wtorek, 29 września 2009

 

A jednak udało się przed 30 września podpisać kontrakty na budowę autostrady do Warszawy. W lutym byłem bardzo sceptyczny i bardzo głodny głowy ministra Grabarczyka, który unieważnił wtedy ciągnący się od trzech lat przetarg. Zapowiedział, że natychmiast ogłosi nowy i w pół roku wybierze wykonawców. I oto jesteśmy świadkami autostradowego cudu. Bo nie dość, że po raz pierwszy udało się zdążyć w terminie (i to tak krótkim!), to wybrano aż pięciu wykonawców jednocześnie. Przynajmniej na tym etapie nie grozi nam, że przez jeden brakujący odcinek gdzieś między Łodzią a Warszawą przejazd całością będzie niemożliwy.

 Oczywiście wszystko jeszcze przed nami. Teraz czas na projektowanie i zdobywanie pozwoleń na budowę. Z tym może być kłopot i dlatego prace na poszczególnych odcinkach pewnie rozpoczną się w różnych terminach.

Z informacji, które uzyskałem dzisiaj w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, wynika, że inwestor ma już 97 proc. potrzebnych gruntów. To postęp, bo jeszcze w styczniu pisaliśmy o 86 proc. Czyli czas na powtórny przetarg nie został zmarnowany chociaż na wykup ziemi. Udało się porozumieć m.in. z rodziną arcybiskupa warszawsko-praskiego Henryka Hosera, znaną z tradycji ogrodniczych. Hoserowie długo nie zgadzali się, by autostrada powstała w pobliżu ich gospodarstwa z zabytkowymi zabudowaniami pod Pruszkowem. Ostatecznie Gdaka dogadała się co kwoty za jedną ze spornych działek, wtedy Aleksander Hoser zgodził się nie blokować przebiegu autostrady w jej sąsiedztwie. Drogowcy zaoferowali monitorowanie stanu zabytkowych obiektów i zanieczyszczenia powietrza oraz utrzymywanie drogi dojazdowej do gospodarstwa. W razie potwierdzenia zgubnego wpływu ruchu autostradowego na te pierwsze Gdaka ma partycypować w kosztach ich naprawy.

A co z pozostałymi 3 proc. terenów do wykupu? Jak zapewnia biuro prasowe GDDKiA, „zostaną nabyte do końca października”. Trzymam kciuki!

(osa)

poniedziałek, 28 września 2009

 

Niezwykłe jak na tę porę roku zjawisko komunikacyjne na Wisłostradzie. Znikły stąd megakorki, które przez ostatnie lata stały się ”normalnym” elementem krajobrazu na tej ulicy. Pustki zaczęły się już w wakacje (to akurat norma). Teraz jest oczywiście o wiele większy ruch, ale jedzie się, a nie stoi od mostu Grota-Roweckiego albo od Cytadeli aż do Trasy W-Z, jak to drzewiej bywało.

Zakończenie remontu na moście Śląsko-Dąbrowskim i trambuspas tamże może wiele tłumaczyć. Nie mam dostępu do oficjalnych pomiarów natężenia ruchu, ale domyślam się, że Trasą W-Z jeździ teraz o wiele mniej samochodów niż kiedyś. A tym samym o wiele mniej zjeżdża z niego na Wisłostradę. Jeżeli sławetny system sterowania ruchem jest to wreszcie w stanie wychwycić, włącza na dłuższy czas zielone światło jadącym Wisłostradą.

Ta sielanka trwa nawet na Mokotowie, koło redakcji ”Gazety”, gdzie jeszcze kilka miesięcy temu mieliśmy komunikacyjny horror przed skrzyżowaniem z Wisłostradą. Teraz mój autobus przyjeżdża do celu dobre dziesięć minut wcześniej niż kiedyś.

Żeby nie było tak różowo, odwrotny przykład zielonej antyfali, na który ostatnio się natknąłem. To ul. Kasprowicza na Bielanach odtworzona nad zbudowaną przed rokiem linia metra. Jedziesz od strony Huty Warszawa i zatrzymujesz się dosłownie na każdej sygnalizacji. Chyba że zachęcony palącym się w oddali zielonym światłem rozpędzisz się do 100 km na godz. Kto jedzie z przepisową 50-ką, płaci frycowe co kilkaset metrów.

Miasto, tłumacząc się oszczędnościami, wycofało się z dokończenia drugiej jezdni ul. Kasprowicza, choć ZTM zamówił już projekt dla półkilometrowego odcinka od ul. Oczapowskiego do Przy Agorze wraz z nowym skrzyżowaniem z al. Reymonta i ul. Lindego. Tym samym urzędnicy fundują nam w tym miejscu komunikacyjny kocioł i prowizorkę na lata. Zróbcie chociaż porządek z zieloną falą na Kasprowicza! Nie jest to znów aż tak duży wydatek.

(osa)

PS Pospieszyłem się z tymi zachwytami nad Wisłostradą. 30 września jechałem nią w porze normalnych ludzi, czyli ok. 8 i korek był tradycyjnie od Cytadeli.

13:07, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (5) »
piątek, 25 września 2009

Fot. Bartosz Bobkowski/AG

Jeden wielki lament samochodziarzy z powodu buspasa na Trasie Łazienkowskiej. I argumenty poniżej pasa, kiedy już nie wystarcza lepszych: nie przesiądziemy się do komunikacji miejskiej, to brud i smród, dobre dla biedoty, mam się tłoczyć z innymi, to już wolę sam, wygodnie za kierownicą, a nie w jakimś zdezelowanym autobusie.

A kiedy ostatnio jechaliście komunikacją? Mam wrażenie, że większość protestujących przeciwko buspasowi już dawno się do tego poziomu nie zniżyła.

Owszem, jego największą wadą w pierwszych dniach jest to, że ciężko się do niego dostać. W rezultacie oszczędność czasu na przejeździe samym buspasem przestaje być aż tak spektakularnym sukcesem, jak zapowiadał ZTM - podróż miała być krótsza o 15 min., ale co z tego, skoro drugie tyle stoi się w korku na Ostrobramskiej czy Kopińskiej? W dodatku autobusy są zablokowane na Saskiej Kępie i Gocławiu, czyli przecznicach nowego buspasa. To rzeczywiście może odstraszać tych, którzy może nawet chcieliby zostawić samochód koło domu i przesiąść się do komunikacji.

Ale poczekajmy, dajmy szansę buspasowi na Trasie Ł. Pamiętacie, jaka była histeria, kiedy wytyczono buspas na Modlińskiej? Albo pierwszy trampas na Trasie W-Z (jeszcze bez autobusów, kiedy samochody na Wileniaku blokowały skręcające w stronę mostu tramwaje). To się wszystko prędzej czy później wyklarowało. Kto chciał, to się przesiadł do komunikacji, reszta stoi w korkach na własne życzenie.

Niektórzy liczą wprawdzie na rychłą likwidację nowego buspasa, odgrażają się, że go zablokują, ale ratusz, na szczęście, jest nieugięty. I bardzo dobrze, że buspas jest od razu pilnowany przez straż miejską (ciekawe tylko, czy te kilkaset zdjęć dziennie ma szanse być obrobione i wysłane z mandatami do winnych?). Do rozważenia jest ewentualnie wydłużenie buspasa tam, gdzie to możliwe, czyli na Kopińskiej od Al. Jerozolimskich. Tak się stało w al. ”Solidarności”, a właściwie na Radzymińskiej i w tym rejonie autobusy mają szansę dojechać do buspasa bez stania w korkach.

Zdaję sobie sprawę, że niektórzy muszą samochodem - bo dziecko do przedszkola, żona w ciąży itp. Ale ilu egoistów jeździ samotnie? Jeszcze kilka lat temu mnie też wydawało się, że bez samochodu, to się, panie, nie da. A teraz wsiadam do niego tylko z dwóch powodów - kiedy wiem, że czeka mnie powrót z pracy po północy i kiedy jadę na zakupy, żeby nie dźwigać tobołów. W pozostałe dni wybieram komunikację - oszczędzam czas i nerwy (na szukanie miejsca do parkowania), pieniądze (na płacenie w parkomacie i benzynę - naprawdę dużo). To się naprawdę opłaca.

(osa)

15:16, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (46) »
wtorek, 22 września 2009

Odcinek drogi po niemieckiej stronie granicy niedaleko Szczecina

Fot. Andrzej Kraśnicki jr/GW

Tak sobie myślałem, wracając niedawno do Warszawy obwodnicą Białobrzegów (lat SZEŚĆ!). Wzdłuż otwartego latem 2003 r. 9-kilometrowego ogryzka trasy eskpresowej już ze dwa lata temu na prawym pasie za mostem na Pilicy dawało się wyczuć podłużne zagłębienia w jezdni w miejscu, gdzie jadą koła ciężarówek. Rok temu koleina była już całkiem wyraźna. Teraz, nawet jadąc przepisowo 110 km na godz., podskakuje się na garbatej nawierzchni, bo „fachowcy” od naprawy dróg postanowili koleinę mało dyskretnie załatać. Czy drogi w krajach arabskich, którymi chwali się autor białobrzeskiej fuszerki Budimex-Dromex, też są w podobnym stanie po 4-6 latach użytkowania?

PS Nie zanosi się na to, żeby nowy fragment trasy ekspresowej między Warszawą a Radomiem został otwarty zgodnie z zapowiedziami, czyli do końca września. Firma Podbeskidzie nawiąże więc na wciąż rozgrzebanym odcinku między Białobrzegami a Grójcem do niechlubnej tradycji drogi nr 7 -przypominam miesięczne obsuwy na odcinku Białobrzegi-Jedlińsk i obwodnicy Grójca. A korki - choć wracałem w niedzielę ok. godz. 22 - potworne.

Podobnie zresztą na drodze wojewódzkiej nr 719 na początku weekendu. Nie widziałem jej od wielu lat i nie mogłem uwierzyć oczom, że wciąż istnieje przewężenie Al. Jerozolimskich przed Pruszkowem. Przejazd przez to miasto wygląda jak w PRL - nic się nie zmieniło, nie ma śladu po tzw. trasie Książąt Mazowieckich. To samo w Grodzisku Maz., gdzie stoi się w jednym wielkim korku. Brawo panowie drogowcy od marszałka Struzika. Moje koła na drodze nr 719 już więcej nie postaną, na szczęście nie muszą. Chyba już prędzej doczekam się autostrady. Razem z „nową warszawianką” Marysią :-)

 (osa)

niedziela, 20 września 2009

 

Oto Marysia. Urodziła się tydzień temu jednemu z blogujących - czyli mnie (śmikowi). W sobotę znalazło się jej małe zdjęcie na pierwszej stronie Stołka. Tuż obok Osa pisze o odblokowaniu przetargów na autostradę do Warszawy. Krajowa Izba Odwoławcza zdecydowała, że można podpisywać umowy na budowę tego odcinka. To wspaniały prezent dla nas wszystkich i dla tej nowej warszawianki. Mam nadzieję, że za niecałe trzy lata będę mógł z nią pomknąć A2 w stronę Łodzi, Poznania czy Berlina.

śmik

 

23:27, osa_oraz_smik
Link Komentarze (8) »
piątek, 18 września 2009

Końcowy przystanek linii 21 na Żeraniu (1953-2009)

Od 19 września z ulic znika - coś mi się zdaje, że już na zawsze - numer 21. Może to nadmiar sentymentalizmu, ale szkoda mi tej linii tramwajowej. Fakt, że miasto się zmienia i komunikacja powinna za tym nadążać, jednak coś w tym jest, gdy żegnamy tak zasłużone linie - mój znajomy, który wychował się na Mokotowie, a nie jest aż tak zakręcony na punkcie komunikacji, żałuje wycięcia 19-ki, która dla niego ”od zawsze” jeździła Puławską (dla porządku jeszcze przed wojną i to aż na Wyścigi). Przypomniało mi się, że po drugiej stronie tej trasy koło pętli Piaski istniał nawet bar pod nazwą 19-ka.

Wracając do ”oczka”, bo takiego skrótu często używali pasażerowie, zawsze kojarzyło mi się z Pragą (jak trójka, ostatni Mohikanin, który nie przekracza Wisły). Na rozbudowujący się Żerań 21-ka ruszyła 22 lipca 1953 r., w ówczesne PRL-owskie święto, do istniejącej od dwóch lat FSO. I numerek ten został już tam do końca. Trasa zmieniała się tylko w obrębie Pragi. Tramwaje 21 dojeżdżały początkowi do pętli Zoo, potem na Wiatraczną, Gocławek, Dworzec Wschodni (tu jako swoje drugie wcielenie 21bis) czy Kawęczyńską do bazyliki na Szmulkach. Znaczenie linii zaczęło spadać w latach 90. wraz z gasnącym przemysłem na Żeraniu - regułą stały się wakacyjne zawieszenia. ”Oczko” odżyło po przeforsowaniu Wisły, ale słabością była końcówka na pl. Narutowicza (po likwidacji 32-ki, również z Pragi, to teraz będzie ogromna, pusta pętla), bo tramwaje wyludniały się już za Dworcem Centralnym.

Połączenie 21+22 wydaje się więc dobrym posunięciem, choć dla przejrzystości całego układu tras lepiej byłoby skierować 22 na Kawęczyńską i pożenienie 7/21 z Żerania FSO na Okęcie (siódemka na Żerań już kiedyś jeździła). Dlaczego? Właśnie napisała do ”Gazety” czytelniczka p. Magdalena Klatt przekonana i przerażona, że traci bezpośrednie połączenie Żerania z Pragą (”Bo przecież 22 na Piaski, więc logiczne, że Gdańskim). Nie doczytała, że 22-ka wykona wielką pętlę i przez Pragę, przez centrum.

Więcej szczęścia od ”oczka” ma linia 13, zwana na Szmulkach ”feralką” ;-) Na razie jest zawieszona, ale ma wrócić po zakończeniu remontu na Kercelaku. Czy słusznie? Moim zdaniem na Szmulki wystarczyłaby tam 7-ka (lepiej 22) i skierowana tymczasowo linia 28. Żeby nie ucierpiała na tym Trasa W-Z, można utworzyć linię 43 z Koła do pętli Zoo (jako wzmocnienie 23-ki w dni powszednie) i 46 z Cm. Wolskiego do Dworca Wschodniego (jako wzmocnienie 26). Jest jeszcze kilka tygodni, żeby to przemyśleć.

(osa)

15:06, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (35) »
 
1 , 2 , 3

Gazeta.pl Warszawa