czwartek, 08 listopada 2012


Fot. Przemek Wierzchowski/AG

Nie wiadomo do końca, dlaczego, ale już dwa tygodnie przed rocznicą wyborów samorządowych Hanna Gronkiewicz-Waltz postanowiła podsumować pierwszą połowę swojej drugiej kadencji w ratuszu. Mówi się o jej planowanym wyjeździe, "Rzeczpospolita" sugeruje, że niedługo poznamy projekt budżetu na przyszły rok i wtedy już w ogóle nie będzie się czym chwalić. Przypomnijmy więc, że pani prezydent wygrała już w I turze 21 listopada 2010 r. z ogromną przewagą (53 proc.) nad wyjątkowo słabymi przeciwnikami (kandydat PiS Czesław Bielecki na 2. miejscu i tylko 23 proc. głosów).

I jak jest? Bez rewelacji, ale też nie ma aż takiej beznadziei, jaka przebija z komentarzy politycznych oponentów Hanny Gronkiewicz-Waltz. Naprawdę nie jesteście w stanie, panowie z PiS i SLD, wykrztusić ani jednej pochwały?

Skupiając się na komunikacji i inwestycjach, uważam, że o wiele lepiej wychodzą i wychodziły obecnej ekipie PO w ratuszu projekty drobne w skali miasta, acz wcale nie mniej ważne dla mieszkańców od tych największych przedsięwzięć. Do nich mam mnóstwo zastrzeżeń. Z reguły są to inwestycje mocno opóźnione, trzeba do nich dopłacać podejrzanie dużo (most Północny, oczyszczalnia ścieków Czajka) albo okazuje się, że nie przyniosły spodziewanych efektów (węzeł Marsa, węzeł Łopuszańska) - jak je więc projektowano, czy ktoś pomyślał, że w ich okolicy trzeba wprowadzić odpowiednie zmiany? Skoro rozkopana jest ul. Marsa, skoro działa kilka przejść dla pieszych z sygnalizacjami na ul. Płowieckiej i Bronisława Czecha, trudno się dziwić, że zbudowane kosztem 120 mln zł wiadukty i rondo w węźle Marsa ciągle są zakorkowane.

I tak dobrze, że jakieś jeszcze inwestycje są, bo większość pieniędzy pochłania teraz II linia metra, której budowa posuwa się ze zmiennym szczęściem. Inwestycje tramwajowe (nowe linie) ratusz kompletnie zaniedbał. Dlatego dość ryzykowne jest chwalenie się nimi przez panią prezydent. Zwłaszcza bezsensownym ogryzkiem szykowanym przez most Północny na Tarchomin.

Równie nietrafne jest zaliczanie do sukcesów garaży przesiadkowych z ich - jak się wyraziła Hanna Gronkiewicz-Waltz - "zajętością". Na Okęciu czy os. Niedźwiadek rzeczywiście powala ona z nóg (odpowiednio 50, a kompetentny urzędnik miejski mówi o 40 proc. w ponad rok od otwarcia, w Ursusie - 25 proc.). Pani prezydent nie wspomina w dodatku, że nie będzie naprawdę potrzebnych, a obiecywanych przez nią parkingów przy peryferyjnych stacjach kolejowych w Rembertowie czy Wesołej, które sprawdzają się generalnie lepiej niż te przy liniach tramwajowych i metrze.

Na miejscu Hanny Gronkiewicz-Waltz nie chwaliłbym się też zbytnio linią SKM do Lotniska Chopina (pociągi kursują tam puste, choć przydają się w obsłudze biurowego Służewca) i funduszami europejskimi, które pozyskuje stolica. Długo będziemy pamiętać niedawną wpadkę - rezygnację z 86 mln zł na kolejny etap systemu sterowania ruchem.

Za sukces i to duży uważam natomiast wprowadzony latem system rowerów miejskich Veturilo. Początkowo mieliśmy obawy, bo w pierwszych dniach zdarzały się zgrzyty organizacyjne, ale szybko okazało się, że z tych rowerów korzystają tysiące, chcą ich kolejne dzielnice, a zabiegają radni bez względu na opcję polityczną. Świetna rzecz zrobiona niedużym kosztem i w niezwykłym jak na Warszawę tempie, bo - jak mi mówi odpowiedzialny za projekt Łukasz Puchalski z ZTM - decyzja na szczeblu ratusza zapadła w grudniu 2011 r., pieniądze radni przyznali w marcu 2012 r., a od sierpnia Veturilo już nas zaczęło wkręcać. Brawo dla tego urzędnika i dla pani prezydent za włączenie zielonego światła rowerom (ma się rozumieć, że teraz czekamy na całą zieloną falę - zwłaszcza nowe drogi rowerowe w Śródmieściu).

Wśród takich małych projektów, które się świetnie udawały, były też szybkie remonty ulic. Niestety, w tym roku regularne, cotygodniowe frezowanki skończyły się już w lipcu. Zwijanie równego asfaltu ratusz tłumaczy brakiem pieniędzy, choć co najmniej drugie tyle, ile wydał w tym sezonie na weekendowe remonty, zarabia przecież na parkomatach (67 mln zł).

Mam też wrażenie, że w poprzedniej kadencji Hanny Gronkiewicz-Waltz więcej działo się w komunikacji miejskiej: konsekwentne rozszerzanie wspólnej strefy biletowej, udana reorganizacja linii nocnych, którym znów przydałyby się zresztą korekty, nocne kursy metra, buspasy, linie lokalne pod miastem. Dużą zasługą pani prezydent jest konsekwentna wymiana taboru na nowy - to trwa i dobrze. Dziś na ocenie transportu zbiorowego musi, niestety, zaważyć seria trzech zbyt drastycznych moim zdaniem podwyżek cen biletów przepchniętych bez większego sensu przez radnych PO. Mimo to uważam, że Warszawa ma najlepszą komunikację miejską w Polsce i takie też sygnały docierają od wielu osób z zagranicy, które odwiedzają nasze miasto. Kto wie, czy nie to właśnie będzie historycznym sukcesem ekipy Hanny Gronkiewicz-Waltz.

(osa)

poniedziałek, 05 listopada 2012

Sarajewo i Osijek - dwa postjugosławiańskie miasta, które w latach 90. mocno ucierpiały z powodu wojny, dźwigają się po niej z różnym powodzeniem. Inaczej też prezentują się w nich tramwaje i towarzysząca im infrastruktura.

 

Stolica Bośni i Hercegowiny (nieco ponad 300 tys. mieszkańców) to jedyne w tym kraju miasto, które tramwaje w ogóle ma. Kursuje 7 linii, a na nich głównie pamiętające jeszcze czasy czechosłowackiej fabryki Tatry lub wyprodukowane na ich bazie Satry.

 

Sarajewo sprawia miejscami przygnębiające wrażenie - bieda w połączeniu z brzydotą. Miejscami jest to miasto dla Europejczyka dość egzotyczne, klimaty zupełnie jak w Turcji czy innym islamskim kraju.

Tramwaje kursujące wzdłuż słynnej „alei snajperów” - jak w czasie wojny jugosławiańskiej nazywano długą i prostą główną arterię miasta - są bardzo zatłoczone. Za to sprawnie omijają zakorkowaną ulicę, którą z braku obwodnicy przez sam środek Sarajewa przetacza się cały ruch tranzytowy. Chcesz jechać z Mostaru do Tuzli czy z Trawnika do Gorażde (te nazwy przewijały się przez łamy polskich gazet wśród wojennych doniesień z byłej Jugosławii), to musisz przez dawną ”aleję snajperów” w Sarajewie.

Na jej końcu linia tramwajowa rozdwaja się i pojedynczy tor prowadzi wzdłuż rzeczki Miljacki. Z jednego z przerzuconych nad nią mostów 28 czerwca 1914 r. strzelał serbski nacjonalista Gawriło Princip. To było w tym miejscu:

 

Po drugiej stronie ulicy kule śmiertelnie ugodziły austriackiego następcę tronu arcyksięcia Franciszka Habsburga i jego żonę, co doprowadziło do wybuchu I wojny światowej.

 

Tor tramwajowy otacza centrum Sarajewa, którego muzułmańską część można określić jako starówkę. Powstało kryterium uliczne do zawracania, które w Warszawie możemy porównać do przejazdu Stalową, Środkową, Wileńską i Czynszową. To sarajewskie jest jednak bez porównania większe i bez postoju - tramwaje docierają do najbardziej oddalonego przystanku w cieniu minaretu i po wymianie pasażerów ruszają z powrotem:

A my wyjeżdżamy z Sarajewa na północ, zaliczając jedyną w Bośni i Hercegowinie autostradę, którą opuszcza się już po kwadransie, płacąc jak za zboże (stąd niemal zerowy ruch), a po chwili międzynarodowa droga E761 zamienia się w takie coś:

Wjazd do chorwackiej Slawonii to duża ulga. Z północy na południe przecina ją piękna i kompletnie pusta autostrada, która z obu stron kończy się w polu - od południa czeka na podłączenie kawałka bośniackiego, a od północy - na węgierski (tu szanse są przynajmniej większe).

 

Niedaleko slawońskiej autostrady nad szeroką Drawą leży jedno z głównych miast tej wschodniej żupanii (województwa) - 130-tysięczny Osijek. W latach 90. oprócz sąsiedniego Vukovaru należał do najczęściej wymienianych miast w tej części rozpadającej się Jugosławii. Serbowie miesiącami je ostrzeliwali, a ślady tego wciąż widać wewnątrz okazałej katedry. Ale poza tym nie da się poznać, że niedawno była tu krwawa wojna. 

 

Na placu koło katedry koncentruje się tramwajowe życie Osijeku. Życie to jednak niezbyt intensywnie. Po mieście kursują tylko dwie linie, pojedyncze wagony przemykają z rzadka i jeżdżą dość puste. Tory przecinają za to piesze pasaże. Świetnie to wygląda. Tak właśnie marzyłoby mi się u nas na Nowym Świecie i Krakowskim Przedmieściu.

 

 

(osa)

21:04, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (9) »
środa, 31 października 2012

Dzięki uprzejmości p. Magdaleny Potockiej z biura prasowego ZTM możemy podać kilka interesujących danych na temat komunikacji cmentarnej w Warszawie, która co roku jest zazwyczaj przykładem wzorcowej organizacji.

Liczba linii bez zmian - 2 tramwajowe i 25 autobusowych. Na ulicach 1 listopada zapowiedziano w sumie 329 tramwajów (86 więcej niż standardowo w dzień świąteczny) i 1481 autobusów (aż o 635 niż zwykle w święta).

Najwięcej autobusów (50 wozów) będzie kursowało na linii C88 (WIATRACZNA – CM. PÓŁNOCNY). Po 40 wozów wyjedzie na linie C69 (Wiatraczna - Bródno/św. Wincentego) i C84 (pl. Narutowicza - Cm. Północny). Na kolejnych miejscach znajdują się: linia C09 (35 wozów) (Metro Młociny - Cm. Płn. Brama Główna), C13 (św. Wincentego/Bródno - Cm. Płn. Brama Główna) i C27 (Królewska - św. Wincentego/Bródno) - po 32 wozy oraz C56 (Chodecka/Bródno - Cm. Płn. Brama Główna) - 30 wozów.

Najczęściej będzie kursowała linia C09. Autobusy linii C09 zatrzymują się tylko na dwóch przystankach – przy stacji metra Młociny oraz przy Bramie Głównej Cmentarza Północnego. Biorąc pod uwagę, że linię będzie obsługiwało 35 wozów – autobusy C09 mogą kursować nawet co 40 sekund.

Częściej niż co 3 minuty będą pojawiały się na przystankach autobusy linii: C11 (św. Wincentego - Powązki), C13, C25 (pl. Narutowicza - św. Wincentego), C27, C42 (Królewska - Cm. Płn. Brama Główna), C51 (Wiatraczna - Powązki), C69, C84 i C88.

Spytałem też, jak zmieniają się trasy pasażerów zmierzających na cmentarze. Można bowiem przypuszczać, że więcej osób chce dojeżdżać jak najdalej metrem. Czyli bez przesiadek na najstarszej pętli autobusów cmentarnych na Królewskiej, która od stacji metra Świętokrzyska jest jednak nieco oddalona, tylko do stacji Dworzec Gdański (przesiadki do cmentarzy na Powązkach i na Bródnie) czy Młociny (przesiadki do wszystkich bram Cmentarza Północnego). Dużo też zależy od tego, gdzie kierowcy zostawiają samochody - na łamach "Gazety" zachęcamy, żeby nie podjeżdżać bezpośrednio do cmentarzy, tylko zaparkować w garażach przesiadkowych (Metro Młociny, Metro Marymont, Metro Wilanowska czy Arkadia) i stąd łapać linie cmentarne.

Okazuje się jednak, że według obserwacji ZTM pętla na Królewskiej wciąż cieszy się sporym zainteresowaniem. Wygląda to na siłę tradycji. Do linii cmentarnych wsiadają tu zwłaszcza starsze osoby (wśród nich dużo mieszkańców Śródmieścia?), które mogą sobie pozwolić na dłuższy przejazd, byle bezpośrednio. ZTM potwierdza, że ci, którzy porzucili pętlę przy Królewskiej, to głównie dojeżdżający na Wólkę Węglową. Stąd decyzja o likwidacji już w zeszłym roku linii C10 (Królewska - Cm. Płn. Brama Zachodnia). Jej rolę przejęła linia C40 (szkoda, że nie stary numer) ze stacji metra Młociny. ZTM pozostawił za to na Królewskiej linię C42, bo zapewnia dojazd nie tylko do głównej bramy Cm. Płn., ale też do mijanego po drodze Cmentarza Wawrzyszewskiego.

Wśród tegorocznych zmian zrozumiałe wydaje się przekierowanie linii C27 i C76 przez most Śląsko-Dąbrowski (w zeszłym roku początkowo były dantejskie sceny na ul. Starzyńskiego za mostem Gdańskim - tędy prowadzi objazd rozkopanego pl. Wileńskiego i tym razem może być powtórka). Linia C12 po wycofaniu z Królewskiej (budowa II linii metra) nie może sobie znaleźć miejsca na nową pętlę. Ta przy Dworcu Zachodnim okazała się niewypałem (niewielkie zainteresowanie podróżnych? brak miejsca na parkingu?), trasę skrócono więc do Cm. Wolskiego i stąd okrężną drogą przez Jelonki, Bemowo i Piaski dociera na Powązki Wojskowe.

Największe obiekcje mam wobec zmiany trasy linii C56. To popularna linia łącząca północną bramę Cm. Bródnowskiego od strony ul. Chodeckiej z Wólką Węglową. Tzn. popularna była na pewno do tej pory, gdy kursowała mostem Grota-Roweckiego. W tym roku ZTM po raz pierwszy skierował ją przez kompletne odludzie na Marywilskiej, Płochocińskiej i Modlińskiej. W drodze do nowego mostu Marii Skłodowskiej-Curie C56 bokiem minie nawet Tarchomin (jeden marny przystanek na żądanie). Przyczyną tej zmiany mają być jakoby korki spodziewane jak co roku na moście Grota i Trasie Toruńskiej. Można to było jednak rozwiązać inaczej i puścić C56 główną jezdnią Trasy Toruńskiej do węzła Łabiszyńska, który zatka się zapewne w mniejszym stopniu niż wcześniejszy węzeł Marywilska/Wysockiego.

(osa)

22:25, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (7) »
piątek, 26 października 2012

 

Korzystając z ostatnich już chyba słonecznych i względnie ciepłych chwil w tym roku, w ostatnią niedzielę wybrałem się na przejażdżkę nielegalną wciąż drogą rowerową na moście Północnym. Nie została oficjalnie dopuszczona do ruchu, ale w dniu wolnym od pracy to już prawdziwa rowerostrada - mnóstwo cyklistów. Dla wielu otworzyły się nowe rowerowe możliwości - ci z Bielan, Żoliborza, a i z Bemowa mogą teraz sprawnie przedostać się na prawy brzeg Wisły, ci z Tarchomina - na lewy, w tym do stacji metra Młociny. I tylko szkoda, że nowiutki szlak, a od razu wygląda, jakby nadawał się do remontu - dosłownie co krok, to łaty i nierówności:

 

Mimo to za o wiele poważniejszy problem uważam kilka naprawdę niebezpiecznych miejsc. O jednym już pisałem w Autobusie_czerwonym:
http://autobusczerwony.blox.pl/2012/06/Rowerowy-test-mostu.html

To stromy zjazd z mostu na stronę młocińską i skrzyżowanie pod ostrym kątem z uczęszczanym przez rowerzystów szlakiem wzdłuż Wisły - ta droga wypada zza muru, na którym wspiera się torowisko tramwajowe (nowa linia mostowa). Rozwiązanie to krytykowaliśmy też na łamach ”Gazety”, nikt się tym nie przejął. Obawiam się, że będą tu wypadki, aż strach jeździć - ostrzegam!

Kolejny fatalny punkt właśnie teraz odkryłem po drugiej, tarchomińskiej stronie mostu. Tam też jest stromy zjazd dla rowerzystów prosto na przejazd przez ul. Świderską. Kto nie wyhamuje, wpada pod koła samochodów. Zabrakło zwykłego garbu dla nich czy wyniesienia ponad poziom jezdni, żeby zmusić kierowców do zatrzymania:

 

Kuriozalnie wygląda to też w innym miejscu nowej trasy mostowej: słynne skrzyżowanie z 64 mrugającymi na żółto sygnalizatorami (Zgrupowania AK ”Kampinos” róg Książąt Mazowieckich - do niedawna Encyklopedycznej). Są tam tylko garby na drodze rowerowej (kto pędzi na dwóch kółkach, może się na nich nieźle przejechać), za to też brakuje garbu dla samochodów:

 

Wróćmy znowu na prawy brzeg Wisły. Jedziemy wzdłuż linii tramwajowej (w tym tygodniu zaczął się tam montaż trakcji elektrycznej), która długo będzie prowadzić donikąd. Coraz bardziej zastanawiam się nad sensem uruchamiania nowego połączenia z Metra Młociny przez Wisłę do dwóch przystanków zaraz za mostem. Wokół pierwszego przy Świderskiej jest chociaż kilka bloków, ale dojście po schodach na przystanek mocno niewygodne. Za to przy Myśliborskiej od bloków i tak jest bliżej do autobusów. Dla kogo więc mają być specjalnie zamówione wagony dwukierunkowe, które będą zawracać na Tarchominie?

Przy okazji możemy zdradzić, gdzie ta zawrotka się znajdzie. Od rzecznika Tramwajów Warszawskich Michała Powałki dowiedziałem się, że tzw. rozjazdy nakładkowe (do przejazdu dla Swingów Duo z jednego toru na drugi i zmiany kierunku ruchu) znajdą się zaraz za przystankiem u zbiegu trasy mostu z ul. Myśliborską, a przed zakrętem ku lepszej przyszłości. Dziś tory tramwajowe, które zdążyły się nawet pięknie zazielenić trawą posianą między szynami (oczywiście brawo!), urywają się razem ze ścieżką rowerową na płocie osiedlowego parkingu i zaroślach. Wygląda to tak:

 

Widać wyraźnie, że będzie problem z przebiciem linii tramwajowej nawet przez to tarchomińskie pustkowie (ja uważam, że należało zaplanować tory wzdłuż ul. Myśliborskiej bezpośrednio do Światowida - zamiast okrężną trasą). Tory mają się tu wciąć w sporą część parkingu, zajmując na moje oko nawet połowę miejsc postojowych. Nie sądzę, żeby kierowcy łatwo je oddali.

Ścieżka rowerowa się rozgałęzia, odbijając od torów tramwajowych wzdłuż trasy mostowej w stronę ul. Modlińskiej. Można się tam przekonać, że wciąż zdarzają się inwestycje w iście PRL-owskim stylu. Ileż to milionów pójdzie na estakady i kładkę donikąd w węźle Marynarska na Służewcu (nie wierzę w przedłużenie Trasy N-S przez wiele, wiele lat). Tak samo nie wydaje mi się, żeby szybko powstała linia tramwajowa na Tachomin wzdłuż ul. Modlińskiej od strony Żerania. A tymczasem pod trasą mostową jest gotowy ogromny przejazd dla tramwajów z rzędem sześciu filarów.

A jak wytłumaczyć ten owoc światłej myśli projektantów? Tak się zaczyna droga serwisowa (od razu ze znakiem ślepej ulicy) - pełen wypas. Szeroka jezdnia, asfalt, osobno droga rowerowa, osobno chodnik, aż dwa rzędy latarni. Tylko ruchu nie ma. Czasem tylko przemknie jakiś cyklista. A w wielu miejscach w mieście (np. ul. Waryńskiego) takiej ścieżki nie można się doprosić od lat! Ilu mieszkańców czeka na choćby wyrównanie wyboistych ulic, marząc o ich wyłożeniu betonową kostką. A oto, jak ta droga serwisowa bez ruchu i bez nazwy się kończy - prowadzi do zwykłej kurnej chaty:


(osa)

13:18, osa_oraz_smik , Rowery
Link Komentarze (17) »
sobota, 20 października 2012

Odgłosy przejeżdżających tramwajów - te wszystkie zgrzyty, stuki i dzwonki - należą do moich ulubionych i uważam je za nieodłączną część wielkiego miasta. Także Warszawy. Niektórzy jednak ze zgrzytami i stukami mają problem.


Fot. Przemek Wierzchowski/AG

Ostatnio posypały się w tej sprawie interwencje radnych. Pisze jeden z nich (wersja jak najbardziej oryginalna, niektóre fragmenty też :-): "Tymczasowa organizacja ruchu na rondzie ONZ stała się niezmiernie uciążliwa dla mieszkańców okolicy, a nawet dla osób pracujących w pobliżu i przechodniów. Tramwaje poruszające się po zakręcających szynach emitują przenikliwy i głośny hałas. Sytuacja ta nie może nadal trwać. Proszę o interwencję w tej sprawie".

Słyszałem we wrześniu na własne uszy, przechodząc tamtędy: istotnie odgłosy wydawane przez tramwaje omijające budowę stacji metra Rondo ONZ mogły być nieznośne, co przyznał zresztą wykonawca II linii. A za nim wiceprezydent miasta Jacek Wojciechowicz w odpowiedzi radnemu: Tramwaje Warszawskie zleciły konsorcjum AGP Metro "zastosowanie dodatkowych rozwiązań, które winny spowodować zmniejszenie hałasu".

Hałasem na pętli tramwajowej Marymont-Potok zajmowali się z kolei radni Żoliborza. Dotarły do nich skargi mieszkańców bloków komunalnych zbudowanych w poprzedniej dekadzie obok pętli, która istnieje tu sobie równo dekad pięć. Ludzie doskonale wiedzieli więc, dokąd się wprowadzali. Trudno więc pojąć, dlaczego przeszkadzają im tramwaje. W dodatku jeżdżące po wyremontowanym torowisku. W tym tygodniu przysłano tu dodatkowo wagon z napisem: "Szyny szlifujemy, ciszę szanujemy".

W jednym mógłbym przyznać rację sąsiadom pętli Marymont-Potok: można by ją, owszem, zlikwidować, a teren sprzedać zapewne z dużym zyskiem, pod warunkiem przedłużenia linii tramwajowej wzdłuż ul. Mickiewicza. Na odcinku Potocka - wiadukt nad Trasą AK czeka zaprojektowany jeszcze z PRL-owskim rozmachem pas zieleni i niepotrzebnie (bo ruch tu nieduży) szeroka ulica. Dalej tory można układać bez żadnych wyburzeń i stosunkowo niewielkim kosztem, jeśli tylko zgodzimy się, że linie tramwajowe nie wymagają wszędzie osobnego korytarza. Tak jak na Stalowej czy Skierniewickiej, tak na końcówce ul. Mickiewicza i wzdłuż ul. Klaudyny szyny mogłyby zostać wtopione w jezdnię. Przedłużenie trasy 15-ki na os. Ruda wszystkim wyszłoby na dobre. Także samej 15-ce, która dziś nie należy do zbyt obciążonych linii, a obsługując duże bielańskie osiedle zyskałaby dodatkowych pasażerów.

(osa)

23:28, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 15 października 2012


Fot. Wojciech Olkuśnik/AG

Dzisiejsze przetasowania tras na Targówku (wycofanie z pl. Hallera i skrócenie trasy 199 oraz wydłużenie 212 od ronda Żaba do pl. Hallera) wpisują się w pewien ciąg zmian w tym rejonie. I choć mój zacny rozmówca z Zarządu Transportu Miejskiego zaprzecza, jakoby miało to związek z przygotowaniami do remontu mostu Grota-Roweckiego i dużymi ograniczeniami w ruchu w tym czasie, to kolejne posunięcia ZTM są zgodne z zaleceniami dr. Andrzeja Brzezińskiego z firmy TransEko i Politechniki Warszawskiej: jak najmniej autobusów wzdłuż ul. św. Wincentego, Starzyńskiego i na moście Gdańskim. ”Należy się głęboko zastanowić nad obsługą komunikacyjną ciągu ul. św. Wincentego i wzmocnić trasę tramwajową z Bródna” - powiedział dr Brzeziński na wrześniowym spotkaniu organizacji SITKOM poświęconym przygotowaniom do remontu i porzerzenia mostu Grota z Trasą AK do Powązek.

Ponieważ zostaną ograniczone możliwości wjeżdżania i zjeżdżania na tę arterię, dr Brzeziński spodziewa się, że duża część kierowców zmierzających do centrum Warszawy Trasą Toruńską od strony Marek (czy Zielonej Białołęki) będzie z niej skręcać już na węzłach Głębocka, Łabiszyńska czy Marywilska. Oznacza to znaczny wzrost ruchu na takich ulicach jak św. Wincentego czy Odrowąża i dalej na moście Gdańskim.

Niedawno ZTM wycofał z tej trasy linię 527. Moim zdaniem słusznie. Jak usłyszałem, choć rozkładowy czas przejazdu z os. Derby do stacji metra Dworzec Gdański wynosi trochę mniej niż na obecnej trasie przez most Śląsko-Dąbrowski do pl. Bankowego, to ludzie o wiele chętniej korzystają z 527 właśnie teraz.

Wcześniej z ul. św. Wincentego ZTM zabrał linię 162 (Targówek - EC Siekierki - kursuje bezpośrednio do Radzymińskiej i al. ”Solidarności”). A przed wakacjami zmniejszył znacznie liczbę kursów linii Bródno - Dworzec Centralny, przekształcając 127 w 227 (raz na pół godziny). Od dzisiaj zaś linia 212 jeździ co 12 minut (a zaczynała od częstotliwości 5-minutowej), znikła zaś stąd linia 199. Ta ostatnia kursowała co 30 minut, co nie powinno mieć miejsca, bo to dla pasażerów żadna oferta. Po skróceniu do odcinka Rembertów - Ząbki - Targówek liczba kursów wzrosła do trzech-czterech na godzinę przynajmniej w godzinach szczytu. Choć w tzw. międzyszczycie nadal kiepsko - co 30 minut. Za więcej nie chcą pewnie płacić władze Ząbek. Dla części mieszkańców tego miasta 199 z biletami na 1. strefę stało się atrakcyjną ofertą po wprowadzeniu 2. strefy w pociągach na Dworzec Wileński. Ciekawe, czy ZTM nadal będzie ścinał liczbę kursów na ul. św. Wincentego i co właściwie można jeszcze stamtąd wycofać. 500-kę? 169? Hola, hola. Wszystkiego jednak zabrać się przecież nie da.

(osa)

19:06, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (15) »

Gazeta.pl Warszawa