środa, 29 listopada 2017

Parkingowa scenka rodzajowa z dzisiejszego dojazdu do pracy. Przesiadałem się na przystanku koło skrzyżowania ul. Goworka z Puławską, gdy usłyszałem donośny i długi dźwięk klaksonu. To trąbił kierowca autobusu linii 522, bo niemal w środku zatoczki przystankowej zatrzymało się wypasione BMW, z którego wysiadła pasażerka:

Już po chwili słychać było głośne krzyki. Kierowca samochodu, zamiast szybko odjechać i przeprosić, wyskoczył z niego i wydzierał się na kierowcę autobusu przez otwartą szybę w jego kabinie. Na tym się nie skończyło, bo wrócił do swojej fury i wciąż stał, blokując odjazd przegubowca. Wtedy zrobiłem zdjęcie. Kiedy to zobaczył, otworzył szybę w drzwiach pasażera i perorował dalej: że co mi to przeszkadza, przecież on tu tylko na chwilę, żebym się nie wtrącał.

Czasem właśnie wypada, a nawet trzeba się wtrącić. Usłyszałem zresztą czyjś głos zza pleców z poparciem. Ja z kolei poczułem się w obowiązku wesprzeć kierowcę autobusu. Nie można przyzwalać na taką parkingowo-postojową wolnoamerykankę. Zwłaszcza że nie uświadczysz teraz na ulicach patroli policji ani straży miejskiej, które powinny natychmiast reagować i karać w takich sytuacjach.

Zdarza się, że nie trwają one tylko kilka minut, jak to miało miejsce dzisiaj na ul. Goworka. Latem zastałem taki oto widok na przystanku linii 107 na ul. Kruczej przy ciągnącej się bez końca przebudowie dawnego domu handlowego Smyk, czyli CeDeTu:

Zastawione dojście, utrudniony przejazd, bo samochody stojące na chodniku wystawały też na jezdnię. Gdzie służby porządkowe?

Czasem kierowcy może nawet nie ze złej woli, jaką wykazał się ten na przystanku przy ul. Goworka, ale zwyczajnie pozbawieni wyobraźni zostawiają samochody, utrudniając życie innym:

Właściciel tego volvo musiał wiedzieć, że ma długiego i nie zmieści się mu się między krawężnikiem a jezdnią ul. Międzynarodowej na Saskiej Kępie. Pechowo zatrzymał się jednak akurat przy jednym ze stojaków wypożyczalni rowerów Veturilo. Nie sposób było wpiąć się kołem w tym miejscu.

Pech podwójny, bo najbliższa stacja akurat była nieczynna z powodu przebudowy skrzyżowania ul. Międzynarodowej z al. Stanów Zjednoczonych (drogowcy zwężali wjazd i wyjazd na Trasę Łazienkowską). Wielu cyklistów pedałowało więc do wypożyczalni na wysokości ul. Obrońców, ale musieli stąd odjeżdżać z kwitkiem. Stojak przy zaparkowanym volvo był bezużyteczny, a system nie chciał przyjąć roweru przypiętego do innego jednośladu na szyfr, rozpoznając, że w stacji jest wolny zamek. Ostatecznie rower zostawiłem dopiero na Przyczółku Grochowskim, a więc jakieś 2 km dalej, tracąc darmowe 20 minut.

Kierowco, parkując i przystając "na chwilę", pomyśl trochę o innych.

(osa)

12:38, osa_oraz_smik , Parkowanie
Link Komentarze (7) »
piątek, 24 listopada 2017

Mamy weekend, ale znów nie ma weekendowego remontu ul. Potockiej na Żoliborzu. Ileż to już razy słyszałem jego zapowiedzi. Ostatnie ruchy drogowców dawały pewną nadzieję, że to już, a jednak znowu obsuwa:

Na początku listopada na odcinku między ul. Mickiewicza a pl. Jacka Kuronia przy Gdańskiej stanęły żółte tablice z zapowiedzią utrudnień. Najpierw w jeden z poprzednich weekendów, potem ich treść została zmieniona na 24-27 listopada, a kilka dni temu zaklejona pomarańczowymi paskami.

Co się dzieje i czy remont na pewno odbędzie się w tym roku, skoro zima za pasem? Aby do wiosny? Dyrektor Zarządu Dróg Miejskich Łukasz Puchalski prosi, by uzbroić się w cierpliwość, bo firma, której powierzono prace na Potockiej wcześniej utknęła w innej części Żoliborza - przedłużyła się przebudowa al. Wojska Polskiego. Z różnych względów (pogodowych i technicznych). Gdzie tam wąziutkiej Potockiej do najszerszej przed wojną arterii w mieście.

Zapowiedzi szybkiego remontu na styku Żoliborza i Marymontu powtarzają się od wielu lat. Mówiła o tym jeszcze poprzednia szefowa ZDM Grażyna Lendzion. W archiwum "Stołecznej" znalazłem tekst z listopada 2014 r.:

"Z roku na rok maleje liczba szybkich remontów ulic w weekendy, a przecież kiedyś szczyciły się nimi władze miasta. W tym sezonie drogowcy sięgnęli finansowego dna. Niepokojące dane poznali radni na ostatnim w kadencji spotkaniu komisji inwestycyjnej. Drogowcy wydali już wszystkie przyznane im pieniądze, czyli 17,1 mln zł. To bardzo mało, bo w 2013 r. mieli 18,1 mln, w 2012 r. - 31 mln zł, a w 2011 r. - 39 mln zł. W poprzedniej kadencji te wydatki przekraczały nawet 100 mln zł. Skutki oszczędzania na remontach widać na wielu ulicach, bo frezowanki należy powtarzać przynajmniej co siedem lat. Dziurami z powrotem jest usiana np. ul. Bitwy Warszawskiej 1920 r. na Ochocie, po bokach znowu pękają jezdnie na ul. Gagarina, trzęsą się tam autobusy i rowerzyści. Przełożono prace na ul. Potockiej, bo wcześniej muszą ją rozkopać miejskie wodociągi. Na Żoliborzu równą nawierzchnię zyskał tylko odcinek przed Halą Marymoncką i pl. Jacka Kuronia". 

Nie przypominam sobie remontu rur z wodą. Za to teraz widać intensywną wymianę pozapadanych krawężników na porządne z granitu. Dobrze chociaż, że skoro już remont się spóźnia, to będzie wykonany kompleksowo. W dodatku wiceprezydent miasta Renata Kaznowska na dzisiejszej konferencji dotyczącej bezpieczeństwa ruchu (nareszcie jest poprawa) zapowiedziała, że po remoncie Potockiej zostanie tu wprowadzona strefa Tempo 30. Jak to przeżyją ci kierowcy, którzy lubią tu sobie popędzić spod Hali Marymonckiej z górki na pazurki...

(osa)

23:44, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 20 listopada 2017

Na stronie internetowej urzędu Łomianek ukazał się schemat przyszłych połączeń autobusowych z Warszawą. Z zapowiedzi wynika, że od 1 stycznia 2018 r. będzie to kolejna podstołeczna gmina, w której zacznie obowiązywać pierwsza, czyli tańsza strefa biletowa. Decyzja zasługuje na pochwałę, bo może to zachęcić więcej osób do dojeżdżania komunikacją już miejską a nie jak teraz droższą podmiejską. W korkach na Pułkowej nie ma lekko.

To będzie transportowy powrót Łomianek do Warszawy. Gmina ta jako jedna z pierwszych miała własne autobusy ze stolicy. Jak podaje Trasbus.com, na początku była to linia Ł (od lutego 1957 r.), która równo 60 lat temu zmieniła numer na 201, inaugurując erę "dwusetek" na trasach pod Warszawą. Początkowo autobusy wyruszały z Dworca PKS Marymont przy ul. Żeromskiego. Zawsze docierały do szpitala dziecięcego w Dziekanowie Leśnym. Ja pamiętam je już z pętli na pl. Wilsona, gdzie od 1972 r. stały na przystanku przed kinem Wisła. W wyniku reorganizacji oznakowania linii podmiejskich w 1985 r. doszło do zamiany 201 -> 701.

Po upadku PRL Łomianki postanowiły się wybić na niepodległość i w maju 1991 r. wróciły do własnej linii Ł z pl. Wilsona. Tę decyzję oceniam niejednoznacznie. Z jednej strony Łomianki samodzielnie mogły decydować o trasach swoich autobusów i rozkładzie jazdy, który jak na linie podmiejskie zawsze był atrakcyjny (odjazdy co 9 min w szczycie), może poza wakacjami, gdy ubywała połowa kursów. Z drugiej strony przez wiele lat Komunikacja Łomiankowska utrzymywała przestarzałe jelcze z wysoką podłogą, a pasażerowie musieli kasować dwa bilety - u siebie w Łomiankach i osobno w Warszawie. To się zmieniło w 2010 r., gdy ówczesny dyrektor ZTM Leszek Ruta zaczął ekspansję taryfową i liniową także pod Warszawą - Łomianki zyskały własny cennik biletów wspólnych ze stolicą.

Wracając do numeracji. Linia 701 pojawiła się ponownie w 1991 r. już po miesiącu na nowej trasie z ówczesnej Huty Warszawa do Dąbrowy Leśnej. Jednak już rok później z powrotem zawitała na pl. Wilsona, gdzie utrzymała się aż do 2008 r. Dopiero wtedy mogła wyruszać znad oddanej właśnie końcowej stacji metra Młociny.

Wygląda na to, że od 1 stycznia 2018 r. w Łomiankach zacznie się nowa era numeracyjna i na głównej trasie Metro Młociny - Łomianki - Dziekanów Leśny zagości linia 150. To dobra decyzja ZTM (przed rokiem chwaliłem urzędników za to, że do Marek, które wtedy weszły do I strefy biletowej skierowali linię 140 w miejsce 718 i utworzyli rodzinę linii: 240, 340). Czyżby następny w kolejności Konstancin, gdzie też kroi się wprowadzenie I strefy, miał dostać numer 130, inny wolny spośród równych z cyfrą 0 na końcu?

Numer 150 był związany bardzo długo z Powiślem (a na przełomie lat 50. i 60. była to nawet trasa okrężna - jak "setka"), a potem linia 150 łączyła Mariensztat z Ochotą i Szczęśliwicami aż do rozkopania Świętokrzyskiej pod budowę II linii metra w 2011 r. Czyli przez 47 lat! Teraz jednak wydaje się, że nie ma szans na powrót w swoje historyczne rejony. Na Świętokrzyskiej zostały pojedyncze kursy.

Dobrze, że w Łomiankach oprócz linii 150 planowane jest utworzenie linii 750, czyli podmiejskiej, do obsługi gminy Czosnów, która pozostanie w II strefie biletowej. Nie rozumiem za to, dlaczego linia 701 ma być przekształcona w 250, która pokrywa się z trasą linii 110. Zwłaszcza ta druga w połowie 2018 r. ma być przedłużona od Wólki Węglowej do centrum handlowego Auchan w Łomiankach. Byłoby logiczniej utworzyć osobną rodzinę linii 110 i 210 - ten drugi numer jest akurat wolny.

(osa) 

21:03, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (9) »
wtorek, 14 listopada 2017

Ucieszyła mnie dzisiejsza informacja o wpisaniu do ewidencji zabytków aż 61 brukowanych ulic w Warszawie. Niewątpliwie tworzą one specyficzny klimat także dzisiaj, przywołując wspomnienia o tym, jak wyglądało kiedyś miasto. Zdarza się, że nie zważając na to, urzędnicy chcą usuwać tzw. kocie łby, by w ich miejsce kłaść asfalt. Taka sytuacja miała miejsce całkiem niedawno na brukowanej ul. Lusińskiej na Targówku. Pretekstem do jej wyasfaltowania były rzekome problemy z objazdami budowy II linii metra. W tym przypadku mieszkańcy sami wybili pomysł z betonowych głów dzielnicowych urzędników.

Inny problem związany z brukowaną ulicą mają mieszkańcy Wyczółek. Latem zaplątałem się na tyły Toru Wyścigów Konnych na Służewcu, gdzie zastałem dość nietypową tablicę błagalno-informacyjną:

Stan nawierzchni, choć po remoncie, i tak nie pozwala rozwinąć na tym odcinku Wyczółek prędkości większej niż 20-25 km na godz. Ulica ma swój urok, ale jak widać, wiążą się z tym jednak pewne doznania akustyczne.

Na pewno jednak objęcie brukowanych ulic w Warszawie ochroną konserwatorską możemy świętować hucznie!

(osa)

21:21, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 06 listopada 2017

Jako zapalony kolekcjoner magnesów przytwierdzanych do lodówki (na naszej w kuchni już dawno brakuje miejsca, więc wiszą jeszcze na kilku metalowych planszach) zwróciłem uwagę na ten oto zestaw pamiątkowy w jednym ze sklepów na Lotnisku Chopina. Kicz nad kiczami, a w dodatku osobliwie zgrupowany przez sprzedawcę.

Na górze Polska z Matką Boską Częstochowską (choć nie jestem pewien, czy przypomina Czarną Madonnę). Komu nie w smak akcent religijny, ma do wyboru patriotyczny z pomnikiem Małego Powstańca powiększonym przez lupę. Obok bije serce, a pod spodem (po oczach) pokaźny biust blondyny. Nie wiadomo do końca, dlaczego jej piersi zasłoniły nazwę naszego kraju. Mógłby to być temat zarówno dla walczących z seksizmem, ogólną zgnilizną moralną, a także bijących w tarabany neopatryjotów. Śmiechu warte. I smutne zarazem, bo gdybym był na miejscu uprawiających podobne do mojego zbieractwo przybyszów z zagranicy, nie kupiłbym żadnego z tych magnesów. W ogóle ładna tego typu pamiątka z naszego kraju i z Warszawy to wciąż ewenement.

 

Na Okęciu po raz pierwszy odprawiałem się w części dla tanich linii WizzAir. Ledwo już pamiętam zawijane kolejki przed wejściem do nieistniejącego terminalu Etiuda. Zaskoczył mnie więc podobny widok (co prawda w hali odlotów, a nie na zewnątrz) tym razem. Ogonek wił się aż na jej środek - akurat byli odprawiani pasażerowie rejsów do Gruzji i Izraela zaplanowanych w odstępie bodajże kwadransa. Było osiem czynnych stanowisk, na szczęście wkrótce otwarto trzy kolejne, ale i tak czekanie z biletem wydrukowanym już w domu zajęło aż 25 minut. W Modlinie przeklinanym ostatnio przez dyrektora Lotniska Chopina nie zdarzyło mi się jeszcze czekać dłużej niż kwadrans.

Poza tym wszystko (kontrola bezpieczeństwa i paszportowa) poszło bezproblemowo. Moje politowanie budzi straszenie tym, że Lotnisko Chopina "zaraz się zatka" i dlatego trzeba je zlikwidować, budując międzykontynentalny hub przesiadkowy w Baranowie 45 km od Warszawy.

Ostatnio z Okęcia startowałem wiosną, więc dopiero teraz zwróciłem uwagę na nowe oznakowanie rękawów dla pasażerów ze strefy paszportowej Non-Schengen (konieczność dodatkowej kontroli dokumentów) zgrupowanych w zachodniej części pirsu:

Do numerów rękawów dodano literę N. W tej części terminala znalazłem lokal z polską kuchnią, w którym ceny nie ścinają z nóg i można smacznie zjeść. Zdążyłem skonsumować tylko zupę ogórkową za 11 zł, bo wyświetlał się "last call" do wyjścia. Strachy na Lachy, bo jeszcze przez 40 minut siedzieliśmy w samolocie, a kapitan przepraszał opóźnienie spowodowane przez pasażera, który nie przeszedł odprawy paszportowej, ale nadał bagaż. Jako podejrzany o narzędzie ataku terrorystycznego musiał być odszukany w luku wśród blisko 200 innych walizek i plecaków.

Tłok na pokładzie samolotu był niemożebny. Bagaże podręczne, które coraz częściej są zminiaturyzowanymi walizkami, nie mieściły się na półkach nad fotelami. Część z nich stewardessy odbierały pasażerom i oddawały do schowania w luku bagażowym.

Izraelskie kobiety były wręcz obładowane siatkami z zakupami. Spytałem dwóch sąsiadów (na oko 20+) wracających do Tel Awiwu, co porabiali w Warszawie. Okazuje się, że przylecieli do Polski już po raz kolejny, żałowali, że tylko na 3 dni. Ten czas spędzili w warszawskich kasynach i na zakupach.

Pilotowi udało się nadrobić opóźnienie - lot trwał 3 godz. i 20 min. Gorzej było w drodze powrotnej, gdy samolot wylądował na lotnisku Ben Guriona (mniej więcej 20 km od centrum Tel Awiwu, bliżej działa mniejszy port) z ponadgodzinnym poślizgiem i wystartował 2 godz. i 20 minut po czasie, meldując się na Okęciu w środku ciszy nocnej o godz. 2.55, tuż przed rozkładowym rejsem WizzAira z Islandii.

W Tel Awiwie pasażerowie WizzAira podobnie jak innych tanich przewoźników (Ryanaira czy linii Easy Jet) są obsługiwani w starym terminalu nr 1. Stamtąd jakieś pięć minut jedzie się autobusem do nowego (nr 3), który imponuje rozmachem architektonicznym (paradne, długie zejście do hali z taśmociągami na bagaż) i estetyką (beżowy kamień na ścianach i posadzce). Czekając na walizkę, zauważyłem pożyteczne rozwiązanie dla osób niepełnosprawnych i starszych:

W Warszawie wielokrotnie spotykałem się z narzekaniami na nieodpowiednią wysokość ławek czy siedzisk w wiatach przystankowych. Są niedostosowane do wzrostu przeciętnego pasażera, któremu albo trudno usiąść (gdy ma za wysoko), albo wstać (gdy ma za nisko). Na lotnisku w Tel Awiwie dla osób z takimi problemami przygotowano wygodniejszą wersję foteli.

Po 25 latach od poprzedniego pobytu w Izraelu wróciłem pod wrażeniem jeszcze ważniejszych zmian, jakie dokonują się w tym kraju. Nie brakuje też obserwacji transportowych, którymi postaram się podzielić wkrótce.

(osa)

22:22, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (11) »
Archiwum

Gazeta.pl Warszawa