sobota, 29 października 2011


Fot. Robert Kowalewski/AG

Prorocze okazały się, niestety, moje obawy o dojazd - a raczej o jego brak - na Cmentarz Bródnowski. Kiedy tylko zorientowałem się wczoraj, że w tym roku dla samochodów otwarta będzie estakada nad rondem Starzyńskiego, mało tego - cała ul. Starzyńskiego w stronę ronda Żaba i ul. 11 Listopada, wiedziałem już, że źle to się skończy. Dlatego w informatorze o komunikacji cmentarnej, który ukazał się w sobotnim "Stołku" namawiam, by spośród linii autobusowych dojeżdżających na Bródno korzystać najlepiej z C20 (kursuje w tym kierunku planowo przez al. "Solidarności", Radzymińską i Targówek Mieszkaniowy), a najlepiej wsiąść do tramwaju.

I ja zrobiłem, jak napisałem, burząc coroczny porządek dojazdowy. Bo zwykle wybieram linię C56 przez most Grota - tym razem Trasa AK stała w potwornym korku, co też było do przewidzenia (remont Trasy Toruńskiej + zamknięty most Śląsko-Dąbrowski). Pojechaliśmy więc naokoło, z przesiadką Wisłostrada-most Gdański, stąd C1, zajmując o godz. 14 ostatnie miejsca siedzące w drugim wagonie. Trwało to wszystko może 20 min do bramy przy ul. Odrowąża.

Przez okno widzieliśmy stojącą na amen ul. Starzyńskiego. I jaki miało sens wpuszczać tu samochody? Miejski inżynier ruchu Janusz Galas przekonywał, że to teraz główny objazd zamkniętego skrzyżowania Targowa/al. "Solidarności". Chyba stojazd.

Błyskawicznie zareagowały służby ruchu w ZTM. Około południa autobusy zostały wycofane z ronda Starzyńskiego - według mojego źródła początkowo kursowały z mostu Gdańskiego przez Wybrzeże Helskie koło Zoo (kiedy jechałem, widziałem jednak, że korek jest już i tam). Wtedy zapadła decyzja, że i linie cmentarne z Królewskiej, i te łączące Bródno z Powązkami i Wólką Węglową będą aż do 1 listopada kursować Trasą W-Z - jak C20. Pełen szacunek i za refleks, i za świetny serwis informacyjny. Po raz pierwszy podawane są wprowadzane na bieżąco zmiany tras, ostrzeżenia o awariach. Pomyślałem sobie, że może to wynik zorganizowanego zupełnie ad hoc serwisu na naszym portalu Gazeta.pl podczas wiosennej wizyty Baracka Obamy - wtedy byliśmy w ciągłym kontakcie z centralą ruchu ZTM i czytelnicy dowiadywali się od razu o zmianach tras i objazdach autobusów. A gdyby tak coś takiego działało każdego dnia?

(osa)

19:59, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (9) »
piątek, 28 października 2011

"Kiedy wrócą?" - to pytanie powtarzało się w ostatnich tygodniach. "Spytaj taty" - słyszały moje dzieci. "Spytaj męża" - przekazywała mi żona. To nasi żoliborscy znajomi nie mogli się doczekać, my zresztą też. Aż tu nagle na Mickiewicza, pl. Wilsona, Słowackiego i pętli Marymont-Potok znowu zaturkotało, trochę zawyło, podzwoniło i od razu czujemy się jak w wielkim mieście!

Minęły trzy lata, odkąd tramwaje przestały jeździć w tej części Żoliborza. Ten blog liczy sobie trochę mniej, więc nie mogliśmy tu odżałować ich zniknięcia na czas rozbiórki i niesłychanie ślamazarnej odbudowy wiaduktów przy Dworcu Gdańskim. Cały czas dokumentowaliśmy jednak, co się działo na pętli Marymont-Potok. Bo choć nieczynna, to jednak co jakiś czas można tu było coś zauważyć.

Zacznijmy od zdjęcia z sierpnia 2007 r. Wtedy na Marymoncie trwały testy sprowadzonego właśnie do Warszawy wagonu bydgoskiej Pesy, od którego fabryka zaczęła podbijać kolejne miasta w Polsce i zagranicą.

20 sierpnia 2007 r. wagon 120N wyruszył na trasę linii 36. Ten numer to kawał historii Marymontu. Gdyby 36-ka istniała nadal, za kilka tygodni (18 grudnia) minęłoby dokładnie 50 lat, gdy pojechała otwartą wtedy linią z Marymontu. Z tego, co wiem, motorniczowie nie przepadali za prostą jak drut trasą 36-ki na Wyścigi. Miała ona jeszcze kilka wcieleń w południowej części miasta, bo docierała i na Sadybę (1963-1973), i na pl. Narutowicza/Banacha (2001-2006), ale na północy poza krótkimi remontami torów linia 36 była nieodłącznie związana z Marymontem i z nim się też przeciętnym warszawiakom kojarzyła. Żegnam ją z niemałym sentymentem, ale cieszę się, że ma jeszcze bardziej historyczną następczynię.

O tym za chwilę, a teraz kilka obrazków z trzyletniej przerwy na pętli Marymont-Potok:



Kwiecień 2009 r.

Czerwiec 2010 r.

Październik 2010 r.

Kwiecień 2011 r.

I wreszcie długo oczekiwany na Żoliborzu dzień - 27 października 2011 r. Swing, czyli najnowszy wagon Pesy (jeden z dopiero co dostarczonych do Warszawy - nr boczny 3191) wjechał na pętlę Marymont-Potok:

Można powiedzieć, że 15-ka wróciła do korzeni, bo właśnie napis "Marymont" woziła w swoich początkach w 1924 r. Wtedy co prawda inną, bardziej okrężną trasą - od pl. Wilsona przez ul. Słowackiego, dopiero stąd w dół Potocką i w lewo w wąską i brukowaną kocimi łbami ul. Marii Kazimiery do pętli na wysokości obecnej ul. Rudzkiej. I ja jestem za tym, żeby w najbliższym możliwym czasie 15-ka krańcowała nie z wyświetlaczem "Marymont-Potok" tylko "Marymont-Ruda", jadąc prosto ul. Mickiewicza, dalej ul. Klaudyny do pętli gdzieś przy Podleśnej. Na marginesie - kiedy dziś 15-ka czeka na odjazd na obecnej pętli, jesteśmy skazani na oglądanie wrogiego napisu, którego nazwa nie padnie tu bez potrzeby ;-)

Wracając do intensywnych pytań znajomych do termin powrotu tramwajów. W najczarniejszych myślach nie przypuszczałem, że przeciągnie się to tak długo. Przy odrobinie dobrej woli ze strony urzędników i wykonawcy można było tak przyspieszyć prace przy wiadukcie koło Dworca Gdańskiego, by ruch na nim wznowić od nowego roku szkolnego. Potem byłem przekonany, że tramwaje pojawią się na wybory 9 października. Że tydzień później - to już na bank, wszak wtedy zaczynały obowiązywać objazdy na Pradze i ZTM drukował już żoliborskie trasy na tysiącach ulotek. Nic z tego.

Można powiedzieć, że ostatecznie ratusz wziął żoliborzan z zaskoczenia, bo na większości przystanków zabrakło informacji o prawdziwym terminie powrotu tramwajów. Ulotka, która jeszcze dziś wisiała na pętli, wprowadzała w błąd - widniała na niej data o dzień wcześniejsza od właściwej. Zaskoczenie było więc spore. Do tego stopnia, że nasza znajoma z pl. Inwalidów, wychodząc z domu, o mało nie wpadła wczoraj pod tramwaj, zupełnie się go nie spodziewając.

Zwłoka była zaś tak długa, bo coraz bardziej ujawnia się chory system odbiorów technicznych, który polega na przesyłaniu sobie w nieskończoność papierków między inwestorem a nadzorem budowlanym. I po co to wszystko, skoro po półtoramiesięcznych korowodach nowe wiadukty przy Dworcu Gdańskim i tak są jedną wielką niedoróbką z niedziałającymi windami i brakiem informacji na czele.

Jedno udało się tam poprawić od lipca:

Wtedy dworowałem tu sobie ze ścieżki rowerowej, która ma różną szerokość na granicy podjazdu i wiaduktu nad linią PKP. Teraz wygląda to wreszcie po ludzku:

(osa)

22:31, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (11) »
sobota, 22 października 2011

Cały czas nurtuje nas sprawa, czy nie dałoby rady pociągnąć Targową linii tramwajowej z boku budowy stacji metra Dworzec Wileński. Z pewnością byłaby to kosztowna inwestycja, ale przy tak dużych utrudnieniach, które objawiły się w tym tygodniu, miasto nie powinno żałować grosza.

Oprócz finansowych pozostają też oczywiście przeszkody techniczne. Wydaje się, że między przyszłym wykopem metra a budynkiem poczty na rogu Targowej i al. "Solidarności" jest wystarczająco dużo miejsca na tory, a przynajmniej na jeden tor. Gdyby przejazdu nie dało się utrzymać na stałe - tak to debatujemy ze sobą - można by czasowo krańcować tramwaje na tymczasowej pętli tuż przed budową metra. Coś w rodzaju zawrotki, która świetnie się sprawdziła przed dwoma laty na tyłach Muzeum Narodowego (d. Lenina) między jezdniami al. "Solidarności", gdy trwał remont torowiska i budowa trambuspasa wzdłuż Trasy W-Z.

Podpytywaliśmy to nasze źródła w ZTM i okazuje się, że takie rozwiązanie było na Targowej rozważane. Dawałoby możliwość normalnego zawracania tramwajów bez potrzeby sprowadzania taboru dwukierunkowego. Mogłyby kursować linie Targowa-Szmulki (21?), Targowa-Gocławek (3) czy nawet Targowa-Banacha (25).

Szkopuł w tym, że prędzej czy później pojawiłby się problem z dojazdem do tej tymczasowej pętli. Otóż na wysokości baru Oaza między Kijowską a Ząbkowską planowany jest kolejny wykop - akurat pod torami tramwajowymi. Ma tu powstać wentylatornia szlakowa dla metra. W czasie jej budowy obie jezdnie Targowej będą zwężane o zewnętrzne, najszybsze pasy. Gdyby się jednak uprzeć, i na to znalazłaby się rada: tory tramwajów przełożyć na jezdnię Targowej w stronę Kijowskiej, a ruch w tym kierunku puścić Jagiellońską do Marcinkowskiego, jak zresztą zaczęła nagle kursować spora część autobusów. Gdyby się uprzeć...

01:54, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (14) »
wtorek, 18 października 2011


Fot. Robert Kowalewski/AG

Zgodnie z przewidywaniami wszystko się tu zmieniło i wygląda teraz inaczej. To, że ratuszowi przez te wszystkie miesiące przygotowań do budowy metra nie udało się zgrać przesunięcia pomnika ”czterech śpiących”, uważam za wielki skandal - ktoś w urzędzie miasta powinien się wreszcie obudzić. Halo! Ludzie stoją wszędzie w korkach, tłum gna obok płotu z Dworca Wileńskiego do przystanków przy cerkwi, a na budowie jeszcze przez kilka najbliższych tygodni ma być cisza?

Bardziej stara się Zarząd Transportu Miejskiego. Na bieżąco poprawiają objazdy autobusów, choć beznadziejne jest to, że nie udało się wywalczyć przełożenia torów tramwajowych koło poczty na rogu Targowej (nawet jeszcze nie ma tam płotu). Albo chociaż załatwić obiecywanych składów dwukierunkowych. Byłyby jak znalazł dla krótkiej linii Kawęczyńska - Targowa (pod płot budowy metra) czy Gocławek - Targowa. A kto wie, czy nie pl. Narutowicza - Al. Jerozolimskie - Targowa.

Ciekawe wydają mi się plany B wobec różnych linii, o których wspomina w rozmowie dla ”Gazety” dyrektor ZTM Leszek Ruta. Np. 500-ka w razie totalnego paraliżu mostu Gdańskiego i ul. św. Wincentego miałaby jeździć z Bródna mniej więcej jak dawne 506 - do mostu Grota-Roweckiego i Trasą AK do stacji metra Marymont. Albo 503 - zamiast mostem Grota i przez Żoliborz (coś mi się wydaje, że ul. Andersa przy Intraco prędzej czy później jednak się przytka) przez most Śląsko-Dąbrowski i Kapucyńską z odwróconym jak dawniej ruchem pod górę do Miodowej.

Pracownicy ZTM dostali też polecenie, by sprawdzić możliwość nowej trasy przez Zabraniecką i Strażacką Dyrektor Ruta mówi wprawdzie o dojeździe do dworca w Rembertowie, ale ja raczej widziałbym ją na skręcie przez Chełmżyńską i Marsa do Płowieckiej. Mam też kandydata: to linia 140, która służy teraz głównie do stania w korku na Ząbkowskiej i małej Radzymińskiej. Po co to? Pod nieobecność trójki przynajmniej mogłoby powstać bezpośrednie połączenie Bródna i Targówka z Gocławkiem i częścią Grochowa.

Tym razem nie jestem przesadnym optymistą, który przy okazji takich dużych remontów i inwestycji powiedziałby, że minie kilka dni i ”jakoś” się ten ruch na Pradze ułoży.

(osa)

13:13, osa_oraz_smik , Metro
Link Komentarze (9) »
piątek, 14 października 2011


Fot. Franek Mazur/AG

Zapamiętajmy ten widok, bo tu już nic nie będzie takie samo. Najpierw istny armagedon z korkami, choć te akurat nie w tym miejscu, za to wszędzie dookoła - Praga stanie. Kiedy piszę te słowa, u zbiegu al. "Solidarności" i Targowej powinna się zbierać komisja, która zacznie zamykać i zwężać ulice. Trudno powiedzieć, na jak długo. Jestem jednak pełen złych przeczuć co do tempa robót przy budowie stacji metra Dworzec Wileński, która tak naprawdę powinna już trwać od roku, jeśli wierzyliśmy w pierwotne obietnice wykonawcy i miejskich urzędników.

Ciekawe, jak szybko zobaczymy na Pradze taki oto widok z maszynami oznakowanymi logo Astaldi jak te na Riviera de Chiaia w Neapolu:

Akurat tutaj nie ma zbyt wielkich utrudnień w ruchu, ale 1-2 km dalej na Piazza Municipio przed Castel Nuovo ciężko jest nawet chodzić, bo tak dużo płotów i zasadzek na pieszych.

Ciekawe obserwacje na temat tempa pracy włosko-turecko-polskiego konsorcjum w Warszawie ma nasz były redakcyjny kolega, a teraz czytelnik - Marcin K. Jego list dostaliśmy wprawdzie 1 września, ale niewiele się od tego czasu zmieniło, kiedy w tym tygodniu przechodziłem obok "budowy" stacji Świętokrzyska (przegłosowana właśnie na dokładkę przez komisję nazewniczą w Radzie Warszawy Świętokrzyska Pasta miałaby nawet grackie odniesienie do wykonawcy z krainy makaronów :-)

Pisze on tak: "Jarku, Drogi Redaktorze. Po trzech miesiącach wróciłem z Londynu - i tak jak z wysokości mojego okna robotnicy ocieplający budynek zwinęli już zasłaniające skrzyżowanie rusztowanie, tak ci na parterze, pracujący przy budowie stacji metra, nie zrobili niczego.
Nie jestem ekspertem budownictwa, ale po trzech miesiącach na placu budowy w samym środku stolicy spodziewałem się większych postępów niż tylko składu budowlanego na jezdni. Ale może to tylko pozory.
Załączam zdjęcia zrobione telefonem, bo może będzie Was w redakcji interesowała dokumentacja prac znad przecięcia się dwóch linii metra. Pozdrawiam, m".

Za zdjęcia, Marcinie, dziękujemy, choć trzeba przyznać, że to denerwujący widok dla wszystkich, którzy męczą się w korkach wokół tych płotów.

A teraz obrazek bardziej optymistyczny z mojego z kolei powrotu w miejsce budowy metra, co prawda nie po trzech miesiącach, ale po trzech latach:

Plac Wenecki w Rzymie jesienią 2008 r. zastałem totalnie rozkopany. Trwały tam wtedy prace przy linii C, które w tym roku spotkałem kilkaset metrów stąd, bliżej Koloseum. Tym razem na środku pl. Weneckiego rosła już sobie trawa, a dookoła znów krążyły jak szalone samochody i autobusy (i po co im nasze ronda turbinowe, tam nie ma absolutnie żadnych pasów ;-). W tle niezwykle intrygująca budowla. Niektórzy uważają, że raczej oszpeciła Wieczne Miasto, a zwłaszcza sąsiednie Wzgórze Kapitolińskie. Ja ilekroć obok przechodzę albo przejeżdżam, nie mogę oderwać od niej wzroku. Nie tyle z zachwytu, ile właśnie z zaciekawienia. To taki nasz Grób Nieznanego Żołnierza - olbrzymi pomnik-mauzoleum z marmuru ku czci króla Wiktora Emanuela, który zjednoczył Włochy. Właśnie mija 150 lat od tego wydarzenia i w Museo di Risorgimento mieszczącym się w środku trwały uroczystości ku czci. Sam pomnik - nazywany tortem weselnym lub maszyną do pisania - budowany przez aż 26 lat został właśnie pięknie odnowiony na swoje 100-lecie, które przypada także w tym roku. Tylko z metra na pl. Weneckim wciąż nie ma jak korzystać.

Nasze na Pradze według rzekomo wciąż aktualnych planów ratusza ma być gotowe za dwa lata. Coś mi się jednak wydaje, że skrzyżowanie al. "Solidarności" z Targową, które zamieni się w wygodny - miejmy nadzieję - węzeł przesiadkowy, zobaczymy w takiej krasie jak pl. Wenecki w Rzymie znacznie później. Oby skończyło się właśnie na trzech latach. Będą akurat kolejne wybory. Może panowie z Astaldi jakoś się do tego czasu streszczą.

(osa)

23:48, osa_oraz_smik , Metro
Link Komentarze (8) »
środa, 12 października 2011


Fot. Robert Kowalewski/AG

Stanąłem w obronie miejskiego inżyniera ruchu Janusza Galasa, który dla wielu stał się dyżurnym chłopcem do bicia niezależnie od tego, jak nieporadne jest jego biuro i jak idiotyczne mamy przepisy. Sam mam do pracy inż. Galasa mnóstwo krytycznych uwag, z łatwością można je odnaleźć w tekstach ”Gazety”. Kiedy jednak zobaczyłem w ”Super Expressie” nową akcję, która wygląda na zwykłą nagonkę i szczucie na niego (”Stop! Odwołujemy Galasa”), pomyślałem sobie, że zostały przekroczone granice przyzwoitości. Krzysztof skomentował, że to przecież tabloidowe bagienko, że nie ma z kim polemizować. Rzeczywiście autorzy tekstu nie mieli nawet odwagi się podpisać. Doszło do przeniesienia na papier obyczajów znanych w internecie, gdzie anonimowo każdy czuje się mocny w gębie. Na tym portalu też pojawia się kilku dyżurnych troglodytów komunikacyjnych spod ciemnej gwiazdy Korwina, zawód kandydat (biedak musi teraz czekać na następne wybory aż 3 lata). Oni najchętniej bez końca rozbudowywaliby i poszerzali ulice, wpuściliby samochody na tory tramwajowe, rowery wyrzucili na wieś, a kto myśli inaczej, ten debil i lewak.

Mając w pamięci niezliczone wpadki inż. Galasa, napisałem więc, co myślę o szczuciu jednych na drugich. Po pięciu dniach uśmiałem się w duchu, że nieźle mi się odwdzięczył, gdy mój autobus stanął na Wisłostradzie przy stadionie Legii w megakorku zafundowanym przez zmieniony niespodziewanie program sygnalizacji świetlnej na skrzyżowaniu z ul. Gagarina. Czyli jak na ironię tam, gdzie inż. Galas właśnie podniósł limit prędkości do 70 km na godz.

Pisałem o tym już w blogu, że nie było to zbyt roztropne posunięcie akurat w tym miejscu. Piesi mają tu duży problem, by pokonać Wisłostradę, zanim zacznie migać zielone światło, i gdzie jest duży ruch na ul. Gagarina, a są też inne przecznice. Nie spodziewałem się jednak, że per saldo rzeczywista prędkość na Wisłostradzie spadnie do 10 km na godz. :-)

Nie wiem, czy to jakaś awaria, czy celowe przeprogramowanie sygnalizacji. Jest ona częścią naszego genialnego systemu sterowania ruchem, którego w takiej formie nie chciałbym już raczej rozwijać. Nawet jeśli prof. Wojciech Suchorzewski, którego opinie b. sobie cenię, uważa inaczej. Warszawa nie potrafi tego robić, a system w wielu miejscach bardziej komplikuje ruch, niż gdyby go nie było.

Władze Warszawy w ogóle nie potrafią ogarnąć zarządzania ruchem. Nie jest problemem zwolnić inż. Galasa, czego w karygodny sposób domaga się ”Super Express” (choć wygląda na to, że akcja tej gazety skończyła się na jednym artykule). Trzeba wpuścić do biura inż. Galasa trochę świeżej krwi. Po pierwsze, nie da się w kilka osób ograniczać korków w mieście wielkości Warszawy pozbawionym w dodatku obwodnicy, za to z niezliczonymi remontami i rozkopanymi skrzyżowaniami. A po drugie, za to musi się wziąć ktoś, kto podpatrzyłby i poznał lepsze rozwiązania w innych miastach.

Problem korków jest tak duży, że biuro miejskiego inżyniera ruchu powinno być odpowiednio liczne i sprawne. Tak, by natychmiast reagować na usterki sygnalizatorów i poprawiać własne błędy. Największa pretensja, jaką mam do inż. Galasa, jest taka, że robi to, zwlekając całymi dniami, a nawet tygodniami. Tak było we wrześniu na węźle Łopuszańska, gdzie sparaliżował ruch w Al. Jerozolimskich. Na początku października obiecywał przywrócenie starej organizacji ruchu na zjeździe z mostu Grota-Roweckiego na Wisłostradę, bo nowa kompletnie zablokowała przejazd z Białołęki i Bródna - pasy nadal są nieprzemalowane. Ciekawe, kiedy zareaguje na nową sytuację u zbiegu Wisłostrady i ul. Gagarina, bo np. korek na jezdni z Wilanowa sięga estakady nad skrzyżowaniem z al. Witosa i Trasą Siekierkowską. Inżynierze ruchu - do roboty!

(osa)

PS Krzysztof ustalił w ZDM, co się stało: ”Przez kilka dni trwa kalibracja systemu w dostosowaniu do wyższej prędkości”. Pogratulować, bo na razie prędkość wyraźnie spadła. Który to już zresztą raz ta kalibracja - zawsze ten sam bałagan. Wolałbym raczej, żeby po zamknięciu dla samochodów mostu Śląsko-Dąbrowskiego, przedłużyć zielone światło dla jadących Wisłostradą. Teraz korek sięga mostu Grota-Roweckiego i dalej.

11:54, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2

Gazeta.pl Warszawa