środa, 24 sierpnia 2011


Fot. Krzysztof Miller/AG

Z kolejarską nowomową Koleje Mazowieckie ogłaszały swego czasu konkurs na ”malaturę” nowych pociągów Elf z bydgoskiej Pesy. Wybrano projekt Anny Malinowskiej, studentki Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie. W konkursie pokonała 46 innych osób.

Nowe pociągi jak zwykle z wielką pompą wypuścił na trasę marszałek Struzik. Mnie efekt tego malowania rozczarowuje. Fale na bocznych ścianach zalatują PKS-em z lat 90. Nie podoba mi się też popielaty przód. Dobrze, że Koleje Mazowieckie trzymają się swoich wybranych przed kilku laty barw, które wtedy były na warszawskich i podwarszawskich torach oraz dworcach powiewem nowości, pozwoliły też nowej spółce zaznaczyć swoją obecność i pozytywnie odróżnić się od reszty PKP-owskiej beznadziei. Wniosek na przyszłość: z całym szacunkiem dla p. Anny, ale bezpieczniej będzie chyba zamawiać ową ”malaturę” w profesjonalnych pracowniach, które zajmują się tego typu projektami.


Fot. Albert Zawada/AG

Dla porównania ten sam Elf w barwach Szybkiej Kolei Miejskiej. Choć nie przepadam za czerwonym, wydaje się, że tu akurat efekt jest lepszy niż w Kolejach Mazowieckich. Prawda czy nie?

(osa)

12:18, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (10) »
wtorek, 23 sierpnia 2011


Fot. Wojciech Tumasz

Niebywała jest dla mnie postawa służb miejskich, które odpowiadają za sprawny przebieg inwestycji i koordynację prac. W ostatni wakacyjny piątek dostaliśmy w redakcji sygnał, że niespodziewanie w środku popołudniowego szczytu została zwężona jezdnia Modlińskiej od strony Żerania. Z trzech do jednego pasa! Łatwo sobie wyobrazić, co się tam działo, gdy ludzie wracali z pracy, a inni próbowali się wydostać z Warszawy na weekend. Nasi czytelnicy meldowali, że w korku, który zaczynał sie już na Trasie AK i Wisłostradzie (czyli za Wisłą), stali najpierw ponad 1 godz., a potem nawet 2 godz., bo sytuacja z czasem stawała się coraz gorsza. Nie byłoby pewnie problemu, gdyby wykonawca wprowadził ograniczenia w ruchu tak, jak to zapowiadał Zarząd Dróg Miejskich i Biuro Koordynatora ds. Remontów, czyli dopiero od godz. 22.

Postanowiłem sprawdzić, kto był tak bezmyślny, że postawił sobie barierki wcześniej, narażając tysiące kierowców i pasażerów komunikacji miejskiej na nerwy i stratę czasu. Winnych oczywiście nie ma. Do odpowiedzialności nie poczuwa się żaden z miejskich urzędników, którym podlega nadzór nad płynnością ruchu i tym, co się znajduje w tzw. pasie drogowym. Biuro miejskiego inżyniera ruchu, zarządca drogi (w tym przypadku Zarząd Dróg Miejskich) - te instytucje odbijają piłeczkę do Zarządu Miejskich Inwestycji Drogowych, bo na Modlińskiej jest budowa, a skoro tak, to już nie ich sprawa. Odpowiedzialny nie czuje się nawet wymieniany początkowo kierownik robót drogowych na budowie trasy mostu Północnego Jarosław Stefański. On z kolei zwala winę na podwykonawcę firmę Kapropol. Nic do powiedzenia nie ma też posługująca się tytułem Marketing&Public Relations Manager (wielkimi literami, a jakże!) na tej budowie Małgorzata Akimowicz-Paruszewska (jak na razie znamy ją tylko z trzyzdaniowego komunikatu po śmierci robotnika, który przed miesiącem spadł razem z rusztowaniem z mostu do Wisły, a w którym to komunikacie najbardziej czuć coś w rodzaju westchnienia ulgi, że robotnik ten był zatrudniony przez podwykonawcę podwykonawcy).

Podobny skandal opisywałem w październiku 1997 r. Wtedy Zarząd Dróg Miejskich nagle rozkopał al. Jana Pawła II przy Hali Mirowskiej, żeby poszerzyć nieco jezdnię w stronę Żoliborza na wysokości wysepki tramwajowej. Też był piątek i też sam środek popołudniowego szczytu. Korki zrobiły się niemożebne, zablokowały całe centrum. Następnego dnia na miejsce przyjechały władze miasta, żeby tłumaczyć się dziennikarzom. Ówczesny szef ZDM Zbigniew Laskowski sam podał się do dymisji: ”Przepraszam kierowców i okolicznych mieszkańców za komplikacje” - mówił. Przyznał, że jego podwładni przygotowali nieprecyzyjny komunikat, że ”prace zaczną się w godzinach popołudniowych”.

A co się dzieje po korku na Modlińskiej? Nic. Sprawa już zamieciona pod dywan. Nikt nie zdobył się nawet na drobne przepraszam. Dlaczego? Bo urzędnicy niższego szczebla nie czują dziś właściwego nadzoru ze strony ratusza. Dlatego przy następnych tego typu remontach wszystko jest możliwe. Ratusz pewnie się jeszcze będzie chwalił mostem Północnym - wszak kampania wyborcza dopiero się rozkręca. Akurat dzisiaj Platforma Obywatelska wytoczyła PiS-owi proces w trybie wyborczym za kłamstwa na temat tego, kto jest bardziej zasłużony dla tej właśnie inwestycji. Skoro tak się do niej panie i panowie z PO poczuwacie (i słusznie, bo PiS wykazał się tu za swoich rządów całkowitą nieudolnością), to może byście się też zainteresowali, nie tylko dlaczego PiS opowiada bzdury o swoich zasługach na rzecz mostu Płn., ale dlaczego tzw. zwykli ludzie w ostatni piątek musieli stać na Modlińskiej w korku.

(osa)

18:42, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Logo nowego lotniska dla Warszawy zaprezentowała właśnie spółka, która je buduje pod Modlinem. Tymczasem w internetowych dyskusjach eko-oszołomów, którzy tę inwestycję od lat torpedowali, trwa czarna rozpacz. Sądy konsekwentnie oddalają ich protesty. ”Niewstrzymaną dotąd budowę lotniska w Modlinie (tuż przy ujściu Narwi do Wisły)” za jedno ze swych dwóch niepowodzeń uznał dr Wiesław Nowicki (inne to: ”wybór do realizacji wysokiej konstrukcji mostu przez Wisłę w Kwidzynie [czyżby? pylony wystają tam ledwie 17 m ponad poziom jezdni, dla porównania te przy warszawskich mostach Siekierkowskim i Świętokrzyskim mają ok. 90m, a w najnowszym autostradowym we Wrocławiu - 120 m nad lustrem wody - j.o.]”. Dr Nowicki kandyduje właśnie do zarządu Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków na kolejną kadencję. Cóż to będa za wybory! Na siedem miejsc jest aż ośmiu chętnych, czyli śmiech na sali. Za niewątpliwy sukces pan doktor może za to uznać 30 tys. zł, które zainkasował za tzw. doradztwo przy budowie mostu Północnego, którą też wcześniej oprotestowywał. Nagle jednak protestów zaprzestał, gdy ustalono z nim, że wzdłuż Wisły zawiśnie aż 350 budek lęgowych dla ptaków, choć raport środowiskowy przewidywał ich tylko 20-50. Zlecenie na budki i kolejne 26 tys. zł dostała od miasta polecona przez pana doktora firma. Czyli ptaszki ptaszkami, a interes musi się kręcić.

Piszę o tym, bo po trzech artykułach, w których to wszystko ujawniłem w zeszłym roku, na eko-oszołomskich forach dyskusyjnych posypały się anonimowe insynuacje, że teksty inspirowało właśnie lotnisko w Modlinie, a dziennikarze są jego płatnymi agentami. Nie wiem, skąd te kłamliwe skojarzenia, wiem, za to, że ptasia organizacja nie rozliczyła dr. Nowickiego z jego podwójnej roli w sprawie mostu Płn., a teraz jest kandydatem do jej władz. ”Te [dwie] porażki, jak każde inne, nie zniechęcają mnie jednak, każą tylko zastanowić się, jak można jeszcze bardziej zwiększyć skuteczność działania” - podsumowuje Wiesław Nowicki, zachęcając działaczy OTOP-u, by wśród tych 7 z 8 kandydatów do zarządu nie skreślali właśnie jego. Życzymy powodzenia. Szkoda tylko, że ta pseudoskuteczność, z której ostatecznie zazwyczaj niewiele wynika, musi oznaczać marnowanie publicznych pieniędzy i czasu urzędników, podatników, stojących w korkach itd. itp.

 

Wracając na lotnisko w Modlinie - podczas zwiedzania budowy, które jeszcze przed wakacjami szeroko relacjonowały także wszystkie kanały informacyjne w telewizji, zwróciłem uwagę na dziwaczny obiekt, który niebawem odejdzie do lamusa. To wieża kontroli lotów (szumnie powiedziane), która stoi na samym środku lotniska tuż przy pasie startowym i zajmuje cztery kontenery ustawione na sobie i obok siebie.

 

W środku urzęduje dwóch panów, którzy odprawiają niewielkie samoloty ćwiczebne i śmigłowce startujące i lądujące w Modlinie. Jak mówili, w pogodne dni liczba takich operacji dochodzi tu nawet do 200.

 

I jeszcze jedna ciekawostka. Na płytę lotniska wjechał akurat wóz strażacki (kiedyś miałem podobną resorówkę Matchboxa lub Majorette :-) ku uciesze dzieci z okolicznych miejscowości, które brały udział w konkursie na zaprezentowane właśnie logo Modlina. Wydaje mi się jednak, że wybrany projekt pochodzi jednak z innego źródła ;-)

(osa)

18:47, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (10) »
sobota, 20 sierpnia 2011

Fot. Michał Niedbał/AG

W tym tygodniu w bazie tramwajowej przy Obozowej na lawetę zapakowano stareńki 56-letni wagon typu N, który został przetransportowany do Częstochowy i wyładowany w zajezdni nomen omen Ostatni Grosz. Świetna to nazwa, ale miejmy nadzieję, że dla eNki będzie to nie ostatnim, ale całkiem nowym rozdziałem. Sprowadzona dawno temu do Warszawy ze Szczecina teraz ma być wagonem doczepnym kursującym w historycznym składzie po częstochowskich ulicach. A że trwa tam właśnie budowa nowej linii, tym większe będzie pole do popisu.

O tym wszystkim pisze Tomek Haładyj, nasz redakcyjny kolega, dziennikarz częstochowskiego oddziału "Gazety" i autor monografii o tamtejszych tramwajach. Zainteresowanych odsyłam do jego szczegółowej relacji:
http://czestochowa.gazeta.pl/czestochowa/1,35271,10136657,Tramwaj_przyjechal_ze_stolicy__Szukali_go_kilka_lat.html

i filmu:
http://czestochowa.gazeta.pl/czestochowa/1,84749,10140823,Pierwszy_tramwaj_przejechal_linia_na_Bleszno__WIDEO_.html

Brawa dla częstochowskich miłośników komunikacji, prezydenta tego miasta i tamtejszego MPK, firmy Kromiss-Bis i oczywiście naszego Klubu Miłośników Komunikacji Miejskiej. Trzymamy kciuki, żeby udało Wam się doprowadzić eNkę do stanu używalności na otwarcie nowej linii tramwajowej!

(osa)

21:22, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 sierpnia 2011

Dzisiaj byłem na pl. Zbawiciela i przypomniał mi się podpatrzony już wiele tygodni temu obrazek z przystanku na Marszałkowskiej od strony pl. Konstytucji. Zastałem tam przekreślony numer zawieszonej już ze 2 lata temu, o ile nawet nie zlikwidowanej linii 36. Były też zdublowane 4-ka i 18-ka - musiałyby i skręcać w Nowowiejską, i jechać prosto do pl. Unii Lubelskiej. Ot, pomyłka służb przystankowych, które widocznie nie nadążyły za licznymi jak w każde lato objazdami.

Wkrótce na tym przystanku czeka nas kolejna zmiana. Linia 35 przewędruje pod strzałkę na wprost, a jej miejsce zajmie 15-ka, która wróci na swoją trasę w kierunku Ochoty i Okęcia. Przede wszystkim jednak na Żoliborz, gdzie jeździła od 1946 r. aż do lutego 2008 r., gdy trzeba było zacząć ewakuację tramwajów z sypiącego się wiaduktu przy Dworcu Gdańskim. Tak to wyglądało zimą 2008 r., gdy dyżurny Tramwajów Warszawskich wpuszczał tam tylko po jednym składzie.


Fot. Wojciech Surdziel/AG

Rychłe - miejmy nadzieję - otwarcie tramwajowej części wiaduktu pozwoli przywrócić ruch na torach wzdłuż ul. Mickiewicza. 15-ka jest szykowana w krótszej wersji nie na Bielany jak przedtem, ale do pętli Marymont-Potok. Tu nie spotkamy już więc linii 36 wyruszającej stąd wcześniej przez niemal pół wieku z krótkimi przerwami na objazdy i remonty.

Z kolei budowa II linii metra przy Dworcu Wileńskim wymusi zamianę tras 4-ki i 18-ki na mostach - pierwsza pojedzie Gdańskim, druga Śląsko-Dąbrowskim. I jest to słuszna decyzja ZTM po wielu przymiarkach, bo w ten sposób mieszkańcy Bródna unikną przejazdu łamanym objazdem dookoła cerkwi, a Żerań FSO zachowa dojazd i do centrum, i na Pragę.

W zawieszeniu na zakończenie budowy metra nadal czeka 6-ka. Oznacza to, że tory na ul. Słowackiego nie będą wykorzystywane na regularne kursy z pasażerami. Jednak ci mieszkańcy Żoliborza, którzy już tak się rozochocili brakiem tramwajów na Słowackiego w ostatnich latach, że domagali się nawet zaorania torów pod parkingi, mogą się pożegnać ze swoimi marzeniami - tramwaje będą tędy jeździć, tyle że do zajezdni.

(osa)

23:33, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (10) »
niedziela, 14 sierpnia 2011


Fot. Albert Zawada/AG

Przybył nam nowy zwrot w urzędniczo-drogowej nowomowie, a znalazłem go w tzw. sprostowaniu, które miesiąc po moim komentarzu "Wiadukt im. patałachów" przysłał do redakcji ratusz. Do podpisania pod nim zmuszono miłą skądinąd Agnieszkę Kłąb z biura prasowego.

Rzecz dotyczy wiaduktu przy Dworcu Gdańskim. Ja pisałem - jego pierwszą część otwarto z dziewięciomiesięcznym opóźnieniem. Oni piszą - inwestycja nie jest opóźniona, termin jej zakończenia mija w połowie października. I tu pojawia się moje ulubione zdanie (jak Wam się podoba?): "Przewidywane w 2010 r. terminy oddania do ruchu pierwszego z trzech budowanych wiaduktów były terminami deklaratywnymi, które wynikały z potrzeby i chęci zrealizowania prac w jak najkrótszym terminie". I dalej: "Z uwagi na czynniki niezależne od wykonawcy i inwestora, przyspieszenie okazało się niemożliwe".

Piękne, prawda? Mamy więc rozumieć, że teraz termin podawany przez ratusz przy każdej inwestycji czy remoncie jest tylko "deklaratywny", co ma oznaczać mniej więcej tyle, że w razie czego rozłoży się ręce i powie, że się miało dobre chęci, tylko nie wyszło, ale to nie nasza wina. Obiecuję sobie pytać na konferencjach prasowych p. Wiesława Witka, który pełni funkcję miejskiego koordynatora ds. remontów, czy podaje "terminy deklaratywne". Bo jako żywo nie przypominam sobie takiego zastrzeżenia, gdy zapewniał, że wiadukt będzie przejezdny na bank 31 października zeszłego roku, bo wszystko jest dobrze przygotowane i obliczone. O "terminy deklaratywne" zamierzam też w przyszłości pytać wiceprezydenta miasta Jacka Wojciechowicza, który jesienią 2008 r. obiecywał, że "za dwa lata" skończą się nawet wszystkie prace przy odbudowie wiaduktu.

(osa)

PS "Sprostowanie" zostanie ratuszowi odesłane z wyczerpującym uzasadnieniem.

22:34, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (2) »

Gazeta.pl Warszawa