czwartek, 31 października 2013

Drogowskaz z napisem "Wólka" można spotkać w ostatnich dniach np. na moście Północnym. Oficjalnie Marii Skłodowskiej-Curie (to się chyba przyjmuje jeszcze gorzej niż narzucona nazwa ronda Babka). Nasi drogowcy, którzy zazwyczaj starają się trzymać jota w jotę urzędowego nazewnictwa (wiszą więc olbrzymie, wymieniane wielkim kosztem tablice: "Trasa mostu Marii Skłodowskiej-Curie"), w przypadku "Wólki" zastosowali nazwę aż nazbyt potoczną.

Chodzi oczywiście o dojazd do Cmentarza Północnego, zwanego powszechnie Wólką Węglową od peryferyjnej części Warszawy, gdzie się znajduje. Dlatego, że w dawnych czasach w tutejszych lasach prażono drewno i powstawał węgiel drzewny. Od biedy można zrozumieć, że nie ma drogowskazów z napisem "Cmentarz Północny", ale jeśli ma być inaczej, to jednak "Wólka Węglowa" a nie jakaś tam "Wólka".

Przez całe lata w okolicach Powązek rozwieszano zaś przed Wszystkich Świętych strzałki do parkingów opatrzone napisem "Cmentarz Komunalny". Nawet wtedy, gdy ta PRL-owska nazwa była już dawno zniesiona - w 1998 r. Rada Warszawy przywróciła Cmentarz Wojskowy, który istniał do 1964 r. Z czasem i po kilku artykułach ;-) wyparł on nazwę przejściową w drogowskazach. Za to w oficjalnym komunikacie na stronie Zarządu Dróg Miejskich kilka dni temu znalazłem taki oto kwiatek: "W rejon Cmentarza Komunalnego na Powązkach (dawny Wojskowy) ruch indywidualny kierowany będzie...". Jest tam też inny: "Cmentarz Bródzieński".

Zdaje się, że miejskim drogowcom przydałaby się korekta, która wyłapywałaby podobne błędy. Coś takiego jak w redakcji. Bo błędy zawsze się zdarzają, dziwne tylko, że niektóre są powtarzane.

A latem tego roku zauważyłem, że na Wisłostradzie zaczęły się pojawiać tablice drogowe takiej oto treści:

Tak jak by nazwa alei miała upamiętniać zwykłą międzyludzką solidarność, a nie ruch związkowy, który doprowadził do przełomowych zmian dla Polski, ale też Europy. Czyli jednak o taką "Solidarność" tu chodzi - w tzw. żabach. I dlaczego "Al." zamiast "al."? W tym akurat błądzi cały Miejski System Informacji (MSI), który udał się Warszawie świetnie poza m.in. zapisywaniem wielką literą początkowych słów ulica, aleja, plac czy skwer (są jeszcze kontrowersje wokół podziału miasta na obszary - np. Gocławek wcina się za bardzo na Grochów). Pamiętacie stare tablice z białymi literami na granatowym tle? Tam było "ul." i "pl.".

Ktoś zapomniał też, że mieliśmy w Warszawie coś takiego jak Kercelak:

Drogowcy dopuścili wjazd ul. Elektoralną pojazdów organizatora imprezy "Karcelak". Chyba że to jakaś wolska gwara, o której nie słyszałem.

A teraz kilka dobrych słów dla Zarządu Transportu Miejskiego, który kilka tygodni przed komunikacyjnym wzmożeniem z okazji Wszystkich Świętych wprowadził dodatkowe ułatwienie dla pasażerów korzystających z pętli Metro Marymont:

Przed wejściem na nią przy skrzyżowaniu ul. Włościańskiej z Kłodawską stanął słupek z kasetką, w której zebrane są godziny odjazdów rozproszonych po pętli autobusów. Pasażer może sobie wybrać stanowisko, z którego autobus w jego kierunku odjedzie najwcześniej:

Na żółtej kartce dodatkowy rozkład z trzykrotnie większą liczbą kursów linii 110 na Wólkę Węglową, czyli Cmentarz Północny.

(osa)

21:14, osa_oraz_smik , Parkowanie
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 28 października 2013

Wielki żal po śmierci Tadeusza Mazowieckiego, pierwszym premierze po pamiętnych wyborach 1989 r., jednym z czołowych doradców ”Solidarności” podczas strajków w 1980 r. Przez cały dzień słucham i czytam wspomnienia o tym prawym człowieku, który dla wielu z nas był wielkim autorytetem.

Żył skromnie. Można Go było spotkać w Warszawie zwyczajnie na ulicy, jak robi zakupy czy jeździ komunikacją miejską. Kiedyś natknąłem się na Niego na Puławskiej. Tu na zdjęciu widać, jak czeka na jednym z przystanków przy tej ulicy, bodajże koło dawnego kina Moskwa (odjeżdżały jeszcze wtedy stamtąd linie: 117, 122, 138 i 607):


Fot. Aleksander Prugar/AG

Z komunikacji miejskiej Tadeusz Mazowiecki korzystał nawet wtedy, gdy we wrześniu 1989 r. został desygnowany na premiera. Mówiła o tym dzisiaj Polskiej Agencji Prasowej prof. Dorota Symonides, była senator: ”Przez czas jakiś uparcie jeździł po Warszawie tramwajem. Kiedy namawialiśmy go, żeby się przesiadł do samochodu, powtarzał nam, że przecież zawsze tak się po mieście poruszał i nie widzi powodu, żeby to zmieniać. W końcu musiał ustąpić, przekonało go do tego Biuro Ochrony Rządu”.

”Nawet jak szedł na przystanek linii 174, bo jeździł autobusem jak każdy inny człowiek, to wyglądał, jakby mu się nie spieszyło” - wspominała naszej redakcyjnej koleżance jedna z klientek warzywniaka przy ul. Madalińskiego na Mokotowie.

12 września 2009 r. w dawnej kawiarni Niespodzianka przy pl. Konstytucji odbyła się uroczystość z udziałem Tadeusza Mazowieckiego w 20. rocznicę utworzenia jego rządu, pierwszego niekomunistycznego w powojennej Polsce. Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz wspominała, że jedną z rzeczy, które Tadeusz Mazowiecki jako szef rządu zrobił dla stolicy, była decyzja o kontynuacji budowy metra. Po upadku PRL-u brakowało na to pieniędzy o poważnie rozważano wstrzymanie inwestycji. Spytałem dziś o to ówczesnego dyrektora Generalnej Dyrekcji Budowy Metra Bohdana Zunia, ale nie potrafił sobie przypomnieć, że to konkretnie premier Mazowiecki decydował o losach metra. On sam podczas tamtej uroczystości przed dawną Niespodzianką powiedział kilka ciepłych zdań o Warszawie:

”Ja chodzę po tych ulicach i widzę, że jest lepiej. Denerwujemy się na ruch, że nie można przejechać, ale jest lepiej i ładniej. Tego pani [mówił do Hanny Gronkiewicz-Waltz] w 20. rocznicę mojego rządu życzę. Bo Polska ma być piękniejsza, ma być lepsza i ma być życzlliwsza. To sobie dziś przyrzeknijmy”.

(osa)

22:04, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (10) »
piątek, 25 października 2013


Fot. Bartosz Bobkowski/AG

Nie tydzień przed referendum (jak Krzysztof, który pisał relację), ale dziesięć dni po - nowy pociąg Inspiro w metrze wreszcie zaliczony. Jeszcze przed południem rozmawialiśmy z rzecznikiem prasowym Metra Warszawskiego, że ciężko trafić na ten typ - kursują dopiero trzy składy (tu przemycam podpowiedź dla tych czytelników bloga, którzy będą chcieli wziąć udział w konkursie - w piątek w południe ogłosi go portal warszawa.gazeta.pl, więc zapamiętajcie szczęśliwą liczbę: 18).

W czwartek wieczorem wreszcie mi się udało - Inspiro na stację Centrum wjechał tak szybko, że ledwo zdążyłem się przyjrzeć przodowi, który na pierwszych wizualizacjach robił fatalne wrażenie. Kojarzył mi się z oczami wielkiej muchy robacznicy. Ostatecznie chyba jednak nie wyszło to aż tak tragicznie.

Zupełnie nieźle Inspiro wygląda z boku. Co prawda blacha miejscami nieco pofalowana. Żal, że nie ma ledowego podświetlenia rantów drzwi, które oferował Siemens. Szefowie Metra Warszawskiego tłumaczyli to dość dziwnie m.in. oszczędnością energii. Jakby nie wiadomo jakie, by to było zużycie prądu. W takim razie po co aż tyle monitorów pokazujących czas przejazdu między stacjami?


Fot. Bartosz Bobkowski/AG

Szkoda, że zabrakło też uchwytów w kształcie rozgałęziających się ku sufitowi drzewek. Wybrano bardziej klasyczne pałąki, choć podzielone na kilka rurek zamiast jednego pionowego, co ułatwia trzymanie się kilku osobom. Czytałem gdzieś, że ktoś w tłoku naliczył na tych rurkach siedem rąk. Czyli nowe rozwiązanie trafione w dziesiątkę.

Spodziewałem się, że wybór żółtego koloru dla rurek spowoduje w środku Inspiro jedną wielką jajecznicę, ale nie wygląda to aż tak koszmarnie. Ciekawe tylko, czy i kiedy ten lakier zacznie odpryskiwać... Lepiej było wybrać proponowane przez producenta rurki aluminiowe z oznakowanymi kontrastowo miejscami dla niedowidzących. Całkiem gracko wygląda to w krakowskich tramwajach, gdzie miejsca te są nawet podświetlane.

Sama jazda w Inspiro jest bardzo komfortowa. Miałem wrażenie, że w środku jest zupełnie cicho. Jest też jaśniej niż w starszego typu wagonach i dobrze. Od razu zwróciłem więc uwagę, że to mocniejsze światło w połączeniu z większymi szybami w drzwiach pozwala w czasie jazdy lepiej obserwować, co znajduje się w tunelach - tzn. rozjazdy, drugi tor, zaplecze na tyłach stacji.


Fot. Bartosz Bobkowski/AG

Rewelacją jest to, że poszczególne segmenty Inspiro połączone są przegubami. Wsiadłem na początku stacji Centrum, a wysiadłem przy południowym wyjściu na antresolę stacji Plac Wilsona. Podczas jazdy przeszedłem więc do tyłu, mijając kolejne drzwi. I szedłbym pewnie jeszcze dalej, gdybym nie spotkał sąsiadów. Usiedliśmy na miękkich siedzeniach. Sąsiadka miała wrażenie, że oparcie jest ustawione zbyt pionowo. Mnie bardziej drażnił źle dobrany kobiecy głos zapowiadający, że wyjście jest po lewej stronie (to jakaś fatalna seria z tymi nowymi lektorami w metrze - wciąż trzeba też słuchać "nekst stejszyn... konwinjent czeńcz..."). Zauważyłem też, że są problemy z samodzielnym otwieraniem drzwi przez pasażerów - przyciski nie reagują od razu.

Mimo wszystkich zastrzeżeń Inspiro wydaje się całkiem udanym zakupem. Za radzieckimi składami nie przepadam, rosyjskich pociągów z tzw. gębą i plastikowym zapachem nie trawię. Inspiro będzie jednak poważnym rywalem dla moich ulubionych dotąd Alstomów.

(osa)

00:26, osa_oraz_smik , Metro
Link Komentarze (12) »
środa, 23 października 2013

Powoli przestaję mieć złudzenia wobec obecnej ekipy w ratuszu, że będzie w stanie rozkręcić jakiekolwiek inwestycje tramwajowe w Warszawie. O włos przetrwała wprawdzie niedawne - zupełnie zresztą niepotrzebne - referendum, ale we właściwych wyborach za rok swoje decyzje uzależniam m.in. od tego, co się stanie z trasami tramwajowymi obiecanymi już siedem lat temu. Ostatni nowy odcinek (nie licząc mało przydatnego ogryzka przez most Północny) otwarto na finał prezydentury wyjątkowego nieudacznika inwestycyjnego, jakim był Lech Kaczyński. Było to pod koniec grudnia 2005 r. po zdumiewająco szybkiej budowie (inwestycję ukończono grubo przed terminem). W jednym więc miał rację Jarosław Kaczyński w niebywale kłamliwej kampanii przedreferendalnej PiS: ostatnia sensowna trasa tramwajowa powstała pod rządami jego brata i jego partii. Jest to ogromny wstyd dla Platformy Obywatelskiej, która tego typu projektów budować nie potrafi, a raczej nie chce.

Minimum minimorum to dla mnie rozpoczęcie w ciągu roku do wyborów prac przy linii w głąb Tarchomina (nie marzę już przecież o jej oddaniu w docelowym kształcie, czyli do pętli Winnica) i krótkiego odcinka na Powstańców Śląskich, który miał być gotowy już 1,5 roku temu. Dziś mam coraz większe przeświadczenie, że obie te inwestycje są w ratuszu blokowane celowo, a protesty mieszkańców i ciągnące się bez końca uzgodnienia to tylko wymówki, żeby nie wydawać pieniędzy na budowę, a potem eksploatację nowych tras.

Od prominentnych urzędników i polityków PO, a nawet ekspertów transportowych słyszę co i raz, że sieci tramwajowej w Warszawie rozbudowywać się nie opłaca, że inwestycje tramwajowe mają słabe wskaźniki ekonomiczne. Jakimś cudem jednak inne miasta w Polsce i Europie przedstawiają na ten temat odmienne dane. U nas liczy się tylko metro. Trzeba więc budować II linię nawet kosztem nowych tras tramwajowych. Bez owijania w bawełnę pisze o tym były dyrektor ZTM Leszek Ruta:
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,14819262,Leszek_Ruta__Metro_nawet_kosztem_tramwajow__POLEMIKA_.html


Fot. Dariusz Borowicz/AG

Otóż, po pierwsze, wcale nie trzeba budować II linii od razu do końca. Jest mi niebywale przykro, że z Zielonej Białołęki ciężko bez niego dojechać do centrum, ale nie widzę powodu, żeby wszyscy mieszkańcy Warszawy mieli ponosić konsekwencje finansowe niekontrolowanego rozwoju miasta w tym kierunku. Nie widzę też powodu, żeby ciągnąć metro pod kapuścianymi polami (a dlaczego do diaska nie na powierzchni, jeśli już!) Chrzanowa i Mor na Bemowie. Owszem, należy jak najszybciej przedłużyć budowany obecnie odcinek centralny (jeszcze się zdziwimy, jak słabo będzie wykorzystywany w porównaniu z I linią). Uważam jednak, że dziś nawet z pomocą Unii Europejskiej nie stać nas na budowanie II linii metra dalej niż na Targówek (stacja Trocka) na prawym brzegu i dalej niż do skrzyżowania Górczewskiej z Lazurową od zachodu.

W chwili szczerości w zeszłym tygodniu powiedział to miejskim radnym dyrektor Jerzy Kulik, szef biura rozwoju w ratuszu. Jego zdaniem nie należy się spodziewać, że z nowego budżetu Unii Europejskiej na lata 2014-20 uda się zbudować cokolwiek więcej niż dodatkowe 3+3 stacje II linii w obu kierunkach. Od razu nastąpiło wściekłe dementi (żeby ratusz zareagował tak choć raz w sprawie tramwajów...).

Za ogromną kasę od UE i bez marnowania pieniędzy (patrz budowa garażu przesiadkowego na pętli Ursynów Płd.) można rozwijać choćby właśnie sieć tramwajową, nie mówiąc już o systemie kolei aglomeracyjnej (przecież to właściwie nasz S-Bahn jak w Berlinie, tylko zaniedbany) czy najpilniejszych odcinkach dróg (byle bez fajerwerków typu wiadukty donikąd jak na Służewcu). Przede wszystkim zaś domknąć obwodnicę śródmiejską na Pradze. A z osobnej rządowej puli budować do końca obwodnicę ekspresową, co obiecali przed referendum premier i minister transportu, a my w ”Gazecie”, będziemy teraz pilnować każdego podanego terminu.

Dziś ratusz oficjalnie planuje tylko dwie nowe trasy tramwajowe: Ochota - Mokotów (z Dw. Zachodniego przez Pole Mokotowskie do Rakowieckiej) i do Miasteczka Wilanów (Puławska - Goworka - Spacerowa - Belwederska - Sobieskiego - al. Rzeczypospolitej). Plus zajezdnię tramwajową na Annopolu. W przedstawionej niedawno prezentacji na zebraniu SITKOM były też jakieś bajki o tzw. liniach wybiegowych do Konstancina-Jeziorny, Łomianek i Janek. W to jednak chyba nikt nie zamierza wierzyć.

Decyzja o linii tramwajowej na Gocław (od al. Waszyngtona) zależy teraz - jak się dowiaduję - od wyniku analizy blisko 90 tras zleconej niedawno firmie Halcrow pt. ”Ogólna koncepcja perspektywicznego układu sieci tramwajowej w Warszawie”. Jakby nie było na ten temat ze dwóch innych opracowań prezentowanych publicznie w poprzednich latach. Badano przebieg przez ul. Międzynarodową lub ogródki działkowe przy tzw. Kanale Wystawowym. Ja uważam, że nie należy się bać powrotu do pierwotnej koncepcji, czyli trasy przez ul. Saską, wyrzuciwszy z jej odcinka bliżej al. Waszyngtona tranzyt samochodowo-autobusowy - wydzielanie torowisk tramwajowych z jezdni nie jest już na świecie dogmatem.

Ale nie w Warszawie, poza tym u nas nadal snuje się jakąś zupełnie chorą wizję III linii metra na Gocław dookoła przez rondo Wiatraczna i arcyniewygodną przesiadką na stacji Stadion Narodowy (już ją zuchy zbudowały na wieki wieków) z bieganiem po schodach. Efekt będzie taki, że Gocław nie dostanie ani tramwajów, ani metra. Tak jak przez wiele lat Tarchomin, a teraz też Zielona Białołęka.

Gdyby rządzący Warszawą mieli jakąś spójną, ale też odważną wizję rozwoju komunikacji, postawiliby na tramwaje przez zwężone jezdnie Nowego Światu i Krakowskiego Przedmieścia (zamiast zatłoczonych autobusów). Są różne możliwości włączenia tej trasy do obecnego układu torów. Od południa - przez rondo de Gaulle'a (plus pętla na pl. Trzech Krzyży z przesiadkami z autobusów) albo dalej Al. Ujazdowskimi do pl. Unii Lubelskiej lub Zbawiciela. Od północy - w krótszej wersji przez pl. Teatralny do pl. Bankowego, a w dłuższej - jak przed wojną - przez Miodową, pl. Krasińskich, Bonifraterską i Muranowską do skrzyżowania Andersa/Stawki.

Znalazłoby się też oczywiście kilka mniejszych projektów tramwajowych, które znacznie poprawiłyby frekwencję i wygodę podróżowania na na obecnych trasach. Myślę tu o przedłużeniu linii z ul. Mickiewicza na os. Ruda (to szansa dla wyludnionej dziś ”15”). Do tego odkładana z roku na rok odbudowa odcinka na ul. Kasprzaka, teraz zapewne przez ul. Ordona do Wolskiej, a nie jak do początku lat 90. przez al. Prymasa Tysiąclecia, wtedy jeszcze al. Rewolucji Październikowej. Myślę też o nieznacznym przedłużeniu linii z pętli Gocławek do planowanego centrum przesiadkowego z kilkoma piętrami (tramwaje w podziemiach) przy węźle Marsa.

Takie cuda to już normalka w zachodniej Europie (świetne są przesiadki np. w Wiedniu) czy choćby w naszym Krakowie (rondo Mogilskie). Warszawiacy wciąż postrzegają tramwaje jako niewygodne i powolne, bo brak woli politycznej, by wprowadzać zieloną falę. I co się potem dziwić, gdy prezydent miasta Hanna Gronkiewicz-Waltz przekonuje, że należy budować wyłącznie metro, bo „ludzie tak chcą”.

(osa)

00:10, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (28) »
piątek, 18 października 2013

Dość fikuśnie wygląda miś wykrojony w betonowej ścianie wejścia na budowaną od zeszłego roku stację Ursus Niedźwiadek. W tle widać bloki tego osiedla. Czyli miś tutaj misiem pogania - ursus to wszak łacińska nazwa niedźwiedzia.

Ogólnie nowa stacja robi całkiem dobre wrażenie:

W łukowatych podporach zadaszenia można się dopatrzeć nawiązania do przedwojennych wiat na przystankach podmiejskich linii PKP w kształcie skrzydeł. Ich wykonanie z daleka wygląda na porządne. Jest też eleganckie, przeszklone wyjście. Domyślam się, że to szyb windy.

Tylko po co winda? Żeby w kolejnym miejscu była wiecznie zepsuta albo smród wypychał z niej na zewnątrz? Tak jest w tych wszystkich bieda podnośnikach nie tylko na stacjach i przystankach PKP. Ostatnio opisywaliśmy w ”Gazecie” przypadek Służewca, gdzie w końcu nie działała już ani jedna winda. Wykonawca wciąż obiecuje naprawy. Wystarczą pewnie do następnej awarii/dewastacji.

 

A gdyby tak zrezygnować z wind czy podnośników? Podpowiadam rozwiązanie, które podpatrzyłem na stacjach w Szwajcarii: tam, niezależnie od tego, czy to miasto wielkości Zurychu, czy jakaś niewielka stacyjka gdzieś w Alpach, na peronach budowane są pochylnie (oczywiście oprócz schodów). Znakomicie ułatwia to dostęp do pociągów niepełnosprawnym czy rodzicom pchającym wózki dziecięce, ale też dojście z ciężką walizą na kółkach (wkrótce dołączę kilka zdjęć z przykładami).

Owszem budowy wychodzi pewnie sporo drożej od szybu windowego, za to późniejsze koszty eksploatacji i utrzymania wypadają o wiele korzystniej.

Na stacji Ursus Niedźwiadek widać schody (tu od strony osiedla domków po południowej stronie od linii PKP), a dalej zamiast pochylni (było miejsce!), niestety, szyb windy:

Te zdjęcia zrobiłem w ostatnią sobotę. Jak widać, budowa jest wymarła. Zauważyłem może dwóch-trzech robotników. Zastanawiam się, czy stacja rzeczywiście zostanie oddana, gdy na początku grudnia zacznie obowiązywać nowy rozkład jazdy PKP (ta wersja obowiązuje teraz). Inaczej było w maju 2012 r., gdy ZTM podał ceny ofert w przetargu na budowę Niedźwiadka - wtedy terminem jej zakończenia był wrzesień 2013 r. Z kolei we wrześniu ub. r. pisaliśmy w ”Gazecie”:
”Budowa stacji i przejścia podziemnego ma potrwać 16 miesięcy od podpisania umowy. - To oznacza, że inwestycja powinna być gotowa w październiku 2013 roku - mówi Maciej Dutkiewicz, rzecznik Centrum Realizacji Inwestycji w spółce PKP Polskie Linie Kolejowe”.

Chyba jednak się nie uda.

 

O ile dojście na peron wypada idealnie w osi ul. Keniga i znajdującej się tam pętli autobusowej (przesiadka więc całkiem wygodna), o tyle zwraca uwagę większe oddalenie garażu przesiadkowego ”Parkuj i Jedź”.  Obiekt ten miasto zafundowało bez sensu na razie okolicznym mieszkańcom, bo inwestycja na torach nie tylko skończy się z opóźnieniem, ale też z ogromnym poślizgiem się zaczęła.

Jestem jednak spokojny o frekwencję w tym garażu na Niedźwiadku - z pewnością nie skończy się to taką porażką oraz marnotrawstwem publicznego i unijnego grosza jak w przypadku garażu na Okęciu w al. Krakowskiej. Przyczyną są horrendalne wręcz ceny biletów w II strefie podmiejskiej, które mamy już teraz, a które od 1 stycznia 2014 r. będą jeszcze podniesione. Zapewne więc kierowcy z Piastowa czy Pruszkowa będą chcieli parkować za darmo w garażu na os. Niedźwiadek i z tańszym biletem na I strefę w niewiele ponad kwadrans dojadą dalej do Śródmieścia.

(osa)

22:40, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (32) »
piątek, 11 października 2013

Z powodu absurdalnych wymagań obowiązujących także w internecie w związku z wydarzeniem, którego nazwy lepiej nawet nie wymawiać, o pewnych sprawach dziś będzie nieco naokoło. W ostatnich tygodniach czy miesiącach wiele się w Warszawie wydarzyło. Niektórzy okrzyknęli nawet to wszystko cudami.

Nie przesadzałbym z takimi określeniami, zwłaszcza że zapadły też decyzje, które wprawdzie powszechnie uznano za objaw zatroskania władzy sprawami obywateli, ale ja uważam je za złe, a przynajmniej kontrowersyjne.

Do pierwszej grupy zaliczam krytykowane już tutaj odwołanie na pokaz dyrektora Zarządu Transportu Miejskiego Leszka Ruty. Pod błahym, niezrozumiałym pretekstem odszedł człowiek, któremu warszawska komunikacja bardzo wiele zawdzięcza. Owszem, popełniał błędy i narobił zbędnych kosztów, ale to za jego kadencji poziom usług transportowych osiągnął najwyższy poziom w historii. Pokazują to doskonałe oceny pasażerów (70-80 proc. zadowolonych), a nie internetowi maruderzy w komentarzach. Napisałem tu w lipcu: ”Ciekawe, kto teraz będzie robił Hannie Gronkiewicz-Waltz komunikację”. Chętnych, jak widać, do tej pory brak. ZTM działa w stanie zawieszenia.

Kontrowersyjne było przegłosowanie Karty warszawiaka, która różnicuje obywatelki i obywateli aglomeracji na lepszych i gorszych. Tak właśnie powinniśmy patrzeć na nowoczesny transport zbiorowy - nie w wąskich granicach Warszawy, ale w całej metropolii. Oczywiście odwołanie trzeciej podwyżki cen biletów dla płacących podatki w stolicy i ulgi dla rodziców to ruch w słusznym kierunku, ale nie wyobrażam sobie, by bilety mogły jeszcze bardziej zdrożeć. O cenach przegłosowanych wiosną 2011 r. pisałem już wtedy, że są nie do pomyślenia i także wtedy przewidywałem, że zostaną zredukowane. Niestety, trzecia podwyżka dotknie za to pasażerów spod Warszawy. O ile będą chcieli płacić...

Największy cud związany z wydarzeniem, którego nazwy lepiej dziś nie podawać, to oczywiście sprawa warszawskiej obwodnicy. Premier i minister transportu zapowiedzią jej dokończenia popsuli ”Gazecie” akcję zbierania podpisów już w pierwszym dniu jej trwania. Na szczęście. Dziś przekazaliśmy Sławomirowi Nowakowi 4 tys. 295 nazwisk osób, które poparły jak najszybsze budowanie pełnego ringu wokół Warszawy - dziękujemy czytelnikom za to poparcie!


Fot. Agata Grzybowska/AG

Zostaliśmy przyjęci w siedzibie resortu transportu na rogu ul. Chałubińskiego i Wspólnej. W wystroju pomieszczenia sąsiadującego z gabinetem Sławomira Nowaka uwagę zwracają liczne elementy związane z jego rodzinnymi stronami, a więc: model okrętu, herb Gdańska (na lewo od drzwi, na prawo stoi zegar stary niby świat), mapa Pomorskiej Kolei Metropolitalnej z linią do lotniska im. Lecha Wałęsy w Gdańsku Rębiechowie, a obok flag biało-czerwonej i niebieskiej Unii Europejskiej jest też żółta (bodajże z gryfem) - znak Pomorza.

Minister usłyszał od nas, że będziemy pilnować wszystkich terminów, które podał, czyli: jesień 2013 r. - wpisanie S2 do Programu Budowy Dróg Krajowych na lata 2013-15, grudzień 2013 r. ogłoszenie przetargów na tunel pod Ursynowem i most na Wiśle, pierwsza połowa 2014 r. - przetarg na odcinek przez Wawer do węzła Lubelska. Osobno będą trwały przygotowania do budowy Wschodniej Obwodnicy Warszawy. Całość ma być domknięta w 2019 r. To dobra i pełna konkretów obietnica rządu.

Osobno pół miliarda na obecny etap budowy II linii metra obiecała we wrześniu minister rozwoju regionalnego. Słuchy o przyznaniu pieniędzy chodziły już miesiąc wcześniej, ale dotyczyły zagwarantowania dotacji Unii Europejskiej z jej nowego budżetu na dalsze odcinki II linii (Bródno/Białołęka - Bemowo).

Nasze miasto sporo więc zyskało. Były też jednak niepotrzebne straty po decyzjach podejmowanych pod publiczkę. Reforma taryfy biletowej jest niedokończona - czekam na odebranie przywilejów rodzinom pracowników komunikacji miejskiej, ofertę dla turystów (bo bilety 3-dniowe ograniczono tylko do weekendów), a przede wszystkim na systemowe rozwiązanie kwestii wspólnych biletów na pociągi w aglomeracji.

Jestem totalnie zdegustowany lawiną kłamstw i kłamstewek, które padły w ostatnich dniach w sprawie warszawskiej komunikacji, zasług przy inwestycjach i myta na mostach, a także ich liczby na Wiśle i Wełtawie w Pradze.

Decyzja zapadła: w niedzielę Autobus_czerwony zostaje w zajezdni ;-)

(osa)

22:41, osa_oraz_smik , Bilety
Link Komentarze (19) »
 
1 , 2

Gazeta.pl Warszawa