wtorek, 28 sierpnia 2012

To się nazywa warszawskie tempo! Ile czasu potrzeba naszym drogowym zuchom, żeby uporać się z naprawą sygnalizacji świetlnej na jednej z głównych ulic miasta? Okazuje się, że przynajmniej rok, bo o tym dziwnym widoku na zdjęciach powyżej, który w ostateczności pasowałby może do jakiejś peryferyjnej ulicy, pisałem w Autobusie_czerwonym w połowie sierpnia 2011 r.:
http://autobusczerwony.blox.pl/2011/08/Dynda-system-sterowania.html

Już wtedy kable dyndały sobie od dłuższego czasu nad skrzyżowaniem Wisłostrady z ul. Łazienkowską i koło dumy ratusza, czyli stadionu Legii. W Zarządzie Dróg Miejskich uprzedzono mnie, że jeszcze sobie podyndają, bo ”właśnie trwa przesuwanie pieniędzy z jednego paragrafu do drugiego, żeby usunąć awarię, która się przydarzyła”. Słowa te okazały się prorocze. Nikt się specjalnie nie przejmował, jak źle to wygląda i nawet głupawka związana z Euro 2012 nic tutaj nie pomogła.

Niespodzianką było więc dla mnie to, że w połowie sierpnia 2012 r., czyli równo rok od poprzedniego komentarza, u zbiegu Wisłostrady i ul. Łazienkowskiej, jadąc rowerem do pracy, natknąłem się na tajemnicze wykopki. W następnych dniach kable zaczęły stopniowo znikać. I oto efekt - zdjęcie z jazdy dzisiejszej:

Ot, warszawskie tempo...

A może ma to związek z planowaną na jutro decyzją Rady Warszawy o nadaniu dość przydługiej nazwy widocznemu w tle obiektowi? Teraz wbrew sponsorskiemu napisowi, który można dostrzec, a który chyba wszyscy ignorują, ma to być „Miejski Stadion Klubu Sportowego Legia im. Marszałka Józefa Piłsudskiego”. Każdy oczywiście tę nazwę zapamięta, a najszczęśliwsi będą radni, że znowu udało im się wykazać.

(osa) 

18:02, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (1) »
sobota, 25 sierpnia 2012

W Warszawie i miejski przewoźnik, i przewoźnicy prywatni ostatnio testują tyle autobusów, że nadążyć za tymi nowinkami mogą już chyba tylko najwięksi miłośnicy komunikacji miejskiej. Marki krajowe i zagraniczne, z napędem klasycznym, na gaz, prąd i hybrydowe.

W sobotę 25 sierpnia z daleka rzucił mi się w oczy jasny autobus linii 227 stojący na końcowym przystanku w al. Jana Pawła II przy Dworcu Centralnym. W poniedziałek przydybałem go przed ratuszem na pl. Bankowym. To VDL, który kursuje po Warszawie na holenderskich numerach rejestracyjnych.

A w lipcu po Budapeszcie jeździło takie oto cudo:

Autobus BYD K9B chińskiej produkcji. Portal autochiny.pl informuje o modelu BYD K9, który cieszy się rosnącym zainteresowaniem europejskich miast. Wśród testujących go wymienia m.in. Frankfurt, Amsterdam i Madryt. Na tej liście zabrakło zdecydowanie stolicy Węgier z modelem BYD K9B. W tym wypadku przyznacie chyba, że - jak powiedział klasyk - dobrze byłoby mieć Budapeszt w Warszawie ;-)

Wrażenia z jazdy bardzo pozytywne: cicho, płynnie, przy działającej klimie. W środku informacja o czasie "tankowania" energii:

Ten w pełni elektryczny autobus ma zasięg 250 km, a przy wyłączonej klimatyzacji - 300 km. Dla porównania testowany u nas elektryczny Solaris - 100 km i rozpędza się do 50 km na godz. ("chińczyk" może pędzić dwukrotnie szybciej). O tym, skąd pochodzi BYD, przypominają napisy nawet na uchwytach pasażerskich siedzeń:

To, co jeszcze ujęło mnie podczas przejażdżki autobusem BYD K9B po Budapeszcie, była taka drobna, niepozorna informacja zamieszczona na samym przodzie:

Podano tu szczegółową rozpiskę linii, na których autobus można spotkać w kolejnych dniach. W Warszawie wymaga to wyższej kombinatoryki - trzeba wiedzieć, w której zajezdni testowany autobus nocuje i które trasy może obsługiwać. Przewoźnicy przestali już o tym informować nawet media. Szczegółowe informacje wymieniane są na forach internetowych. A gdyby tak skopiować przy następnych testach pomysł znad Dunaju? Więcej tego Budapesztu w Warszawie ;-)

Tam ze szczegółowej informacji oczywiście korzystają miejscowi miłośnicy komunikacji. Towarzyszą kierowcy przez dłuższy odcinek trasy i chyba się już z nim nawet zaprzyjaźnili.

(osa)

21:50, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (8) »
środa, 22 sierpnia 2012

Mój syn wracał ostatnio ze spływu kajakowego po Rospudzie, a ja wyszedłem na Dworzec Centralny, żeby go odebrać z pociągu. Wieczorna ”Hańcza” z Suwałk miała o dziwo tylko 5 min spóźnienia, ale wystarczyło to, by prysły zmysły (choć Irena Kwiatkowska, śpiewając te słowa w ”Kabarecie Starszych Panów”, miała chyba na myśli coś innego ;-).

Najpierw o zmyśle wzrokowym. Moją uwagę zwróciło to, że przy peronie 4. nad torem 8. - o zgrozo - nie ma zasłoniętych prześwitów do północnej antresoli Dworca Centralnego. A jego odwołany z hukiem władca tak przecież biadolił, że masowo będą skakać stamtąd ludzie, więc najlepiej walnąć tam jakąś reklamę.

Teraz, niestety, zmysł wzrokowy musi podążyć za węchowym. Wprawdzie jakiś czas temu (tak akurat tydzień przed Euro 2012) wywęszyliśmy na Dworcu Centralnym zapachy fiołków i lawendy, teraz jednak wróciła dziwnie znajoma woń. Zerknąłem na tor 6. przy peronie 4. i oniemiałem: jak za starych dobrych czasów przy centralnym punkcie peronu (między schodami ruchomymi - tam, gdzie najwięcej podróżnych) w najlepsze leżały sobie odchody przemielone z papierem toaletowym (na zdjęciu powyżej). To samo na torze 8. przy peronie 4., tyle że już nieco zasuszone:

Może ktoś był akurat w pilnej potrzebie, ale przypuszczam, że to raczej przejaw chamstwa podróżnych, którzy nie przestrzegają zakazu korzystania z toalet podczas postoju pociągu na stacji (a tym bardziej podziemnej). Fatalnie świadczy to też o polskich kolejach, które po pierwsze wciąż używają wagonów z toaletami wylewającymi zawartość sedesu na tory (poza stacjami też przecież musi to wyglądać potwornie), po drugie kierownicy pociągów olewają polecenie zamykania takich toalet przed wjazdem pociągu na linię średnicową w Warszawie. Wreszcie - jak już się zdarzy komuś narobić na tory na Dworcu Centralnym, to nikt się nie zainteresuje, żeby to po prostu sprzątnąć. Sam nie wiem, która z tych rzeczy jest najgorsza.

(osa) 

PS I jeszcze końcówka tekstu mojego redakcyjnego kolegi Wojtka Karpieszuka z 1 czerwca 2012 r.:

”Co to za aromaty, pytamy w końcu Łukasza Kurpiewskiego, rzecznika PKP. - Zielone jabłuszko, lawenda - wylicza rzecznik.

- Czy pod sufitem są zainstalowane dozowniki?

- Po prostu używamy środków czyszczących o zintensyfikowanej woni lawendy, a w niektórych miejscach na dworcu są umieszczone pojemniki z zapaszkiem zielonego jabłuszko - zdradza Łukasz Kurpiewski.

Trzymajmy teraz kciuki, byle zielone jabłuszko i lawenda nie wyparowały z Centralnego po Euro 2012".

21:56, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (12) »
sobota, 18 sierpnia 2012

Powoli krystalizuje się projekt powakacyjnych zmian w komunikacji na Tarchominie i przyległej części Białołęki. Do zapowiedzianego już dawno powrotu linii 176 na pl. Hallera i potwierdzonego nieco później wycofania linii 133 i 152 z Żerania FSO (obie jako nadal osobne mają docierać do pętli Tarchomin - odpowiednio z Choszczówki i Białołęki Dworskiej) teraz dochodzi rozstrzygnięcie dylematu co do trasy linii 511: czy nowym mostem do Metra Młociny, czy na starej trasie mostem Grota-Roweckiego do stacji Marymont. Według ZTM pasażerowie są w tej kwestii podzieleni mniej więcej na pół.

Do konsultacji z urzędem dzielnicy wysłano więc propozycję utrzymania 511 na obecnej trasie, a dodatkowo likwidacji linii 508. W zamian 511 miałoby kursować częściej niż dzisiaj. Uważam, że to rozsądny projekt, skoro według danych ZTM autobusy 508 po otwarciu mostu MSC opustoszały. Po frekwencji w liniach ekspresowych i linii 101 z węzła Młociny widać wyraźnie, że mieszkańcy Tarchomina i Nowodworów wolą jechać jak najdalej metrem, a po przesiadce jak najkrócej autobusem. Nie sprawdziły się też czarne scenariusze, że trasa nowego mostu będzie wiecznie zakorkowana. Wobec tego wybór ZTM jest zrozumiały i prosty do przeprowadzenia. Ostatecznie Tarchominowi i Nowodworom w stronę mostu Grota i Marymontu zostaje jeszcze 510, a wzmocnienie rozkładu 511 wyjdzie tej linii tylko na dobre (częstotliwość co 20 min w dni wolne od pracy to jednak obciach). Ciekawy jestem tylko, jak ZTM wybrnąłby w tej sytuacji z proponowanego przez siebie na samym początku pasztetu pt. w miarę mocna linia 508 na trasie Metro Marymont - most Grota - Modlińska - Tarchomin - most MSC - Metro Młociny...

I jeszcze to coś dla Żoliborza. Wiadomo, że kroi się lokalne połączenie dla południowej części dzielnicy z wykorzystaniem zawrotki przy żoliborskim wyjściu ze stacji metra Dworzec Gdański. W pierwszym etapie linia owa miałaby mieć tak dziwną trasę, że chyba lepiej nie uruchamiać takiej wcale: Metro Dw. Gdański - Kokarda - gen. Zajączka - Felińskiego - Rydygiera - Matysiakówny - pl. Grunwaldzki - al. Jana Pawła II - Centrum Handlowe Arkadia. Czekają tam już nawet przystanki po zawieszonej linii Z-5 z czasów odbudowy wiaduktów przy Dworcu Gdańskim. Obawiam się, że frekwencja będzie żadna i to może być, niestety, argument za tym, by linii nie rozwijać.

A ona jest potrzebna, tyle że zupełnie inna. Przede wszystkim należy się zastanowić, jakie są najważniejsze punkty na jej trasie, a więc: stacja metra Dw. Gdański, pl. Grunwaldzki (przesiadka do tramwajów), nowe osiedla na dawnym Żoliborzu Przemysłowym (dziś Płd.), Hala Marymoncka (stacja metra i zakupy). Inne punkty do uwzględnienia to na pewno szkoły, a więc podstawówki przy Przasnyskiej i Or-Ota, ewent. siedziba straży miejskiej na Rydygiera. Z tego wychodzi, że trasa powinna przebiegać tak: Metro Dw. Gdański - Kokarda - gen. Zajączka - Felińskiego - Rydygiera - ks. Boguckiego - al. Wojska Polskiego - pl. Grunwaldzki - Matysiakówny - Rydygiera - Przasnyska, gdzie stoi bodaj ostatnia, zapomniana wiata w mieście z jakichś prehistorycznych czasów (dawniej zatrzymywała się tu linia 122 i bodaj 422, ale tego nie jestem pewny)...

... - Elbląska - Włościańska (z powrotem przez rondo Broniewskiego/Trasa AK) - Metro Marymont. A najlepiej, żeby z ul. Słowackiego zniknął bezsensowny dubler 116, czyli 205, więc ta nowa linia od Metra Marymont dalej: przez Gdańską, Hłaski, Rudzką, Klaudyny, Podleśną do Gwiaździstej (albo pętlą uliczną: Hłaski, Lektykarska, Podleśna, Klaudyny, Rudzka, Hłaski... i dłuższym postojem przy Dworcu Gdańskim). Problem w tym, że nie ma pod ręku tylu krótkich busików, a tylko takie zmieszczą się na zawrotce na ul. Kokarda, żeby obsłużyć całą tę długą trasę.

(osa)

01:33, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (18) »
środa, 15 sierpnia 2012


Fot. Bartek Bobkowski/AG 

Między Ursusem a Włochami przygotowania do operacji, jakiej w Warszawie dawno nie mieliśmy. Np. równo 50 lat temu trafiło nam się przesuwanie kościoła karmelitów trzewiczkowych (dawniej na Lesznie, wtedy na ul. Świerczewskiego, dziś w al. ”Solidarności”). Teraz czeka nas zaś wsuwanie przygotowanej wcześniej konstrukcji dwóch tuneli drogowych i przejścia dla pieszych z przejazdem dla rowerzystów.

 

Wszystko ma być umieszczone w miejscu likwidowanego od ostatniej soboty (czyli pięciu dni) nasypu linii kolejowej Warszawa - Poznań koło stacji Ursus Płn. Trasa ma być zamknięta jeszcze przez dziesięć dni.

Zapowiada się inżynieryjny majstersztyk, szkoda tylko, że efekt komunikacyjny wyniknie z tego dokładnie żaden. Ulica zwana ”nowolazurową” (kiedy radni zechcą jej wreszcie nadać jakąś normalną nazwę - tego nie wiadomo) w pierwszym etapie ma się bowiem kończyć zaraz za tym wsuniętym tunelem. Zyska wprawdzie połączenie z ul. ks. Chrościckiego w Nowych Włochach, ale jeździć tędy będzie mało kto. Potrwa to do czasu przebicia nowej ulicy przez następną linię kolejową do skrzyżowania z ul. Połczyńską na Jelonkach i nowego śladu ul. Lazurowej.

Nie przypuszczam, że stanie się to szybko. Po pierwsze dlatego, że ratusz liczy już każdy grosz na inwestycje. A po drugie protezą tego połączenia Ursusa i Włoch z ul. Połczyńską stanie się wytyczana z ogromnym mozołem ul. Gierdziejewskiego.

 

Mało kto wie, gdzie to w ogóle jest (początek na terenie dawnej fabryki traktorów w Ursusie i niedaleko stacji PKP Warszawa Gołąbki, koniec przy ul. Połczyńskiej na granicy Warszawy w Morach), więc wykonawcy dłubią sobie na tym odludziu w nieskończoność. A pozwala im na to Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, która zaczęła inwestycję dość nieoczekiwanie i jak się uważa niejako w darze dla Ursusa kompletnie odciętego od autostrady A2.

Od przedstawicieli GDDKiA jeszcze w marcu 2012 r. można było usłyszeć, że termin zakończenia budowy to... marzec 2012 r. Mówiono tak, choć wtedy nie przerzucono jeszcze nawet konstrukcji wiaduktu nad torami. Mamy sierpień i dopiero zaczyna się montaż szalunków potrzebnych do wykonania płyty wiaduktu. A wygląda to tak:

Uwagę zwraca nietypowy kształt filarów. 

Widok na pierwsze skrzyżowanie w Ursusie po zjeździe z wiaduktu. Przecznicą jest ulica z królewskim patronem Stanisławem Leszczyńskim (na zdjęciu prowadzi w prawo). Z lewej strony widać, że ul. Kazimierza Gierdziejewskiego (inżynier, profesor odlewnictwa) prowadzi zupełnie innym śladem niż zjazd z wiaduktu. Ich połączenie i opóźnienie całej inwestycji powodują widoczne na zdjęciu słupy linii energetycznej. Dwa z nich trzeba było postawić w nowym miejscu.

(osa)

sobota, 11 sierpnia 2012

Równolegle z dostawami 6 dwukierunkowych tramwajów z bydgoskiej PES-y trwa przetarg na 45 kolejnych. Pytałem o niego w tym tygodniu - według rzecznika Tramwajów Warszawskich nadal trwa sprawdzanie wniosków oferentów o dopuszczenie do drugiego etapu. Kogo w nim zobaczymy? I kto ten przetarg wygra? Czy PESA może być pewniakiem?

Fot. MPK Poznań

Swoich zwolenników ma model Tramino firmy Solaris. Od dzisiaj poznaniacy mogą go spotkać na trasie nowej linii na Franowo. Pozazdrościć - niewiele ponad rok budowy (co prawda 3 m-ce opóźnienia), 800 m w tunelu z trakcją podwieszoną pod stropem tak, że powinni tam pielgrzymować nasi nieudacznicy z kolei, by czym prędzej poprawiać pasztet po sławetnym remoncie podmiejskiej części tunelu średnicowego, wreszcie przystanki - jak świetnie wygląda ich wykończenie, widać na zdjęciu. A my w Warszawie nadal grzebiemy się z rozpoczęciem naszych epokowych inwestycji tramwajowych: jakiś kilometr na ul. Powstańców Śląskich i parę kilometrów na Tarchominie.

Konkurentem PES-y na rynku tramwajowym chce zostać jej rywal w produkcji taboru kolejowego - nowosądecki Newag, choć jego oferta tramwajowa jest dość tajemnicza. W warszawskim przetargu (także w śląskim) Newag startuje razem z o wiele bardziej znanym producentem chorwacką firmą Končar. Muszę przyznać, że jej tramwaje kursujące po Zagrzebiu od 2005 r. robią doskonałe wrażenie (oczywiście w wersji jednokierunkowej):

Teraz zajrzyjmy do środka. Najpierw kabina motorniczego:

W części pasażerskiej zwraca uwagę przestronność wnętrza. Wydaje mi się, że jest tu swobodniej niż w Swingach:


Zdarzają się wprawdzie ciaśniejsze miejsca (w głębi), ale młody obywatel chorwacki daje radę :-)

Oczywiście na ulicach Zagrzebia można jeszcze trafić na starszy model:

Na przystankach działa system zapowiadający kolejne kursy. Czasem działa jednak tak jak w Warszawie, czyli czas podany na wyświetlaczach i kolejność nadjeżdżających linii nijak się mają do rzeczywistości:

Podoba mi się, jak sieć tramwajowa w Zagrzebiu przenika się z ruchem pieszym i rowerowym. Widać to zwłaszcza na głównym placu chorwackiej stolicy (Ban Jelacić Trg - 9 i 10 zdjęć wyżej), a także na dochodzących do niego ulicach:

Z kolei rozwiązanie na ulicy Savska Cesta przypomina warszawską aleję Waszyngtona - tory tramwajowe po bokach, a w środku jezdnia:

Przed skrzyżowaniami organizacja ruchu wygląda zaś na niej tak:

Samochody skręcające w prawo i część jadących prosto przecina tory tramwajowe odpowiednio wcześnie przed skrzyżowaniami. W godzinach szczytu nie do końca jednak się to sprawdza, bo samochody, które nie mieszczą się na prawym pasie, tarasują przejazd tramwajom. Zakaz wjazdu na pas dla tramwajów jest przestrzegany.

Na koniec przejażdżki po Zagrzebiu obrazek z innej branży:

(osa)

21:15, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (16) »
 
1 , 2

Gazeta.pl Warszawa