środa, 09 stycznia 2013

Po dziwnym zapętleniu linii 512, która od początku lat 90. kursowała na Zacisze, a teraz nadkłada kosztownych kilometrów przez ul. Kondratowicza, św. Wincentego i Gilarską, ZTM szuka nowego rozwiązania dla tej części miasta. Już pod koniec grudnia, gdy wiadomo było, że trzeba się szybko wyprowadzać z dotychczasowej pętli u zbiegu ulic Codziennej i Blokowej (teren ma prywatnego właściciela), jasne stało się, że kryterium uliczne dla 512 to tylko pierwszy krok - przy jezdni powstały wysepki przystankowe dla autobusu, który ma kursować ul. Codzienną w obie strony.

Portal Targowek.info podał, że będzie to linia 199 przeniesiona tu z ul. Radzymińskiej. Po czym informację zdementował. Nic dziwnego - 199 ma sporą frekwencję, zwłaszcza od czasu, gdy stacja kolejowa w Ząbkach jest objęta II strefą biletową.

Moje źródło w ZTM potwierdza, że nowe połączenie przez środek Zacisza jednak powstanie. Dodaje, że wysepki przystankowe są dziełem władz dzielnicy, które ”z rozpędu” zrobiły je w obie strony. Wciąż trwają bowiem przymiarki, którędy skierować autobusy. Na moje pytanie, czy mogłyby pojechać ul. Codzienną, Rolanda, w lewo w Gilarską, Samarytanką i ul. Korzona prosto do pętli Targówek przy Trockiej, usłyszałem odpowiedź przeczącą. Po pierwsze, skręt Rolanda-Gilarska w lewo (i z powrotem) jest ponoć zbyt ciasny nawet dla mikrobusów. Po drugie zaś, w poprzek ul. Korzona leżą progi spowalniające auta. Z tym akurat można by sobie poradzić montując progu wyspowe, jak np. na podobnie lokalnej ulicy Orłów Piastowskich łączącej Ursus z Gołąbkami (kursują tam linie 177 i 194).

Mój rozmówca w ZTM potwierdził za to, że realne jest utworzenie mikrobusowej linii kursującej trasą: Codzienna - Rolanda - i w prawo Gilarską - św. Wincentego - Borzymowska - Targówek. Dodał, że będzie to połączenie ”na bazie istniejących linii do modyfikacji”. Ciekawe więc, czy chodzi o przedłużenie linii 212 (dziś pl. Hallera - Targówek). Gdzie jednak druga pętla? jest jakieś miejsce np. przy Łodygowej?). A może powstanie raczej nowa odsłona lokalnego muchowozu numer 202. Tak czy owak w tej sytuacji byłbym za likwidacją linii 512, a w zamian za dodaniem przystanku dla 527 u zbiegu Młodzieńczej z Codzienną i przywróceniem linii 460 od pętli Targówek przez Trocką do Radzymińskiej.

Wkrótce czeka nas w Warszawie cała lista tras szykowanych do zmian albo likwidacji. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Na razie cieszę się, że w ratuszu poszli po rozum do głowy i wycofali się z likwidacji nocnych kursów metra. To był dla pani prezydent strzał w stopę - oszczędności prawie żadne, za to oburzenie w mieście ogromne.

(osa)

23:52, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 07 stycznia 2013


Fot. Jacek Łagowski/AG

Zapyziałe i wiecznie zakorkowane skrzyżowanie Al. Jerozolimskich z al. Jana Pawła II i ul. Chałubińskiego przy Dworcu Centralnym to na początku 2013 r. najważniejszy cel pożal się Boże polskiej lewicy spod znaku SLD. Mija 100 lat od urodzin Edwarda Gierka, w związku z tym od tygodnia sekretarz generalny tej partii wychodzi przy otwarciu każdej lodówki, by przekonywać o swoim świetnym pomyśle: zróbmy rondo Gierka.

Jest to odgrzewanie kotletów po raz nie wiem już który. Pisałem o tym miejscu w lutym 2012 r., gdy szef biura koordynacji remontów w ratuszu Wiesław Witek po raz pierwszy ujawnił swoją fascynację Edwardem Gierkiem, a przy okazji to, że ”między nami drogowcami” od dawna jest on nieformalnym patronem skrzyżowania koło Dworca Centralnego. Jeden z drogowców powiedział mi właśnie, że pierwotnie miało ono wyglądać inaczej: ulice przecinające się pod kątem prostym bez wyspy centralnej, a górą estakady. To jednak Gierek miał się ponoć uprzeć, żeby powstało rondo, a raczej - jak mawiał jego poprzednik Gomułka - ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra.

Dziś trudno sobie wyobrazić tak antymiejskie rozwiązanie jak wiadukty sterczące w samym środku miasta, podziemne, przeciekające korytarze dla pieszych, a nad nimi malutkie rondo. Jest tu ciasno, tworzą się korki, przez co skręcające samochody zastawiają przejazd tramwajom. Szkoda właściwie, że zamiast generalnego remontu estakad w latach 90. (już niewiele ponad 20 lat od ich otwarcia!) nie zdecydowano się na ich rozbiórkę i przywrócenie normalnego skrzyżowania na dole.

Ze względu na fatalną jakość wykonania estakad i przejścia podziemnego pod rondem Edward Gierek właściwie nadawałby się jako jego patron. Byłby to symbol wszystkich innych jego fuszerek i megalomańskich inwestycji na kredyt, który spłacaliśmy aż do zeszłego roku. Taką też tezę postawiłem w tym tekście sprzed roku:
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,11173679,Gdzie_jest__rondo_Gierka___Nazwa_bardzo_trafna.html

Doczekałem się odpowiedzi na kartce pocztowej z serii ”Piękno ziemi polskiej - Białostocczyzna”, którą zostawiłem sobie na pamiątkę, a teraz jej treść przytaczam in extenso i zgodnie z oryginalną pisownią: ”Dot. »Gierek i jego rondo« GW. 18-19.02.2012. Nie czepiaj się, gówniarzu, Gierka. Zajmij się lepiej tymi budowlami, co powstały za Waszych czasów. Gierkowi nie zawaliła się żadna budowla, a za Waszych czasów mieliśmy już nie jedną, choćby na Śląsku z wystawą gołębi, gdzie tyle ludzi poszło do grobu. Tyle żeście już pobudowali dróg, a Polacy ciągle wolą jeździć Wisłostradą, Trasą Łazienkowską i Gierkówką. Gierek rządził 10 lat, a Wy 20-cia. I nie Gierka wina, że tu i tam odpada beton. Odpada, bo o budowle trzeba dbać. A swoją drogą te wiadukty robili tacy złodzieje jak Wy. Kradli cement ile wlezie, by potem wywijać na manifestacjach zajączkami, że niby są patriotami. A co do smrodów i nieczystości, to już za Waszych czasów ludzie zrobili sobie wychodek z pomnika Sikorskiego. Pisaliście o tym. To za Waszych czasów w kolejkach do kasy trudno wytrzymać, bo ludzie śmierdzą moczem. Więcej umiaru i odczep się od Gierka. Czytelniczka”.

Niezłe, prawda?

(osa)

13:16, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (23) »
środa, 02 stycznia 2013

Tak wygląda węzeł południowej obwodnicy z Puławską. Zdjęcie zrobione 1.01 o godz. 15. Trzeba przyznać, że krzyżujące się żółte pasy kolejnej organizacji ruchu wyglądają pięknie i fotogenicznie. Gorzej, że trasa ma już wiele miesięcy opóźnienia. Miejmy nadzieję że w roku 2013 roku wreszcie będzie ukończona (mówi się, że tzw. Elka czyli odcinek od Marynarskiej do Puławskiej) będzie gotowy w czerwcu. 

Wszyscy teraz zastanawiają się, czy Puławska nie zostanie totalnie sparaliżowana. Tu będzie się przecież kończyć ekspresowa trasa z Zachodu Europy -np. z Berlina czy Barcelony . W sieci krąży już tymczasowy projekt organizacji ruchu w tym miejscu. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom stanie tam mnóstwo sygnalizacji świetlnych np. przed przejściem dla pieszych na Puławskiej. Kierowcy z Piaseczna na obwodnicę nie będą jednak kierowani przez rondo w poziomie, tylko górą przez wiadukt. Tymczasowe światła mają także stanąć na wschód od węzła, w miejscu gdzie krzyżować się będzie ruch Piaseczno-Berlin z ruchem Berlin - Centrum. W efekcie dużego korka można się spodziewać po pierwsze na  końcówce trasy ekspresowej, gdzie kierowcy będą czekać przed światłami. Przejazd Puławską też pewnie się pogorszy, ale głównie przez nowe światła (wiele zależy od tego jak zostaną zaprogramowane). Sama sygnalizacja będzie dozować liczbę aut, które wjadą z obwodnicy na Puławską.

Powyżej widać jednak, jak dużo zostało jeszcze zrobienia przy Puławskiej. W ogóle jeszcze nie zaczęto wschodniego nasypu przy wiadukcie. Wykonawca czeka zapewne na uaktualniony projekt tej części.

Na razie pewne jest, że po otwarciu odcinka do Puławskiej wszyscy przekonają się, jak bardzo konieczne jest przedłużenie obwodnicy dalej na drugą stronę Wisły. Czy rząd znajdzie kilka miliardów złotych na tunel pod Płaskowickiej, most na Wiśle i długie estakady przez Mazowiecki Park Krajobrazowy? Wydaje się, że przyszła perspektywa unijna będzie ostatnią szansą, żeby zbudować całą południową obwodnicę Warszawy.

(śmik)

17:08, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 31 grudnia 2012


Fot. Kuba Atys/AG

Tak się przyzwyczailiśmy do narzekania i Autobus_czerwony ostatnio chyba nieco się zasapał od marudzenia, a przecież kończący się rok 2012 przyniósł rekordy, których nie uda się już chyba powtórzyć za naszego życia: bez mała 300 km autostrad otwartych w całej Polsce, do tego 330 km dróg ekspresowych. Wśród tych tras była najważniejsza dla stolicy - wreszcie po tylu latach oczekiwania udało się podłączyć Warszawę autostradą do Europy. Dla mnie to najważniejsze wydarzenie i sukces w 2012 r.

Zawdzięczamy go wyłącznie organizacji Euro 2012 i nadzwyczajnej mobilizacji budowniczych w ostatnich tygodniach przed tą imprezą. Po niej drogowcy inwestorzy i drogowcy wykonawcy wrócili już do swojego normalnego tempa i terminy mają za nic (psst, miało być bez narzekań). Czekamy więc na południową obwodnicę Warszawy (jest szansa na otwarcie w 2013 r. - najlepiej od razu w całości, bez sensu byłoby sztukować przejazd, najpierw z Konotopy do al. Krakowskiej, jeśli nie chcemy jej do reszty zakorkować). Czekamy też na nową wylotówkę omijającą Raszyn i Janki, ale w tym przypadku potrwa to jeszcze, niestety, ładnych parę lat.

Drogowe rekordy 2012 r. warto zapamiętać, ale niekoniecznie powtarzać. Lepiej byłoby budować bez zrywów i skoków, a zamiast tego co roku oddawać najbardziej potrzebne odcinki, w tym obwodnice, których wytyczanie stanęło niedawno pod znakiem zapytania. Bardzo to niepomyślna wiadomość dla Góry Kalwarii, Kołbieli czy Pułtuska. A i z warszawską obwodnicą nie wiadomo, co dalej będzie. Nie ma się co łudzić, że pieniędzy wystarczy na cały ring, nawet jeśli dołoży się do tego nowy budżet Unii Europejskiej. Byłoby dobrze ustalić realny harmonogram. Tunel pod Ursynowem, a potem most nad Wisłą wzdłuż obwodnicy południowej mogą pochłonąć wszystko. Może więc efekt obwodnicowy szybciej udałoby się osiągnąć, wracając do budowy wschodniego odcinka przez Wesołą? A brakującą część południowej (węzeł Puławska - węzeł Lubelska) podzielić na odcinki. Tak drogie inwestycje w ciężkich czasach przydałoby się planować z większym rozmysłem niż dotąd, za to bez rzędów niepotrzebnych ekranów akustycznych czy wiaduktów donikąd, jakich niemało powstało na Służewcu, Tarchominie czy Zielonym Ursynowie.

Do siego drogowego!

(osa)

czwartek, 27 grudnia 2012

Choć rozpisany na początku czerwca 2012 r. przetarg na producenta 45 tramwajów dwukierunkowych mocno się przedłuża, ze zgłoszonych pod koniec listopada ofert wynika, że największe szanse na zwycięstwo mają znane już warszawiakom Swingi Duo z bydgoskiej Pesy.


Fot. Kuba Atys/AG 

Pierwszą partię tych tramwajów wykorzystano w grudniu do prób obciążeniowych na moście Północnym. Przy okazji Zarząd Transportu Miejskiego ujawnił, że nie będą kursować zza mostu do stacji metra Młociny tylko do przez ul. Marymoncką do pętli Metro Marymont. Daje to szanse chociaż na to, że pasażerowie będą korzystać z dwukierunkowców na bielańskim odcinku ich trasy. Za takim rozwiązaniem optowaliśmy w Autobusie_czerwonym:
http://autobusczerwony.blox.pl/2012/08/Dokad-dwukierunkowcem.html
Z tą wszakże różnicą, by druga zawrotka dla dwukierunkowych tramwajów znalazła się na ul. Słowackiego bezpośrednio nad stacją metra Plac Wilsona.


Fot. Agata Grzybowska/AG 

Wymagałoby to oczywiście likwidacji obecnej trasy linii 6 na Pragę, która powstała zupełnie niepotrzebnie po otwarciu wiaduktów nad Dworcem Gdańskim. Do tego trzeba by przygotować odpowiedni przejazd między torami - tak jak na ogryzku tarchomińskim.

Byłoby dobrze, gdyby w Tramwajach Warszawskich już teraz istniał jakiś plan sensownego wykorzystania 45 wagonów dwukierunkowych (ich liczba w razie nieprzyznania dotacji Unii Europejskiej może spaść do 30). Wymaga to zaprojektowania, przygotowania i zbudowania zawrotek. Nie wszędzie takich jak na Tarchominie, także z dodatkowym, trzecim torem odstawczym.

Gdzie? W pierwszej kolejności przychodzi mi do głowy ul. Woronicza między stacją metra Wierzbno, czyli al. Niepodległości a Puławską. Pozwoliłoby to skrócić trasę linii 31 i wycofać ją z i tak planowanej do likwidacji pętli Metro Wilanowska. A gdyby tak podobna zawrotka powstała też na ul. Andersa za stacją metra Ratusz Arsenał? Albo za Stawkami a przed Międzyparkową? Wtedy mogłaby tam krańcować 18-ka coraz bardziej zbędna na Żeraniu, gdzie jej trasę dubluje 20-ka. Większy problem byłby z takim zawracaniem na Nowowiejskiej przed pl. Zbawiciela, ale też przydałoby się w tej okolicy takie miejsce dla jadącej z Ochoty 14-ki. Czy jeszcze o czymś zapomniałem?

(osa)

19:35, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (27) »
czwartek, 20 grudnia 2012


Fot. Bartosz Bobkowski/Agencja Gazeta

W obszernej polemice dyrektora ZTM Leszka Ruty z dr. Michałem Wolańskim z SGH po informacji o cięciach planowanych w warszawskiej komunikacji: http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,13081834,Dyrektor_ZTM_odpowiada_krytykom_w_sprawie_ciec.html
najbardziej rzuciły mi się w oczy liczby przekonujące o zasadności uruchomienia połączenia koleją centrum z Lotniskiem Chopina.

Jego podstawową rolą było pełniejsze włączenie kolei w system komunikacji miejskiej poprzez znaczącą poprawę dojazdu z Rakowca, Mokotowa i Służewca. Przy okazji połączono również lotnisko z centrum Warszawy. O tym, że ten warunek został spełniony, świadczą wyniki pomiarów przeprowadzonych przez ZTM na przystanku kolejowym Służewiec pół roku po uruchomieniu nowych połączeń. W ciągu dnia powszedniego (w godz. 6-22) z pociągów SKM i Kolei Mazowieckich (tylko nowej linii KML) na Służewcu wysiadły 1404 osoby. Najwięcej osób wysiadało z pociągów w godzinach porannego szczytu. Takie same badania przeprowadzone zostały także po dwóch miesiącach funkcjonowania nowych połączeń kolejowych. Wówczas na Służewcu w ciągu dnia powszedniego z pociągów wysiadły 832 osoby.
Zwiększyła się także, i to znacznie, liczba osób wsiadających do pociągów linii S2, S3 i KML. W ciągu dnia powszedniego (także w godz. 6-22) na Służewcu wsiadło do nich 1736 osób. Dla porównania - po dwóch miesiącach funkcjonowania połączeń tzw. lotniskowych do pociągów wsiadło 1418 osób”.

Jeśli liczby te w ZTM uważają za powód do dumy, to nie dziwię się, dlaczego niedawno biuro prasowe Szybkiej Kolei Miejskiej odmówiło mi informacji o tym, ilu pasażerów dojeżdża pociągami na lotnisko i ile tam do nich wsiada. Wygląda na to, że należy też zweryfikować opinię, jakoby linia lotniskowa była ogromnym sukcesem w obsłudze komunikacyjnej biurowego Służewca. Przecież te 1404 osoby w tę i 1736 z powrotem (przez cały dzień!) tak naprawdę zmieściłyby się w dwóch nowych elf-ach SKM-ki. Każdy taki pociąg zabiera 900 pasażerów.

Już się także nie dziwię, co miała na myśli prezydent miasta Hanna Gronkiewicz-Waltz, która podczas grudniowej sesji budżetowej Rady Warszawy zapowiedziała cięcia w komunikacji i przedstawiła osobliwą teorię o tym, jak należy oceniać powodzenie poszczególnych inwestycji. Otóż zdaniem pani prezydent, jeśli coś zapełnia się ”już po roku”, było przygotowane źle, bo inwestycje transportowe przygotowuje się w perspektywie wieloletniej. Idąc tym tokiem myślenia, pociągi na lotnisko mają się zapełnić - jak powiedziała - za lat 10. Poczekamy i zapłacimy za wożenie powietrza. Co jednak powiedzieć pasażerom na liniach, gdzie do pociągów z powodu tłoku nie można się dostać?

(osa)

11:24, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (21) »

Gazeta.pl Warszawa