niedziela, 28 czerwca 2015


Fot. Sławomir Kamiński/AG

Remont nawierzchni na ulicy Miodowej, który miał być kontynuacją robót wodociągowych, wstrzymany. Taką decyzję podjął dyrektor Zarządu Dróg Miejskich Łukasz Puchalski. To odpowiedź na pierwszy z postulatów kilku organizacji - Forum Rozwoju Warszawy, SISKOM-u, Zielonego Mazowsza i stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, które podpisały wspólny apel.

Mam nadzieję, że nowy szef drogowców nie ma zamiaru spełnić wszystkich jego punktów, a dokładnie tego (zapis oryginalny, na początku, niestety, dość bełkotliwy): "Apelujemy o ograniczenie ruchu samochodowego poprzez pełne lub odcinkowe wyłączenie ulicy [Miodowej] z ruchu z wyłączeniem dojazdu do posesji, komunikacji zbiorowej, pojazdów uprawnionych i rowerów. Pozwoli to na poszerzenie chodników, które są obecnie skandalicznie wąskie, oraz przerwanie tranzytowego korytarza służącego do omijania ul. Andersa i Marszałkowskiej".

To pokazuje, jak łatwo przesadzić w żądaniach uspokajania ruchu w Śródmieściu. Przecież nie można tu pozamykać wszystkich ulic! A niektórzy tak się rozochocili, że urządziliby nawet deptak na odcinku Marszałkowskiej między pl. Unii Lubelskiej a pl. Zbawiciela - taka propozycja padła w tym tygodniu na spotkaniu połączonych Komisji Dialogu Społecznego ds. Transportu i Architektury w sprawie zmian planowanych na pl. Unii Lubelskiej. Ma tu być przywrócony ruch okrężny, a jezdnia zwężona do dwóch pasów, i to mi się podoba. Popieram też stopniowe zwężanie ulic ewidentnie za szerokich - jak al. Jana Pawła II między rondem ONZ a Dworcem Centralnym czy Marszałkowskiej od pl. Konstytucji do Królewskiej.

Takie zmiany są rzeczywiście potrzebne, choć napotykają na ogromny opór. Łatwo go podsycić, przedstawiając wygórowane oczekiwania choćby wobec ul. Miodowej. Owszem chodniki powinno się tu nieco poszerzyć, ale też warto sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jest dokąd po nich chodzić? Bo oprócz kościoła, kaplicy, kurii, ministerstwa i szkoły teatralnej nie ma - o ile się orientuję - punktów, które mogłyby przyciągnąć spacerujących na Miodową. Jej porównywanie do Krakowskiego Przedmieścia i Nowego Światu, gdzie został ograniczony ruch kołowy, nie ma więc większego sensu.

(osa)

00:52, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (12) »
wtorek, 23 czerwca 2015

Obrazek z dzisiejszej jazdy do pracy. Siedzę w autobusie, który utknął na placu Wilsona - nie może przeciąć jezdni ul. Mickiewicza (od strony centrum) i torów tramwajowych przy parku Żeromskiego. Tam z kolei rozkraczył się skład linii 15. Nie jest zepsuty, ale sam nie może opuścić jezdni, bo przed nim stoi "szóstka", która czeka na środku placu, aż zapali się zielone światło. To miejsce, gdzie tory rozdzielają się w kierunku Marymontu i Bielan. Nie wiadomo, po co zamontowano tam sygnalizację - tak, jakby motorniczowie nie wiedzieli, który którego ma przepuszczać.

Wielokrotnie pisałem o zbędnych światłach na pl. Wilsona zainstalowanych w 2007 r. kosztem 1,8 mln zł, które utrudniają życie wszystkim - pieszym (czasem poluje na nich straż miejska, jeśli nie mogą się doczekać zielonego), rowerzystom, motorniczym i kierowcom. Urzędnicy ciągle obiecują, że usprawnią działanie sygnalizacji. Tak gdzieś rok temu spotkanie w tej sprawie zorganizowali żoliborscy radni w urzędzie dzielnicy. - "Każdy wie, że ona działa głupio. Mieszkańcy się skarżą, radni piszą interpelacje do inżyniera ruchu i ZDM, interweniował zarząd dzielnicy - wyliczał ówczesny przewodniczący rady Piotr Wertenstein-Żuławski". I dalej: "Kiedy więc można się spodziewać, że przez pl. Wilsona będzie się przechodziło i przejeżdżało wygodniej? Wprowadzenie zmian projektanci uzależniali od akceptacji inżyniera ruchu. Ich zadanie to przyspieszenie tramwajów, które zamiast stać co chwila na czerwonym, mają sobie torować przejazd dzięki nowym czujnikom. Będzie tak nie tylko na pl. Wilsona, ale też na sąsiednich skrzyżowaniach ul. Słowackiego z ul. Suzina i Krechowiecką. Rzecznik Tramwajów Warszawskich Michał Powałka mówił wcześniej "Wyborczej", że system sterowania ruchem na Żoliborzu powinien być gotowy do końca roku".

Oczywiście nic się takiego nie stało. Jest za to nowy-stary termin zmian w sterowaniu sygnalizacją - cały czas "do końca roku". Tylko że kolejnego.

(osa)

15:27, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (17) »
niedziela, 21 czerwca 2015

Warszawskie Lotnisko Chopina wreszcie po trwającej wiele lat rozbudowie - ostatni akord to oddanie dawnego terminalu buraczkowego, który wygląda jak nowy i ma dojście do podziemnej stacji kolejowej. Dla odmiany lotnisko w Lyonie, które obsługuje nieco mniej pasażerów niż Okęcie (tam 9,5 mln rocznie, u nas - 10,5 mln) i jest w tej kategorii czwartym portem lotniczym we Francji, właśnie się modernizuje. Jest położone dalej od centrum, bo jakieś 25 km.

Dość nietypowo wygląda tam teraz obsługa i dojście do samolotów tanich linii. Podróżni w rejsach krajowych i zagranicznych (np. do Maroka czy Hiszpanii) odprawiani są w położonej z boku głównego terminala hali, która z dachem jak nadmuchany balon przypomina basen przy ul. Inflanckiej w Warszawie. Niewiele tu miejsc do siedzenia. Żeby wsiąść do samolotu, trzeba pokonać kręty korytarz przez płytę lotniska, który tworzą połączone ze sobą segmenty:

Z zewnątrz nie wygląda on może najlepiej, ale w środku przejście urozmaicają wizualizacje przyszłego terminala (program inwestycyjny sięga 2025 roku). Widać też pożyteczne informacje o czasie dojścia do celu i oczywiście reklamy:

Niestety, to tymczasowe dojście jest nie tylko kręte i długie, trzeba też pokonywać schody - najpierw dół, potem w górę. Widziałem niepełnosprawną, starszą kobietę w stroju muzułmanki na wózku - dla niej i jej opiekunów pokonanie tego labiryntu było już większym wyzwaniem:

I wreszcie cel - poczekalnia w hali odlotów:

Przez okno widać stąd rozbudowę lotniska:


Samolot podjeżdża bezpośrednio do wyjścia i wystarczy już krótki, może 20-metrowy spacer do trapu:

Mimo wszystko wygląda to znacznie lepiej niż pamiętny terminal Etiuda dla tanich linii na Lotnisku Chopina. Zawijane kolejki jeszcze przed wejściem, tłok, nerwy - dobrze, że ta prowizorka już dawno za nami:

(osa)

22:01, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 czerwca 2015

Od dzisiaj do 26 czerwca w Warszawie trwa głosowanie na projekty do budżetu obywatelskiego, które mają być realizowane w 2016 roku. Mimo dużych perturbacji i odrzucenia przez urzędników wielu pożytecznych pomysłów infrastrukturalnych, co najpierw wzbudziło protesty ich autorów, a skończyło się dymisją dyrektor Zarządu Dróg Miejskich Grażyny Lendzion, zachęcam do udziału w tym plebiscycie. Jest to sposób na przeprowadzenie wielu potrzebnych zmian, o które często nie można się doprosić latami.

Wszystkim, którzy nie mają własnych typów w tej dzielnicy, gdzie mieszkają, zachęcam do poparcia naszego projektu obywatelskiego z Żoliborza. Chodzi o wyciszenie parku na Kępie Potockiej - wystarczy wejść na podany poniżej linki - projekt nr 1 (nie można jednocześnie głosować w formie papierowej, bo po weryfikacji urzędnicy anulują obydwa głosy):
http://www.zoliborz.org.pl/images/site/budzet-partycypacyjny/2016/KartaObszarogolnodzielnicowyiMarymont.pdf 

https://app.twojbudzet.um.warszawa.pl/voting/welcome

Pomysł zgłaszaliśmy już w zeszłym roku i zyskał spore poparcie, ale odpadł, bo wyprzedziły go tańsze, choć dostały mniejszą liczbę głosów. Urzędnicy bardzo zawyżyli koszt naszego projektu - tak, że przekroczył pół miliona złotych. Tym razem po dokładnych obliczeniach wycena się nie zmieniła i wynosi 150 tys. zł. Skróciliśmy też długość "zielonej ściany" antyhałasowej do odcinka na wysokości placu zabaw. Cel jest taki, żeby zabezpieczała go przed szumem aut pędzących po Wisłostradzie poszerzonej i wyrównanej przy okazji inwestycji na pobliskiej Trasie AK i moście Grota-Roweckiego.

Jeśli projekt przejdzie w głosowaniu, w kolejnych latach zgłosilibyśmy do wyciszenia kolejne fragmenty Kępy Potockiej wzdłuż Wisłostrady. To nie będą żadne ekrany akustyczne z blachy, ale niewysoki parkan - ekologiczny, z drewna, obsadzony pnączami. Na Żoliborzu byłoby pięknie i jeszcze bardziej zielono.

Limit wydatków na ten rejon dzielnicy wynosi 250 tys. zł. Zależało nam, żeby przeszły też inne projekty. Ja będę też głosował na bezpieczne przejście dla pieszych przez ul. Gwiaździstą w pobliżu ul. Barszczewskiej (projekt nr 9 - 50 tys. zł) i siłownię pod chmurką + 3 ławki (projekt nr 3 za 41,5 tys. zł).

Jest jeszcze pula pieniędzy ogólnodzielnicowych (545,5 tys. zł). W tym przypadku popieram (kolejność się liczy, a suma wartości projektów nie może przekraczać dopuszczonego limitu wydatków!):
* projekt nr 16 - połączenie rowerowe placu Wilsona z Nadwiślańskim Szlakiem Rowerowym wzdłuż ul. Krasińskiego (za 335 tys. zł),
* projekt nr 10 - dostosowanie przystanków autobusowych przy przychodni na ul. Szajnochy poprzez zabudowę nieprzepisowo krótkich zatok (za 57 tys. zł),
* projekt nr 4 - montaż monitorów z czasem do odjazdu metra nad wejściami do stacji Plac Wilsona (za 132 tys. zł),
* projekt nr 14 - przyszkolne ogrody owocowo-warzywne (za 8 tys. 400 zł).

Przede wszystkim jednak polecam wyciszenie Kępy Potockiej! To zajmuje tylko 2-3 minuty. Z góry dziękuję za każdy głos oddany na ten projekt

Jarosław Osowski

23:36, osa_oraz_smik
Link Komentarze (4) »
czwartek, 11 czerwca 2015

Nie tylko kierowcy mogą się cieszyć z szybkich remontów ulic, choć okazji nie ma już aż tak dużo jak w poprzednich latach. Czasem w Warszawie udaje się też sprawnie poprawić warunki jazdy rowerzystom. Pod koniec maja pisałem o wymianie nawierzchni na krótkim odcinku drogi rowerowej pod wiaduktem mostu Poniatowskiego przy stacji Warszawa Powiśle:

Nie jeździłem tamtędy przez kilka dni, bo odkryłem, że mimo remontu bulwarów nad Wisłą na długim odcinku można jednak jeździć na dwóch kółkach blisko rzeki. Istnieje bardzo wygodna, wyasfaltowana w zeszłym roku droga rowerowa po wschodniej stronie Wisłostrady, a przy Płycie Desantu (na wysokości pomnika Sapera) skręca się na usiany knajpkami bulwar - jest zjazd na jego poziom, a potem podjazd przed mostem Poniatowskiego. Kawałek dalej znowu nad Wisłą po szerokiej, wyasfaltowanej jezdni aż do podjazdu przy moście Świętokrzyskim.

Dalej trzeba się, niestety, ewakuować koło pomnika Syreny, wyjść z Metra Centrum Nauki Kopernik i park Odkrywców przy CNK na Wybrzeże Kościuszkowskie. Przez ciąg pieszo-rowerowym przy szpitalu na Karowej i na Podzamczu pedałujemy po zachodniej stronie Wisłostrady aż do przejazdu przez jej jezdnie na skrzyżowaniu z ul. Wenedów przy moście Gdańskim. Tam ponownie wracamy nad Wisłę.

A co słychać na drodze rowerowej wzdłuż ul. Kruczkowskiego na Powiślu? Dzisiaj ok. godz. 9.30 jechał nią jeden z wiceprezydentów Warszawy. Wymieniliśmy się ukłonami, ale jeszcze raz - pozdrowienia i szacun za dawanie przykładu obywatelom! Zastałem też gotowy po remoncie przejazd pod wiaduktem mostu Poniatowskiego z równym asfaltem:

Teraz remont trwa na skrzyżowaniu Czerniakowskiej z ul. Gagarina. Może nie dotyczy on przede wszystkim rowerzystów (ja wpinam Veturilo do stojaka na rogu i dalej do redakcji zmierzam piechotą), ale przyda się osobom niepełnosprawnym i rodzicom z wózkami:

Co my tu mamy? - drapie się po głowie pracownik miejskiego Zakładu Remontów i Konserwacji Dróg. A no obniżony krawężnik przy przejściu dla pieszych.

(osa)

12:06, osa_oraz_smik , Remonty
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 czerwca 2015

Po wieloletniej przerwie wybrałem się na zwiedzanie Gdańska, tym razem z naciskiem na nowe trasy tramwajowe, które miasto to w przeciwieństwie do Warszawy konsekwentnie i systematycznie rozszerzało w poprzednich latach i robi to nadal. Dlatego niedługo pewnie znowu zajrzę nad Motławę, choć tym razem spokojniejszy o przedstawiony kilka dni temu naprawdę spektakularny program inwestycji tramwajowych w stolicy. Tak dużo tras (ponad 20 km) nie powstało łącznie za mojej pamięci, odkąd zajmuję się pisaniem o komunikacji miejskiej, czyli od początku lat 90.

W Gdańsku na pewno lepsze wrażenie niż w Warszawie robi kolorystyka tramwajów i autobusów, od niedawna nazywana przez kolejarzy "malaturą". Naszą intensywną "jajeczniczkę" tam zastępuje przyjemniejszy dla oka kolor kremowy. Uśmiecham się też na widok nazwisk "patronów" tramwajów. Każdy wagon z nowej serii Swing ma własnego, jak ten na linii 2 - w tym przypadku słynny gdański astronom i radny Jan Heweliusz, ale trafiają się też mniej znani.

Na drugim planie widać zwrotnicę. Zdziwiłem się, że motornicza następnego tramwaju, który nie skręcał na pętlę Oliwa (swoją drogą z dość zaniedbanym torowiskiem), musi przestawiać tę zwrotnicę ręcznie.

 

Rzadki to już widok w Warszawie.

Zaskoczeniem była też w Gdańsku marniutka częstotliwość kursowania tramwajów - raz na 20 minut! I choć Warszawa, niestety, poszła niedawno w te ślady, bo nasz ZTM pod hasłem reformy rozkładów po stażu w Pradze zrujnował je w dni świąteczne, to jednak nadal nie musimy czekać aż 20 minut na przystankach w międzyszczycie albo w soboty koło południa.

Skutkiem tak rzadkiego kursowania tramwajów w Gdańsku bywa tłok - tu na przystanku przy Dworcu Głównym, gdzie przejeżdża wiele linii i wymaga to specjalnego oznakowania, jak widać na załączonym obrazku:

Wciśnijmy się mimo wszystko do tej gdańskiej "szóstki", żeby obejrzeć najbardziej stromą w Polsce, a zarazem malowniczą i szybką trasę tramwajową na Chełm. Tym otwartym w 2007 r. blisko 3-kilometrowym odcinkiem ze względu na spore różnice wysokości nie mogą kursować starszego typu składy z chorzowskiego Konstalu. W 2012 r. przedłużono linię tramwajową z Chełma do Łostowic. Na jednym z przystanków zauważyłem, że motorniczowie widzą pod sygnalizatorem sekundnik, który odlicza czas do zapalenia się czerwonego światła:

Przed pętlą Łostowice zjeżdżamy z górki na pazurki:

Pętla Łostowice przy Świętokrzyskiej to duży przystanek przesiadkowy z parkingiem dla 150 aut. Tramwaje zawracają wokół całego terenu, w środku mieszczą się przystanki autobusów, które docierają tu z okolicznych osiedli. Przesiadki drzwi w drzwi, podobnie ma to wyglądać na warszawskim Gocławiu:

Powyżej i poniżej przystanek dla wysiadających z tramwajów obok autobusowego.

A teraz odwrotnie: przystanek dla wysiadających z autobusów i dla wsiadających do tramwajów na jednej platformie:

Wisi czytelna informacja o objazdach:


Tramwaje trzech linii (2, 6 i 7) czekają na odjazd na dwóch torach. Zaraz ruszy wagon z prawej i w drodze powrotnej do centrum umościmy się na jego nietypowym tyle - to znakomity punkt do obserwacji trasy:

Trasie tramwajowej Łostowice - Chełm towarzyszy bardzo szeroka aleja Vaclava Havla i droga rowerowa. Jest też trochę ekranów akustycznych, podobnie jak na samej pętli. Rzuca się za to w oczy kompletny brak drzew - nie ma ani jednego! Nie posadzili czy zdążyły uschnąć?

Mijamy pętlę Chełm, na której zawracają linie 1 i 11:

W tym miejscu tramwaj traci dość dużo czasu, czekając na zielone światło do skrętu w lewo z al. Witosa w al. Sikorskiego. Na pozostałych przystankach sygnalizacja była lepiej skoordynowana, ale przejazd najbardziej przyspieszają bezkolizyjne odcinki w tunelach i pod wiaduktami:

W pewnym miejscu tory się rozdzielają, opasując szeroki skwer. To aleja Armii Krajowej niedaleko przystanku Pohulanka, do którego prowadzi przejście pod jezdniami i niezbyt wygodna zapewne kładka:

Żałuję, że nie zobaczyłem w Gdańsku więcej nowych tras, a budowaną linię kolejową na lotnisko widziałem tylko z okien tramwaju we Wrzeszczu. Jednak aż przez 3 godziny z zapamiętaniem zwiedzałem ten oto ciekawy gmach koło gdańskich krzyży i słynnej bramy, która przetrwała po stoczni:

Europejskie Centrum Solidarności - rewelacyjna architektura i mnóstwo pamiątek z lat 70. i 80., a także wzruszających wspomnień zaprezentowanych w nowoczesnej, przystępnej formie. Naprawdę warto tam było zajrzeć, a na gdańskie torowiska trzeba będzie wrócić, kiedy ich przybędzie. Czyli wkrótce.

(osa)

23:35, osa_oraz_smik , Z kraju
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2

Gazeta.pl Warszawa