środa, 03 sierpnia 2011

Niestety, nie udało się uratować jednego z pięciu robotników, którzy w piątek 30 lipca spadli razem z rusztowaniem z mostu Północnego. Mężczyzna zmarł wczoraj w Szpitalu Bródnowskim. To bardzo smutna informacja.

Z tym większą przykrością muszę napisać, że bez klasy od początku zachowują się w tej sprawie osoby związane z budową, a także władze miasta. Nie wiem, czy po to, żeby wszystko zatuszować, nałożono embargo na wszelkie informacje. Dziennikarze czerpią je więc od policji i Państwowej Inspekcji Pracy, która zamieściła też na swojej stronie internetowej zdjęcia z miejsca wypadku:



Fot. ze strony internetowej Okręgowej Inspekcji Pracy w Warszawie

Robotnik od początku był w stanie krytycznym, a wszystko, na co było stać służby prasowe, to mówienie o ”zdarzeniu”. Zero szczegółów - co się stało, komu, gdzie i dlaczego. Dopiero wiele godzin po tym, jak ujawniliśmy informację o śmierci robotnika w naszym internetowym wydaniu, późnym wieczorem we wtorek 2 sierpnia dostaliśmy pierwszy komunikat od Małgorzaty Akimowicz-Paruszewskiej tytułującej się ”Marketing&Public Relations Manager” w Przedsiębiorstwie Robót Inżynieryjnych Pol-Aqua SA:
W związku ze zdarzeniem, które miało miejsce na budowie Trasy Mostu Północnego, Zarząd P.R.I. „POL-AQUA” S.A., uprzejmie informuje, że nadal trwa postępowanie wyjaśniające jego przyczyny. Do momentu wyjaśnienia wszystkich okoliczności nie możemy przekazać żadnych szczegółów”.

W związku ze zdarzeniem...

W tym jakże obszernym komunikacie są jeszcze dwa zdania. W jednym informacja, że poszkodowani robotnicy nie są z Pol-Aquy (czyli nie nasi) tylko ze specjalistycznej firmy (nazwy brak) pracującej na zlecenie członka konsorcjum budującego most - firmy Sando (czyli nie nasi podwójnie). Ani jednego słowa o zapewnieniu pomocy rodzinie zmarłego, nie mówiąc już o przekazaniu kondolencji.

Nie słyszałem też do tej pory, by śmiercią robotnika, który pracował przy ważnej miejskiej inwestycji, w widoczny sposób przejął się ktoś z ratusza. Zupełnie inaczej wyglądało to, gdy 8 września 1998 r. pod narożnikiem skrzyżowania Marszałkowskiej z Królewską zginął górnik z Polkowic zatrudniony przy drążeniu tunelu I linii metra. Pamiętam, że na miejsce wypadku natychmiast przyjechał ówczesny prezydent Warszawy Marcin Święcicki. Za pośrednictwem obecnych tam również dziennikarzy przekazał wyrazy współczucia żonie i synom zmarłego, zapewnił, że miasto podobnie jak firma górnicza otoczy ich opieką. Potem okoliczności wypadku były szczegółowo analizowane przez Wyższy Urząd Górniczy, który po dwóch miesiącach podał aż 8 przyczyn. W przypadku ”zdarzenia” na moście Północnego wygląda to, jakby nadal trwał PRL, gdy na porządku dziennym było zamiatanie pod dywan niewygodnych, bo tragicznych, informacji towarzyszących wielkim inwestycjom.

(osa)

18:12, osa_oraz_smik , Mosty
Link Komentarze (5) »
wtorek, 02 sierpnia 2011

Jest wreszcie nowy wykonawca 20-kilometrowego fragmentu autostrady Łódź - Warszawa koło Żyrardowa. Po Chińczykach, którym nie wyszło z podbiciem naszego rynku drogowego, budowę ma skończyć dotychczasowy podwykonawca COvecu - Dolnośląskie Surowce Skalne. Firma, która przede wszystkim dostarcza kruszywa na różne budowy, w tym przypadku dogadała się z niemiecko-czeską spółką Boegl & Krysl. Konsorcjum zobowiązało się, że trasa będzie przejezdna przed Euro 2012 (po asfaltowej podbudowie i zapewne z ograniczeniem prędkości nawet do 80 - 90 km na godz., ale za to  po dwóch jezdniach ). Czy to w ogóle jest możliwe? Do Euro zostało tylko 10 miesięcy. Odejmując mniej więcej trzy miesiące zimowe, podczas których niewiele da się robić, zostaje tylko 7 miesięcy.

Niedawno jechałem  rowerem drogą techniczną wzdłuż kawałka odcinka rozgrzebanego przez Chińczyków. Plac budowy wyglądał dość przygnębiająco.

Powyżej budowa sporego przejścia dla zwierząt, które na autostradzie będą bardzo gęsto rozlokowane, zwłaszcza w rejonach mniej zurbanizowanych.  Ich stan zaawansowania jest dość kiepski. Stalowe zbrojenie zupełnie zardzewiały, ale ponoć po trzech miesiącach przestoju da się je jeszcze wykorzystać. Problem w tym, że budowa takich budowli betonowych trochę trwa, bo nie da się przyśpieszyć niektórych etapów (beton musi się wiązać). Co ciekawe do ochrony tych zardzewiałych prętów, GDDKiA wynajęła wielu ochroniarzy, którzy rozstawieni byli w budkach średnio co 500 m. Mieli chronić stal  przed złomiarzami.

To przejście bodaj dla płazów. Ciekawe, czy będą z niego korzystać?

Budowa wiaduktu nad autostradą w ciągu drogi lokalnej kilka kilometrów przed Wiskitkami. Podobny wiadukt, który stał w tym rejonie od 30 lat, Chińczycy wyburzali z efektami pirotechnicznymi rok temu. Show przyglądał się minister Grabarczyk.

Jak powiedział mi niedawno inżynier kontraktu na autostradzie, Czesław Szczepaniak, nowy wykonawca ma zastosować taką strategię budowy: takie wiadukty jak ten, które nie służą samej autostradzie, tylko kierowcom, którzy ją przecinają, mogą być kończone po Euro. Priorytetem ma być budowa mostów i wiaduktów dla głównych jezdni A2. Dla mieszkańców okolic autostrady będzie to zatem ogromne utrudnienie, bo przez pewien czas będą korzystać z długich objazdów. Żeby tylko nie skończyło się jak w Rosji, gdzie na linii kolejowej Moskwa Petersburg zlikwidowano mnóstwo przejazdów kolejowych i nie budując wiaduktów. Wszystko po to, żeby kupione niedawno szybkie pociągi mogły się odpowiednio rozpędzić.

To zdjęcie z końca kwietnia, gdy na budowie jeszcze pracowali Chińczycy. Okazało się, że to były ostatnie dni ich pracy na A2. Wkrótce musieli spakować także rowery. W tle budowa mostu nad Pisią Gągoliną, która przepływa przez Żyrardów.

Według obserwatorów Chińczycy nie poradzili sobie z zarządzaniem inwestycją w polskich warunkach. Pojawiają się także głosy, że to podwykonawcy, których początkowo nie mogli znaleźć, podbili stawkę i Covec wpadł w pułapkę finansową.

Dobrze, że jest już nowy wykonawca. Niektórzy mówią z kolei, że bez A2 kibice też sobie poradzą. Większość i tak pewnie przyleci samolotami. Tyle, że dobrze by było, gdyby na Euro skorzystali też zwykli mieszkańcy.  Jeśli szybciej autostrada będzie skończona, tym lepiej.

(śmik)

niedziela, 31 lipca 2011

 

 

Entuzjaści trawiastych torowisk mogą już zacierać ręce: wkrótce w Warszawie przybędzie kolejny odcinek z taką właśnie nawierzchnią. Krótki, bo krótki, ale zawsze coś. To ul. Mickiewicza od ul. Mierosławskiego do pl. Inwalidów. Między nowo ułożonymi szynami widać tam już ziemię czekającą na siew albo torowisko wymoszczone plastikowymi matami, które wygląda tak, jakby dopiero miało być przysypane:

 

Roboty są już całkiem zaawansowane i jeśli dobrze pójdzie, niebawem (trzymam kciuki, by stało się to na początku września) tramwaje powinny wreszcie wrócić do tej części Żoliborza po niemal trzyletniej nieobecności. Najwięcej do zrobienia pozostało jeszcze w okolicy skrzyżowania z ul. gen. Zajączka. Tam usypano dopiero podłoże pod torowisko. Z radością natknąłem się jednak na robotników nawet w sobotę. To może wróżyć, że odbudowa linii nie będzie się ciągnąć tak jak prace przy feralnym wiadukcie sąsiadującym z Dworcem Gdańskim, co było przyczyną wycofania tramwajów.

Od strony ul. Mickiewicza wciąż niegotowa jest tam ścieżka rowerowa. Projektantowi albo wykonawcy jakoś się nie zeszło i na wiadukcie jej szerokość jest wyraźnie inna niż na dojeździe do niego. Jakby nie można tego było przeprowadzić bardziej estetycznie. Razi inny zasięg czarnego asfaltu i czerwonej części ścieżki.

O braku schodów prowadzących z wiaduktu bezpośrednio na peron kolejowy, o które tak dzielnie walczyło Zielone Mazowsze, opóźniając remont o dobrych kilka miesięcy, już tu pisałem. Żałuję natomiast, że takiego bezpośredniego zejścia nie ma na wysepki przystankowe tramwajów, które zatrzymują się na ul. Słomińskiego. Przy okazji byłoby wygodne dojście z wiaduktu (a dokładnie przystanku autobusowego) do schodów prowadzących na stację metra Dworzec Gdański. Wystarczyło tylko inaczej poprowadzić tory tramwajowe wzdłuż ul. Słomińskiego (oba po jednej, śródmiejskiej stronie podpór nowych wiaduktów), a wtedy można by nieco wydużyć do hipotetycznego zejścia wysepkę przystankową na dole. Jezdnia ul. Słomińskiego w stronę mostu Gdańskiego przesunęłaby się nieco na południe, gdzie jest sporo niewykorzystanego miejsca. Szkoda, że nie udało się tego zrealizować.

 

Bardziej optymistyczne jest to, że autobusy 116 jadące z Żoliborza do Śródmieścia skręcają jednak z ul. Andersa od razu w lewo w Muranowską i stąd w Bonifraterską. To chyba najkrótsza trasa tej linii po wieloletnim kółku przez Kłopot, Słomińskiego (a wcześniej Buczka) pod wiaduktem i końcówkę Bonifraterskiej. Po jej zamknięciu kilka lat temu autobusy zaczęły krążyć jeszcze bardziej - aż przez Międzyparkową. Apogeum krążenia był ostatni objazd przez gen. Zajączka, Krajewskiego, Zakroczymską i Konwiktorską.

Mam jednak obawy, czy po wakacjach, gdy ruch wzrośnie ten szybki przejazd 116 da się utrzymać. Byłem świadkiem, gdy jednocześnie z autobusem na zielonym świetle ruszał tramwaj (18-ka z przeciwka). 116 musiało się zatrzymać, by przepuścić kilka samochodów jadących na Żoliborz. Spowodowało to wstrzymanie ruchu do centrum, bo za 116 był akurat autokar, który nie dał rady przecisnąć się bokiem z prawej strony. Stoi tam zresztą znak, który takie manewry znacznie utrudnia także samochodom.

PS Doszły mnie słuchy, że Bardzo Ważna Osoba w ratuszu mocno wkurzyła się po moim komentarzu pt. ”Wiadukt im. patałachów”. I bardzo dobrze. Owa Bardzo Ważna Osoba uważa ponoć ten tekst za nierzetelny i powtarza, że termin zakończenia prac mija zgodnie z umową dopiero w październiku 2011 r. Przez krótki czas na stronie internetowej Zarządu Miejskich Inwestycji Drogowych można też było znaleźć przedługą polemikę z podobnym argumentem, która jednakowoż znikła. Przypomnę więc, że 7 listopada 2008 r. owa Bardzo Ważna Osoba w ratuszu publicznie zapewniała, że normalny przejazd między Żoliborzem a Śródmieściem przy Dworcu Gdańskim będzie gotowy ”pod koniec 2010 r.”  Był to dzień, w którym miasto ogłosiło, że wycofuje z ul. Mickiewicza tramwaje i autobusy. Ośmieliłem się wtedy zauważyć, że dwuletni termin jest niemożliwy do utrzymania, na co Bardzo Ważna Osoba odpowiedziała jakimś szyderczym komentarzem, z którym nie warto już było wtedy dyskutować - po prostu wyszedłem z konferencji prasowej. Przypomnę też, że termin otwarcia pierwszej części wiaduktu był obiecywany przez miejskiego koordynatora ds. remontów na 31 października 2010 r. Przejazd ten został oddany 13 lipca 2011 r.

(osa)

23:42, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (11) »
środa, 27 lipca 2011

Co to było za poruszenie na widok naszej objuczonej walizkami rodziny, gdy kierowcy autobusów rozprawiający między sobą na pętli Metro-Wilanowska zorientowali się, że najwyraźniej zbliżamy się do autobusu linii 575. Po naradzie pt. ”Czy bierzemy taksówkę na lotnisko?” zdecydowałem: owszem, i to taką jak nigdy! Wreszcie nie będziemy wysłuchiwać uwag nadąsanego taksówkarza, że kto to widział tyle bagaży, że gdzie on to wszystko poupycha, a w ogóle, to należy się ekstra dopłata (wczoraj przewóz osób z korporacji Grosik za przewiezienie walizek zażądał od nas aż 20 zł! - choć w centrali poinformowano nas, że należy się 10 zł).
  

I tak zameldowaliśmy się na pętli Metro-Wilanowska. Oczywiście stanowisko linii 575, która jest ponoć - jak to się teraz mówi - dedykowana połączeniu metro-lotnisko, ZTM musiał umieścić w najdalszej możliwej lokalizacji od wyjścia ze stacji. Idzie się więc przez całą pętlę, dalej stoją tylko PKS-y do Góry Kalwarii. Kierowca z 575 witał nas uśmiechnięty z informacją, że od rana (a było już południe) przewiózł w tę i z powrotem ledwie kilka osób. Walizki zajęły wolne miejsca siedzące, a ja uwieczniłem historyczną już tablicę z pojedynczymi koralikami przystankowymi. Podczas mojej nieobecności w Warszawie w ZTM poszli bowiem wreszcie po rozum do głowy i dodali pięć dodatkowych przystanków na żądanie w okolicach ul. Poleczki i dwa stałe (m.in. przy al. Lotników). Jest więc szansa, że skoro ta uruchomiona nie wiadomo po co na czas polskiego przewodnictwa w Unii Europejskiej linia musi istnieć, to będzie z niej chociaż jakiś niewielki pożytek. Zdziwiło mnie natomiast, że wczoraj ZTM puścił na tę reprezentacyjną w urzędniczo-politycznym mniemaniu trasę zdezelowanego pojedynczego ikarusa.

Dla porządku odnotowuję, że nasza lotniskowa wiocha ma się dobrze. Tzn. i wejście do samolotu, i wyjście po powrocie tradycyjnie odbyło się nie przez rękaw, ale przy pomocy dusznego autobusu, który najpierw długo nie rusza, a potem szarpie i długo nie otwiera drzwi przed halą przylotów. I po co te dodatkowe rękawy (będzie 24 zamiast 15, a to jeszcze nie wszystko), które Lotnisko Chopina oddaje właśnie po latach budowy południowego pirsu?

I jeszcze coś na temat hiperinformacji o przylotach/odlotach, którą z uporem maniaka wyświetlają na Okęciu.

 

Wczoraj nie natknąłem się już wprawdzie na żadne miasto wymienione aż siedmiokrotnie (jak to było w marcu), ale zdarzyło się pięć Londynów (rejsy oczywiście o tej samej godzinie), cztery Frankfurty i cztery razy powtórzone Monachium z wyjaśnieniem, że przylot odwołano. Dla kogo to? Dla porównania - tak to wygląda na kilkakrotnie większym lotnisku w innej europejskiej stolicy:

 

Jakoś udaje się tam unikać powtórek na monitorach. Z drugiej strony przy ogromnej liczbie startów i lądowań nie wyobrażam sobie, jak by to działało i wyglądało, gdyby stosowano nasz warszawsko-wioskowy system.

(osa)

14:35, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (11) »
wtorek, 12 lipca 2011

Jakież to były ochy i achy, kiedy doczekaliśmy się w Warszawie pierwszego bustrampasa na Trasie W-Z. Minęły już 2 lata i wygląda na to, że następnych już w stolicy nie będzie. Nie udało się nawet w tym czasie ustawić zapowiadanych jako zjawiskowe wiat przystankowych, a niezrozumiały sprzeciw stołecznej konserwator zabytków storpedował przebudowę przystanku u wylotu tunelu Trasy W-Z.

Tymczasem we Wrocławiu...

...wspólne pasy dla tramwajów i autobusów można spotkać w różnych punktach miasta. Mało tego widać, że władze nie osiadają tam na laurach i ciągle kombinują, jak usprawniać i ułatwiać przesiadki, czego najbardziej znanym przykładem jest przebudowany już kilka lat temu pl. Grunwaldzki.

Jak miło popatrzeć na równą nawierzchnię - na warszawskim rodzynkowym bustrampasie już są koleiny... Podczas mojego pobytu nad Odrą na tramwajowej wyspie pl. Grunwaldzkiego trwał jednak remont. Widać, że zastosowano tu splot torowy:

Za wzorcowy węzeł przesiadkowy uważam przebudowany pl. Powstańców Wielkopolskich tuż koło stacji Wrocław Nadodrze. Udało się tutaj połączyć na wspólnych przystankach tramwaje i autobusy, ale nie tylko:


Działają biletomat i wyświetlacz zapowiadający kolejne kursy (na zdjęciu z prawej)...

...jest też miejsce ze stojakami dla rowerów...

...i toaleta:

Wiata przystankowa skutecznie chroni przed przypiekającym słońcem - jest wystarczająco głęboka, pojemna i ma nieprzezroczysty dach (w przeciwieństwie do wybranego w konkursie i niezrealizowanego do dziś - ile to już lat minęło? - wzoru Towarzystwa Projektowego dla warszawskich przystanków):

Jak widać, we Wrocławiu podobnie jak u nas plagą jest jednak oklejanie wiat ogłoszeniami.

Z pl. Powstańców Wielkopolskich miałem też okazję pomknąć po szynach niebieskim tramwajem, a dokładniej nową skodą. Muszę przyznać, że z bliska wygląda o wiele lepiej niż na zdjęciach - wcześniej jej wygląd nie robił na mnie tak dobrego wrażenia jak bydgoskie Pesy:

W środku wygospodarowano miejsce na automat biletowy:

Dobrym pomysłem jest skierowanie najnowszych wagonów trasami linii 6 i 7. W drodze na ul. Kromera (6-ka) czy Marino (7-ka) w północnej części miasta podjeżdżają ul. Szewską niemal pod sam tętniący życiem Rynek.

Będąc we Wrocławiu, zajrzałem też na ul. Strzegomską, która prowadzi w stronę lotniska, a na której kilka miesięcy temu powstał buspas na środku jezdni:

Takie rozwiązanie - przy zachowaniu wszelkich proporcji - można by zastosować na naszej Świętokrzyskiej.

I na koniec komunikacyjno-historyczna ciekawostka z pl. Strzegomskiego:

To "Pociąg do nieba" - parowóz ze skansenu w Jaworzynie Śląskiej. Pomnik autorstwa Andrzeja Jarodzkiego ma przypominać o kolejarskich i przemysłowych tradycjach, z którą była związana ta część Wrocławia - niedaleko mieściły się zakłady PaFaWag. Jak pisał nasz wrocławski dodatek, pomysł tej instalacji powstał już w 1994 r., ale odsłonięto ją dopiero jesienią 2010 r.

(osa)

01:17, osa_oraz_smik , Z kraju
Link Komentarze (18) »
niedziela, 10 lipca 2011

Popieramy zieloną falę dla tramwajów, ale przede wszystkim tam, gdzie kursują. Na zamkniętych odcinkach naprawdę można już ją sobie odpuścić.

Ktoś absolutnie bezmyślny dopuścił do absurdalnej sytuacji koło pętli Metro-Młociny, gdzie od tygodnia kończą trasę wszystkie tramwaje (jeszcze niedawno prowadził tędy jedyny dojazd do Zajezdni Żoliborz przy ul. Zgr. AK "Kampinos"). Choć tory przecinające jezdnię są zupełnie nieużywane, w najlepsze działa tu sygnalizacja świetlna. W dodatku niebylejaka, bo na czerwonym świetle stoi się aż 50 sekund. Można powiedzieć: wymarzony priorytet dla tramwajów i oby więcej takich w Warszawie, tyle że tam, gdzie jest naprawdę potrzebny (Al. Jerozolimskie czy Obozowa przy Deotymy), a nie tam, gdzie żaden tramwaj nie akurat nie jeździ. Tutaj, pod Hutą Warszawa, na niepotrzebnie działających światłach (nie można ustawić pulsujących na żółto?) cierpią nie tylko prywatni kierowcy, ale też miejskie autobusy. Te, które zjeżdżają puste na pętlę Metro-Młociny i linii 203, która pod nieobecność tramwajów dociera teraz pod Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu, przystanek przez Zajezdnią Żoliborz (mam nadzieję, że chociaż nocny N44 nie stoi tu bez sensu).

Przy okazji zaobserwowałem, że piątka skrócona do Metra-Młociny wyprawia na tej megapustej pętli jakieś dziwne manewry: tramwaj wjeżdża najpierw na tor nr 1, który jest przypisany do tej linii, po czym okrąża całą pętlę i wjeżdża na tor nr 6. Nie wiem dokładnie po co, bo składy 33 mają dla siebie wolne tory nr 2 i 3 (po torach nr 4 i 5 nie jeździ nic).

Tymczasem na zamkniętym odcinku trwa zrywanie szyn i podkładów (tor od Metra-Młociny w stronę Zajezdni Żoliborz). Tempo prac tych niezbyt imponujące. Wygląda więc na to, że tramwaje wrócą tutaj nieprędko. Tym bardziej przydałoby się wyłączyć niepotrzebną sygnalizację. Doświadczenia są z tym jednak takie, że światła działają po próżnicy nawet całymi latami - patrz ul. Mickiewicza przy pl. Wilsona czy pl. Inwalidów (już prawie 3 lata) czy jeszcze niedawno na końcówce Marymonckiej - prawie 2 lata na czerwone światło natykali się piesi próbujący przejść przez nieczynne torowisko (przystanki Las Bielański, Przy Agorze), a teraz dla odmiany tramwaje stoją tam na czerwonym, przepuszczając pieszych, których tu tyle, co kot napłakał.

(osa)

23:38, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (6) »

Gazeta.pl Warszawa