środa, 11 września 2013

Końcowy odcinek linii tramwajowych 1 i 12 w Dreźnie na Warthaer Strasse przed pętlą Leutewitz przypomina nieco klimatem nasze warszawskie peryferia z trasą dwudziestki. Zwłaszcza z dawnych czasów, gdy jednotorowy był też jej fragment na ul. Dywizjonu 303. Trochę willowo jak na Boernerowie i trochę działkowo jak za pętlą Koło:

Jednak w Dreźnie po jednym torze, który tutaj akurat liczy zaledwie niespełna pół kilometra, kursują dwie linie. Dla porządku trzeba podkreślić, że w stolicy Saksonii mają też znacznie dłuższe jednotorowe odcinki z mijankami na przystankach. Czy mógłby to być jakiś wzór dla Warszawy przy wydłużaniu mniej obciążonych końcówek tras tramwajowych? Do głowy przychodzi mi tylko ul. Klaudyny na bielańskim os. Ruda, gdzie od lat planowana jest linia na przedłużeniu torów od ul. Mickiewicza.

Na drezdeńskiej trasie do Leutewitz (czy należy to tłumaczyć jako ”żart z ludzi”?) rozjazd i połączenie torów w jeden mamy na środku jezdni i bez specjalnych zabezpieczeń za przystankiem Gottfried-Keller-Strasse, przedostatnim przed pętlą:

A tak wygląda wcześniejszy przystanek ”1” i ”12”, gdzie linie rozjeżdżają się na osobne trasy (wprawdzie obie zmierzają na drezdeńską starówkę i obie spotkamy znowu na wspólnym odcinku koło najsłynniejszego zabytku Drezna, czyli pałacu Zwinger, ale ”12” dociera tam dłuższą drogą, obsługując południową część miasta). Ruch kołowy na Warthaer Strasse na przystanku Cossebauder Strasse jest na tyle mały, że ma tu wyodrębnionej wysepki - pasażerowie docierają do wagonów z chodnika:

Bardziej podoba mi się rozwiązanie zastosowane na naszych Szmulkach, gdzie od niedawna po przebudowie ul. Kawęczyńskiej na przystanku tramwajowym mamy wyniesioną jezdnię. Dzięki temu wygodniej wsiadać do wagonu, a i bezpieczniej, bo kierowcy, zbliżając się do takiego odcinka, muszą przyhamować.

Następna ulica na trasie linii 12 (Lubecker Strasse) jest już bardziej ruchliwa i przystanek Ockerwitzer Strasse został wyodrębniony z jezdni - samochody muszą ewakuować się z torowiska:

Cofnijmy się jeszcze na początek trasy, czyli położoną na uboczu pętlę Leutewitz, która wygląda dość kameralnie. Swoim dużym łukiem przypomina mi warszawską Marymont-Potok, choć rózni się tym, że tor dojazdowy wznosi się powyżej torów postojowych:

Zwróćcie uwagę, że w Dreźnie niezbyt przejmują się, by pasażerowie mieli wygodnie - przystanki są ledwo utwardzone, brakuje zaś wyniesionych wysepek, a wsiada się na łuku.

Teraz przenieśmy się do centrum Drezna. Kiedy zwiedza się Zwinger, w oczy rzucają się bardzo dłuuuuuugie tramwaje, które skręcają koło przystanku Postplatz (z torowiska mogą też korzystać rowerzyści):

Kiedy patrzę na wagony oklejone reklamami, które w dodatku zasłaniają widok pasażerom, cieszę się, że kilka lat temu warszawski ratusz wprowadził taki zakaz w naszej komunikacji.

Drezno ma w sumie 12 linii tramwajowych (najwyższy numer to 13, brakuje piątki) i całkiem nowoczesny tabor składający się z blisko 200 wagonów (przeszło połowa mniej niż w Warszawie). Wśród nich widoczne na drugim zdjęciu powyżej Bombardiery NGT8DD - sześcioczłonowe z aż siedmiorgiem drzwi (pierwsze dla motorniczego) o długości 41 m (nasze warszawskie Swingi mają niewiele ponad 30 m).

Można też spotkać krótszą, trójczłonową wersję typu NGTD8DD, również z fabryki w pobliskim Budziszynie:

Na prawym brzegu Łaby za mostem Augustusbrucke zielony fragment torowiska:

Tam też znajomy widok:

Miejskimi rowerami w Dreźnie zawiaduje firma Nextbike - ta sama co w Warszawie. Przypomina się dość zabawny incydent z ostatnich wakacji, gdy pewnego dnia nagle padła cała warszawska sieć rowerów. Stało się tak dlatego, że gwałtowna burza zalała serwery w Lipsku (położonym niedaleko Drezna).

Sieć tramwajowa w Dreźnie liczy 128 km, trwa jej stopniowa rozbudowa, a w planach są kolejne trasy. Przydałoby się wysłać tam z Warszawy tych urzędników magistratu, którzy wciąż jeszcze nie są przekonani do rozwijania tego środka transportu u nas. A może na czele tej delegacji powinna stanąć sama pani prezydent?

(osa)

13:03, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (12) »
piątek, 06 września 2013

Niczego nie było widać, bo wszystko działo się pod wiaduktem, a dziś urząd Żoliborza po kilku tygodniach robót odbierał nowy odcinek jezdni z zawrotką dla autobusów dojeżdżających do północnego wyjścia z Dworca Gdańskiego i tutejszej stacji metra. Ta niewielka pętla powstała na przedłużeniu lokalnej ul. Kokarda pod rozbudowanym przed kilkoma laty wiaduktem łączącym nad linią PKP ulice Andersa i Mickiewicza. Tym razem jednak jest szansa na opanowanie parkingowego bałaganu - dotąd kierowcy, którzy chcieli uniknąć płacenia za postój w parkomatach zjeżdżali na ul. Kokarda i zostawiali swoje auta, gdzie popadnie. Pod wiaduktem oprócz pętli powstało teraz 32 miejsc parkingowych.


Materiały urzędu Żoliborza 

Docelowo ulica (zwana roboczo - a jakże, znowu z rosyjska - Nowo Rydygiera) ma być przedłużona między torami kolejowymi a blokami przy ulicach Dymińskiej i Krajewskiego. Powstanie skrzyżowanie z tą ostatnią z małym rondem na wysokości dość nieprzyjemnego przejścia podziemnego pod linią PKP (czy to nie tam jeździły kiedyś na Żoliborz tramwaje, gdy nie było jeszcze wiaduktu nad torami, bliżej dworca?).


Materiały urzędu Żoliborza 

Zarząd Transportu Miejskiego, który opiniował założenia tej inwestycji, opowiedział się przeciw budowie ronda. Stwierdzono, że autobusom łatwiej byłoby manewrować na skrzyżowaniu zbliżonym kształtem do litery T. Za rondem było za to Zielone Mazowsze. Efekt - ze zmniejszoną wyspą centralną przystosowaną do najeżdżania przez autobusy - planowane skrzyżowanie wydaje się w porządku. Teraz trzeba cisnąć, by dzielnica, jak najszybciej ten nowy odcinek zbudowała. Powstanie skrót Wisłostrada - Powązkowska (bo tak długa i kręta jest i będzie ul. Rydygiera), a także objazd niebezpiecznego skrzyżowania ul. Mickiewicza z ul. gen. Zajączka.

Z kolei w sprawie nowej zawrotki pod wiaduktem ZTM wypowiedział się tak: nie jest tu potrzebne osobne miejsce do postoju autobusów, wystarczy, by zachować przystanki jak najbliżej wejścia do korytarza, którym od strony Żoliborza można się dostać na perony Dworca Gdańskiego i do stacji metra. To drugie - słuszne, to pierwsze - zastanawiające. Czyżby ZTM zamierzał już zawsze utrzymywać dziwną, zakręconą trasę linii 205, która zajeżdża pod Arkadię i ten sam przystanek przy rondzie Babka w obu kierunkach - w drodze do pętli Gwiaździsta i pętli na Rydygiera przy Dworcu Gdańskim. Trasa ta wydaje się pomyłką, autobusy zabierają na niej przypadkowych, pojedynczych pasażerów. Czy tak ma wyglądać lokalna linia dowożąca m.in. do metra?

(osa)

23:01, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (9) »
niedziela, 01 września 2013

Pierwszy dzień kursowania linii 170 do nowej pętli PKP Zacisze Wilno. Wciąż, kiedy tam przyjeżdżam, mój niekłamany podziw dla dewelopera, który zafundował miastu nowy przystanek kolejowy (jego dziwna nazwa to skutek uboczny tej merkantylnej działalności), kilka ulic, a teraz jeszcze pętlę autobusową, miesza się ze zdziwieniem, jak można się sprowadzić na takie odludzie. Owszem, ładne to osiedle Wilno (brawo za spójność nazewniczą jego ulic - Wierna, Zamkowa i placów - Ratuszowy i Ostrej Bramy), okolica jednak zakazana. Wszędzie jakieś podniebne rury nie wiadomo z czym, gołębniki, rudery, chaszcze, bocznice. Może kiedyś się tu zmieni...

Na pewno bardzo skorzystali kierowcy linii 170, którzy nie muszą już spędzać długich minut z duszą na ramieniu na pętli Elsnerów. Pisałem o tym w relacji z próbnego przejazdu autobusu po tej okolicy:
http://autobusczerwony.blox.pl/2013/06/Straszna-petla-Elsnerow.html


Fot. Dariusz Borowicz/AG


Fot. Dariusz Borowicz/AG

Tamta próba wypadła pomyślnie. Zarząd Transportu Miejskiego miał tylko zgryz, jak zorganizować obsługę tego rejonu. Nie można było całkowicie wycofać 170 z Elsnerowa, choć autobusy jeżdżą tam zazwyczaj puste - czasem jednak pasażerowie wsiadają na przedostatnim przystanku Jesiotrowa (stare osiedle + okoliczne ogródki działkowe, no i resztki po czasach świetności bazy paliwowej). Uważam, że wybrano optymalne rozwiązanie, czyli 170 w co drugim kursie (raz na 40 minut) podjeżdża w drodze z ronda Starzyńskiego do Elsnerowa. Tu zawraca bez postoju, obsługując przystanek Jesiotrowa i przejeżdża przez os. Wilno do stacji kolejowej, gdzie przerwa jest stosunkowo długa, bo na rondzie Starzyńskiego nie ma warunków do wielominutowego postoju:

Ciekawe, czy i jak zmieni się tu układ tras po otwarciu ul. Wiernej, która na razie urywa się na ul. Zamkowej, nie dochodząc do ul. Swojskiej, gdzie jeździ 170:

Przyczyną jest niewywłaszczona nieruchomość u zbiegu Swojskiej i Wiernej, która uniemożliwia poszerzenie wlotu tej ostatniej ulicy. Wyglądało na to, że jak zwykle w takich przypadkach sprawa będzie się ciągnąć latami (w pamięci mamy przypadki trzech rodzin, których domostwa blokowały na przełomie lat 80. i 90. budowę linii tramwajowej na Jelonkach, a potem poszerzenie ul. Powstańców Śląskich). A jednak już po niespełna trzech miesiącach od otwarcia stacji kolejowej na Zaciszu po zawalidrodze na rogu Swojskiej i Wiernej pozostały tylko kupki gruzu:

Przyszło mi do głowy, że po otwarciu przejazdu w tym miejscu linia 170 mogłaby kursować na stałe przez kryterium: Swojska - Klukowska - pl. Ratuszowy - Zamkowa - Wierna - PKP Zacisze Wilno. Z kolei od tej stacji przez Wierną, Swojską, Janowiecką do Ząbek można by puścić obecną linię 345, która w drodze do zatłoczonej pętli Bródno-Podgrodzie dzisiaj tkwi w korkach na ul. Łodygowej i przed przejazdem przez tory kolejowe. W zamian autobusy mogłyby dowozić pasażerów do stacji na Zaciszu. Oczywiście musiałoby się to wiązać z ucałodziennieniem, a nawet ucałotygodniowieniem 345 (jaki numer?) i zmianą rozliczeń z władzami Ząbek. Kilka lat temu burmistrz tego miasta Robert Perkowski mówił mi o planach uruchomienia połączenia z nowych osiedli przy ul. Powstańców właśnie przez ul. Janowiecką i Swojską na Pragę, a numer tej linii wstępnie podawany był jako 770.

W zamian niedawno uruchomiono linię 345, a jej trasa w Ząbkach zaczyna się w tym miejscu:

To rondo na ul. Gajowej w nowej części tego miasta, gdzie jedno za drugim powstają kolejne osiedla. Nie ma tu warunków do długiego postoju dla autobusów. Zwłaszcza że wyruszają też stąd darmowe linie ząbkowskie. Jako krańcowy dla linii 345 jest podawany w sposób mylący poprzedni przystanek ”Maczka”.

Z Ząbek niedaleko już do Rembertowa, a tam dużymi krokami zbliża się moment przedłużenia jednej z linii od pętli Mokry Ług. Przed wakacjami ówczesny wicedyrektor ZTM Andrzej Franków mówił mi, że dłuższą trasę będzie mieć linia 115, a nie krążąca po Rembertowie linia 153: 

 

Rzeczywiście nie ma sensu puszczać w odludne rejony miasta (po jednej stronie ulicy parterowe domki, po drugiej - knieja zarośniętego poligonu) autobusu, który kursuje co 10 minut. Dlatego Lepiej wydłużyć tam trasę linii 115 co pół godziny, która na Mokry Ług dociera z Aleksandrowa przez Falenicę, Radość, Międzylesie, Anin, Marysin Wawerski, Zieloną w Wesołej i centrum Rembertowa (powstał piękny, boczny szlak):

Przedłużona trasa zaczynałaby się, niestety, niebezpiecznym punktem - to niestrzeżony przejazd przez tory PKP łączące Rembertów z Zielonką pozbawiony nawet automatycznych szlabanów. Ma tu powstać przystanek kolejowy:

Dalej trwają już prace drogowe. Dokładnie w połowie 1-kilometrowego odcinka ul. Mokry Ług, która ma blisko 90 numerów adresowych, widać przyszłą wysepkę przystankową:

 

Ciężko będzie wymyślić dla tego przystanku nazwę, bo w pobliżu nie ma przecznicy ani charakterystycznego obiektu. Mniej więcej w tym miejscu ulicę Mokry Ług ma przecinać Wschodnia Obwodnica Warszawy, ale kiedy to będzie? Szalona Wesoła nie spocznie w protestach.

Na końcu modernizowanego odcinka powstanie pętla autobusowa. W bok odchodzi ul. Pastuszków. Oby nie użyczyła pętli swojej nazwy, bo będziemy mieć kolejną z rodzaju nieznana Znana (197, 520), Olecka (161), Regulska (191, 207), Zaułek-Szkoła (304) czy Strusia (305) albo Osmańska-DHL (306). Może pętla Mokry Ług przewędruje więc w nowe miejsce, a dla starego łatwiej będzie znaleźć jakąś nazwę.

(osa) 

23:33, osa_oraz_smik
Link Komentarze (27) »
czwartek, 29 sierpnia 2013

Budowę tzw. ul. Nowolazurowej można było zaplanować lepiej, a coraz bardziej zastanawiam się, czy w ogóle jest teraz potrzebny jej północny odcinek. Zwłaszcza że cały czas niedomknięta pozostaje część obwodnicy śródmiejskiej na Pradze. 

Dlatego nie do końca zgadzam się z argumentami p. Anny Piotrowskiej, dyrektor Zarządu Miejskich Inwestycji Drogowych, która niedawno przysłała do ”Gazety” polemikę:
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,14473225,Drogowcy_przekonuja__przerwa_w_arterii_nie_przeszkadza.html

W artykule ”Kolejna trasa z luką w środku” napisałem, że ZMID powinien od razu połączyć planowaną Nowolazurową z obecną ul. Lazurową:
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,14446263,Nowa_trasa_z_dziura_w_srodku__Zabraknie_300_metrow.html

Dyrektor Piotrowska powołuje się na obliczenia, na podstawie których powstaje wskaźnik określający stosunek poniesionych przez miasto kosztów do korzyści komunikacyjnych wynikających ze zrealizowania konkretnej inwestycji. Urzędnicy uznali więc, że aby doprowadzić Nowolazurową do Lazurowej, należałoby tę ostatnią od razu poszerzyć aż do Górczewskiej albo nawet trasy S8. Na to zaś miasto nie ma pieniędzy. Bez poszerzenia Lazurowej według ZMID połączenie z Nowolazurową byłoby niecelowe, jako że Lazurowa pozostałaby ulicą o znaczeniu lokalnym.

Czyli podobnie jak na odcinku Górczewska - trasa ekspresowa S8, gdzie nie wykorzystano okazji i po 2 latach prac w okolicach skrzyżowania Górczewska/Lazurowa ta ostatnia nadal ma tylko jedną jezdnię na krótkim odcinku. Tworzy to pewną prowizorkę, która potrwa zapewne wiele lat.

Z punktu widzenia kierowcy lepiej byłoby jeździć Nowolazurową od razu na wprost (zabraknie może ze 300 m!), zamiast łamańcem Nowolazurowa - Połczyńska - Szeligowska - Lazurowa. Takie poprowadzenie ruchu (a Nowolazurowa ma być niejako przedłużeniem w kierunku Bemowa trasy wlotowej omijającej Janki i Raszyn) grozi blokowaniem się dwóch skrzyżowań - obecnego Połczyńska/Szeligowska i Połczyńska/Nowolazurowa (niechże ktoś zmieni tę potworną tymczasową nazwę i nada w końcu jakąś normalną!).

Napisałem, że Nowolazurowa to ”kolejna trasa z luką w środku”, bo w podobny sposób ZMID zamierza wytyczać na Pradze Trasę Świętokrzyską. Najpierw odcinek ul. Sokolej od mostu Świętokrzyskiego i Wybrzeża Szczecińskiego do ul. Zamoyskiego, czyli po oddaniu stacji II linii metra będzie niemal bez zmian - zabraknie ze 100 m do ul. Targowej. Drugi etap przewiduje odcinek na przedłużeniu Kijowskiej - od Dworca Wschodniego na Targówek Fabryczny. I dopiero na sam koniec (bez określenia daty budowy) ma być połączenie w środku z nowym skrzyżowaniem Trasy Świętokrzyskiej z ul. Targową.

Jednocześnie ZMID szykuje rewolucję na Wybrzeżu Helskim z megaszerokim skrzyżowaniem ul. Okrzei, w którą ma być wtłoczony przez osiedlową ul. Panieńską cały obecny ruch z ul. ks. Kłopotowskiego od ul. Targowej. Są w tej sprawie głośne protesty. Może aż taka skala inwestycji nad Wisłą byłaby niepotrzebna, gdyby od razu ul. Sokola została doprowadzona do Targowej choćby tylko z prawoskrętami: Sokola -> Grochów i Targowa -> Sokola. Tu także (jak między Nowolazurową a Lazurową) pozostanie niewygodny łamaniec: Sokola - Zamoyskiego - wyjazd z dawnego dworca PKS Stadion - Targowa.

O Nowolazurowej pisze dyrektor Piotrowska, że ”intencją władz miasta jest zrealizowanie inwestycji w całości”, czyli z poszerzeniem odcinka Szeligowska - trasa S8 i dwupoziomowymi skrzyżowaniami z Połczyńską i Górczewską. Czy to aby potrzebne? Powstaje przecież wiadukt nad linią PKP w ul. Gierdziejewskiego wraz z nowym wyjazdem z Ursusa do ul. Połczyńskiej. Nowolazurowa już na obecnym etapie miałaby połączenie i z ul. Gierdziejewskiego, i z Połczyńską. Jest też otwarta zachodnia obwodnica przez pobliski węzeł Konotopa. Całkiem sporo jak na jedną część miasta.

Dlatego zamiast przedłużania Nowolazurowej do Połczyńskiej z niewygodnym zawijasem przez Szeligowską wolałbym choć jedną sensowną i sprawnie przeprowadzoną (nie tak jak poszerzanie ul. Marsa) inwestycję drogową w prawobrzeżnej połówce Warszawy. Najlepiej obwodnicę od ronda Wiatraczna do ronda Żaba - nawet, gdyby miała powstawać kawałek po kawałku.

(osa)

czwartek, 22 sierpnia 2013

W ostatnim dniu z dwoma liniami metra (Młociny - Ratusz i Kabaty - Politechnika) zdążyłem się jeszcze załapać na taki oto nietypowy jak na Żoliborz widok. Dwa tramwaje linii 75, która przez ostatnie 8 tygodni dzielnie metro zastępowała między stacją Marymont a pl. Narutowicza, zablokowały skrzyżowanie Słowackiego ze Stołeczną (ks. Popiełuszki), Gdańską i Potocką. Przez dobrą minutę nie można było wjechać na pl. Jacka Kuronia znajdujący się u zbiegu dwóch ostatnich ulic. Na niewidocznym na zdjęciu przystanku (z lewej) stał tramwaj linii 17, a przed nim zdaje się 74, która też zastępowała metro, ale bardziej okrężną trasą znad stacji Marymont przez Stołeczną, al. Jana Pawła II, Nowowiejską i Marszałkowską na Bródno.

Linia 74 przed likwidacją zdążyła się z kolei załapać na zazieleniające się już torowisko po niedawnym remoncie odcinka między pl. Grunwaldzkim a Halą Marymoncką:

Zaczyna to wyglądać naprawdę ładnie. Ostatni całodzienny deszcz dobrze się tej murawie przysłużył - wygląda tak, jakbyśmy mieli właśnie wiosnę, a nie kończące się, niestety, wakacje. Po bokach torowiska, gdzie plantowanie ziemi zakończono najpóźniej, widać jeszcze rozrzucone nasiona, które muszą wykiełkować.

Trzymam kciuki, żeby Tramwaje Warszawskie zdecydowały się na zielone torowisko również wzdłuż al. Jana Pawła II. Dziś jest ono zmasakrowane popękanym i pofałdowanym asfaltem. Ułożono go w miejscu kamieni w obawie przed alterglobalistami, którzy mieli ponoć zdewastować Warszawę podczas szczytu gospodarczego w 2004 r. Przyjechał drugi garnitur przywódców, nic się złego nie stało, ale rządząca wtedy miastem ekipa (generalnie mocno opętana w temacie różnych domniemanych zagrożeń), podniosła wielkie larum. Chlusnęli więc asfaltem między torami i efekty oglądamy do dzisiaj.

Niedawno doszły mnie jednak słuchy, jakoby ratusz odstąpił od remontowania tego odcinka w ogóle, a przynajmniej od instalowania na nim zielonej fali dla tramwajów. Budzi ona kontrowersje, bo ponoć priorytet sygnalizacyjny w tym miejscu może narobić więcej szkód - korki na skrzyżowaniach, wzrost ruchu na bocznych ulicach - niż pożytku.

Obie linie 74 i 75 generalnie dobrze sprawdziły się podczas zamknięcia metra w Śródmieściu. Na wieść o tym, że metro wraca, w mojej rodzinie pojawiły się nawet głosy, że człowiek ledwo się do tych często kursujących tramwajów przyzwyczaił, a już je likwidują :-) Głos w kontrze: "Tylko metro! W tramwajach zaczął się znowu robić duży tłok i jeździły stadami". Skutek widoczny na zdjęciu powyżej.

Wprawdzie metro miało zacząć wracać już w pierwszej połowie sierpnia, ale otwarcie stacji Centrum i Świętokrzyska jutro 23 sierpnia, czyli blisko 10 dni przed zadeklarowanym terminem, i przywrócenie ruchu od razu na całej linii uważam za duży sukces. Już słychać na stacjach komunikaty, że "miło nam poinformować...", że "ruch wraca nieco wcześniej". Wykonawcy prac, spółce AGP Metro, należą się gratulacje. Również rok temu o tydzień przyspieszyła otwarcie przejazdu Marszałkowską (zamkniętą wtedy przez 4 miesiące) dla tramwajów, samochodów i autobusów.

Najważniejsze jest zaś to, że będzie bezpośrednie przejście peron-peron między I a II linią zamiast proponowanej przez wykonawcę bieganiny po schodach. Jeśli będzie tym podziemnym, wygodnym przejściem przechodzić, pamiętajcie, że do jego powstania w pewnym stopniu przyczyniła się "Gazeta" i artykuły Krzysztofa Śmietany, który ujawnił niecne plany budowniczych II linii. Na szczęście władze miasta zareagowały właściciwie i wymogły na wykonawcy wariant może mniej wygodny w budowie, za to optymalny w użytkowaniu na wieki wieków. Tak powinno być

Można oczywiście podejrzewać, że to przyspieszenie w metrze ma związek z wiadomym plebiscytem, który szykuje nam się w Warszawie w październiku. Bo jutro pobudka przed godz. 4 rano, zbiórka za dziesięć piąta i o 5.02 przejażdżka z panią prezydent pierwszym kursem metra do centrum. Skoro świt, gdy wszyscy jeszcze smacznie śpią. I ktoś chce mieć dobrą prasę przed referendum ;-)

(osa)

21:46, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (17) »
środa, 21 sierpnia 2013

W niecały miesiąc od otwarcia najnowszy most na Wiśle w Kwidzynie przejechany i zaliczony. Co za widok i jaka frajda! Wszyscy, którzy mają fioła na punkcie takich niebanalnych przepraw - obecność obowiązkowa.

Kwidzyński most od dawna kusił mnie, by go zobaczyć. Byłem wiernym czytelnikiem świetnie udokumentowanego wątku poświęconego budowie tej przeprawy na forum skyscrapercity (polecam lekturę):
http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=746424

Dlatego kiedy wiosną "Gazeta" zorganizowała dla czytelników konkurs "Moja trasa magiczna" (chodziło o to, by dojechać na wakacje bez pośpiechu nietypową drogą), jako przykład zaproponowałem wyprawę z Warszawy nad morze z zaliczeniem/przejechaniem wszystkich mostów na Wiśle po drodze. Ten pod Kwidzyniem był już wtedy na ukończeniu:
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,13923508,Nad_morze_przez_wszystkie_mosty_na_Wisle.html
Przy okazji koniecznie zajrzyjcie do Chełmna (w bok od autostrady A1, między Toruniem a Grudziądzem), gdzie też jest most, choć już mniej ciekawy, ale przede wszystkim powstał tam wzorzec miast tworzonych na podstawie prawa chełmińskiego. Dziś jest to piękna perełka odnowiona w dużym stopniu z funduszy Unii Europejskiej:


Z Chełmna do Kwidzyna już bardzo blisko. W sumie z Warszawy jedzie się tam ok. 3,5 godz. Do pokonania jest blisko 300 km (w wersji przez Ostródę - upiorna szosa gdańska z jednym tylko na razie ekspresowym odcinkiem od Nidzicy do Olsztynka, i dalej przez Iławę i Prabuty) lub nieco bliżej, choć trochę dłużej właśnie przez Chełmno, opłotki Torunia i jeszcze bardziej wkurzającą drogę nr 10 (liczne wioski i ograniczenia prędkości, brak możliwości wyprzedzania) przez Sierpc do Płońska. Kto nie lubi wracać tą samą drogą, ma wybór.

26 lipca 2013 r. do Kwidzyna na otwarcie mostu zjechał obok ministra transportu Sławomira Nowaka stroniący zwykle od przecinania wstęg premier Donald Tusk: 


Fot. Aleksander Łubieński

Uważam, że tym razem zrobił słusznie - obiecał tę inwestycję i została zrealizowana w ciągu 2,5 lat (choć z ponadpółrocznym opóźnieniem). Stało się to wbrew m.in. lamentom ekologów, którzy wyszukiwali w wodzie chronione minogi, a nad wodą ptaki, które ich zdaniem będą się masowo rozbijać o liny i pylony mostu. Pożytek z tego taki, że olinowanie mostu (lin czy też want jest w sumie 54) ma kontrastowy, czerwony kolor, co bardzo pasuje do pobliskich miast z ceglaną zabudową jeszcze z czasów krzyżackich. Pylony zaś niewysokie, dość nietypowe na mostach podwieszanych. Choć w tym miejscu spece od inżynierii mostowej wytknęliby, że nie jest to typowa przeprawa podwieszana, tylko jej wersja zmieszana z typem belkowym sprężonym, tzw. extradosed.


Tytuł tego wpisu może się wydawać nieco na wyrost, ale przekonałem się osobiście, że most pod Kwidzyniem wygląda rzeczywiście cudnie. Naturalnie najładniejszy jest moim zdaniem w swojej kategorii przepraw nowych, bo mają też swój urok wszystkie kratownicowe mosty na Wiśle z puławskim i grudziądzkim na czele. Piękny jest nasz stary, poczciwy warszawski poniatoszczak czy nieużywany most w Tczewie. Bardzo też lubię nietypowy, bo dwupoziomowy most Gdański w stolicy (zwłaszcza, odkąd jest iluminowany). Most w Kwidzyniu z powodzeniem może jednak konkurować z otwartymi w ostatnich kilkunastu latach Świętokrzyskim i Siekierkowskim w Warszawie czy ażurową piramidą mostu "Solidarności" w Płocku. Nie mówiąc już o tak nudnych i banalnych konstrukcjach jak warszawski most Północny (Marii Skłodowskiej-Curie) czy autostradowy pod Grudziądzem, który miał wyglądać o wiele bardziej atrakcyjnie, ale prywatny wykonawca najgorzej chyba oznakowanej autostrady (odcinek A1 Gdańsk - Toruń), którą jechałem, wymógł oszczędniejszą wersję (poskąpił też na drogowskazach). Zachwyca też krakowska kładka Bernatka. Teraz jednak górą Kwidzyn.


Tak mówił tam premier Tusk: "Bardzo się cieszę, że po tylu latach marzeń i oczekiwań możemy stanąć na moście na Wiśle. To jest moment bardzo ważny dla tych wszystkich, którzy pamiętają, jak długo myśleliśmy o tym, aby Kwidzyn, Powiśle, Pomezanię połączyć z Kociewiem - aby łatwiej móc dojechać do Trójmiasta - ale tak naprawdę by połączyć ze światem".

Przywołuję te słowa, bo ku mojemu rozczarowaniu lipcowe wydarzenie w Kwidzynie jakoś nie przebiło się do ogólnopolskich mediów. Na stronach krajowych czy gospodarczych gazet ważniejsza jest naturalnie codzienna polityczna sieczka, z której niewiele wynika. A i na konferencji premiera od razu zaczęły padać pytania dziennikarek o jakiś zupełnie mgławicowy projekt z przekopem Mierzei Wiślanej, który PiS wylansował przy okazji referendum w Elblągu, bez większego związku ze zmianą władz w tym mieście. Warto wspomnieć, że ta sama partia w sprawie mostu w Kwidzynie kompletnie skapitulowała, nie potrafiąc rozpocząć inwestycji (dobrze to znamy w Warszawie z lat 2002-2006).
Premier Tusk przesadził tylko (chyba), mówiąc, że most kwidzyński jest 11. na Wiśle spośród otwartych lub projektowanych za rządów PO. Jako żywo nie mogę się aż tylu doliczyć (powstają jeszcze przeprawy koło Połańca i Opola Lubelskiego, a otwartych mostów też nie uzbierałoby się aż tyle).

Jak się przekonałem, most pod Kwidzynem przyciąga nie tylko entuzjastów dobrej roboty na polskich drogach. Przy dojeździe do przeprawy na prawym brzegu zgromadzili się rolnicy, którzy ustawili w kręgu oflagowane traktory:

Jeśli dobrze dosłyszałem z daleka, przemawiali do mikrofonów miejscowych reporterów, skarżąc się na mitycznego Niemca, który wykupuje ojcowiznę. Czyli stara śpiewka polskiego chłopa, która ma niewielkie pokrycie w faktach.

A propos tego odcinka odnotujmy tylko, że razem z kwidzyńskim mostem o długości 808 m powstało blisko 12 km dróg dojazdowych, w tym krajowa, b. krótka nr 90 (ma w sumie ok. 15 km). Cała inwestycja kosztowała 250 mln zł, a jej wykonawcami są Budimex i hiszpański Ferrovial Agroman.

Nowa przeprawa przez Wisłę jest doskonale widoczna z kwidzyńskiego zamku (to jakieś 5 km), który został po Krzyżakach. Słynie on m.in. z największej, pięcioprzęsłowej latryny w Europie:

Dzięki mostowi w Kwidzynie byłem tam po raz pierwszy w nie tak krótkim już życiu i miasto zrobiło na mnie b. przyjemne wrażenie. Do zamku pokrzyżackiego przylega gotycka katedra św. Jana Ewangelisty z XIII w.:

Ta z kolei znana jest m.in. z kaplicy, w której na własne życzenie miała się ponoć zamurować błogosławiona Dorota z Mątowów (w tej pokucie wytrzymała, o ile pamiętam, blisko 2 lata).

Po drugiej stronie widocznego powyżej skweru znajduje się całkiem zgrabnie wpasowany nowoczesny budynek kwidzyńskiego kina:


Most pod Kwidzynem czerwienieje też na horyzoncie, gdy stoi się na skarpie znacznie bardziej oddalonego (to już jakieś kilkanaście kilometrów) zamku w Gniewie).

Nasz redakcyjny kolega varsavianista Jerzy S. Majewski, który wybrał się do Kwidzyna na rowerze z Tczewa, po powrocie do Warszawy opowiadał, jak to usłyszał w Gniewie narzekania pewnego jegomościa, że diabli nadali ten nowy most pod Kwidzynem, skoro z jego powodu trzeba było zlikwidować przeprawę promową. Ani chybi jakiś pracownik tejże.

A w Gniewie nadal można się natknąć na ślad tego, co działało przez lata, a co musiało teraz odejść do lamusa i większość chyba nad tym jednak nie płacze. Otwarcie mostu w Kwidzynie przerwało najdłuższy, bo aż 80-kilometrowy odcinek Wisły, który nie miał dotąd stałej przeprawy.

(osa)

01:14, osa_oraz_smik , Z kraju
Link Komentarze (11) »

Gazeta.pl Warszawa