niedziela, 24 października 2010

W jedną z ostatnich słonecznych niedziel wybrałem się rowerem na budowę węzła Trasy Mostu Północnego z Wisłostradą i ul. Marymoncką. Nikt mi jakoś nie przeszkadzał w zdobywaniu kolejnych nasypów i tuneli, dotarłem więc niemal nad sam brzeg skarpy, z którego wtedy było jeszcze widać wezbraną Wisłę. Dziś z kolei dostałem się samochodem na budowę mostu od strony Tarchomina (nie ma nawet znaku zakazu wjazdu!) i przyjrzałem się dokładnie: Wisła już opadła i nie przeszkadza we wznoszeniu podpór nurtowych. Ich budowa jest bardziej zaawansowana bliżej Białołęki. Widać już na nich nawet fragmenty przęseł (filary nurtowe stoją w dwóch rzędach po trzy - od strony Młocin i Tarchomina dla części drogowych i tramwajowej mostu).

Właśnie ta ostatnia interesowała mnie najbardziej. Z powodu budowy tramwaje już od ponad roku nie kursują sporym fragmentem Marymonckiej. Odcięty jest też jeden z dojazdów do Zajezdni Żoliborz przy ul. Zgrupowania AK ”Kampinos”.

Na przystanku linii 5, która zawraca na jej terenie, do dziś stoi słupek z tabliczką, a na niej informacja, że tramwaje wrócą za dziesięć miesięcy (termin minął w lipcu 2010 r.). Nieużywany od września zeszłego roku przystanek 17-ki zamienił się w przytulną melinę:

W stronę węzła Młociny budowa Trasy Mostu Płn. idzie całkiem-całkiem. Trwa karczowanie ogródków działkowych (o dziwo, zero problemów z wysiedlaniem ich użytkowników, przy wytyczaniu Trasy Siekierkowskiej było mnóstwo protestów).

Bliżej Pułkowej powstało zagłębienie dla torów tramwajowych i jezdni ul. Zgrupowania AK ”Kampinos”, która nie będzie mieć bezpośredniego połączenia z Marymoncką i Wisłostradą, zapewni za to dojazd do części Młocin wzdłuż ul. Farysa.

W tym miejscu wygląda to już jak namiastka podziemnego miasta tramwajowego w Wiedniu ;-) Kiedy jadę tam rano osiemnastką z dawnego Sudbanhoff (po trwającej właśnie megaprzebudowie zmieni się chyba w Hauptbahnhoff), nagle odnajduję się w tunelowym świecie przystanków, skrzyżowań i rozjazdów - super! Jakżesz to przyspiesza przejazd tramwajem.

Jedno takie skrzyżowanie będzie i u nas - u zbiegu linii z Marymonckiej i tej łączącej Metro-Młociny i most Płn. W stronę Marymonckiej wygląda to jeszcze dość rozpaczliwie - w tym bałaganie trwa w dodatku budowa kolektora na ścieki do oczyszczalni Czajka:

W oddali samotna na razie budowla z tunelem dla tramwajów pod zjazdami z mostu Północnego dla kierowców zmierzających z Tarchomina na Pułkową lub Wisłostradę do centrum. Z tego zagłębienia tramwaje będą mieć niezłą wspinaczkę na most:

Pozytywną niespodzianką było to, że i we wrześniową niedzielę, i dzisiaj przy moście trwały normalne prace. Może jakoś uda się nadrobić choć część opóźnień, które spowodowała Wisła zalewająca co kilka tygodni plac budowy. Zwłaszcza że zima tysiąclecia, która miała się zacząć już połowie października, na razie mrozi głównie czytelników tabloidów.

PS Najnowsza wiadomość z biura prasowego Zarządu Miejskich Inwestycji: tramwaje mają wrócić na Marymoncką dopiero w marcu 2011 r.! Przyczyną tak znacznego opóźnienia jest nieskoordynowanie budowy mostu i trasy dojazdowej od strony węzła Metro-Młociny - tzn. przyjęto zbyt optymistyczne założenia, że budowa trasy zacznie się szybciej. Po otwarciu ruchu na Marymonckiej Skanska zamknie torowisko od strony Metra-Młociny.

(osa)

23:08, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (18) »
czwartek, 21 października 2010

Takiego pytania już nie usłyszą na pętlach niektórzy kierowcy autobusów. W nowych solarisach zamontowano wyświetlacze, które pokazują bardzo praktyczną informację - odliczają czas do odjazdu. Pasażerowie widzą to z daleka i wiedzą, czy muszą się śpieszyć do autobusu czy nie. Takie odliczanie zobaczymy także w nowych przegubowych MAN-ach (na zdjęciu poniżej), ktore niedługo mają pojawić się w Warszawie. Swoją drogą to kierowcy pytani o godzinę odjazdu często są dość opryskliwi i mówią: ”Jest przecież rozkład„ itp

Te zdjęcia montowanych autobusów robiłem w podpoznańskiej fabryce MAN-a. Uwagę zwraca wyjątkowa czystość w hali, czego nie zobaczysz w wielu innych polskich fabrykach (choć to pewnie się poprawia). Nie bez znaczenia jest tu zapewne niemieckie przywiązenia do czystości.

Poniżej prawie gołe szkielety, które przyjeżdżają pod Poznań ze Starachowic, gdzie MAN spawa takie pudła.

Poniżej już gotowy przegubowiec. Wyróżnia się jasną, pomidorową czerwienią, której zażądał niedawno ratusz, bo jest to ponoć czerwień prawdziwie warszawska a ta dotychczasowa była jakaś przekłamana.

(śmik)

20:57, osa_oraz_smik , Z kraju
Link Komentarze (12) »
wtorek, 19 października 2010

Fot. Michał Wojtczuk

Miła niespodzianka na przebudowanym niedawno skrzyżowaniu al. Wilanowskiej, al. Rzeczypospolitej i ul. Sobieskiego - jest tak, jak miało nie być. Niespełna rok temu biuro prasowe Zarządu Miejskich Inwestycji Drogowych nie dawało nadziei na przyjazne pasażerom rozwiązanie - autobusy jadące od strony Wilanowa i skręcające tu w prawo do centrum, a więc np. popularna w tej okolicy linia 116, miały omijać przystanek widoczny powyżej przez boczną jezdnię (z lewej). Pisaliśmy o tym w Autobusie_czerwonym w połowie listopada 2009 r.: http://autobusczerwony.blox.pl/html/1310721,262146,169.html?21

Fot. Michał Wojtczuk

W roli chłopca do bicia - jak to zwykle bywa - ZMID obsadził miejskiego inżyniera ruchu Janusza Galasa, który miał się sprzeciwiać, by autobusy zamiast w jezdnię boczną, skręcały w główną i wjeżdżały do zatoki przystankowej.

Może dzięki temu, że budowa ciągnęła się niemiłosiernie długo, urzędnicy mieli czas, by sprawę dobrze przemyśleć i ostatecznie mamy rozwiązanie, o które się upominaliśmy. To ważne, bo teraz ludziom wygodniej przesiąść się z linii 217, która wyrusza z Miasteczka Wilanów i odbija w stronę stacji metra Wilanowska. Ci, którzy zmierzają na Trakt Królewski, mogą się tu złapać linię 116. Fakt, że jej kierowcy muszą się nieźle nagimnastykować ze skrętem i podjazdem na przystanek.

Niestety, nowe skrzyżowanie ma o wiele gorszy feler. Do "Gazety" płyną skargi od niezadowolonych kierowców, którzy nie mogą skręcić od strony Wilanowa w lewo, czyli z al Wilanowskiej w al. Rzeczypospolitej do Miasteczka Wilanów.

(osa)

22:48, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (4) »
piątek, 15 października 2010

Ki diabeł - w kolejnych miejscach między remontowanymi torami tramwajowymi układane jest czarne, a miało być jak najwięcej zielonego?

Fot. Kuba Atys/AG

Ze zdziwieniem odkryłem asfaltową autostradę na remontowanej przez całe lato pętli Marymont-Potok.

Teraz to samo po wymianie torowiska w al. Niepodległości m.in. na przystanku Pole Mokotowskie. Czyżby to dla karetek? Bo autobus tam, niestety, nie wjedzie, a mógł powstac wspólny przystanek choć w jedną stronę - do centrum (bo z powrotem chyba jednak za dużo skrętów).

Te czarne placki wyglądają ohydnie. Tramwajarze poszli po linii najmniejszego oporu - po co się bawić w ogrodników, podlewać, kosić, nawozić jak w Krakowie?

Wojciech Matusik/AG

Świeży przykład, jak pozytywnie może to wyglądać to nowo otwarta linia tramwajowa łącząca rondo Grzegórzeckie z ul. Szklarską.

 

Fot. Michał Łepecki/AG

Z niepokojem czekam na werdykt w sprawie torowiska wzdłuż Targowej i al. Zielenieckiej, którego remont opóźnia się z miesiąca na miesiąc. Różne chodziły słuchy w sprawie jego wyglądu. Trawa raz na nim rosła, a raz nie.

W al. Niepodległości, ale już przed Nowowiejską pojawiły się też nowego typu płotki wzdłuż wysepek przystankowych. Wyglądają tyle ciekawie, ile niepraktycznie. Już po kilku tygodniach są, niestety, dość zapyziałe, a co to będzie, gdy na ulice ruszą firmy władające solarkami, na rozkaz ratusza bez opamiętania wylewać hektolitry szkodliwej cieczy i inkasować jeszcze w zamian słone wypłaty (a cztery lata temu pani prezydent zapowiadała bardziej ekologiczne metody walki z atakami zimy).

Pamiętam z dawnych czasów, że żółte płotki wzdłuż torów tramwajowych sprawiały odwieczny kłopot. Rdza wyłaziła na nie już w kilka miesięcy po pacykowaniu olejną farbą.

Fot. Wojciech Olkusnik/AG, 2001 r.

Za to chyba dość udane, w dodatku żółto-czerwone, czyli w warszawskich barwach, były ogrodzenia, które w 2001 r. eksperymentalnie postawiono na przystanku u zbiegu Okopowej i Anielewicza (obok Cmentarza Żydowskiego). Jakoś jednak nie rozprzestrzeniły się na całe miasto.

(osa)

23:17, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (24) »
wtorek, 12 października 2010

Katastrofa pod Nowym Miastem nad Pilicą, w której zginęło 18 osób jadących o świcie towarowym busem do pracy w sadzie, pokazała, w jak podłych warunkach podróżują Polacy - byle taniej, byle szybciej, byle do przodu. Mniej dziwię się ludziom, którzy często nie mają innego wyjścia i łapią takie okazje. Niedopuszczalne natomiast jest to, że państwo pozwala, by takie okazje istniały.

Myślę tu także o części prywatnych przewoźników, którzy rozwinęli w ostatnich latach biznesy w busach już pełną gębą pasażerskich. Niech sobie jeżdżą, ale tym absolutnie nie powinna sterować niewidzialna ręka wolnego rynku, a tak się, niestety, dzieje. Busiarze kursują na wyścigi, podbierają sobie nawzajem pasażerów, mają nierealne rozkłady jazdy, które zakładają przejazdy z prędkością 100 km na godz. i 20 osobami na pokładzie (zdarza się, że ludzie są zabierani na stojaka). Inna rzecz, że pasażerowie taką szaleńczą jazdę busami pochwalają albo sami wpychają się do środka, gdy wszystkie miejsca siedzące są już zajęte - już nie koleją, nie PKS-em, ale właśnie takim małym, ciasnym transporterem.

Przekonałem się o tym w al. Jana Pawła II, gdzie postój urządzili sobie busiarze z Lubelskiego, i na pl. Defilad. Tu z kolei w dziki kapitalizm w busach ochoczo włączył się zarząd Pałacu Kultury i urządził im prymitywny "dworzec":

Obserwuję ten przybytek od roku w drodze na posiedzenia komisji Rady Warszawy. Jest dla mnie nie do pomyślenia, żeby coś takiego istniało w samym środku stolicy. Niby tylko na chwilę, do czasu ostatecznej zabudowy placu, ale dobrze wiemy, jak długo potrafiły tu przetrwać podobne prowizorki. W Paryżu autokarem na odległe lotnisko Beauvois ruszaliśmy już zza obwodnicy Peripherique. Owszem, wielki bus-terminus widziałem przed główną bramą starówki La Valetty (i było to oczywiście jedno z moich ulubionych miejsc na Malcie z jej przedziwnym, przedpotopowym taborem). Jednak takie obrazki dwa kroki od głównego skrzyżowania Warszawy, Marszałkowskiej z Al. Jerozolimskimi to istne kuriozum:

Oto rozkład jazdy z "dworca" Plac Defilad. Poszczególni przewoźnicy przyczepiają swoje blaszki na ogromnej planszy, która stoi na betonowych klocach. Niejeden powiatowy dworzec PKS mógłby się pochwalić lepszym rozkładem.

Latem przy "dworcu" działało nawet coś w rodzaju terminalu pasażerskiego. Stała lodówka z reklamą Roku Chopinowskiego na drzwiach, a jakże! Brakowało mi tylko hasła "Zakochaj się w Warszawie". Teraz ludziom czekającym na busy zostało kilka PRL-owskich drewnianych ławek pod dawną trybuną honorową dla partyjnych bonzów. A tak wygląda ona od tyłu:

Na pl. Defilad do zagospodarowania został jeszcze teren po rozebranej niedawno hali KDT. Jej zniknięcie uważam za jeden z największych sukcesów Hanny Gronkiewicz-Waltz. Jej poprzednicy woleli się do tego nie dotykać.

Niestety, nie zanosi się na to, że wkrótce zacznie się coś sensownego w tym miejscu dziać. Zawsze zarząd Pałacu Kultury może stwierdzić, że w oczekiwaniu na budowę łącznika między pierwszą a drugą linią metra i Muzeum Sztuki Nowoczesnej, zorganizuje tymczasową zajezdnię dla busów i autobusów. Zdarza się, że zbiera się ich nawet 20-25 - po co mają stać na "dworcu" obok. Urządzi się tu perony, stanowiska, cattering. Busiarski interes w Warszawie wciąż się rozkręca.

(osa)

22:29, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (24) »
środa, 06 października 2010

W ”Gazecie” trwa długo odkładana akcja ”Parkuj po ludzku”. Od dobrych dwóch lat chodziło nam po głowach, by zająć się w końcu tym, co się dzieje na warszawskich chodnikach. Tematów i listów od czytelników mamy już na dwa tygodnie - tak duży jest odzew.

 

Bo w Warszawie wielu kierowców zachowuje się wobec przechodniów w sposób chamski: parkują gdzie popadnie (często za darmo), zastawiają przejście, rozjeżdżają trawniki i ziemię wokół drzew (ile mamy przez to w mieście suchych kikutów?). Niewydolna straż miejska patrzy na to przez palce. Zupełnie nie działa system odholowywania aut porzucanych na dziko. Chamstwo jest więc bezkarne. Kto zaś waży się to skrytykować, naraża się na bezczelne komentarze w stylu: mój samochód, wara wam do tego, co z nim robię. Zgodnie z tą światłą myślą jeżdżą więc samochodem wszędzie, czasem bez potrzeby (dwie przecznice do kiosku). Jest przecież okazja, żeby pokazać się, jaką się ma pozycję w stolicy, zwłaszcza gdy tatulo kierowali co najwyżej traktorem albo wozem drabiniastym.

Z drugiej strony trudno nie zauważyć desperacji tej części kierowców, którzy rzeczywiście muszą korzystać z samochodów, a nie mają ich gdzie zaparkować na kilkadziesiąt, czasem kilkanaście minut (bo nie wyobrażam sobie zostawiania auta na ulicy na osiem godzin).

Dostajemy wiele maili od zmotoryzowanych, którzy przyznają: jest źle z parkowaniem, oni potępiają chamskie zastawianie chodników, ale niechże miasto zacznie w końcu budować parkingi, najlepiej podziemne. W tej sprawie wielki kij w mrowisko włożył prof. Wojciech Suchorzewski. Jest bowiem takich garaży przeciwnikiem. Trzyma się zapisu w strategii transportowej miasta (przegłosowanej przez wszystkich radnych, niezależnie od barw partyjnych): w ścisłym centrum jedno miejsce parkingowe na jedno mieszkanie niezależnie od jego wielkości.

Fot. Jacek Łagowski/AG

Mimo to uważam, że jest w Warszawie przynajmniej jedno miejsce, gdzie podziemny garaż powinien powstać jak najszybciej. To plac Teatralny. Jak długo jeszcze ratusz będzie tolerować to, co się dzieje na jego powierzchni? Bezładny parking przed największą sceną operową w kraju, w miejscu, które przed wojną było perełką. Uważam w dodatku, że to właśnie miasto powinno zapłacić za budowę garażu, zlikwidować parkowanie na chodnikach w okolicy, egzekwować teb zakaz i ustalić nieodstraszające kierowców stawki w nowym garażu (w tym miejscu protestuje Krzysiek, współautor bloga: jakim prawem miasto ma fundować tanie miejsca parkingowe za grube miliony - kierowcy będą tam trzymać samochody całymi dniami). Odpowiadam: zadaniem miasta jest nie tylko dbanie o bilans parkingowy, ale też o ład przestrzenny. Obecne garaże, których część powstała za pieniądze publiczne (pl. Krasińskich, pl. Defilad), nie spełniają swojego zadania - oddano je w prywatne ręce, które wyciągają się po grubą kasę od kierowców. Ci wolą więc zastawiać chodniki i trawniki dookoła.

Fot. Materiały Zarządu Transportu Miejskiego

Do rozwiązania pozostaje też kwestia parkingów przesiadkowych. Jak podał właśnie ZTM, już wszystkie są zajęte, w tym największy na 1 tys. miejsc przy stacji metra Młociny (a nie ma jeszcze mostu Północnego z kierowcami z Tarchomina!). Przeciwnicy budowy garaży powiadają, że to zbyt drogi prezent dla kierowców. Gdy powstawał ten przy stacji metra Marymont, słyszałem lamenty ekologów: dlaczego tak blisko centrum? Gdy powstaje inny w al. Krakowskiej na Okęciu tuż przy pętli tramwajowej, słyszę, że to też bez sensu. Na coś trzeba się jednak zdecydować. Musi być jakaś oferta dla kierowców, którzy wjeżdżają do Warszawy, ewent. dojeżdżają z pozbawionych komunikacji, szkół i przedszkoli peryferii, a nie chcą rozjeżdżać centrum czy też ich na to nie stać.

(osa)

Fot. Filip Klimaszewski/AG 

13:57, osa_oraz_smik
Link Komentarze (24) »
 
1 , 2

Gazeta.pl Warszawa