poniedziałek, 30 maja 2011

Kto jeszcze nie był - polecam świetną atrakcję nietypowo komunikacyjną. W tym roku przez Wisłę kursują już cztery promy. Za darmo! Podkreślam to, bo kilka dni temu radni PO zdecydowali o niepotrzebnie wysokiej moim zdaniem podwyżce cen biletów w komunikacji (choć wbrew twierdzeniom radnych PiS i SLD -nieuniknionej).

Szkoda, że promy można spotkać tylko w weekendy, przydałoby się uruchamiać je także popołudniami w dni powszednie. Przy ładnej pogodzie są oblegane. Na szczęście załoga przymyka oko na nadmierne zainteresowanie gawiedzi. Przy mnie wszyscy oczekujący w kolejce czy to na Podzamczu, czy w pobliżu Cypla Czerniakowskiego wchodzili na pokład, gdzie teoretycznie mieści się tylko 12 osób.

Może z tego powodu przed Saską Kępą mój prom utknął na mieliznie, nie mogąc podpłynąć do brzegu z powodu dużego zanurzenia i niskiego stanu Wisły (a pomyśleć, że akurat przed rokiem mieliśmy rekordową falę powodziową, która zalewała stawiane pechowo właśnie wtedy fundamenty mostu Północnego). Po kilku próbach kapitanowi ledwie udało się sięgnąć trapem do wilgotnego jak widać powyżej piasku.

Promy stały się teraz częścią moich rowerowych przejażdżek po Warszawie. Najpierw - wzdłuż Wisły pod pomnik Sapera, a stąd na prawy brzeg. Na pokładzie rowery mieszczą się w stojakach.

 

Pomny przedweekendowego ostrzeżenia ZTM o odwołaniu kursów promu ”Inka” byłem mile zaskoczony jego widokiem na Wiśle, choć mniej podobało mi się, że kapitan zarządził podniesienie trapu 2 minuty przed godziną wpisaną do rozkładu. Na nic zdały się prośby rodziny, której się spieszyło. Jako powód zerwania umowy ZTM podał względy ”techniczne”.

Na Saską Kępę dotarłem promem o nazwie Słonka, który - o dziwo - też odpływał z okolic Cypla Czerniakowskiego (a myślałem, że koło mostu Poniatowskiego pod Stadion Narodowy, który wbrew jego krytykom prezentuje się znad Wisły doskonale). Na praskim brzegu nieopodal wyjścia z każdego promu ustawiono konstrukcje do grilowania. W niedzielę wszystkie były oblegane - smażono kiełbasy, kaszanki i co tam jeszcze. Pełno ludzi zastałem też w knajpie z boiskiem do siatkówki plażowej na wysokości zoo. Dotarłem tam zjawiskową wręcz drogą rowerową ubitą i wytyczoną wśród zarośli. To świetna atrakcja, jeździ tędy i spaceruje mnóstwo ludzi. I pomyśleć, że wystarczyło tylko 120 tys. zł.

Dodam jeszcze, że z poziomu Wisły świetnie prezentują się nowe tramwaje Swingi. Na moście Śląsko-Dąbrowskim bez problemu omijały trambuspasem korek, w którym niedzielne popołudnie spędzali ci, co wszędzie muszą samochodem.

(osa)

18:37, osa_oraz_smik , Wisła
Link Komentarze (13) »
piątek, 27 maja 2011

Air Force One przyleciał na Lotnisko Chopina a wraz z nim mnóstwo kłopotów. Miasto zostało sparaliżowane, bo nasze służby chcą być być  nadgorliwe (chyba głównie BOR). Czy trzeba zamykać ulice na trzy godz. przed przejazdem prezydenta? Czy ulice poprzeczne trzeba zamykać aż na pół godziny przed przejazdem delegacji. Tak było m.in w południe w Al. Jerozolimskich i na Świętokrzyskiej, gdzie utworzyły się gigantyczne korki. Na szczęście w Alejach przepuszczano tramwaje.

Przy okazji doszło do wpadek.  Na Żwirki i Wigury przy Sasanki Barack Obama przedzierał się przez jezioro, które powstało po krótkiej nawałnicy. Okazało się, że nie ma tam odwodnienia.

A poniżej zdjęcie superdokładnej kontroli wszelkich włazów i studzienek. W tle pracownik nadzoru ruchu. Ci mieli mnóstwo roboty. Początkowo ZTM nie chciał jednak przekazywać biężących informacji o objazdach. Osie udało się jednak przekonać odpowiednich ludzi i Centrala Ruchu przekazywała na bieżąco informacje, które Jarek wrzucał na gazetowy portal.

(śmik)

23:42, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (3) »
czwartek, 26 maja 2011

Coś takiego przytrafiło mi się po raz pierwszy: podczas wieczornej przejażdżki na drodze rowerowej prowadzącej wzdłuż Wisłostrady z krzaków nagle wyskoczył policjant i machnął mi przed nosem lizakiem: - Kontrola legalności roweru - oznajmił i zakomenderował: - Proszę odwrócić rower i postawić na siodełku.

Po czym drugi policjant wyczyścił szmatką fragment ramy, zdziwił się, że są na niej nawet dwa numery (i ja zdziwiłem, bo nigdy tam nie zaglądałem), które przedyktował przez radio. W tym czasie pierwszy spisywał już moje dane, ale bez weryfikacji dowodu osobistego, którego przy sobie oczywiście nie miałem w tych pięknych okolicznościach przyrody (wszystko odbywało się na skraju Lasu Bielańskiego w miejscu niedoszłego zjazdu z Wisłostrady na niedoszły parking dla konglomeratu UKSW, niedaleko źródełka, stromego podjazdu do ul. Dewajtis i zrzutu ścieków do Wisły - stąd też roztacza się doskonały widok na budowę mostu Płn., o której zaraz).

Niecałą minutę później z radia rozległ się chrapliwy głos: "Biały". Co według policjantów miało znaczyć, że roweru nie ukradłem. Puścili mnie wolno, odfajkowując kolejną kontrolę, żeby potem wykazać się statystykami. Czysta fikcja. Szkoda, że jakoś nie mogą się zabrać za pędzące i ryczące motocykle - w czasie kontrolowania mojego roweru z estakady bielańskiej zaryczały ze dwa.

Pojechałem dalej. Moim celem była oczywiście gościnna budowa mostu Płn., na którą zawsze można sobie bez problemu wjechać i zajrzeć do wielu zakamarków. Są już pierwsze wyasfaltowane odcinki, na betonowej podbudowie leżą tory linii tramwajowej Metro-Młociny/Tarchomin.

W ciągu ostatniego tygodnia przełączono ruch na Marymonckiej - w ten sposób, że w stronę Pułkowej jedzie się jednym pasem nowej nitki (po wschodniej stronie nowego ronda z Trasą Mostu Płn.). W oddali widać układanie betonowej płyty mostu. W sumie wrażenia dość optymistyczne. W przeciwieństwie do mostu Siekierkowskiego, któremu długo groził brak dojazdów, na tej budowie bardziej zaawansowane są właśnie one. Kto wie - może jednak uda się zdążyć do końca roku także z mostem?

(osa)

21:52, osa_oraz_smik , Mosty
Link Komentarze (6) »
wtorek, 24 maja 2011


Fot. Arkadiusz Ścichocki/AG

Na głowę tym razem upadli radni Platformy Obywatelskiej z Bemowa. Na środowej sesji rady dzielnicy zamierzają pojeździć sobie palcem po mapie i pomajdrować przy Trasie N-S. Jej przebieg (w tunelu!) został już dawno ustalony między PRL-blokowiskami tzw. Bemowa-Lotniska a nowymi przy Forcie Bema, dalej pod ul. Powstańców Śląskich i pasem startowym lotniska w stronę Chomiczówki.

Teraz szefowi klubu PO w radzie Bemowa Jakubowi Grędziakowi uwidziało się, że po co tak, skoro jego zdaniem można by połączyć ruch z Trasy N-S z ruchem na Trasie AK (szczyt niekompetencji!). Dalej radny Grędziak zaplanował sobie wpuszczenie samochodów jadących ekspresową trasą N-S (z Okęcia przez Szcześliwice i Jelonki) na skrzyżowanie z ul. Powązkowską przy Cmentarzu Wojskowym. A co! Skręcamy w lewo w ul. gen. Maczka i przedłużamy ją do wyznaczonego korytarza Trasy N-S na obrzeżach Chomiczówki i nowej wylotówki omijającej Łomianki.

Oto, czym się zajmują radni w dzielnicach (razem jest ich 408, a dzielnic 18), biorąc co miesiąc ok. 2 tys. zł na rękę. Rozpędzić to towarzystwo na cztery wiatry. Sami specjaliści od dróg i komunikacji, a co dzielnica, to lepsza.

Z projektu uchwały rady Bemowa nt. Trasy N-S podpisanego przez jej przewodniczącego Grzegorza Popielarza (PO): ”Rozwiązanie, polegające na wykorzystaniu częściowo istniejącej infrastruktury, a co za tym idzie rezygnacji z przeprowadzenia trasy w tunelu, ograniczy zdecydowanie koszty budowy. Dzięki proponowanemu rozwiązaniu trasa będzie zlokalizowana daleko od osiedli mieszkaniowych [tak, jakby nikt nie mieszkał wzdłuż ul. gen. Maczka - J.O.] i budynków użyteczności publicznej. Pozwoli to na zachowane lotniska Bemowo na całej powierzchni. Jednocześnie uchroni zabytkowe osiedle Boernerowo przed zagrożeniem jego substancji planowanym jego środkiem przedłużeniem trasy Mostu Północnego. Proponowany przebieg jest całkowicie realny przestrzennie, zgodny z pierwotnie planowanym korytarzem przedłużenia ul. Gen. Maczka w Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego m.st. Warszawy. Tereny pod zabudowę rozszerzonej ulicy Gen. Maczka nie są zabudowane (występują na nich jedynie ogródki działkowe i stara jezdnia ulicy Powązkowskiej) [ewidentne kłamstwo - J.O.].
Bemowo w ostatnim czasie zostało przecięte na pół trasą S8, mieszkańcy mają ograniczone możliwości korzystania z tej trasy w związku z brakiem węzła z główną arterią dzielnicy – ul. Powstańców Śląskich [a to już na własną prośbę poprzedników w radzie Bemowa, którzy byli jeszcze większymi specami niż obecni - J.O.].
Rada Dzielnicy Bemowo opowiada się zdecydowanie za rozwojem infrastruktury drogowej,  w szczególności za rychłą budową trasy S7. Zaproponowane rozwiązanie dzięki obniżeniu kosztów zwiększa szanse na szybszą realizację budowy i wychodzi naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców”.

Pocieszające, że radni sobie jak zwykle pogadają, pogłosują, a pies z kulawą nogą nie weźmie tego pod uwagę.

(osa)

poniedziałek, 23 maja 2011

Od dłuższego czasu narastają kłopoty budapeszteńskiego przewoźnika BKV. Stan taboru komunikacji miejskiej jest coraz bardziej opłakany, mszczą się wieloletnie zaniechania w wymianie starych autobusów, trolejbusów i składów metra, które dziś są już nie tylko przestarzałe, pozbawione klimatyzacji i nieekonomiczne, ale coraz częściej stają się niebezpieczne dla samych pasażerów.

 


Niezła sytuacja jest dziś właściwie jedynie z taborem tramwajowym: po wycofaniu wiekowych wagonów UV i kupieniu 40 składów Combino (najdłuższych na świecie – 53-metrowych) do obsługi linii 4 i 6 jeżdżących Nagykörút – wewnętrzną obwodnicą Budapesztu, a także posiłkowaniem się używanymi, sprowadzonymi z Hannoweru składami TW6000 sytuacja w taborze tramwajowym jest stabilna.

Za to park autobusowy coraz bardziej przypomina jeżdżące Muzeum Ikarusa. Przygniatająca większość kursujących po naddunajskim mieście autobusów to Ikarusy 260, 280 oraz 415 i 435 oraz setka niskopodłogowych Ikarusów 412. Jedynym nowoczesnym taborem jest 150 kupionych kilka lat temu przegubowych Volvo 7700A. Z obliczeń budapeszteńskiego przewoźnika wynika, że aby podnieść jakość komunikacji autobusowej miasto powinno w najbliższym czasie kupić aż 1000 nowych pojazdów, co w obecnej sytuacji, gdy budżet świeci pustkami jest czystą abstrakcją.

BKV ratuje się więc sprowadzanymi zza granicy używkami. Ostatnie dni przyniosły informację o zakupie 13 używanych przegubowców Van Hool, które dołączą do już eksploatowanych 30, dziś ponad 10-letnich wozów tej samej marki. Niedawno BKV zdecydowało się też na zakup 15 używanych trolejbusów MAN z niemieckiego Eberswaldu, dzięki którym uda się przynajmniej częściowo wycofać z ruchu przedpotopowe radzieckie ZIU-9. Dziś jedynymi naprawdę nowoczesnymi trolejbusami jest 16 Solarisów Trollino.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja budapeszteńskiego metra, które eksploatuje znane nam z Warszawy, ale o wiele starsze radzieckie składy serii 81. W piątek burmistrz Budapesztu István Tarlós poinformował o wycofaniu z ruchu 43 radzieckich wagonów metra z linii 2 i 3. Stan ponad 40-letnich wagonów zagraża bowiem bezpieczeństwu pasażerów. Od kilku lat stolica Węgier usiłuje kupić nowy tabor dla metra, lecz wielki przetarg, który wygrał Alstom (proponując wagony Metropolis, takie jak jeżdżą w Warszawie, ale jednoprzestrzenne) skończył się unieważnieniem – z powodu jakoby niewypełnienia przez francuską firmę rygorów bezpieczeństwa - skandalem i procesem (pierwszy z nich, przed francuskim sądem wygrał Alstom).

W porównaniu z degrengoladą komunikacji miejskiej w Budapeszcie tempo wymiany taboru w Warszawie staje się więc wręcz imponujące.

(var)

22:10, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (9) »
niedziela, 15 maja 2011

Za nami kolejna Noc Muzeów i kolejny zlot ogórków. Jego nazwę trzeba będzie chyba zmienić, bo poczciwe ogórasy mają coraz większą konkurencję. Oprócz pojedynczych zabytków takich jak berliet czy san coraz więcej jest ikarusów. W sobotę przed południem na pl. Bankowym pojawiły się trzy misternie odremontowane węgierskie maszyny - dwie z Warszawy i jedna z Gdańska. Niektórzy mogą się dziwić, że jeżdżące jeszcze autobusy niektórzy nazywają zabytkami, ale przecież ikarusy jeżdżą już po Warszawie od końca lat 70. Mają jeszcze kursować przynajmniej przez rok, czyli posłużą pasażerom prawie 35 lat. To prawdziwy fenomen. Takie autobusy jak berliet czy jelcz, kojarzą się z określoną dekadą. Czy ikarusy staną się kultowe jak ogórki? Może kiedyś.

Poniżej krótka fotorelacja ze zlotu

Ogórek krakowski z przyczepką. W idealnym stanie

 

Ogórek czeski w wersji lux. Jego kierowca dostał dyplom "najlepszy autobus Nocy Muzeów"

Ogórek wersji kabrio. Nie ma to jak pędzić Trasą Łazienkowską i czuć wiatr na twarzy

 

Młodzi też są zafascynowani starymi maszynami.

 

A to już pieczołowicie odremontowany krótki ikarus.

Ikarus gdański w niesamowitym kolorze czerwono-pomarańczowym.

Przegubowy ikarus, który został niedawno odremontowany. Manualna skrzynia biegów i harmonijkowe drzwi. Ostatnie takie wozy można spotkać na ulicach.

Klimat dawnych lat pomógł też odtworzyć stary fiat.

 

(śmik)

18:24, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (17) »
 
1 , 2

Gazeta.pl Warszawa