czwartek, 29 września 2011


Fot. Filip Klimaszewski/AG

Ten widok to już tylko miłe wspomnienie wakacji. Pierwszy dzień po przemalowaniu ronda Babka w półturbinie. Korków nie było tu tylko do popołudniowego szczytu. Niektórzy robili sobie wielkie nadzieje po nowej organizacji ruchu, ale po wakacjach widać, że wcale nie jest lepiej. Przy czym problem nie leży wcale w nowym czy starym układzie pasów na rondzie, bo blokują je samochody, które stoją w korku na ul. Słomińskiego, moście Gdańskim do ronda Starzyńskiego i dalej do ronda Żaba. Widać, że na niewiele zdała się przedwyborcza budowa estakad na Pradze w 2006 r. pod wodzą Kazimierza Marcinkiewicza (wtedy PiS).

Może to być jakaś wskazówka przy decydowaniu o drążeniu tuneli planowanych pod rondem Babka i skrzyżowaniem z Powązkowską w kierunku Okopowa-Słomińskiego. Dokąd te samochody miałyby zjeżdżać? Niedawno Zielone Mazowsze poddało w wątpliwość sens budowy obwodnicy śródmiejskiej, której fragmentem miał być właśnie bezkolizyjny przejazd pod rondem Babka. Ja nie byłbym aż tak bezlitosny dla tej obwodnicy. Uważam, że przede wszystkim należałoby ją domknąć na Pradze (odcinek rondo Żaba - Wiatraczna). Jego brak wyjdzie nam bokiem już za dwa tygodnie po wyłączeniu z normalnego ruchu skrzyżowania przy Dworcu Wileńskim. Wtedy dzisiejsze korki na rondzie Babka będą takim samym miłym wspomnieniem jak jego widok z pierwszego dnia po przemalowaniu pasów 16 sierpnia.

Dla mnie największym rozczarowaniem po tej zmianie jest brak przyspieszenia przejazdu tramwajów przez rondo. Liczyłem, że po poprawie programów sygnalizacji uda się zaoszczędzić choć trochę czasu. A tu właściwie nic. Według moich obserwacji 17-ka czy 33 nadal tracą na rondzie Babka 2 min i 50 s (liczę od przyjazdu z Żoliborza na przystanek blisko Arkadii - tu pierwszy postój na czerwonym, przejazd przez wyspę centralną - postój na czerwonym przed zjazdem, kolejny przystanek zaraz za rondem - postój na czerwonym przed rzadko używanym przejściem dla pieszych). Niewiele lepiej ma 1-ka. W popołudniowym szczycie ani razu nie widziałem, by przejechała płynnie od strony m. Gdańskiego do Okopowej. Ale w tym tygodniu przecierałem oczy ze zdumienia, jadąc 1-ką przed godz. 10 bez zatrzymania przed rondem, na rondzie, a nawet bez zbędnych postojów na czerwonym świetle przed kolejnymi skrzyżowaniami aż do Żytniej. Płynnie przez rondo Babka przejeżdżają właściwie tylko 22 i 27 z Okopowej na Żoliborz, ale już w drugą stronę zdarzyło mi się zauważyć 27-kę, która tak nieszczęśliwie blokowała się na światłach i za innymi tramwajami, że od przyjazdu pod Arkadię z Żoliborza do odjazdu z przystanku Okopowa/Powązkowska minęło jej niemal 5 min. Szkoda, że miasto wciąż tak te tramwaje tępi.

Dla poprawy humoru pod spodem chyba najmniejsze "rondo" świata, przynajmniej ja nie widziałem mniejszego:

Znajduje się w uroczym miasteczku Amalfi (zaledwie ponad 5 tys. mieszkańców i jak to we Włoszech bywa, od razu siedziba diecezji, z katedrą św. Andrzeja) na wybrzeżu o tej samej nazwie na płd. od Neapolu. Z Amalfi blisko do innego, być może bardziej znanego Positano - mamy w Warszawie kilka pizzerii o tej nazwie, to także zagłębie produkcyjne limoncello, czyli likieru cytrynówki. Na pewno wokół tej palmy w doniczce ruch nie jest aż tak duży jak na naszej Babce, ale przy zachowaniu wszelkich proporcji, kto wie. Dość powiedzieć, że prowadzącą nad urwistym wybrzeżem krętą drogą z Positano do Amalfi ciągnie nieprzerwany sznur aut. Pokonanie 30 km między oboma miastami zajmuje godzinę.

W pobliżu ronda znajduje się swojsko wyglądający dworzec autobusów, gdzie wsiada się zupełnie jak u nas na pl. Defilad - prosto z jezdni, tyle że w Amalfi nawierzchnia jest wyłożona większymi płytami kamiennymi.

Z kolei tuż przy palmowym rondzie ulokowano przystanek autobusu wyruszającego z turystami na zwiedzanie.

Czyli tak jak kiedyś na naszym dawnym rondzie Babka, gdzie przed zjazdem na Żoliborz parkowały autobusy 510. Pamiętacie te czasy, gdy nie było jeszcze Arkadii, jednej z przyczyn korków na Babce, a w jej miejscu rosła gęstwina krzaczorów i drzew, stały też pociągi przed odjazdem z Dw. Gdańskiego? Po wybudowaniu Arkadii przystanek 510 przeniesiono do zatoki przy jezdni al. Jana Pawła II za rondem.

Taki rondowy przystanek ostał się jeszcze chyba tylko na Wiatracznej - 521 staje przed skrętem w al. Waszyngtona. Bardzo wygodna, szybka i krótka przesiadka, szkoda, że nie da rady wpuścić na ten przystanek więcej linii, bo znakomicie rozwiązałoby to wiele problemów ludziom biegającym po Wiatracznej między autobusami i tramwajami.

(osa)

21:43, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (23) »
poniedziałek, 26 września 2011


Fot. Alina Gajdamowicz/AG

Przed nami n-ty już odcinek nazewniczej paranoi w wykonaniu Zarządu Transportu Miejskiego. W komunikacie z zapowiedzią nowych objazdów tramwajowych na Pradze pojawia się niejaki ”Michałów-Bazylika”. Teraz cała Warszawa będzie się głowić, dokąd zmierza siódemka, która przez większą część swojego żywota dojeżdżała po prostu z Okęcia na Kawęczyńską, a teraz pokarano ją ”P+R Al. Krakowska” z jednej strony i owym ”Michałowem-Bazyliką” z drugiej.

Trzeba tu zauważyć, że wprowadzenie bazyliki jako drugiego członu już dobrych kilka lat temu poprzedziło obecne masowe wpisywanie do nazw pętli i przystanków kościołów, sanktuariów, tudzież urzędów i stadionów. Te wszystkie dwuwyrazowe zlepieńce są może i prawidłowe językowo, ale dla mnie dość pokraczne, a w większości po prostu zbędne.


Fot. Arkadiusz Ścichocki/AG

Wracając do Michałowa. Już od dawna z uporem godnym lepszej sprawy o jego reaktywację w nazewnictwie miejskim zabiegają wpływowe w ratuszu stowarzyszenia praskie. Michałów wywodzi się od imienia Radziwiłła, który sprezentował działkę pod praską bazylikę. Lokalni działacze, którzy nie zyskują mojego uznania także dlatego, że torpedują budowę Trasy Świętokrzyskiej, bronią rudery po dawnym młynie, przekonują, że system PRL specjalnie nie używał hrabioskiego określenia i lansował Szmulowiznę. Dla mnie to trochę naginany argument.

Tak czy owak stało się. To, co zwyczajnie jest Szmulkami, zamieniło się w nazwie pętli w Michałów, który na moje wyczucie znajduje się jednakowoż trochę bliżej Radzymińskiej. Stąd występująca w niektórych źródłach nazwa Michałów dla tamtejszej pętli tramwajowej w kształcie łezki, po której dziś zostały ostatnie ślady przed nasypem i wiaduktem linii PKP Warszawa-Gdańsk). W latach 50. docierała tam 5-ka, potem z przerwami linia 22, dość długo, ale przed wojną także - 25.

Jak już wielokrotnie pisałem, dla mnie nazewnictwo pętli powinno być czytelne (także na wywietlaczach), proste i uwzględniające przyzwyczajenia większości pasażerów. Takie, żeby nikt nie musiał się zastanawiać, gdzie jest ul. Znana. Nazwy niektórych dzielnic, ulic czy osiedli warto propagować w nazwach pętli (bardzo chwalę ZTM za Witolin, który mam wrażenie całkiem ładnie przyjął się w miejsce PRL-owskiego i agramatycznego określenia ”Osiedle Ostrobramska”), a niektóre nie. Stąd przyznam się do cichego bojkotu, który prowadzę w tekstach. Nie piszę, że tramwaj 23 dojeżdża na Czynszową, tylko na Stalową. Nie że 33 zawraca przy Kieleckiej, tylko na Rakowieckiej. No i oczywiście słowem nie wspominam o ”pralce”, bo to przecież jest Okęcie, a jak ktoś myśli, że lotnisko, to trąba i nic się na to nie poradzi nawet najwymyślniejszą zmianą. ”Michałów-Bazylika” zajmuje na papierze prawie cały wiersz - Kawęczyńska jest krótsza i zrozumiała dla większości. Najlepsze byłyby Szmulki, a od biedy Szmulowizna, skoro niektórzy tak bardzo wstydzili się pięknej, swojskiej nazwy tej okolicy (tutaj ma korzenie moja rodzina), że wtrynili ją przed laty na tablice Miejskiego Systemu Informacji.

(osa)


Fot. Alina Gajdamowicz/AG

PS Zanim zauważyłem, że ZTM wycofał się jednak z wprowadzenia ”Michałowa-Bazyliki” (ulga, że tym razem nie brną już w ślepą uliczkę tak jak w przypadku Okęcia), odpytałem na tę okoliczność moją babcię Zofię, która choć z rocznika 1922. (mam nadzieję, że się nie obrazi z powodu ujawnienia tego faktu :-) doskonale pamięta dawne lata - jej nagrane opowieści z Powstania Warszawskiego i późniejszej wywózki na roboty do okupowanej przez Niemców Czechosłowacji można usłyszeć w Domu Spotkań z Historią. Babcia urodziła się przy Stalowej, a na Folwarcznej, czyli już na Szmulkach, gdzie rodzina sprowadziła się w 1937 r., rodziła mojego tatę. Pytam więc zabieganą babcię (bo korzystając z pięknej pogody ruszała właśnie do tramwaju na działkę, żeby pogrzebać coś na grządkach... - szacunek w tym wieku!), jak się nazywa część Pragi z bazyliką przy Otwockiej.
- Szmulki - odpowiada od razu.
- A Michałów kojarzysz? Gdzie jest taka okolica?
- Pierwsze słyszę. Nikt tak nie mówił. Szmulki ciągnęły się aż do nasypu kolejowego, za nim była Utrata.
- A dokąd jechały tramwaje? Co miały napisane z przodu?
- Kawęczyńska.


Fot. janex_wwa, Gazeta.pl FotoForum

Dziękuję, nie mam więcej pytań. Gdyby komuś w ZTM przyszło do głowy, żeby coś tu mimo wszystko zmieniać, mam konstruktywną propozycję: albo można przywrócić krótką nazwę ”Kawęczyńska”, albo wprowadzić jeszcze krótszą, a kojarzoną przez wielu zwłaszcza na Pradze: ”Bazylika”. W monografii wydanej na 90-lecie tramwajów czasem taka właśnie nazwa pętli się pojawiała. Może niedokładnie szperałem dziś rano, ale na ”Michałów” nie natknąłem się wcale.

23:55, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (24) »
sobota, 24 września 2011

Chcę bardzo pochwalić organizatorów tegorocznego 33. już Maratonu Warszawskiego. W poprzednich latach nie natknąłem się na tak obfitą i czytelną jak teraz informację o utrudnieniach w ruchu podczas biegu, który odbędzie się w niedzielę 25 września. Początkowo miałem wprawdzie pewne wątpliwości, gdy bodajże we wtorek na latarni stojącej na rogu ul. Gagarina i Czerniakowskiej zobaczyłem przywieszoną deskę z niewiele mówiącym hasłem: maraton. Nie minęły jednak dwa dni i na tej samej latarni pod spodem wisiała już dokładna mapa, jest wyraźnie napisane, że bieg będzie właśnie tutaj i że ruch zostanie wstrzymany. Podobny zestaw znalazłem na nieodległym przystanku Iwicka.

Podoba mi się, że ostrzeżeniom o objazdach towarzyszy zachęta, by stanąć przy ulicach i kibicować maratończykom. Po tej kampanii trzeba będzie wyjątkowo dużo złej woli, żeby pomstować na tę imprezę, że blokuje miasto. Znów z forów internetowych posączy się pewnie wiele jadu, a przecież kto chciał, mógł się o maratonie dowiedzieć. Także w autobusach od kilku dni są umieszczone informacje o trasie biegu.

Przyznaję, że jeszcze z dziesięć lat temu sam byłem krytyczny wobec naszego maratonu. Jednak wtedy jego organizacja była sporą prowizorką, a startowała w nim garstka zawodników. Informacja na ulicach zerowa, informacje dla dziennikarzy - w ostatniej chwili. To mogło odstraszać takich ludzi jak ja, którym z bieganiem nie po drodze - próbowałem, ale to nie dla mnie, rower to jest świat! Teraz profesjonalna kampania poprzedzająca maraton trwa od wielu tygodni i trzymam kciuki za to, żeby wszystko się udało. Podziwiam wysiłek zawodników, cieszę się, że Warszawa ma maraton, który coraz bardziej liczy się w świecie - przyciąga już 5,5 tys. amatorów i coraz więcej sław, choć kudy nam do Nowego Jorku czy Berlina. To już jednak nie jest żaden terror biegających, ale wielkie święto także dla tych, którzy tak jak ja na co dzień podbiegają co najwyżej na przystanek do autobusu.

(osa)

12:43, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (10) »
środa, 21 września 2011

Informowaliśmy już w Autobusie_czerwonym, że na Żoliborz wróci dodatkowa linia oprócz 15-ki i że z dużym prawdopodobieństwem będzie to 6-ka (przy okazji pozdrawiamy wszystkich, którym ta informacja przydała się do wykorzystania we własnych tekstach :-). Po przymiarkach, które trwały w ostatnich dniach w ZTM, teraz wiemy oficjalnie, że to 6-ka, ale nie na pierwotnie szykowanej trasie ze Stalowej. Miała tam docierać podczas budowy stacji metra Dworzec Wileński i zamknięcia skrzyżowania Targowa/al. ”Solidarności”. Okazało się, że nie do przeskoczenia jest jednak wprowadzenie dodatkowej fazy sygnalizacji świetlnej dla tramwajów skręcających z Jagiellońskiej (od strony ronda Starzyńskiego) w Ratuszową. 6-ka będzie więc jeszcze mniej przydatna, niż mogłaby być, choć jej wymuszony politycznym prikazem powrót na ul. Słowackiego i tak wydaje mi się zbędny. Niechby sobie spokojnie poczekała te dwa-trzy lata i zagościła od razu na Grochowie i Gocławku, a tak z braku możliwości zawracania na Pradze skończy wśród drzew na odludnej pętli Zoo.

Czyli nowa trasa 6-ki niezbyt potrzebnej po przywróceniu ruchu na wiadukcie przy Dworcu Gdańskim będzie wyglądać tak: Zoo - Jagiellońska - rondo Starzyńskiego - most Gdański - Słomińskiego - Międzyparkowa - Andersa - Mickiewicza - pl. Wilsona - Słowackiego - Marymoncka - pętla przy AWF (zwana też Twardowską). I dobrze, że nie dalej, bo to już by było naprawdę marnotrawstwo tramwajów.

Zapewne główną przyczyną skrócenia trasy 6-ki także po lewej stronie Wisły (choć kiedyś przecież przez długie lata zawracała razem z 5-ką właśnie przy AWF-ie) jest ta widowiskowa przebudowa wjazdu do zajezdni przy ul. Zgr. AK ”Kampinos”. Z braku dalszego odcinka torów musi tam teraz zawracać 17-ka. Przed każdym wjazdem wagony są szczegółowo kontrolowane przez pracowników ochrony. Gdyby doszła do tego 6-ka, byłby dodatkowy problem.

Dalszy odcinek linii tramwajowej wzdłuż ul. Zgr. AK ”Kampinos” do węzła Młociny został całkowicie rozebrana i teraz trwa jej odtwarzanie niemal od zera:

Choć zdjęcie pochodzi sprzed dwóch tygodni, nie wygląda na to, by tramwaje miały tu wrócić szybko na ten dość klimatyczny odcinek. Można powiedzieć, że to miejsce, gdzie diabeł mówi dobranoc - gdzieś między krzakami, na poły dzikimi działkami, budową dojazdu do mostu Płn., zamkniętą zawodówką, która w PRL-u przygotowywała kadry dla pobliskiej Huty Warszawa. W tramwajach też było tu wtedy pewnie więcej pasażerów.

(osa)

18:48, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (18) »
wtorek, 20 września 2011

Trwa seria kretyńskich pomysłów nazewniczych. Po ”pralce”, którą ZTM uparł się zastąpić Okęcie, teraz będzie tarcza drążąca II linię metra im. Marii Skłodowskiej-Curie (a jeszcze nie wiadomo, jak skończy się z projektem jej patronatu dla mostu Północnego, który to projekt odrzuca większość warszawiaków oraz radni Białołęki i Bielan).


Fot. Franciszek Mazur/AG

Nie wiem, jak bardzo nie po kolei trzeba mieć w głowie, żeby nazwiskiem polskiej noblistki i wybitnej uczonej nazywać takie urządzenie, wyprawiać z tej okazji całą uroczystość i sprowadzać na nią całą świtę z prezydent miasta na czele. Rozumiem, że Platforma Obywatelska chce zapunktować przed wyborami, przypominając swoje zasługi dla budowy II linii metra. Ale po pierwsze nie bardzo jest się czym chwalić - inwestycja ma ogromne opóźnienie, a postęp robót (np. na Świętokrzyskiej) jest tak mizerny, że doprowadza tylko do wściekłości stojących w korkach warszawiaków. Po drugie w tym przypadku można zapunktować co najwyżej w kabaretach.

Owszem, istnieje w innych państwach zwyczaj, że tarcze drążące tunele mają swoje imiona, ale nasi urzędnicy zupełnie nie załapali, o co chodzi. Tu nie przejdzie dwuczłonowe nazwisko - to musi być coś krótkiego, co przyjęłoby się na co dzień. Zresztą, czy to musi być od razu imię? A może po prostu ”Krecik”, który zawsze kojarzył się z naszym metrem. Można powiedzieć, że skoro ”Krecik”, to dla dwóch pozostałych tarcz na zasadzie dobranockowych skojarzeń - ”Cypisek” (ten do wydrążenia najkrótszego odcinka), no i ”Hanka”. Wtedy pisalibyśmy, że ”Hanka” drąży właśnie pod Wisłą albo że z opóźnieniem dochodzi do finału... Pani prezydent, odwagi! Można wkręcić zasłużoną uczoną do beczki śmiechu, to czemu nie pójść z żartami na całość. Ludzie od PR-u jeszcze tego Pani nie podpowiedzieli? A już na serio: kogo tam Pani w ratuszu trzyma? Co pomysł na jakąś nazwę, to obciach na całe miasto.

(osa)

PS Skończyło się na krótkich imionach tarcz: ”Maria”, ”Anna” i ”Wisła”. Pani prezydent w nowej roli matki chrzestnej aż trzykrotnie próbowała rozbić butelkę szampana. Oby nie był to zły omen.

23:11, osa_oraz_smik , Metro
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 19 września 2011

Żałuję, że spośród wszystkich atrakcji tegorocznych Dni Transportu Publicznego udało mi się zaliczyć tylko jedną. Inna rzecz, że mam wrażenie ich powtarzalności i na przyszły raz przydałoby się zastanowić nad taką zmianą formuły, by wysiłek - także społeczny - wielu osób przynosił jeszcze lepsze efekty.

 

Dla mnie hitem była ”Piękna Helena”, a dokładnie jej tzw. wodowanie na Dworcu Gdańskim. Choć to słowo dziwnie pasuje w przypadku parowozu, używane było w oficjalnych materiałach. Pamiętam ”Piękną Helenę” sprzed lat na paradzie parowozów w Wolsztynie w pięknym trawiastozielonym malowaniu, w obecnym (ni to oliwkowe, ni to czarne) nie prezentuje się aż tak efektownie. Na szczęście zachowała niepowtarzalne dźwięki - nadal sapie i gwiżdże w charakterystyczny sposób.

 

Uzupełnianie zapasów wody odbyło się przy wykorzystaniu odnowionego żurawia, który przestawiono na początek peronu 2. po przebudowie Dworca Gdańskiego (od strony wiaduktu ul. Andersa-Mickiewicza i bliżej budynku stacji widocznych powyżej). Zaskoczyło mnie, że trwa to aż tak długo, bo dobre 20 min. ”Piękna Helena” podjechała tyłem, ciągnąc skład 4 wagonów w stylu retro. Maszynista podniósł długą klapę z boku tendra parowozu. W tym czasie dwóch innych kolejarzy zdjęło z żurawia kłódkę, to pozwoliło im unieść czarny pałąk, który jest przymocowany do górnej części żurawia. Popchnięty bez większego trudu jak dźwignia obraca jego wielki kran i umieszcza wylot wody dokładnie nad zbiornikiem parowozu. Pozostaje jeszcze odkręcić zawór i woda zaczyna płynąć, rozbryzgując się na boki (dzieci podskakiwały, żeby umyć sobie umorusane smarami ręce), w końcowej fazie płynie zaś po ścianie ”Pięknej Heleny”. Taki widok to już naprawdę rzadkość i cieszę się, że żuraw udało się uratować i że 75-letnia ”Helena” wciąż na chodzie. Zresztą nie tylko ja się cieszę - tłum obserwatorów był wczoraj po południu wielki.

(osa)

13:48, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3

Gazeta.pl Warszawa