poniedziałek, 05 grudnia 2011

Jednym z głośniejszych wydarzeń zeszłego tygodnia była "gospodarska wizyta" ministra Sławomira Nowaka na budowanej autostradzie A2 Łódź - Warszawa. Całość rzeczywiście wyglądała trochę zabawnie. Minister chciał się nieco podlansować w mediach. Wybrał nawet modny, terenowy strój, podobny do słynnej  "powodziowej" kurtki  Donalda Tuska. 

Na każdym z odcinków minister otrzymał solenne zapewnienie kierowników robót: "Zdążymy na Euro". Poniżej rozmawia z Grzegorz Piątkowskim, kierownikiem kontraktu najbardziej opóźnionego odcinka - C z firmy Dolnośląskie Surowce Skalne.

Plusem takiej wyprawy jest jednak to, że coś można się o dowiedzieć o samej budowie. Generalnie widać ogromną różnicę w zaawansowaniu prac na poszczególnych odcinkach. Fragmenty bliżej Warszawy - D i E - są niemal na ukończeniu. Niemal na całej długości są już pierwsze warstwy asfaltu, stoją zabetonowane wiadukty. Na odcinku C - jednym z dwóch "pochińskich" - budowa jest rozgrzebana. Wiele wiaduktów wykonanych jest tylko w części, na głównych jezdniach widać tylko wstępne warstwy podbudowy. Mimo to widać, że nowy wykonawca jest zdeterminowany i rzucił spore siły, żeby próbować nadgonić prace. Poniżej budowa A2 na odcinku C niedaleko Wiskitek pod Żyrardowem. W tle widać wiadukt obwodnicy Żyrardowan nad A2, która ma przynajmniej kilka miesięcy opóźnienia.

Poniżej jeden z największych obiektów na autostradzie A2 między Łodzią i Warszawy - 600 metrowy most nad Rawką i pobliskimi łąkami. Budowla ma także pełnić rolę przejścia dla większych zwierząt, które będą mogły przemieszczać się dołem. Co ciekawe jeszcze kilka lat temu można tu było zobaczyć ruiny pierwszego mostu tzw. Olimpijki, czyli autostrady, którą zaczęto budować jeszcze w latach 70. na olimpiadę w Moskwie. Teraz most i pobliska trasa to odcinek B, który buduje Mostostal Warszawa

Jazda autostradą będzie raczej dość nudna. Jednym z niewielu charakterystycznych obiektów, które nieco ożywi widok, będzie podwieszany wiadukt drogi nr 70 Skierniewice - Łowicz (poniżej). Trzeba jednak przyznać, że im dalej od Warszawy, to krajobraz staje się coraz bardziej pofałdowany. W woj. Łódzkim rzeźba wymusiła budowę większych mostów nad dolinami rzek czy też wydrążania sporych zagłębień.

A to już wiadukt węzła Konotopa, który praktycznie nabrał już docelowych kształtów. Tu będą spotykać się trzy trasy: A2 z Łodzi, S8 w stronę Żoliborza i dalej Białegostoku i S2 w stronę Ursynowa i kiedyś dalszego odcinka A2 na Białoruś.

Poniżej dla porównania widok na porzuconą przez Chińczyków budowę odcinka C. To zdjęcie było zrobione w lipcu. Od ok. trzech miesięcy na budowie nic się nie działo. Trzeba przyznać, że od tamtego czasu zmieniło się sporo. 

A tu cofamy się do kwietnia. Wtedy chińskich pracowników na budowie było jeszcze sporo. Wkrótce jednak wrócili do domu. W tle budowa wiaduktu nad rzeką Pisia Gągolina, koło Żyrardowa. Głównym dostawcą kruszywa dla Chińczyków była wówczas firma DSS. Teraz główny wykonawca prac na odcinku C

(śmik)

niedziela, 27 listopada 2011

Most Północny przeszedł w minionym tygodniu próby obciążeniowe. W pierwszym dniu przyglądaliśmy im się służbowo z Krzyśkiem:

Fot. Franek Mazur/AG

Znak to wyraźny, że budowa zmierza ku końcowi i oczekiwana co najmniej przez ostatnią dekadę przeprawa przez Wisłę wkrótce będzie gotowa. Wbrew licznym niedowiarkom w t-e-r-m-i-n-i-e! Choć co poniektórzy - ostatnio słyszałem to z ust nadającej prosto z mostu reporterki TVN 24 o włosach w kolorze blond - wciąż powtarzają kosmiczne dyrdymały pewnego specjalisty od żeglugi śródlądowej, że filar Północnego podmywa Wisła i pewnikiem się zawali albo nie otworzą go jeszcze ho-ho albo i trochę.

Tymczasem podstawowy problem to teraz odbiory techniczne, które w naszym pięknym kraju ciągną się stanowczo zbyt długo. Fatalne przy tej budowie były też dwuletnie korowody z linią wysokiego napięcia, której podwyższanie na nowych słupach opóźni dokończenie węzła u zbiegu z Modlińską.

W tej części budowy natknęliśmy się na niecodzienne przejście przez jezdnię - tylko dla uprawnionych. Informuje o tym napis na dużej tablicy przytwierdzonej do słupa sygnalizacji świetlnej.

 

Trzeba sobie tylko wcisnąć guzik. Przyznam, że skorzystaliśmy po znajomości :)


Foto: Franek Mazur/AG

Na drugim końcu inwestycji inna ciekawostka, którą obśmiewaliśmy już na stronie warszawa.gazeta.pl. Chodzi o kończącą się niespodziewanie ul. Nocznickiego. Asfalt urywa się - jakby nożem uciął - na płocie opuszczonych ogródków działkowych, mimo to stoi już znak nakazu jazdy po prawej stronie wysepki - tak, jakby miały tędy jeździć sznury samochodów. Choć w ostatnich latach na Wrzecionie wiele zmieniło się na plus, mam małą wiarę w to, że mieszkańcy pobliskich bloków przy Doryckiej, zostawią ten znak do czasu, aż władze Bielan wysupłają pieniądze na dociągnięcie ul. Nocznickiego docelowo do ul. Marymonckiej.


Foto: Franek Mazur/AG

Po bardziej optymistyczny obrazek wystarczy przejść z ul. Nocznickiego nowym odcinkiem ul. Encyklopedycznej w tunelu pod trasą mostu Północnego, gdzie kończy się przebudowa układu torowego przy bramie zajezdni Żoliborz. Nie byłem tam od kilku tygodni i teraz zaskoczyło mnie nowe rozwiązanie. Widać to, kiedy patrzy się na zamknięty jeszcze do końca roku odcinek linii w stronę w stronę węzła Młociny. Powstał tam osobny tor dla tramwajów skręcających do zajezdni. Mało tego, jest też wysepka na przystanku dla wysiadających. Przyznam, że to niezły wypas. Koniec dawnej prowizorki z wagonami wystającymi na jezdnię ul. Zgrupowania AK „Kampinos” (dawnej Pstrowskiego) czy składami blokującymi przejazd na wprost.

A właśnie. Co też tu na wprost będzie kursować? W poniedziałkowej „Gazecie” można przeczytać mój tekst o decyzji ratusza, by Tramwaje Warszawskie sprowadziły wreszcie składy dwukierunkowe. To z myślą o nowej linii przez most Północny. Zastanawiałem się jednak, czy jest sens, by te tramwaje dojeżdżały z obrzeży Tarchomina tylko do węzła Młociny. Uważam, że nie: niech przyciągną jak najwięcej pasażerów z tych dwóch marnych przystanków na prawym brzegu (przy Świderskiej i Myśliborskiej), a bonusem dla nich byłaby możliwość dalszej jazdy: albo do pętli Bemowo, albo wręcz za mostem w lewo do Marymonckiej i ul. Słowackiego na pl. Wilsona (tu tymczasowa zawrotka jak na Tarchominie i zawieszenie pałętającej się bez sensu 6-ki - albo właśnie przekierowanie tej linii na dwukierunkowy odcinek Tarchomin - pl. Wilsona). Dalej nie, bo dwukierunkowców początkowo ma być tylko sześć.

Co do autobusów, które miałyby kursować mostem Północnym, Zarząd Transportu Miejskiego przymierza jeszcze różne warianty. W oczekiwaniu na ostateczny przedstawiam moje propozycje tras. Uwzględniam podane już warunki: linie podmiejskie z Legionowa mają nie przekraczać Wisły, na pętli Metro Młociny jest mało miejsca na postój dla linii tarchomińskich (tylko 1,5 stanowiska), trzeba utrzymać połączenie Modlińskiej (przystanki: Ekspresowa, Konwaliowa) z Metrem Marymont, przynajmniej do czasu zamknięcia mostu Grota z powodu remontu.

Z Tarchomina na nowym moście widziałbym trzy podstawowe linie autobusowe:

* 101 - na trasie Tarchomin - Świderska - Porajów - Myśliborska - most Północny i jego trasa - Metro Młociny - Kasprowicza - Sokratesa - Conrada - Chomiczówka (częstotliwość obecnej 114) + skrócenie linii 114 do odcinka: Bródno - Chomiczówka + nowa linia lokalna 281 (w miarę często zwłaszcza w dni powszednie) na trasie: Metro Młociny - trasa mostu Płn. - Pułkowa - Dzierżoniowska - Żubrowa - Młociny UKSW - Wóycickiego - Pułkowa...

* 508 - co 3 min w szczycie na najprostszej trasie Nowodwory - Metro Młociny przez Światowida, Myśliborską i trasę mostu Płn.

* 511 - z obecną częstotliwością na trasie: Dąbrówka Wiślana - Aluzyjna - Modlińska - Światowida - Myśliborska - trasa mostu Północnego - Metro Młociny.

Żegnamy linie E-4 i E-8.

Linię 516 przedłużamy od Modlińskiej przez most Grota i Trasę AK do Metra Marymont. Gdyby to było za mało dla wsiadających przy Ekspresowej i Konwaliowej, można dołożyć do tego linię 152. Generalnie zachęcamy ich, by dojeżdżali (m.in. siedemsetkami, ale też 509) do tramwajów - czy to na Żeraniu, czy to na rondzie Starzyńskiego.

Linia 509 (tu autokorekta) zostaje bez zmian: ...Światowida - Modlińska...

Linia 186 też zostaje na razie bez zmian, ale: ...Świderska - Porajów - Myśliborska - Światowida - Modlińska...

510 - do rozważenia: od Myśliborskiej przez trasę mostu Płn., Wisłostradę, Gwiaździstą, Podleśną, Klaudyny, Mickiewicza, pl. Wilsona, Krasińskiego, Stołeczną i albo do ronda Babka, albo nadal do Dworca Centralnego. Dzięki temu Tarchomin zyskałby bezpośrednie połączenie z dwoma liceami na Bielanach, w tym z jednym dobrym (Lelewel róg Klaudyny i Kiwerskiej), zachowałby uczęszczaną relację z Arkadią, a zyskałby ją centralny Żoliborz z okolic pl. Wilsona, poza tym odpępniamy trochę 510 od 17-ki. Myślę, że po takim retuszu linia ta mogłaby tylko zyskać.

Jeśli 510 na Klaudyny, to jeszcze kilka zmian żoliborsko-bielańskich:

* 121 - w miejsce zlikwidowanych 203 i 205 (przybędzie miejsca na zatłoczonej autobusami pętli Gwiaździsta) oraz 181 (patrz niżej): Fort Wawrzyszew - Księżycowa - Kwitnąca - Conrada - Sokratesa - Kaliszówka - Nocznickiego - Metro Młociny - Kasprowicza - Przy Agorze - Marymoncka - Podleśna - Klaudyny - Rudzka - Hłaski - Gdańska - Słowackiego - Metro Marymont - Włościańska - Broniewskiego do ronda przy Trasie AK i z powrotem - Elbląska - Krasińskiego - Powązki Cm. Wojskowy.

* 181 - w miejsce zlikwidowanej 303 i na krótszym taborze: Cm. Płn Brama Główna - Wóycickiego - Żubrowa - Dzierżoniowska - Pułkowa - Marymoncka - Przy Agorze - Kasprowicza (Metro Wawrzyszew) - Oczapowskiego - Reymonta - Żeromskiego - Perzyńskiego - Broniewskiego - Elbląska - Przasnyska - Rydygiera - Matysiakówny - pl. Grunwaldzki - al. Wojska Polskiego - Felińskiego - gen. Zajączka - Kokarda - Metro Dworzec Gdański   +   103 - zamiast do Metra Młociny (więcej miejsca dla linii tarchomińskich) od Marymonckiej prosto przez Pułkową, Dzierżoniowską, Żubrową do pętli Młociny UKSW.

(osa)


Foto: Franek Mazur/AG

23:16, osa_oraz_smik , Mosty
Link Komentarze (138) »
piątek, 25 listopada 2011

Przechodząc pasami przez skrzyżowanie ul. Mickiewicza z Potocką, zauważyłem wklęśnięcie na równiutkiej od całkiem niedawna jezdni. Jej nawierzchnię wymieniano ledwo rok temu. Jakaż to była ulga po latach podskakiwania na wybojach. A teraz pech. Bo dziura prędzej czy później oznacza mniej lub bardziej garbatą łatę.

Właśnie trwa potwornie uciążliwa naprawa jezdni ul. Emilii Plater (dlaczego aż tydzień?!), której nowa nawierzchnia ma podobny staż jak ta na Mickiewicza. Równo przed rokiem używałem sobie trochę w Autobusie_czerwonym na tym dziwacznym projekcie:
http://autobusczerwony.blox.pl/2010/11/Wzlot-i-knot.html

Niestety, niedługo potem na wysokości Śliskiej doszło do awarii wodociągu i asfalt uzupełniono prowizorycznie kostką brukową - teraz znika i ma wrócić właściwa nawierzchnia. Nie oszukujmy się jednak, takie łatanie to już nie to samo co pierwotny remont. Obserwuję np. Wisłostradę, gdzie między Nowosielecką a ul. Gagarina znajdował się swego czasu szyb do drążenia wielkiej rury odprowadzającej ścieki z oczyszczalni Południe. Niby położono tam potem równy asfalt, ale i tak wszystko jest teraz podziurawione i pozapadane i po weekendowym remoncie tego odcinka Wisłostrady nie ma już dawno śladu. A szkoda, bo takich szybkich frezowanek było w tym roku niezwykle mało, w 2012 r. może być jeszcze gorzej.

Dziurę na ul. Mickiewicza zgłosiłem już ze dwa dni temu, dostałem podziękowania ”w imieniu służby” :-) Czekam teraz, kiedy ktoś wreszcie zareaguje (bo to wklęśnięcie poza minusami estetycznymi ma przede wszystkim negatywny wpływ na bezpieczeństwo jazdy - pasy! przystanek tramwajowy obok!). Ciekawe też, jak ta jezdnia będzie wyglądać z łatą.

(osa)

15:19, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (1) »
środa, 23 listopada 2011

Dziś mały przegląd prasy. Po pierwsze nasz kolega ze ”Stołecznej” Michał Wojtczuk odnotowuje, że mija właśnie pięć lat od sprzedaży zajezdni przy Chełmskiej za bombastyczną kwotę 371,4 mln zł:
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,10688858,Deweloper_przeplacil_za_dzialke__Inwestycji_nie_bedzie.html?fb_xd_fragment#?=&cb=ff687ee2126f93&relation=parent.parent&transport=fragment&type=resize&height=26&ackData[id]=1

Czy to był dla miasta interes stulecia? I tak, i nie. Z jednej strony do kasy ratusza wpadła suma, której nikt się nie spodziewał (cena wywoławcza wynosiła 95 mln zł, podczas licytacji pazerni deweloperzy, których potem pokarało, przebijali ją aż 200 razy). Z drugiej strony atrakcyjnie położona działka do dziś jest smutnym wygonem. Bo miało być tak:


JEMS Architekci

JEMS Architekci

Było tak:


Fot. Bruno Fidrych/AG

Fot. Tomasz Wawer/AG

A jest, niestety, tak:


Fot. Franciszek Mazur/AG 

Wielka szkoda, że w oczekiwaniu na zabudowę tego terenu zajezdnia nie mogła działać po staremu. Kiedy ją likwidowano, był spory problem, żeby poupychać autobusy po innych bazach. Zwłaszcza że od 2003 r. nie istniała już też zajezdnia przy Inflanckiej - kolejna, której hiszpańscy deweloperzy nie zabudowali do dziś. Wciąż wiele linii jest obsługiwanych z doskoku, zaliczają długie, czasem bezproduktywne dojazdy na trasę.

Noclegownię autobusów przy Chełmskiej zamknięto osiem miesięcy przed sprzedażą tego terenu - od marca 2006 r. Tak pisaliśmy o tym w ”Gazecie” 22 lutego 2006 r.:

”Zamiast ryku autobusowych silników rozgrzewających się o świcie co najwyżej ciche chrapanie nowych mieszkańców Sielc. To już ostatnie tygodnie zajezdni przy Chełmskiej. W jej miejscu - tak jak ostatnio w całej okolicy - wyrosną nowe domy albo biurowce.

To już druga w tej kadencji samorządu (po Inflanckiej), a czwarta w ciągu 11 lat baza miejskich autobusów, którą zamyka ratusz. Po 31 marca trzeba będzie gdzieś upchnąć ok. 180 ikarusów, jelczy, manów i solarisów. Jeszcze zanim podano datę likwidacji zajezdni przy Chełmskiej, prezes Miejskich Zakładów Autobusowych Roman Podsiadły przekonywał "Gazetę", że nie będzie z tym problemu. Najstarsze wozy trafią na złom, reszta będzie rozparcelowana po pozostałych pięciu bazach. Np. przy Kleszczowej we Włochach już wygospodarowują dodatkowe miejsce. Według prezesa Podsiadłego miejskich zajezdni na gwałt budować nie trzeba, bo coraz więcej autobusów mają w Warszawie prywatni przewoźnicy.

O swój los spokojni są też kierowcy. Zwolnień się nie spodziewają, bo po emigracji wielu szoferów do pracy w Anglii w MZA zajęcia nie brakuje. Jacek Chodkowski, który wczoraj woził pasażerów linii 522, teraz do bazy ma dwa kroki - mieszka przy ul. Gagarina. Już jednak szykuje się do przeprowadzki do zajezdni na Ostrobramskiej. Zbigniewa Klimczaka (linia 116) MZA kierują z kolei aż na Redutową na Woli. - Bardzo mi szkoda tej Chełmskiej. Przepracowałem tu 13 lat - żałuje.

Najstarsza i najmniejsza dziś w Warszawie zajezdnia zajmuje cztery hektary w pobliżu skrzyżowania z Czerniakowską. Od 1960 r. początkowo nocowały w niej tylko trolejbusy, a w latach 70. pokazowa marka epoki Gierka - berliety. Wtedy były to obrzeża miasta. Jednak już w 1992 r. narożny fragment zajezdni miasto wydzierżawiło pod budowę supermarketu austriackiej sieci Billa. Był to pierwszy supermarket w Warszawie”.

***


Fot. Autostrada Wielkopolska 

Żeby zakończyć bardziej optymistycznie, dołączam link do artykułu Lecha Bojarskiego z poznańskiego dodatku ”Gazety”. Już za parę dni, za dni parę: otwarcie ponad 100 km autostrady A2 do Niemiec! Ja już się nie mogę doczekać, kiedy trasa ta dobrnie do Warszawy. Na razie na przecięcie wstęgi 1 grudnia akredytowało się mnóstwo dziennikarzy zza naszej zachodniej granicy. Zainteresowanie jest tak duże, bo sąsiad liczy m.in. na przejęcie dodatkowych pasażerów dla rozbudowanego lotniska pod Berlinem znanego szerzej jako Schoenefeld. Zresztą poczytajcie:
http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,10692195,Autostrada_A_2_to_miejsca_pracy_i_wielkie_dochody.html

(osa) 

18:00, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 21 listopada 2011


Fot. Bartosz Bobkowski/AG

Pożytyczne wynalazki komunikacyjne nie zawsze sprawdzają się w praktyce. Po moich zachwytach nad obsługiwaną przez mikrobusy linią 800 do Palmir teraz zgoła odmienna refleksja o mikrobusowej linii 220, którą ZTM skierował dokładnie trzy lata temu do wypasionej pętli Fort Radiowo. Zbudowano ją w środku lasu obok jedynego w tej okolicy domu.

Pojechałem tam wczoraj, a na pustej (bez nawet jednego pasażera) pętli zastałem przegubowiec 523. Linia ta zawraca w tym miejscu (w szczycie autobusy kursują co 7-8 min, a od 1 grudnia ZTM zapowiada dodatkowo bardziej korzystny rozkład rano), bo do wiosny potrwa przebudowa skrzyżowania ul. gen. Kaliskiego z ul. Radiową. Zanim zamieni się w rondo (wreszcie! bo to była niewygodna i dość niebezpieczna krzyżówka, w dodatku przecinającym ją torem 20-ki), objazd tego miejsca prowadzi obok przez pętlę Stare Bemowo. Trzeba więc stąd było wyprowadzić część autobusów. Nawet linia 154, która zachowała tu postój, i tak musi zawracać przez Fort Radiowo, nadkładając ponad 2 km w tę i z powrotem.

Oznacza to dodatkowe koszty, dlatego dziwię się, że w tej sytuacji ZTM chociaż nie zawiesił linii 220, która jak gdyby nigdy nic nadal przewozi powietrze między Fortem Radiowo a pętlą Nowe Bemowo. Jest to kolejny przykład mikrobusowego połączenia, które ZTM utrzymuje z uporem godnym lepszej sprawy (odsyłam do wpisu z lutego nt. linii 214 z Nowodworów do stacji Płudy w Białołęce: http://autobusczerwony.blox.pl/2011/02/214-nowa-linia-donikad.html). Widać z tego wyraźnie, że mikrobusy nie wszędzie się sprawdzają i tam, gdzie jeżdżą teraz linie 214 i 220 wystarczyłby może inny komunikacyjny wynalazek - znany z Krakowa autobus na telefon: mikrobus rusza wtedy, kiedy dzwoni po niego pasażer. Po co w ogóle 220 musi się pałętać po blokowiskach Nowego Bemowa dublując trasę 122?

Co ciekawe, kiedy mieszkańcy upominają się w jakimś miejscu o poprawę komunikacji, często słyszą od ZTM, że ”brakuje taboru” albo pieniędzy. Widać jednak wyraźnie, że ów tabor bywa po prostu niezbyt racjonalnie wykorzystywany. Np. władze i radni Żoliborza starają się teraz o nowe połączenie między stacją metra Dworzec Gdański (od jego wyjścia po północnej stronie przy ul. Kokarda) ze stacją metra Marymont. Chodzi o zapewnienie komunikacji mieszkańcom ulic, które dziś są jej pozbawione. Ja bym taką nową lokalną linię mikrobusową widział nawet na dłuższej trasie: przez ul. gen. Zajączka do al. Wojska Polskiego i pl. Grunwaldzkiego, dalej ul. Matysiakówny do Rydygiera, przez Przasnyską (progi spowalniające do przeróbki!), Elbląską, Włościańską do Hali Marymonckiej i jeszcze dalej: przez Gdańską, Hłaski, Rudzką, Klaudyny, a stąd albo Podleśną do pętli na Gwiaździstej, albo trasą obecnej linii 121 przez Marymoncką i Przy Agorze na Chomiczówkę). Oczywiście wtedy należałoby zlikwidować linię 205 albo puścić ją właśnie tą nową trasą, żeniąc ją ze 121.

Wracając do Fortu Radiowo, natknąłem się na dyskusję mieszkańców Klaudyna http://www.klaudyn.eu/page11.php?post=5 , którzy pomstują na wprowadzone w tym roku zmiany w komunikacji. Normalnie jeździ z tej miejscowości zawieszona teraz (znów z powodu budowy ronda przy pętli Stare Bemowo) linia 812 (ale tylko w dni powszednie). Zastępuje ją na zmienionej trasie linia 712, czyli już czwarta, która mija pętlę Fort Radiowo! ”Chyba wszyscy widzimy bezsens jadących jeden za drugim autobusów” - 220 i 812/712, pisze jeden z forowiczów. Chyba wszyscy oprócz ZTM.

(osa)

13:53, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (5) »
sobota, 19 listopada 2011

Zgodnie z komunikatem na stronie internetowej ZTM to pierwszy weekend bez podmiejskiej linii 800 uruchomionej w tym roku jako dojazdówka do nowego muzeum w Palmirach. Odwiedziłem je dokładnie przed tygodniem na pożegnanie tego pożytecznego połączenia, a także jako swego rodzaju odtrutkę po tym, co się działo na warszawskich ulicach poprzedniego dnia - 11 listopada. A więc wtedy flagi na maszt (u mnie na balkonie dwie: biało-czerwona i niebieska z żółtymi gwiazdkami), a potem w drogę.

Na pętli Metro Młociny zaskakująco spora frekwencja. Fakt, że świecące słońce sprzyjało wycieczkom poza miasto, choć dzień był już chłodny. W kursie o godz. 11.20 (krótkie minibusy wyruszały do Palmir co godzinę) zajęte były wszystkie miejsca siedzące. Pojedyncze osoby dołączyły się na przystankach Przy Agorze i na Marymonckiej, ktoś wysiadł na Młocinach (Pułkowa/Dzierżoniowska), a dalej już bez zatrzymywania wylotówką przez Łomianki sunęliśmy do celu.

Najpierw przystanek we wsi Palmiry - tam wysiadła połowa pasażerów, potem (w sumie po niespełna 40 min jazdy) na pętli koło muzeum i cmentarza:

Nie byłem tam od lat. Ostatnio chyba na wycieczce klasowej w podstawówce. Już sama jazda wąską szosą przez Puszczę Kampinoską jest przejmująca. Przypomina się film "Polskie drogi" ze wstrząsającymi scenami transportu Polaków, którzy z ulicznych łapanek trafiali najpierw do więzienia na Pawiaku, a potem niemieckie ciężarówki tym właśnie śródleśnym traktem wiozły ich na rozstrzelanie. Na miejscu esesmani zawiązują im czarne opaski na oczy, biorą pod rękę i prowadzą na miejsce egzekucji. Pchają pod górę (to się chyba nazywa morena czołowa), ludzie gubią tobołki, następni się o nie potykają. Czeka już wykopany dół, stoi barierka z drewna, do której są przywiązywani. Padają strzały. Ciała zwisają bezwładnie.


Fot. Kuba Atys/AG

Oglądamy to potem w muzeum (film jest tam wyświetlany), które przeszło w ostatnich latach metamorfozę. Teraz w ciekawy sposób informuje o przeszło 2 tys. pochowanych na cmentarzu obok (to głównie polska inteligencja - naukowcy, politycy, działacze społeczni, księża, sportowcy, także Żydzi). Przypomina również o wszystkich walkach, które toczyły się w Puszczy Kampinoskiej (m.in. w czasie powstania styczniowego, we wrześniu 1939 r. i podczas Powstania Warszawskiego). Muzeum po zmianach jest też ciekawym obiektem architektonicznym, choć blaszane ogrodzenie (stoi jakby budowa trwała nadal), które chroni ponoć szklane ściany przed dzikami, przydałoby się zastąpić czymś bardziej estetycznym.


Fot. Kuba Atys/AG

Linia 800 teraz tam wprawdzie nie kursuje, ale nadal każdy zmotoryzowany może się przekonać, jak to teraz w Palmirach wygląda. Muzeum jest normalnie otwarte (oprócz poniedziałków), a wstęp pozostaje bezpłatny.

Opuszczamy cmentarz w Palmirach, mijając "pętlę" 800-ki. Piszę w cudzysłowie, bo to zawracanie, którego gdzie indziej spotkać nie sposób - na trzy (choć według jednej z koncepcji podobnie ma to wyglądać na Tarchominie z tramwajami - u zbiegu trasy mostu Północnego i ul. Projektowanej, bo dalej protesty mieszkańców i nieudacznictwo urzędników - torów brak). A więc tyłem w bramę na przymuzealny parking i z powrotem na przystanek dla wsiadających. Postój trwa ok. 5 min.

Kawałek dalej drogowskazy na szlaki turystyczne przez Puszczę Kampinoską. Zabawnie wyglądają napisy kierujące na pętle autobusów "MZK", które przestało istnieć dokładnie 20 lat temu. Skrót to, jak widać, wiecznie żywy. Trafia się też nadal w telefonach i w listach od naszych czytelników.

To samo 2 km dalej, blisko krzyża "Jerzyków" w Pociesze. Tu dwa razy w roku dociera linia cmentarna C81. W pierwszy weekend września odbywają się uroczystości. "Pętla" znajduje się na parkingu - znowu "-", bo jej nawierzchnia to ubita ziemia.

Inaczej wygląda to w Sierakowie, dokąd przez wiele lat przyjeżdżała z Dworca PKS Marymont, a potem z pl. Wilsona podmiejska linia 726. To już asfaltowa łezka w malowniczym zagłębieniu, obok sklep spożywczy, a za nim plac zabaw. Dziś w co drugim kursie do Sierakowa zbaczają autobusy 708 w drodze do i z Truskawia (na przedniej szybie idiotycznie wyglądający, bo niewiele mówiący napis: "Skibińskiego"). W Sierakowie chyba nie ma zbyt wielu chętnych do wsiadania, a jeśli nawet to z najbardziej odległego końca tej biednie wyglądającej wsi na pętlę jest jeszcze ponad 1 km. Sąsiedni Izabelin to jej przeciwieństwo, ale bogactwo właścicieli budowanych teraz dość masowo domów nie dorównuje, niestety, ich estetyce.

Przy skrzyżowaniu drogi z Sierakowa z drogą Truskaw - Warszawa w Izabelinie przystanek 708. Autobusowo-piesza wycieczka kończy się w punkcie wyjścia przy stacji Młociny. Polecam wszystkim tę trasę wiosną, gdy linia 800 - miejmy nadzieję - znowu wyruszy do Palmir.

(osa)

19:33, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Dodaj komentarz »

Gazeta.pl Warszawa