poniedziałek, 30 lipca 2012

Tymczasowy parking na środku Marszałkowskiej cieszy się sporym wzięciem wśród kierowców, ale też - jak miałem okazję się przekonać - może się okazać pułapką.

Z powodu budowy II linii metra już trzeci miesiąc nieczynne jest skrzyżowanie ze Świętokrzyską. Od strony ronda przy Rotundzie można dojechać Marszałkowską mniej więcej tylko do ul. Moniuszki i Sezamu, tutaj trzeba zawrócić. Taką trasę mają autobusy dwóch linii: 519 i 520. Ich postój Zarząd Transportu Miejskiego wyznaczył na wysokości Domu Towarowego Junior. W tym miejscu jezdnia Marszałkowskiej zwęża się z powodu trwających w wakacje prac na nieczynnych torach tramwajowych. I choć parkować na tym odcinku już nie wolno (wcześniej stoi znak z literką P i napisem ”koniec”), kierowcy zostawiają auta na lewym pasie. W dodatku jedni zatrzymują je wzdłuż torowiska, a inni ukośnie.

W ten sposób kierowca z Pruszkowa zablokował przejazd innym, którzy nie dali rady przecisnąć się między jego samochodem a stojącymi wzdłuż krawężnika autobusami. Ludzie wysiadali z aut, żeby przepchnąć nieprawidłowo zaparkowane auto. Utworzył się korek, co jakiś czas rozlegały się klaksony.

Całą sytuację obserwowali z ironicznym uśmiechem kierowcy Miejskich Zakładów Autobusowych. Ten z solarisa linii 519 miał sporo miejsca na przystanku, żeby podjechać i przepuścić stojące w korku samochody. Spytałem go, dlaczego tego nie zrobi. - Mam jeszcze czas do odjazdu - odparł.

I choć wina kierowcy z Pruszkowa jest ewidentna, po kierowcy autobusu można by się spodziewać większego zrozumienia i uprzejmości. A może się mylę?

(osa)

11:14, osa_oraz_smik , Parkowanie
Link Komentarze (18) »
środa, 25 lipca 2012

W czasie Euro kolejarze robili dużo, żeby odnieść jak najlepsze wrażenie na przyjezdnych. Nawet ruchome schody na Dworcu Centralnym niemal zawsze działały. Po mistrzostwach ze schodami jest po staremu. To zdjęcie zrobiłem kilka dni temu. Schody znowu były w naprawie, a podróżni musieli dźwigać walizy. Już czas, żeby wreszcie wymienić te 35-letnie konstrukcje pamiętające czasy Gierka.

A tu już popsuła się nowa maszyna - biletomat w pociągu SKM. Co ciekawe w składzie nie działały wszystkie maszyny, a na dodatek konduktorka nie miała biletów. W efekcie wielu pasażerów jechało na gapę. SKM-kę trapią jednak ostatnio inne, groźniejsze awarie. Psują się pociągi, głównie najstarsze typu 14 WE, które przerobiono ze starych, spalonych składó. Awarie zwykle na kilkadziesiąt minut paraliżują linie. Ostatnio władze spółki zaczęły jednak myśleć o tym, by te składy całkiem odstawić na boczny tor.

Na torach widać za to kilka innych "pamiątek" po Euro. To np. lokomotywy w barwach krajów - uczestników mistrzostw. Trzeba przyznać, że ten pomysł udał się PKP Intercity.

Okolicznościowe malowanie do dziś mają także czeskie lokomotywy. Poniżej lokomotywa Basia z napisem Vlakem na Euro. Kilka takich czeskich maszyn od kilku lat regularnie jeździ także po polskich torach

(śmik)

00:45, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (11) »
piątek, 20 lipca 2012

Daleko od Warszawy śledzę toczącą się na łamach "Gazety Stołecznej" przeciekawą dyskusję o przyszłym wyglądzie ul. Świętokrzyskiej. I cieszę się, że powstała świetna wizja. Oby tylko ratusz zechciał ją zrealizować, bo obecna ekipa i wizji ma niezbyt dużo, a chęci do ich wprowadzania jeszcze mniej (wystarczy wspomnieć, co zostało po planach przebudowy śródmiejskich placów - Trzech Krzyży, Bankowego czy Teatralnego).

Budowa II linii metra pod Świętokrzyską jest doskonałą okazją, by przeprowadzić rewolucję na powierzchni. Zaś wybory samorządowe w 2014 r. dobrym batem, żeby się ziściła.

Byłem przeciwny pomysłowi całkowitego zamykania Świętokrzyskiej dla ruchu kołowego - taki projekt zgłaszał początkowo dr. Brzeziński z firmy Transeko. Teraz proponuje logiczną wersję: dwa pasy ruchu w obie strony już na Prostej do ronda ONZ i dalej do Marszałkowskiej (zamiast sześciopasowej autostrady w środku miasta). W tym miejscu także dodatkowe przejścia dla pieszych np. na wysokości Bagna (jak bardzo ich brakuje! mam nadzieję, że ta "zaraza" zebr przeniesie się też na Marszałkowską). Dalej od Marszałkowskiej do Kopernika jeszcze węziej - po jednym pasie w każdą stronę. Czy to jednak nie za wąsko? Czy auta skręcające w prawo czy w lewo nie będą blokować ruchu na wprost? Może więc przydałby się trzeci pas na środku jak na Nowym Świecie przed Świętokrzyską?

W tym miejscu ma być prawdziwa rewelacja: pasy na ukos jak w Londynie. Do tego ścieżka rowerowa wzdłuż Świętokrzyskiej. To byłaby symboliczna kropka nad i po sentencji, którą w latach 90. usłyszałem od ówczesnego rzecznika ZDM Marka Wosia, a która do dziś robi furorę w internecie. Poprosiłem go o komentarz po happeningu, który odbył się na Świętokrzyskiej - ktoś wymalował białą farbą na chodniku ścieżkę dla rowerów. Odpowiedział mi tak: "Warszawa to nie wieś, żeby po niej rowerem jeździć". Jestem przekonany, że jeśli po zakończeniu budowy II linii metra uda się stworzyć nową ul. Świętokrzyską, Warszawa stanie się bardziej wielkomiejska.

(osa)

PS Trzymam kciuki za rewolucję komunikacyjną na Pradze po zamknięciu przejazdu wzdłuż al. "Solidarności". Choć będą spore problemy, pomysł ten uważam za słuszny, jeśli ma to przyspieszyć budowę metra. Wakacyjny czas sprzyja zaś takim ograniczeniom w ruchu.

niedziela, 08 lipca 2012

Myślami już na urlopie, a trochę jeszcze przy historycznym wydarzeniu 2012 r., czyli otwarciu drugiego lotniska pasażerskiego dla Warszawy. Dlatego najpierw kilka egzotycznych obrazków ze scenami, które wprawiły mnie w zdumienie, że tak może działać ważne lotnisko, gdzie lądują całkiem poważne samoloty. Nie to jeszcze nie o Modlinie, to o dalekim Gibraltarze, który nam, Polakom, kojarzy się głównie z katastrofą i śmiercią gen. Sikorskiego w lipcu 1943 r. Ze skały gibraltarskiej wygląda to tak:

 

Widać krzyżujące się pasy - startowy w poprzek i jezdnię łączącą Hiszpanię z brytyjską kolonią.

 

Kiedy ląduje samolot, zamyka się szlaban - zupełnie, jakby to był jakiś przejazd kolejowy, włącza się też czerwone światło i wszyscy posłusznie czekają. Przechodnie tłoczą się na swojej części, obok w korku ustawiają się samochody:

 

Samolot znika i ruch wraca do normy.

Nasze nowe lotnisko w Modlinie to przy Gibraltarze pełen wypas. Świetne wrażenie robi terminal, choć podczas dnia otwartego 7 lipca, gdy temperatura na zewnątrz dochodziła do 34 st. C, w środku bez klimatyzacji ciężko było wytrzymać. Słońce nagrzewało główną halę przez liczne w niej szyby.

Kibicujemy Modlinowi od samego początku, oby niedoróbki organizacyjne, które ujawniły się podczas próby generalnej, udało się wyeliminować. Niestety, prawdopodobnie na początku nie będą działały sklepy. Nie uda się też - co bezmyślnie, a może raczej cynicznie obiecywał przed wyborami marszałek Mazowsza Adam Struzik - dojechać na miejsce bezpośrednio pociągiem z Warszawy. Teraz cynizm - poniekąd całkiem słusznie - zarzuca ekologom, którzy stają na głowie, żeby odroczyć przebudowę 5,5 km bocznicy kolejowej. Niczego się nie nauczyli po klęsce swojej kampanii przeciwko lotnisku. Tą protestomanią zarabiają tylko na opinię ekooszołomów.

 

Pociąg z Warszawy dojeżdża na razie do pięknie wyremontowanej stacji w Modlinie. Kilka obrazków z trasy obserwowanej z kabiny maszynisty prowadzącego elfa z bydgoskiej Pesy:

 

Przed stacją w Legionowie

 

Wjazd na stację w Nowym Dworze Maz. z otwartym niedawno wiaduktem nad modernizowaną bez końca linią Warszawa - Gdańsk.

 

I wreszcie bodaj najbardziej efektowny moment z przejazdu przez most na Narwi.

 

W Modlinie czeka całkiem przyjemny ”uśmiechnięty” autobusik City Smile produkcji polskiej firmy AMZ Kutno. Jest w stanie zabrać ok. 100 osób.

 

Przy kilku samolotach jednocześnie na lotnisku w Modlinie może być problem. Na stałe trasą lotnisko - dworzec mają kursować dwa takie autobusy, dwa kolejne będą stać w rezerwie. Przewoźnik, czyli Koleje Mazowieckie, obiecuje je podstawiać, żeby rozładować tłok.

Ciekawe, czym pasażerowie będą w większości dojeżdżać do Warszawy. Bo 30 zł za bilet na bezpośredni autobus do Metra Młociny i Dworca Centralnego to jednak zdzierstwo, choć kwota jest proporcjonalnie do odległości porównywalna z takim np. dojazdem Paryż - Beauvais. U nas połączenie kolejowe z przesiadką jest niezbyt wygodne, a w dodatku zawodne. W razie awarii - czego doświadczyłem -przejazd dłuży się w nieskończoność.

 

I jeszcze śmiesznostka a propos stosowanego od jakiegoś czasu przez Koleje Mazowieckie systemu numeracyjnego, w którym rozeznaje się chyba tylko jego autor. Okazuje się, że w najnowocześniejszym, klimatyzowanym, jednoprzestrzennym pociągu elf najlepiej po prostu wstawić tekturową tabliczkę z napisem, dokąd jedziemy. No to w drogę!

(osa)

23:20, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (7) »
środa, 04 lipca 2012

 

Zabawna wpadka służb przystankowych pod tzw. kosmicznymi wiatami (wrrrr...), które zasłoniły zabytkową studnię Grubą Kaśkę w al. „Solidarności” przy pl. Bankowym. Aż dziw, że nikt tego nie wyłapał przez ostatnie dwa miesiące, odkąd nie kursuje 18-ka, a częściowo w jej miejsce uruchomiono linię 40. Naklejka z jej numerem znalazła się w szeregu przypisanym autobusom, na co wskazuje przypominający ten środek transportu miejskiego rysunek na naklejce nr 1 - z lewej strony, a także numery innych linii.

 

Potem do autobusów dołożono jeszcze linię T (przystanek w stronę Woli), na której straszy ostatnio wynalazek z piekła rodem.

 


Fot. Przemek Wierzchowski/AG

Chodzi mi o przerobiony na pseudozabytek wagon 105N, czyli konstrukcję z epoki Edwarda Gierka, z... pianinem w środku, które jednak nie gra w czasie jazdy. Absurdalny pomysł. W dodatku, jak niestarannie jest to wykończone - pofalowana blacha, okropna kolorystyka, znudzona mina Chopina na burcie, a wszystko kosztem aż 260 tys. zł. Przeboju dla turystów na lato i na lata następne to z tego nie będzie. Brzydactwo bardziej odstrasza, niż zachęca do przejażdżki.

(osa)

17:55, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 02 lipca 2012


Fot. Przemek Wierzchowski/AG

Już po Euro 2012 i wszystko się zwija. Nawet contibusy, które powoziły sobie przez ostatni miesiąc trochę powietrza po Warszawie. Kursowały nawet wtedy, gdy jeszcze w trakcie mistrzostw zlikwidowano miasteczko namiotowe w tzw. pasie nadwiślańskim przy Kępie Potockiej (albo żeby brzmiało bardziej nowocześnie: Fan Camp), w którym prawie nikt nie chciał mieszkać. W ZTM-ie sięgnęli wtedy po rozum do głowy, choć nie do końca - zawiesili wprawdzie linię SH0 z pl. Wilsona do Centrum Olimpijskiego, ale uruchomili ją jeszcze na dzień ostatniego meczu (warszawski półfinał Niemcy - Włochy) i dzień kolejny.

Prywatne contibusy były tajemniczym zjawiskiem - kursowały stadami, ale z moich obserwacji wynika, że niepoinformowani o nich pasażerowie, korzystali z tej linii raczej przypadkowo i w minimalnym stopniu. Nie ma to jednak jak dobry PR, za który w przypadku contibusów odpowiadał Przemysław Trzaskowski. W reakcji na artykuł, który ukazał się w ”Gazecie”, dostałem zdjęcie z ostatniego przystanku linii-widmo za pl. Wilsona, które ma dowodzić dużego zainteresowania warszawiaków.


Fot. Onboard

Można i tak, ale nie ma chyba wątpliwości, że te autobusy wypożyczone z Lublina i zaklejone na całej długości i szerokości nie służyły głównie do wożenia ludzi, a robiły podczas Euro 2012 za kolejny ze zbyt licznych w naszym mieście wieszaków na reklamy. 

I jeszcze kilka PR-owych zdań: ”Witam Panie Jarosławie, przyznam, że byłem trochę zaskoczony, czytając dzisiejszych artykuł nt. ContiBusów. Tak jak Panu mówiłem zgodnie z naszymi przewidywaniami ContiBusami jeździło najwięcej pasażerów podczas fazy grupowej, gdy Warszawa przeżywała prawdziwy najazd kibiców. Szacujemy, że we wszystkich miastach od 8 do 20 czerwca skorzystało z ContiBusów ponad 90 tys. osób. Uznaliśmy jednak, że utrzymamy linię do końca Mistrzostw Europy również w dni niemeczowe, tak aby mieszkańcy Warszawy mogli z niej korzystać na co dzień. Wbrew temu, co Pan napisał, mamy sygnały, że z autobusów korzysta wiele osób, głównie w okresie porannego szczytu komunikacyjnego”.

Ciekawe, bo wydawało mi się, że ContiBusy zaczynały kursować dopiero po południu, a rano widywałem pusty jelcz MZA z numerem SH0. Wahadłowe linie z tej serii były bodaj największą porażką komunikacji podczas Euro 2012 w Warszawie razem z peryferyjnymi parkingami, na których mało kto chciał parkować. Nie wróży też dobrze na przyszłość utrwalony od meczu Polska - Rosja zwyczaj chodzenia na Stadion Narodowy piechotą i blokowania mostu Poniatowskiego. Wydaje mi się, że ratusz nie ma pomysłu, jak to rozwiązać.

(osa)

14:09, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (11) »

Gazeta.pl Warszawa