czwartek, 30 lipca 2015

Na przystankach stoi już 456 nowych wiat z zapowiedzianych 1580 - poinformował na konferencji w tym tygodniu szef Zarządu Transportu Miejskiego Wiesław Witek. Zapowiedział zmiany: - Z dużych wiat znika jeden panel reklamowy. Ławka będzie dłuższa, a nie tylko na 1,2 m. Planujemy też nowego typu schematy komunikacji, różne dla poszczególnych części Warszawy.

W ostatnich dniach obserwowałem wymianę wiaty na przystanku Sielce, gdzie często wysiadam w drodze do pracy. Tak marnie już wyglądała stara, czerwona adpolowska z zamierzchłych lat 90.:

Bez żalu żegnam się z tą nieudaną i brzydką konstrukcją.

Obok zamontowanej bardzo szybko nowej wiaty zauważyłem nietypowy element - to wysoki panel stojący obok zamiast słupka z symbolem autobusu. ZTM planuje tam wieszać w gablotce rozkłady jazdy. Podobne można spotkać obok wiat nowego typu na przystanku tramwajowym przy skrzyżowaniu Targowej z al. Zieleniecką:

Intrygujący widok na niedalekim przystanku Kostrzewskiego (przy równoległej do Wisłostrady ul. Sobieskiego) zastał nasz czytelnik Jan Kot, który przysłał do "Stołecznej" zdjęcie z opisem:


Fot. Jan Kot

"Pragnę zwrócić uwagę na remont przystanku o nazwie "Kostrzewskiego 01" przy ul. Sobieskiego (w stronę Wilanowa), który przechodzi gruntowną rewitalizację wraz z betonową zatoką dla autobusów i wymianą kostki brukowej w obrębie przystanku. Sprawa jest o tyle dziwna, że nowo kładzioną kostką obudowuje się skorodowaną do szpiku starą wiatę przystankową. Zapewne kiedyś będzie wymieniona, ale oczywiście szkoda miejskich finansów, które pójdą na podwójną pracę, o estetyce nie wspominając. Tymczasem naprzeciwko wymieniono wiatę, na przystanku, który w ogólne nie przechodzi żadnego remontu. Może ktoś się pomylił w kolejności prac?! Podaje temat pod rozwagę".

(osa)

19:23, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (11) »
wtorek, 28 lipca 2015

Senna stacyjka w Scheldenwindeke niedaleko Gandawy ma już wszystko, czego potrzeba do szczęścia pasażerowi kolei belgijskich, który dojeżdża codziennie do pracy w dużym mieście. Wprawdzie dworzec jest zamknięty na głucho, ale bilet można kupić w automacie, a przed deszczem skryć się w murowanej poczekalni.

Rozkład jazdy? Wisi na słupku i nikt go nie dewastuje bazgrołami ani ostrym narzędziem:

Rano pociągi odjeżdżają od godz. 5.33 w równym takcie co godzinę - ideał rozkładowy, który łatwo zapamiętać. Są jeszcze dodatkowe kursy o godz. 7.01 i 8.01. Podróż do uroczej Gandawy trwa tylko 22 minuty. Po co się więc pchać do dużego miasta samochodem, skoro można go zostawić na parkingu tuż obok stacji w Scheldenwindeke?

Miejsca jest pod dostatkiem, także dla rowerów, które zapina się przy stojakach pod wiatą. Wszystko bardzo blisko przejazdu kolejowego i peronów - przesiadka do pociągu zajmuje więc chwilę.


W ostatnich dniach miałem okazję przekonać się, że powoli w stronę tego ideału
zmierza też nasza kolej. Najpierw peryferyjny przystanek Warszawa Płudy, skąd dojazd do centrum albo do Dworca Gdańskiego zajmuje tylko 15-20 minut. Mniej więcej z taką częstotliwością kursują również autobusy linii 152 z Tarchomina do Białołęki Dworskiej, a przesiadka do kolei jest całkiem wygodna, bo przystanki znajdują się na wiadukcie bezpośrednio nad peronami. Teraz kolejarze zainstalowali też kilka stojaków na rowery:


Fot. Przemek Wierzchowski/AG

Nie wygląda to wprawdzie aż tak profesjonalnie jak na wiejskiej stacji w Scheldenwindeke, ale dobra i taka jaskółka zmian. Gorzej w Płudach mają kierowcy, którzy parkują samochody, gdzie popadnie:

Dziki parking obok peronu działa od lat, bo wbrew zapowiedziom, interpelacjom wielu radnych miasto nie może uzgodnić z kolejarzami szczegółów budowy stałych miejsc postojowych jak przy kilku innych takich peryferyjnych stacjach wokół Warszawy (to np. Wawer, Anin czy Wesoła). W sąsiedniej Choszczówce zdesperowani mieszkańcy przegłosowali w budżecie obywatelskim na 2016 rok wykonanie parkingu, który pomieści 30 samochodów.

Garaż przesiadkowy z 400 miejscami obok dworca zapowiadają za to władze Piaseczna:



Fot. Sławomir Kamiński/AG

Ten zabytkowy budynek z 1934 r. fantastycznie wygląda po remoncie, na który samorząd piaseczyński z pomocą funduszy i kredytów europejskich wyłożył 4 mln zł. Poczekalnia jeszcze nieczynna, trwają prace wykończeniowe, ale elewacja już odświeżona i działa zegar! Kiedy spytałem burmistrza miasta, co będzie się mieścić na piętrze, odpowiedział, że myśli o wynajmie pomieszczeń, np. organizacjom pozarządowym.

Na placu przed dworcem znajduje się pętla dwóch linii lokalnych i podmiejskiej 709, która do Metra Wilanowska wlecze się blisko 40 minut, czyli podobnie jak pociąg do Dworca Śródmieście. Za półtora roku z hakiem czas przejazdu koleją do Warszawy ma się jednak skrócić po remoncie odcinka torów do Okęcia, na który wreszcie podpisano umowę. Wtedy w Piasecznie będzie nowa linia Szybkiej Kolei Miejskiej, oby z równie atrakcyjną częstotliwością jak na trasie z Legionowa przez Płudy. Wystarczy stworzyć kierowcom i rowerzystom odpowiednie warunki, żeby nie pchali się do dużego miasta samochodami, tylko dojeżdżali koleją. Tak jak z wiejskiej stacji Scheldenwindeke do Gandawy.

(osa)

23:13, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (9) »
piątek, 24 lipca 2015

Wracając dzisiaj z pracy rowerem, miałem okazję zobaczyć inaugurację nowej linii autobusowej 385. Na zdjęciu powyżej jej pierwszy kurs w stronę pl. Wilsona o godz. 20.40 na przystanku Centrum Olimpijskie. Było 3-minutowe opóźnienie, dwie minuty wcześniej odjechał autobus linii 185, a tuż przed nim - linii 118. W przegubowcu nr boczny 8583 nie mogło być więc tłoku, ale dwie-trzy godziny później... Dwa dni temu ostatni kurs linii 185 po godz. 23 był mocno obłożony - w środku krótkiego jelcza dużo młodych ludzi. Zresztą autobus 385 jadący Wisłostradą w stronę Metra Politechnika był już całkiem dobrze zapełniony (miejsca siedzące zajęte, niektórzy stali).

Kursująca w weekendy Wisłostradą wzdłuż bulwarów linia 385 (Metro Politechnika - plac Wilsona) to jeden z lepszych w ostatnim czasie pomysłów Zarządu Transportu Miejskiego i ratusza (tu stoi za nim wiceprezydent Warszawy Jarosław Jóźwiak). To pokazuje, że urzędnicy potrafią dostosować komunikację miejską do potrzeb pasażerów - mamy już tramwaje linii 77 do godz. 2 w nocy, dłużej jeździ też "dziewiątka".

Nad rzeką są takie tłumy, że ciężko się przecisnąć rowerem. Tak było dzisiaj i tak jest w każdy pogodny wieczór. Zwłaszcza między Cyplem Czerniakowskim a mostem Świętokrzyskim. Dlatego ZTM-owi należy się też pochwała za przywrócenie przystanku koło pomnika Sapera. Od następnego weekendu będą też przystanki w stronę Żoliborza na Podzamczu i całkiem nowy na wysokości ul. Boleść. To już przymiarki do otwarcia po remoncie tego fragmentu bulwaru wiślanego. Ponoć lada dzień.

Dobrze, że linia 385 ma atrakcyjny rozkład - kursy co 15 min. Można się spierać, czy są potrzebne tak często jeszcze o godz. 2-3 w nocy, czy raczej przyspieszyć start - o godz. 19 zamiast po godz. 20. A może po zakończeniu sezonu 385 powinno się zmieniać z linii "bulwarowej" - jak ją anonsuje ZTM - w szczytową? Jeśli tak, to chyba na trochę zmienionej trasie: plac Wilsona - Chełmska. Z tego, co obserwuję, jadąc na poranne dyżury, jest to najbardziej uczęszczany odcinek na Wisłostradzie.

(osa)

21:43, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (16) »
środa, 22 lipca 2015


Fot. Sławek Kamiński/AG

Otwarcie nowej trasy wylotowej z Warszawy, która omija Raszyn i Janki, uważam za historyczny etap w rozwoju infrastruktury drogowej w stolicy i okolicy. Poprzednim tej rangi było dla mnie doprowadzenie do Warszawy autostrady A2 tuż przed Euro 2012.

Nowy odcinek trasy S8 wypróbowałem drugiego dnia po jej oddaniu. Wielka wygoda i brak korków. Dodatkowo spodobało mi się, że kiedy się tędy jedzie, widać świat. I to świat bez reklam, szyldów i brzydkich domów, które szpecą wszystkie wylotówki z Warszawy, a tę przez Raszyn chyba najbardziej. To także zupełnie co innego niż na wyjeździe autostradą A2, który jest szczelnie obstawiony ekranami akustycznymi. Na nowej obwodnicy Raszyna jest ich niewiele, w dodatku wbrew obawom nawet zgrabnie wyszły niezbyt wysokie ściany antyhałasowe z betonu. Ciekawe, czy da się je opleść pnączami - wzorem do naśladowania mógłby być odcinek Trasy AK, którego modernizację kończy właśnie czeska firma Metrostav (przy ekranach w wielu miejscach widać  tam gęsto posadzone bluszcze).

Jeśli chodzi o nową wylotówkę, to w pewnym momencie przestałem już wierzyć, że nasi drogowcy są w stanie wybudować ten bardzo ważny odcinek. Początkowo miał być doprowadzony do skrzyżowania w Jankach, ale plany te pokrzyżowało rozrastające się w sąsiedztwie centrum handlowe. Wracając tamtędy z ferii zimowych w 2009 r., utknąłem jak zwykle w korku i wtedy napisałem w "Gazecie":

"Ile to już razy urzędnicy wciskali nam kolejne daty otwarcia nowego wjazdu do Warszawy z południa kraju. Wczoraj odkryłem w naszym archiwum złotą myśl drogowca: >Brak obwodnicy Janek i Raszyna uważam za największy problem drogowy w Polsce<. To zdanie 10 grudnia 1998 r. wypowiedział Stanisław Dmuchowski, wtedy naczelnik wydziału planowania Dyrekcji Okręgowej Dróg Publicznych w Warszawie. W ciągu ponad dziesięciu lat jego miejsce pracy zdążyło kilka razy zmienić nazwę, a pan naczelnik awansował na wicedyrektora mazowieckiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Obwodnicy Janek i Raszyna jak nie było, tak nie ma, choć to >największy problem<.

Przygotowania do budowy obwodnicy Janek i Raszyna zaczęły się w... 1976 r. od >studium techniczno-ekonomicznego drogi łącznikowej Salomea - Janki. Lata płyną i coraz częściej myślę sobie, że jeśli autostrada i ta nieszczęsna obwodnica kiedyś w końcu powstaną, długo się nimi jako kierowca nie nacieszę. Może mój syn zdąży mnie jeszcze po nich zawieźć gdzieś na weekend? Siądę sobie wtedy na przednim siedzeniu pasażera, założę okulary, podkręcę aparat w uchu i obiecuję, że nie będę mu się wtrącać, żeby zdjął nogę z gazu. W końcu to będzie autostrada!".


Fot. Sławek Kamiński/AG

A jednak drogowcy zdążyli otworzyć wyjazd omijający Raszyn i Janki, zanim mój syn zrobił prawo jazdy :-) Szkoda tylko, że to otwarcie poszło na żywioł, zamiast zapowiedzieć je co najmniej kilka dni wcześniej i przygotować porządne, czytelne mapki w internecie. Skutek był taki, że następnego dnia wielu kierowców błądziło w Jankach, gdzie napotykali zamknięty z powodu remontu odcinek starej "gierkówki".

Byłem ciekaw, czy wracając z weekendu aleją Krakowską, utkwimy w korku. Już dawno, zwłaszcza po otwarciu autostrady A2 problemem przestał być przejazd przez Janki, choć ta nazwa na długo pozostanie synonimem korków. Ciągle blokowała się za to droga przez Raszyn. Normalnie już na wysokości stawów i kościoła. Ale w ostatnią niedzielę przed godz. 22 dopiero za ul. Młynarską (przystanek autobusowy Młyn). Czyli jest różnica!

Przyczyną zatoru była jak zwykle sygnalizacja na skrzyżowaniu al. Krakowskiej z ul. Na Skraju. Zdziwiło mnie tylko, że potężny zator tworzył się też dalej - na lewym pasie do skrętu z al. Krakowskiej w Południową Obwodnicę Warszawy. Chciałem nią dojechać do węzła Opacz i tutaj skręcić do Al. Jerozolimskich, a potem do tunelu pod rondem Zesłańców Syberyskich w stronę al. Prymasa Tysiąclecia. Od pewnego czasu to moja nowa trasa powrotna do miasta. Tym razem jednak znowu musiałem wybrać starą - przez Okęcie i ul. Grójecką przez Ochotę. Teraz czekam na grudzień i otwarcie łącznika z nową obwodnicą Raszyna i Janek dla jadących drogą nr 7 Kraków - Warszawa.

(osa)

środa, 15 lipca 2015

Zła koordynacja remontów i inwestycji, która w Warszawie kojarzyła się dotąd z rozkopywaniem świeżo odnowionych jezdni, teraz przenosi się na drogi rowerowe. Na takiej np. ul. Żelaznej właściciele rur i innych podziemnych instalacji kilka razy bawili się z drogowcami w kotka i myszkę (ZDM ma tu w dodatku swoją siedzibę...).

Od zeszłego roku możemy się cieszyć Nadwiślańskim Szlakiem Rowerowym, który na Mokotowie oddala się wprawdzie od Wisły i wiedzie wzdłuż ul. Czerniakowskiej, ale dzięki temu zyskałem wygodny przejazd do pracy i z powrotem. Dzięki ułożeniu tzw. dywaniku asfaltowego dla rowerzystów udało się nawet wyrzucić z chodnika jeżdżące po nim i parkujące samochody.

Niestety, dwa dni temu natknąłem na ogromną dziurę wyborcowaną w leżącym od niespełna roku asfalcie. Na barierkach, które ją otaczały, widziałem literki: STOEN.

Dzisiaj jadąc na tyłach kładki dla pieszych nad Czerniakowską (między ul. Nehru i Bartycką), spodziewałem się, że dziura będzie ziała tam nadal, ale - o dziwo - została dość szybko zakopana. Nie można jednak, niestety, powiedzieć, że nie ma po niej żadnego śladu:

W nowomowie drogowców to tzw. zabruk. Ktoś rozrył asfalt, ułożył, co trzeba, rach ciach zasypał dziurę, ale zamiast ułożyć asfalt, zostawił po sobie tandetną kostkę z betonu, która za jakiś czas będzie pewnie falowała. Jazda rowerem po takiej nawierzchni nie jest zbyt komfortowa. Czy Zarząd Dróg Miejskich w ogóle wiedział o tych pracach prowadzonych nie od frontu? Podobny "zabruk" miesiącami znajdował się dokładnie na wysokości tej samej kładki na jezdni ul. Czerniakowskiej w stronę Wilanowa, będąc pamiątką po budowie kanalizacji dla oczyszczalni ścieków Południe.

Ciekawe, że po wykopie schowanym w krzakach za kładką zostaje coś takiego, tymczasem w bardziej eksponowanym miejscu tego samego szlaku rowerowego, czyli przed Zamkiem Królewskim, sekwencja remontów wyglądała następująco:

Wyraźnie widać miejsce, w którym nowy asfalt odcina się się starego (choć bez przesady - on też ma ledwie kilka lat). Pewnie za jakiś czas szew zacznie się wykruszać...

Tutaj jednak zbożny był chociaż cel wykopków: powstaje paradne zejście (i zjazd) pod Wisłostradę na osi Zamku Królewskiego prosto na bulwary wzdłuż brzegu Wisły. Nie mogę się na nie doczekać:

(osa)

PS Po tym wpisie z wyjaśnieniami pospieszyła rzeczniczka Zarządu Dróg Miejskich Karolina Gałecka. Zapewniła, że drogowcy wiedzą o rozprutym asfalcie na ścieżce rowerowej wzdłuż ul. Czerniakowskiej. Doszło tam do awarii sieci energetycznej. "Zabruk" jest tymczasowy i w odpowiednim czasie ZDM zobowiąże firmę RWE do odtworzenia pierwotnego stanu nawierzchni.

16:43, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 13 lipca 2015

Lubię spędzać lato w Warszawie i lubię to, że rowerzyści mają w naszym mieście coraz więcej możliwości, żeby uciąć sobie przejażdżkę nie tylko do pracy, ale też rekreacyjną. Kilka tras zawdzięczamy promom, które połączyły brzegi Wisły. Niedawno Krzysiek Śmietana polecał na łamach "Gazety Stołecznej" taką przeprawę w Gassach pod Konstancinem (opłata 2 zł + 3 zł za przejazd z rowerem) - dzięki niej skróciła się droga do Karczewa i Otwocka.

Ja wczoraj wybrałem się w dół rzeki, żeby wypróbować podwarszawsko-warszawski prom między Łomiankami a Nowodworami (granica miasta przebiega tu wzdłuż Wisły). Jest darmowy, bo przeprawę - podobnie jak w trzech pozostałych miejscach na terenie miasta - funduje ZTM.

Dojazd do promu na lewym brzegu Wisły z pozoru wydaje się skomplikowany, ale za Lasem Młocińskim już na terenie Burakowa (osiedla niskich domków w Łomiankach), widać dobre oznakowanie, czasem nawet na wyrost:

Patrząc na ten znak, można by się spodziewać, że z tych nadwiślańskich krzaczorów wypływa jakiś wielki okręt, do którego ładują się samochody. Tymczasem wąska droga prowadzi przez chaszcze do takiej oto ociupiny pod nazwą Turkawka:


Kapitan promu w stroju marynarza zachęcał niezdecydowanych do wchodzenia na pokład:


W niedzielne popołudnie mimo pochmurnej pogody i kropiącego deszczu zebrało się nas 20 osób z rowerami. Przeprawa przez Wisłę, której poziom jest tak niski, że w mieście ZTM odwołał kursy promu Słonka, trwała nie dłużej niż 5 minut.

Potem kapitan czeka aż kwadrans, żeby zgodnie z rozkładem ruszyć w drogę powrotną. Ale czy rozkład dla promu jest potrzebny? Nie mógłby kursować w zależności od tego, czy i kiedy byliby chętni?

Zejście na brzeg tarchomiński jest mniej wygodne niż po przeciwnej stronie Wisły - trochę po piachu, potem na betonową płytę (pewnie zależy to od stanu rzeki), ale trudność sprawia dopiero wspinaczka na wiślany wał:

Początkowo trudno się zorientować, w którym miejscu się znajdujemy. Inaczej niż po stronie Łomianek tutaj wzdłuż wałów ciągną się pogrodzone bezlitośnie osiedla.

Na koronie wału urządzono coś w rodzaju wyłożonej betonową kostką "promenady". Jest najwyraźniej dość popularna wśród mieszkańców pobliskich bloków - dużo spacerujących i jeżdżących rowerami. Niestety, niektórzy cykliści przesadzają tu z prędkością.

Ja skręciłem w lewo (na północ) i w końcu wylądowałem na ul. Grzymalitów, która prowadzi do ul. Odkrytej (mniej więcej na wysokości pętli autobusowej Nowodwory). Dalej przy wale urządzono dwie knajpy, jest się więc gdzie zatrzymać.

Powrót zaplanowałem wałem do mostu Północnego, gdzie znajduje się bardzo uczęszczana, choć niezbyt bezpieczna z obu stron droga rowerowa. Teraz czekam na obiecany przez ratusz mostek nad Kanałem Żerańskim i otwarcie przejazdu rowerowego na poszerzonym moście Grota-Roweckiego. Zyskamy kolejne trasy na przejażdżki między lewym i prawym brzegiem Wisły.

(osa)

18:38, osa_oraz_smik , Wisła
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2

Gazeta.pl Warszawa