wtorek, 28 czerwca 2011

 

Mało mnie ostatnio wkurza tak bardzo jak ten widok. Od wielu tygodni na otwarcie czeka gotowy wiadukt przy Dworcu Gdańskim. Stoi wiata przystankowa, jest ścieżka rowerowa z żarówiasto-czerwoną nawierzchnią i barierki na wysokości trakcji tramwajowej i kolejowej. Wciąż możemy sobie na to wszystko tylko popatrzeć.

Utrudnienia w przejeździe z ul. Mickiewicza do ul. Andersa ciągną się już prawie 3 lata. Już tyle czasu połowa Żoliborza jest pozbawiona tramwajów (na czym cierpią też inne dzielnice, bo z braku tej jednej linii ciężko jest sensownie poukładać trasy i rozkłady na Marszałkowskiej, Puławskiej czy Nowowiejskiej). 

Najpierw sprawę kompletnie zawalili urzędnicy i politycy ze wszystkich opcji, którzy odkładali remont wiaduktu w nieskończoność. Upieram się też przy krytyce Zielonego Mazowsza, które dodatkowo opóźniło prace swoim średnio skutecznym protestem (za chwilę o następnym odkryciu, które pośrednio jest jego skutkiem). Potem błędnie przygotowano harmonogram prac, niespodziewanie likwidując prowizoryczny przejazd sprowadzony niemałym kosztem z Wlk. Brytanii. A wszystko po to, żeby jak najszybciej udrożnić ul. Słomińskiego przed budową II linii metra na Pradze, która do tej pory się nie zaczęła. Teraz od maja aż dwa nadzory budowlane grzebią się z wydaniem pozwolenia na użytkowanie pierwszego wiaduktu.

 

Tak więc jeżdżę sobie tam czasem powkurzać się jego widokiem. Pierwsza część (z jezdnią w stronę Śródmieścia) jest zamknięta, ale spokojnie można się przedostać rowerem przez sąsiednią nitkę. Tu niespodzianką są dla mnie schody prowadzące prosto na jezdnię. Znajdują się między oboma wiaduktami, a zaczynają na tzw. galerii, która je przecina pod spodem. Po co jednak to wyjście? Czyżby na środku wiaduktu miała zostać wymalowana dodatkowa zebra? Tylko w jakim celu, skoro po jego drugiej stronie też znalazłem schody wiodące prosto na przystanek tramwajów (w stronę centrum) i autobusów (na Żoliborz).

O odpowiedź poprosiłem w Zarządzie Miejskich Inwestycji Drogowych. I tu pełne zaskoczenie. Okazuje się, że drogowcy zbudowali owe podejrzane schody - jak to się mówi - przyszłościowo. Otóż jest to docelowe rozwiązanie po przełożeniu torów tramwajowych na środkowy wiadukt, a jezdni w stronę Żoliborza - na boczny (tam, gdzie teraz powstają tory). Jednym słowem ma to być dojście na przystanek tramwajowy w stronę centrum.

 

Oczywiście wiązałoby się to z wytyczeniem nowej linii w tym właśnie układzie (tory środkiem, obie jezdnie bokiem) na ogromnym odcinku: od skrzyżowania Marszałkowskiej z Królewską przez pl. Bankowy i ul. Andersa (tu akurat torów przekładać nie trzeba) i na Mickiewicza do pl. Wilsona (co to będzie za ulga dla mieszkańców bloków po parzystej stronie ulicy).

Docelowe rozwiązanie nie jest realizowane od razu, bo: po pierwsze, koordynator ratusza ds. remontów i inwestycji obiecał protestującemu Zielonemu Mazowszu, że miasto nie poszerzy wlotu do centrum przez ul. Andersa (bodajże przed 2013 r.), a po drugie, i tak nie ma na to pieniędzy.

Ja nie jestem przeciwnikiem konserwowania prehistorycznego układu ulicznego tylko dlatego, żeby nie zwiększać korków w ścisłym centrum. Uważam, że takie ulice jak Prosta czy Andersa wreszcie powinny się doczekać drugiej jezdni. Nie z trzema pasami ruchu w każdą stronę, ale z dwoma + ewent. dodatkowe do skręcania przed skrzyżowaniami. Nie jest to jakaś ekstrawagancja, ale tak właśnie wyglądają normalne ulice w Śródmieściu. Poza tym wzrosłoby bezpieczeństwo ruchu (u zbiegu jednojezdniowej Andersa z Anielewicza wciąż powtarzają się śmiertelne wypadki) i byłaby szansa na likwidację wiecznej prowizorki, którą są tymczasowo nieśmiertelne parkingi z budką strażnika w miejscu planowanych już 50-60 lat jezdni.

(osa)

18:01, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (25) »
niedziela, 26 czerwca 2011

U progu wakacji zapowiadamy więcej wyjazdowych kursów Autobusu_czerwonego. Na pierwszy ogień idzie Nancy. Nasz redakcyjny kolega Marek Grygiel (jego autorstwa są zdjęcia) podpatrzył tam supernowoczesne tramwaje.


Fot. Marek Grygiel

Miasto ma nieco ponad 100 tys mieszkańców (więcej żyje nawet w mazowieckim Płocku liczącym na tramwaje już chyba coraz ciszej) i jest stolicą Lotaryngii na wschodzie Francji. Księciem był tu po abdykacji w Polsce król Stanisław Leszczyński.

- W Nancy tramwaje poruszają się po pojedynczym torze. Ciekawostką jest to, że mają numery rejestracyjne tak jak samochody - zauważył Marek.

 
Fot. Marek Grygiel

Trasa tramwajów jest oddzielona od samochodów, ale wjeżdżają na nią rowerzyści:

 
Fot. Marek Grygiel

Na zdjęciu powyżej wyraźnie widać ślady opon tramwajowych, które przydają się także w sytuacjach awaryjnych. Bo to, co nam, warszawiakom, nie mieści się w głowie, jest możliwe w Nancy. - Kiedy doszło do wypadku i zamknięto główną ulicę - relacjonuje Marek - tramwaj złożył pantograf [a właściwie szelki, które znamy z trolejbusów - JO.] i najspokojniej w świecie zjechał z szyny na swych gumowych kołach.


Fot. Marek Grygiel 

Trzeba przyznać, że ledwo wyrobił się na tym zakręcie:


Fot. Marek Grygiel

Przed powrotem na szynę tramwaj czekał wjazd na coś w rodzaju metalowego lejka, który ustawił przednie koło we właściwym położeniu:


Fot. Marek Grygiel

Może w wakacje komuś z naszych Czytelników uda się odwiedzić Nancy z jego tramwajowym rajem...

18:09, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 20 czerwca 2011

Minął tydzień od zamknięcia dużej części Świętokrzyskiej i Prostej pod budowę II linii metra, ale totalnego paraliżu, który był spodziewany w centrum, nie ma. Owszem, w niektórych miejscach i w niektórych porach dnia bywa ciężko. Chyba najbardziej zakorkowała się al. ”Solidarności” i skręt z al. Jana Pawła II na Wolę przy kinie Femina. Najbardziej zaskoczył mnie widok korka na Nowym Świecie:

Stoją tu, niestety, autobusy. Widziałem je w ogonku sięgającym aż za Ordynacką. Przyczyna? Wydaje się, że przejazd zatyka się, odkąd nowa linia 128, a także 512 na zmienionej trasie skręcają z Nowego Światu w prawo do Tamki. Skręcające autobusy muszą przepuszczać pieszych przechodzących na zielonym świetle i tamują przejazd na wprost. To z kolei utrudnia skręt w lewo z Nowego Światu od strony Uniwersytetu - widziałem 105-kę przemykającą w ostatniej chwili właściwie już na czerwonym świetle między samochodami ruszającymi Świętokrzyską na wprost. Tych nie ma o dziwo aż tak dużo, więc zamknięcie ostatniego odcinka tej ulicy w lipcu nie powinno już być bardzo uciążliwe.

Jeśli chodzi o Nowy Świat, w ZTM liczą na dodatkowe kontrole prywatnych kierowców, którzy zaczęli tu nielegalnie jeździć. Moim zdaniem można by już sobie darować zamykanie Nowego Światu na weekendy, bo teraz powoduje to zbyt duże zamieszanie w trasach objazdowych (zwłaszcza gdy ratusz godzi się na wyścigi samochodowe między pl. Teatralnym a Piłsudskiego). Np. linia 128, żeby ominąć odcinek wyłączony z ruchu musi zawracać Al. Jerozolimskimi przez rondo de Gaulle'a do Smyka - trochę to bez sensu. Weekendowy deptak można by teraz urządzać najwyżej na Krakowskim Przedmieściu od pl. Zamkowego do Królewskiej.

Miejski inżynier ruchu jest natomiast nieprzejednany co do skrócenia czasu zielonego światła dla Grzybowskiej - mocno ucierpiał na tym ruch w al. Jana Pawła II. Tłumaczy to dobrem pieszych, którzy rzeczywiście mają tu do pokonania dwie szerokie jezdnie + torowisko bez możliwości zatrzymania się na środku (czyżby wcześniej były z tym problemy?). Inżynier nie widzi też jednak w tym miejscu wysepek przystankowych dla tramwajów, bo trzeba by zwęzić jezdnię. Szkoda - byłaby dobra przesiadka do autobusów na Wolę i na Powiśle. Zwłaszcza że przystanki przy rondzie ONZ są teraz odsunięte bliżej Dworca Centralnego.

Ja bardzo chwalę sobie nowy parking na zamkniętym odcinku Świętokrzyskiej z wjazdem przez pl. Grzybowski i ul. Bagno:

Pierwszy raz skorzystałem z niego, jadąc na koncert Ringo Starra w Sali Kongresowej. Do przejścia był stąd kawałek przez park Świętokrzyski i postój za darmo. Po koncercie dziwiłem się, że ludzie woleli podjechać jak najbliżej Pałacu Kultury i płacić tam jak za zboże, stojąc potem w dodatku w dużej kolejce do automatu.

Wracając do korków, które spowodowała budowa metra - na razie możemy się pocieszyć, że z tygodnia na tydzień natężenie ruchu w Warszawie będzie spadać. Może też w końcu ktoś się nad nami zlituje i otworzy pierwszy z wiaduktów przy Dworcu Gdańskim (ich odbudowa to prawdziwy skandal!), co rozładowałoby nieco ruch na Wisłostradzie.

Pytałem w ZTM o obserwacje autobusów na nowych trasach. Usłyszałem, że dobrze przyjęła się zwłaszcza 105-ka.
A co z zatłoczoną i rzadko kursującą linią 422, którą wielu pasażerów z Jelonek wybiera teraz po likwidacji 506? Odpowiedź: idą wakacje i nie będzie wzmacniania rozkładu, a tłok - owszem - zdarza się, ale tylko w niektórych kursach.
Czyżby tnąc do 30 min rozkłady linii 151 (Młynów - Gocław), ZTM zmierzał do likwidacji? ”Na razie nie ma takiego planu”. Tylko po co PKS do Grójca w środku Warszawy?
Co ze 125, którego trasa kończy się teraz ni w pięć, ni w dziewięć na Kercelaku? ”Ludzie nawet tym jeżdżą, ewent. modyfikacja dopiero po zamknięciu skrzyżowania przy Dworcu Wileńskim w drugiej części wakacji”.
Okazuje się też, że autobusy niekoniecznie będą wycofane z mostu Świętokrzyskiego, jak pierwotnie planowano. Wszystko zależy, czy ta przeprawa się zatka. Na razie nie ma tam ponoć tragedii, gorzej wygląda to jednak na Wybrzeżu Szczecińskim.

Na koniec wiadomość z innego rejonu miasta: wbrew zapowiedziom ZTM nie skróci od wakacji linii 117 do odcinka Gocław - centrum i nie wycofa jej z Mokotowa i Wilanowa. Ten plan został przesunięty na wrzesień. Czekamy na otwarcie drugiego wiaduktu na ul. Cybernetyki i puszczenie tamtędy linii z Okęcia przez Służewiec (w tym okolice Galerii Mokotów), Służew do Wilanowa. Według jednej koncepcji ma to być 365 na przedłużonej trasie.

(osa)

18:03, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (20) »
środa, 15 czerwca 2011

A dokładnie na dojeździe do nowego mostu (spieszmy się używać jego nazwy, póki niekumaci radni PO i jeszcze bardziej beznadziejna promocja w ratuszu przeforsują Marię Skłodowską-Curie). Lubię sobie śmigać po tym dojeździe na rowerku - leży już asfalt na całej długości nowych wiaduktów nad Marymoncką. Na ową ”kraksę” natknąłem się podczas wieczornej przejażdżki we wtorek.

 

Szybko jednak okazało się, że wszystko jest zainscenizowane na potrzeby konferencji o bezpieczeństwie ruchu drogowego. Temu też miało służyć rozwinięcie namiotu na środku nowego wiaduktu nad Wisłostradą (jezdnia prowadząca w stronę mostu):

 

Tym razem postanowiłem spenetrować budowę trasy w stronę węzła Młociny, która jest coraz bardziej zaawansowana:

 

Na dzisiejsze popołudnie Zarząd Miejskich Inwestycji Drogowych zapowiedział powtórne zamknięcie ul. Zgrupowania AK ”Kampinos” przy Encyklopedycznej i zajezdni tramwajowej Żoliborz. Pozytywnie zaskoczył mnie w tym miejscu nowy układ torów - w ostatnich tygodniach zbudowano oddzielny dla tramwajów skręcających do bazy:

 

To jak najbardziej uzasadnione, bo czekając na zjazd, nie będą blokować przejazdu na wprost do Metra Młociny (zwłaszcza gdy uda się w końcu otworzyć linię z Tarchomina). Mam nadzieję, że podobne rozwiązanie zaplanowano także od drugiej strony i stąd obecne wyłączenie ruchu kołowego (aż do końca sierpnia).

 

Przy okazji po raz pierwszy przejechałem się nową ulicą na przedłużeniu Encyklopedycznej pod aż czterema wiaduktami trasy mostu Północnego (kiedyś mówiło się, że patronem tego odcinka miałby zostać Ronald Reagan, a ostatnio, że Narodowe Siły Zbrojne - normalnie ręce już opadają od tych militarnych pomysłów nazewniczych).

Na nowej ulicy są jeszcze duże wykopy. Drogowcy przecięli tu marne ogródki działkowe. Szlak prowadzi prosto do bloku przy Doryckiej 7 w najbardziej zakazanej części Wrzeciona. Docelowo wytyczana właśnie jezdnia po skręcie o 90 st. połączy się z przedłużoną ul. Nocznickiego. Pomyślałem sobie, że można by tu przedłużyć minibusową linię 203, uruchamiając przystanki na wysokości ul. Balcerzaka, Doryckiej 7 i zajezdni tramwajowej. Dziś 203 dojeżdża z Fortu Wawrzyszew przez Chomiczówkę do Metra-Młociny, ja widziałbym ją dalej - prosto Nocznickiego, nowym odcinkiem Encyklopedycznej, Zgr. AK ”Kampinos” na postój pod Hutą Warszawa, a z powrotem już bezpośrednio do Fortu.

(osa)

wtorek, 14 czerwca 2011

W tle zamknięcia Świętokrzyskiej i różnych parad  sporą uciechę w weekend mieli miłośnicy kolejnictwa. Do Warszawy przyjechały aż trzy stare parowozy: dwa z Wolsztyna - słynna, przedwojenna Piękna Helena i lokomotywa Ol49 z pierwszej połowy lat 50. oraz Ty2 z Chabówki. W sobotni wieczór wszystkie paradowały na moście Średnicowym. Wcześniej wodowano je Dworcu Gdańskim, gdzie udało się uruchomić starego żurawia wodnego.   

Powyżej Ol49 z Wolsztyna wjechał na peron Dworca Gdańskiego. Parowóz miał jednak ponad poł godziny opóźnienia, bo ponoć zablokowała go jakaś popsuta lokomotywa manewrowa. Na dworcu czekał jednak sporo ludzi z aparatami

Po odkręceniu kurka poleciała woda. W tym parowozie mieście się 25 tys. litrów. W Pięknej Helenie ponad 30 tys. litrów

Piękna Helena w całej okazałości. Jej rekord prędkości to 130 km na godz. Parowóz z 1937 roku jest zatem nieco szybszy niż najpopularniejsze w PKP Intercity lokomotywy EU07 tzw. siódemki.

A to już most średnicowy podświetlony na czerwono. Gdy spytałem prezesa Szafrańskiego z PKP PLK, kiedy przeprawa będzie malowana na taki kolor, odparł że dopiero w 2015 - wtedy most będzie remontowany. Na razie warszawiacy mają się zadowolić płachtą z nadrukowanym mostem, która zawiśnie na moście we wrześniu. Gorzej, że ponoć UEFA na kilka miesięcy przed Euro chce tam wieszać jakieś swoje informacje

Na most wjechał jeden z parowozów z dwoma starymi wagonami. Niestety ustawiłem się za blisko. Pod tym kątem nie wyglądały zbyt efektownie. W dodatku spodziewałem się, że wjadą od strony Dworca Wschodniego, przodem do widzów. Scenarzyści wyobrażali sobie pewnie, że to kibice z Zachodu Europy jadą na pociągiem na stadion. Zresztą ostatni pociąg wypełniony był kibicami z flagami i z zabronionymi na stadionach - racami. Ten ostatni pomysł może był widowiskowy, ale nieco kontrowersyjny

śmik

16:15, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (6) »
niedziela, 12 czerwca 2011

Tak jak zamknięcie wiaduktu przy Dworcu Gdańskim było początkiem mimo wszystko pozytywnego trzęsienia ziemi dla komunikacji na Żoliborzu, tak budowa II linii metra na Świętokrzyskiej spowodowała duże straty w układzie tras na Woli. Dla mnie przede wszystkim sentymentalne.

Fot. Grażyna Jaworska/AG

Właśnie zdałem sobie sprawę, że linia 155 zlikwidowana po niemal 50 latach kursowania tą samą trasą między Górczewską a Świętokrzyską, a potem Tamką, była tą, którą w wieku lat 6 wyruszyłem w swoją pierwszą samodzielną podróż autobusem po Warszawie. Miałem wtedy dojechać z Górczewskiej na Nowy Świat. Podjechał jelcz ogórek, oczywiście z mojej ulubionej wówczas zajezdni Redutowa (berliety na trasie ”piątek” pojawiały się rzadko, prędzej już trzydrzwiowe berlety-jelcze, strasznie skrzypiące w środku). Później przez lata 155 to była moja ulubiona i chyba podstawowa trasa - do dziadków w Śródmieściu, do Pałacu Młodzieży, na łyżwy na Torwarze i na basen na Legii (dziś już nieistniejący 50-metrowiec). Bardzo użyteczna i uczęszczana trasa, przez wiele lat dublowana zresztą linią 355 (Strąkowa - Nowy Świat).

Jazda ze skrętem koło poczty na rogu Wolskiej i Płockiej, dalej ”zaglądając do okien tramwajom”, czyli przez Siedmiogrodzką obok zajezdni Wola, po tajemniczym torze donikąd pośrodku jezdni (już na Grzybowskiej między Towarową a Karolkową), ze śmiesznymi minizatoczkami przystankowymi za Żelazną, w których nie mieścił się żaden autobus i nigdy w nie zresztą nie wjeżdżał, z pięknym, ukwieconym przystankiem koło Mennicy Państwowej na Żelaznej (wracając na Wolę). Prawdziwa kwiaciarnia przykuwająca wzrok z okien piątek istniała na narożniku Dobrej i Tamki (ech te wspinaczki na najwyższych obrotach aż do skrętu w Kopernika i Świętokrzyską). Jak przez mgłę pamiętam jeszcze, kiedy 155 jadąc przez Powiśle, zaliczało kocie łby w al. 3 Maja między Kruczkowskiego a Dobrą.

Fot. Wojciech Surdziel/AG

Cóż, komunikacja ewoluuje, ze Świętokrzyskiej i Tamki zniknęły też właśnie inne zasłużone numerki - 150 i 506.

Fot. Jacek Łagowski/AG

Fot. Albert Zawada/AG

Cieszę się za to, że na starą w większości trasę wróciła 109-ka, która też nieraz mnie kiedyś woziła z Woli na Emilii Plater. Jeśli piątki miałby kiedyś wrócić, byłoby dobrze, gdyby pojawiły się znów na Woli. Niech nie skończy się tak jak z inną wolską linią, czyli 166, która bez sensu wylądowała na Ursynowie i Pradze, wchłaniając ostatnio 101 z jego historycznej trasy przez most Poniatowskiego. Budowie II linii metra udało się za to szczęśliwie przywrócić między Mariensztatem a Ochotą linię 128. Oby to samo stało się ze 144 na Mokotowie, zwłaszcza że w tym przypadku po likwidacji czwórek na Tarchominie i Pradze droga do ich powrotu na Spartańską jest właściwie przetarta. Brakuje tylko jakiegoś komunikacyjnego trzęsienia w tej części Warszawy.

(osa)

21:31, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2

Gazeta.pl Warszawa