wtorek, 23 kwietnia 2013

Choć rano kropiło, zdecydowałem: dziś pierwszy raz w tym sezonie jadę rowerem do pracy. Sama radość. Wyruszyłem wcześniej, żeby nie gnać i się nie spocić (kiedy jest cieplej, natrysk w redakcji obowiązkowy).

Stwierdziłem, że mam już dosyć stania w korku na Wisłostradzie nawet w autobusie. Choć wyposażony w zaległe lektury zwykle siadam, czytam i powolna jazda niewiele mnie obchodzi, to w ostatnich trzech tygodniach korki są tak ogromne, że muszę wychodzić na wcześniejszy kurs. W ratuszu mają w nosie to, co się dzieje na Wisłostradzie nawet grubo po porannym szczycie. Po pierwsze, niedotrzymywane są kolejne terminy przywrócenia ruchu w tunelu na Powiślu, po drugie: koszmarna sygnalizacja przy moście Śląsko-Dąbrowskim z oddzielną fazą zielonego światła dla jaśniepaństwa ruszającego ze stacji Orlenu przy Nowym Zjeździe (a może by tak wreszcie urząd miasta nakazał jej zamknięcie?).

Jadę więc rowerem i mijam tabuny unieruchomionych w korku samochodów (niemal we wszystkich siedzi tylko jedna osoba). Doganiam też autobusy 118 i 185. Jedyny minus jest taki, że znowu został ograniczony dostęp do bulwarów nad Wisłą - jak nie budowa Centrum Nauki "Kopernik", to stacji metra Powiśle, a teraz jeszcze remont samego nabrzeża, który potrwa pewnie z kilka lat. Trzeba więc jechać chodnikiem albo drogą dla rowerzystów obok samochodów i wdychać. Oby do Mariensztatu - tu skok w bok na ścieżkę przez Powiśle i Agrykolę. Lubię ten szlak. Jest zielony (kasztanowce dopiero puszczają pąki, ciekawe, czy zdążą zakwitnąć do matur). Zerkam, jak rośnie nowe osiedle i biurowiec u zbiegu Ludnej i Kruczkowskiego:

Dziś odkryłem po remoncie mostek z pomnikiem króla Jana III Sobieskiego w Łazienkach Królewskich - wygląda naprawdę świetnie.

W drodze na rowerze widzi się dużo więcej. I chyba naprawdę zaczęła się budowa ambasady Indii na rogu Myśliwieckiej i Szwoleżerów (wcześniej kilka razy usuwano stamtąd las samosiejek i na tym się kończyło, a miejscówka to przecież reprezentacyjna).

To, co rzuca się jeszcze w oczy, to oczywiście brać rowerowa z systemu Veturilo. Ależ to jest wielki sukces Warszawy! Choć się zacina, choć jest nie wszędzie, to i tak rozkręca się niesamowicie. Rano mnóstwo rowerów w stojakach róg Topiel i Tamki, a także przy Książęcej i zero koło stacji Warszawa Powiśle. Widać, że ludzie przyjeżdżają pociągami, wsiadają na rower i podjeżdżają kawałek dalej, zamiast iść piechotą czy czekać na autobus. To jest to! Kiedy wracałem po południu, było na odwrót: mniej rowerów przy Książecej i Tamce, więcej na Kruczkowskiego przy Dworcu Powiśle, gdzie zaczynał się już klubowy wieczór.

Czekam na żoliborskie stacje Veturilo i żałuję, że tak nieruchawe są władze Mokotowa, gdzie wypożyczalnia miejskich rowerów przydałaby się np. na ruchliwym rogu Czerniakowskiej i Gagarina - wtedy w drodze do pracy korzystałbym z Veturilo (oczywiście z przesiadkami).

A w redakcji lektura obiecującej czołówki Krzysztofa z zapowiedziami Łukasza Puchalskiego na temat pasów rowerowych wzdłuż Bonifraterskiej i Miodowej:
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,13788782,Rowerowa_rewolucja_na_ulicach__Beda_pasy_dla_cyklistow.html#TRNajCzytSST

Kto wie, może wtedy zmienię trasę. Choć przydałoby się też coś podobnego na Krakowskim Przedmieściu i Nowym Świecie. Dziś są to ulice, które rowerem omijam z daleka, bo choć lubię też autobusy, to życie mi jeszcze miłe.

(osa)

20:31, osa_oraz_smik , Rowery
Link Komentarze (17) »
czwartek, 18 kwietnia 2013

Moja dzisiejsza wizyta w zajezdni tramwajowej Wola zaczęła się o wyjścia na przystanku o tej właśnie wprowadzającej w błąd nazwie: ”Zajezdnia Wola”. Nie żebym się pomylił, tylko uważam, że ZTM niepotrzebnie wymieniał poprzednią, bo nie tylko okoliczni mieszkańcy nieodłącznie kojarzą skrzyżowanie Wolskiej i Młynarskiej z nieistniejącym od dawna PDT-em. Większość wie też, że mieści się tu wyjazd a nie wjazd (ten jest 1km dalej na Skierniewickiej) do zajezdni, przed którym należy opuścic tramwaj.

Zajezdnia tramwajowa na Woli zawsze była dla mnie miejscem magicznym. Już jako kilkulatek zerkałem w jej stronę w drodze do Pałacu Młodzieży, jadąc autobusem 155 czy 355. Składy garażowały w kilku rzędach jeden za drugim, wcześniej jest dwutorowy skręt w głąb bazy z przejazdem przez myjkę. Szczególne wrażenie robiły tramwajowe wraki. Wśród nich te z najtragiczniejszego zderzenia tramwajów 26 i 27 właśnie na skrzyżowaniu Wolska/Młynarska w 1987 r.

Potem przyszedł czas, by poznać Zajezdnię Wola z innej perspektywy - od strony znajdującego się w jej sąsiedztwie Szpitala Zakaźnego. Wciąż intrygował mnie fragment zajezdni od strony ul. Karolkowej - pamiętam nieużywany tor na środku ul. Grzybowskiej, który wcinał się w narożnik tramwajowego królestwa.

 

Dziś przyjrzałem się dokładniej trzem torom, które są czymś w rodzaju bocznic i wcinają się w ten wschodni fragment. Na pierwszym - licząc od strony głównej bramy przy Wolskiej - stał wagon nauki jazdy. Ten kilkudziesięciometrowy tor stanowi jakby wyrwę w sporym terenie kościelnym na tyłach pałacu Biernackich (przy Wolskiej) i kościoła św. Klemensa (przy Karolkowej).

Drugiej bocznicy towarzyszy przejazd? parking?:

 

Za sprawą bocznic powstało prawdziwe kłębowisko rozjazdów, część torów prowadzi po ostrych łukach. Wyjazd z bocznicy nr 2 najpierw przecina tor, który wygląda na nieużywany, i prowadzi w stronę bramy zajezdni:

 

Ostatni, trzeci skręt na wschód wiedzie do przedwojennej hali tramwajowej bliżej ul. Siedmiogrodzkiej:

Do hali tramwaje mogą też dojeżdżać od jej drugiej strony - torem wzdłuż ul. Siedmiogrodzkiej, który przed ul. Karolkową zakręca o 180 stopni.

(osa) 

16:41, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 15 kwietnia 2013

W kwietniu przed dwoma laty miałem okazję uczestniczyć w jednej z prób technicznych, które poprzedzały wznowienie ruchu na jednotorowej linii tramwajowej do Boernerowa. W ostatnich dniach wróciłem tam znowu, musiałem dostać się z sądu przy ul. Kocjana w stronę centrum.

Byłem mocno zaskoczony sporą frekwencją mimo południowej pory (dokładnie pośrodku między porannym a popołudniowym szczytem). Na czwartym przystanku od pętli oba wagony miały zajęte miejsca siedzące, część pasażerów stała. Wielu z nich to młodzi ludzie, być może akurat skończyły się jakieś zajęcia w Wojskowej Akademii Technicznej albo którejś ze szkół. Na kolejnych przystankach wzdłuż ul. Dywizjonu 303 (ileż tam powstało domów!) dosiadały się kolejne pojedyncze osoby, więcej na Kole, a od dawnego PDT-u na Woli to już całe tłumy.

I na tym mój zachwyt na razie się kończy, bo ten duży potencjał, który ma 20-ka łącząca zachodnie Bemowo bezpośrednio ze ścisłym centrum, jest całkowicie zaprzepaszczony z powodu fatalnego czasu przejazdu. Od przystanku Kocjana do pl. Zamkowego na Trasie W-Z wynosi on nieco ponad pół godziny. Przy czym jakieś 7 minut zajmuje pokonanie odcinka od Kercelaka do pl. Zamkowego w znacznie bardziej ruchliwym Śródmieściu, a między ul. gen. Kaliskiego na Boernerowie a Kołem jedzie się aż dziesięć minut. To wprost niebywałe, a wszystko z powodu źle zaprogramowanej sygnalizacji świetlnej.

Problemy zaczynają się już na skrzyżowaniu Kaliskiego/Kocjana. O ile przejeżdżając przez jezdnię ul. Kocjana, tramwaj sam wzbudza sobie zielone światło, to potem musi sterczeć na przystanku i czekać na zielony sygnał, bo ma go przecinający tory niemal zupełnie nieużywany dojazd do stacji diagnostycznej. Motorniczy 20-ki, do której wsiadłem, zignorował czerwone światło i ruszył, nie widząc żadnego samochodu, który zbliża się do torów tramwajowych. Udało mu się też sprawnie przejechać przez ul. Powstańców Śląskich. Za to w kolejnym konglomeracie świateł straciliśmy dobre 2 minuty. Kiedy 20-ka dojeżdżała do Radiowej, wemknęły się przed nią tramwaje 24 i jednowagonowa, kompletnie pusta 6-ka. Dalej wszystkie trzy czekały na czerwonym przed przejściem dla pieszych i wyjazdem z ul. Marynin. 24 i 6-ka ruszyły z przystanku w kierunku Koła, a 20-ka, która się na nim nie zmieściła, nadal czekała przed Maryninem. Wreszcie przystanek i znowu czerwone, bo tory przecina pas dla samochodów wyjeżdżających z ul. Dywizjonu 303 w kierunku Bemowa. Podobna przecinka i podobna zwłoka przed wjazdem na przystanek Koło (przy okazji: pozdrowienia dla tęgawego motorniczego stojącego na pętli tramwaju linii 28, który bez krępacji rozpiął rozporek i ulżył sobie na oczach pasażerów jadących 20-ką). Na Obozowej mamy zaś podręcznikowy przykład zniechęcania ludzi do tramwajów, czyli karygodnie zaprojektowaną sygnalizację przed skrzyżowaniem z ul. Deotymy: najpierw czerwone przed wjazdem na przystanek - na zielonym najpierw ruszają samochody, a potem czerwone przed wjazdem na skrzyżowanie. Strata: kolejne 2 minuty.

Dzisiaj dostałem informację od rzecznika Tramwajów Warszawskich Michała Powałki: „już wiosną przyspieszą tramwaje na Bemowo i Boernerowo”. Miejski inżynier ruchu zatwierdził bowiem projekty organizacji ruchu wprowadzające priorytety dla tramwajów jadących ul. Dywizjonu 303 przy pętli Koło, a skręcające na nią składy linii 6 i 28, będą same wzbudzać zielone światło (prawdopodobnie przestawiając zwrotnicę). Oznacza to brak straty czasu w cyklu sygnalizacji, kiedy tych tramwajów nie ma. ”Pełny priorytet akomodacyjny izolowany” będzie też na odcinku linii tramwajowej przy skrzyżowaniu ul. Kaliskiego i Kocjana. Niestety, na przyspieszenie tramwajów wzdłuż ul. Obozowej musimy czekać do przebudowy linii planowanej na 2014 rok.

(osa)

PS Jestem też przekonany, że linia 20 to najlepszy dojazd do sądów przy ul. Kocjana. Oczywiście z przesiadką. Obecny układ z autobusami 149 i 410 nie sprawdził się w przypadku mojej wizyty w tym peryferyjnej siedzibie Temidy. Zarówno w dojeździe tam, jak i z powrotem szybciej zajęło mi dojście do przystanku tramwajowego (ok. 300-400 m) - nie pojawił się żaden z autobusów. Zresztą według rozkładów kursują stadnie w odstępie 1-2 minut (linia 410 ze Śródmieścia raz na pół godziny). Dobrze więc, że ZTM zamierza ją zlikwidować.

16:19, osa_oraz_smik
Link Komentarze (21) »
czwartek, 11 kwietnia 2013


Fot. Stefan Romanik/AG. Na pierwszym planie p. Barbara, autorka mojego ulubionego opisu: - 175 to jest  życie Warszawy :-)

Emocje podczas naszej debaty o cięciach w komunikacji były ogromne i momentami ciężko było zapanować nad publicznością. Uderzające dla mnie jest to, że to z reguły starsi ludzie zachowują się najbardziej agresywnie, a często nie mają oporów, by sięgać po argumenty z rynsztoka, mówiąc zupełnie nie na temat.

Najwięcej protestów było oczywiście przeciwko likwidacji linii 175. Druga najliczniejsza grupa zmobilizowała się o dziwo w sprawie marginalnej jak dla mnie linii 151 (Gocław - Młynów). Trochę dziwię się dyrektorowi ZTM Leszkowi Rucie, że zadeklarował, iż pochyli się nad tym problemem. Po co? Autobusy kursujące co pół godziny przez centrum nie mają racji bytu. Powiedziałem radnej z Pragi-Południe Katarzynie Ostrowskiej, że lepiej byłoby zawalczyć o więcej kursów linii 117, której trasa ma być w dzielnicy zmieniona tak, że w większości pokryje się z likwidowaną linią 151.

Cieszy natomiast deklaracja szefa ZTM, że pasażerowie linii 521, która ma być skrócona będą mieli tak łatwe przesiadki do tramwajów, jak to tylko możliwe. Dobry, potrzebny gest urzędników. Mianowicie autobus przyjeżdżający z Falenicy wysadzi pasażerów na dotychczasowym przystanku na rondzie Wiatraczna, skąd tylko dwa kroki do tramwajów z al. Waszyngtona w stronę centrum. Nie do końca przekonuje mnie argument, że taka przesiadka jest już na pętli Gocławek. Tam jednak tramwaj może jeszcze stać kilka minut przed odjazdem, zresztą od Wiatracznej tramwajów jest więcej. W drugą stronę jest nawet większy problem, bo trzeba biegać po kładkach nad Grochowską. Dlatego ZTM gracko to wymyślił, że 521 zaliczy rundę przez al. Stanów Zjednoczonych (raczej chyba bez postoju - tak to zrozumiałem, a na pewno bez wjazdu na pętlę przy grochowskim Uniwersamie), ul. Grenadierów i po skręcie w al. Waszyngtona odbierze pasażerów z tramwajów w obrębie jednego przystanku. Oczywiście jest ryzyko, że podobnego rozwiązania będą oczekiwać pasażerowie innych linii krańcujących na Wiatracznej.

Ciekawa była też prezentacja, którą na początek debaty przygotował Artur Zając z ZTM. Pokazał ”wariant pierwotny” ograniczeń, który przewidywał zmniejszenie planu autobusów w ruchu o 100 i zmiany dotyczące 84 linii zamiast 39.
Wiązałoby się to ze zmianą tras 32 linii (zaznaczyłem te, które przeszły do ”wariantu aktualnego” - jest ich 18): 102, 104, 111, 115, 125, 126, 127, 128, 129, 138, 139, 154, 159, 167, 168, 174, 184, 187, 195, 197, 204, 205, 212, 222, 305, 306, 317, 401, 517, 519, 521, E-2 (ostatecznie na zmiany załapały się jeszcze: 117, 140, 156, 210, 318, 503, 740).
Do likwidacji przewidziano pierwotnie 25 linii (skończyło się na 11): 117, 121, 130, 151, 156, 166, 173, 175, 183, 202, 215, 227, 228, 302, 311, 315, 318, 365, 394, 410, 422, 426, 503, 510, 514 (na tej liście wylądowała ostatecznie linia 195, zapewne zamiast 166 i 503).
Rzadziej miało kursować 8 linii (a nie 2): 105, 109, 120, 176, 303, 311, 507 i 527 (tej ostatniej w aktualnym wykazie wprawdzie nie ma, ale kursów jest mniej).
Ograniczenie dni i godzin kursowania miało objąć 5 linii (zamiast 4): 119, 140, 178, 201, 225 (w planie są jeszcze 121129).
Zwiększenie częstotliwości kursowania - 7 linii (w ostatecznym wariancie ZTM wymienia tylko 188, ale mnie udało się ustalić, że częściej mają też przecież jeździć: 128, 138 i 503 - chyba że ZTM tego nie planował, a zmienił zdanie po pytaniach): 103, 160, 188, 189, 226, 411 i 500. 

7 linii miało zostać uruchomionych - i to jest najbardziej ciekawe, a zarazem tajemnicze, choć może pokazywać plany ZTM na przyszłość: 137 (wielka szkoda, widać obecny, chory układ wesołowsko-rembertowski ma jakiegoś wpływowego protektora...), 238, 239, 284, 402, 518, E-7.

To teraz możemy pospekulować, o jakie nowe trasy i zmiany mogło chodzić. Niektórych bardzo szkoda...

(osa)

PS

 ZTM poinformował też o dotychczasowych oszczędnościach, wychodzi z tego, że wynoszą 134,3 mln zł (a ma być zaoszczędzone 190 mln zł):
* 70 mln zł - przeniesienie części płatności (z listopada i grudnia) za kursowanie na 2014 r.
* 27,6 mln zł - zwrot nadpłaty za 2012 r. (na spotkaniu komisji infrastruktury w Radzie Warszawy była mowa, że chodzi o Tramwaje Warszawskie);
* 5 mln zł - zwiększenie dochodów z gmin (chodzi o wydębione na podwarszawskich samorządach wyższe dopłaty do wspólnego biletu, głównie w Kolejach Mazowieckich i SKM-ce);
* 7,4 mln zł - zmniejszenie częstotliwości kursowania wybranych linii (w godzinach porannych i wieczornych);
* 4,3 mln zł - ograniczenie kursowania linii 2 oraz 214;
* 20 mln zł - ograniczenie kursowania metra (proszę, w dodatku obyło się bez likwidacji kursów nocnych).

16:32, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (28) »
wtorek, 09 kwietnia 2013

W środę 10 kwietnia o godz. 18 w redakcji „Gazety” (wejście od ul. Czerskiej 8/10) organizujemy debatę o zapowiedzianych przez Zarząd Transportu Miejskiego cięciach w komunikacji. To rzadka okazja, żeby spotkać się z jego szefem Leszkiem Rutą, który po raz pierwszy publicznie opowie o planowanych zmianach. Nasi czytelnicy będą go mogli posłuchać i zadać mu pytania nawet wcześniej niż Rada Warszawy, gdzie podobna debata jest planowana w czwartek 18 kwietnia (tak by przynajmniej chciał klub SLD, nie wiadomo, czy zgodzi się na to mająca większość Platforma Obywatelska).


Fot. Stefan Romanik/AG

Czy dyrektor Ruta ogłosi w ”Gazecie” jakieś korekty w pakiecie cięć? Zobaczymy. Ja - tak, jak napisałem - stoję na stanowisku, że przed końcem 2014 r. i oddaniem wygodnego dojścia do stacji kolejowej z terminalu Lotniska Chopina, a także puszczenia wszystkich pociągów jedną trasą do centrum miasta, linia 175 jest nie do ruszenia. Podkreślam też jej rolę w dojazdach z całego ciągu al. Żwirki i Wigury - jest nie do zastąpienia zwłaszcza na południe od Racławickiej. Można co najwyżej rozrzedzić jej kursy z 10 do 12 minut, można też wycofać z lotniska o wiele mniej obleganą linię 188 i zakrańcować np. na Szczęśliwicach czy dawnej pętli Rakowiec.

Zamierzam też upominać się o to, żeby zmiany - jeśli są już konieczne, a część z nich tak czy owak uważam za potrzebne - były jak najmniej uciążliwe dla pasażerów. Czyli przystanek końcowy linii 521 na rondzie Wiatraczna blisko tramwajowego w stronę Centrum. Albo linia 117 skrócona nie do Dworca Centralnego, tylko do pl. Konstytucji czy pl. Unii Lubelskiej, bo - jak zauważa nasza 83-letnia czytelniczka, której list drukujemy w środowej ”Gazecie” - na Marszałkowskiej łatwiej jest się przesiąść w obrębie tego samego przystanku do autobusów w stronę Mokotowa, niż biegać po schodach i przez przejście podziemne w centrum. Ciekawy jestem, czy ZTM będzie w stanie zdobyć się na takie drobne w sumie gesty wobec pasażerów.

A czytelników naszego bloga zapraszamy do ”Gazety”: godz. 18, ul. Czerska 8/10.

(osa)

22:56, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (4) »
niedziela, 07 kwietnia 2013

Fot. Adam Stępień AG

Już wszyscy mamy już dość zimy tej wiosny. Na szczęście wreszcie ma być cieplej. Czas zatem wsiąść na rower. We wtorek, z blisko 40-dniowym poślizgiem w końcu wystartują także stacje Veturilo. Ich liczba wzrośnie na razie do 130 a w maju do ponad 150. Mapa bezobsługowych wypożyczalni objęła dużą część miasta. Choć niektóre lokalizacje wypożyczalni  są dyskusyjne np. na ul. Skarbka z Gór na Białołęce, to ich liczba będzie już imponująca. Liczba pedałujących warszawiaków może zatem lawinowo wzrosnąć. Zresztą w ostatnich latach widzi się ich coraz więcej. I to mimo narzekań, że mamy ”nierowerowy” klimat. Choć zima w tym roku ekstremalnie przeciągnęła się, to wciąż są szanse na osiem miesięcy pogody sprzyjającej do jazdy na rowerze. Oczywiście jeśli listopad będzie tak ciepły jak w zeszłym roku, gdy rowery Veturilo do końca cieszyły się sporym powodzeniem.  Co ciekawe z roku na rok rośnie także liczba rowerzystów, którzy jeżdżą zimą. Już zatem może czas pomyśleć o odśnieżaniu ścieżek rowerowych. Warszawa twierdzi, że nie ma na to pieniędzy, a tymczasem dla Krakowa to żaden problem. Poniższe zdjęcie zrobiłem w grodzie pod Wawelem w lutym.

 

Tymczasem trwa już inna gorąca dyskusja - dotycząca ułatwień dla rowerzystów na ulicach. Mimo dobrych chęci rowerowego pełnomocnika ratusza, wciąż nie ma nadziei na szybką poprawę tam gdzie jest z tym najgorzej, czyli w Śródmieściu. W tej dzielnicy ciężko jest budować wydzielone ścieżki, dlatego w końcu trzeba postawić na inne rozwiązania - pasy rowerowe i uspokojenie ruchu samochodów. Co ciekawe,  na razie słyszy się o pasach na trzech ulicach na skarpie - Tamka, Spacerowej i Książęcej. Przydałyby się jednak przed wszystkim w ścisłym centrum, gdzie na razie jest tylko jeden pas - ogryzek na Emilii Plater.

(śmik)

20:36, osa_oraz_smik , Rowery
Link Komentarze (7) »

Gazeta.pl Warszawa