piątek, 22 kwietnia 2011

Nowe plany kolejowego dojazdu na Lotnisko Chopina ujawnił w tym tygodniu szef Zarządu Transportu Miejskiego Leszek Ruta. Podczas podpisywania umowy na leasing sześciu wagonów dla Szybkiej Kolei Miejskiej stwierdził, że połowa pociągów dojeżdżałaby do Dworca Centralnego i dalej w stronę Legionowa. Druga połowa korzystałaby z podmiejskiej części linii średnicowej, zaliczając stacje Ochota, Śródmieście, Powiśle i Stadion.

To niezbyt wygodne rozwiązanie dla pasażerów, którzy będą chcieli dostać się pociągiem na lotnisko - albo trzeba będzie polować na połączenie z Dworca Centralnego, albo ze Śródmieścia (kursy z obu tych miejsc co 1/2 godziny).

Nasz redakcyjny kolega, który wrócił właśnie z Hamburga, podpowiedział genialne rozwiązanie stosowane w tym mieście. Otóż od grudnia 2008 r. na hamburskie lotnisko dociera linia metra (a dokładnie odnoga S-Bahnu). Na poprzedniej stacji Ohlsdorf skład jest rozdzielany na dwie części - pierwsze trzy wagony ruszają w stronę lotniska (na peronach pokazane są piktogramy z samolotem w miejscu, gdzie zatrzymują), trzy ostatnie do stacji końcowej Poppenbuettel. Gdy jedziemy w stronę centrum, do wagonów z lotniska dołączają te z peryferii miasta. Jak to działa, widać na tym filmie:

Cała operacja sprzęgania składów przebiega tak sprawnie i błyskawicznie, że nasz kolega nawet jej nie zauważył ani nie poczuł. Wszystko działa tu w niemieckim porządku. Przez głośniki w wagonach pasażerowie dowiadują się, do której części pociągu powinni się ewentualnie przesiąść, jeśli nie chcą wylądować tam, gdzie nie powinni.

Pomyślałem sobie, że idealnie byłoby, gdyby w Warszawie składy SKM-ki rozdzielały się na Służewcu. Wszystkie dojeżdżałyby tu z Dworca Śródmieście - część w kierunku Lotniska Chopina, a część do Piaseczna (tam po przebudowie układu torów można by zorganizować zawrotkę). To rozwiązanie po pierwsze pozwoliłoby wykorzystać miejsce (tzw. sloty) w zatłoczonej linii średnicowej, a po drugie pozwoliłoby rozładować tłok na coraz bardziej uczęszczanej linii z Piaseczna.

Niestety, trudno sobie wyobrazić coś takiego w Polsce, a zwłaszcza w Warszawie, gdzie przy każdej najdrobniejszej okazji pasażerowie traktowani są jak stado baranów, którzy nie potrafią np. obługiwać ciepłego guzika do drzwi zimą, a zimnego latem. Z tego też m.in. powodu Metro Warszawskie storpedowało swego czasu dobry plan ZTM, by wybrane składy metra (nawet bez rodzielania na wagony) kursowały krótszą trasą - do pl. Wilsona i tu włączały się do ruchu w stronę Kabat. Nie-da-się, więc wożą powietrze do samych Młocin, a pan, pani za to płacą.

(osa)

19:02, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (27) »
poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Zmobilizowani artykułem śmik-a o przeciągającej się coraz bardziej odbudowie wiaduktów przy Dworcu Gdańskim:
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34884,9445642,Wiadukt_na_Zoliborz_coraz_pozniej__Czekamy_do_czerwca.html
wybraliśmy się tam w sobotę z córką rowerem na małą inspekcję.

Fot. Robert Kowalewski/AG

Oczywiście na miejscu nie było żywej duszy, bo kto by się tam w sobotę splamił robotą przy długooczekiwanej inwestycji (o pracy w niedzielę nie ma więc tu nawet co marzyć). A że ludzie od 2008 r. nie mają tu normalnego przejazdu i brakuje im tramwajów w okolicach pl. Inwalidów, pl. Wilsona i na Marymoncie? To się im poda kolejny (który to już?) termin otwarcia wiaduktu. W dukaniu o terminach nasi urzędnicy zawsze byli dobrzy. Wszystko miało trwać góra dwa lata, mówiło się o otwarciu pierwszej części wiaduktu w grudniu 2010 r., potem o kilkunastu dniach potrzebnych na dokończenie prac. W tym przypadku doszło w dodatku do połączenia kiepskiego inwestora z wykonawcą, który najwyraźniej przeholował w swoich możliwością. Ten sam duet (ZMID i firma Intercor) śpi przy remoncie i budowie nowych wiaduktów na ul. Marsa - umowa podpisana w grudniu 2010 r., halo, pora się obudzić z zimowego snu!

To, co się już wyłania od strony Żoliborza, budzi moje duże wątpliwości: bardzo dziwny przebieg ul. Mickiewicza, która na wysokości ul. gen. Zajączka ma jeszcze po dwa pasy ruchu w każdą stronę, a na nowym nasypie prowadzącym na wiadukt jezdnia się zwęża ni to do trzech, ni to do dwóch pasów. Jakby nie można było wyciąć tych kilku topoli, które zachwaszczają teren wzdłuż nasypu i poszerzyć go tak, by przynajmniej wjazd na wiadukt miał pełnowymiarowe dwa pasy ruchu. W wyniku szantażu Zielonego Mazowsza na wiadukcie pozostanie bowiem wąskie gardło, bo zjazd z niego w stronę Śródmieścia natychmiast zwęża się do jednego pasa.

Jedynym pozytywnym punktem wycieczki na pogranicze Żoliborza i Śródmieścia był ten oto widok:

Cieszę się, że kolejarze dotrzymali słowa i odnowili stary żuraw do napełniania wodą parowozów. Dokładnie rok temu wyglądał on jeszcze tak:

Zachowano oryginalne napisy po niemiecku, które przypominają, że urządzenie pochodzi z Nowej Soli, a w dodatku z czasów, gdy miasto to nazywało się Neusaltz Oder. Żurawiowi dobrze też zrobiła przeprowadzka z mało uczęszczanego końca stacji (blisko Arkadii) przed halę dworca. Teraz każdy może go podziwiać w pełnej krasie. Miejmy nadzieję, że kiedyś także w akcji podczas napełniania jakiegoś parowozu. Tak przynajmniej obiecywał prezes spółki PKP PLK...

(osa)

16:20, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (29) »
czwartek, 14 kwietnia 2011

Czeska lokomotywa ciągnąca wagony z Warszawy do Łodzi - taki niecodzienny widok można zobaczyć od niedawna. Co się stało? Czyżby spółce PKP oprócz wagonów tak mocno  szwankowały lokomotywy, że aż musi je pożyczać od południowych sąsiadów. Okazuje się jednak, że doszło do porozumienia z Czechami. U nas jeżdżą bodaj dwie lokomotywy a do nich wjeżdżają nasze. Co ciekawe lokomotywa zyskała już polski przydomek Jadwiga. Kiedyś mówiło się także, że do Polski zacznie wjeżdżać czeskie Pendolino. Trasa pociągu Praga - Ostrawa miała być wydłużona do Warszawy. W końcu PKP Intercity samo kupi pociągi Pendolino, które mają pojawić się za trzy lata. Ciekawe jak będą prezentować się na zapuszczonych peronach Dworca Wschodniego, które jeszcze pewnie przynajmniej przez kilka lat nie doczekają  remontu.

Remontowane są za to budynki dworcowe na Wschodnim. Główna hala od strony Kijowskiej została totalnie wypatroszona. Został tylko dach, podpory i część tylnej ściany. W dużej części budynek ma powstać od zera. Jego konstrukcja była dość ciekawa, tyle że przez lata był strasznie zapuszczony. Szkoda tylko, że na Wschodnim będą takie kontrasty - wyremontowany dworzec i zrujnowane perony i przejścia, które najwyżej mają być pochlapane farbą na Euro

A to już remontowany Dworzec Centralny. Trzeba przyznać, że jest tam coraz jaśniej. Wiele osób zastanawia się tylko, czy uda się go utrzymać w jako takiej czystości. Dlaczego w hipermarketach czy prywatnych firmach firmy sprzątające uwijają się jak w ukropie i błyskawicznie sprzątają wszelkie brudy a na Centralnym pracują często starsze osoby, które często nie mogą się schylić? Boje się, że gdy wiceprezes Jacek Prześluga nie przeforsuje lansowanej przez siebie opłaty dworcowej, będzie miał wymówkę: nie mam za co sprzątać.

To nowe zegary na Centralnym z logo spółki wymyślonej przez Prześlugę. Mają klasyczny wygląd. Niektórzy żałują jednak starych zegarów z przeskakującymi cyferkami. Czas był na nich podany precyzyjniej. Czasem w pośpiechu niektórym trudniej będzie odczytać, co pokazują wskazówki. Choć trzeba też przyznać, że nowe zegary wyglądają nieźle. Żeby tylko działały.

(śmik)

01:08, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (6) »
piątek, 08 kwietnia 2011

Trwają ostatnie poprawki przed kolejną po mokotowskiej dużą reformą tras autobusów - tym razem oczekiwane od dawna zmiany w komunikacji w Wawrze, a przy okazji w Wesołej, Rembertowie i części Mokotowa. Są zatwierdzone w 90 proc., mamy je poznać lada dzień. Zarząd Transportu Miejskiego zaproponuje dwie wersje nowego układu tras. Jak słyszę, wygrywa opcja, by nie zmieniać ich zbyt radykalnie. Chociaż...

 Fot. Bartosz Bobkowski/AG

Jest duża szansa na skrócenie linii 521 z Falenicy do Wiatracznej. A już na pewno w godzinach szczytu pod wcieleniem kursującej co 10 min prawdopodobnie linii 113. W łagodniejszej wersji autorzy zmian proponują zachowanie bezpośredniego połączenia osiedli wzdłuż linii otwockiej z centrum poza godzinami szczytu i w święta - wtedy zostałaby jakaś słabiutka, rzadka linia. Po co? Przecież są jeszcze prywatne autobusy. Niestety, pamiętając protesty po próbie przekierowania 521 z mostu Poniatowskiego na Łazienkowski, myślę sobie, że pewnie skończy się właśnie na tym.

W Wawrze raczej zostanie linia 119 - nie ma zgody na jej połączenie z linią 130 (przy poprzednim podejściu do reformy wawerskiej miała powstać na trasie Metro Pole Mokotowskie - Centrum Zdrowia Dziecka). Tyle że 119 pojechałoby z ul. Lucerny prosto do ul. Kadetów i Wału Miedzeszyńskiego. Oznacza to, że nie ma co liczyć na to, że numer związany tradycyjnie z Zaciszem wróci tu po połączeniu linii 360+512, gdy zacznie się budowa II linii metra na Pradze. 

Pewne jest za to przywrócenie linii 137 na historycznej trasie między Grochowem a Wesołą - w tym przypadku ZTM już kilka tygodni temu przygotował grunt, zamieniając 137 w 245 do os. Dudziarska.

Waży się podobny manewr z linią 143 - dziś zawieszonej, a przez lata kursującej do Rembertowa. Ludzie wybiorą, czy chcą mieć silne połączenie (co 10 min) Kolonii Rembertów z Wiatraczną + wzmocnioną linię 153 dowożącą ludzi z Mokrego Ługu do 143 w al. Chruściela-Montera. Druga opcja to utrzymanie dwóch słabych linii 415 i 515.

ZTM przyjmie zasadę, by dowozić autobusami pasażerów do stacji linii otwockiej (stąd nowe połączenie z Wału Miedzeszyńskiego przez ul. Przewodową do ul. Patriotów). Jednocześnie będzie się starał unikać przejeżdżania przez tory PKP, bo coraz częściej zamknięte są szlabany.

Zmiany mają obowiązywać dopiero po wakacjach. A wtedy może uda się już otworzyć zmodernizowany przejazd między Starą Miłosną a Międzylesiem (do przedłużenia z Wiśniowej Góry kandyduje trasa linii 147 albo 119 spod Centrum Zdrowia Dziecka).
Pętla autobusowa powstanie przy parkingu przesiadkowym koło stacji PKP Wawer (po wschodniej stronie torów). Tu ma docierać jedna z nowych dowozówek.

(osa)

Fot. Michał Mutor/AG

18:23, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (14) »
wtorek, 05 kwietnia 2011

Poużywałem sobie niedawno na pewnym wynalazku warszawskiego Lotniska Chopina, które po wielokroć informuje o odlocie lub przylocie tego samego samolotu. Niektórzy, łącznie z rzecznikiem PPL nie wierzyli, że rejs do Frankfurtu o godz. 9.40 był anonsowany aż 7 razy, w dodatku na przemian z innymi (do Mediolanu i Zurychu). Oto dowód: 

Wytłumaczeniem tego cudownego rozmnożenia lotów ma być konieczność informowania pasażerów, którzy bilety na dany rejs kupili w różnych liniach lotniczych i nie mogą się ponoć obyć bez podania numeru lotu przy ich symbolu. Jak dla mnie - wystarczy godzina i cel podróży, nigdy nie patrzę ani na numer lotu, ani na tajemnicze skróty TP, AA, DL, OZ, bo nic mi one nie mówią.

Dostało mi się od niektórych czytelników, że się czepiam. Mimo to upierałbym się, że ciężko spotkać na innych lotniskach podobny rodzaj hiperinformacji, która w warszawskim wydaniu jest raczej dezinformacją. Była też krytyka konstruktywna: niech i w Warszawie docelowe lotnisko będzie wyświetlane tylko jeden raz, a poniżej wszystkie potrzebne numery lotów i symbole linii - wtedy tablice z rozkładami stałyby się bardziej czytelne.

Na razie można odnieść wrażenie, że nasze Lotnisko Chopina to już wielki międzykontynentalny hub, z którego samoloty odlatują dosłownie co chwilę. I nic tylko przenosić je wszystkie gdzieś w szczere pole między Warszawą a Łodzią, jak chciałby minister Grabarczyk kupiony przez analityków, którzy wprawdzie przekonująco sypią cyferkami, ale - niestety - bez szczypty rozsądku.

Tekst, w którym opisałem też inne lotniskowe dziwy, do głębi poruszył rzecznika prasowego PPL Przemysława Przybylskiego. Jego list przynosi jednak kilka cennych ciekawostek:

”Z żalem przyjmuję natomiast uwagi red. Osowskiego dotyczące zamkniętego tarasu widokowego, oznaczenia nazwy terminala i wykorzystania tzw. rękawów. Taras widokowy jest zamknięty z powodu przebudowy terminala. W miejscu, w którym kiedyś można było obserwować samoloty obecnie powstaje nowy pirs. Kiedy przebudowa się skończy, taras znów zostanie udostępniony dla publiczności”.

  

 

Fot. Bartosz Bobkowski/AG

 

Trzymamy więc za słowo, bo pryncypałowi Pana Rzecznika dyr. Michałowi Marcowi zdarza się mówić co innego, a mianowicie, że tarasu widokowego już na Lotnisku Chopina nie będzie.

 

Wreszcie dowiadujemy się (choć może nie do końca), po kiego diabła władze lotniska zmieniły numerację terminali, likwidując nr-y 1 i 2 - teraz jest tylko jeden A, mimo że nie będzie B ani C (skutkiem są pomyłki - zdarzyło mi się przed wylotem przyjść na spotkanie w terminalu A - sektor ze stanowiskami LOT-u, ale większość grupy czekała w starym, buraczkowym, myśląc, że skoro A, to musi być ten oddany w latach 90., czyli dawny 1). Czy ktoś rozumie to tłumaczenie?:

  

”Ujednolicenie nazwy terminala wiąże się z uruchamianiem kolejnych jego części. Jeszcze na w połowie ubiegłego roku na lotnisku funkcjonowało oznakowanie niezrozumiałe dla pasażerów i powodujące wiele nieporozumień. Po gate’ach nr 1-6 jako kolejny pojawiał się numer 17, a oznakowanie do numeru 16 wskazywało… ścianę. Numeracja gate’ów kończyła się na nr 44 przy liczbie 28 działających wyjść. Do tego wszystkiego funkcjonowało oznakowanie literowe (A i B), które w zamyśle miało pomóc rozróżnić strefy Schengen i non–Schengen, ale nie sprawdziło się. Ponadto w niedalekiej przyszłości planowana jest przebudowa starej części terminala (kiedyś nazywanej Terminalem 1) i jej całkowita integracja z nową częścią. Po przebudowie terminal będzie jedną bryłą, w którym nie da się odróżnić starych i nowych części. Dlatego przy okazji ubiegłorocznego remontu skrzyżowania dróg startowych i znacznie zmniejszonego z tego powodu ruchu na lotnisku przeprowadziliśmy akcję ujednolicenia wszystkich oznaczeń. Teraz traktujemy terminal jako całość i przyzwyczajamy do tego pasażerów”.

  

 

 

Fot. Sławomir Kamiński/AG

 

A teraz mój ulubiony ewenement Okęcia, czyli podwożenie do samolotów autobusami, choć przybywa rękawów do bezpośredniego wsiadania i wysiadania. Oczywiście stara śpiewka Portów Lotniczych w tej sprawie: 

  

”Natomiast to, czy samolot staje przy rękawie, czy nie, nie zależy od zarządzającego lotniskiem - decyzja należy włącznie do przewoźników. Opłata za dokowanie przy rękawie oraz podstawienie schodów i autobusu na tzw. stanowisko oddalone jest praktycznie taka sama (o tym, że ten koszt nie ma znaczenia przekonują nawet tanie linie lotnicze obecne w naszym porcie, które regularnie dokują przy rękawach). Trudno powiedzieć, dlaczego niektórzy przewoźnicy nie decydują się na korzystanie z wygodniejszej formy boardingu pasażerów. Proszę nie winić za to lotniska”.

 

Z tym, że wynika to z jego polityki. Wystarczyłaby tylko pewna pula autobusów w zasobach lotniska na wypadek, gdyby wszystkie rękawy były zajęte albo samoloty nie pasowały do nich rozmiarami. Lotnisko woli jednak utrzymywać rozbudowany system dowozowy - wolny wybór, tylko czy aby na pewno dobrze to służy jego wizerunkowi w oczach pasażerów?

 

 

 

Fot. Filip Klimaszewski/AG

 

Na koniec sprawa, którą rzecznik Lotniska Chopina pominął wymownym milczeniem. Zwrócił na to uwagę czytelnik BR, który - jak pisze - ”korzystał z Okęcia przynajmniej 200 razy”:

 

”Nie odpowiedział Pan [to do Przemysława Przybylskiego - red.] na jedną kwestię, wg mnie najważniejszą - sposób ustalenia dróg przemieszczania się pasażerów po wyjściu z samolotu podstawionego do rękawa. Wg mnie to, co robi się z pasażerami to skandal. Trochę podróżuję po świecie; "zaliczyłem" ok. 60 lotnisk, ale takiej ścieżki zdrowia, jaką fundujecie pasażerom, to jeszcze nigdzie nie widziałem! Jakim trzeba być złośliwcem, żeby kazać pasażerom drałować trzema pochylniami pod górę, potem przemaszerować pół terminala (bo oczywiście taśmociągów nie warto było tam zrobić), potem przebiec się kilka pięter po schodach, na szczęście w dół. Żeby jeszcze uprzyjemnić tę ekskursję w niektórych miejscach jest gorąco i duszno. Kilka razy wyszedłem z lotniska spocony po takiej przebieżce.
Choć to dłużej trwa, to wolę transfer z samolotu autobusem, bo od razu trafiam na poziom 0 i nikt nie każe mi ganiać po schodach i połowie terminalu. W letnie dni to bywa mniej przyjemne, zwłaszcza gdy długo trzymacie pasażerów zamkniętych w autobusie, co, niestety, też często się zdarza.
Bardzo współczuję osobom starszym, których taki marsz kosztuje wiele wysiłku.
I w tej kwestii p. Osowski ma rację, a Państwo unikając odpowiedzi na ten temat przyznają, że zastosowane rozwiązanie jest - niestety trzeba to mocno powiedzieć - kretyńskie!”

 

(osa)

19:36, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (6) »
piątek, 01 kwietnia 2011

Fot. Bartosz Bobkowski/AG

Natknąłem się na WAWKOM-ie na komentarze, które słusznie wytykały ZTM, że podczas remontu skrzyżowania al. Niepodległości z Nowowiejską niespodziewanie najbardziej ucierpią pasażerowie tramwajów na Marymonckiej. Dotąd mają silną 17-kę (co 5 min w szczycie, co 7-8 min w weekendy), a musieliby się zadowolić marną linią 70, która wieczorami kursowałaby tylko raz na 20 min.

Spytałem o to wicedyrektora Andrzeja Frankowa. Początkowo przekonywał, że ciężko było wymyśleć inny wariant objazdów - linia 70 nie może jeździć co 5 min, bo miejski inżynier ruchu nie zgodził się na tak często skręcające tramwaje przy kinie Femina. Poza tym przeciążyłyby zbytnio sieć energetyczną koło PDT-u na Woli.

Wprawdzie jestem zwolennikiem utrzymania jednej silnej linii na Marymonckiej (6-ka, jeśli wróci, moim zdaniem powinna jeździć najdalej do AWF-u), ale jedna słaba linia to już przesada. Spytałem dyr. Frankowa, czy nie można by przedłużyć trasy tramwajom 27. Obiecał, że to sprawdzi i dziś dostałem odpowiedź: od poniedziałku 4 kwietnia 27 będzie kursować między Cm. Wolskim a Twardowską, jak mówi na to miejsce ZTM.

Szkoda tylko, że przy takim układzie nie udało się od razu skierować linii 70 przy Feminie w lewo na Pragę, a 75 (z Nowego Bemowa) skręcałaby w prawo na Wolę i Jelonki. Zawsze byłoby to jakieś rozdzielenie tras z Bielan.

(osa)

15:34, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (3) »

Gazeta.pl Warszawa