środa, 27 grudnia 2017

Odkąd Krzysiek Śmietana, współzałożyciel tego bloga, co miało miejsce między Bożym Narodzeniem a sylwestrem dziewięć lat temu, zmienił barwy redakcyjne i teraz jego teksty można czytać w "Dzienniku Gazecie Prawnej", usiłuję dokładniej zgłębiać zadziwiający świat polskiej kolei.

Do tej pory czytałem w komunikatach spółki PKP Polskie Linie Kolejowe pełną entuzjazmu chwalbę, że podczas modernizacji odcinka Warszawa Zachodnia - Grodzisk Maz. powstanie dla pociągów podmiejskich nowy - jak to się mówi w gwarze kolejowej - przystanek osobowy Parzniew. I że skorzystają na tym dodatkowi pasażerowie. Być może hołduję niezbyt dziś modnym wartościom wśród młodszych reporterów, których kciuki już bolą od kopiowania urzędowych komunikatów do własnych tekstów, ale uważam, że warto ruszać się zza klawiatury komputera i sprawdzać, jak to naprawdę wygląda w terenie.


Fot. Agata Grzybowska/AG

W zeszłym tygodniu kolejarze zaprosili dziennikarzy na budowę swojego nowego "przystanku osobowego". Stawiło się tyleż urzędników co reporterów, do tego wiceprezydent Pruszkowa (choć to już teren sąsiedniej gminy Brwinów) w łącznej liczbie niespełna dziesięciu osób. Sam ledwo ten Parzniew znalazłem, ale warto było.

Przekonałem się bowiem na własne oczy, że cała ta stacja powstaje w szczerym polu. Dopiero gdzieś na horyzoncie - kilometr w stronę Pruszkowa majaczy nowe blokowisko. Najwidoczniej założono więc, że ludzie, którzy się tam wprowadzili, będą się cofać do stacji Parzniew, żeby z powrotem minąć swoje domy w pociągu do Warszawy. Przecież to absurd. Peron należało zbudować blisko nowego osiedla. Np. tam, gdzie powstaje tunel drogowy. Kolejarze wybrali jednak dla nowego przystanku miejsce ustronne, co widać na kolejnych zdjęciach fotoreporterki "Wyborczej" Agaty Grzybowskiej:

Co z tego, że koło przyszłej stacji rozciągają się pola uprawne, które są potencjalnym terenem inwestycji mieszkaniowych. Nie wiadomo, kiedy ściągną tu deweloperzy. A do tego czasu wszystkie pociągi od strony Grodziska Maz., Żyrardowa i pewnie większość ze Skierniewic będą miały dodatkowy postój w Parzniewie. Dla pasażerów to strata kilku minut w drodze do pracy i drugie tyle z powrotem. Dla Kolei Mazowieckich obsługujących tę trasę - dodatkowy koszt energii potrzebny na rozpędzenie pociągów. Jako żywo przypomina to bezsensowne przystanki na Centralnej Magistrali Kolejowej dla pociągów ekspresowych pod Włoszczową i na opłotkach Opoczna.

Co gorsza w spółce PKP PLK nie pomyśleli o parkingu przesiadkowym koło peronu w Parzniewie. Mogę się założyć, że pobliska droga i jej pobocza od razu będą rozjeżdżone i zastawione przez kierowców.


Fot. Agata Grzybowska/AG

Kolejowi urzędnicy uparcie lansują też na stacjach przejścia podziemne ze schodami i windami, które potem - zwłaszcza na takim odludziu jak Parzniew - będą notorycznie dewastowane. Spytałem, dlaczego nie zaplanowano tu pochylni, które umożliwiałyby swobodne dojście do pociągów dla wszystkich, także osób niepełnosprawnych. Usłyszałem, że wymagałoby to bardzo dużo miejsca. Peron będzie mieć 200 m długości. Twierdzenie Pitagorasa znane wszystkim ze szkoły podstawowej albo funkcje trygonometryczne pozwalają obliczyć i zaplanować budowę z większym pomyślunkiem. Zwłaszcza w szczerym polu.

(osa)

18:41, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (9) »
piątek, 22 grudnia 2017

Do prezentów pod choinkę dla stałych Czytelników bloga razem z życzeniami z okazji świąt Bożego Narodzenia dołączam kilka newsów o planowanych przez Zarząd Transportu Miejskiego zmianach w komunikacji planowanych w najbliższych tygodniach i miesiącach już nowego roku - 2018. Oby nam się!

Konstancin - Wilanów - Ursynów


Fot. Adam Drabiński/AG

Wydawało się, że wraz z otwarciem planowanego od ponad 20 lat łącznika Powsina z Kabatami ruszą tędy wszystkie linie podmiejskie z Konstancina-Jeziorny. Okazało się to jednak niemożliwe, bo Ursynów nie uporał się z przebudową odcinka ul. Relaksowej i jej skrzyżowania z ulicami Wąwozową i Rosoła. Autobusy pojadą więc najpewniej dopiero wiosną, ale niekoniecznie według ogłoszonego kilka tygodni temu planu.

Z moich informacji wynika, że ZTM konsultuje jeszcze z władzami Konstancina nowy wariant. Podwarszawski samorząd dostał do wyboru, czy chciałby skierować część kursów w porannym szczycie z Konstancina do pętli w Wilanowie (wtedy dojeżdżający tu lub przesiadający się uczniowie i pracownicy zachowaliby bezpośrednie połączenie) kosztem części kursów do stacji metra Kabaty. Tutaj dotrze większość autobusów linii 710 i 724 z Piaseczna i Konstancina oraz 742 z Góry Kalwarii przez Konstancin.

Będzie też zapowiedziana kursująca w dni powszednie linia 339 (Metro Wilanowska - Wilanów - Powsin - Metro Kabaty) obok całotygodniowej linii 139 (Metro Wilanowska - Wilanów - Powsin - Ogród Botaniczny). Ursynów stara się dodatkowo o sezonowe połączenie Metra Kabaty z Parkiem Kultury i Ogrodem Botanicznym w Powsinie.

Wiadomo też, że w 2018 r. (mówi się, że w jego połowie) Konstancin-Jeziorna wejdzie do I strefy biletowej. Ciekawe, czy podobnie jak w przypadku Łomianek i Marek będzie się to wiązało ze zmianą numeracji z podmiejskiej na miejską. Czyżby zniknęły trzy "siedemsetki" - 710, 724 i 725? A może dopiero wtedy, gdy do I strefy biletowej dołączy sąsiednie Piaseczno? Rozmowy trwają także z tym samorządem. W południowej części aglomeracji stołecznej zapowiada się więc sporo ciekawych zmian.

Chomiczówka

Przenieśmy się na drugą stronę Warszawy. Jeden z czytelników pytał niedawno, co wyniknie ze spotkania bielańskich radnych z mieszkańcami Chomiczówki na temat reorganizacji tras autobusów w tej części miasta. Zapewne niewiele.

Wypłynął wtedy dość rewolucyjny pomysł przekierowania linii 203 z Fortu Wawrzyszew przez ul. Kwitnącą, Wólczyńską i al. Reymonta do stacji metra Wawrzyszew, zamiast jak teraz do stacji Młociny. Moim zdaniem nie byłoby to wcale takie głupie. Mieszkańcy zyskaliby dojazd do hipermarketu Leclerc, można by też uruchomić, a raczej wznowić przystanki na ul. Kwitnącej, którą w zamierzchłych czasach kursowała linia 121. A do metra Wawrzyszew taka sama droga jak do stacji Młociny. Podniosło się jednak larum i ZTM raczej zostawi trasę linii 203 w spokoju. Zwłaszcza że sam ma plan, by docelowo wydłużyć ją od Metra Młociny koło nowego monstrum handlowego Galerii Młociny przez ul. Książąt Mazowieckich do ul. Encyklopedycznej i nowych osiedli we właściwej części Młocin.

Poznałem jednak ciekawą koncepcję, by rozdwoić końcówkę linii 184. Nadal wyruszałaby z pętli Szczęśliwice (tylko dlaczego nie przez skrzyżowanie Grójeckiej z Banacha?) koło Dworca Zachodniego i przez Wolę, Koło, Bemowo docierałaby do skrzyżowania al. Reymonta z ul. Conrada. Stąd połowa autobusów pojechałaby do Metra Młociny prosto (tzn. niestety, z łamańcem przez Żeromskiego - Przybyszewskiego - Kasprowicza), a połowa - pod nowym numerem - skręcałaby w Conrada przez całą Chomiczówkę, ul. Sokratesa i Kasprowicza. Jeśli taka zmiana nie przejdzie, ZTM gotowy jest wydłużyć skrócone obecnie kursy linii 114 (Młociny UKSW - Metro Młociny - Chomiczówka), raczej nie linię 171 (Torwar - Nowe Bemowo - Chomiczówka).

Praga i Targówek


Fot. Przemek Wierzchowski/AG

Na otwarcie czeka krótki odcinek ul. Sokolej między ul. Zamoyskiego a Targową. To powinno nastąpić w styczniu 2018 r. ZTM zdecydował już, że skieruje tędy (może po feriach zimowych) linie 146 i 147 z Dworca Wschodniego przez ul. Kijowską (ależ tu teraz korki przed Targową po przebiciu Trasy Świętokrzyskiej na Targówek - co było zresztą do przewidzenia), dalej przez Targową, Sokolą do stacji metra Stadion Narodowy i przez ul. Zamoście, Wybrzeże Szczecińskie, al. księcia Józefa Poniatowskiego, rondo Waszyngtona do obecnych tras przez Saską Kępę i dalej w kierunku Falenicy (146) czy Starej Miłosny (147).

Nie będzie więc przedłużona do Targowej linia 156, która po przekierowaniu z Targówka Fabrycznego do Dworca Wschodniego zyskuje na tym odcinku coraz więcej fanów. Zachęcony tym ZTM myśli teraz o zmianie trasy linii 170: Elsnerów/os. Wilno - Swojska - Księcia Ziemowita - Zabraniecka - Kijowska - Dworzec Wschodni z czasem przejazdu w granicach tylko 10 min. Lukę na "małej Radzymińskiej" i Ząbkowskiej zapełniłaby linia 338 (pl. Hallera - Utrata) przekształcona na całotygodniową. Aż się prosi dla niej o numer 123 widywany na podobnej trasie w latach 1949-73, ale teraz zajęty na Gocławiu, Grochowie i Saskiej Kępie.

Skrócenie linii 170 wyglądałoby całkiem zgrabnie, bo mieszkańcy rozrastającego się coraz bardziej osiedla Wilno oprócz dojazdu u siebie do pociągów w kierunku Dworca Wileńskiego zyskaliby też połączenie z pociągami na Dworcu Wschodnim bezpośrednio do Śródmieścia i tramwajami (wśród nich linia 28 do obecnej pętli 170 na rondzie Starzyńskiego).

Nie jest to najlepsze miejsce do zawracania (brak możliwości postoju), dlatego ZTM próbował przedłużyć trasę do osiedla na Golędzinowie, ale nie zyskał zdecydowanego poparcia mieszkańców i miejskich urzędników. Stąd pomysł na skrócenie 170.

Mnie bardziej podobałby się dla tej linii wariant: Elsnerów/os. Wilno - Dworzec Wschodni - Metro Stadion Narodowy. Wtedy autobusy przecinałyby linię ul. Targowej, zabierając więcej pasażerów. Wydaje się, że na zakorkowanej Kijowskiej nie obędzie się bez buspasa. Dodatkowa linia na tym odcinku jeszcze bardziej uzasadniałaby jego wytyczenie.

Bielany, Białołęka, Bemowo, Wola

Nie zanosi się za to na rychłe uruchomienie linii 200 zapowiedzianej we wrześniu na niezbyt zrozumiałej trasie pokrywającej się z tramwajami: Metro Słodowiec - Marymoncka - Dewajtis - Las Bielański (UKSW). Nie chcą tego radni Bielan, mimo że autobusy w rezerwacie byłyby elektryczne. Ja też nie jestem ich entuzjastą w tym miejscu. Nie tylko dlatego, że ul. Dewajtis to jedna z moich rekreacyjnych tras rowerowych.

Linia 334 wciąż czeka na przygotowanie zawrotki na ul. Annopol koło przystanku tramwajów linii 1 4, by pomknąć do nich z Zielonej Białołęki nowym odcinkiem ul. Daniszewskiej.

ZTM nadal nie ma autobusów, by uruchomić zapowiadaną już od dawna linię 220 przez Lazurową i al. 4 Czerwca 1989 r. Miało to być nowe połączenie obwodowe na zachodzie Warszawy od Bemowa przez Włochy i Ursus na Okęcie. Może uda się po dostawach kolejnych "elektryków" dla MZA i hybryd, które sprowadzi do Warszawy firma Mobilis. Na razie autobusy są zaangażowane w obsługę linii zastępujących tramwaje wycofane z pętli Służewiec i brakujące pociągi we Włochach i w Ursusie. W obu przypadkach powinno się to skończyć po wakacjach 2018 r.

Również na wrzesień przyszłego roku wstępnie zapowiadana jest nowa linia (czyżby 106?) przez ul. Jana Kazimierza. Mieszkańcy nowych osiedli na Odolanach zyskaliby dojazd do najbliższej stacji metra Rondo Daszyńskiego.

Wraz z wydłużaniem II linii na Targówek i w głąb Woli czeka nas prawdziwe trzęsienie na ziemi - trasy autobusów zmienią się radykalnie. Jednak z ogłoszeniem propozycji ZTM wstrzyma się do 2019 r., gdy będzie już po wyborach samorządowych. Po co drażnić wyborców tym co nieuchronne.

(osa)

13:00, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (13) »
niedziela, 17 grudnia 2017

Na ulicach Tel Awiwu wzrok przykuwa bogactwo dwu- i trójkołowych pojazdów napędzanych nie tylko siłą ludzkich mięśni, ale też silnikami elektrycznymi. Kilka tygodni przed tym, jak amerykański prezydent Donald Trump zdetronizował tę uznawaną przez większość świata administracyjną stolicę Izraela - co w wielu miejscach wywołało zamieszki - udało mi się w spokoju pospacerować ulicami tego miasta.

Kto narzeka, że rowerzyści pędzą po Warszawie na urwanie karku, w Tel Awiwie musiałby się zmierzyć z naprawdę zawrotną prędkością. Wielu jeździ na wspomaganiu, w dodatku bez kasków. Ale nie widziałem wypadków. Na początek kilka obrazków z reprezentacyjnego bulwaru Rothschilda, gdzie cykliści mają wyznaczony szlak, oddzielony od chodnika pasem zieleni:


 

W bok od bulwaru Rothschilda na ul. Szeinkin rowerzyści nie mają już tak łatwo na wąskim kontrapasie:


 

To z kolei elektryczna hulajnoga na bulwarze Rothschilda, który prowadzi do placu przed teatrem Habima, narodową sceną Izraela. Akurat trwała tam wystawa i pokazy nietypowych pojazdów napędzanych prądem: 


Ten pojazd to City Transporter, który zabiera dwie osoby. Ma silnik elektryczny, koła wsuwają się w karoserię, co pozwala zwężać transporter o cały metr. Dzięki temu mieści w wąskich lukach na parkingach. Kierowca nie musi się trudzić - pojazd potrafi zaparkować samodzielnie.

To zdaje się dopiero przyszłość, bo na razie w Tel Awiwie obrazki parkingowe podobne do warszawskich - samochody są zostawiane na chodnikach:

Do tego wszechobecne korki na ulicach, które miejscami mają aż sześć pasów ruchu w każdym kierunku. Tel Awiw, którego wieżowce robią imponujące wrażenie, w parterze nie jest wygodny do jazdy:


Na korek w popołudniowym szczycie można się też natknąć przy bulwarze nadmorskim. Ten jest jedną z największych atrakcji Tel Awiwu - piaszczyste plaże, boiska do siatkówki, punkty widokowe, ścieżka dla biegaczy i rowerzystów, wypożyczalnie sprzętu wodnego ciągną się kilometrami od dawnej arabskiej Jaffy, koło starego dworca kolejowego z czasów otomańskich (dziś w budynkach stacyjnych działają modne knajpki), przez kwartał hoteli, koło mariny z jachtami do starego portu przekształconego w centrum kulinarno-rozrywkowe. Rano z pokoju na 16. piętrze mojego hotelu podziwiałem śmiałków, którzy ślizgali się na deskach na morskich falach. Mimo że był to przełom października i listopada, woda pozostawała ciepła, w ciągu dnia temperatura powietrza sięgała przyjemnych 25 st. C.

Bulwar w Tel Awiwie przypomina nasz nadwiślański modernizowany odcinek po odcinku. Tyle że w Warszawie widać drugi zielony brzeg, a w Tel Awiwie przy promenadzie szumi bezkresne morze Śródziemne:


 

Korki w Tel Awiwie potęgują rozkopane i pozwężane ulice - w samym środku miasta trwa budowa linii podziemnego tramwaju. Planowana od dziesiątek lat i przekładana inwestycja w końcu zaczęła się w połowie tej dekady. Tramwaje nazywane tu lekką koleją z pewnością usprawnią przejazd przez miasto na linii średnicowej, która na obrzeżach ma prowadzić na powierzchni:

Jedyna dziś czynna linia tramwajowa w Izraelu istnieje w Jerozolimie. Tasiemcowej długości podwójne składy produkcji francuskiej (Alstom Citadis 302) od 2011 r. wjeżdżają na imponujący wiadukt (Chords Bridge), który zaprojektował światowej sławy hiszpański architekt Santiago Calatrava:

Fot. Wikipedia

Takie potrójne napisy jak te ostrzegające przed niebezpieczeństwem związanym z przekraczaniem linii tramwajowej w pobliżu starego miasta w Jerozolimie można też zobaczyć na tablicach wyświetlających godziny przyjazdu autobusów na przystanek koło Ściany Płaczu - alfabet zmienia się w ciągu kilku sekund z herbrajskiego na arabski i łaciński:

Na jerozolimskiej starówce spieszącemu się po modlitwie ortodoksowi przyda się też rower:

Zwłaszcza w czasie szabatu, gdy transport publiczny nie działa. Przerwa trwa od zmierzchu w piątek do zmroku w sobotę, gdy według tradycji na niebie ukazują się trzy gwiazdy.

Autobusy w Jerozolimie poruszają się osobnymi pasami pośrodku ulic. Korki są koszmarem także tego miasta:

Transport publiczny w izraelskich miastach opiera się na autobusach. Po odkryciu dużych złóż gazu ziemnego rząd zdecydował, że głównie to paliwo będzie wykorzystywane do ich napędu. Precyzyjnie mówiąc, gaz ma być podstawowym surowcem przy wytwarzaniu energii elektrycznej w Izraelu - autobusy zostaną zaś wyposażone w silniki na prąd.

Na razie najwięcej na ulicach widać MAN-ów podobnych do tych, które od zeszłej dekady kursują po warszawskich ulicach:

Raz zdarzyło mi się zobaczyć polskiego solarisa w pobliżu teatru Habima. Poza Tel Awiwem autobusy tej marki jeżdżą jeszcze w Jerozolimie i Nazarecie. W sumie ponad 300 sztuk w całym Izraelu.

(osa)

21:04, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (1) »
niedziela, 10 grudnia 2017

Kończą się wyjątkowo długie, bo trwające od 1,5 miesiąca konsultacje poprzedzające budowę odcinka obwodnicy śródmiejskiej między rondem Wiatraczna a Targówkiem. Uważam go za najważniejszą inwestycję drogową, którą ratusz powinien zrealizować już dawno temu.

Własną dyskusję na temat projektu obwodnicy zorganizowało wczoraj na Grochowie stowarzyszenie Miasto Jest Nasze. Nie dałem rady skorzystać z zaproszenia jego działacza Kuby Czajkowskiego, bo utknąłem w ogromnym korku na istniejącym fragmencie tej obwodnicy, czyli Trasie Łazienkowskiej. Żałuję choćby ze względu na niecodzienny widok - aktywiści zaprosili znielubionego przez siebie burmistrza Śródmieścia Wojciecha Bartelskiego (2006-14), który teraz jest prezesem Tramwajów Warszawskim i razem walczą o nową linię wzdłuż ul. Wiatracznej:

Jako zdeklarowany tramwajofil nie jestem przekonany, by była to inwestycja pierwszej potrzeby. Czy warto rezerwować dla niej miejsce na przyszłość, projektując teraz obwodnicę? Widzę kilka problemów. Zarząd Miejskich Inwestycji Drogowych po wstępnych konsultacjach z mieszkańcami nieparzystej strony ul. Wiatraczna na początku tego roku zdecydował odsunąć nowe jezdnie od zabudowy. Można by tam zmieścić zieleń czy drogę rowerową.

Byłoby to zatem dobre posunięcie, a teraz Miasto Jest Nasze proponuje zbliżyć jezdnie do bloków, żeby po przeciwnej stronie zachować teren dla torów tramwajowych, które kiedyś będą albo i nie. A przecież można je poprowadzić po proponowanym buspasie - jego zaplanowanie to akurat słuszny postulat MJN, żeby uniknąć korków autobusowych - takich, jakie tworzą się przed Targową po niedawnym otwarciu przedłużenia Kijowskiej od Targówka Fabrycznego do Dworca Wschodniego.

Byłby też duży problem z włączeniem hipotetycznej linii tramwajowej wzdłuż ul. Wiatracznej do ronda Wiatraczna, którego środek ma być całkowicie przemodelowany. To drugi dobry pomysł urzędników ZMID i biura mobilności w ratuszu - przystanki tramwajowe przy okazji budowy tunelu drogowego pod rondem (łączącego Wiatraczną z al. Stanów Zjednoczonych) zostaną skomasowane wzdłuż Grochowskiej (dla linii w stronę Targowej i al. Waszyngtona) i po drugiej stronie ronda (dla linii kończących tu trasę i jadących dalej w stronę Gocławka). Czyli takie tramwaje jak "3" czy "6" objeżdżałyby w tym kierunku rondo Wiatraczna. Układ torów będzie dość skomplikowany, a jak tu jeszcze podłączyć linię z czwartego kierunku?

Zastanówmy się poza tym, kogo i dokąd miałyby wozić tramwaje z ul. Wiatracznej i dalej z Targówka Fabrycznego? Czy rzeczywiście prognozy zakładają aż takie masy pasażerów, którzy decydowaliby się jeździć naokoło w kierunku Pragi albo do mostu Poniatowskiego? A może nadal wystarczą dla nich autobusy.

W moim prywatnym rankingu tramwajofiliskim takie linie jak ta na ul. Wiatracznej czy na przedłużeniu ul. Kijowskiej na Targówek Fabrycznym są na samym końcu. Owszem tramwaje wiozą też zmiany cywilizacyjne, które przydałyby się tej części Warszawy, ale są osiedla, które od dawna czekają na lepszy dojazd. Od lat planuje się dla nich linie tramwajowe. Uważam, że kolejność ich budowy powinna być następująca:
1) Linia na Gocław (na marginesie liczę, że Miasto Jest Nasze w końcu otwarcie poprze tę inwestycję, zamiast dawać preteksty do protestów różnym oszołomom wietrzącym spiski deweloperskie na terenach ogródków działkowych między ulicami Kinową a Międzynarodową);
2) Linia do Wilanowa (w pierwszej kolejności odcinki: na Rakowieckiej od al. Niepodległości do Puławskiej, na Goworka, Spacerowej, Belwederskiej, Sobieskiego do św. Bonifacego z odnogą na Gagarina, najlepiej za Wisłostradę albo nawet wzdłuż Wisłostrady do Chełmskiej czy Trasy Siekierkowskiej; w dalszej kolejności na Sobieskiego i w al. Rzeczypospolitej do Miasteczka Wilanów bez zbędnej odnogi na ul. Branickiego i ewentualnie z odnogą na ul. św. Bonifacego);
3) Odcinek Mokotów - Ochota (z boku Pola Mokotowskiego, przez ul. Banacha i Bitwy Warszawskiej 1920 r., pod parkiem Zachodnim i Dworcem Zachodnim - jeśli powstanie tu nowy, wygodny węzeł przesiadkowy, to będzie transportowy przełom w stolicy);
4) Odcinek Dworzec Zachodni - Kasprzaka (w pierwszej kolejności przez ul. Ordona, w drugiej, jeśli już - przez ul. Tunelową do skrzyżowania z Płocką), a wcześniej odtworzenie linii na ul. Kasprzaka od Skierniewickiej do Wolskiej;
5) Linia na Zieloną Białołękę (musi powstać, bo niestety, ratusz uparł się przy dysfunkcjonalnej końcówce II linii metra pod ul. Kondratowicza zamiast skierować ją do Trasy Toruńskiej);
6) Linia wzdłuż Modlińskiej (najpierw odcinek Żerań FSO - Płochocińska, gdzie od dawna czeka najważniejszy obiekt, czyli most tramwajowy nad Kanałem Żerańskim, potem w bok od Modlińskiej przez nowe osiedla w Piekiełku do ul. Świderskiej i do Traktu Nadwiślańskiego z linią na Tarchominie, którą w końcu trzeba przedłużyć do pętli Winnica);
7) Linia do węzła Marsa (od pętli Gocławek przez ul. Płowiecką do planowanego centrum przesiadkowego dla linii autobusów podmiejskich, które pozwoliłoby zdjąć sporą część ruchu z Grochowskiej i przekształcić ją w ulicę miejską);
8) Linia w al. Wilanowskiej (najpierw odcinek Puławska - Służewiec, potem Metro Wilanowska - al. Rzeczypospolitej);
9) Linia do osiedla Ruda (na przedłużeniu ul. Mickiewicza do ul. Klaudyny z zawrotką przy ul. Podleśnej - zapełni tramwaje linii 15, które jeżdżą puste po Żoliborzu, bo ich trasa urywa się na pętli Marymont-Potok przy ul. Potockiej).

Last but not least: 10) Linia na Trakcie Królewskim - prognozowana jako najlepiej wykorzystywana z planowanych tras tramwajowych. Może kiedyś doczekamy powrotu tramwajów na Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście, a dalej Miodową i Bonifraterską do Muranowskiej. Może kiedyś tramwaje wrócą też na pl. Trzech Krzyży i w Al. Ujazdowskie do Belwederskiej lub Bagatelą do pl. Unii Lubelskiej. Tutaj i na poprzednich dziewięciu trasach są naprawdę bardziej pożądane niż wzdłuż Wiatracznej.

(osa)

20:56, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (9) »
środa, 06 grudnia 2017

Tę kładkę znałem do tej pory tylko jako kierowca. To znaczy chwaliłem ją sobie za to, że mogę w miarę szybko przejechać tędy samochodem. Korzystne okazało się też wywalczone z okazji bzdurnej, ciągnącej się od ponad roku modernizacji ul. Marynarskiej (to się na pewno nie skończy w lipcu 2018 r.) otwarcie skrętu w lewo z ul. Cybernetyki w ul. Rzymowskiego w kierunku Galerii Mokotów.

Pozwalam sobie ciągle używać dotychczasowej nazwy tej ostatniej ulicy, bo choć doceniam muzycznie jej nowego patrona Przemysława Gintrowskiego, to poczekam, aż dekomunizację Rzymowskiego w wykonaniu wojewody mazowieckiego oceni sąd administracyjny po skardze Rady Warszawy. Nota bene Zarząd Transportu Miejskiego umieszcza już na swojej mapie ul. Gintrowskiego, ale nie zmienił nazwy przystanku Rzymowskiego. To może wreszcie przydzielić mu sąsiednią Galerię Mokotów?!

Wracając do kładki - w tym tygodniu po raz pierwszy miałem okazję przetestować ją jako pieszy. I przyznam, że wypadło to koszmarnie. Nie ma innej drogi po wyjściu z autobusu linii 136, żeby przedostać się na drugą stronę skrzyżowania do imponującego, otwartego wreszcie po wieloletnim opóźnieniu w budowie Domu Kultury Kadr.

Zaraz koło przystanku natknąłem się na młodą mamę z wózkiem dziecięcym, która na próżno wciskała guzik w nadziei, że zjedzie do niej winda, a właściwie podłej jakości podnośnik. Zaproponowałem, żebyśmy razem wnieśli wózek po schodach. Wolała nie ryzykować, było ślisko. - Mam prośbę, żeby wysłał mi pan windę z góry. Chyba się coś zablokowało. Jak zwykle - powiedziała.

I rzeczywiście, gdy dotarłem na kładkę, winda stała niewzruszona przyciskaniem guzika na dole. Otworzyłem i zamknąłem drzwi. Raz, drugi i wreszcie ruszyła bardzo powoli do pani mamy.

Na kładce mimo wieczornej pory (godz. 18) był spory ruch, bo idą tędy rodzice z dzieciakami na zajęcia w domu kultury Kadr, pasażerowie z przystanku albo na przystanek itp.

Dopiero teraz dostrzegłem, jak ta kładka zmasakrowała przestrzeń. Podpory przy ulicy i długaśne podjazdy dla rowerzystów, budki dla niedziałających, jak trzeba wind. Wygląda to wszystko okropnie.

Z przyjemnością wszedłem więc do przytulnej sali na parterze domu kultury Kadr, gdzie stowarzyszenie Lepszy Służewiec zorganizowało spotkanie dla mieszkańców i zarządców biurowców w tej części miasta:

Na stole była rozłożona mapa i uczestnicy warsztatu mogli na niej zaznaczać czerwonymi punktami miejsca, które ich zdaniem wymagają poprawy. W tej części spotkania, na której byłem obecny, słyszałem narzekania na brak połączeń drogowych między Służewcem a drugą stroną linii PKP, np. na przedłużeniu ul. Domaniewskiej. Ktoś proponował, by urządzić parkingi w wielkim węzłowisku na styku trasy N-S z ul. Marynarską, którego spora część stoi nieużywana od wielu lat i tak też będzie jeszcze bardzo długo. Oto, do czego prowadzi bezsensowne planowanie inwestycji - na żądanie miejskich urzędników Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad utopiła w tym węźle kilkadziesiąt milionów złotych, zamiast zaplanować jego budowę etapami w oczekiwaniu na ewentualne przedłużenie Trasy N-S w kierunku Ochoty, Woli i Bemowa.

A propos kładek Karina Koziej, prężna szefowa Lepszego Służewca, opowiedziała mi o swoich doświadczeniach z tymi wynalazkami w tej okolicy. Stoi tu bowiem druga taka konstrukcja - jeszcze gorsza niż ta przy Cybernetyki, bo oddalona od skrzyżowania Marynarskiej z Wołoską i ronda Unii Europejskiej. Pani Karina utknęła raz w windzie - kładkowym podnośniku. Musiała czekać, aż ktoś go odblokuje.

Niedawno opisywałem zmagania starszych państwa z kładką nad ul. Czerniakowską: http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,22325072,przejscie-przez-czerniakowska-otwarte-emeryci-nie-musza-wspinac.html. Zarząd Dróg Miejskich latami zwodził mieszkańców, że zbuduje im podnośniki i pochylnie, ale ponieważ miało to kosztować kilka milionów złotych, prace wciąż przekładano. Aż ludzie się wkurzyli i urządzili emerycką blokadę Wisłostrady. Wtedy urzędnicy poszli po rozum do głowy i zamiast drogiej inwestycji wymyślili zebry i przejazd rowerowy w poprzek Wisłostrady. Działa to doskonale, ludzie są szczęśliwi, w budżecie miasta zostało kupę kasy. Nie ma dodatkowych korków ani groźnych wypadków.

Także na Służewcu mieszkańcy przeforsowali w budżecie obywatelskim projekt przejścia dla pieszych obok kładki przy rondzie Unii Europejskiej. Teraz chcą powalczyć, by wróciła zebra na okładkowanym skrzyżowaniu Rzymowskiego/Cybernetyki. Jako pieszy i pasażer autobusu trzymam za to kciuki, jako kierowca zresztą też.

(osa)

22:07, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (8) »
sobota, 02 grudnia 2017

Podczas dzisiejszej prezentacji nowego samolotu w barwach LOT-u dla dziennikarzy, która odbyła się w hangarze na Lotnisku Chopina (tu dokładniejszy opis tego wydarzenia z wypowiedziami prezesa firmy o kolejnych zakupach: http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,22728549,nowy-samolot-lot-u-ma-rozdwojone-skrzydla-dokad-poleci-z-warszawy.html) moją uwagę zwróciło kilka mniejszych szczegółów. A największe wrażenie zrobiła - co może się wydawać zabawne - ogromnych rozmiarów półka na bagaż podręczny nad siedzeniami:

Może dlatego, że podczas moich ostatnich lotów na trasie Warszawa - Tel Awiw - Warszawa na pokładzie Airbusa linii WizzAir musiałem trzymać mój niewielki na szczęście bagaż podręczny pod nogami. Taka była prośba obsługi, która nie dawała sobie rady z rozmieszczeniem wszystkich walizeczek i plecaków na półkach. W końcu po 40 minutach od wpuszczenia pasażerów do środka samolotu zdecydowano o zabraniu części podręcznego ekwipunku do luku bagażowego.

Dzisiaj przedstawiciele Boeinga i prezes LOT-u Rafał Milczarski zachwalali nowego typu fotele - takich nie ma jeszcze żaden przewoźnik na świecie:


Fot. Przemek Wierzchowski/AG

Fotele te są bardzo cienkie. Trudno powiedzieć coś więcej o ich wygodzie, gdy przysiadło się tylko na kilka chwil. Pasażerowie ocenią sami po 3-4 godzinach lotu do Madrytu czy Astany, bo m.in. tam ma latać z Warszawy nowy Boeing 737 Max 8. Zapewne chodzi o zmniejszenie ciężaru foteli. Za to wysuwający się z ich oparć stolik rozkłada się sprawniej niż w starszego typu modelach.

Na zewnątrz rzucają się w oczy podwójne winglety, czyli uniesione i obniżone końcówki skrzydeł:

Na mniej widoczny szczegół moją uwagę zwrócił Konrad Majszyk z biura prasowego LOT-u. To pierwszy samolot tego przewoźnika z nazwą umieszczoną na "brzuchu". Niestety, trudno było mi tam zrobić dobrej jakości zdjęcie:

Boeing 737 Max 8, najnowszy samolot wąskokadłubowy, zabiera 187 pasażerów. Do maja 2019 r. LOT chce mieć sześć takich maszyn, które będą obsługiwały trasy krótko- i średniodystansowe po Europie i kraju, a także na Bliski Wschód i do środkowej Azji. Z ciekawością czekam na ogłoszenie kolejnych nowych kierunków z Warszawy w 2018 r. po Singapurze i Norymberdze. Trzeba przyznać, że po okresie, gdy LOT balansował na skraju bankructwa i dostał pomoc publiczną od polskiego rządu (jeszcze za koalicji PO-PSL) teraz ma imponującą, bodaj najbogatszą w historii siatkę lotów.


(osa)

23:22, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (5) »
Archiwum

Gazeta.pl Warszawa