wtorek, 29 czerwca 2010

Dużymi krokami zbliża się otwarcie nowej wypustki komunikacyjnej z pętlą na ul. Płytowej. Przyczyną jest ta oto budowla Kupca Warszawskiego, który w odludne okolice Białołęki przenosi się ze Stadionu Dziesięciolecia:

Nie wróżę powodzenia w nowym miejscu, ale może się mylę i jak zwykle znajdą się amatorzy badziewiarskiego handlu w naszym mieście. Zwłaszcza że ratusz poczynił pewne awanse, żeby tylko pozbyć się go z atrakcyjnego terenu wokół budowy Stadionu Narodowego.

To dlatego miejscy drogowcy zaczęli przebudowę skrzyżowania Płochocińskiej z ul. Płytową, przez którą prowadzi jedyny dojazd do nowej hali targowej (masakra będzie tam chyba jeszcze gorsza niż podczas cotygodniowych giełd samochodowych na Żeraniu). Wkrótce zaś ZTM puści na Płytową obiecane wcześniej autobusy.

Przy takich okazjach zawsze zagadką jest nazwa nowej pętli autobusowej (Żerań Płn.? Kupiec Warszawski? czy może Płytowa?). Przygotowano tam już miejsca postojowe na końcowym przystanku, a autobusy będą zawracać wokół małego bajorka. 

Okolica jest to w ogóle dość szczególna. W czasie mojego pobytu na Płytowej zalatywał potworny smród. Okazuje się, że w pobliżu bazę ma jedna z firm wywożących śmieci. Wyrazy współczucia dla bus-kierowców, którzy będą ”odpoczywać” na Płytowej przed powrotnym kursem.

Ciekawe, dokąd właściwie będą stąd jeździć. Po ostatnich pomysłach trasowych ZTM (muchowozy nr 210 i 444) można mieć pewne obawy, że i tu powstanie kolejna linia-potworek. Na Bródno? Na Tarchomin? Do pętli Żerań FSO? Trzeba jednak przyznać, że ZTM nie ma tu tak łatwego zadania jak w przypadku Miasteczka Wilanów, któremu dostała się prosta, logiczna i w miarę częsta linia 217 do najbliższej stacji metra.

Gdy na Białołęce nowa pętla dopiero się tworzy, inną zaorano. Poznajecie to miejsce? Odlotowa nazwa tej zawrotki wciąż mnie intrygowała. Dziś po kameralnej pętli Mańki-Wojdy, dokąd początkowo docierała tylko linia 132 (wskrzeszona po likwidacji na historycznej trasie Świętokrzyska - Huta Warszawa), zostało tylko tyle:

(osa)

13:51, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (7) »
niedziela, 20 czerwca 2010

 Kto dziś jeszcze potrafi tak pięknie układać bruk w wachlarze? 

Poznańska

Na zdjęciu odkryta po zerwaniu dziurawego asfaltu przedwojenna kamienna nawierzchnia na ul. Poznańskiej. Właśnie trwa remont ulicy. Okazało się jednak, że z odcinka od Wspólnej od Hożej bruk ma definitywnie zniknąć. Zarząd Terenów Publicznych chce go także zerwać na odcinku od Al. Jerozolimskich do Wspólnej, ale obiecuje że tu go powtórnie ułoży. Niedobory w bruku mają być uzupełnianą kostką z odcinka Hoża - Wspólna.

Urzędnicy uznali, że na więcej bruku nie starczy. W ten sposób będziemy mieli na Poznańskiej tylko krótki odcinek z kamiennej kostki a resztę z asfaltu. Szkoda. Gdyby uzupełnić braki w bruku, może cała ulica mogłaby być kamienna. Takich brukowanych ulic jest wiele w Rzymie czy Paryżu i nie są wcale wyboiste. Za to jak się pięknie prezentują. W Warszawie brukowane ulice często przetrwały pod asfaltem ale ich rekonstrukcja  przekracza możliwości urzędników.

śmik

13:53, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (7) »
czwartek, 17 czerwca 2010

Trzy nowe krótkie solarisy z numerami bocznymi 1000, 1001 i 1002 anektowanymi od krótkich ikarusów ze św+pamięci zajezdni Pożarowa (kto pamięta stare czasy...) stały sobie dzisiaj w blasku słońca przed Pałacem Kultury. I co najbardziej rzucało się w oczy w tej pierwszej partii z 16-ki urbino10 zamówionej przez MZA? 

Malowanie. Znowu zmiany, choć zdjęcie powyżej niedokładnie to oddaje i swoją drogą mogłoby być właśnie tak, jak to widać. W rzeczywistości żółty jest w ilościach i odcieniach znanej już jajecznicy, za to czerwony wyraźnie rozjaśniony, w klimacie dojrzewających pomidorów. Coś takiego możemy zobaczyć na przemalowanych wagonach tramwajowych z poprzedniej dostawy z Pesy i w najnowszym Swingu. Jest to, jak się dowiedziałem sprawka ZTM, choć tu zaprzeczają i wskazują na ratusz. Po zeszłorocznym zamieszaniu z malowaniem na szaro teraz po prostu na wszelki wypadek nikt się nie chce przyznać do autorstwa nowego wzoru kolorów dla stołecznej komunikacji. A ta pomidorowa czerwień nawiązuje ponoć do oficjalnych barw Warszawy, które widać na miejskim sztandarze.

Własny sztandar mają też w MZA, które zaczynają zamknięte (ponoć na razie) dla gawiedzi obchody 90-lecia warszawskich autobusów. Odbyła się z tej okazji mała szopka w Pałacu Kultury - prezentacja sztandaru pani prezydent. Jak się wyraził prezes autobusowej spółki ”na rewersie” widać stary model (o ile pamiętam - Somua), a ”na awersie” - nowe logo spółki, które pojawiło się też na burcie nowych urbino:

Początkowo miało na nim nie być warszawskiej Syrenki. Dobrze, że jednak jest. Pomidorowo-jajeczne malowanie też ostatecznie ujdzie, choć zwolennikom naprawdę tradycyjnych barw naszej komunikacji (przewaga ciemno-czerwonego z dodatkiem kremowego zamiast żółtego) teraz pewnie rośnie gula. Ja wolę karminowy, ale nie w takim połączeniu jak w pierwszych solarisach (tzw. przełomowcach, którym gięła się blacha nad środkowymi drzwiami). Sprowadzała je spółka Rapid Bus (późniejsza Veolia) po pierwszej ”prywatyzacji” linii miejskich jeszcze w latach 90. Tam karminowy kontrastował z cytryną i też był to mały kwas.

(osa)

12:53, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (21) »
środa, 16 czerwca 2010

A już miałem chwalić, że przynajmniej na Marymoncie wszystkie remonty i zmiany są ze sobą świetnie skoordynowane. Nagle o godz. 12.34 dostaję informację na skrzynkę mailową, że o godz. 22.30 zmienia się trasa linii 122 - z pętli na Gwiaździstej prosto do Krasińskiego i tędy do pl. Wilsona. Powód: nie będzie można skręcać z Potockiej w lewo w ul. Mickiewicza, bo mają być wymieniane tory tramwajowe prowadzące do rozkopanej już porządnie pętli Marymont-Potok.

W porządku, tylko czy na pewno nawet tak drobną w skali całego miasta zmianę zapowiada się z zaledwie dziesięciogodzinnym wyprzedzeniem? Specjalnie przyjrzałem się dwóm przystankom linii 122, które zostaną zawieszone nie wiadomo do kiedy (bo terminu zakończenia zmian ZTM już nie podaje) - zero informacji o zmienionej trasie 122. W jednym z autobusów dostrzegłem jakąś żółtą kartkę pod bocznymi koralami, ale z daleka trudno było stwierdzić, czy nie dotyczy czasem wieczornego objazdu koncertowego łomotu na Bemowie. W internecie na stronie ZTM tylko suchy komunikat, ale już w rozkładzie jazdy 122 na 17 czerwca żadnych zmian nie uwzględniono. Jednym słowem: porażka. Ciekawe, ile osób, spiesząc się do pracy, natnie się nazajutrz na to, że na próżno czekają na swój autobus. 

Tak naprawdę - o czym przekonałem się na własne oczy dopiero dziś rano - nie da się teraz nie tylko skręcać, ale też jechać Potocką na wprost przez skrzyżowanie. I tu kolejna wpadka, bo żadnej informacji o sporych w końcu utrudnieniach w ruchu brakuje też na stronie internetowej Zarządu Dróg Miejskich. 

Że też ciągle muszą się zdarzać takie wpadki. Bo tak w ogóle kilka remontów, które trwają właśnie wzdłuż ul. Mickiewicza, zostało nadzwyczaj dobrze (jak na Warszawę) skoordynowanych. Jezdni wbrew kilkukrotnym zapowiedziom ZDM jednak weekendowo nie sfrezował, więc Żoliborz od dawna trzęsie się na wybojach gorszych już nawet od tych, które do niedawna były w Dolinie Służewieckiej (potworne poprzeczne progi).

Powodem opóźnienia okazał się remont urządzeń podziemnych. Teraz nitka w stronę pl. Wilsona została wreszcie rozkopana - w wielkim dole trwa wymiana magistrali cieplnej. O dziwo nawet przed południem w sobotę (bo potem już nie). Jezdnię przerzucono na torowisko tramwajowe.

Jest nieczynne z powodu odbudowy wiaduktu przy Dworcu Gdańskim, która jest coraz bardziej zaawansowana - znikła większość dawnych nasypów, rosną już pierwsze filary: 

Zastanawiam się tylko, czy po zakończeniu prac ciepłowniczych uda się łatwo zdjąć asfalt z torów, które na odcinku między pl. Wilsona a Potocką były wymieniane całkiem niedawno.

Te na pętli Marymont-Potok i na Mickiewicza bliżej ul. gen. Zajączka i pl. Inwalidów zostały zerwane niedawno i będą odtworzone do czasu powrotu tramwajów na wiadukt przy Gdańskim (pewnie dopiero za 1,5 roku).

Czyli na Marymoncie i Żoliborzu udała się koordynacja, niestety, totalnie zawiodła informacja. Co zdarza się ostatnio notorycznie i to nawet w bardziej newralgicznych niż Marymont punktach miasta. Np. przed żadnym z ostatnich weekendowych frezowanek w al. ”Solidarności” nie dostaliśmy w ”Gazecie” na czas informacji o objazdach autobusów i trzeba było je jakoś podawać do papierowego wydania na czuja, bo nie było ich też na stronie internetowej ZTM. Teraz z kolega z redakcji akcji społecznych informuje mnie, że owa strona podaje w rozkładach jazdy błędne trasy linii 119 i 147, choć zostały zmienione z powodu niezrozumiałego dla mnie do końca strachu o nawierzchnię Wału Miedzeszyńskiego podmytą ponoć podczas przechodzenia fali powodziowej na Wiśle. Same wtopy.

(osa)

22:31, osa_oraz_smik , Remonty
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 czerwca 2010

Fot. Adam Kozak/AG

W górze powinien być wprawdzie kciuk pani prezydent siedzącej w kabinie pierwszego ze 186 Swingów, ale mina mówi wiele: jej ekipa odniosła naprawdę duży sukces. Już sama decyzja o zamówieniu aż 186 tramwajów przejdzie do historii - to pierwszy tak duży zastrzyk nowego taboru od niepamiętnych czasów, choć oczywiście przydałoby się ich przynajmniej dwa razy tyle. W miarę sprawnie odbył się też wybór bydgoskiej Pesy w przetargu rok temu (te na początku dekady ciągnęły się latami i kończyły fiaskiem). Cieszy wreszcie, że polski producent potrafi stanąć na wysokości zadania i przygotować tramwaj na europejskim poziomie (na razie nie słychać o usterkach na mieście, przynajmniej tak wielu jak przy poprzedniej dostawie), w dodatku dostarczyć go błyskawicznie jak na nasze warunki (w 9 miesięcy) i za niewygórowaną cenę (ponad 8 mln zł za sztukę, podczas gdy - jak usłyszałem od prezesa Tramwajów W-kich Kraków płaci Bombardierowi - 10 mln zł).

Trzeba przyznać, że bydgoska fabryka umie już też sprzedać się medialnie. Niestety, nie wszyscy załapali się na model-miniaturkę :-( Kto wie, czy dzięki Pesie, a może też Solarisowi, za kilka lat Polska nie stanie się też potęgą tramwajową, bo autobusową w Europie niespodziewanie już jesteśmy.

Powitanie nowego Swinga też wypadło całkiem dobrze (nie licząc drobnych zgrzytów podczas parady wokół centrum, która wystartowała kilka minut za wcześnie, obowiązywały wybrane przystanki, więc ludzie byli przewożeni nie tam, gdzie chcieliby wysiąść, raz chyba zacięły się drzwi). W zajezdni przy Woronicza na Mokotowie tym razem na szczęście nie byliśmy świadkami bombastycznej uroczystości z wybuchami kolorowych dymów i fajerwerków. Bardzo efektownie wyglądał paradny wjazd wagonów na dziewięć kolejnych torów postojowych. Dobrym pomysłem było ich ustawienie tak, że nie zatrzymywały się w jednej linii - stąd najlepsze dla mnie na tej imprezie ujęcie fotoreportera ”Gazety” Adama Kozaka (powyżej).

Ja w drodze na fetę przyuważyłem przed zajezdnią taką oto ciekawostkę:

Każdy może się dowiedzieć, gdzie w zajezdni zatrzymują się składy poszczególnych linii, w tym także Pesy. Kolejne w tym roku też będą trafiać na Mokotów, dopiero w następnych latach mają być garażowane również na Pradze i na Woli. Patrząc na tę tablicę, przypomniałem też sobie naszą blogową dyskusję i pomyślałem, jak chora jest jednak organizacja pracy w Tramwajach Warszawskich: linie 22, 23, 26, a nawet 5-ka wyruszają na trasę z Mokotowa...

(osa)

14:17, osa_oraz_smik
Link Komentarze (17) »
czwartek, 10 czerwca 2010

Wobec tego, że poza Warszawą Wisła zbiera śmiertelne żniwo i wyrządza miliardowe szkody, ciężko narzekać na to, co się dzieje w naszym mieście - zamknięty Wał Miedzeszyński i korki wokół niego, wszystkie inne utrudnienia i przesiąki, z których telewizja robi od razu wielkie halo. Nawet teraz, gdy piszę te słowa, TVN 24 brzęczy mi za plecami, że woda podmyła jezdnię Wału Miedzeszyńskiego i trzeba rozbierać jej kawałek. Olaboga. A ile dróg na południu w ogóle przestało istnieć. A most kolejowy, który runął do Popradu pod Nowym Sączem i pociągi nie mogą dojeżdżać do ważnego przejścia granicznego w Muszynie czy ważnej stacji w Krynicy.

Kiedy jeszcze Wisła przybierała (po raz drugi), we wtorek 8 czerwca o godz. 10 jechałem do pracy rowerową "Wisłostradą".

Zwykle lubię pedałować równym wybetonowanym w ostatnich latach nabrzeżem. Teraz wciąż jest zalane, choć Wisła schodzi już powoli z maksymalnego stanu (tym razem blisko 750 cm, równo metr powyżej alarmowego). Podobnie jak przystań dla statków koło Cytadeli. Oj nie ma w tym roku szczęścia żegluga rzeczna - wciąż trzeba zawieszać rejsy. Gdzieś się też pochowały pożyteczne promy, którymi można się z rowerem przeprawić na drugi brzeg.

Kiedy wracałem ok. 19, przystań przy Cytadeli wyglądała już tak:

Zamknięty jest też ścieżkowy zjazd pod most Gdański - na jednym z jego filarów woda zakryła bazgroły "Gdzie jest... (ktoś tam)".

Jeździ się więc górą i nie jest to wcale najgorsza przeszkoda. Od razu przeprawiłem się na drugą stronę Wisłostrady. Na Podzamczu ścieżka też jest całkiem miła, choć z kostki (dobrze, że nie sfazowanej), tyle że smrodzą stojące w korku samochody. Największa przeszkoda dla nadwiślańskich cyklistów to niezależnie od stanu Wisły budowa Centrum Nauki Kopernik. Podwójnie nie mogę się więc doczekać, kiedy się skończy.

(osa)

21:20, osa_oraz_smik , Wisła
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2

Gazeta.pl Warszawa