czwartek, 29 sierpnia 2013

Budowę tzw. ul. Nowolazurowej można było zaplanować lepiej, a coraz bardziej zastanawiam się, czy w ogóle jest teraz potrzebny jej północny odcinek. Zwłaszcza że cały czas niedomknięta pozostaje część obwodnicy śródmiejskiej na Pradze. 

Dlatego nie do końca zgadzam się z argumentami p. Anny Piotrowskiej, dyrektor Zarządu Miejskich Inwestycji Drogowych, która niedawno przysłała do ”Gazety” polemikę:
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,14473225,Drogowcy_przekonuja__przerwa_w_arterii_nie_przeszkadza.html

W artykule ”Kolejna trasa z luką w środku” napisałem, że ZMID powinien od razu połączyć planowaną Nowolazurową z obecną ul. Lazurową:
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,14446263,Nowa_trasa_z_dziura_w_srodku__Zabraknie_300_metrow.html

Dyrektor Piotrowska powołuje się na obliczenia, na podstawie których powstaje wskaźnik określający stosunek poniesionych przez miasto kosztów do korzyści komunikacyjnych wynikających ze zrealizowania konkretnej inwestycji. Urzędnicy uznali więc, że aby doprowadzić Nowolazurową do Lazurowej, należałoby tę ostatnią od razu poszerzyć aż do Górczewskiej albo nawet trasy S8. Na to zaś miasto nie ma pieniędzy. Bez poszerzenia Lazurowej według ZMID połączenie z Nowolazurową byłoby niecelowe, jako że Lazurowa pozostałaby ulicą o znaczeniu lokalnym.

Czyli podobnie jak na odcinku Górczewska - trasa ekspresowa S8, gdzie nie wykorzystano okazji i po 2 latach prac w okolicach skrzyżowania Górczewska/Lazurowa ta ostatnia nadal ma tylko jedną jezdnię na krótkim odcinku. Tworzy to pewną prowizorkę, która potrwa zapewne wiele lat.

Z punktu widzenia kierowcy lepiej byłoby jeździć Nowolazurową od razu na wprost (zabraknie może ze 300 m!), zamiast łamańcem Nowolazurowa - Połczyńska - Szeligowska - Lazurowa. Takie poprowadzenie ruchu (a Nowolazurowa ma być niejako przedłużeniem w kierunku Bemowa trasy wlotowej omijającej Janki i Raszyn) grozi blokowaniem się dwóch skrzyżowań - obecnego Połczyńska/Szeligowska i Połczyńska/Nowolazurowa (niechże ktoś zmieni tę potworną tymczasową nazwę i nada w końcu jakąś normalną!).

Napisałem, że Nowolazurowa to ”kolejna trasa z luką w środku”, bo w podobny sposób ZMID zamierza wytyczać na Pradze Trasę Świętokrzyską. Najpierw odcinek ul. Sokolej od mostu Świętokrzyskiego i Wybrzeża Szczecińskiego do ul. Zamoyskiego, czyli po oddaniu stacji II linii metra będzie niemal bez zmian - zabraknie ze 100 m do ul. Targowej. Drugi etap przewiduje odcinek na przedłużeniu Kijowskiej - od Dworca Wschodniego na Targówek Fabryczny. I dopiero na sam koniec (bez określenia daty budowy) ma być połączenie w środku z nowym skrzyżowaniem Trasy Świętokrzyskiej z ul. Targową.

Jednocześnie ZMID szykuje rewolucję na Wybrzeżu Helskim z megaszerokim skrzyżowaniem ul. Okrzei, w którą ma być wtłoczony przez osiedlową ul. Panieńską cały obecny ruch z ul. ks. Kłopotowskiego od ul. Targowej. Są w tej sprawie głośne protesty. Może aż taka skala inwestycji nad Wisłą byłaby niepotrzebna, gdyby od razu ul. Sokola została doprowadzona do Targowej choćby tylko z prawoskrętami: Sokola -> Grochów i Targowa -> Sokola. Tu także (jak między Nowolazurową a Lazurową) pozostanie niewygodny łamaniec: Sokola - Zamoyskiego - wyjazd z dawnego dworca PKS Stadion - Targowa.

O Nowolazurowej pisze dyrektor Piotrowska, że ”intencją władz miasta jest zrealizowanie inwestycji w całości”, czyli z poszerzeniem odcinka Szeligowska - trasa S8 i dwupoziomowymi skrzyżowaniami z Połczyńską i Górczewską. Czy to aby potrzebne? Powstaje przecież wiadukt nad linią PKP w ul. Gierdziejewskiego wraz z nowym wyjazdem z Ursusa do ul. Połczyńskiej. Nowolazurowa już na obecnym etapie miałaby połączenie i z ul. Gierdziejewskiego, i z Połczyńską. Jest też otwarta zachodnia obwodnica przez pobliski węzeł Konotopa. Całkiem sporo jak na jedną część miasta.

Dlatego zamiast przedłużania Nowolazurowej do Połczyńskiej z niewygodnym zawijasem przez Szeligowską wolałbym choć jedną sensowną i sprawnie przeprowadzoną (nie tak jak poszerzanie ul. Marsa) inwestycję drogową w prawobrzeżnej połówce Warszawy. Najlepiej obwodnicę od ronda Wiatraczna do ronda Żaba - nawet, gdyby miała powstawać kawałek po kawałku.

(osa)

czwartek, 22 sierpnia 2013

W ostatnim dniu z dwoma liniami metra (Młociny - Ratusz i Kabaty - Politechnika) zdążyłem się jeszcze załapać na taki oto nietypowy jak na Żoliborz widok. Dwa tramwaje linii 75, która przez ostatnie 8 tygodni dzielnie metro zastępowała między stacją Marymont a pl. Narutowicza, zablokowały skrzyżowanie Słowackiego ze Stołeczną (ks. Popiełuszki), Gdańską i Potocką. Przez dobrą minutę nie można było wjechać na pl. Jacka Kuronia znajdujący się u zbiegu dwóch ostatnich ulic. Na niewidocznym na zdjęciu przystanku (z lewej) stał tramwaj linii 17, a przed nim zdaje się 74, która też zastępowała metro, ale bardziej okrężną trasą znad stacji Marymont przez Stołeczną, al. Jana Pawła II, Nowowiejską i Marszałkowską na Bródno.

Linia 74 przed likwidacją zdążyła się z kolei załapać na zazieleniające się już torowisko po niedawnym remoncie odcinka między pl. Grunwaldzkim a Halą Marymoncką:

Zaczyna to wyglądać naprawdę ładnie. Ostatni całodzienny deszcz dobrze się tej murawie przysłużył - wygląda tak, jakbyśmy mieli właśnie wiosnę, a nie kończące się, niestety, wakacje. Po bokach torowiska, gdzie plantowanie ziemi zakończono najpóźniej, widać jeszcze rozrzucone nasiona, które muszą wykiełkować.

Trzymam kciuki, żeby Tramwaje Warszawskie zdecydowały się na zielone torowisko również wzdłuż al. Jana Pawła II. Dziś jest ono zmasakrowane popękanym i pofałdowanym asfaltem. Ułożono go w miejscu kamieni w obawie przed alterglobalistami, którzy mieli ponoć zdewastować Warszawę podczas szczytu gospodarczego w 2004 r. Przyjechał drugi garnitur przywódców, nic się złego nie stało, ale rządząca wtedy miastem ekipa (generalnie mocno opętana w temacie różnych domniemanych zagrożeń), podniosła wielkie larum. Chlusnęli więc asfaltem między torami i efekty oglądamy do dzisiaj.

Niedawno doszły mnie jednak słuchy, jakoby ratusz odstąpił od remontowania tego odcinka w ogóle, a przynajmniej od instalowania na nim zielonej fali dla tramwajów. Budzi ona kontrowersje, bo ponoć priorytet sygnalizacyjny w tym miejscu może narobić więcej szkód - korki na skrzyżowaniach, wzrost ruchu na bocznych ulicach - niż pożytku.

Obie linie 74 i 75 generalnie dobrze sprawdziły się podczas zamknięcia metra w Śródmieściu. Na wieść o tym, że metro wraca, w mojej rodzinie pojawiły się nawet głosy, że człowiek ledwo się do tych często kursujących tramwajów przyzwyczaił, a już je likwidują :-) Głos w kontrze: "Tylko metro! W tramwajach zaczął się znowu robić duży tłok i jeździły stadami". Skutek widoczny na zdjęciu powyżej.

Wprawdzie metro miało zacząć wracać już w pierwszej połowie sierpnia, ale otwarcie stacji Centrum i Świętokrzyska jutro 23 sierpnia, czyli blisko 10 dni przed zadeklarowanym terminem, i przywrócenie ruchu od razu na całej linii uważam za duży sukces. Już słychać na stacjach komunikaty, że "miło nam poinformować...", że "ruch wraca nieco wcześniej". Wykonawcy prac, spółce AGP Metro, należą się gratulacje. Również rok temu o tydzień przyspieszyła otwarcie przejazdu Marszałkowską (zamkniętą wtedy przez 4 miesiące) dla tramwajów, samochodów i autobusów.

Najważniejsze jest zaś to, że będzie bezpośrednie przejście peron-peron między I a II linią zamiast proponowanej przez wykonawcę bieganiny po schodach. Jeśli będzie tym podziemnym, wygodnym przejściem przechodzić, pamiętajcie, że do jego powstania w pewnym stopniu przyczyniła się "Gazeta" i artykuły Krzysztofa Śmietany, który ujawnił niecne plany budowniczych II linii. Na szczęście władze miasta zareagowały właściciwie i wymogły na wykonawcy wariant może mniej wygodny w budowie, za to optymalny w użytkowaniu na wieki wieków. Tak powinno być

Można oczywiście podejrzewać, że to przyspieszenie w metrze ma związek z wiadomym plebiscytem, który szykuje nam się w Warszawie w październiku. Bo jutro pobudka przed godz. 4 rano, zbiórka za dziesięć piąta i o 5.02 przejażdżka z panią prezydent pierwszym kursem metra do centrum. Skoro świt, gdy wszyscy jeszcze smacznie śpią. I ktoś chce mieć dobrą prasę przed referendum ;-)

(osa)

21:46, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (17) »
środa, 21 sierpnia 2013

W niecały miesiąc od otwarcia najnowszy most na Wiśle w Kwidzynie przejechany i zaliczony. Co za widok i jaka frajda! Wszyscy, którzy mają fioła na punkcie takich niebanalnych przepraw - obecność obowiązkowa.

Kwidzyński most od dawna kusił mnie, by go zobaczyć. Byłem wiernym czytelnikiem świetnie udokumentowanego wątku poświęconego budowie tej przeprawy na forum skyscrapercity (polecam lekturę):
http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=746424

Dlatego kiedy wiosną "Gazeta" zorganizowała dla czytelników konkurs "Moja trasa magiczna" (chodziło o to, by dojechać na wakacje bez pośpiechu nietypową drogą), jako przykład zaproponowałem wyprawę z Warszawy nad morze z zaliczeniem/przejechaniem wszystkich mostów na Wiśle po drodze. Ten pod Kwidzyniem był już wtedy na ukończeniu:
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,13923508,Nad_morze_przez_wszystkie_mosty_na_Wisle.html
Przy okazji koniecznie zajrzyjcie do Chełmna (w bok od autostrady A1, między Toruniem a Grudziądzem), gdzie też jest most, choć już mniej ciekawy, ale przede wszystkim powstał tam wzorzec miast tworzonych na podstawie prawa chełmińskiego. Dziś jest to piękna perełka odnowiona w dużym stopniu z funduszy Unii Europejskiej:


Z Chełmna do Kwidzyna już bardzo blisko. W sumie z Warszawy jedzie się tam ok. 3,5 godz. Do pokonania jest blisko 300 km (w wersji przez Ostródę - upiorna szosa gdańska z jednym tylko na razie ekspresowym odcinkiem od Nidzicy do Olsztynka, i dalej przez Iławę i Prabuty) lub nieco bliżej, choć trochę dłużej właśnie przez Chełmno, opłotki Torunia i jeszcze bardziej wkurzającą drogę nr 10 (liczne wioski i ograniczenia prędkości, brak możliwości wyprzedzania) przez Sierpc do Płońska. Kto nie lubi wracać tą samą drogą, ma wybór.

26 lipca 2013 r. do Kwidzyna na otwarcie mostu zjechał obok ministra transportu Sławomira Nowaka stroniący zwykle od przecinania wstęg premier Donald Tusk: 


Fot. Aleksander Łubieński

Uważam, że tym razem zrobił słusznie - obiecał tę inwestycję i została zrealizowana w ciągu 2,5 lat (choć z ponadpółrocznym opóźnieniem). Stało się to wbrew m.in. lamentom ekologów, którzy wyszukiwali w wodzie chronione minogi, a nad wodą ptaki, które ich zdaniem będą się masowo rozbijać o liny i pylony mostu. Pożytek z tego taki, że olinowanie mostu (lin czy też want jest w sumie 54) ma kontrastowy, czerwony kolor, co bardzo pasuje do pobliskich miast z ceglaną zabudową jeszcze z czasów krzyżackich. Pylony zaś niewysokie, dość nietypowe na mostach podwieszanych. Choć w tym miejscu spece od inżynierii mostowej wytknęliby, że nie jest to typowa przeprawa podwieszana, tylko jej wersja zmieszana z typem belkowym sprężonym, tzw. extradosed.


Tytuł tego wpisu może się wydawać nieco na wyrost, ale przekonałem się osobiście, że most pod Kwidzyniem wygląda rzeczywiście cudnie. Naturalnie najładniejszy jest moim zdaniem w swojej kategorii przepraw nowych, bo mają też swój urok wszystkie kratownicowe mosty na Wiśle z puławskim i grudziądzkim na czele. Piękny jest nasz stary, poczciwy warszawski poniatoszczak czy nieużywany most w Tczewie. Bardzo też lubię nietypowy, bo dwupoziomowy most Gdański w stolicy (zwłaszcza, odkąd jest iluminowany). Most w Kwidzyniu z powodzeniem może jednak konkurować z otwartymi w ostatnich kilkunastu latach Świętokrzyskim i Siekierkowskim w Warszawie czy ażurową piramidą mostu "Solidarności" w Płocku. Nie mówiąc już o tak nudnych i banalnych konstrukcjach jak warszawski most Północny (Marii Skłodowskiej-Curie) czy autostradowy pod Grudziądzem, który miał wyglądać o wiele bardziej atrakcyjnie, ale prywatny wykonawca najgorzej chyba oznakowanej autostrady (odcinek A1 Gdańsk - Toruń), którą jechałem, wymógł oszczędniejszą wersję (poskąpił też na drogowskazach). Zachwyca też krakowska kładka Bernatka. Teraz jednak górą Kwidzyn.


Tak mówił tam premier Tusk: "Bardzo się cieszę, że po tylu latach marzeń i oczekiwań możemy stanąć na moście na Wiśle. To jest moment bardzo ważny dla tych wszystkich, którzy pamiętają, jak długo myśleliśmy o tym, aby Kwidzyn, Powiśle, Pomezanię połączyć z Kociewiem - aby łatwiej móc dojechać do Trójmiasta - ale tak naprawdę by połączyć ze światem".

Przywołuję te słowa, bo ku mojemu rozczarowaniu lipcowe wydarzenie w Kwidzynie jakoś nie przebiło się do ogólnopolskich mediów. Na stronach krajowych czy gospodarczych gazet ważniejsza jest naturalnie codzienna polityczna sieczka, z której niewiele wynika. A i na konferencji premiera od razu zaczęły padać pytania dziennikarek o jakiś zupełnie mgławicowy projekt z przekopem Mierzei Wiślanej, który PiS wylansował przy okazji referendum w Elblągu, bez większego związku ze zmianą władz w tym mieście. Warto wspomnieć, że ta sama partia w sprawie mostu w Kwidzynie kompletnie skapitulowała, nie potrafiąc rozpocząć inwestycji (dobrze to znamy w Warszawie z lat 2002-2006).
Premier Tusk przesadził tylko (chyba), mówiąc, że most kwidzyński jest 11. na Wiśle spośród otwartych lub projektowanych za rządów PO. Jako żywo nie mogę się aż tylu doliczyć (powstają jeszcze przeprawy koło Połańca i Opola Lubelskiego, a otwartych mostów też nie uzbierałoby się aż tyle).

Jak się przekonałem, most pod Kwidzynem przyciąga nie tylko entuzjastów dobrej roboty na polskich drogach. Przy dojeździe do przeprawy na prawym brzegu zgromadzili się rolnicy, którzy ustawili w kręgu oflagowane traktory:

Jeśli dobrze dosłyszałem z daleka, przemawiali do mikrofonów miejscowych reporterów, skarżąc się na mitycznego Niemca, który wykupuje ojcowiznę. Czyli stara śpiewka polskiego chłopa, która ma niewielkie pokrycie w faktach.

A propos tego odcinka odnotujmy tylko, że razem z kwidzyńskim mostem o długości 808 m powstało blisko 12 km dróg dojazdowych, w tym krajowa, b. krótka nr 90 (ma w sumie ok. 15 km). Cała inwestycja kosztowała 250 mln zł, a jej wykonawcami są Budimex i hiszpański Ferrovial Agroman.

Nowa przeprawa przez Wisłę jest doskonale widoczna z kwidzyńskiego zamku (to jakieś 5 km), który został po Krzyżakach. Słynie on m.in. z największej, pięcioprzęsłowej latryny w Europie:

Dzięki mostowi w Kwidzynie byłem tam po raz pierwszy w nie tak krótkim już życiu i miasto zrobiło na mnie b. przyjemne wrażenie. Do zamku pokrzyżackiego przylega gotycka katedra św. Jana Ewangelisty z XIII w.:

Ta z kolei znana jest m.in. z kaplicy, w której na własne życzenie miała się ponoć zamurować błogosławiona Dorota z Mątowów (w tej pokucie wytrzymała, o ile pamiętam, blisko 2 lata).

Po drugiej stronie widocznego powyżej skweru znajduje się całkiem zgrabnie wpasowany nowoczesny budynek kwidzyńskiego kina:


Most pod Kwidzynem czerwienieje też na horyzoncie, gdy stoi się na skarpie znacznie bardziej oddalonego (to już jakieś kilkanaście kilometrów) zamku w Gniewie).

Nasz redakcyjny kolega varsavianista Jerzy S. Majewski, który wybrał się do Kwidzyna na rowerze z Tczewa, po powrocie do Warszawy opowiadał, jak to usłyszał w Gniewie narzekania pewnego jegomościa, że diabli nadali ten nowy most pod Kwidzynem, skoro z jego powodu trzeba było zlikwidować przeprawę promową. Ani chybi jakiś pracownik tejże.

A w Gniewie nadal można się natknąć na ślad tego, co działało przez lata, a co musiało teraz odejść do lamusa i większość chyba nad tym jednak nie płacze. Otwarcie mostu w Kwidzynie przerwało najdłuższy, bo aż 80-kilometrowy odcinek Wisły, który nie miał dotąd stałej przeprawy.

(osa)

01:14, osa_oraz_smik , Z kraju
Link Komentarze (11) »
piątek, 16 sierpnia 2013

A gdyby tak tramwaje po otwarciu II linii metra, wybudowaniu planowanych tras (sztuk: 2 - słownie: dwie) na Bemowie i Tarchominie zaczęły kursować tak (zmiany podkreślone), z poprawkami po uwzględnieniu części uwag czytelników 18 sierpnia (zaznaczone boldem):

* 1: Annopol... al. Krakowska - Okęcie (co 5 min w szczycie/7-8 poza szczytem)
* 2: Metro Młociny - Tarchomin (co 5/7-8 min)
* 3: Annopol - Rembielińska - Matki Teresy z Kalkuty - Odrowąża - 11 Listopada - Targowa - Grochowska - Gocławek (co 5/7-8 min)
* 4: Żerań Wsch... most Gdański - Międzyparkowa - Andersa... Wyścigi, czyli bez zmian (co 10/15 min)
* 6: Metro Młociny... Jagiellońska - Ratuszowa - Targowa - Kijowska - Dw. Wschodni (co 10/15 min)
* 7: Kawęczyńska Bazylika... Grójecka - Banacha (co 10/15 min)
* 8: Wiatraczna... Powstańców Śląskich - Nowe Bemowo (co 10/15 min)
* 9: Okęcie - Gocławek, czyli bez zmian (co 3-4/7-8 min)
* 10: Górczewska - Wyścigi, czyli bez zmian (co 10/15 min)
* 14: likwidacja
* 15: Banacha - Grójecka... - Marymont Potok (co 10/15 min)
* 17: Tarchomin - most Północny - Marymoncka... Służewiec (co 7-8/15 min)
* 18: Żerań FSO... Metro Dw. Wileński... pl. Bankowy... Służewiec, czyli bez zmian (10/15 min)
* 20: Boernerowo... al. "Solidarności" - Metro Dworzec Wileński - Targowa - 11 Listopada - Stalowa (co 10/15 min)
* 22: Piaski... rondo Waszyngtona - al. Waszyngtona - Wiatraczna (co 10/15 min)
* 23: Nowe Bemowo... al. "Solidarności" - Metro Dworzec Wileński - Targowa - 11 Listopada - Odrowąża - Matki Teresy z Kalkuty - Rembielińska - Annopol (co 5/7-8 min)
* 24: Nowe Bemowo - Gocławek, czyli bez zmian (co 5/7-8 min)
* 25: likwidacja
* 26: Górczewska... Metro Dworzec Wileński - Targowa - Zamoyskiego - Grochowska - Wiatraczna (co 5/7-8 min)
* 27: Metro Marymont... Okopowa - Towarowa - Metro Rondo Daszyńskiego - Kasprzaka - Skierniewicka - Wolska - Połczyńska - Powstańców Śląskich - al. Reymonta - Broniewskiego - Wólczyńska - Nocznickiego - Metro Młociny (co 10/15 min)
* 28: Górczewska - Powstańców Śląskich - al. Reymonta - Broniewskiego... Jagiellońska - Ratuszowa - Targowa - Kijowska - al. Tysiąclecia - Kawęczyńska-Bazylika (co 10/15 min)
* 31 -> 48
* 33: Metro Młociny - Rakowiecka, czyli bez zmian (co 5/7-8 min)
* 35: Banacha - Grójecka - pl. Narutowicza - Filtrowa - Nowowiejska - pl. Zbawiciela - Marszałkowska... - Broniewskiego - Piaski (co 10/15 min)
* 37: Służewiec... ks. Popiełuszki - Słowackiego - Marymoncka - AWF (powrót jako "17" co 7-8/15 min)
* 41: Żerań Wsch. - Woronicza, czyli bez zmian (co 10/15 min w dni powszednie)
* 44: zamiast "31" (Metro Wilanowska - Służewiec, docelowo z tramwajami dwukierunkowymi: Metro Wierzbno - Woronicza... Służewiec) (co 5/10 min w dni powszednie).

Przedłużenie silnej "1-ki" na Okęcie to sposób na przyciągnięcie pasażerów z Ochoty i al. Krakowskiej do metra na rondzie Daszyńskiego. Tyle że trzeba by skrócić 7-kę i 15-kę do Banacha.

Zastanawiałem się też, jaka linia powinna obsługiwać cały ciąg Powstańców Śl. - al. Reymonta (po spodziewanym wycofaniu autobusów 184, a i pewnie 112). Puszczenie "8" czy "10" do Huty Warszawy oznaczałoby znaczne wydłużenie i tak już niekrótkich tras. Przyszedł mi do głowy pomysł z linią 27 przekierowaną w dodatku do stacji metra Rondo Daszyńskiego. Uważam, że byłaby to szansa na ożywienie 27, linii dziś niezbyt dobrze wykorzystywanej.

Reszta zmian to głównie powrót linii do dawnych tras sprzed budowy metra i likwidacja ewidentnych nadpodaży (odcinek Koło - Bemowo, Jagiellońska). Zwracam uwagę na przedłużenie 37 do AWF-u. Chyba że wystarczyłoby brygad i byłoby zapotrzebowanie na silną 17-kę na Tarchomin już w pierwszym etapie z pętlą przy ul. Mehoffera.

(osa)

23:15, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (50) »
niedziela, 11 sierpnia 2013


Od pewnego czasu obserwuję przystankową nowinkę na Żoliborzu - to dodatkowe dojście do przystanku tramwajowego na ul. Stołecznej (oficjalnie ks. Popiełuszki), który widać na zdjęciu w głębi. Do tej pory do wysepki pośrodku jezdni można było się dostać tylko od strony skrzyżowania z ul. Krasińskiego.

Taki niewygodny, pojedynczy dostęp do przystanków tramwajowych jest w Warszawie plagą. Najgorzej sprawdza się to w al. Niepodległości nad Metrem Pole Mokotowskie, w al. Jana Pawła II przy Dworcu Centralnym i na Grójeckiej przy Banacha. Wszędzie tam wysepka tramwajowa jest bardzo długa i pasażerowie muszą niepotrzebnie biegać za nadjeżdżającym tramwajem. W pewnym wieku nie jest to już takie łatwe - nawet, jeśli tramwaju jeszcze nie ma, ciężko iść taki kawał, żeby znaleźć w odpowiednim miejscu.

Pojawiły się na szczęście jaskółki zmian na lepsze. Na Targowej po przebudowie linii tramwajowej przed Euro 2012 przystanek koło Teatru Powszechnego w kierunku Kijowskiej ma dojście z obu stron. Na ul. Mickiewicza za pl. Wilsona (do pętli Marymont-Potok) wprawdzie dojście nadal jest tylko od zebry bliżej placu, ale pośrodku wysepki postawiono słupek z napisem ”czoło wagonu” - motorniczowie zatrzymują się wcześniej, a pasażerowie nie muszą gonić za tramwajem aż na początek przystanku.

Podwójne dojście do tramwajów zatrzymujących się u zbiegu Stołecznej i Krasińskiego to wynik niedawnego remontu tego odcinka. Między jezdnią a torem ułożono chodnik do wysepki przystankowej. Dawniej rosła tu trawa, teraz płyty chodnikowe zaczynają się przy przejściu dla pieszych przez Stołeczną w połowie drogi między pl. Grunwaldzkim a ul. Krasińskiego. Wbrew warszawskiemu trendowi likwidowania zebr w latach 90. ta powstała jakiś czas temu i przydaje się przy przechodzeniu np. do pobliskiego gimnazjum i liceum im. Sempołowskiej. Podobne przejście, też z sygnalizacją wzbudzaną przez pieszych i rowerzystów, powstało pośrodku jeszcze dłuższego odcinka Krasińskiego - Słowackiego.

Tramwaje Stołeczną już jeżdżą, ale od wielu tygodni w poprzek dodatkowego dojścia do przystanku stoi barierka. Wygląda to na problemy z odbiorem tego nowum. Jest wprawdzie płotek odgradzający przechodniów od tramwajów, ale moim zdaniem przydałaby się jeszcze jakaś barierka od strony jezdni, bo samochody często pędzą tędy grubo ponad dopuszczalny limit 50 km na godz.

Sam remont linii tramwajowej na ul. Stołecznej - o dziwo - wciąż się nie skończył. Odcinek to niedługi, a wyłączenie ruchu zaplanowano na 2 miesiące (maj-czerwiec 2013 r.). Ledwo udało się zdążyć, co Tramwaje Warszawskie usprawiedliwiały wyjątkowo deszczową wiosną. Jeszcze dwa tygodnie przed przywróceniem ruchu nawet nie zabrano się za wymianę torów bliżej skrzyżowania z ul. Słowackiego. Potem w ostatni weekend przed otwarciem przejazdu trwały bardzo intensywne prace. Uzupełnianie torów ziemią miało zająć cały lipiec, ale się przedłużyło i na północnej końcówce tego odcinka zahaczyło o sierpień.

W sumie można by te obsuwki puścić w niepamięć, bo ruch tramwajów wrócił zgodnie z planem. Teraz czekamy na trawiaste torowisko, zielone jak zielony jest Żoliborz. No może poza trawiastym odcinkiem na sąsiedniej linii wzdłuż ul. Mickiewicza:


Chyba jednak tramwajarze zapominają, że mają takie torowiska i że podczas upałów należałoby tam wysyłać nocami polewaczkę. W dodatku wciąż widać tu ślady po groźnym wypadku, do którego doszło wiosną (moja córka, widząc go, była przekonana, że kierowca nie wyszedł z tego cało, na szczęście było inaczej). Samochód wpadł pod tramwaj, na torowisko rozlały się płyny silnikowe, strażacy je zneutralizowali i zamiast trawy zostało po tym takie wypalone miejscami, a ogólnie brązowo-żółte klepisko.

(osa)

17:58, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (16) »
czwartek, 08 sierpnia 2013

Tegoroczne wakacje przekroczyły już półmetek, czas więc najwyższy, żeby Autobus_czerwony tradycyjnie wyruszył trochę poza Warszawę. Dziś środek transportu, który - o dziwo - chyba jeszcze nie zagościł w naszym blogu przez blisko 5 lat jego istnienia.

Trolejbusy są dla Salzburga podstawą komunikacji. Polakowi, który przyjeżdża tam podziwiać piękną barokową i rokokową architekturę oraz odwiedza kolejne miejsca związane z najsłynniejszym obywatelem tego miasta Wolfgangiem Amadeuszem Mozartem, miło spotkać niemal na każdym kroku produkt wyeksportowany z polskiej fabryki, czyli trolejbusy Trollino.

Na 96 trolejbusów kursujących po Salzburgu już blisko jedna trzecia to pojazdy z podpoznańskich fabryk Solarisa. W lipcu firma informowała o rozbudowie za 10 mln zł swojego zakładu przy ul. Kórnickiej w Środzie Wielkopolskiej (do listopada 2013 r. ma być niemal dwukrotnie powiększony), gdzie powstają szkielety i oblachowanie autobusów i właśnie trolejbusów. Ich końcowy montaż przebiega w hali w Bolechowie pod Poznaniem, gdzie mieści się główna siedziba firmy.

Trolejbusy kursują po Salzburgu od 1940 r. W informatorach turystycznych miasto poleca je jako przyjazny środowisku i wygodny środek transportu. Bilet dobowy - w sam raz dla turysty - kosztuje 3,2 euro, czyli 13 zł i 45 gr po dzisiejszym kursie 4,2 zł za euro. Dla porównania w Warszawie: cena biletu dobowego wynosi 15 zł, a już za kilka miesięcy, jeśli ratusz się nie opamięta i nie odwoła trzeciej z rzędu podwyżki, będzie to 18 zł. Ostatnio pisałem w ”Gazecie” o Francuzach zszokowanych tym, że stolicę Polski bardziej opłaca się zwiedzać w grupie samochodem niż transportem publicznym, który nie jest przecież u nas wcale zły.

W Salzburgu istnieje 11 linii (numery są nieco wybrakowane, ale mniej niż tramwajowe w Warszawie: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 10, 12, 14). Cała sieć liczy 100 km (jest też 16 linii autobusowych i pociągi podmiejskie).

”Mamy jedną z najnowocześniejszych flot trolejbusowych w Europie” - chwali się na swojej stronie przewoźnik Olbus SLB. Są też oczywiście starsze egzemplarze tak jak ten spotkany na ruchliwym, acz nieźle pomyślanym przystanku Ferdinand Hanusch Platz:

 

Austriacy sprowadzili do Salzburga 30 takich Van Hooli od 2004 r. Mają 18 m, zabierają 30 pasażerów na miejscach siedzących i około setki na stojaka.

Nagle ulicą przemknął pojazd zjawiskowy. Zbyt późno włączyłem aparat i uchwyciłem tylko jego tył:

Nie przypuszczałem, że to także produkt Solarisa. Na usprawiedliwienie swojego gapiostwa mogę podać tylko to, że my, w Warszawie, odzwyczajeni od trolejbusów przez 18 lat od ich ostatniego zjazdu do zajezdni z linii 51 (Metro Wilanowska - Piaseczno, obecna trasa autobusów 709), nie śledzimy zbyt intensywnie nowinek w tym rodzaju transportu.

Tymczasem Salzburg zamówił w grudniu 2012 r. w Solarisie 26 przegubowych trolejbusów właśnie marki Trollino 18 Metro Style z opcją dokupienia następnych 14. Dostawy zaplanowano sukcesywnie do 2017 r. Wcześniej po Salzburgu kursowało 25 zwykłych Trollino 18 sprowadzanych w latach 2009-12.


Fot. www.solarisbus.com

W tym typie od jezdni do podłogi jest 32-34 cm (w zależności od drzwi), do tego działa przyklęk o 7 cm + rozkładana ręcznie rampa dla niepełnosprawnych w drugich drzwiach. Trolejbus ma 40-49 miejsc siedzących.

Żałuję tylko, że nie miałem okazji przejechać się tym cudem. Chyba trzeba się wybrać do Gdyni, Tychów albo Lublina, żeby przypomnieć sobie, jak się podróżuje trolejbusami.

(osa)

19:28, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2

Gazeta.pl Warszawa