piątek, 22 września 2017

Po dzisiejszej konferencji w kancelarii premiera sympatycznego skądinąd ministra Mikołaja Wilda, pełnomocnika rządu ds. centralnego portu komunikacyjnego, nabieram coraz większego przekonania, że jest to projekt, o którym będziemy słyszeć coraz więcej kosmicznych informacji, ale ostatecznie nic z tego nie wyniknie. Na razie ekipa PiS zabezpiecza się planem "bezkosztowych przygotowań" do budowy lotniska 45 km na zachód od Warszawy. Ten etap ma potrwać do 2019 r., czyli jak przytomnie zauważył wójt gminy Baranów, która będzie się mierzyć z nowym projektem - do wyborów.

Za nierealną uważam zapowiedź ministra Wilda, by pierwszy samolot odleciał stamtąd już w połowie 2027 r. (zostało mniej niż 10 lat). Do tego czasu miałaby też zostać poszerzona autostrada A2 do Warszawy. Pełnomocnik rządu mówi o przynajmniej trzech pasach ruchu w każdym kierunku, choć przyznał, że marzą mu się cztery - fantasta. Musiałby powstać nowy węzeł drogowy A2 z dojazdem na lotnisko między Grodziskiem Maz. a Wiskitkami pod Żyrardowem. Ok. 2030 r. ten fragment stałby się częścią autostradowej obwodnicy Warszawy. Początkowo mniej więcej na linii Sochaczew - lotnisko - Żaba Wola przy S8 - Tarczyn przy S7, później do Góry Kalwarii, Kołbieli i Mińska Maz., a docelowo od północy - z Sochaczewa przez Wyszogród, okolice Zakroczymia i lotniska w Modlinie, a także obok Serocka pod Wyszków. Zewnętrzny ring warszawski uważam za jedyny potrzebny element nowych planów inwestycyjnych. Rząd powinien przeznaczyć fundusze na ustalenie przebiegu tej trasy i rozpoczęcie budowy.

Największym humbugiem oprócz samego lotniska w Baranowie (który dla lepszych skojarzeń podmieniono na Stanisławów i opatrzono nazwą "Port Solidarność") jest towarzyszący mu plan kolejowy. Zawiera on tak samo zbędną linię kolei dużych prędkości z nierealnym czasem dojazdu między Dw. Centralnym a CPK w 15 minut. Jak bardzo musiałby się rozpędzać pociąg, żeby pokonać 45 km? W ruchu jednostajnym prędkość musiałaby wynosić 180 km na godz., ale przecież po drodze jest węzłowisko torów na Dworcu Zachodnim i na Odolanach. Poza tym ile miałby kosztować taki dojazd szybką koleją zwykłych pasażerów? Tą kwestią obecna władza zdaje się nie przejmować. Rząd - jak to się kiedyś mówiło - sam się wyżywi, bo zostawi sobie i armii pas startowy Lotniska Chopina zamknięty dla zwykłych śmiertelników.

Na pokazanym w kancelarii premiera schemacie widać też niesamowite plany budowy nowych połączeń kolejowych. W sumie 350-400 km linii od zera! I to w kraju, który w ostatnim ćwierćwieczu wybudował zaledwie kilkanaście km torów. W dodatku minister Wild mówi, że tę kolej w dużej części (potrzeba 8-9 mld zł) sfinansuje nam Unia Europejska, z której jego rząd krok po kroku właśnie nas wyprowadza.

Spójrzcie tylko na czasy przejazdu do nowego lotniska z innych miast niż Warszawa. Godzina z hakiem do Krakowa i Katowic, dwie godziny do Olsztyna i Rzeszowa, ponad trzy do Szczecina. Czy ktoś się urwał z choinki? Dziennikarze dostali też broszurki z innymi schematami. Widać na nich, że w 2027 r. pod terminalem lotniska w Stanisławowie miałby być gotowy dworzec przesiadkowy na dwóch podziemnych kondygnacjach (niczym Berlin Hauptbahnhof) z krzyżującymi się liniami Warszawa - Łódź i CMK - Bydgoszcz/Koszalin. W 2035 r. doszłaby odnoga od strony Radomia i Rzeszowa, a w kierunku północno-wschodnim wykropkowana jest trasa na Olsztyn i Gdańsk omijająca Warszawę. Akurat prosto przez Puszczę Kampinoską.


Łatwo się tak rysuje na papierze. A w realu będzie tak jak z linią średnicową PKP w Warszawie, której remont kolejarze przekładają z roku na rok (aktualny termin to lata 2020-24), bojąc się do niej dotykać. Nie będzie więc ani tych nowych połączeń dla pociągów, ani megalomańskiego lotniska Baranów vel Stanisławów. Szkoda tylko pieniędzy na ekspertyzy, analizy, konferencje i nasiadówki, które będą temu poświęcane.

(osa)

20:21, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 18 września 2017

Materiały konkursowe

Na tej wizji niepotrzebnie skupiła się uwaga zarówno przeciwników, jak i zwolenników zapowiadanej przez ratusz kładki pieszo-rowerowej przez Wisłę. Dla jednych i drugich mam nieśmiałą radę: skupcie się raczej na samej przeprawie, bo ta zebra na jej przedłużeniu w poprzek Wisłostrady do ul. Karowej ma zerowe szanse na realizację.

Rzeczywiście pasy w tym miejscu byłyby gwoździem do trumny dla przepustowości tej arterii. I w stronę Żoliborza (ku mojemu zdziwieniu od początku wakacji stałem już ze dwa razy w masakrycznym korku od mostu Łazienkowskiego aż do ul. Krasińskiego, w którą skręcam), i w kierunku Śródmieścia, gdzie i tak korek dzień w dzień blokuje przejazd do cholernych świateł przy ul. Grodzkiej i Nowego Zjazdu na wysokości Podzamcza i mostu Śląsko-Dąbrowskiego. Dalej do tunelu Wisłostrady jakoś się już jedzie.

Właśnie ten tunel jest głównym powodem, dla którego nie może powstać zebra na wysokości ul. Karowej. Żaden urzędnik odpowiedzialny za bezpieczeństwo ruchu nie wyda zgody na taki projekt. Wystarczy sobie wyobrazić samochody wypadające z impetem (ograniczenie prędkości do 50 km na godz. obowiązuje tylko w teorii) pod górę prosto na ludzi, przecinających jezdnię na zielonym świetle. Tego problemu by nie było, gdyby kładka miała powstać na wysokości ul. Ratuszowej i zoo z wyjściem na Podzamcze. Od początku optowałem za tą właśnie lokalizacją.

Przedłużenie tunelu Wisłostrady w stronę mostu Śląsko-Dąbrowskiego i dalej na Podzamcze też już nie wchodzi w grę z powodu oddanego niedawno przejścia podziemnego na wysokości ul. Bednarskiej. To właśnie tędy będą się mogli przeprawić i pieszo, i na rowerze korzystający z nowej kładki. O ile powstanie, bo jej budowa przesunęła się już o rok, a koszty wzrosły z pierwotnych 30 do 90 mln zł. Obawiam się, że na tym się nie skończy.

O wiele większy problem, który umknął komentującym zwycięski projekt kładki, to jej strome nachylenie na lewym brzegu Wisły. Od poziomu bulwarów do najwyższego punktu będzie blisko 8 metrów. To jak wspinaczka na drugie piętro w przedwojennej kamienicy. Nic przyjemnego ani dla pieszych, ani dla rowerzystów. O wiele lepiej wygląda to na brzegu praskim - kładka wspina się łagodniej.

Kładce (oby udało się ją wypłaszczyć) mimo wszystko kibicuję, ale dodatkowe przejście w poziomie przez Wisłostradę to pomysł z piekła rodem, który łatwo wykorzystać do storpedowania całego tego przedsięwzięcia - pionierskiej w stolicy przeprawy. Bez samochodów i nad tak szeroką rzeką jak Wisła.

(osa)

20:49, osa_oraz_smik , Mosty
Link Komentarze (10) »
środa, 13 września 2017

Fot. Straż Miejska w Warszawie

Po tym wpisie doczekam się pewnie głosów potępienia, ale trudno - traktuję go przede wszystkim jako ostrzeżenie dla rowerzystów, którzy nie mają jak dojechać z Żoliborza do Śródmieścia. A po drugie, poddaję pod rozwagę dzielnicowym i miejskim urzędnikom, żeby nie osiedli na laurach, wprowadziwszy w Warszawie pewną porcję udogodnień dla cyklistów (już 500 km pasów i ścieżek, co prawda w sporej części nadal nie łączących się ze sobą).

Otóż rano jechałem na dwóch kółkach na huczne podpisanie u wojewody - z udziałem wiceministra infrastruktury i posłów tylko jednej partii - kontraktów poprzedzających budowę trasy ekspresowej S12 przez Radom i południe Mazowsza. Dokładnie chodzi o poszukiwanie wariantu przebiegu tej drogi bez żadnych terminów jej otwarcia (na marginesie: politycy PiS do perfekcji opanowali sprawianie wrażenia, że to oni dużo budują, a ich poprzednicy zawalili właściwie wszystko).

Tak więc jechałem na rowerze po chodniku przez pl. Inwalidów, za mną jeszcze jedna pani. Po chodniku, na którym oprócz nas nie było żywej duszy. Za to za przejściem dla pieszych (zsiadłem z roweru) czekał patrol straży miejskiej. Usłyszeliśmy, że grożą nam nawet 500-złotowe mandaty, a interwencja wynika ze skarg mieszkańców tego odcinka ul. Mickiewicza. Jeśli jednak pojedziemy naokoło - tu padła propozycja trasy przez ul. Śmiałą do wiaduktu nad Dworcem Gdańskim - kara zostanie nam darowana.

Uśmiałem się w duchu, bo strażnik wymyślił, żeby jechać Śmiałą pod prąd. Od strony al. Wojska Polskiego stoi zakaz wjazdu, bo dzielnica nadal nie prowadziła tam kontraruchu dla rowerzystów mimo wielkich konsultacji społecznych na temat udogodnień na małych ulicach Żoliborza. Narady, spotkania, stosy papieru zapisane wnioskami - odfajkowane i zapadła cisza.

Oczywiście wiem, że nie wolno jeździć rowerem po chodniku i zwykle korzystam ze szlaku wzdłuż Wisłostrady, tolerując pieszych, którzy tabunami włażą tam mi prosto pod koła. Na chodniku nie pędzę, zawsze ustępuję pieszym, nie używam dzwonka, jak trzeba, to zsiadam z roweru.

Dzisiaj jednak najkrótsza droga z Marymontu na pl. Bankowy wiodła przez ul. Mickiewicza, gdzie kierowcy - jeśli nie ma korka - pędzą jak szaleni. Jeszcze mi życie miłe i nie będę jechał tu rowerem po jezdni. Poza tym barierą dla cyklistów pozostaje pl. Wilsona. Żeby ograniczyć jazdę po chodniku, od Marymontu jechałem naokoło mniejszymi uliczkami Żoliborza Dziennikarskiego do ul. Czarnieckiego i dopiero na pl. Inwalidów, gdzie wjechałem na jakieś 200 m przez chodnik, przydybał mnie patrol strażników.

A najlepsze na koniec: Zarząd Dróg Miejskich wielokrotnie zapowiadał budowę drogi rowerowej wzdłuż ul. Mickiewicza, gdzie jest na nią nawet sporo miejsca. Niestety, miejscowy plan zagospodarowania idiotycznie uchwalony przed kilkunastoma laty przewiduje, że szlak rowerowy musi powstać w miejscu szpaleru drzew po zachodniej stronie jezdni. Radni dzielnicy występowali już do biura architektury w ratuszu o zmianę tego zapisu, na co usłyszeli, że mają siedzieć cicho, bo urzędnicy na czele z niezatapialnym dyrektorem Markiem Mikosem są zajęci uchwalaniem kolejnych planów dla tych części miasta, które nie mają ich wcale.

(osa)

20:06, osa_oraz_smik , Rowery
Link Komentarze (18) »
piątek, 08 września 2017

Fot. Kuba Chełmiński

Dobiega końca trwająca zdecydowanie za długo (od 2015 r.) budowa nowego, niezbyt długiego kawałka trasy zwanej zwyczajowo "Świętokrzyską", a tak naprawdę przedłużenia ul. Kijowskiej za Dworcem Wschodnim. Odcinek do ul. Zabranieckiej ma być udostępniony kierowcom jeszcze we wrześniu, choć tak naprawdę wyglądał na niemal gotowy już wiosną.

Moim zdaniem otwarcie tego przejazdu niewiele zmieni, a może wręcz pogorszyć sytuację komunikacyjną w nowych miejscach. Korki przeniosą się zapewne ze skrzyżowania Targowej z al. "Solidarności" przy Dworcu Wileńskim na skrzyżowanie Targowej z Kijowską. A oprócz tego jeszcze dłuższy niż teraz sznur samochodów będzie czekał na skręt w lewo z Radzymińskiej w Naczelnikowską na przejeździe kolejowym. Można też przewidywać, że zatka się skręt z ul. Księcia Ziemowita w Naczelnikowską do Kijowskiej.

W drugą stronę też nie będzie to wyglądać dobrze, bo dojeżdżający nowym odcinkiem Kijowskiej do Zabranieckiej mają do wyboru tylko skręt w prawo (w stronę Utraty i Rembertowa z rozgrzebanym węzłem Żołnierska/Strażacka) albo w lewo przez wąskie uliczki Targówka Fabrycznego. Przydałby się kolejny odcinek na wprost, czyli tzw. ulica Nowo-Ziemowita.

Wiosną wiceprezydent Warszawy Michał Olszewski mówił mi jednak, że miasto nie ma na to pieniędzy, a koszt byłby wysoki. Według niego trzeba wykonać bezkolizyjny przejazd pod bocznicą kolejową, która otacza Targówek Fabryczny. Jest to konieczne ze względu na wysoką klasę, którą ul. Nowo-Ziemowita ma w strategii i studium rozwoju miasta. Biura architektury i mobilności w ratuszu wbrew wielokrotnym zapowiedziom wciąż nie obniżają rangi przeskalowanych ulic (zaplanowanych tak jeszcze w PRL-u), które teraz należy (po co?) budować z przesadnym rozmachem. To oczywiście pociąga za sobą wyższe niż potrzeba wydatki i trwa bardzo długo.

Nie będzie więc rychło nowego połączenia drogowego Warszawy z Ząbkami. W najbliższy weekend Zarząd Dróg Miejskich wyremontuje tylko jego fragment - na ul. Swojskiej i Janowieckiej. To mimo wszystko ułatwi przejazd z Ząbek coraz bardziej odciętych od stolicy z powodu niekończącej się modernizacji ul. Marsa - Żołnierskiej i zbliżającego się poszerzenia ul. Łodygowej do Radzymińskiej.

Inna kwestia to, jak nowy odcinek ul. Kijowskiej zostanie wykorzystany przez komunikację miejską. Przed wakacjami pisałem, że Zarząd Transportu Miejskiego widziałby tu najchętniej linię 156 wycofaną z Ząbkowskiej i Targowej. Z kolei w urzędzie dzielnicowym Targówka przewijają się pomysły na przedłużenie do Dworca Wschodniego linii 212 (przez ul. gen. Rozwadowskiego, Księcia Ziemowita, Naczelnikowską, Zabraniecką i Kijowską):
http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,21893089,targowek-nowe-trasy-autobusow-od-wrzesnia-a-to-dopiero-poczatek.html

Nie spieszyłbym się z uruchamianiem nowego połączenia w momencie otwarcia nowej ulicy. Przydałoby się trochę poobserwować, jak rozkłada się ruch, czy nie paraliżują go korki (po co autobusy mają tracić w nich czas?). Poza tym poczekałbym do zapowiadanego na koniec listopada przebicia krótkiego odcinka ul. Sokolej między ul. Zamoyskiego a Targową i od razu puściłbym linię autobusową z Targówka do węzła przesiadkowego Targowa/Kijowska (tramwaje) i stacji metra Stadion Narodowy.

Wtedy absolutnie nie powinna to być linia 156 (za długa i zbyt pokręcona trasa z Bielan przez Bródno i Targówek na Pragę). Może osobna linia lokalna (Metro Stadion Narodowy - Targówek Fabryczny - Targówek)? A wtedy 156 z Targówka do osiedla Wilno.

A może przedłużenie na Targówek którejś z linii kończących trasę przy metrze i Dworcu Stadion albo Wschodnim? 125 z Międzylesia i Grochowa raczej odpada, bo przegubowce nie są potrzebne na Targówku Fabrycznym, zresztą problematyczny byłby przejazd z Grochowskiej przez Zamoyskiego w lewo do Metra Stadion Narodowy i znowu w prawo w kierunku Kijowskiej. Do przedłużenia na Targówek przez nowy odcinek Kijowskiej bardziej pasuje linia 146 z Falenicy przez Saską Kępę, a jeszcze chętniej 147 ze Starej Miłosnej przez Międzylesie, Wawer, Gocław i Saską Kępę. W tym drugim przypadku można by to połączyć z likwidacją linii E-1 (Gocław - Saska Kępa - Wał Miedzeszyński - Metro Stadion Narodowy) - po prostu linia 147 mogłaby kursować mniej więcej jej śladem (od Egipskiej przez Saską, Zwycięzców do Wału Miedzeszyńskiego) i dalej przez Kijowską, koło Dworca Wschodniego, przez Targówek Fabryczny na Targówek Mieszkaniowy.

(osa)

wtorek, 05 września 2017

Blisko redakcji "Gazety Wyborczej" natknąłem się na dobiegający końca remont ul. Jazgarzewskiej - przecznicy ul. Chełmskiej. Można się tamtędy dostać do podupadającego, niestety, ostatnio parku Sieleckiego. Wcześniej na wysokości kościoła św. Kazimierza ojców zmartwychwstańców była nawierzchnia z betonowej trylinki, teraz ułożono asfalt:

Cieszy nie tylko równa jezdnia, ale też nowy trotuar wyłożony dużymi płytami. To świetnie, że mokotowscy urzędnicy, którym podlega mała ul. Jazgarzewska, nie zdecydowali się upstrzyć jej betonową kostką, jak to się działo na wielką skalę w latach 90. nawet wzdłuż głównych arterii Warszawy. Teraz męczą się z tym i piesi, i cykliści, bo ten materiał (zazwyczaj w kolorze czerwonym) Zarząd Dróg Miejskich i urzędy dzielnic (zwłaszcza na Ursynowie i Białołęce) uparcie wykorzystywały także na szlakach rowerowych.

Wszystko zmieniło się dopiero po zarządzeniach prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz - pierwsze dotyczyło dróg rowerowych, których nawierzchnia musi być teraz wykonywana z asfaltu. Drugie (spóźnione o wiele lat) ustanowiło standardy budowy i remontowania chodników. Określiło, jakie materiały powinno się stosować w poszczególnych strefach miasta (w centralnej nie wolno żałować pieniędzy na granit czy lastryko).

Zanim to się zmieni, poczekamy jeszcze wiele lat. Wczoraj po otwarciu przejścia dla pieszych przez Wisłostradę na wysokości ul. Chełmskiej szliśmy z dyrektorem ZDM Łukaszem Puchalskim starym chodnikiem wyłożonym na przemian betonową kostką i pozapadanymi płytkami. Kontrast z przebudowanym skrzyżowaniem był duży. Na styku Jazgarzewskiej i Chełmskiej też pozostał zresztą taki widok:

Ciekawe, jak długo potrwa usuwanie skutków radosnej działalności drogowców z lat 90., którzy lubowali się w wykładaniu całych połaci miasta tandetną kostką chodnikową...

(osa)

14:06, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (4) »
środa, 23 sierpnia 2017

Z powodu wyjątkowej nieudolności władz Ursynowa ulica Korbońskiego (nazywana roboczo Nowokabacką) urywa się po stronie wilanowskiej na granicy obu dzielnic. Niby trwają roboty na odcinku ursynowskim, ale na bardzo krótkim i osobno trzeba przebudować końcówkę ulic Rosoła-Relaksowej. Dopiero wtedy Zarząd Transportu Miejskiego będzie mógł puścić autobusy tym planowanym już w latach 90. połączeniem między obiema dzielnicami. Czy stanie się to jeszcze w 2017 r. Wątpię.


Tymczasem trwają już przymiarki do zmian trasy autobusów. Przed wakacjami odbyło się w tej sprawie spotkanie z radnymi Wilanowa, które relacjonowaliśmy w "Stołecznej": http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,22025006,komunikacja-w-warszawie-droga-z-ursynowa-na-wilanow-juz-pod.html

Przedstawiciele ZTM poinformowali wtedy, że wstępnie zakładają skierowanie wszystkich linii podmiejskich od obwodnicy Powsina (ul. Łukasza Drewny) do pętli przy stacji metra Kabaty (nie za mało tam miejsca, skoro już teraz zawracają cztery linie: 166179192 i 504?). Z dwoma wyjątkami. Linia 700, która kursuje na specjalnych zasadach do samego środka Warszawy, pozostanie na obecnej trasie między szpitalem Stocer a Dworcem Centralnym. Podobnie jak lokalna linia podmiejska 725 z Kępy Okrzewskiej przez Powsin i Stare Kabaty do Wilanowa. Tak więc linie: 710 i 724 z Piaseczna przez Konstancin oraz linia 724 z Góry Kalwarii przez Konstancin docierałyby najkrótszą trasą do najbliższej stacji metra.

Żeby powetować mieszkańcom Powsina stratę tych połączeń z Wilanowem, planowana jest większa liczba kursów linii 139. Nie było mowy o ostatecznym wycofaniu z tej okolicy linii 519, na której co drugi autobus już teraz zawraca do Dworca Centralnego w Wilanowie.

Dzisiaj dostałem informację od konstancińskiego radnego Tomasza Nowickiego, przewodniczącego doraźnej komisji ds. transportu miejskiego i infrastruktury rowerowej w miejscowym samorządzie, o wczorajszym spotkaniu z dyrektorem ZTM Wiesławem Witkiem. Radny przedstawił mu własne propozycje zmian w komunikacji w związku z planowanym otwarciem ul. Korbońskiego-Rosnowskiego. Jak czytam, ZTM zobowiązał się, że je przeanalizuje i do października przedstawi koncepcję układu tras, którą podda pod konsultacje.

Wcześniej w liście do dyrektora Witka radny Nowicki napisał m.in.: "Mieszkańcy gminy Konstancin-Jeziorna od dawna oczekują połączenia dzielnic Wilanów i Ursynów, dzięki czemu skróci się czas dojazdu do metra. Tak duże zmiany w komunikacji powinny zostać poprzedzone dogłębnymi analizami i konsultacjami zarówno z władzami samorządowymi, jak i przede wszystkimi z mieszkańcami. Z uwagą i podziwem śledziłem zmiany na terenie Białołęki wynikające z przedłużenia trasy linii tramwajowej 2 i państwa podejście poparte mocnym mandatem społeczności lokalnej" - pisze radny z Konstancina, oczekując podobnych konsultacji w swojej gminie.

Sam proponuje podobne zmiany jak ZTM (skierowanie linii 710 i 742 do Metra Kabaty), ale też wysuwa nierealne moim zdaniem oczekiwania. Np. takie, że autobusy 710 będą kursowały w godzinach szczytu co 5 minut. Skąd wziąć tyle taboru i czy Konstancin za to zapłaci? W miejsce linii 742 radny widziałby nową lokalną linię typu L na trasie Śniadeckich - Polna lub Śniadeckich - Skolimów kursującą co 10-15 minut. Ze Skolimowa do Metra Kabaty skierowałby zaś nocną linię N50, która teraz dociera w weekendy do Metra Wilanowska.

Czyżby żadna z konstancińskich "siedemsetek" miała nie dojeżdżać w okolice pętli w Wilanowie? Wydaje mi się, że jest pewna grupa pasażerów zainteresowana takim bezpośrednim połączeniem (to głównie dojazd do szkół i urzędów + możliwość przesiadek na linie do Traktu Królewskiego i przez Wisłostradę).

(osa)

18:45, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (14) »

Gazeta.pl Warszawa