poniedziałek, 27 marca 2017

Co prawda rocznica nie taka równa jak grudniowa, gdy świętowaliśmy 150 lat od wyjazdu pierwszych tramwajów konnych w Warszawie, ale Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej i tak zorganizował sympatyczną imprezę. Minęło 109, odkąd 26 marca 1908 r. pierwszy tramwaj elektryczny zabrał pasażerów z pl. Krasińskich na pl. Unii Lubelskiej (ech, gdyby tak wróciła tamta trasa przez Krakowskie Przedmieście...).

Na pamiątkę tego wydarzenia po mieście kursowały cztery zabytkowe wagony na linii E między pl. Narutowicza (przydaje się tam pętla, przydaje) a awaryjną "łezką" na Bielanach przy Akademii Wychowania Fizycznego, gdzie piszczały niemiłosiernie na rzadko używanym torze:

Akurat na żoliborsko-bielańskim odcinku trudno nie skojarzyć literki E z pospieszną linią autobusów, które docierały tu od 1964 r. ze Spartańskiej na Mokotowie przez ul. Woronicza, al. Niepodległości i dzisiejszą al. Jana Pawła II. Początkowo Marymoncką do al. Zjednoczenia i pętli na Kasprowicza, potem dalej - do Szpitala Bielańskiego, od 1966 r. - na osiedle Wrzeciono, a od 1967 r. już do końca w 1991 r. - do Huty Warszawa przez ul. Pstrowskiego (obecna ul. Zgrupowania AK "Kampinos", która po otwarciu mostu Północnego w 2012 r. straciła połączenie z ul. Marymoncką).

E jako pierwsze padło ofiarą głupawego pomysłu likwidacji linii pospiesznych i utworzenia ekspresowych E-1 i E-2. Sama zamieniła się w przyspieszoną - 511, ale w relacji Huta Warszawa - Spartańska nie przetrwała długo, po pięciu latach została zlikwidowana "w związku z brakami kadrowymi w MZA" (dziś przynajmniej 511, jeżdżąc z Dąbrówki Wiślanej, ma tę samą pętlę co E koło Huty). Tak czy owak autobusy E przy obecnych wytycznych niepokrywania się z trasami tramwajów nie miałyby szans na utrzymanie, jadąc tą samą drogą co "17".

Mój powrót do linii E i przejażdżka oznakowanym tak tramwajem zaczęła się niefortunnie. Wydawało mi się, że rozkład jazdy linii E został dobrze skoordynowany z niedzielną sumą u marianów na górce marymonckiej. Z kilkuminutowym zapasem zdążyłem dojść ul. Gdańską do przystanku przy Hali Marymonckiej. Na próżno jednak wypatrywałem kursu o godz. 14.09 w kierunku pętli koło AWF. Doczekałem się dopiero następnego i to z dwuminutowym opóźnieniem, czyli w sumie 36 minut czekania.

Miałem za to okazję przyjrzeć się, jak działa stała komunikacja tramwajowa w tym miejscu. Otóż pasażerowie ze skróconych kursów "17" nauczyli się wysiadać na końcowym przystanku Metro Marymont i motorniczy nie musi ich już wypędzać, jak to się zdarzało jeszcze kilka lat temu.

W dodatku świetnie udało się ułożyć rozkład i zaraz za kończącą trasę "17" przyjeżdża "6". Pasażerowie chętni do jazdy na Marymoncką, a w kolejnych trzech kursach, które widziałem, była ich całkiem spora grupka, przesiadali się od razu i jechali dalej. Jednowagonowe "akwarium" zapełniło się jak w godzinie szczytu, lepiej wyglądało to w "szczeniakach" (mniejszy tłok). W ogóle jak na niedzielę miałem wrażenie, że tramwaje odjeżdżają jeden za drugim (jeszcze kończąca trasę linia 27 i normalne kursy "17" na Nowodwory).

Doskonale działa tu zielona fala, która przepuszcza skręcające wagony w relacji Stołeczna (ks. Popiełuszki)/Słowackiego - Marymoncka po dwa razy w cyklu. Już nie traci się kilka minut na czerwonym świetle jak wciąż na rondzie Babka.

Po długim czekaniu na zabytkowy wagon linii E zebrała się większa ekipa do wejścia. W środku znajomy klubowicz Wiktor poinformował mnie, że poprzedni, niedoszły kurs miał obsługiwać zabytek zwany "kanciakiem", ale przytrafiła mu się stłuczka w Śródmieściu. Mam nadzieję, że nic groźnego się nie stało - ani ludziom, ani wagonowi.

O tyle żałuję, że jeszcze nie miałem okazji przejechać się tym nietypowym tramwajem, choć Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej sprowadził go z Poznania z niemałymi problemami już ładnych parę lat temu (w 2004 r.). Tak wtedy wyglądał "kanciak":


Fot. Jacek Łagowski/AG

A tak wygląda teraz - charakterystyczna, pochylona ku przodowi szyba i zielone barwy (oryginalne jak w Poznaniu):


Fot. ZTM

Niemniej jednak wagon 4N1, na który się w końcu doczekałem przy Hali Marymonckiej, produkowany w chorzowskim Konstalu na przełomie lat 50. i 60. też jest bardzo ciekawy. Zwłaszcza że jak się dowiedziałem, na trasę linii E wyjechał dzień po remoncie.

Uśmiechnąłem się w duchu na widok trzech tabliczek umieszczonych na pomoście motorniczego:

Mgły ani śnieżycy nie było, ale "kanciak", który nie ma takich tablic jak powyższe, najwyraźniej skrzyżowania nie przejeżdżał ostrożnie. Miłośnicy komunikacji miejskiej czekający na fotostop przy pętli koło AWF-u na Bielanach musieli się zadowolić wagonem 4N1:

(osa)

00:08, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (4) »
sobota, 25 marca 2017

Nie przypuszczałbym, że tak może jeszcze wyglądać dojazd do siedzib ludzkich w odległości niespełna 50 km od Warszawy. Zdarzyło mi się w tym miesiącu wybrać do wsi Ponurzyca. Najpierw jedzie się tam drogą krajową nr 17 Warszawa - Lublin do niesławnego ronda w Kołbieli. Przeklęty drogowiec, który je wymyślił ku udręce tysięcy kierowców stojących tam od wielu lat w tasiemcowych korkach. Mimo wielu akcji medialnych i politycznych jakoś nie można się doprosić o budowę bezkolizyjnego rozwiązania.

W Kołbieli skręciłem w prawo w tzw. obwodnicę Warszawy dla tirów, czyli drogę nr 50. Po kilku kilometrach trzeba odbić z "pięćdziesiątki" w lewo w wiejską drogę, która zowie się nawet ulicą Lotników. Tędy przejeżdża się przez jednotorową (jeszcze, bo wkrótce zaczyna się rozbudowa) linię kolejową Warszawa - Lublin koło peronu z napisem Kołbiel (dlaczego tak, skoro to wieś Karpiska, a do Kołbieli jest stąd jakieś 5 km?).

I dalej zaczyna się ten drogowy koszmar ze zdjęcia powyżej. Asfalt się urywa i jedzie się polem, lasem po ogromnych wądołach i błocku raz z jednej, raz z drugiej strony bitego traktu. W niektórych miejscach z prędkością nie wyższą niż 10 km na godz. w strachu o koła i zawieszenie samochodu. Pokonanie niedługiego, najwyżej 5-kilometrowego odcinka zajęło mi ponad 10 minut. Ponura ta podróż do Ponurzycy.

Byłem tam pierwszy raz w życiu i współczuję mieszkańcom, którzy dzień w dzień muszą się męczyć, jadąc do pociągu, sklepu, szkoły czy kościoła. Zdaje się, że są zresztą zdani na własny transport, bo w budce przypominającej przystanek autobusowy, która stoi przy bitym trakcie, zamiast rozkładu jazdy zastałem zawiadomienie o planowanym wyłączeniu prądu:

Ponuro jest w Ponurzycy, a już do końca dobił mnie widok na przeciwko budki (przystankowej?): miejscowi ochoczo zabrali się do wycinania drzew, bo przecież pozwolił #lexSzyszko. Pokotem leży więc cały sosnowy zagajnik:

Komu te drzewa wadziły? Co tam chcecie zbudować? Kto was w tej Ponurzycy znajdzie z taką drogą, której nie pokazuje nawet ludzik na mapie GoogleStreetView?

Uciekłem z Ponurzycy jak najprędzej mogłem (tzn. 10 km na godz.). Na szczęście do przodu i najgorsze dziury miałem już za sobą, a wkrótce zaczęła się wąska, bo wąska, a w dodatku kręta, ale przynajmniej wyasfaltowana szosa, która zamieniła się w drogę wojewódzką nr 862. Wróciłem nią do "pięćdziesiątki" i nadwiślanką do Warszawy. 47 km od innego, dziurawego świata drogowego.

(osa)

23:01, osa_oraz_smik , Z kraju
Link Komentarze (4) »
wtorek, 21 marca 2017

Pierwszy dzień kalendarzowej wiosny udało mi się przywitać inauguracyjną w tym roku przejażdżką rowerem do pracy. Od startu nowego Veturilo minęło 21 dni, ale chłodny i deszczowy marzec nie sprzyjał dotąd dojazdom na dwóch kółkach, a i dzisiaj pod sam koniec zaczęło siąpić.

Miałem więc okazję, przekonać się, jak działają sprowadzone z fabryki w niemieckim Lipsku rowery Veturilo i cały zmodyfikowany system. Bardzo mi się podoba, że zielone diody przy stojakach pokazują, który rower jest sprawny. Terminale też są wygodniejsze od poprzednich, zwłaszcza ekran dotykowy do wstukiwania danych:

Po drodze zaliczyłem przesiadkę przy Dworcu Powiśle, żeby nie płacić za jazdę powyżej 20 minut. Oba rowery łatwo się wypinały ze stojaków i bez trudu można je było umieścić z powrotem w elektrozamku. Pedałowanie też wydaje się bardziej komfortowe niż w poprzednich latach. Głównie za prawą lepiej wyprofilowanej kierownicy, poza tym rower łatwiej się rozpędza.

Nie jestem za to przekonany do nowego typu bagażnika przy kierownicy. Już wcześniej dostawałem sygnały od czytelników, że po rezygnacji z drucianych koszyków ciężko będzie jechać Veturilo w upale i popijać wodę z butelki. Jak ją umieścić w takiej konstrukcji przepasanej gumką?

Dzisiaj położyłem tam swoją torbę, ale jechałem z poczuciem, że nie jest stabilna i właściwie zabezpieczona przed wypadnięciem.

Na koniec dwie uwagi do wytrzymałości nowych rowerów po 21 dniach ponownej obecności na warszawskich ulicach:

Zniszczony przełącznik przerzutki może być sprawką wandala, ale też element ten powinien być bardziej wytrzymały na uszkodzenia. Z kolei gumowa rączka, która sama ściągnęła się z kierownicy i została mi w ręce, gdy zwracałem rower u zbiegu Wisłostrady i ul. Gagarina, to już oznaka niechlujstwa producenta. Nałożyłem tę gumkę - że tak powiem - z powrotem, ale dla pewności przydałoby się sprawdzić wszystkie kierownice i lepiej przymocować rączki, zanim poginą. Naprawa będzie mniejszym wydatkiem niż kupno nowych.

Ogólnie jednak cieszę się z Veturilo, bo na mojej drodze dom - praca przybyły nowe wypożyczalnie. Czekam tylko na lepszą pogodę do jazdy na dwóch kółkach.

(osa)

20:51, osa_oraz_smik , Rowery
Link Komentarze (4) »
piątek, 17 marca 2017

Słupki to dzisiaj jedyna metoda walki z nielegalnym parkowaniem na narożnikach ulic, przejściach dla pieszych, a nawet przystankach autobusowych. Zarząd Dróg Miejskich zapowiada też kolejny sposób: nowego typu podwyższone krawężniki, które mają zniechęcać albo po prostu uniemożliwiać kierowcom wjeżdżanie na chodniki.

W tym miesiącu byłem świadkiem słupkowania (szczęście, że nie biało-czerwonymi grubymi "patriotkami" tylko eleganckimi, czarnymi pachołkami - typ syrenka z kulką) u zbiegu ulic Mickiewicza i Kątowej blisko placu Wilsona na Żoliborzu.

Robotnicy miejskiego Zakładu Remontów i Konserwacji Dróg nieufnie patrzyli, jak robię im zdjęcia. Kiedy pochwaliłem, że wreszcie bezpiecznie przeszedłem zebrą, za którą na chodniku nie stał żaden samochód, jeden z panów tylko westchnął: - Ile my się tu nasłuchaliśmy jobów za te słupki. Każdy ma pretensje, że im się zabrało cały plac do parkowania.

Plac? Ładnie powiedziane. Po prostu chodnik zabetonowany przed laty tandetną kostką. Dziś widać na niej tłuste plamy po olejach i smarach, które skapywały z samochodów (po drugiej, parzystej stronie ul. Mickiewicza - tam, gdzie nie mieszka najsłynniejszy żoliborski prezes, niewielki naczelnik i szeregowy poseł - leżą już porządne, duże płyty chodnikowe).


Samochody stojące na narożnym "placu" zasłaniały widoczność. Panów stawiających słupki zaprosiłem na ul. Potocką, gdzie na wysokości ul. Urzędniczej i Szkoły Głównej Służby Pożarniczej znajduje się przejście dla pieszych. Samochody parkują z boku jezdni prawie na samej zebrze - nawet tam, gdzie jest zakreskowany fragment asfaltu. Niedawno mój syn siedział za kierownicą w drodze na bazarek pod Halą Marymoncką - dobrze, że nie jechał szybko i zdążył zahamować, bo zza auta zaparkowanego tuż przed przejściem na pasy wyszła kobieta. Nie było szans zauważyć jej wcześniej.

Owszem w Warszawie brakuje miejsc parkingowych, a problem narasta z każdym rokiem, ale bezpieczeństwo na ulicach powinno być najważniejsze. Dlatego trzeba stawiać słupki i zapory uniemożliwiające parkowanie blisko przejść dla pieszych i skrzyżowań. Ciągle bowiem powtarzają się groźne wypadki. Kiedy piszę te słowa w piątkowy, deszczowy wieczór, w szpitalu lekarze opatrują trzy osoby (w tym 12-letnią dziewczynkę) ranne w wypadku na przejściu przez ul. Umińskiego przy Rechniewskiego na Gocławiu. Dwa tygodnie temu również w piątek wieczorem na przejściu przez al. KEN na Kabatach zginął kuzyn mojej znajomej - lekarz, osierocił trzech synów. W poprzednim miesiącu jeszcze dwoje pieszych nie przeżyło swojej obecności na zebrze (rondo Daszyńskiego, plac Zawiszy).

Czarna seria trwa. W polityce Warszawa stała się Budapesztem, a na drogach Moskwą albo jeszcze bardziej wschodnim miastem gdzieś w dalekiej Azji.

(osa)

21:47, osa_oraz_smik , Parkowanie
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 13 marca 2017

Żeby stać się częścią pocztówkowego widoku z lizbońskim tramwajem na tle katedry Se (na zdjęciu powyżej), niektórzy stoją w skwarze nawet pół godziny na pierwszym przystanku legendarnej w tym mieście linii 28 (poniżej). Kto planuje wyjazd na świąteczną majówkę albo wakacje w ciepłych krajach, łatwo i całkiem szybko (niecałe 4 godziny) dostanie się  tanimi liniami lotniczymi WizzAir albo Ryanair do stolicy Portugalii.

Niestety, dołączyła ona do innych miast (np. Barcelony), w których robi się nieznośnie tloczno od turystów. I stąd też problemy, by zabrać się linią 28 z placu Martim Moniz oszpeconego w ostatnich dekadach specyficzną zabudową i pseudoatrakcjami pośrodku (sąsiednie place Figueira czy Rossio to już bajeczka):

Po znajomości podpowiadam, że zamiast tłoczyć do linii 28, warto przejść na sąsiedni przystanek, przy którym zatrzymuje się bliźniacza linia 12:

Nikt tam nie czeka. Co prawda na swojej okrężnej trasie przez pagórki Alfamy "dwunastka" nie dociera do najbardziej stromego na świecie odcinka tramwajowego na Calcada Sao Francisco (zachodni odcinek trasy linii 28), za to zalicza dość nietypowy zakręt z Rua da Coceiciao w Rua da Prata. Łuk torowy umieszczono tam w chodniku:

Na Alfamie nie brakuje zaś tylko trochę mniej stromych odcinków, po których z mozołem wspinają się leciwe tramwaje remodelado (czyli po remoncie w latach 90.):

Żółty stary tramwaj stał się znakiem rozpoznawczym Lizbony. Można go spotkać na pocztówkach, magnesach, T-shirtach (ja też taki noszę jeszcze z poprzedniej wyprawy do Portugalii). Co ciekawe kelnerzy w jednej z restauracji na Alfamie mają na fartuchach wagon z numerem linii 12 a nie 28. Do tej drugiej łatwiej się dostać na górze w drodze powrotnej do placu Martim Moniz. Np. przy zamku św. Jerzego albo przy którymś miradorze, czyli widoku na miasto i Tag.

Po drodze czekają nas najwęższe odcinki i zakręty. Tramwaje muszą tu często zwalniać - motorniczy upewnia się, czy wagon nie otrze się o zaparkowany samochód. Stąd się biorą opóźnienia, stadne kursowanie tramwajów i długie kolejki na początkowym przystanku. Ruszajmy więc przez nieprawdopodobne węziny Alfamy:


Na przystanku Graca znajduje się pętla skróconych kursów linii 28 i wagonów turystycznych, które docierają tu z reprezentacyjnego Praca do Comercio nad brzegiem Tagu:

Motorniczowie nie robią przeszkód, by fotografować trasę z ich pomostu. Usłyszałem tylko, żeby nie pokazywać ich twarzy. Przy okazji można się przekonać, jak wygodnie kieruje się tramwajem warszawskim w porównaniu z warunkami w Lizbonie.

W środku wagonu zwracają uwagę ostrzeżenia przed kieszonkowcami. I warto je sobie wziąć do serca. Nie tylko w lizbońskim tramwaju. Doliniarze grasują też, wykorzystując tłok albo robiąc go sztucznie przy najsłynniejszej windzie Elevador de Santa Justa czy na najbardziej uczęszczanym i eleganckim deptaku Lizbonu - Rua Augusta.

Tramwaje kursują po Lizbonie od 1873 r. (konne), a od 1901 r. - pod prądem. Pod koniec lat 20. XX wieku ukończono najbardziej malownicze odcinki linii 28 na Alfamie. Niestety, w latach 70. zaczęło się zwijanie torowisk. Z 76 km zostało 48 km. Wydaje się, że ten okres Lizbona ma już na szczęście za sobą. W pobliżu dworca kolejki podmiejskiej Cais do Sodre, które wyrusza stąd na riwierę lizbońską z Estoril i Cascais, natknąłem się na budowę nowej pętli tramwajowej:

Wzdłuż Tagu kursują nowoczesne tramwaje linii 15 obsługiwane przez 10 wagonów kupionych w hiszpańskiej firmie CAF.

"Piętnastką" można dojechać do dzielnicy Belem, gdzie znajduje się historyczny zamek Hieronimitów i rozbudowana w ostatnich latach kawiarnia, która od 1837 r. serwuje słynne ciasteczka z budyniem (miejscowy smakołyk Pasteis de Belem - mniam). W pobliżu znajduje się przyjemnie zaaranżowana pętla tramwajowa dla skróconych kursów linii 15:

Nowy w Lizbonie jest jednak tylko mniej więcej co szósty tramwaj. Tak duża przewaga staruszków w tym przypadku staje się atutem. Oby jak najdłużej.

(osa)

23:52, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (7) »
środa, 08 marca 2017

Pierwszy raz miałem dziś okazję przekonać się, jak upierdliwe jest korzystanie z tunelu pod torami PKP w Międzylesiu. Bubel ten warty 150 mln zł został otwarty z pompą jesienią 2016 r.

W drodze na spotkanie z radnymi Wawra w sprawie zmian w komunikacji jechałem z redakcji bezpośrednio autobusem linii 119. W kursie o godz. 16.30 z przystanku Bobrowiecka kierowca złapał 14-minutowe opóźnienie. Na skręcie z Wału Miedzeszyńskiego w ul. Bronowską rozklekotana scania PKS Grodzisk Maz. dogoniła autobus linii 147 (w teorii odjazdy powinny być naprzemienne), ale nie dało się przesiąść. Zaliczyłem więc kryterium, cofając się od Bronowskiej przez Trakt Lubelski i ul. Lucerny do Anina, stąd z powrotem do Międzylesia. A tutaj, widząc już cel podróży, czyli urząd dzielnicy przy Żegańskiej, straciłem dodatkowe minuty, bo autobus podjeżdżał z obu stron torów kolejowych i tunelu na przystanki blisko stacji, na których nikt nie wsiadał ani nie wysiadał. Okrążyliśmy w sumie 4 ronda. Na spotkaniu usłyszałem na ten temat żart: w internecie krąży już ponoć filmik, na którym ktoś pyta kierowcę linii 119, czy będzie rozdawał pasażerom słynny środek przeciwwymiotny - aviomarin.

Spotkanie w urzędzie Wawra było długie, ale niezbyt szczęśliwe dla radnych. Ci słyszeli powtarzane jak mantrę informacje, że Zarząd Transportu Miejskiego nie ma teraz wolnych autobusów dla ich dzielnicy (a może by tak skrócić w całości linię 521? może wycofać 411 z odcinka Gocław - Stara Miłosna?). Nie będzie też budowania zatok przystankowych, bo to niewygodne dla kierowców i pasażerów, mniej bezpieczne, poza tym często brakuje przez to miejsca na wiatę. Radni mają na ten temat odmienne zdanie: autobusy stoją na wąskich ulicach Wawra i blokują przejazd, ludzie wyskakują zza nich i wpadają prosto pod koła samochodów.

Wiat w Wawrze brak

Ze stawianiem wiat na przystankach w Wawrze w ogóle jest duży problem (także bez zatok). Padały prośby, by to znane z centrum udogodnienie, zagościło np. na ul. Kadetów, gdzie dzieci stoją pod gołym niebem po wyjściu ze szkoły. Albo na ul. Szafirowej, gdzie - jak przypomniał radny Włodzimierz Zalewski (PO) - już wiele lat temu autobus rozbił starą wiatę i do tej pory nie ma nowej.

Wicedyrektor ZTM Andrzej Franków poinformował, że z kontraktu na 1580 wiat, które stawia firma AMS, udało się odzyskać ok. 350, reszta nadawała się już tylko na złom. Wiceburmistrz Zdzisław Gójski miał pretensje, że "żadna z tych 350 wiat nie trafiła do Wawra". W ciągu ostatniej dekady Rada Warszawy przyznała zaś pieniądze w sumie na 250 wiat (przystanków jest - o ile pamiętam - ok. 5 tys.). Osobną pulę wiat stawia Zarząd Miejskich Inwestycji Drogowych (np. w sąsiedztwie feralnego tunelu w Międzylesiu).

Skromne plany ZTM

Tym razem ani jedno słowo nie padło na temat linii 521, której (pożądane) skrócenie do ronda Wiatraczna budziło swego czasu ogromne emocje. Najwidoczniej wszyscy pogodzili się i są zadowoleni z fikcji transportowej - do centrum i na Ochotę autobusy docierają tylko w co drugim-trzecim kursie.

Z konkretnych zmian, których można się spodziewać, byłoby tyle:

* linia 119 - ZTM chciałby, żeby pojechała prostszą trasą. Po pierwsze, omijając jeden z podjazdów do stacji PKP Międzylesie (okazuje się, że to krążenie po rondach jest też kosztowne dla budżetu), a po drugie tak: ...Wał Miedzeszyński - Bronowska - Trakt Lubelski - Zwoleńska - Międzylesie... zamiast zawijasem przez ul. Lucerny. Urzędnicy oczekują jednak na stanowisko radnych w tej sprawie. - Jeśli będą jakieś kontrowersje, to zostawimy trasę tak, jak jest - zadeklarował wicedyrektor ZTM Andrzej Franków. Kontrowersje pojawiły się od razu - radny Sławomir Kacprowicz (PiS) nawoływał, żeby "autobus poruszał się bardziej do przodu, a nie cofał się z Lucerny do Bronowskiej". Na co zaprotestowała radna Monika Laskowska-Ludwiczak (Wawerska Inicjatywa Samorządowa): - Na ul. Lucerny jest to jedyna linia na drugą stronę Wisły.

* linie 146 (z Falenicy przez Wał Miedzeszyński i Saską Kępę) i 147 (dziś ze Starej Miłosny przez Wawer, Gocław i Saską Kępę) zostaną wycofane z al. Zielenieckiej. Na rondzie Waszyngtona skręcą w lewo (ułatwi to przesiadki na wspólnym przystanku koło Stadionu Narodowego do autobusów w kierunku centrum), dalej przez Wybrzeże Szczecińskie i Sokolą do stacji metra Stadion Narodowy. Pierwotnie ZTM chciał tu urządzić nowy kraniec, ale teraz skłania się ku temu, by autobusy kursowały dalej - na Dworzec Wschodni. Z tym że pętla byłaby prawdopodobnie od strony ul. Lubelskiej a nie przy Kijowskiej. Obstawiam, że do zmiany dojdzie po przebiciu ul. Sokolej do Targowej, czyli jesienią tego roku. Rozkłady obu linii mają być skoordynowane, dlatego ZTM będzie niechętny, żeby zostawiać którąś z nich w al. Zielenieckiej. Jeśli jednak radni uprą się przy takim rozwiązaniu, urzędnicy ustąpią.

* linia 298 - to nowy pomysł na połączenie Starej Miłosny ze stacją PKP w Międzylesiu. Dziwny numer, bardziej pasowałby tu związany kiedyś z Wawrem 113 albo nawiązujący do 198, ale nie wprowadzający w błąd na przystankach - 200 (kto spamięta, co jeździ do stacji w Wesołej, a co do Międzylesia - 198 czy 298?). Po uruchomieniu nowej linii ZTM chciałby skrócić trasę 147 do dawnej pętli Wiśniowa Góra, odzyskując jeden autobus. Czy te zmiany dojdą do skutku, nie jest wcale pewne. Obecni na spotkaniu mieszkańcy opowiadali się za pozostawieniem 147 na obecnej trasie.

* pętla linii 115 i 142 w Aleksandrowie zostanie przesunięta o jakiś kilometr dalej. Obecna jest ciasna, autobusy nie mają się jak ominąć, poza tym wyasfaltowano kolejny odcinek ul. Podkowy. Termin? Adam Muth z ZTM, odpowiadając na pytanie radnej Barbary Fajkowskiej (PiS), nie podał konkretnej daty. Dał tylko do zrozumienia, że nie w tym roku, bo na liście inwestycji pierwsza jest nowa pętla w Starej Miłośnie na granicy Wesołej z Wawrem. Dojadą tu linie: 173, 411 i 502 po okrążeniu osiedla przez Trakt Brzeski i ul. Jana Pawła II. "Przesunięcie pętli w Aleksandrowie jest na liście inwestycji oczekujących" - usłyszeli radni.

* o wariantowe kursy linii 115 w Marysinie Wawerskim (podjazd ul. Korkową od Kościuszkowców do "ronda Dziada" przy Łysakowskiej) pytał radny Marcin Kurpios (PiS): dlaczego tylko w dni powszednie, przecież w weekendy mieszkańcy też chcieliby podjeżdżać do centrum handlowego czy na cmentarz. Poza tym odjazdy wyznaczono w odstępie 1 minuty od linii 173. Adam Muth odpowiedział, że wynika to z koordynacji rozkładów linii 115 i 142 w Aleksandrowie oraz linii 173 i 183 w Wesołej. - Postulat kursów wariantowych w weekendy rozważymy. Powinno się to udać - powiedział urzędnik. Mniej zadowolony był radny Wiesław Domański (lokalne Stowarzyszenie Wawer) - domagał się przywrócenia trasy linii 115 sprzed budowy węzła Marsa "chociaż do ronda Wiatraczna, jeśli nie da się do Dworca Wschodniego, bo po Marysinie i do Rembertowa autobusy wożą po kilka osób". W odpowiedzi usłyszał, że w kierunku Grochowa są jeszcze linie 125 i 173.

Widmo zaniechanej reformy tras z 2010 r.

Radnego Michała Żebrowskiego (PO) zainteresowało, dlaczego ZTM odpowiada na wystąpienia mieszkańców o lepszą komunikację, że propozycję zmian przedstawiono w 2010 r., ale zostały odrzucone przez radnych. - Ja pełnię mandat pierwszą kadencję i te 7 lat to jest dla Wawra cała epoka. W zeszłym roku w naszej dzielnicy było wydanych najwięcej pozwoleń na budowę nowych domów w całej Warszawie - 800, w tym 500 w zachodniej części Wawra. Słyszymy zachęty, żeby dojeżdżać komunikacją w czasie smogu, albo, że będą darmowe autobusy dla uczniów, tylko jak z nich korzystać, skoro kursują raz na pół godziny? Dotąd słyszałem, że zmiany w komunikacji będą możliwe po otwarciu tunelu w Międzylesiu.

Wicedyrektor Franków odpowiedział, że w 2010 r. ZTM miał pewną pulę autobusów dla Wawra. - Gdyby wtedy wyjechały, to już by tu zostały - stwierdził. Dla przypomnienia:

http://autobusczerwony.blox.pl/2011/04/Ida-zmiany-Wawer-na-dniach.html
http://autobusczerwony.blox.pl/2011/05/Radni-w-obronie-521.html
http://ztm.waw.pl/aktualnosci.php?i=394&c=100&l=1
http://autobusczerwony.blox.pl/2014/11/Zmarnowana-szansa-dla-Wawra.html

- Nie jest jednak tak, że Wawer jest całkiem zapomniany. Uruchomiliśmy SKM-kę [wracałem do Śródmieścia - rzeczywiście to świetny, wygodny przejazd w 24 min], są pociągi Kolei Mazowieckich, do których dopłacamy 140 mln zł rocznie. Ruszyły nowe linie 213 i 219 - wyliczał dyrektor Franków.

Dodał, że od pożaru mostu Łazienkowskiego ZTM ma pulę ok. 20 autobusów, które krążą po mieście w zależności od potrzeb. Teraz np. zastępują tramwaje w związku z poszerzaniem ul. Marynarskiej na Służewcu, od września mają kursować do Ursusa (planowane zamknięcie linii kolejowej Warszawa - Grodzisk Maz.). W zajezdniach stoi w rezerwie tylko po 1-2 autobusy. Andrzej Franków dał do zrozumienia, że wolny tabor dla Wawra może pojawi się w 2019-20 r. po otwarciu nowych stacji metra na Targówku i Woli.

Radny Wojciech Godlewski (Wawerska Inicjatywa Samorządowa) przypomniał, że podobne deklaracje padały już wcześniej w związku z otwieraniem nowych odcinków tramwajowych i II linii metra w centrum. - Słyszeliśmy wtedy, że Wawer dostanie więcej autobusów, byle poczekać jeszcze rok albo dwa lata.

ZTM przygotuje wizję zmian tras autobusów

- Niech ZTM przygotuje całościowe studium rozwoju komunikacji miejskiej dla Wawra w perspektywie 2-3 lat, a radni to zaopiniują - zaproponował Andrzej Olszewski (PiS). - Mieszkańcy mieliby przynajmniej jakąś nadzieję, że coś się tu poprawi.

Jest to dość optymistyczne założenie, kiedy pamięta się, że radni i mieszkańcy zmiażdżyli poprzednie, całkiem dobre propozycje urzędników dla Wawra. A teraz mają pretensje, że autobusy kursują rzadko. To jest właśnie konsekwencja tego, że kilka lat temu nie pozwalali łączyć linii. W Wawrze zostało za dużo połączeń z dziadowskim rozkładem jazdy.

- Nową koncepcję możemy przygotować w ciągu pół roku, ale z klauzulą, że jej wykonanie nastąpi w 2019-20 r. - zastrzegł wicedyrektor Franków. - Chyba że w Wawrze otworzy się jakaś szkoła. Wtedy autobusy wyciągamy z podziemi.

Wszystkich zakasował przysłuchujący się obradom Paweł Rosłaniec, mieszkaniec i działacz rady osiedlowej w Zerzniu: - Z komisji infrastruktury 2 listopada wychodziłem pełen nadziei, że będzie to krok naprzód. Przestawiłem wtedy radnym gotowiec z postulatami mieszkańców, jak należałoby poprawić komunikację w dzielnicy. 4 strony dokładnych zmian. Po czym 15 listopada z komisji wyszła uchwała, która te postulaty całkowicie zignorowała. Czy to w radnych jakoś godzi, że mieszkańcy proszą, by autobusy zaczęły kursować częściej? Mimo wszystko ZTM spełnił część naszych próśb i wydłużył godziny szczytu dla linii 147, skoordynował też rozkłady autobusów na Wale Miedzeszyńskim. I za to należą się podziękowania.

W kuluarach usłyszałem, że radni, którzy tak biadolą na złą komunikację w Wawrze, w 90 proc. nie mają zielonego pojęcia, jakie autobusy jeżdżą po ich własnej dzielnicy. Wymowne było wystąpienie Janusza Grodeckiego z PiS, który stwierdził dość bełkotliwie, że "sam nie korzysta z komunikacji, ale Warszawą rządzi pewna opcja, była tu zielona wyspa, więc niech dzielnica wystąpi do pani prezydent o dodatkowe środki do pani prezydent na autobusy dla Wawra". Tak denny poziom dzielnicowych radnych nie jest rzadkością, a podobnych orłów można spotkać w różnych partiach i lokalnych stowarzyszeniach. Co do realnych zmian w Wawrze pozostaję więc pesymistą.

(osa)

22:15, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (4) »

Gazeta.pl Warszawa