niedziela, 31 lipca 2011

 

 

Entuzjaści trawiastych torowisk mogą już zacierać ręce: wkrótce w Warszawie przybędzie kolejny odcinek z taką właśnie nawierzchnią. Krótki, bo krótki, ale zawsze coś. To ul. Mickiewicza od ul. Mierosławskiego do pl. Inwalidów. Między nowo ułożonymi szynami widać tam już ziemię czekającą na siew albo torowisko wymoszczone plastikowymi matami, które wygląda tak, jakby dopiero miało być przysypane:

 

Roboty są już całkiem zaawansowane i jeśli dobrze pójdzie, niebawem (trzymam kciuki, by stało się to na początku września) tramwaje powinny wreszcie wrócić do tej części Żoliborza po niemal trzyletniej nieobecności. Najwięcej do zrobienia pozostało jeszcze w okolicy skrzyżowania z ul. gen. Zajączka. Tam usypano dopiero podłoże pod torowisko. Z radością natknąłem się jednak na robotników nawet w sobotę. To może wróżyć, że odbudowa linii nie będzie się ciągnąć tak jak prace przy feralnym wiadukcie sąsiadującym z Dworcem Gdańskim, co było przyczyną wycofania tramwajów.

Od strony ul. Mickiewicza wciąż niegotowa jest tam ścieżka rowerowa. Projektantowi albo wykonawcy jakoś się nie zeszło i na wiadukcie jej szerokość jest wyraźnie inna niż na dojeździe do niego. Jakby nie można tego było przeprowadzić bardziej estetycznie. Razi inny zasięg czarnego asfaltu i czerwonej części ścieżki.

O braku schodów prowadzących z wiaduktu bezpośrednio na peron kolejowy, o które tak dzielnie walczyło Zielone Mazowsze, opóźniając remont o dobrych kilka miesięcy, już tu pisałem. Żałuję natomiast, że takiego bezpośredniego zejścia nie ma na wysepki przystankowe tramwajów, które zatrzymują się na ul. Słomińskiego. Przy okazji byłoby wygodne dojście z wiaduktu (a dokładnie przystanku autobusowego) do schodów prowadzących na stację metra Dworzec Gdański. Wystarczyło tylko inaczej poprowadzić tory tramwajowe wzdłuż ul. Słomińskiego (oba po jednej, śródmiejskiej stronie podpór nowych wiaduktów), a wtedy można by nieco wydużyć do hipotetycznego zejścia wysepkę przystankową na dole. Jezdnia ul. Słomińskiego w stronę mostu Gdańskiego przesunęłaby się nieco na południe, gdzie jest sporo niewykorzystanego miejsca. Szkoda, że nie udało się tego zrealizować.

 

Bardziej optymistyczne jest to, że autobusy 116 jadące z Żoliborza do Śródmieścia skręcają jednak z ul. Andersa od razu w lewo w Muranowską i stąd w Bonifraterską. To chyba najkrótsza trasa tej linii po wieloletnim kółku przez Kłopot, Słomińskiego (a wcześniej Buczka) pod wiaduktem i końcówkę Bonifraterskiej. Po jej zamknięciu kilka lat temu autobusy zaczęły krążyć jeszcze bardziej - aż przez Międzyparkową. Apogeum krążenia był ostatni objazd przez gen. Zajączka, Krajewskiego, Zakroczymską i Konwiktorską.

Mam jednak obawy, czy po wakacjach, gdy ruch wzrośnie ten szybki przejazd 116 da się utrzymać. Byłem świadkiem, gdy jednocześnie z autobusem na zielonym świetle ruszał tramwaj (18-ka z przeciwka). 116 musiało się zatrzymać, by przepuścić kilka samochodów jadących na Żoliborz. Spowodowało to wstrzymanie ruchu do centrum, bo za 116 był akurat autokar, który nie dał rady przecisnąć się bokiem z prawej strony. Stoi tam zresztą znak, który takie manewry znacznie utrudnia także samochodom.

PS Doszły mnie słuchy, że Bardzo Ważna Osoba w ratuszu mocno wkurzyła się po moim komentarzu pt. ”Wiadukt im. patałachów”. I bardzo dobrze. Owa Bardzo Ważna Osoba uważa ponoć ten tekst za nierzetelny i powtarza, że termin zakończenia prac mija zgodnie z umową dopiero w październiku 2011 r. Przez krótki czas na stronie internetowej Zarządu Miejskich Inwestycji Drogowych można też było znaleźć przedługą polemikę z podobnym argumentem, która jednakowoż znikła. Przypomnę więc, że 7 listopada 2008 r. owa Bardzo Ważna Osoba w ratuszu publicznie zapewniała, że normalny przejazd między Żoliborzem a Śródmieściem przy Dworcu Gdańskim będzie gotowy ”pod koniec 2010 r.”  Był to dzień, w którym miasto ogłosiło, że wycofuje z ul. Mickiewicza tramwaje i autobusy. Ośmieliłem się wtedy zauważyć, że dwuletni termin jest niemożliwy do utrzymania, na co Bardzo Ważna Osoba odpowiedziała jakimś szyderczym komentarzem, z którym nie warto już było wtedy dyskutować - po prostu wyszedłem z konferencji prasowej. Przypomnę też, że termin otwarcia pierwszej części wiaduktu był obiecywany przez miejskiego koordynatora ds. remontów na 31 października 2010 r. Przejazd ten został oddany 13 lipca 2011 r.

(osa)

23:42, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (11) »
środa, 27 lipca 2011

Co to było za poruszenie na widok naszej objuczonej walizkami rodziny, gdy kierowcy autobusów rozprawiający między sobą na pętli Metro-Wilanowska zorientowali się, że najwyraźniej zbliżamy się do autobusu linii 575. Po naradzie pt. ”Czy bierzemy taksówkę na lotnisko?” zdecydowałem: owszem, i to taką jak nigdy! Wreszcie nie będziemy wysłuchiwać uwag nadąsanego taksówkarza, że kto to widział tyle bagaży, że gdzie on to wszystko poupycha, a w ogóle, to należy się ekstra dopłata (wczoraj przewóz osób z korporacji Grosik za przewiezienie walizek zażądał od nas aż 20 zł! - choć w centrali poinformowano nas, że należy się 10 zł).
  

I tak zameldowaliśmy się na pętli Metro-Wilanowska. Oczywiście stanowisko linii 575, która jest ponoć - jak to się teraz mówi - dedykowana połączeniu metro-lotnisko, ZTM musiał umieścić w najdalszej możliwej lokalizacji od wyjścia ze stacji. Idzie się więc przez całą pętlę, dalej stoją tylko PKS-y do Góry Kalwarii. Kierowca z 575 witał nas uśmiechnięty z informacją, że od rana (a było już południe) przewiózł w tę i z powrotem ledwie kilka osób. Walizki zajęły wolne miejsca siedzące, a ja uwieczniłem historyczną już tablicę z pojedynczymi koralikami przystankowymi. Podczas mojej nieobecności w Warszawie w ZTM poszli bowiem wreszcie po rozum do głowy i dodali pięć dodatkowych przystanków na żądanie w okolicach ul. Poleczki i dwa stałe (m.in. przy al. Lotników). Jest więc szansa, że skoro ta uruchomiona nie wiadomo po co na czas polskiego przewodnictwa w Unii Europejskiej linia musi istnieć, to będzie z niej chociaż jakiś niewielki pożytek. Zdziwiło mnie natomiast, że wczoraj ZTM puścił na tę reprezentacyjną w urzędniczo-politycznym mniemaniu trasę zdezelowanego pojedynczego ikarusa.

Dla porządku odnotowuję, że nasza lotniskowa wiocha ma się dobrze. Tzn. i wejście do samolotu, i wyjście po powrocie tradycyjnie odbyło się nie przez rękaw, ale przy pomocy dusznego autobusu, który najpierw długo nie rusza, a potem szarpie i długo nie otwiera drzwi przed halą przylotów. I po co te dodatkowe rękawy (będzie 24 zamiast 15, a to jeszcze nie wszystko), które Lotnisko Chopina oddaje właśnie po latach budowy południowego pirsu?

I jeszcze coś na temat hiperinformacji o przylotach/odlotach, którą z uporem maniaka wyświetlają na Okęciu.

 

Wczoraj nie natknąłem się już wprawdzie na żadne miasto wymienione aż siedmiokrotnie (jak to było w marcu), ale zdarzyło się pięć Londynów (rejsy oczywiście o tej samej godzinie), cztery Frankfurty i cztery razy powtórzone Monachium z wyjaśnieniem, że przylot odwołano. Dla kogo to? Dla porównania - tak to wygląda na kilkakrotnie większym lotnisku w innej europejskiej stolicy:

 

Jakoś udaje się tam unikać powtórek na monitorach. Z drugiej strony przy ogromnej liczbie startów i lądowań nie wyobrażam sobie, jak by to działało i wyglądało, gdyby stosowano nasz warszawsko-wioskowy system.

(osa)

14:35, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (11) »
wtorek, 12 lipca 2011

Jakież to były ochy i achy, kiedy doczekaliśmy się w Warszawie pierwszego bustrampasa na Trasie W-Z. Minęły już 2 lata i wygląda na to, że następnych już w stolicy nie będzie. Nie udało się nawet w tym czasie ustawić zapowiadanych jako zjawiskowe wiat przystankowych, a niezrozumiały sprzeciw stołecznej konserwator zabytków storpedował przebudowę przystanku u wylotu tunelu Trasy W-Z.

Tymczasem we Wrocławiu...

...wspólne pasy dla tramwajów i autobusów można spotkać w różnych punktach miasta. Mało tego widać, że władze nie osiadają tam na laurach i ciągle kombinują, jak usprawniać i ułatwiać przesiadki, czego najbardziej znanym przykładem jest przebudowany już kilka lat temu pl. Grunwaldzki.

Jak miło popatrzeć na równą nawierzchnię - na warszawskim rodzynkowym bustrampasie już są koleiny... Podczas mojego pobytu nad Odrą na tramwajowej wyspie pl. Grunwaldzkiego trwał jednak remont. Widać, że zastosowano tu splot torowy:

Za wzorcowy węzeł przesiadkowy uważam przebudowany pl. Powstańców Wielkopolskich tuż koło stacji Wrocław Nadodrze. Udało się tutaj połączyć na wspólnych przystankach tramwaje i autobusy, ale nie tylko:


Działają biletomat i wyświetlacz zapowiadający kolejne kursy (na zdjęciu z prawej)...

...jest też miejsce ze stojakami dla rowerów...

...i toaleta:

Wiata przystankowa skutecznie chroni przed przypiekającym słońcem - jest wystarczająco głęboka, pojemna i ma nieprzezroczysty dach (w przeciwieństwie do wybranego w konkursie i niezrealizowanego do dziś - ile to już lat minęło? - wzoru Towarzystwa Projektowego dla warszawskich przystanków):

Jak widać, we Wrocławiu podobnie jak u nas plagą jest jednak oklejanie wiat ogłoszeniami.

Z pl. Powstańców Wielkopolskich miałem też okazję pomknąć po szynach niebieskim tramwajem, a dokładniej nową skodą. Muszę przyznać, że z bliska wygląda o wiele lepiej niż na zdjęciach - wcześniej jej wygląd nie robił na mnie tak dobrego wrażenia jak bydgoskie Pesy:

W środku wygospodarowano miejsce na automat biletowy:

Dobrym pomysłem jest skierowanie najnowszych wagonów trasami linii 6 i 7. W drodze na ul. Kromera (6-ka) czy Marino (7-ka) w północnej części miasta podjeżdżają ul. Szewską niemal pod sam tętniący życiem Rynek.

Będąc we Wrocławiu, zajrzałem też na ul. Strzegomską, która prowadzi w stronę lotniska, a na której kilka miesięcy temu powstał buspas na środku jezdni:

Takie rozwiązanie - przy zachowaniu wszelkich proporcji - można by zastosować na naszej Świętokrzyskiej.

I na koniec komunikacyjno-historyczna ciekawostka z pl. Strzegomskiego:

To "Pociąg do nieba" - parowóz ze skansenu w Jaworzynie Śląskiej. Pomnik autorstwa Andrzeja Jarodzkiego ma przypominać o kolejarskich i przemysłowych tradycjach, z którą była związana ta część Wrocławia - niedaleko mieściły się zakłady PaFaWag. Jak pisał nasz wrocławski dodatek, pomysł tej instalacji powstał już w 1994 r., ale odsłonięto ją dopiero jesienią 2010 r.

(osa)

01:17, osa_oraz_smik , Z kraju
Link Komentarze (19) »
niedziela, 10 lipca 2011

Popieramy zieloną falę dla tramwajów, ale przede wszystkim tam, gdzie kursują. Na zamkniętych odcinkach naprawdę można już ją sobie odpuścić.

Ktoś absolutnie bezmyślny dopuścił do absurdalnej sytuacji koło pętli Metro-Młociny, gdzie od tygodnia kończą trasę wszystkie tramwaje (jeszcze niedawno prowadził tędy jedyny dojazd do Zajezdni Żoliborz przy ul. Zgr. AK "Kampinos"). Choć tory przecinające jezdnię są zupełnie nieużywane, w najlepsze działa tu sygnalizacja świetlna. W dodatku niebylejaka, bo na czerwonym świetle stoi się aż 50 sekund. Można powiedzieć: wymarzony priorytet dla tramwajów i oby więcej takich w Warszawie, tyle że tam, gdzie jest naprawdę potrzebny (Al. Jerozolimskie czy Obozowa przy Deotymy), a nie tam, gdzie żaden tramwaj nie akurat nie jeździ. Tutaj, pod Hutą Warszawa, na niepotrzebnie działających światłach (nie można ustawić pulsujących na żółto?) cierpią nie tylko prywatni kierowcy, ale też miejskie autobusy. Te, które zjeżdżają puste na pętlę Metro-Młociny i linii 203, która pod nieobecność tramwajów dociera teraz pod Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu, przystanek przez Zajezdnią Żoliborz (mam nadzieję, że chociaż nocny N44 nie stoi tu bez sensu).

Przy okazji zaobserwowałem, że piątka skrócona do Metra-Młociny wyprawia na tej megapustej pętli jakieś dziwne manewry: tramwaj wjeżdża najpierw na tor nr 1, który jest przypisany do tej linii, po czym okrąża całą pętlę i wjeżdża na tor nr 6. Nie wiem dokładnie po co, bo składy 33 mają dla siebie wolne tory nr 2 i 3 (po torach nr 4 i 5 nie jeździ nic).

Tymczasem na zamkniętym odcinku trwa zrywanie szyn i podkładów (tor od Metra-Młociny w stronę Zajezdni Żoliborz). Tempo prac tych niezbyt imponujące. Wygląda więc na to, że tramwaje wrócą tutaj nieprędko. Tym bardziej przydałoby się wyłączyć niepotrzebną sygnalizację. Doświadczenia są z tym jednak takie, że światła działają po próżnicy nawet całymi latami - patrz ul. Mickiewicza przy pl. Wilsona czy pl. Inwalidów (już prawie 3 lata) czy jeszcze niedawno na końcówce Marymonckiej - prawie 2 lata na czerwone światło natykali się piesi próbujący przejść przez nieczynne torowisko (przystanki Las Bielański, Przy Agorze), a teraz dla odmiany tramwaje stoją tam na czerwonym, przepuszczając pieszych, których tu tyle, co kot napłakał.

(osa)

23:38, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (6) »
piątek, 08 lipca 2011

W metrze trwa wielka akcja montażu guzków dla niewidomych. Niestety niektóre z nich już odpadają. Na stacji Kabaty naliczyłem kilka dziur po dużych, stalowych pinezkach. Jak tak dalej pójdzie, guzki będą masowo odpadać. Tak jest na Dworcu Centralnym, gdzie w czasie remontu guzki przyczepiono dość niechlujnie. W metrze ryzyko ich znikania jest większe, bo ruch na peronach jest wielokrotnie większy. Jedyna nadzieja w tym, że to zostanie naprawione. Jeśli pracownicy metra sami się nie zorientują i nie nakażą wykonawcy poprawek, to może zareagują po przeczytaniu tego wpisu.

Sam montaż guzków przebiega na razie dość sprawnie, choć powoduje pewne zamieszanie komunikacyjne. Ponoć w ostatnią sobotę, w czasie zamknięcia trzech ursynowskich stacji, zastępcze autobusy jeździły stadami. Zamiast 4 minut czekało się na przystanku pięć razy dłużej. Ciekawe jaki był tego powód? Czyżby część z nich utknęła w jakimś korku. Nadzór ZTM powinien lepiej sterować ruchem tych autobusów. Swoją drogą może mogłyby mieć inne oznaczenia i zamiast Z-3 jeździć z symbolem metra. ZTM już chyba kiedyś to praktykował np. w czasie jakiejś awarii w metrze.

(śmik)

00:18, osa_oraz_smik , Metro
Link Komentarze (7) »
niedziela, 03 lipca 2011

W tym roku bardzo wiele linii (przeszło 40) ma na wakacje mocno pościnane rozkłady, a po ulicach zaczął właśnie krążyć kolejny już wynalazek do przewożenia kierowcy i powietrza. ZTM uruchomił linię 575, która po drodze z lotniska do stacji metra Wilanowska nie ma ani jednego przystanku (stąd kierowcy jeżdżą sobie, jak chcą, żeby nie stać w korkach - 1 lipca jeden z autobusów widziany był, jak mija przystanek Jadźwingów na Służewcu). Linia 575 powstała zaś wcale nie po to, by - jak niektórzy uważają - zapewnić pasażerom przejazd podczas zamykania al. Żwirki i Wigury podczas przejazdów zagranicznych delegacji. To wyssana z palca bzdura, bo owe przejazdy nie będą jakimś strasznym problemem. Prezydentów Obamy ani Miedwiediewa, o ile wiem, podczas naszej prezydencji w Unii Europejskiej się nie spodziewamy. Zresztą uruchomiona z powodu niedawnej wizyty tego pierwszego linia Z75 też nie cieszyła się wielką frekwencją (a miała chociaż po drodze przystanki). To samo było w przypadku linii 475 (w kwietniu 2010 r. po katastrofie smoleńskiej) czy podczas objazdowych kursów 175 okrężną trasą w czasie weekendowego remontu skrzyżowania al. ŻiW z ul. 17 Stycznia we wrześniu 2010 r. (ale wtedy, to i lotnisko wymarło z powodu remontu pasów startowych).

Po co więc istnieje linia 575? Bo kierownictwo ZTM nie potrafiło wyperswadować, że jest zbędna, urzędnikom Ministerstwa Spraw Zagranicznych, którzy domagali się takiego teoretycznie szybkiego połączenia: lotnisko - najbliższa stacja metra. W dodatku takowe już istnieje (linia 148). Ustalenia zapadły dość dawno temu i ZTM spodziewał się wcześniejszego otwarcia drugiego wiaduktu między ul. Cybernetyki i ul. 17 Stycznia. Właśnie tamtędy według pierwotnych planów miały kursować autobusy 575.

Marnują się całe cztery sztuki w godzinach szczytu, a to już zupełnie idiotyczne, bo rozkład jest ustalony tak, jakby na lotnisku szczyt przypadał wtedy co na mieście. O wiele chętniej spotkałbym te autobusy na trasie np. linii 131, która jeszcze kilka miesięcy temu po słusznym wycofaniu 422 z ul. Gagarina i Wisłostrady była reklamowana jako ”siekiera” kursująca co 5 min (dziś jeździ już co 10 min.). Absolutnym skandalem są cięcia wakacyjne na Bemowie. Z powodu budowy II linii metra ZTM wycofał stąd niedawno trzy linie przyspieszone (501, 506, 507), a teraz zawiesił jeszcze ekspresową E-2 i ściął co drugi kurs 171. Niedługo skróci zaś pewnie trasę 189 (tajemniczy remont tunelu na Dźwigowej - ponoć cholernie pilny, ale jakoś nie może się zacząć). Pocieszcie się, bemowiacy - wy nie macie czym jeździć, z lotniska jeździ za to z powietrzem 575:

(osa)

22:26, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2

Gazeta.pl Warszawa