piątek, 29 sierpnia 2014

To ostatni weekend wakacji i chyba nierozstrzygnięty pozostaje trwający tego lata spór: którędy szybciej z Warszawy nad morze? Starą trasą, czyli "siódemką" w korkach i czasem z duszą na ramieniu, ale miejscami już całkiem wygodnie na dwujezdniowych odcinkach? Czy też dłuższą drogą, ale bardziej komfortowo, choć drożej, czyli autostradami A2 i A1?

To ostatnie zastrzeżenie w sierpniowe weekendy jest już zresztą mniej dotkliwe po decyzji premiera (jeszcze?) Donalda Tuska o otwarciu bramek autostradowych między Toruniem a Gdańskiem. Jakież się podniosło larum, że będzie to kosztowało aż 20 mln zł i jakim prawem rząd funduje darmową jazdę jednym a innym nie. W radiowej "Trójce" słyszałem nawet, że ktoś wysłał do zapłacenia swój rachunek za przejazd autostradą A2 (prawda, że nie jest tam tanio, bo 76 zł).

Ja uważam, że decyzja była słuszna - należało rozwiązać doraźnie coraz większy problem, jakim w każdy wakacyjny weekend były korki na A1 do niewydolnych punktów pobierania opłat. Docelowo spodziewam się wprowadzenia innego systemu, wygodniejszego dla kierowców.

Zawsze znajdzie się grono malkonentów - najpierw były narzekania na korki i że rząd nic z tym nie robi, a potem na to, co wymyślono. W dodatku ugruntowało się przekonanie, któremu sam nawet uległem, że te 20 mln zł dostanie prywatny koncesjonariusz autostrady A1. Tymczasem pieniądze z rezerwy budżetowej rządu trafią do Krajowego Funduszu Drogowego i jak mówi mi rzecznik GDDKiA Jan Krynicki, suma ta może nawet nie przekroczyć 20 mln zł. Tak czy owak chodzi o przesunięcie forsy z jednej rządowej szufladki do drugiej.

Sprawdziłem, że wariant A2 + A1 przydaje się zresztą nie tylko w drodze nad morze. Tak się składa, że od trzech lat ok. 15 sierpnia odwiedzamy pewną druhnę na obozie harcerskim, który stacjonuje nad Jeziorem Lucieńskim w lasach pod Gostyninem. Niby to niedaleko od Warszawy - w linii prostej tylko 108 km. Ale dojazd dotąd był niezbyt wygodny. Jednego roku wybraliśmy się przez Płock (134 km i 1 godz. 50 min jazdy), potem przez Sochaczew i Gąbin (125 km, ale już przeszło 2 godz., bo drogi wąskie i usiane wsiami). I wreszcie tym razem autostradami dzięki otwarciu A1 do węzła Kutno Północ - to aż 183 km, ale jazda trwała tylko 1 godz. 45 min.

Byłoby szybciej, ale na wysokości Kutna wpada się na kilkunastokilometrowy odcinek ze zwężeniem i ograniczeniem prędkości. W drodze powrotnej utworzył się tam mały zator - z północy jechało sporo samochodów:

Kiedy węzeł Kutno zostanie otwarty, także to spore miasto powiatowe znajdzie się w zasięgu autostradowej kombinacji A2 + A1 w drodze ze stolicy.

A korki na bramkach tak naprawdę biorą się nie tylko z powodu przestarzałego systemu poboru opłat, ale też z nieodpowiedniej kolejności inwestycji drogowych. Gdyby "siódemka" była drogą ekspresową na całej albo przeważającej długości, większość warszawiaków jechałaby nad morze tędy, zamiast nadrabiać kilometry autostradami. Niestety, dużo jeszcze brakuje do S7 z Warszawy do Gdańska.

Podobnie jest zresztą na odcinku południowym. Kiedyś w drodze do Krakowa, a właściwie w góry, zdecydowanie wolałem okrężną trasę przez "gierkówkę" na Śląsk, a stąd autostradą A4. Jednak ta ostatnia stała się nieprzyzwoicie droga (już 18 zł za 60 km!), ciągle są tam jakieś remonty i można się naciąć na korek przy zjeździe na zakopiankę. Tymczasem jazda "siódemką" jest coraz bardziej wygodna. Świetnie pruje się ekspresowym odcinkiem od Grójca do Jedlińska pod Radomiem (ok. 50 km) i podobnej długości od Skarżyska Kamiennej aż po Chęciny z ominięciem Kielc.

Niestety, na "siódemce" brakuje kluczowego fragmentu ekspresówki w granicach Małopolski i grozi tu powtórka z korków na północy kraju, jeśli będzie rósł ruch tranzytowy. Problem będzie się nasilał, bo niebawem zacznie się budowa kolejnego odcinka ekspresowego od Orońska pod Radomiem do granicy Mazowsza (z obwodnicą Szydłowca) - wykonawca już wybrany. Wznowiono też przetarg na coraz bardziej potrzebną ekspresową obwodnicę Radomia (a jeszcze tak niedawno to miasto mijało się jednojezdniową węziną - dziś zatyka się głównie rondo, przez które wyjeżdża się w stronę Warszawy).

Nowe fragmenty S7 będą przyciągać kierowców, tymczasem ku mojemu zdumieniu nowego wjazdu do Krakowa nie ma w żadnych konkretnych planach Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Wielkim sukcesem było oczekiwane od dawna podpisanie umowy na dokończenie wschodniej obwodnicy tego miasta. Niewiele to jednak pomoże. Nie chce się wierzyć, że ulica prowadząca od strony północnej do drugiego co do wielkości miasta w Polsce jeszcze przez wiele lat będzie wyglądała tak:

Można się nieźle ubawić, gdy stoi się w korku i czyta napis "Witaj w Krakowie Mieście Królów Polskich" (swoją drogą, po co te wielkie litery w trzech ostatnich słowach?).

Przejazd przez Kraków do zakopianki zajmuje godzinę. Zakopianka jest już w połowie dwujezdniowa, ale pociecha to żadna. Tym razem nie pchaliśmy się w Tatry, ale zatrzymaliśmy się w Gorcach między Rabką a Nowym Targiem. To znacznie mniej oblegane pasmo górskie. Na szlaku od strony Łopusznej rzadko spotyka się innych turystów, ale do schroniska pod Turbaczem (niezłe naleśniki, pyszny żurek i pomidorowa) z różnych stron schodzi się ich całkiem spory zastęp.

Wejście na Turbacz, najwyższy szczyt Gorców, nie sprawiałoby większych problemów, gdyby nie fatalny stan szlaków. Są kompletnie rozjeżdżone przez ciężki sprzęt, który zwozi drewno z lasów (mam nadzieję, że pod kontrolą nadleśnictwa i Gorczańskiego Parku Narodowego).

Muszę przyznać, że czegoś takiego - a gór trochę się już schodziło - jeszcze nie widziałem: jedno wielkie błoto. Miejscami trzeba uciekać ze szlaku na bok i przedzierać się przez chaszcze. Piechurowi wtedy pod górkę, nawet, jak już idzie ze szczytu w dół.

(osa)

czwartek, 28 sierpnia 2014

Podczas przebudowy ulicy Kleszczowej we Włochach wiadomo chociaż, o co chodzi z jej nazwą. Przejechać tędy teraz samochodem od Ryżowej do Krańcowej to jak wpaść w kleszcze drogowców. A przecież po tych wykrotach, piachu i tłuczniu normalnie kursują też autobusy:

Dość odważna to była decyzja, żeby zostawić tu niskopodłogowce. Z jednej strony wykop z barierką, z drugiej pobocze, po którym - jak rozumiem - muszą jeszcze chodzić piesi, bo gdzie indziej mają zakaz ruchu.

Zarząd Miejskich Inwestycji Drogowych lekką ręką tradycyjnie wyznaczył wykonawcy odległy termin zakończenia prac - czerwiec 2015 r. Trochę to dziwne, bo choć na Kleszczowej rzeczywiście dużo do roboty, to autostrady z niej nigdy nie będzie ani nawet ulicy z dwiema jezdniami, jak jeszcze kilka lat temu błędnie zapowiadali niektórzy urzędnicy w ratuszu. Kleszczową wolę na razie omijać z daleka. Autobusy są na nią skazane, bo to też dojazd do ich zajezdni - linie obsługuje zakład "Kleszczowa" (dawny R11).

(osa)

23:12, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (1) »
wtorek, 26 sierpnia 2014

A jednak zdarzają się też pomyślne informacje dla rowerzystów (to a propos poprzedniego wpisu o przeciągającym się wytyczaniu szlaku nadwiślańskiego). Na facebookowym profilu pełnomocnika rowerowego ratusza podano właśnie, że powstanie krótka rampa łącząca ścieżkę prowadzącą przez Powiśle i Mariensztat z Nowym Zjazdem:

Wielka radość! Z braku przejazdu nad rozkopaną Wisłą zdarza mi się mijać to miejsce w drodze z pracy i trzeba tam wnosić rower po schodkach. P. Łukasz Puchalski od pewnego czasu sygnalizował mi, że ma to miejsce na oku i oto udało się coś wymyślić.

Bardzo zresztą polubiłem drogę rowerową wzdłuż ul. Kruczkowskiego na Powiślu i dalszy przejazd przez park im. Rydza-Śmigłego oraz sportową Agrykolę. Wcześniej doczekaliśmy się przejazdów rowerowych przez skrzyżowania ul. Grodzkiej i Nowego Zjazdu z Wisłostradą (formalnie trzeba by tam było zsiadać i przeprowadzać rower przez pasy). To bardzo ułatwia jazdę. No a teraz jeszcze ta bardzo potrzebna rampa od Mariensztatu do przejścia przez Nowy Zjazd pod wiaduktem Trasy W-Z. Brawo! Formalności już dopięte, prace mają się zacząć zaraz po podpisaniu umowy z wykonawcą.

A ja właśnie wracam z posiedzenia komisji inwestycji i infrastruktury w Radzie Warszawy. Dyrektor biura rozwoju miasta Jerzy Kulik wyliczał zmiany w tegorocznym budżecie, w którym wydatki zbliżają się już do 15 miliardów złotych! To historyczny rekord. Dla rowerzystów ważna jest autopoprawka do uchwały rady, która ma być głosowana w czwartek 28 sierpnia. Znalazły się pieniądze na 3 dodatkowe odcinki dróg rowerowych. Oto, gdzie powstaną:

* Marszałkowska - od Świętokrzyskiej do Królewskiej (53 tys. 400 zł)
* Grójecka - od Włodarzewskiej do Instalatorów (396 tys. zł)
* Ostrobramska - od Poligonowej do Fieldorfa (550 tys. 560 zł).

Czyżbyśmy zbliżali się do momentu, gdy na Marszałkowskiej powstanie kompletny ciąg rowerowy łącznie z przejazdem przez upiorne rondo przy Al. Jerozolimskich?

(osa)

21:25, osa_oraz_smik , Rowery
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Mija kolejny sezon rowerowy, a nie widać końca pracom przy nadwiślańskim szlaku dla cyklistów. Inwestycja to pożyteczna, ale zbyt mocno się przeciąga - trudno sobie wyobrazić, by urzędnicy pozwolili sobie na tak długo rozkopać jakąś ruchliwą jezdnię, utrudniając ruch kierowcom.

Owszem, ostatnio drgnęło coś na Czerniakowskiej i dzięki budowie drogi rowerowej nawet udało się wyrzucić samochody, które latami parkowały na chodniku, a nawet jeździły po nim koło przystanku autobusowego Chełmska. Jest też wyasfaltowany fragment ścieżki na wysokości Cytadeli, choć z niewygodną wyrwą przed mostem Gdańskim (tutaj przypadkiem spotkaliśmy się niedawno z pełnomocnikiem rowerowym ratusza Łukaszem Puchalskim, który osobiście doglądał postępu prac - jego zaangażowanie nie tylko w tym miejscu robi pozytywne wrażenie). Wreszcie ułożono asfalt między Ludną a tzw. Płytą Desantu w pobliżu wrót Portu Czerniakowskiego.

W tych dniach natknąłem się na odbudowę odcinka pod estakadami przy Lesie Bielańskim:



O przyczynach zamknięcia tej części szlaku pisałem pod koniec marca:
http://autobusczerwony.blox.pl/2014/03/Rowery-wykopywane-znad-Wisly.html

Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji prowadziło prace przy kolektorze bielańskim. Tu należy się pochwała za to, że dla cyklistów wytyczono równolegle całkiem wygodny przejazd między dwiema estakadami. Rzecznik MPWiK Roman Bugaj informował, że utrudnienia (tu akurat wcale nie takie duże w porównaniu z tym, co się dzieje od lat na Podzamczu czy przy moście Świętokrzyskim) potrwają do końca sierpnia. I na to rzeczywiście się zanosi, choć nie do końca.

Niepokoi to, co widać w miejscu, gdzie droga rowerowa wspinała się dawniej spod estakad Wisłostrady w stronę Młocin:



Ten odcinek nadal jest rozkopany, a tabliczka pod znakiem zakazującym ruchu pieszych informuje: "Przejście i przejazd sąsiednim chodnikiem". Z tego miejsca zaczyna się podwójna wspinaczka (dobra wprawdzie dla podtrzymania kondycji, ale niektórzy nie dają rady i zsiadają z siodełka) - najpierw do poziomu jezdni, a potem na kładkę prowadzącą ponad Wisłostradą. I stąd dopiero widać jak na dłoni, że do zakończenia tych wykopków droga jeszcze daleka. Właściwie niewiele się zmieniło od końca marca:

Kiedy wreszcie rowerzyści doczekają się wygodnego dojazdu z Wisłostrady do mostu Północnego bez zbędnej wspinaczki na kładkę?

(osa)

17:37, osa_oraz_smik , Rowery
Link Komentarze (5) »
sobota, 23 sierpnia 2014

Krótki raport z dzisiejszego oglądania budowy linii tramwajowej na Tarchominie: duże zmiany na zamkniętym dla ruchu odcinku ul. Światowida przy skrzyżowaniu z Myśliborską (chwali się, że jeszcze pod wieczór w sobotę zastałem tu kilku robotników przy wykopkach), rozkręcają się roboty na końcówce torów od strony mostu Północnego, niepokoi za to zerowy postęp prac na pętli za ul. Mehoffera, która nie będzie jednak nosić mylącej nazwy "Nowe Świdry".

Dla porównania początek inwestycji na tyłach bloków przy ul. Śreniawitów z drugiego tygodnia sierpnia...

...i to samo miejsce po 2,5 tygodnia:

Na tyłach bloków przy ul. Śreniawitów i Nagodziców długo nie było żadnych śladów budowy, teraz postęp jest wyraźny. Wykonano już nawierzchnię podtorza, tylko patrzeć, aż zacznie się układanie szyn, które razem z bloczkami podkładów czekają już z boku:

Jeszcze widok w drugim kierunku - od strony zamkniętego dla ruchu odcinka ul. Światowida (Myśliborska - Modlińska):

W tym miejscu stał "obiekt", którego stan przy porównywaniu w kolejnych miesiącach też daje pewien obraz postępu na budowie. Chodzi o domek na jednym z dzikich ogródków działkowych:

Powyżej widok z końca marca 2014 r.

Teraz początek kwietnia 2014 r.:

Maj 2014 r. - już częściowo spalony:

I widok obecny:

Dzikie działki na tyłach bloków przy ul. Nagodziców w końcu znikają. Istniały tu od początku lat 80. - jak mi powiedział jeden z samozwańczych właścicieli. W ostatniej ruderze po wschodniej stronie budowanej linii tramwajowej (bliżej Modlińskiej) dzisiaj normalnie trwała jeszcze libacja.

Za sprawą budowanego torowiska kompletnie zmienia się pobliskie skrzyżowanie ul. Światowida z Myśliborską:


Skorzystają też pasażerowie autobusów, które będą się zatrzymywały w nowej zatoczce przystankowej (raczej nie uda się jej oddać przed końcem wakacji razem z odcinkiem Myśliborska - Modlińska):

Patrząc na poniższe zdjęcie, zastanawiam się jednak, czy warto teraz robić aż tak dużą przebudowę skrzyżowania ul. Światowida z Myśliborską - przecież za dwa lata, gdy będzie powstawała druga jezdnia ul. Światowida (wywalczona - węższa, z dwoma pasami ruchu) po prawej stronie torów tramwajowych, znowu trzeba tu będzie wszystko zmieniać, likwidować widoczną już wysepkę i chyba też zawężać ten ogromny wlot ze skrzyżowania:

Dalej na łuku ul. Światowida mamy zaawansowaną budowę torowiska. Stoi już spora część słupów trakcyjnych. Do wykonania został bodaj już tylko jeden przejazd przez tory na wysokości ul. Christo Botewa (choć z prezentowanych ostatnio planów wynikało, że skrętu w tym miejscu nie będzie):

Kontrastuje z tym to, co zastałem za skrzyżowaniem ul. Światowida z ul. Mehoffera - w przypadku budowy pętli tramwajowej możemy chyba mówić nawet o regresie. Poniżej zdjęcia tego miejsca z maja i obecne - widać, że niemal nienaruszony teren zdążył już zarosnąć:

Mam nadzieję, że ten zerowy, a nawet ujemny postęp robót, nie wynika z obecności widocznego na zdjęciu słupa linii wysokiego napięcia... Umowa z wykonawcą podpisana w lutym, wszystko ma być gotowe do końca października, a tu taka obsuwa. Niedobrze.

Pętla tramwajowa powstaje wprawdzie z oporami, ale jeszcze przed otwarciem zdążyła zmienić nazwę. ZTM już nie chce tu wymyślonych na poczekaniu "Nowych Świdrów", ale zgadza się na bardziej pasujący do okolicy "Tarchomin Kościelny". To dobra decyzja, bo taka nazwa widoczna na tramwajach linii 17 przy Dworcu Centralnym czy "dwójki" przy Metrze Młociny więcej będzie mówić pasażerom.

(osa)

21:39, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (5) »
niedziela, 17 sierpnia 2014

Po Euro 2012 utarł się w Warszawie fatalny obyczaj, że po meczu rozgrywanym na Stadionie Narodowym zamyka się dla ruchu most Poniatowskiego i puszcza tamtędy wracający tłum na piechotę, zamiast zorganizować porządną komunikację. Dziś przekonałem się wreszcie, dlaczego tak się dzieje.

Decyzja, by wybrać się na "Supermecz" między Realem Madryt a Fiorentiną zapadła w ostatniej chwili. To jednak dobrze świadczy o Warszawie, że mamy już u siebie takie imprezy. I jest co robić w mieście w środku długiego weekendu. Przyjeżdżają piłkarskie gwiazdy z najwyższej światowej półki, kibice (ważne, że nie kibole) ściągają z najdalszych zakątków kraju, a także z zagranicy (w drodze na mecz widzieliśmy w metrze Hiszpanów ubranych w peleryny obwieszone klubowymi emblematami). Wygrała Fiorentina, ale w pamięci pozostanie świetna szarża przez całe boisko Cristiano Ronaldo na początku meczu z kontry po nieudanym rzucie rożnym drużyny z Florencji zakończona wymianą piłki z wyróżniającym się przez całe spotkanie Angelem Di Marią i pięknym golem CR7. Wpadki organizatorów: dwukrotnie na murawę wbiegli kibice, jeden przedłużył mecz, drugi rzucił się na schodzącego do szatni Sergio Ramosa, który jako jedyny podziękował za gorący doping polskiej publiczności za jedną z bramek.

Jeśli zaś chodzi o wrażenia komunikacyjne. Dojazd na mecz bez zarzutu: metro + tramwaj 25 z Centrum (albo to wagon był rozklekotany, albo torowisko na wiadukcie mostu Poniatowskiego już się zdążyło zużyć, ale w czasie jazdy koła stukają tam niemożebnie). Gorzej było z powrotem do centrum.

Na swojej stronie internetowej ZTM zapowiedział nawet podstawienie dodatkowych pociągów, tylko że mecz przedłużył się o 5 minut, a potem było jeszcze wręczenie pucharu dla Fiorentiny. Czyli ekstra skład Kolei Mazowieckich o godz. 22.36 z Dworca Stadion zdał się na nic, bo publiczność siedziała/stała jeszcze na trybunach. Wypadałoby ten kurs opóźnić, ciekawe, czy naszych kolejarzy stać na taką elastyczność. Znając życie, pewnie nie i pociąg pojechał sobie pusty [patrz: sprostowanie pod tekstem].

Dla odmiany schematy obsługi komunikacyjnej Stadionu zaczęto wyświetlać na telebimach nad boiskiem, kiedy już większość kibiców zeszła z trybun. W dodatku głos objaśniający szczegóły był zupełnie niesłyszalny. W pierwszej kolejności polecano przejście piechotą przez most Poniatowskiego. Niby dlaczego, do diabła! Wygląda na to, że organizatorom nie chciało zapłacić za odpowiednią liczbę autobusów.

Tak się złożyło, że mój syn kupił bilet do sektora położonego od strony Wybrzeża Szczecińskiego i nastawiliśmy się na powrót wyruszającą stąd linią 902 do Metra Świętokrzyska. Niestety, organizatorzy meczu pozamykali wszystkie bramy od strony przystanków autobusowych nad Wisłą. Widzieliśmy więc, jak podjeżdżają tam kolejne autobusy (bez przesady, nie było ich znowu aż tak dużo), ale nie mogliśmy do nich dojść. Wszystkich kierowano do bramy nr 3, która znajduje się od strony al. księcia Poniatowskiego. A stąd już tylko kawałek do mostu i w ten sposób większość kibiców właściwie zmusza się do powrotu na piechotę, co z kolei powoduje wstrzymanie ruchu na moście.

My uparliśmy się i cofnęliśmy się spory kawałek Wybrzeżem Szczecińskim w stronę przystanku linii 902. Po drodze czekała nas jeszcze jedna niespodzianka, która odstręczała, by iść do autobusu - wstrzymano ruch pieszych, żeby wypuścić samochody VIP-ów z parkingu pod stadionem. Potem autobus stał w korku, zanim udało mu się skręcić na most Świętokrzyski, choć ruchem sterowała tam policja.

Beznadziejna organizacja powrotu z imprez na Stadionie Narodowym kwitnie więc nadal. Ciekawe, czy zmieni coś otwarcie II linii metra. Może wtedy organizatorzy imprez będą zamykać bramę również od strony jego stacji, żeby zapewnić kibicom trochę ruchu nocą po moście Poniatowskiego? Nie wiem tylko, dlaczego ratusz tak łatwo się na to godzi.

(osa)

PS Napisałem i pojechałem na krótki urlop, a w tym czasie nadeszło sprostowanie od Magdaleny Potockiej z biura prasowego Zarządu Transportu Miejskiego, które zamieszczam poniżej:

Komunikacja kolejowa – po meczu, który odbył się 16 sierpnia 2014 r. na Stadionie Narodowym – została dostosowana do potrzeb kibiców. W związku z przedłużeniem się meczu, godzina odjazdu dodatkowego pociągu ze stacji Warszawa Stadion została przesunięta, aby umożliwić skorzystanie z pociągu jak największej liczbie osób opuszczających stadion.

Dodatkowa informacja jest taka, że odjazd dodatkowego pociągu opóźniono o kilkanaście minut.

I jeszcze komentarz ode mnie: skoro trudno jest ustalić porę wyjścia ze stadionu po imprezie największej grupy kibiców, to lepiej nie podawać wcześniej konkretnej godziny odjazdu dodatkowego pociągu z Dworca Stadion, tylko zapowiedzieć ogólnie, że taki pociąg, a najlepiej pociągi są przewidziane.

00:45, osa_oraz_smik , Mosty
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2

Gazeta.pl Warszawa