poniedziałek, 21 listopada 2011


Fot. Bartosz Bobkowski/AG

Pożytyczne wynalazki komunikacyjne nie zawsze sprawdzają się w praktyce. Po moich zachwytach nad obsługiwaną przez mikrobusy linią 800 do Palmir teraz zgoła odmienna refleksja o mikrobusowej linii 220, którą ZTM skierował dokładnie trzy lata temu do wypasionej pętli Fort Radiowo. Zbudowano ją w środku lasu obok jedynego w tej okolicy domu.

Pojechałem tam wczoraj, a na pustej (bez nawet jednego pasażera) pętli zastałem przegubowiec 523. Linia ta zawraca w tym miejscu (w szczycie autobusy kursują co 7-8 min, a od 1 grudnia ZTM zapowiada dodatkowo bardziej korzystny rozkład rano), bo do wiosny potrwa przebudowa skrzyżowania ul. gen. Kaliskiego z ul. Radiową. Zanim zamieni się w rondo (wreszcie! bo to była niewygodna i dość niebezpieczna krzyżówka, w dodatku przecinającym ją torem 20-ki), objazd tego miejsca prowadzi obok przez pętlę Stare Bemowo. Trzeba więc stąd było wyprowadzić część autobusów. Nawet linia 154, która zachowała tu postój, i tak musi zawracać przez Fort Radiowo, nadkładając ponad 2 km w tę i z powrotem.

Oznacza to dodatkowe koszty, dlatego dziwię się, że w tej sytuacji ZTM chociaż nie zawiesił linii 220, która jak gdyby nigdy nic nadal przewozi powietrze między Fortem Radiowo a pętlą Nowe Bemowo. Jest to kolejny przykład mikrobusowego połączenia, które ZTM utrzymuje z uporem godnym lepszej sprawy (odsyłam do wpisu z lutego nt. linii 214 z Nowodworów do stacji Płudy w Białołęce: http://autobusczerwony.blox.pl/2011/02/214-nowa-linia-donikad.html). Widać z tego wyraźnie, że mikrobusy nie wszędzie się sprawdzają i tam, gdzie jeżdżą teraz linie 214 i 220 wystarczyłby może inny komunikacyjny wynalazek - znany z Krakowa autobus na telefon: mikrobus rusza wtedy, kiedy dzwoni po niego pasażer. Po co w ogóle 220 musi się pałętać po blokowiskach Nowego Bemowa dublując trasę 122?

Co ciekawe, kiedy mieszkańcy upominają się w jakimś miejscu o poprawę komunikacji, często słyszą od ZTM, że ”brakuje taboru” albo pieniędzy. Widać jednak wyraźnie, że ów tabor bywa po prostu niezbyt racjonalnie wykorzystywany. Np. władze i radni Żoliborza starają się teraz o nowe połączenie między stacją metra Dworzec Gdański (od jego wyjścia po północnej stronie przy ul. Kokarda) ze stacją metra Marymont. Chodzi o zapewnienie komunikacji mieszkańcom ulic, które dziś są jej pozbawione. Ja bym taką nową lokalną linię mikrobusową widział nawet na dłuższej trasie: przez ul. gen. Zajączka do al. Wojska Polskiego i pl. Grunwaldzkiego, dalej ul. Matysiakówny do Rydygiera, przez Przasnyską (progi spowalniające do przeróbki!), Elbląską, Włościańską do Hali Marymonckiej i jeszcze dalej: przez Gdańską, Hłaski, Rudzką, Klaudyny, a stąd albo Podleśną do pętli na Gwiaździstej, albo trasą obecnej linii 121 przez Marymoncką i Przy Agorze na Chomiczówkę). Oczywiście wtedy należałoby zlikwidować linię 205 albo puścić ją właśnie tą nową trasą, żeniąc ją ze 121.

Wracając do Fortu Radiowo, natknąłem się na dyskusję mieszkańców Klaudyna http://www.klaudyn.eu/page11.php?post=5 , którzy pomstują na wprowadzone w tym roku zmiany w komunikacji. Normalnie jeździ z tej miejscowości zawieszona teraz (znów z powodu budowy ronda przy pętli Stare Bemowo) linia 812 (ale tylko w dni powszednie). Zastępuje ją na zmienionej trasie linia 712, czyli już czwarta, która mija pętlę Fort Radiowo! ”Chyba wszyscy widzimy bezsens jadących jeden za drugim autobusów” - 220 i 812/712, pisze jeden z forowiczów. Chyba wszyscy oprócz ZTM.

(osa)

13:53, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (5) »
sobota, 19 listopada 2011

Zgodnie z komunikatem na stronie internetowej ZTM to pierwszy weekend bez podmiejskiej linii 800 uruchomionej w tym roku jako dojazdówka do nowego muzeum w Palmirach. Odwiedziłem je dokładnie przed tygodniem na pożegnanie tego pożytecznego połączenia, a także jako swego rodzaju odtrutkę po tym, co się działo na warszawskich ulicach poprzedniego dnia - 11 listopada. A więc wtedy flagi na maszt (u mnie na balkonie dwie: biało-czerwona i niebieska z żółtymi gwiazdkami), a potem w drogę.

Na pętli Metro Młociny zaskakująco spora frekwencja. Fakt, że świecące słońce sprzyjało wycieczkom poza miasto, choć dzień był już chłodny. W kursie o godz. 11.20 (krótkie minibusy wyruszały do Palmir co godzinę) zajęte były wszystkie miejsca siedzące. Pojedyncze osoby dołączyły się na przystankach Przy Agorze i na Marymonckiej, ktoś wysiadł na Młocinach (Pułkowa/Dzierżoniowska), a dalej już bez zatrzymywania wylotówką przez Łomianki sunęliśmy do celu.

Najpierw przystanek we wsi Palmiry - tam wysiadła połowa pasażerów, potem (w sumie po niespełna 40 min jazdy) na pętli koło muzeum i cmentarza:

Nie byłem tam od lat. Ostatnio chyba na wycieczce klasowej w podstawówce. Już sama jazda wąską szosą przez Puszczę Kampinoską jest przejmująca. Przypomina się film "Polskie drogi" ze wstrząsającymi scenami transportu Polaków, którzy z ulicznych łapanek trafiali najpierw do więzienia na Pawiaku, a potem niemieckie ciężarówki tym właśnie śródleśnym traktem wiozły ich na rozstrzelanie. Na miejscu esesmani zawiązują im czarne opaski na oczy, biorą pod rękę i prowadzą na miejsce egzekucji. Pchają pod górę (to się chyba nazywa morena czołowa), ludzie gubią tobołki, następni się o nie potykają. Czeka już wykopany dół, stoi barierka z drewna, do której są przywiązywani. Padają strzały. Ciała zwisają bezwładnie.


Fot. Kuba Atys/AG

Oglądamy to potem w muzeum (film jest tam wyświetlany), które przeszło w ostatnich latach metamorfozę. Teraz w ciekawy sposób informuje o przeszło 2 tys. pochowanych na cmentarzu obok (to głównie polska inteligencja - naukowcy, politycy, działacze społeczni, księża, sportowcy, także Żydzi). Przypomina również o wszystkich walkach, które toczyły się w Puszczy Kampinoskiej (m.in. w czasie powstania styczniowego, we wrześniu 1939 r. i podczas Powstania Warszawskiego). Muzeum po zmianach jest też ciekawym obiektem architektonicznym, choć blaszane ogrodzenie (stoi jakby budowa trwała nadal), które chroni ponoć szklane ściany przed dzikami, przydałoby się zastąpić czymś bardziej estetycznym.


Fot. Kuba Atys/AG

Linia 800 teraz tam wprawdzie nie kursuje, ale nadal każdy zmotoryzowany może się przekonać, jak to teraz w Palmirach wygląda. Muzeum jest normalnie otwarte (oprócz poniedziałków), a wstęp pozostaje bezpłatny.

Opuszczamy cmentarz w Palmirach, mijając "pętlę" 800-ki. Piszę w cudzysłowie, bo to zawracanie, którego gdzie indziej spotkać nie sposób - na trzy (choć według jednej z koncepcji podobnie ma to wyglądać na Tarchominie z tramwajami - u zbiegu trasy mostu Północnego i ul. Projektowanej, bo dalej protesty mieszkańców i nieudacznictwo urzędników - torów brak). A więc tyłem w bramę na przymuzealny parking i z powrotem na przystanek dla wsiadających. Postój trwa ok. 5 min.

Kawałek dalej drogowskazy na szlaki turystyczne przez Puszczę Kampinoską. Zabawnie wyglądają napisy kierujące na pętle autobusów "MZK", które przestało istnieć dokładnie 20 lat temu. Skrót to, jak widać, wiecznie żywy. Trafia się też nadal w telefonach i w listach od naszych czytelników.

To samo 2 km dalej, blisko krzyża "Jerzyków" w Pociesze. Tu dwa razy w roku dociera linia cmentarna C81. W pierwszy weekend września odbywają się uroczystości. "Pętla" znajduje się na parkingu - znowu "-", bo jej nawierzchnia to ubita ziemia.

Inaczej wygląda to w Sierakowie, dokąd przez wiele lat przyjeżdżała z Dworca PKS Marymont, a potem z pl. Wilsona podmiejska linia 726. To już asfaltowa łezka w malowniczym zagłębieniu, obok sklep spożywczy, a za nim plac zabaw. Dziś w co drugim kursie do Sierakowa zbaczają autobusy 708 w drodze do i z Truskawia (na przedniej szybie idiotycznie wyglądający, bo niewiele mówiący napis: "Skibińskiego"). W Sierakowie chyba nie ma zbyt wielu chętnych do wsiadania, a jeśli nawet to z najbardziej odległego końca tej biednie wyglądającej wsi na pętlę jest jeszcze ponad 1 km. Sąsiedni Izabelin to jej przeciwieństwo, ale bogactwo właścicieli budowanych teraz dość masowo domów nie dorównuje, niestety, ich estetyce.

Przy skrzyżowaniu drogi z Sierakowa z drogą Truskaw - Warszawa w Izabelinie przystanek 708. Autobusowo-piesza wycieczka kończy się w punkcie wyjścia przy stacji Młociny. Polecam wszystkim tę trasę wiosną, gdy linia 800 - miejmy nadzieję - znowu wyruszy do Palmir.

(osa)

19:33, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 listopada 2011


Fot. Renata Dąbrowska/AG

Wygląda na to, że wpadliśmy spod Grabarczyka pod rynnę. Jeśli potwierdzą spekulacje na temat obsady nowego rządu, w czwartek prezydent Bronisław Komorowski mianuje na ministra infrastruktury/transportu (słuszna zmiana nazwy resortu) dotychczasowego szefa swojej kancelarii Sławomira Nowaka. Wielkie rozczarowanie, zresztą niejedyne spośród planowanych ruchów kadrowych autorstwa Donalda Tuska (Jarosław Gowin ministrem sprawiedliwości - to już w ogóle dramat :-(, 30-letni lekarz z PSL szefem resortu pracy czy rezygnacja z prof. Andrzeja Kraszewskiego, świetnego fachowca na czele Ministerstwa Środowiska).

Skupmy się na transporcie. Sławomir Nowak będzie tu jak Filip z konopi. Absolutnie priorytetową dziedziną dla Polski ma się zajmować człowiek z łapanki, któremu marzył się ponoć resort sportu, który skacze ze stołka na stołek. Owszem, nie zawsze minister musi być człowiekiem z branży, ale jak to się kończy, widać po Cezarym Grabarczyku, który aspirował przed czterema laty do Ministerstwa Sprawiedliwości, tyle że Donald Tusk ukarał go infrastrukturą za niesubordynację podczas jednego z głosowań w klubie PO. Grabarczyk w końcu się w swój resort wdrożył, ale np. musiało minąć półtora roku, zanim zdecydował, że nie ma co brnąć w przetarg na koncesyjną budowę autostrady do Warszawy. Brakuje teraz tych straconych miesięcy przed Euro 2012.

Sławomir Nowak z jednej strony będzie odcinał kupony po inwestycjach rozpoczętych przez swego poprzednika (min. Grabarczyk rozkręcił ich rzeczywiście całkiem sporo, ale czy tam, gdzie trzeba? i czy dopilnował, jak przebiegają?). Z drugiej obawiam się o kolejne, o to, co będzie z zaniedbaną koleją. Czy będzie się upierał przy mgławicowym projekcie Kolei Dużych Prędkości i lansowanym przez Cezarego Grabarczyka kosmicznym lotnisku między Warszawą i Łodzią.

Ponieważ Nowak pochodzi z Gdańska, można mieć chociaż nadzieję na przyspieszenie nowej wylotówki z Warszawy omijającej Łomianki :-) Chyba że będzie wolał rozwijać port lotniczy w Gdańsku i układ dróg wokół Trójmiasta. Kto wie, może nawet przebije łódzką megalomanię Cezarego Grabarczyka. A stolica jak zwykle na swoje poczeka.

(osa)

niedziela, 13 listopada 2011

Dziś relacja z wyprawy do Lwowa. Oprócz zabytków miasto szczyci się jednym z najstarszych systemów tramwajowych w Europie. Tramwaje elektryczne zaczęły tu kursować już w 1894 roku, jako pierwsze w Cesarstwie Austriackim. Dopiero trzy lata później zaczęły jeździć w Wiedniu. Spośród miast na obecnych ziemiach polskich o rok wcześniej wyruszyły tylko we Wrocławiu, a za to w Warszawie aż 14 lat później.

Dziś lwowskim tramwajom daleko do nowoczesności. Niektóre tory są tak pokrzywione, jakby nie były remontowane przez sto lat. Tramwaje toczą się po nich i bujają z prędkością kilkunastu kilometrów na godzinę. Na szczęście to powoli się zmienia. Kolejne odcinki torów są remontowane.Ponoć w dalekich planach jest budowa tuneli dla szybkich tramwajów pod zabytkowym centrum.

Na torach dominują rozklekotane Tatry z lat 70. i 80. Jest też partia używanych Tatr odkupionych kilka lat temu z dawnych enerdowskich miast- z Gery i Erfurtu. Mimo wszystko tramwaje lwowskie mają mnóstwo uroku. Niesamowite wrażenie robi przejażdżka toczącymi się po zabytkowych ulicach wagonami. Jedna z ciekawszych tras wiedzie przez rynek. Poniżej tramek reklamujący Euro 2012.

Prawdziwą plagą we Lwowie są za to marszrutki, czyli małe busiki. To zresztą środek transportu bardzo popularny za naszą wschodnią granicą i na nieco mniejszą skalę znany w Polsce. Ci którzy narzekają na stan techniczny naszych busików powinni pojechać na Ukrainę. Niektóre z nich to nie wiadomo jakim cudem toczące się wehikuły. Na dodatek często wypchane ludźmi do granic możliwości. Niektóre z nich, tak jak ten poniżej pod cmentarzem Łyczakowskim, pamiętają chyba czasy Breżniewa.

Wiele busików ma śmieszne kształty

Mimo ciasnoty i kiepskiego stanu są popularne wśród mieszkańców. Często można poprosić, żeby się kierowca zatrzymał się, tam gdzie sobie życzy pasażer.

Są też nowsze modele z dziwną buzią.

Busik kanciak na tle kościoła Dominikanów

W Lwowie, podobnie jak w ponad 40 ukraińskich miastach,  jeżdżą także trolejbusy.

W centrum można je zobaczyć sporadycznie. Wyruszają raczej na obrzeża. Część z nich to dość stare pojazdy, trochę kojarzące mi się z ZIU-tkami, czyli radzieckami trolejbusami, które widziałem śmigające do Piaseczna.

Są też nowe trolejbusy marki LAZ (Lwiwskij Awtobusnyj Zawod). Wyglądają całkiem nieźle.

A we Lwowie - tak jak u nas - już za kilka miesięcy Euro 2012. Kiedy tam , byłem akurat otwierano stadion. Zbudowano go na peryferiach. Wprawdzie przy obwodnicy, ale za bardzo nie ma tam komunikacji miejskiej. Reporter Polskiego Radia musiał iść przez pola od najbliższej maszrutki. Trzeba przyznać, że lwowska komunikacja ma urok, ale ta warszawska wypada na tym tle cudownie.

(śmik). 

00:37, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (15) »
środa, 09 listopada 2011

Jeszcze tego nie robiliśmy, ale komunikat prasowy firmy Siemens o pełnym zautomatyzowaniu najstarszej linii metra w Paryżu jest tak interesujący, że kopiujemy go do bloga prawie w całości. Zwłaszcza że opisywaliśmy już obszernie inną taką linię - z kolei najnowszą - nr 14 (tu link do wpisu z sierpnia 2010 r.: http://autobusczerwony.blox.pl/2010/08/Jak-sie-nie-starzeje-linia-14.html). 

Przypomnijmy, że Siemens jest dostawcą wagonów dla II i częściowo I linii metra w Warszawie, która w ostatnich tygodniach coraz częściej staje się ofiarą samobójczych skoków na tory. Szklane tafle wzdłuż krawędzi peronów byłyby prawdziwym wybawieniem przed desperatami, którzy sobie chcą odebrać życie, a przy okazji utrudniają je dziesiątkom tysięcy pasażerów.

A oto, co przysłali nam z Siemensa:

”Najstarsza linia nr 1 paryskiego metra wybudowana w roku 1900 biegnie ze wschodu na zachód francuskiej stolicy. Linia przeszła gruntowną modernizację.

Siemens wyposażył ją w pełni zautomatyzowany i bezobsługowy system sterowania ruchem pociągów Trainguard MT CBTC. Dzięki temu pociągi mogą jeździć w takcie co 85 sekund, zamiast dotychczasowych 105 sekund. Zwiększenie częstotliwości kursowania pociągów ma olbrzymie znaczenie dla tej bardzo obciążonej linii. Co dzień korzysta z niej około 725 000 pasażerów, w tym wielu turystów, ze względu na przebieg trasy wiodącej pod największymi zabytkami miasta, do których należą m.in. Luwr, Pola Elizejskie, Łuk Triumfalny i dzielnica wieżowców La Défense.

Prace modernizacyjne prowadzone były bez konieczności wyłączenia linii z eksploatacji.

Zainstalowany system pozwala na szybsze i częstsze kursowanie pociągów, które nie wymagają obsługi maszynistów. Zmiany wprowadzane są sukcesywnie, tak by na początku 2013 roku wszystkie z 49 składów były w pełni wyposażone w nowoczesne układy sterownicze Siemensa. System pozwala na dostosowanie ruchu pojazdów do potrzeb i ilości pasażerów w danej chwili. Jest to szczególnie istotne podczas odbywających się imprez masowych, takich jak targi czy zawody sportowe. Ruch pociągów kontrolowany jest z centrum zarządzania ruchem. Wszystkie 25 stacji linii nr 1 zostały wyposażone w nowoczesne systemy bezpieczeństwa oraz nowe drzwi awaryjne na peronach.

System automatyki Trainguard MT CBTC umożliwia uzyskanie znacznych oszczędności. Zainstalowane wcześniej urządzenia na linii nr 14 paryskiego metra pozwoliły zaoszczędzić 15 procent energii elektrycznej rocznie. Trainguard MT CBTC jest używany przez wiele linii metra na świecie. Sterowniki Siemensa pracują na linii L w Nowym Jorku, linii nr 9 w Barcelonie, linii nr 4 w Sao Paulo, linii 1 w Algierze. Zamówienie na system zostało złożone także przez Metro w Budapeszcie”.

20:29, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (8) »
wtorek, 08 listopada 2011


Filip Klimaszewski/AG

Ostatni akapit mojego poniedziałkowego tekstu o uruchomieniu linii 460 (witamy z powrotem w nowym wcieleniu zasłużony numerek, który w latach 1983-2003 w niemal niezmienionej postaci zapewniał szybkie połączenie na trasie Targówek - Dw. Centralny) mógł przyprawić co poniektórych o lekką tachykardię zwaną w niektórych kręgach palpitacją serca. Bo ”mówi się” o planach wycofania linii 517 z prawobrzeżnej części Warszawy w momencie przywrócenia tramwajów na wyremontowane torowisko w al. Zielenieckiej (oby 1 grudnia). Od razu dostałem telefon, że choć miecz Damoklesa wisi nad 517-ką od dawna, to ZTM jednak zostawi ją i na Pradze, i na Targówku. Rozważane jest jeszcze, czy tylko wybrane kursy (reszta byłaby jak kiedyś skrócona do pl. Trzech Krzyży), czy wszystkie - jak teraz. Po zamknięciu skrzyżowania Targowa/al. ”Solidarności” pasażerowie z Targówka walą bowiem do autobusów drzwiami i oknami, a i 517 przestała być aż tak wielkim dublerem tramwajów, jak była.

Z tym dublowaniem różnie to zresztą wychodzi. Nieulubioną linią w ZTM jest takie np. 510 (bo jedzie razem z 17-ką), a jednak pasażerowie (nie tylko z Tarchomina) głosują na tę linię obiema nogami, meldując się całkiem tłumnie na pokładzie. Dzieje się tak zwłaszcza popołudniami, wieczorami i w weekendy, a zwłaszcza od Arkadii w stronę północną. Z radością obserwuję ostatnio coraz więcej przegubowców z numerem 510, bo był czas, gdy ludzie musieli się kisić w krótkich jelczach.

Mamy tu mały dylemat: co robić z liniami autobusowymi, które niezbyt dobrze sprawdzają się w godzinach szczytu, ale są świetne i cieszą się dużym wzięciem, kiedy tylko skończą się korki. To samo jest zresztą z liniami 127 i 500, przy których ZTM nie zdecydował się jednak gmerać. A przecież ledwie kilka tygodni temu dawano do zrozumienia, że pierwsza może zostać podzielona na dwie (dogmat o likwidacji linii, których trasy ciągną się przez całe miasto), a druga może wylądować na moście Grota-Roweckiego i pętli Metro Marymont (bo sparaliżowany jest most Gdański i dojazdy do niego). Bródno załkałoby się jednak, tracąc drugie już po 527 bezpośrednie połączenie z Arkadią.

Dodajmy tylko, że na dobre ucichły też głośne swego czasu plany podziału linii 117 na część gocławsko-śródmiejską i mokotowsko-wilanowską. Współczuję tylko mieszkańcom ul. Madalińskiego (a mam tam kilku znajomych ;-), którzy zdani są teraz na tasiemcową, a więc narażoną na korki linię 117 albo kompletnie rozregulowane z powodu blokady Ząbkowskiej 138. W tej sytuacji jako najpewniejszy, choć też przecież utykający w korkach w centrum, zostaje im muchowóz widmo nr 210 raz na pół godziny.

(osa)

00:39, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (6) »

Gazeta.pl Warszawa