środa, 30 kwietnia 2014

Przystanki potrójne to nowość w regulaminie przewozów, którą ZTM wprowadził od połowy kwietnia. Idea jest taka, by w specjalnie oznakowanych miejscach mogły się jednocześnie zatrzymywać trzy autobusy, a ostatni z nich nie musiał ponownie podjeżdżać na czoło przystanku, by zabrać stamtąd ewentualnych chętnych. Taki obowiązek kierowcy teoretycznie mają obecnie.

Formalnie takiego przystanku potrójnego nie ma, bo ZTM nie oznakował jeszcze żadnego. Z moich informacji wynika, że pierwszym ma być Centrum O6, czyli w Al. Jerozolimskich za skrzyżowaniem z Marszałkowską dla autobusów w stronę Dworca Centralnego.

Przystanki potrójne będą budzić kontrowersje, bo czasem nie sposób przedrzeć się na czas do ostatniego, trzeciego w kolejce autobusu. Jeśli jego kierowca będzie złośliwy, odjedzie sprzed nosa pasażerowi, który przeciskał się między ludźmi wysiadającymi i wsiadającymi do dwóch poprzednich autobusów.

Tak to właśnie działa na przystanku Sielce przy Wisłostradzie za skrzyżowaniem z ul. Gagarina (w stronę Trasy Łazienkowskiej). To sytuacja z przedwczoraj, gdy w tej samej chwili podjechały autobusy - kolejno - linii 107, 141 i 162 (zdarza się, że w kolejce czeka jeszcze czwarty, blokując wyjazd z ul. Nehru na przedłużeniu ul. Gagarina):

Wszystkie trzy autobusy otworzyły drzwi, co jeszcze nie jest niczym złym. Zwróćcie uwagę, jak wygląda dojście do trzeciego (linia 162) tym wąskim skrawkiem między wiatą przystankową i koszem na śmieci a autobusem nr 2 (linia 141), z którego właśnie wysiadają ludzie z tobołami:

Kierowcy zamknęli drzwi i razem odjechali z przystanku Sielce. Przy czym ostatni (linia 162) nie zatrzymał się już powtórnie.



Takie sytuacje na przystanku Sielce zdarzają się bardzo często. Wisłostradą kursuje aż 7 linii (zdecydowanie za dużo, jest szansa, że ubędzie 187, jeśli ZTM nie ugnie się przed protestami - nie tak znowu licznymi). Korki są spore, więc autobusy nie trzymają się rozkładów i jeżdżą stadnie. W efekcie docierają na przystanki po trzy na raz. Kierowca, który jedzie ostatni, chcąc nadrobić opóźnienie, nie zawraca już sobie głowy potwórnym zatrzymywaniem się tam, gdzie czoło przystanku. I tak na Sielcach działa nieformalnie przystanek potrójny. Pasażerowie muszą to jakoś ogarniać sami.

(osa)

21:36, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (12) »
niedziela, 27 kwietnia 2014

Budapeszt, mimo niezbyt ciekawej obecnie sytuacji politycznej na Węgrzech, to jedna z moich ulubionych stolic w Europie. Dobry cel np. na długi weekend. Miasto, które wygodnie zwiedza się z jednodniowym biletem w kieszeni. Można jeździć tramwajami wzdłuż Dunaju z przerwami na wypady w głąb obu brzegów(pierwszy tramwaj konny ruszył tu tak jak w Warszawie w 1866 r.).

Zaczynamy od niezwykłego budynku parlamentu (jako obywatele Unii Europejskiej zwiedzamy go za darmo, najlepiej wcześniej zapisać się na konkretną godzinę). W środku są akcenty polskie - kiedyś mieliśmy z Węgrami wspólnego króla. Na tyłach parlamentu przejeżdża linia tramwajowa nr 2, która kursuje wzdłuż lewego brzegu Dunaju, czyli po stronie Pesztu.

Siedzimy w środku, a za oknem fantastyczna panorama Budy m.in. z kościołem Macieja i z basztą rybaków, wzgórzem zamkowym i oczywiście pełnym statków Dunajem:

Jest miejsce, gdzie nasza "dwójka", jadąc wzdłuż Dunaju, nurkuje pod ziemię. Znajduje się tam przystanek:

Budapeszt lubię też za fantastyczne mosty. Przez most Wolności (Szabadsag hid), który czasem kusi też amatorów wspinaczki, przedostajemy się na prawą stronę Dunaju, czyli do Budy:

Również Buda ma swoją nabrzeżną linię tramwajową. Przejazd tędy jest bardzo wygodny i szybki. Wyjątek to odcinek w tunelu na wysokości mostu Łańcuchowego (Lanchid), gdzie tramwaje nurkują bardzo powoli, do tego wydają głośne piski na ostrych łukach torów:

W pobliżu znajduje się wielka atrakcja komunikacyjna Budapesztu. To zabytek z 1870 r. wpisany na listę UNESCO - kolejka na wzgórze zamkowe:

Od zabytku wracamy do współczesności - z Kalman ter wyruszają linie tramwajowe 4 i 6 obsługiwane przez megadługie (54 metry) dwukierunkowe tramwaje Siemensa Combino aż z ośmiorgiem drzwi:

"Czwórka" i "szóstka" to dwie najczęściej kursujące linie tramwajowe w stolicy Węgier. W szczycie na przystanki podjeżdżają co 4-5 minut. Ich trasy prowadzące przez kolejny zjawiskowy most (Małgorzaty - z przystankiem na środku rzeki przy wjeździe na Wyspę Małgorzaty) zostały wcześniej specjalnie zmodernizowane.

W sumie Budapeszt ma aż 33 linie tramwajowe (Warszawa - 26, a właściwie 25, jeśli nie liczyć jednokierunkowej linii 37) i aż dziewięć zajezdni (my - cztery i piąta na Annopolu we wciąż dalekich planach). Nasze sieci tramwajowe łączy to, że od dawna nie były rozbudowywane, głównie dlatego, że większość pieniędzy pożera budowa metra. Choć sieć tramwajowa w Warszawie i tak wydłużała się w ostatnich kilkudziesięciu latach bardziej niż ta nad Dunajem.

W Budapeszcie pod koniec marca 2014 r. po wielkich perturbacjach i trwającej aż osiem lat budowie otwarto czwartą linię metra. Z okazji dzisiejszej kanonizacji Jana Pawła II warto wspomnieć, że jedna z dziesięciu nowych stacji znajduje się pod placem jego imienia. Wagony dla nowego odcinka metra firma Alstom wyprodukowała w dawnym chorzowskim Konstalu, który latami zaopatrywał Warszawę w tramwaje.

(osa)

23:01, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (7) »
czwartek, 24 kwietnia 2014

Zostałem poproszony o poparcie petycji, którą przygotował śródmiejski radny Grzegorz Walkiewicz. Chodzi o przywrócenie linii 131 na odcinek Marszałkowskiej między pl. Unii Lubelskiej a pl. Konstytucji. Od początku autobusy kursują w stronę Mokotowa równoległą ul. Waryńskiego, a po jej poszerzeniu (choć nie od razu, lecz od 2009 r.) także do centrum.

Radny uważa, że to błąd, bo według niego południowy odcinek Marszałkowskiej ma teraz utrudniony dostęp do komunikacji publicznej, a i miejsc parkingowych tutaj ubyło. A gdyby tak podejść tam kawałek od najbliższego przystanku autobusowego? Starszym ponoć niewygodnie i za daleko. Co z tramwajami? Kursuje aż pięć linii - 4, 10, 14, 18 i 35. Te zdaniem radnego ”nie są dla mieszkańców dogodną alternatywą z uwagi na oddalenie przystanków od siebie”. Co mają jednak powiedzieć mieszkańcy takiej np. al. Jana Pawła II (to też tereny łowieckie radnego Walkiewicza), gdzie autobusów nie ma, zaś przystanki tramwajowe są rozmieszczone jeszcze rzadziej niż na Marszałkowskiej. 


Fot. Przemek Wierzchowski/AG

Odmówiłem poparcia dla akcji przywracania linii 131, którą co 7-8 min w szczycie tłumy jeżdżą z Dolnego Mokotowa do najbliższej stacji metra Politechnika. Przypomniałem też sobie narzekania mieszkańców południowej części Marszałkowskiej na hałas i spaliny, a także nawoływania, że trzeba coś w końcu zrobić z tabunami autobusów. Co prawda było to w latach 90., gdy jeździł tędy cały Ursynów i Mokotów - linie A, Abis, B, Bbis, U, 117, 131, 180, a nocą też 604, 607 i 611.

A może jednak należało przyklasnąć inicjatywie radnego, by ZTM przeniósł linię 131 z powrotem na Marszałkowską? Wszak na Waryńskiego autobusy często stoją w korkach, z powodu dużej liczby linii blokuje się też przystanek za rondem Jazdy Polskiej, więc przejazd starą trasą mógłby być szybszy. Tylko co wtedy z przesiadkami do metra?

(osa)

19:10, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Na budowie II linii metra można się natknąć na dość makabryczne plakaty, które mają uświadamiać robotnikom, żeby uważali na siebie w pracy.

Jakiś czas temu zorganizowano dziennikarzom zwiedzanie stacji budowanej na Powiślu, gdzie po dużych problemach udało się częściowo przebić pod tunelem Wisłostrady. Ponieważ opóźniał się przyjazd prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz, mieliśmy nawet więcej niż pół godziny, żeby rozejrzeć się trochę po zapleczu. Moją uwagę od razu przyciągnęło kilka plakatów, które wiszą na tablicy tuż za wejściem na plac budowy. Bez owijania w bawełnę jest na nich mowa o bezpieczeństwie pracy. Drastycznie wygląda zwłaszcza ten z młodym człowiekiem, który ma uciętą rękę, i dość frywolnym na tym tle hasłem ”Rozmowa nie boli”. Obok w formie komiksu przedstawiono postacie z rękami wciąganymi przez maszyny. Pytanie obok: ”Która część ciała nie jest ci potrzebna?”.

Nie mam na co dzień do czynienia z budowami, ale nie widziałem dotąd aż tak dosłownych plakatów bhp. Niewątpliwie wykonawcy II linii metra, konsorcjum włosko-turecko-polskie, wnieśli w tej dziedzinie nową jakość. Po treści można przypuszczać, że skutecznie.

(osa)

18:48, osa_oraz_smik , Metro
Link Komentarze (2) »
czwartek, 17 kwietnia 2014

Projekt zmian w komunikacji przygotowany przez ZTM na otwarcie II linii metra jest całkiem udany, zwłaszcza w części tramwajowej. Mało w nim zaskoczeń, sporo udało nam się odgadnąć we wcześniejszych wpisach na podstawie umiejętnie dozowanych informacji na spotkaniach z radnymi czy w rozmowach prywatnych. Miało się wrażenie, jakby było to sondowanie, jak daleko można się posunąć w reformowaniu układu komunikacyjnego po karczemnych awanturach przed zeszłorocznymi cięciami.

Widać, że tym razem ZTM zdecydował zapobiec, gdzie się tylko da, łatwym do przewidzenia protestom. Stąd np. decyzja o pozostawieniu Targówkowi do Dworca Centralnego i linii 160 (co 20 minut w szczycie to jednak zbyt rzadko - powinien być kwadrans!), i 517 (to już chyba przesada). Zwłaszcza że będzie też jednak tramwaj 25 z Bródna (nie spodziewałem się - to dlatego 23 ma kursować dwa razy rzadziej? błąd). Nie rozumiem też, po co ma istnieć linia 512 z Zacisza do Dw. Wileńskiego? To już nie można jej było połączyć ze 120?

I tak jednak podczas konsultacji wypłynie pewnie trochę protestów. Spróbujmy przewidzieć gdzie.


Fot. Marzena Hmielewicz/AG


Fot. Jacek Marczewski/AG

Największe problemy będą ze skróceniem trasy 105 do ronda Daszyńskiego. Nie jest to atrakcyjny punkt na przesiadkę do metra - zbyt blisko celów podróży w centrum dla kogoś, kto jedzie z peryferii. Przewiduję, że tu ZTM będzie musiał ustąpić przed protestami. Moim zdaniem możliwe są dwa wyjścia:
1) powtórka z Targówka (rzadkie 105 do Dworca Centralnego i bliźniacza, częsta linia do metra i ronda Daszyńskiego) albo 2) uruchomienie linii przyspieszonej/ekspresowej, czyli czegoś, co pasażerowie lubią najbardziej, a co akurat na Jelonkach stracili i nie mogą tego odżałować do dziś - tramwaje jednak się wloką. Czyli 506/E-6 od os. Górczewska przez Lazurową, Człuchowską, Powst. Śl., Połczyńską (ostatni przystanek: Ciepłownia Wola, ewent. PKP Kasprzaka), Kasprzaka do ronda Daszyńskiego.

Drugi punkt zapalny to linia 527 skrócona do Dw. Wileńskiego. Już są protesty z os. Derby na Białołęce. Nie sądzę, żeby ZTM zdecydował się zostawić 527 na moście Śląsko-Dąbrowskim, ale nie od rzeczy byłby powrót tego autobusu na most Gdański i do I linii metra, może nawet połączenie z pięćsetką (wtedy częściej 169 z Bródna).

Wątpię, żeby Grochów był zadowolony ze zmiany trasy 102 - szkoda tej dobrze działającej linii na jakieś opłotki na północ od Grochowskiej i pustkowia przy Porcie Praskim (zamiana pętli na Gocławek Wsch. może być zapowiedzią większych porządków na ul. Szaserów - pewnie likwidacja linii 188). Równie nieudane będzie zastępstwo za 102 w al. Waszyngtona - linia 166 do Olszynki Grochowskiej. Dokąd ten autobus na prawym brzegu jeszcze nie jeździł? Chyba najbardziej udana jest obecna trasa do pl. Hallera, która nie może się jednak utrzymać po otwarciu metra i przy pozostawieniu dubla 25+517.

Ciekawe, czy Szmulkom podpasuje pomysł, by nie było dawnej "13" na most Śląsko-Dąbrowski? Ja uważam, że linia 28 przez most Gdański to dobry ruch, przede wszystkim jako dojazd do metra.

Mogą być problemy z wycofaniem 187 z Dolnego Mokotowa, ale to słuszny pomysł ZTM - na Wisłostradzie jest dziś za dużo linii, a ta akurat nie cieszyła się tu zbyt dużą frekwencją. Dobrze też zapowiada się ewakuacja 159 z wiecznych korków na Towarowej przed pl. Zawiszy, choć i tu pewnie będą niezadowoleni.

Cieszy powrót na Wolę związanego z tą dzielnicą numeru 155, choć bardziej pasowałby w miejsce planowanej linii 151. "Piątki" przez lata kursowały i Płocką, i Siedmiogrodzką, i Tamką na Powiśle. Niechby chociaż powstała na tej trasie linia 106 - Królewska, Grzybowska, Siedmiogrodzka, Skierniewicka to bardzo długo była jej podstawowa trasa. 151 kojarzy się albo z Powsinem, albo z Gocławiem. Skoro więc szef ZTM Wiesław Witek tak bardzo odwołuje się do historycznych skojarzeń w przedstawionym projekcie, przydałoby się podmienić 151 na 106.

A jak już jesteśmy przy numeracji, to cieszy oczywiście planowana linia tramwajowa 11 - dawna, nieodłączna towarzyszka dziesiątki na Kasprzaka i Prostej. Tyle że z powodu niezrozumiałych korowodów tramwajarzy ma jednak nie być żeberka do zawracania dwukierunkowych wagonów na Prostej i jedenastka ląduje na razie na pl. Narutowicza. I wybieraj sobie, pasażerze tramwaj na Jelonki, jak wysiądziesz z metra na rondzie Daszyńskiego - na który przystanek pójść?

Największa porażka na koniec. To linia 178 w niezmienionym kształcie i jako jedyna na Świętokrzyskiej, w dodatku - jak się dowiaduję - z obecną częstotliwością, czyli co 20 minut w dni powszednie, co 30 minut w weekendy i tylko do godz. 20. Linia 178 tułająca się z dalekiego Ursusa i utykająca w korkach. Żart jakiś? To, że pod spodem będzie metro (głębokie), nie znaczy, że na górze ma nie być niczego. Przecież na Świętokrzyskiej jest mnóstwo instytucji i miejsc, do których się dojeżdża. Nie jest wygodne ani szybkie zjeżdżanie kilka poziomów pod ziemię i powrót kawałek dalej, jak się jest np. w okolicach E. Plater, a chce się dostać w pobliże pl. Powstańców Warszawy. Na Świętokrzyskiej musi być zdecydowanie lepsza oferta autobusowa i przystankowa. Tu ZTM powinien przedstawić jakąś nową propozycję i optymalne byłoby przywrócenie na Świętokrzyską i pod Uniwersytet, ale nie aż na Konwiktorską linii 174.

(osa)

22:40, osa_oraz_smik , Metro
Link Komentarze (34) »
wtorek, 15 kwietnia 2014

To będzie przykład tego, jak nisko upadł poziom dziennikarstwa lokalnego i debaty na tematy warszawskie. Ta coraz bardziej sprowadza się bowiem do wzajemnego linkowania tzw. newsów, które w rzeczywistości polegają na zanęcaniu klikaczy odpowiednio podkręconym tytułem.

Pewien portal, znany głównie z tego, że po złodziejsku przepisuje informacje zazwyczaj bez podawania źródeł, obwieścił właśnie, że ratusz wraca do budowy mostu Krasińskiego. Na wieść o tym od razu zaczęło się bicie piany wśród żoliborzan, którzy owego mostu jakoby nie potrzebują, a żadna Praga i inni tacy nie będą im rozjeżdżać ich ą-ę dzielnicy z pl. Wilsona na czele. Jako że wybory za pasem, padły również odpowiednie deklaracje polityczne kandydatów przebierających już nogami do rządzenia dzielnicą czy może nawet miastem całym - mostu budować nie pozwolą, bo tak rozumieją swoją ewentualną działalność w samorządzie w interesie Żoliborza. Żenada - też na ż.

A prawda jest taka, że ratusz mostu wcale budować rychło nie zamierza. Niestety. Piszę "niestety", bo są też mieszkańcy Żoliborza, którzy patrzą trochę dalej niż na czubek własnego nosa. I potrafię sobie wyobrazić, że równocześnie z wytyczeniem dojazdów do tego mostu zostanie w końcu uporządkowana niemożebnie szeroka dziś jezdnia ul. Krasińskiego, po której pędzą hałaśliwe samochody - strach przejść przez pasy u wylotu ul. Czarnieckiego czy przy szkole muzycznej. Środkiem mają kursować tramwaje. Dla Żoliborza ta inwestycja to bardziej szansa niż zagrożenie.

Mostu jednak szybko nie będzie, co wynika z odpowiedzi na interpelację radnego PiS Jarosława Krajewskiego. Cała awantura wzięła się z tego, że ktoś w portalu specjalizującym się w ctrl-c i ctrl-v uznał za zapowiedź budowy następujące słowa: "Aktualnie są prowadzone analizy wszelkich uwarunkowań technicznych i formalno-prawnych zmierzające do ujęcia w wieloletniej prognozie finansowej, w najbliższych latach, tego zadania". Ten urzędniczy bełkot należy przetłumaczyć na nasze tak, że nie ma mowy o "powrocie do budowy mostu". Wcześniej jest też informacja o "spowolnieniu gospodarczym", czyli kryzysie, który skutkował ograniczeniem tego zadania inwestycyjnego do przygotowania projektu. Poszło na to 29 mln zł, czyli całkiem pokaźna kwota. Od lipca 2013 r. ratusz ma potwierdzoną w sądzie administracyjnym decyzję środowiskową dla mostu. I tyle.

(osa)

21:39, osa_oraz_smik , Mosty
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2

Gazeta.pl Warszawa