środa, 27 czerwca 2012

Dobrze pamiętam, że dawno już nie było ulubionego tematu czytelników-urzędników? Pętla Okęcie. Czy finałem tej kołomyi nie będzie czasem skierowanie tam linii 175 i wycofanie jej z Lotniska Chopina, żeby nie dublowała jadącej tyle samo czasu, a nawet dłużej SKM-ki? Zaczynam podejrzewać, że może to być przyczyną brawurowej akcji ZTM sprzed roku, gdy mimo protestów zmieniono nazwę Okęcia z dziwnym uzasadnieniem o pomyłkach pasażerów, którzy nie zdążyli na samolot (cały czas nieznana jest i skala oraz to, czy już się skończyły). Na razie rozkład 175 z okazji wakacji zostanie pocięty z 8 do 10 minut w szczycie. Szkoda, że bardziej niż o dobry dojazd na lotnisko w sezonie dba się w Warszawie o uzasadnianie fikcji typu polska prezydencja w UE - powstała muchowozowa linia 575, Euro 2012 - muchowozowa linia SHL oraz buspas w al. Żwirki i Wigury zwany ”szybkim korytarzem UEFA” - muchowozowa linia 275.

Do rzeczy jednak, czyli do tzw. pralki. Właśnie wracam z posiedzenia komisji nazewnictwa w Radzie Warszawy, która po aferze z tamtą zmianą, omawia teraz wszystkie propozycje nazw przystanków podrzucanymi przez ZTM. Zniecierpliwiony tym radny Michał Grodzki z PiS spytał: - A będziemy coś robić ze słynną PRalK-ą?
Na co przewodnicząca komisji Anna Nehrebecka z PO odparła: - Tę sprawę już zamknęliśmy i - niestety - stwierdziliśmy, że się poddajemy. Dyrektor Ruta przygotował całe uzasadnienie na 3 strony, że Okęcie było gdzie indziej i co do kogo w tym miejscu należało.
- Ja tam się nie poddaję - powiedział po tym odkryciu dyrektora Ruty radny Grodzki.
- Ja też nadal mam wiele wątpliwości - dodał radny Marcin Rzońca z Ruchu Palikota. - Dyrektor Ruta chciał nam utrzeć nosa, bo mu się w zeszłym roku wtrąciliśmy, i teraz będzie nam podsyłać wszystkie przystankowe pierdoły, zamiast pytać tylko o nazwy najważniejszych węzłów.

Radni wypowiedzieli się więc w sprawie wniosku dyrekcji Teatru Powszechnego, by taką nazwę miał dotychczasowy przystanek i pętla ”Aleja Zieleniecka” - podzielili negatywne opinie Zarządu Transportu Miejskiego i ekspertów z Zespołu Nazewnictwa Miejskiego.

Nie będzie też zamiany na bródnowskim przystanku Bartnicza -> Dom Kultury ”Świt”.

Ciekawy za to jestem, jak się z kolei skończy sprawa przystanku na os. Niedźwiadek w Ursusie. Miejscowy ksiądz dobrodziej usilnie zabiega, by nazwę ”Zagłoby” zamienić tam na ”Sanktuarium M.B. Fatimskiej”. Na razie jednak jego wpływy kończą się sukcesem zaledwie na forum rady dzielnicy, która raz po raz głosuje wiernopoddańczo po myśli proboszcza (swoją drogą: czym się zajmują ci radni w dzielnicach i po co właściwie są potrzebni?). ZTM zgodził się na ”Ursus - Sanktuarium”, poparł to Zespół Nazewnictwa Miejskiego, wytykając proboszczowi i jego entuzjastom, że forma ”M.B. Fatimskiej” jest poza wszystkim ”niestosowna”.

Szkoda, że nikomu nie przyjdzie do głowy, że najlepiej byłoby po prostu zostawić pana Zagłobę. Po pierwsze, owo sanktuarium (raczej brzydki, bunkrowaty kościół z czasów PRL) stoi tuż obok tego przystanku, więc nie powinno być problemów, żeby tam trafić, a taki jest argument księdza proboszcza. Po drugie, nie bardzo chce mi się wierzyć, że walą tam autobusami aż takie tłumy pielgrzymów, żeby trzeba było dla nich zmieniać nazwę. Ktoś chyba zapomina, że wymaga to uaktualnienia informacji na wszystkich innych przystankach, na których zatrzymują się cztery linie przejeżdżające obok sanktuarium. Nie ma na co wydawać pieniędzy?

ZTM musi teraz jednak wypić piwo, które sam nawarzył, zmieniając przed rokiem nazwę przystanków i pętli ”Rakowiecka - Kościół” na ”Rakowiecka - Sanktuarium”. Jak się okazało, w tym przypadku żaden ksiądz o taką zamianę nie prosił. Niestety, inni dowiedzieli się, że można spróbować.

(osa)

19:59, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 25 czerwca 2012

Zachęcony plakatem, który wisi na jednym z drzew przy drodze rowerowej pod wyremontowanymi estakadami wzdłuż Wisły i Lasu Bielańskiego ruszyłem na wieczorną przejażdżkę w stronę Młocin. Niestety, już 200-300 metrów dalej przyszło mi jednak zweryfikować informację o ”specjalnym oznakowaniu dojazdu” i stwierdzenie: ”Staraliśmy się unikać piachu, błota i pędzących samochodów”.

Droga dla rowerzystów jest tu może i oznakowana, a samochody pędzą obok, ale piachu uniknąć się nie udało. Cały czas trwa budowa kolektora pod Wisłą na ścieki do oczyszczalni Czajka na Białołęce. A przecież w listopadzie 2011 r. ratusz zarzekał się, że wszystko będzie gotowe wiosną 2012 r. i dołożył kolejne miliony wykonawcy. Płot budowlańców nie pozwala dokończyć ścieżki dla rowerzystów.

Nie jest to jedyna i najgorsza niespodzianka na tej specjalnie wyznaczonej trasie rowerowej. Bo przeciągająca się budowa prędzej czy później się skończy, za to kawałek dalej zostanie bardzo niebezpieczne miejsce. To skrzyżowanie rekomendowanej ścieżki rowerowej w stronę Młocin ze stromym zjazdem dla cyklistów z mostu Północnego.

Jak można było zaprojektować i przyjąć takie rozwiązanie? Przecież ściana tunelu pod trasą prowadzącą na most zupełnie ogranicza widoczność - rozpędzeni rowerzyści mogą wpadać na jadących dołem.

Wjedźmy więc na most i zobaczmy, co 3 miesiące po jego otwarciu słychać na jego niedokończonej części dla tramwajów, pieszych i rowerzystów:

Jak na inwestycję, która ma się skończyć w tym tygodniu, wygląda to kiepsko. Widocznie budowniczowie mostu Północnego i nadzorujący ich miejscy urzędnicy wyszli z założenia, że z tramwajami nie ma się co spieszyć, skoro jeszcze długo będzie to linia donikąd.

Nielepiej jest z budową przedłużenia ul. Zgrupowania AK ”Kampinos”, czyli dawnej Pstrowskiego, do odciętego przez ostatnie lata osiedla na Młocinach. U zbiegu z Kolumbijską jezdnia jest rozgrzebana, leży tu góra piachu:

Na koniec przejażdżki rzućmy jeszcze okiem na skrzyżowanie 64 sygnalizacji u zbiegu ul. Zgrupowania AK ”Kampinos” i Encyklopedycznej. Mimo obietnic miejskiego inżyniera ruchu Janusza Galasa świateł nie udało się powtórnie uruchomić w maju i wciąż migają na żółto (może to i dobrze, bo kiedy działały krótko po otwarciu mostu w marcu, zablokowały wyjazd z zajezdni tramwajowej po sąsiedzku):

Inżynier Galas sam uznał to miejsce za najbardziej skomplikowane skrzyżowanie w Warszawie, choć - jak widać - ruch jest tu zerowy. Pocieszał się, że udało się uniknąć dodatkowego skrzyżowania z łącznikami trasy mostowej. Dzięki temu skutecznie odcięto też jednak dojazd do pobliskiego hipermarketu Makro, a znacznie utrudniono dostęp do zajezdni i sporej części nowych osiedli na Młocinach.

(osa)

czwartek, 21 czerwca 2012

W warszawskim ćwierćfinale Euro 2012 trafił nam się mecz Czech z Portugalią - starcie gwiazd Cristiana Ronaldo i Petra Czecha. A w ”Autobusie czerwonym” pojedynek, na który trzeba patrzeć trochę z przymrużeniem oka ;-)

Zaczęło się od porannego otwarcia lodówki - uchylam drzwi i od razu skojarzenie z Euro. Taki oto układ pamiątkowych magnesów: akurat obok siebie dwa klimatyczne tramwaje z Pragi i Lizbony, z tym że górą jest ten ze stolicy Portugalii (wiszą tak od dawna). Pójdźmy tym tropem dalej - niech mecz piłkarski będzie okazją, by odkurzyć nieco archiwum komunikacyjnych zdjęć.

Tramwaje są w Lizbonie wielką atrakcją turystyczną. Stare wagony w kolorze czerwonym można spotkać na liniach służących do zwiedzania miasta:

Stary, ale całkiem jary tabor wozi też zwykłych pasażerów:

Największe wrażenie sprawiają wagoniki przeciskające się przez wąskie uliczki Alfamy, czyli w najstarszej położonej na wzgórzu części Lizbony. Tam znajduje się katedra Se i każdy chce mieć pocztówkowe zdjęcie żółtego tramwaju na jej tle. Kawałek dalek - kościół św. Antoniego w miejscu, gdzie urodził się ten kojarzony z Padwą zakonnik. Jakżesz kręte są tam tory, jak mało jest miejsca między zaparkowanymi samochodami, jak te staruszki muszą się tam wspinać. Według Wikipedii na lizbońskiej Calcada da Sao Francisco znajduje się najbardziej stromy podjazd tramwajowy na świecie (choć ulice San Francisco, gdzie tramwaje muszą się wspomagać zębatkami, wydawały mi się jeszcze bardziej ostre i strome).

Największą atrakcją jest polecana przez przewodniki przejażdżka linią tramwajową 28 na trasie Campo Ouirique Prazeres - Martim Moniz. Pełno tu turystów, nic więc dziwnego, że w środku wagonów można się natknąć na takie oto ostrzeżenia:

Rozejrzyjmy się po całym wnętrzu - tak wygląda praca motorniczego:

I jedźmy na pętlę Prazeres:

W takiej konkurencji tramwaje w Pradze są wprawdzie na straconej pozycji, ale te starszego typu też stanowią charakterystyczny element miasta. Można go odnaleźć na turystycznych gadżetach taki jak T-shirty czy właśnie lodówkowe magnesy. W szczególnej roli stary tabor występuje na Vaclavskich Namestiach:

Parówkopodobny model praskiego tramwaju kojarzy mi się zwłaszcza z linią 22 do pętli Bila Hora przez uliczki Malej Strany.


Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Teraz trochę nowoczesności na ulicach Pragi. W Skodzie 15T zwraca uwagę dość mikroskopijny numer linii - w warszawskich Swingach wygląda to zdecydowanie lepiej. Za to sylwetka Skody robi dobre wrażenie:


Fot. Jerzy S. Majewski

Praga ma prawdziwą perełkę, czyli most Karola...

 

...ale dwie przeprawy w Lizbonie przez Tag szeroko rozlany u ujścia do Atlantyku to też mostowa ekstraklasa:

Z mostu Vasco da Gamy i terenów Expo'98 blisko jest do stacji Oriente - takiego dworca (proj. Santiago Calatrava, otwarty w 1998 r.) może pozazdrościć Lizbonie każde miasto. Warszawski Dworzec Wschodni wypiękniał wprawdzie po remoncie z okazji Euro 2012, ale Oriente, czyli wschodni lizboński, jest absolutnie zjawiskowy. Pociągi wyglądają tu tak, jakby wjeżdżały do wielkiego szkieletu ryby:

Skoro jesteśmy na dworcu, to wyskoczmy na chwilę na północ Portugalii. W drugim co wielkości mieście tego kraju Porto (350 tys. mieszkańców) znajduje się jeszcze inna, niepowtarzalna konstrukcja mostowa (budowa w latach 1881-86). Zaprojektował ją Teofilo Seyrig, uczeń Gustawa Eiffle'a (od paryskiej wieży):

Przeprawa ta ma dwa piętra - na niskim parterze jeżdżą samochody, a wysoko połączenie metra (na północnym brzegu Douro) z tramwajem (na brzegu południowym, gdzie kursuje po powierzchni ulic). Przed mostem na tym poziomie stoją niewidoczne na zdjęciu znaki zakazu wjazdu z dopiskiem: ”Nie dotyczy metra”:

Metro w Pradze robi, niestety, koszmarne wrażenie. I nie chodzi tu o wagony, które nie wyróżniają się jakoś specjalnie źle na tle innych w naszej części Europy:


Fot. Jerzy S. Majewski

Fatalny jest zwłaszcza wystrój stacji praskiego metra - to jedna wielka tandeta:


Fot. Jerzy S. Majewski

Trzeba przyznać, że najstarsze stacje metra w Warszawie (na odcinku Kabaty - Wilanowska), które też były przecież projektowane w minionym ustroju, znacznie lepiej wytrzymują próbę czasu.

Za to metro w Lizbonie potrafi zaskoczyć. Czekanie na pociąg jest tam na pewno przyjemne dla oczu: 

Lizbonę zwiedzałem w dniach wielkich piłkarskich emocji podczas Mundialu w 2006 r., który odbywał się Niemczech. Portugalczycy po każdym zwycięstwie masowo wyjeżdżali na ulice przystrojonymi w narodowe flagi samochodami i trąbili klaksonami do późnej nocy. Ich drużyna doszła wtedy daleko. W ćwierćfinale pokonała Anglię w rzutach karnych (3:1), przegrała dopiero z Francją (półfinał) i z Niemcami w meczu o trzecie miejsce. Grał już wtedy Cristiano Ronaldo, a karierę w reprezentacji kraju kończył właśnie niezapomniany Luis Figo. W koszulce z jego nazwiskiem jechał świetną kolejką podmiejską, która łączy Lizbonę z Cascais wzdłuż brzegu Tagu, pewien zawodnik widoczny poniżej. Już dawno zdążył z tej koszulki wyrosnąć...

(osa) 

19:25, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (7) »
piątek, 15 czerwca 2012

 

Odkąd na moście Śląsko-Dąbrowski działa nowa różnokolorowa iluminacja, ta płaska jak deska i nudna za dnia przeprawa przez Wisłę wieczorem należy do moich ulubionych w Warszawie. Wracając z pracy, lubię zerkać, w jaki sposób jest akurat podświetlona. Najczęściej na granatowo-fioletowo, ale widziałem już różne wersje (np. świąteczno-patriotyczną: biało-czerwoną).

Najbardziej chyba ujął mnie jednak gest miejskich drogowców, którzy wymyślili specjalny zestaw po gorącym meczu między Polską a Rosją. Kiedy 2 km dalej na moście Poniatowskiego kibolska bandyterka próbowała zdominować przekaz płynący w świat z Polski podczas Euro 2012, na moście Śląsko-Dąbrowskim widać było światła układające się we flagi Polski i Rosji. W nocy z wtorku na środę były nawet zgodne z kierunkami świata - nasza biało-czerwona po zachodniej stronie Wisły, a biało-niebiesko-czerwona - po wschodniej. W kolejne noce widziałem, jak światła tworzące obie flagi przesuwały się powoli przez kolejne przęsła. Mam nadzieję, że zauważyli to też Rosjanie, którzy są teraz w Warszawie. Brawo dla Zarządu Dróg Miejskich!

Trzeba przyznać, że podczas Euro 2012 znalazł się też rzecznik ZDM Adam Sobieraj. Na codzienne konferencje ratusza, które odbywają się w świetnie wyposażonym centrum prasowym w Pałacu Kultury, przychodzi w takim oto okolicznościowym stroju :-)

(osa)

19:44, osa_oraz_smik , Mosty
Link Komentarze (3) »
wtorek, 12 czerwca 2012


Fot. Darek Borowicz/AG

Podczas Euro 2012 mamy okazję zaobserwować w Warszawie nietypowe połączenia i numery linii. Najbardziej zagadkowy jest dla mnie autobus z numerem SHO - to chyba rekordowo krótka, jednoprzystankowa trasa z pl. Wilsona przez ul. Krasińskiego do Centrum Olimpijskiego. W środku autobusu poza kierowcą nie ma żywej duszy. Po co ZTM uruchomił linię SHO? Nie wiadomo. Niby zapewnia dojazd do miasteczka namiotowego przy Wisłostradzie, ale nie ma ono zbyt wielu amatorów (ceny noclegów horrendalne - 159 zł od osoby w namiocie!). Jednak gdyby nawet nocowało tu więcej osób, linia SHO i tak wydaje mi się zbędna - przy Centrum Olimpijskim zatrzymują się jeszcze: 114 i 185 z pl. Wilsona, a także 118.

Podobna zagadka to tzw. contibusy - zero informacji od ich sponsora, więcej pisały o tym gazety w Lublinie, skąd wypożyczono 10 mercedesów.

Ciekaw jestem, jak sprawdzają się inne linie z rodzaju SH, w tym potomkini 575 z zeszłego roku, czyli SHL z Metra Wilanowska na lotnisko - czy też wożą powietrze jak SHO?

Niezbyt wiele roboty po meczu Polska - Grecja mieli też kierowcy autobusów linii parkingowych. Parkingi na obrzeżach chyba przydadzą się dopiero podczas atrakcyjnego ćwierć- i półfinału. Dobrze chociaż, że ZTM dostosowuje się do mizernego zapotrzebowania i szybko posyła puste autobusy do zajezdni. W niedzielę zdarzyło się nawet, że wogóle na trasę nie wyruszyły linie F - po ulewnym deszczu zamknięto strefę kibica i ZTM zarządził odwrót autobusów do zajezdni. Nie wyjechały też nocne tramwaje.

 
Fot. Darek Borowicz/AG

Niezapomnianą przygodę z tramwajami w pierwszym dniu Euro 2012 miała moja babcia, której przygody komunikacyjne opisywałem już kiedyś na blogu w 2009 r.:
http://autobusczerwony.blox.pl/2009/10/ZTM-przegina-25r-i-25n.html
i która pomagała też rozstrzygnąć dylemat w sprawie nazwy pętli Szmulki/Michałów/Kawęczyńska-Bazylika:
http://autobusczerwony.blox.pl/2011/09/Szmulki-zwane-Michalowem.html
Otóż moja dzielna babcia, która w tym roku kończy 90 lat, mimo ostrzeżeń, że mamy w Warszawie Euro 2012, jak gdyby nigdy nic wybrała się na działkę w al. Waszyngtona. Stwierdziła, że ma tam dużo roboty, którą musi skończyć, bo wkrótce ma w planie krótki odpoczynek nad morzem. W piątek wyszła z działki o godz. 20, czyli akurat wtedy, gdy ze Stadionu Narodowego po meczu z Grecją ruszył tłum kibiców. Zdziwiło ją, że al. Waszyngtona nie jedzie żaden tramwaj (gdyby na przystanku była choć pół godziny wcześniej, jeszcze by jakiś złapała), a w tym zdziwieniu utwierdzała ją całkiem pokaźna grupka podobnie zorientowanych i żyjących w swoim działkowym świecie towarzyszy podróży. Wreszcie po 1,5 godzinie tramwaj przyjechał, ale skręcił w al. Zieleniecką. Babcia wysiadła koło Stadionu Narodowego. Dalsze czekanie zdało się na nic, bo powrót tramwajów w Al. Jerozolimskich się przedłużał (ludzie ciągle przechodzili przez tory do sklepów z alkoholem na wysokości strefy kibica).


Fot. Darek Borowicz/AG


Miejski monitoring

Skończyło się tym, że babcia przedreptała przez cały most Poniatowskiego aż do ronda de Gaulle'a. Był to wyjątkowo długi powrót z działki - do domu dotarła o godz. 23. Na wtorek i mecz Polski z Rosją dostała specjalne instrukcje, choć jak widać sprawdza się przysłowie, że szewc, a raczej jego rodzina, bez butów chodzi :-)

(osa)

16:36, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (6) »
niedziela, 10 czerwca 2012

Mieszkańcy Choszczówki protestowali tak długo i usilne, aż dopięli swego: po wakacjach linia 176 ma wrócić na swoją historyczną pętlę plac Hallera. Wyruszała stamtąd od 1972 r., gdy plac za patrona miał jeszcze niejakiego Leńskiego. Jak podaje Trasbus, przez 24 lata drugim krańcem był Marcelin WFTS (pod tym skrótem kryje się Warszawska Fabryka Tworzyw Sztucznych przy Marywilskiej, obecnie w tym rejonie znajduje się siedziba Markotu).

W grudniu ub.r. ZTM skrócił trasę 176 do Bródna, przekonując, że wcześniej autobusy utykały w korkach na Pradze i jeździły bardzo nieregularnie, a poza tym dublowały pociągi. ZTM stara się takie sytuacje eliminować, ale to już drugi po 521 (linia otwocka) przypadek, gdy musi ustąpić. Tym razem zrobi to według sprawdzonego scenariusza: rozkład 176 został pocięty, jak tylko się dało, i tak nieatrakcyjne połączenie wróci na dawną trasę. Z tą tylko zmianą, że nie przez rondo Starzyńskiego tylko jak linia 199 - ul. 11 Listopada, Namysłowską, Szymanowskiego, gdzie znajduje się oblegana przychodnia z nocną pomocą lekarską.


Fot. Wociech Olkuśnik/AG

ZTM przygotowuje się też do otwarcia wiaduktu nad torami kolejowymi w Płudach. Ta inwestycja ma ogromne opóźnienie. Pierwszy termin minął 19 listopada 2011 r., kolejny - 30 kwietnia. Przejazd w ul. Klasyków być może uda się otworzyć w połowie czerwca. Nagrodą będzie wygodnie położony przystanek autobusowy - bezpośrednio przy zejściach na perony kolejowe.

Wygląda też na to, że to ostatnie dni linii 214, która w drodze z PKP Płudy (z kilkusetmetrowym dojściem) do Nowodworów cieszyła się niemal zerową frekwencją. Początkowo ZTM chce przywrócić na dawną trasę linię 152, ale docelowo (po wakacjach) chciałby ją połączyć z linią 133, by utworzyć lokalne połączenie z atrakcyjnym rozkładem: Białołęka Dworska - Tarchomin - Choszczówka. Takie rozwiązanie ma ponoć przeciwników, bo część mieszkańców wolałaby zachowania bezpośredniego dojazdu spod więzienia w Białołęce (i okolicznych ogródków działkowych) do pętli Żerań FSO. Jednak projekt ZTM wydaje się uzasadniony. Zwłaszcza że po otwarciu lotniska w Modlinie w połowie lipca coraz więcej pociągów ze stacji Płudy będzie bezpośrednio dojeżdżać do Dworca Centralnego - urzędnicy liczą więc, że pasażerowie przekonają się sami, że lepszy pociąg do samego centrum niż dojazd do Żerania i przesiadka, czy rzadkie 176 aż na Pragę.


Fot. Wojciech Olkuśnik/AG

Zaskoczyła mnie za to niedawna korekta trasy linii 197 (Cmentarz Wolski -> Znana) z okazji otwarcia tuneli na Dźwigowej. Zdziwiło jednocześnie przywrócenie linii 129 przez Redutową aż na Koło (spodziewałem się, że zawróci przy Cmentarzu Wolskim). Ponieważ tak się nie stało, ZTM ewakuował z Redutowej 197. Skutek jest taki, że na tej ulicy, którą wiele osób podjeżdża do tramwajów na Wolskiej, zostały dwie notorycznie spóźniające się linie 154 i 159 oraz kursująca zaledwie co 20-30 minut linia 129. Ja widziałbym to tak: 129 z Ursusa i 197 z Gwiaździstej do Cmentarza Wolskiego, 154 - bez zmian, a 159 na Znaną.

(osa)

19:56, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2

Gazeta.pl Warszawa