piątek, 15 czerwca 2018

Mam coraz większe wątpliwości, czy buspasy na moście Łazienkowskim zdają egzamin. O ile bez żadnych wątpliwości udrożniły dla komunikacji miejskiej całą Trasę Łazienkowską i przyciągnęły na ten szlak tysiące pasażerów, to w obrębie samej przeprawy przez Wisłę często powodują chaos i blokują także autobusy:

Wszystko z powodu samochodów wyjeżdżających przez "ślimaki" z Wisłostrady. Najpierw próbują się wcisnąć na buspas i wtedy blokują przystanek autobusowy koło Torwaru. Potem kierowcy liczą na zmiłowanie tych, którzy jadą środkowym pasem, że wpuszczą ich tutaj. W oczekiwaniu na to samochody zwalniają, blokują na buspasie siebie nawzajem i autobusy próbujące się przecisnąć w kierunku mostu:

Po drugiej stronie Wisły historia się powtarza. Zwłaszcza na Saskiej Kępie, gdzie wielu kierowców próbuje z kolei zjechać ze środkowego pasa na prawy buspas, a stąd w kierunku Wału Miedzeszyńskiego. Całe szczęście że nie ma tu na nim blisko sygnalizacji świetlnej tak jak na wysokości mostu Siekierkowskiego, który z tego powodu jest regularnie paraliżowany korkami zjeżdżających aut w godzinach popołudniowego szczytu.

A może gdyby zlikwidować buspasy tylko na moście Łazienkowskim, okazałoby się, że przejazd stałby się płynniejszy? Z pewnością samochody wjeżdżające z Wału Miedzeszyńskiego albo z Wisłostrady miałyby więcej miejsca, żeby włączyć się do ruchu i skręcić na pas środkowy albo zjechać za mostem w prawo.

(osa)

18:32, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (14) »
sobota, 09 czerwca 2018

Dla pasażerów brak tramwajów przez prawie trzy miesiące to przykra niedogodność. A tak właśnie będzie na Puławskiej. Akurat tutaj tramwaje są głównym środkiem komunikacji, a między Metrem Wilanowska i ul. Malczewskiego jedynym.

Puszczenie autobusów zastępczych co 5 minut w szczycie nie jest żadnym rozwiązaniem, bo na Puławskiej często tworzą się korki (odcinek Odyńca - Dolna czy na wysokości Goworka i Rakowieckiej), które tramwaje omijały migiem. W dodatku, kto przemieszcza się z Górnego Mokotowa autobusami linii Z-4, musi się z nich przesiadać na pl. Konstytucji, bo tutaj kończą trasę a nie w centrum.

Fot. Dawid Żuchowicz/AG

W remoncie jest odcinek torów o długości 1,7 km (Woronicza - Madalińskiego), a długość nieczynnej trasy wynosi 3,5 km (Woronicza - pl. Zbawiciela). Należało zorganizować dojazd przynajmniej jednej linii (najlepiej 18) wagonami dwukierunkowymi z Marszałkowskiej do zawrotki przed zamkniętym fragmentem. Tak to wyglądało w czasie remontu na skrzyżowaniu Grójeckiej z Banacha, gdy powstała nawet linia wahadłowa bez połączenia z całą siecią na trasie Banacha - Okęcie:


Fot. Przemek Wierzchowski/AG

Nie przekonuje mnie tłumaczenie, że oprócz głównego remontu na Mokotowie zaplanowano też inne naprawy. Na razie wiemy o jednej - w lipcu mają być wymieniane łuki na pl. Zbawiciela. Skoro łuki, to nie proste odcinki torów na Marszałkowskiej. A jeśli nawet, to na lipiec można było przerwać kursowanie linii wahadłowej na Puławskiej.

Remonty torów są konieczne, ale wygoda pasażerów powinna być priorytetem. Warszawa ma już wystarczająco dużo wagonów dwukierunkowych, a montaż zawrotki na trzy miesiące nie stanowi problemu, skoro wcześniej instalowano je na krócej.

Inna rzecz, że remont Puławskiej i zorganizowane aż do września objazdy przydałoby się wykorzystać do małych porządków w trasach tramwajów na Mokotowie. Zawieszona linia 14 mogłaby już nie wracać po wakacjach - niech czeka na otwarcie nowej trasy przez Pole Mokotowskie i przywrócenie po 50 latach zjazdu z Puławskiej przez Goworka i Spacerową na Dolny Mokotów. Wtedy połączy obie sąsiednie dzielnice po nowemu.

Na objeździe przez Nowowiejską i Filtrową mogłaby się zadomowić na dłużej linia 35. Wydaje się, że jest więcej chętnych do jeżdżenia w relacji pl. Politechniki - Marszałkowska (jak 15) niż pl. Politechniki - Puławska (jak 10 i 14). Na Puławskiej zaś wystarczy dobrze skoordynowana trójca: 4 i 18 (w szczycie na przemian co 3-5 minut), a na wsparcie między nimi - 10. Zmiany tras tramwajów na Mokotowie i tak wymusi otwarcie nowej linii do Miasteczka Wilanów z odnogami na ul. Gagarina i do pętli Stegny. Oby w końcu z fazy przygotowań urzędnicy przeszli do jej budowy.

(osa)

23:24, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 04 czerwca 2018

Po dorocznym żeglowaniu na Mazurach znów przekonałem się, że jeszcze długo przyjdzie czekać warszawiakom na sprawne podróżowanie między stolicą a Krainą Tysiąca Jezior. Przed rokiem w drodze powrotnej przez 5 godzin przebijaliśmy się w korkach - największe tworzyły się przed Pułtuskiem (obwodnica ma tu powstać dopiero w 2025 r.) i dalej za Zegrzem przez Legionowo.

Tym razem, wyruszając z Rucianego-Nidy wybraliśmy okrężną trasę przez Pisz, Łomżę, Ostrów Mazowiecką i Wyszków. Taką pokazała wyszukiwarka Google jako najszybszą. Czy warto jednak wierzyć w takie wskazania? Mam duże wątpliwości. Ostatecznie zamiast 3 godzin powrót trwał 4,5 godz.

Na mapce powyżej trasy Ruciane-Nida - Warszawa proponowane dzisiaj, czyli już po długim weekendzie. Na niebiesko wariant najkrótszy (niespełna 3 godz.) przez Ostrołękę i Wyszków. Na czerwono nasza trasa powrotna z dodatkowymi łamańcami wynikającymi z aktualizacji wyszukiwarki, która w miarę przemieszczania się do celu, wskazuje warianty krótsze "o 12 minut" albo nawet "o 45 minut".

I tak ze znanej mi dobrze drogi krajowej Pisz - Kolno zjechaliśmy za tym drugim miastem w drogę wojewódzką w kierunku Nowogrodu (miasto u ujścia Pisy do Narwi), która miejscami przypominała wiejski dukt wąski, usiany dziurami i pełen wybojów. Trzeba było mocno zwolnić, a jazda stała się mało komfortowa. Wyszukiwarka uznała jednak, że lepiej tędy do Śniadowa niż przez Łomżę.

Na przebudowywanym odcinku "ósemki" między Ostrowią Maz. a Wyszkowem, który według pierwotnego terminu właśnie miał być oddany jako droga ekspresowa S8 (prace przedłużą się do jesieni), wyszukiwarka najpierw pokazała, że spory fragment jest "zamknięty". Okazało się, że przejazd istnieje, tyle że boczną jezdnią serwisową. Oddano już jedną główną, pocieszające jest to, że mimo betonowej nawierzchni jedzie się bez podskakiwania i w miarę cicho (inaczej niż na "gierkówce" z betonu przed Piotrkowem Trybunalskim).

Jednak w okolicy powstającego węzła Poręba (skręt na Brok) wyszukiwarka zaczęła wariować. Uznała, że pokonanie korka na "ósemce" do Wyszkowa zajmie aż 45 min. Lepiej - doradziła - odbić na Brańszczyk, za którym wraca się na ekspresową obwodnicę Wyszkowa. Ruszyliśmy więc przez bory i lasy, a razem z nami inni kierowcy. W kolejnych mijanych wsiach ludzie przy płotach z niedowierzaniem wpatrywali się w ciągnący przed ich domami sznur samochodów. Aż w końcu powstał korek na objeździe i inna wyszukiwarka zaczęła proponować objazd objazdu polegający przede wszystkim na tym, żeby zawrócić.

Absurdalna sytuacja. Na przyszłość postanowiłem jednak mniej kierować się wskazówkami takich wyszukiwarek. Mam nadzieję, że doczekam lepszego dojazdu na Mazury ekspresową S8 do Ostrowi Maz., a stąd ekspresową S61, czyli Via Baltica, która w 2020 r. ma być doprowadzona do Łomży, a rok-dwa lata później w okolice Szczuczyna i Ełku. Trochę naokoło, ale pewnie i tak wygodniej i szybciej niż po dziurach z wyszukiwarek.

Na koniec kilka wrażeń z wjazdu do Warszawy obwodnicą Marek. Otóż w niedzielny wieczór po długim weekendzie mimo trzech pasów ruchu nie udało się uniknąć dwóch korków. Jeden z powodu stłuczki za nieczynnym węzłem Wołomin, a drugi przed jedynym czynnym na tej 15-kilometrowej trasie węzłem Zielonka. Wielu kierowców próbuje tu skręcać do południowych dzielnic Warszawy z wjazdem przez ul. Żołnierską i Marsa do Trasy Siekierkowskiej. Droga to mocno rozkopana, ale takoż doradzają internetowe wyszukiwarki.

(osa)

15:59, osa_oraz_smik , Z kraju
Link Komentarze (7) »
Archiwum

Gazeta.pl Warszawa