środa, 15 sierpnia 2012


Fot. Bartek Bobkowski/AG 

Między Ursusem a Włochami przygotowania do operacji, jakiej w Warszawie dawno nie mieliśmy. Np. równo 50 lat temu trafiło nam się przesuwanie kościoła karmelitów trzewiczkowych (dawniej na Lesznie, wtedy na ul. Świerczewskiego, dziś w al. ”Solidarności”). Teraz czeka nas zaś wsuwanie przygotowanej wcześniej konstrukcji dwóch tuneli drogowych i przejścia dla pieszych z przejazdem dla rowerzystów.

 

Wszystko ma być umieszczone w miejscu likwidowanego od ostatniej soboty (czyli pięciu dni) nasypu linii kolejowej Warszawa - Poznań koło stacji Ursus Płn. Trasa ma być zamknięta jeszcze przez dziesięć dni.

Zapowiada się inżynieryjny majstersztyk, szkoda tylko, że efekt komunikacyjny wyniknie z tego dokładnie żaden. Ulica zwana ”nowolazurową” (kiedy radni zechcą jej wreszcie nadać jakąś normalną nazwę - tego nie wiadomo) w pierwszym etapie ma się bowiem kończyć zaraz za tym wsuniętym tunelem. Zyska wprawdzie połączenie z ul. ks. Chrościckiego w Nowych Włochach, ale jeździć tędy będzie mało kto. Potrwa to do czasu przebicia nowej ulicy przez następną linię kolejową do skrzyżowania z ul. Połczyńską na Jelonkach i nowego śladu ul. Lazurowej.

Nie przypuszczam, że stanie się to szybko. Po pierwsze dlatego, że ratusz liczy już każdy grosz na inwestycje. A po drugie protezą tego połączenia Ursusa i Włoch z ul. Połczyńską stanie się wytyczana z ogromnym mozołem ul. Gierdziejewskiego.

 

Mało kto wie, gdzie to w ogóle jest (początek na terenie dawnej fabryki traktorów w Ursusie i niedaleko stacji PKP Warszawa Gołąbki, koniec przy ul. Połczyńskiej na granicy Warszawy w Morach), więc wykonawcy dłubią sobie na tym odludziu w nieskończoność. A pozwala im na to Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, która zaczęła inwestycję dość nieoczekiwanie i jak się uważa niejako w darze dla Ursusa kompletnie odciętego od autostrady A2.

Od przedstawicieli GDDKiA jeszcze w marcu 2012 r. można było usłyszeć, że termin zakończenia budowy to... marzec 2012 r. Mówiono tak, choć wtedy nie przerzucono jeszcze nawet konstrukcji wiaduktu nad torami. Mamy sierpień i dopiero zaczyna się montaż szalunków potrzebnych do wykonania płyty wiaduktu. A wygląda to tak:

Uwagę zwraca nietypowy kształt filarów. 

Widok na pierwsze skrzyżowanie w Ursusie po zjeździe z wiaduktu. Przecznicą jest ulica z królewskim patronem Stanisławem Leszczyńskim (na zdjęciu prowadzi w prawo). Z lewej strony widać, że ul. Kazimierza Gierdziejewskiego (inżynier, profesor odlewnictwa) prowadzi zupełnie innym śladem niż zjazd z wiaduktu. Ich połączenie i opóźnienie całej inwestycji powodują widoczne na zdjęciu słupy linii energetycznej. Dwa z nich trzeba było postawić w nowym miejscu.

(osa)

sobota, 11 sierpnia 2012

Równolegle z dostawami 6 dwukierunkowych tramwajów z bydgoskiej PES-y trwa przetarg na 45 kolejnych. Pytałem o niego w tym tygodniu - według rzecznika Tramwajów Warszawskich nadal trwa sprawdzanie wniosków oferentów o dopuszczenie do drugiego etapu. Kogo w nim zobaczymy? I kto ten przetarg wygra? Czy PESA może być pewniakiem?

Fot. MPK Poznań

Swoich zwolenników ma model Tramino firmy Solaris. Od dzisiaj poznaniacy mogą go spotkać na trasie nowej linii na Franowo. Pozazdrościć - niewiele ponad rok budowy (co prawda 3 m-ce opóźnienia), 800 m w tunelu z trakcją podwieszoną pod stropem tak, że powinni tam pielgrzymować nasi nieudacznicy z kolei, by czym prędzej poprawiać pasztet po sławetnym remoncie podmiejskiej części tunelu średnicowego, wreszcie przystanki - jak świetnie wygląda ich wykończenie, widać na zdjęciu. A my w Warszawie nadal grzebiemy się z rozpoczęciem naszych epokowych inwestycji tramwajowych: jakiś kilometr na ul. Powstańców Śląskich i parę kilometrów na Tarchominie.

Konkurentem PES-y na rynku tramwajowym chce zostać jej rywal w produkcji taboru kolejowego - nowosądecki Newag, choć jego oferta tramwajowa jest dość tajemnicza. W warszawskim przetargu (także w śląskim) Newag startuje razem z o wiele bardziej znanym producentem chorwacką firmą Končar. Muszę przyznać, że jej tramwaje kursujące po Zagrzebiu od 2005 r. robią doskonałe wrażenie (oczywiście w wersji jednokierunkowej):

Teraz zajrzyjmy do środka. Najpierw kabina motorniczego:

W części pasażerskiej zwraca uwagę przestronność wnętrza. Wydaje mi się, że jest tu swobodniej niż w Swingach:


Zdarzają się wprawdzie ciaśniejsze miejsca (w głębi), ale młody obywatel chorwacki daje radę :-)

Oczywiście na ulicach Zagrzebia można jeszcze trafić na starszy model:

Na przystankach działa system zapowiadający kolejne kursy. Czasem działa jednak tak jak w Warszawie, czyli czas podany na wyświetlaczach i kolejność nadjeżdżających linii nijak się mają do rzeczywistości:

Podoba mi się, jak sieć tramwajowa w Zagrzebiu przenika się z ruchem pieszym i rowerowym. Widać to zwłaszcza na głównym placu chorwackiej stolicy (Ban Jelacić Trg - 9 i 10 zdjęć wyżej), a także na dochodzących do niego ulicach:

Z kolei rozwiązanie na ulicy Savska Cesta przypomina warszawską aleję Waszyngtona - tory tramwajowe po bokach, a w środku jezdnia:

Przed skrzyżowaniami organizacja ruchu wygląda zaś na niej tak:

Samochody skręcające w prawo i część jadących prosto przecina tory tramwajowe odpowiednio wcześnie przed skrzyżowaniami. W godzinach szczytu nie do końca jednak się to sprawdza, bo samochody, które nie mieszczą się na prawym pasie, tarasują przejazd tramwajom. Zakaz wjazdu na pas dla tramwajów jest przestrzegany.

Na koniec przejażdżki po Zagrzebiu obrazek z innej branży:

(osa)

21:15, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (16) »
wtorek, 07 sierpnia 2012


Fot. Przemek Wierzchowski/AG 

Cieszy bardzo to, że po latach do Warszawy znów zawitał dzisiaj tramwaj dwukierunkowy. Martwią za to plany jego wykorzystania na linii widmo Metro Młociny - dwa przystanki za mostem Marii Skłodowskiej-Curie. Frekwencja na tej trasie będzie tak znikoma, że może to storpedować plan powiększania liczby tego rodzaju taboru w przyszłości. Taboru wielce pożytecznego przy wydłużaniu i remontach obecnych linii.

Żeby jednak torowisko na moście nie rdzewiało, narażając na obelgi nieudacznych urzędników ZTM, którzy już piąty rok nie potrafią przygotować budowy dalszego fragmentu linii tramwajowej w głąb Tarchomina, Nowodworów i Winnicy, widzę dwa rozwiązania. Albo puścić na ogryzek ze stacji Młociny na Myśliborską najwyżej dwa składy dwukierunkowe, a resztę wykorzystywać na mieście w razie remontów lub w normalnym ruchu. Albo też przygotować zupełnie inną trasę linii dwukierunkowej, mając cień nadziei, że wtedy będzie się cieszyć większym zainteresowaniem.

Po głowie chodzi mi pomysł połączenia ul. Myśliborskiej przez most, Marymoncką (Szpital Bielański, uczelnie, szkoły), Słowackiego (przesiadka w kierunku al. Jana Pawła II) z pl. Wilsona. Z obliczeń wychodzi mi, że trasę tę mogłoby obsługiwać pięć dwukierunkowców (szósty stałby w odwodzie w pobliskiej zajezdni). Na ul. Słowackiego przed pl. Wilsona wystarczy zainstalować tymczasowy łącznik między torami. Oczywiście do zawieszenia na Żoliborzu byłaby szóstka, po której jednak mało kto będzie chyba płakał, bo na obecnej trasie jeździ z nikąd donikąd. Przystanek dla wysiadających z linii dwukierunkowej - przed pl. Wilsona (przesiadka do metra), a dla wsiadających na Bielany i Tarchomin - przed urzędem Żoliborza.

Takie właśnie rozwiązanie podpatrzyłem na placu węgierskiego pisarza Zsigismonda Moricza w XI dzielnicy Budapesztu (czyli na tyłach góry Gellerta w Budzie). Dwukierunkowe tramwaje linii 61 dojeżdżają tam od ul. Villanyi i kończą trasę, choć tory prowadzą dalej, gdzie kursują już inne linie docierające z ul. Beli Bartoka czy Fehervari (u nas tory z ul. Słowackiego też łączą się na środku pl. Wilsona z torami na ul. Mickiewicza, którymi kursuje linia 15). Sekwencja zawracania budapeszteńskiej linii 61 wygląda tak:

 

1) Tramwaj przyjeżdża ul. Villanyi na przystanek dla wysiadających (pl. Zsigismonda Moricza mamy za plecami), motorniczy opuszcza pantograf i przechodzi do kabiny na drugim końcu wagonu.

 

2) Tramwaj przez łącznik między torami przejeżdża na tor prowadzący w drugą stronę.

 

3) Tramwaj stoi na przystanku dla wsiadających.

 

4) W tym czasie (a mija może z pięć minut) na przystanek dla wysiadających podjeżdża następny skład linii 61 i operacja zawracania powtarza się po wyruszeniu w drogę pierwszego tramwaju.

(osa)

18:34, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (20) »
piątek, 03 sierpnia 2012


Fot. Adam Stępień/AG

W dyskusji o przyszłości Świętokrzyskiej, która przetoczyła się w lipcu przez łamy "Gazety Stołecznej", zwróciło moją uwagę to, że już nikt nie wspomina, by na odcinku Marszałkowska - Nowy Świat wytyczać buspasy. Podczas festiwalu "Miasto w budowie" zorganizowanego przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej w 2010 r. rozważał to wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz. Zastanawiał się nad buspasem raz w jedną, raz w drugą stronę w zależności od pory dnia.

A ileż tych autobusów po powrocie na Świętokrzyską właściwie będzie? W porównaniu z tabunami, które jeździły tam przed 2011 r., zapewne garstka, więc po co buspas. Nie może ich być dużo, skoro pod spodem będzie już jeździć metro. Te nieliczne zostaną co najwyżej w roli pomocniczej - coś takiego jak 156 dublujące metro na Bielanach, 116 na Żoliborzu czy 174 w al. Niepodległości. A skoro tak, to przydałoby się uruchomić dodatkowe przystanki - przy pl. Powstańców Warszawy i ul. Emilii Plater. Raz, że uważam je za potrzebne przy lokalnych podjazdach, dwa, że inaczej będzie to wyglądać dziwnie, jeśli autobus jak metro jeździ tylko od stacji do stacji, zatrzymując się po drodze tylko na czerwonym świetle.

Do końca autobusów ze Świętokrzyskiej wyeliminować nie podobna także dlatego, że niezbyt fortunna jest lokalizacja stacji metra na Powiślu. Owszem z perspektywy dojazdów do Centrum Nauki Kopernik czy przyszłych bulwarów nadwiślańskich ta stacja jest we właściwym miejscu. Ale kto z mieszkańców Powiśla będzie z niej korzystać? Ta dzielnica w dużej części nadal zdana będzie, niestety, na autobusy przy podjazdach w górę na skarpę.

Ciekawe, jak to widzą nasi czytelnicy. Ja na własny użytek przygotowałem taki oto projekt (proszę go traktować absolutnie niezobowiązująco, zmienione odcinki podkreśliłem):

* 102 - od ronda Waszyngtona przez most Poniatowskiego, Wioślarską, Ludną, Solcem, Dobrą, Tamką, Kopernika, Świętokrzyską, Nowym Światem, Krakowskim Przedmieściem, Królewską, Grzybowską, Siedmiogrodzką, Skierniewicką, Wolską, Płocką do pętli Młynów. To byłoby coś w rodzaju zastępstwa za dawne 155 - połączenie Solca i południowej Dobrej z górą skarpy i Metrem Nowy Świat. Linia 151 do wycofania z Woli (a może nawet do likwidacji?).

* 174 - powrót od ronda ONZ na Świętokrzyską i Nowym Światem, Krakowskim Przedmieściem, Miodową, Bonifraterską na Konwiktorską. To kosztem 178 - linia z Ursusa zbyt długa, zawodna, moim zdaniem do wycofania ze ścisłego centrum.

* 175 - proponuję po pierwsze zamianę śródmiejskich końcówek z linią 128, która zostałaby z dużą częstotliwością 7-8 min (osiedla na Rakowcu i Szczęśliwicach, ochockie kampusy UW i Akad. Medycznej i kampus przy Krakowskim Przedmieściu). Linia 175 po uruchomieniu SKM-ki na lotnisko mogłaby tam zostać, ale z trochę przerzedzonym rozkładem (12 min?), no i zmodyfikowaną trasą: Mariensztat - Dobra - Tamka - Kopernika - Świętokrzyska i albo przez E. Plater do Al. Jerozolimskich, albo (raczej ku temu się skłaniam) Prostą do ronda Daszyńskiego, Towarową do pl. Zawiszy i Raszyńską do al. Żwirki i Wigury (jako dojazd z tej ulicy do najbliższej stacji metra i jako dojazd ze Świętokrzyskiej na tzw. dziki zachód - do Żelaznej).

Czyli na Świętokrzyskiej byłyby 174 i 175 - najlepiej z tą samą częstotliwością i na przemian jako główne linie, a jako dojazdowa z Powiśla: 102. Czy to jednak plan na 102? Może ktoś ma inny pomysł, jak to rozwiązać...

22:24, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (39) »
środa, 01 sierpnia 2012


Fot. Agata Grzybowska/AG

Nie najlepiej udał się start systemu publicznych rowerów w Warszawie (podobnie zresztą jak nowego lotniska w Modlinie niespełna miesiąc temu - niestety). Wszystko na ostatnią chwilę, zamiast w południe, to po południu (jeszcze o godz. 10 w dniu inauguracji tej całodobowej sieci nie widziałem ani jednego roweru w jednej z centralnych stacji przy ul. Gałczyńskiego - tu też znikło kilka miejsc parkingowych tak jak to widać na zdjęciu powyżej z ul. Traugutta, oj będzie jeszcze z tego powodu dym).

Nic więc dziwnego, że władze miasta - zajęte co prawda powstańczą rocznicą - wolały nie pokazywać dziś twarzy przy rowerach. Dopiero byłaby kompromitacja dla pani prezydent i szefostwa ZTM. Szkoda, że wyszedł taki falstart, bo pierwszy dzień zawsze jest najważniejszy, a teraz będzie się już kładł cieniem na pożyteczny przecież i długo wyczekiwany projekt.

Teraz kilka obrazków ze środkowej Europy, gdzie rowerzystom łatwiej jest już od dawna. Tak wypożyczanie dwóch kółek wygląda w niespełna ćwierćmilionowej stolicy Słowenii - Lublanie:

 

W ”Gazecie” zabiegamy, by wytyczać wzdłuż ulic drogi rowerowe małym kosztem - na jezdniach. Miejski inżynier ruchu Janusz Galas nie chce o tym słyszeć.

 

Proszę więc spojrzeć na Budapeszt - żadne odkrycie. Licząc od krawężnika: miejsca parkingowe lub podjazd do przystanku autobusowego, dalej pas rowerowy i dopiero pas do jazdy dla samochodów i autobusów. Czy od tego masowo giną ludzie? Czy czegoś takiego nie można wreszcie wprowadzić do Warszawy na większą skalę niż jedna ul. Międzyparkowa?

 

I jeszcze jeden przykład z Grazu, stolicy austriackiej Styrii. Ileż to było dziwowania, gdy przed rokiem tramwajarze wytyczyli (na wielką próbę!) bodaj 100 m drogi rowerowej na torach wzdłuż Nowowiejskiej (pl. Zbawiciela - Waryńskiego). Niektórzy spodziewali się nawet krawych jatek. A tu nic.

Żeby nie kończyć, narzekaniem, chciałem pochwalić nazwę naszego systemu - Veturilo w języku esperanto: transport i trenowanie. Wygrała w konkursie, który zorganizował ZTM, firma Nextbike, operator, przyznała nagrodę zwycięzcy. Bardzo dobrze to wyszło i wygląda na to, że Veturilo łatwo się przyjmie. Trzymamy też kciuki, żeby po fatalnym starcie, system działał dobrze i żeby się rozszerzał o kolejne dzielnice.

(osa)

20:08, osa_oraz_smik , Rowery
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 30 lipca 2012

Tymczasowy parking na środku Marszałkowskiej cieszy się sporym wzięciem wśród kierowców, ale też - jak miałem okazję się przekonać - może się okazać pułapką.

Z powodu budowy II linii metra już trzeci miesiąc nieczynne jest skrzyżowanie ze Świętokrzyską. Od strony ronda przy Rotundzie można dojechać Marszałkowską mniej więcej tylko do ul. Moniuszki i Sezamu, tutaj trzeba zawrócić. Taką trasę mają autobusy dwóch linii: 519 i 520. Ich postój Zarząd Transportu Miejskiego wyznaczył na wysokości Domu Towarowego Junior. W tym miejscu jezdnia Marszałkowskiej zwęża się z powodu trwających w wakacje prac na nieczynnych torach tramwajowych. I choć parkować na tym odcinku już nie wolno (wcześniej stoi znak z literką P i napisem ”koniec”), kierowcy zostawiają auta na lewym pasie. W dodatku jedni zatrzymują je wzdłuż torowiska, a inni ukośnie.

W ten sposób kierowca z Pruszkowa zablokował przejazd innym, którzy nie dali rady przecisnąć się między jego samochodem a stojącymi wzdłuż krawężnika autobusami. Ludzie wysiadali z aut, żeby przepchnąć nieprawidłowo zaparkowane auto. Utworzył się korek, co jakiś czas rozlegały się klaksony.

Całą sytuację obserwowali z ironicznym uśmiechem kierowcy Miejskich Zakładów Autobusowych. Ten z solarisa linii 519 miał sporo miejsca na przystanku, żeby podjechać i przepuścić stojące w korku samochody. Spytałem go, dlaczego tego nie zrobi. - Mam jeszcze czas do odjazdu - odparł.

I choć wina kierowcy z Pruszkowa jest ewidentna, po kierowcy autobusu można by się spodziewać większego zrozumienia i uprzejmości. A może się mylę?

(osa)

11:14, osa_oraz_smik , Parkowanie
Link Komentarze (18) »

Gazeta.pl Warszawa