ”Dzienniku”), pracownikami Metra i wykonawcy stacji ruszyliśmy na zewnątrz. Bliżej wyjścia można już było nawet robić notatki :-)

Po latach wydaje mi się, że autorzy tamtego testu technicznego musieli przesadzić ze świecami dymnymi albo niepotrzebnie wpuścili nas na najniższy poziom peronu. Wystarczyłoby, gdybyśmy obserwowali wszystko z antresoli.

Z odbiorami stacji Plac Wilsona było jeszcze sporo komplikacji. Niespodziewanie została otwarta po cichu w dniach żałoby narodowej po śmierci papieża Jana Pawła II 8 kwietnia 2005 r. ”Zaleało nam, by pasażerowie mogli wygodnie dojechać na transmisję pogrzebu na pl. Piłsudskiego” - mówił nam wtedy prezydent Warszawy Lech Kaczyński. Zapowiedział też, wygzekwowanie ”z całą stanowczością” 6 mln zł kary od wykonawcy za trzymiesięczne opóźnienie. Z tego, co wiemy, procesy w tej sprawie ciągną się do dzisiaj.

(osa)

14:03, osa_oraz_smik , Metro
Link Komentarze (5) »
piątek, 15 listopada 2013


Fot. Filip Klimaszewski/AG

ZTM wycofał się z sygnalizowanych wcześniej planów zmieniania trasy linii 517 po otwarciu nowej stacji Warszawa Niedźwiadek - ma zostać między Niedźwiadkiem w Ursusie a Targówkiem. Pewnie przeważyły spodziewane problemy przy remoncie linii kolejowej Warszawa - Skierniewice, a być może korekty będą dopiero po otwarciu II linii metra.

Osobna sprawa to zapowiadane na 6 grudnia zamknięcie przejazdu ul. Cierlicką (znowu!) między nową a starą częścią Ursusa przy stacji kolejowej. Ma to potrwać 5 miesięcy, wreszcie przyda się do czegoś ul. Nowolazurowa (chyba jej patronem zostanie ormiański bp Teodorowicz - tylko co on ma wspólnego z Ursusem?). ZTM deklaruje, że po zakończeniu prac kolejarzy nad wiaduktem Cierlickiej linia 517 wróci z objazdu (trwa jeszcze ustalanie jakiego) na obecną trasę.

Proponowane korekty w Ursusie po otwarciu opóźnionej stacji na wysokości os. Niedźwiadek dotyczą tylko trzech linii: 206 do skrócenia (ponownie odcinek Odolany - Nowe Włochy), 207 do wydłużenia w wybranych kursach do WKD Opacz, a 394 do likwidacji.

Ciekawe są natomiast pomysły w kolejnym etapie po otwarciu wiaduktu na ul. Gierdziejewskiego (mocno opóźniona inwestycja - połączenie Ursusa z ul. Połczyńską przez Gołąbki). Mianowicie:

* 197 - wycofana z pętli Znana i powrót na Redutową, a dalej Wolską, Połczyńską, Gierdziejewskiego przez Gołąbki do os. Niedźwiadek.

* 129 - od Dźwigowej przez Powstańców Śląskich i uwaga!: po raz pierwszy (na stałe, bo kiedyś prowadziła tędy trasa zastępcza) przejazdem kolejowym na Strąkowej, dalej Jana Olbrachta do pętli Koło.

Wygląda to całkiem sensownie, bo nie będzie nadmiaru linii na Redutowej, a wróci możliwość dojazdu linią 197 po pierwsze do tramwajów na ul. Wolskiej, a po drugie do centrów handlowych Fort Wola, Selgros i Tesco przy Połczyńskiej. Do tego jest szansa na jako taką frekwencję na wiadukcie Gierdziejewskiego i dalej na terenie os. Niedźwiadek.

Przydałoby się jeszcze uporządkować trasę 129 w obrębie Ursusa, bo obecna jest zbyt zakręcona, a częstotliwość marna.

(osa)

12:52, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (24) »
czwartek, 14 listopada 2013

Długo to trwało, ale po kilku latach przymiarek, a nawet starań (nieskutecznych) o dotację z programu dróg lokalnych tzw. schetynówek władzom Pragi-Południe wreszcie udało się wybudować brakujący kawałek ul. Poligonowej na Przyczółku Grochowskim. Poprzednio w tej okolicy powstało kilka innych ulic m.in.: Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Kompasowa, Kapelanów AK czy Skalskiego (ta ostatnia za pieniądze dewelopera). Przyszedł na czas, by przez to nowe połączenie Gocławia z Grochowem skierować linię autobusową obiecywaną pasażerom.

Chwali się Zarządowi Transportu Miejskiego, że powrócił do konsultacji i zaproponował 2 warianty zmian. Oba niezłe, ale zdecydowanie lepszy jest pomysł połączenia linii 135 i 311 w jedną całotygodniową oraz przekierowania linii 168 z ciasnej pętli Witolin do Olszynki Grochowskiej - podobny manewr dla 168 proponowałem w blogu w maju 2012 r., z tym że zamiast Olszynki mógłby być Gocławek Wschodni i lepszy dojazd do pl. Szembeka także z tej strony:
http://autobusczerwony.blox.pl/2012/05/Dwa-przystanki-cztery-linie.html

Zawsze lepsza jest jedna linia niż dwie, które zazwyczaj mają nieskoordynowane godziny odjazdów, więc autobusy kursują jeden za drugim, a potem rozkładowa dziura (takie zjawisko z udziałem czterech linii autobusowych i jednej tramwajowej ciągle obserwuję na ul. Mickiewicza w dół od pl. Wilsona). W dodatku byłaby szansa na poprawę częstotliwości kursów na obecnej trasie 311. Nie przypuszczałem, jak ważne jest to połączenie, dopóki na początku kwietnia tego roku nie poszedłem na sesję rady Pragi-Południe, by przysłuchać się dyskusji o zapowiedzianych wtedy przez ZTM cięciach w komunikacji (większość weszła w życie od 1 czerwca). Oto fragment relacji z tamtego spotkania:

”311 - lokalna linia z Gocławia do urzędu dzielnicy, Szpitala Grochowskiego, kilku przychodni specjalistycznych, sądu rejonowego, liceów Herberta i Wyspiańskiego i centrum kultury. Radny Karol Kowalczyk (PO): - To bardzo ważne dla mieszkańców naszej dzielnicy połączenie poprzeczne. Dlaczego autobusy, które są obłożone, mają kursować rzadziej w godzinach szczytu? To może być początek agonii tej linii.
Według Adama Mutha z ZTM z trasy mają być wycofane dwa mikrobusy. Pozostałe dwa zostaną zastąpione większymi, 12-metrowymi midibusami, ale kursy będą tylko raz na pół godziny. Radni są przeciw. Na pocieszenie po zakończeniu przebudowy ul. Poligonowej na Przyczółku Grochowskim w tym roku ZTM chce tamtędy skierować którąś z linii do ul. Jana Nowaka-Jeziorańskiego na Gocławiu. Musi jednak powstać pięć zatoczek przystankowych. Inne połączenie jest też szykowane od ul. Bora-Komorowskiego, przez nową ul. Skalskiego, do ul. Jana Nowaka-Jeziorańskiego”.

Dla lokalnych powiązań komunikacyjnych problemem może być zamiana końcówki linii 135 z Olszynki Grochowskiej na Gocław. Zajrzałem do niezastąpionego serwisu Trasbus.com i zaskoczyło mnie, od jak dawna ten autobus niezmiennie (nie licząc głównie remontów i czasowych zawirowań) kursuje na odcinku: Grochowska - Grenadierów - Ostrobramska - Zamieniecka - Chłopickiego - Olszynka Grochowska. Ta trasa istnieje od jesieni 1956 r., czyli już 57 lat! Pasażerowie mogli się więc przyzwyczaić. Problem dotyczy co prawda może tylko ze 3 przystanków na ul. Grenadierów i 4-5 na Zamienieckiej - Szembeka - Chłopickiego, które tracą ze sobą bezpośrednie połączenie, ale już nie takie drobiazgi były powodem rezygnacji z dobrych, optymalnych projektów zmian.

W każdym razie mój głos za wariantem nr 1: połączeniem linii 135 i 311 oraz przekierowaniem linii 168 na Olszynkę Grochowską.

PS Dzisiaj ZTM wyżalił się na swoim profilu na Facebooku, a także w oficjalnym komunikacie, że ”Gazeta” opublikowała artykuł o wielomiesięcznych bojach mieszkańców nowych bloków, by na przystanku Wał Gocławski zaczęły się zatrzymywać autobusy linii przyspieszonych. ZTM długo im odmawiał, wykonując jakieś przedziwne pomiary i obliczenia z dokładnością do setnych części sekundy (swoją drogą ciekawe, ile czasu/sekund stracili na to opłacani z naszych podatków urzędnicy). I nagle wczoraj zapadła decyzja, że przystanek jednak będzie od 1 grudnia. ZTM czyni mi zarzut, że dane dostałem 22 października, a artykuł został opublikowany dopiero 14 listopada. Nie wspomina już jednak o tym, że w tym czasie dzwoniłem, by upewnić się, czy cokolwiek się zmieniło. Rozmawiałem też wczoraj - w dniu, w którym zapadła decyzja o uruchomieniu tego przystanku. Mimo to nie dostałem aktualnej informacji. Dlaczego? ”Bo dzielnica nie może się dowiadywać o takich sprawach z gazety”. I taki to ”kwiatek”.

(osa)

18:26, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2

Gazeta.pl Warszawa