czwartek, 06 września 2012

Ten widok cieszy, bo oznacza, że w Warszawie przybywa nam właśnie nowy odcinek trawiastego torowiska. Szkoda, że taki krótki (niespełna 200 m), ale i tak pracownikom Tramwajów Warszawskich należy się uznanie za to, że walczyli o niego jak lwy. A z kim? Z konserwatorem zabytków, który niespodziewanie stwierdził, że trawiaste torowisko nie pasuje do monumentalnej zabudowy MDM-u. Żenada.

Będzie oczywiście odwrotnie, bo gdy trawa już wzejdzie (oby widoczne na zdjęciu ziarna nie stały się łupem ptactwa), ożywi tylko ponury wąwóz Marszałkowskiej między gmaszyskami blisko pl. Konstytucji. Można tylko żałować, że nie ma trawy na wyremontowanym poprzednio odcinku między pl. Zbawiciela a pl. Unii Lubelskiej.

Do ”Gazety” przychodzą pytania, co z trawą na torach wzdłuż Marszałkowskiej w stronę centrum czy pl. Konstytucji. ”Robotnicy wylewają tam asfalcik i mówią półgębkiem, że koncepcja tu zmienia się tak często, że z trudem sami mogą nadążyć. Nie chcę tak! Jeśli Bufetowa jest tak rozkochana w asfalcie i betonie, to może wyasfaltuje sobie ogródek i wybetonuje buciki! Nie chcę mieszkać w takim mieście! Pozdrawiam z nadzieją, Paweł”.

Widocznie do czytelników nie przebiła się informacja, że zielono będzie tylko na tym krótkim odcinku, który pokazuję. A co do samego remontu: dziwne, że nie udało się go ukończyć razem robotami metra przy Świętokrzyskiej.

Efekt na torach w Śródmieściu może być równie efektowny co na Żoliborzu, gdzie trawiasty odcinek oddano przed rokiem. Tutaj rośliny wybujały nawet aż za bardzo. Mam wrażenie, że owszem, są podlewane, ale nikt ich nie kosi. Wygląda to tak, jakby w roli kosiarek występowały tu tylko przejeżdżające tramwaje.

(osa)

12:35, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (7) »
niedziela, 02 września 2012

Tyle było przed miesiącem narzekań i pomstowania na dyrekcję Metra Warszawskiego za zamknięte wejścia awaryjne na stacjach, a tu proszę...

W ostatnich dniach znowu ciągle mijam otwarte na oścież wejście awaryjne na stacji Politechnika. A na nim napis: ”Nieuzasadnione otwarcie będzie karane”. Strachy na lachy. Czyż nie jest to irytujący widok, kiedy patrzy się na tę grupkę młodych ludzi, którzy bez pardonu przechodzą sobie obok legalnego wejścia przez bramki? Mam nadzieję, że nie zapomnieli kart miejskich z ważnym biletem...

Piszę o tym, bo to zamknięte wejście było ponoć problemem głównie dla pasażerów objuczonych walizkami i zakupami czy rowerzystów. Zobaczcie więc, że to głównie zaproszenie dla gapowiczów, a tak być nie może. Metro jest zdecydowanie najdroższym środkiem komunikacji i za przejazd nim powinno się płacić. Pewnie, że są w tym systemie dziury. To możliwość przeskakiwania przez turnikiety w bramkach i windy, którymi bez kontroli można się dostać na peron. Dlatego można było mieć chociaż nadzieję, że dyskusja po skutecznym, wydawało się, zamknięciu drzwi na stacjach doprowadzi do poprawy tego systemu, jeśli nie w I linii, to przynajmniej w II po jej zbudowaniu.

Jako najbardziej skuteczną zaporę przed gapowiczami zapamiętałem bramki w metrze nowojorskim - nie da się ich przeskoczyć. To poziome drążki od stóp do głów, które obracają się, gdy pasażer wrzuci tzw. tokena. Nie wygląda to może zbyt subtelnie, ale działa. A jak, to widać mniej więcej w wejściu do Huty Warszawa:

Na drugim biegunie mamy system ukraiński. Tak to wygląda w metrze kijowskim:


Fot. Marek Grygiel

Przyznacie, że to jeszcze łatwiejsza przeszkoda dla skoczków niż u nas. Tyle że obok siedzi stróż.

Zdjęcia z kijowskiego metra, które zna tylko druga połowa Autobusu_czerwonego, podarował nasz redakcyjny kolega fotoedytor ”Gazety Wyborczej” Marek Grygiel. Rozmawialiśmy ostatnio o sytuacji na budowie II linii - czy powinna przekraczać Wisłę górą, czy dołem. Ja mimo obecnych problemów na zatopionej stacji Powiśle nie wyobrażam sobie kolejnego nasypu w tej części Śródmieścia, ale niezmiennie dziwię się, jak można było przesunąć stację Powiśle pod tunel Wisłostrady i doprowadzić podczas jej budowy do megaproblemów dla całego miasta. Marek Grygiel zapamiętał z Kijowa, że metro wychodzi tam ze skarpy nad Dnieprem i przekracza rzekę górą, również dalej prowadzi już na powierzchni. Dołączmy jeszcze dwa jego ciekawe obrazki z kijowskich podziemi:


Fot. Marek Grygiel

A teraz znowu Budapeszt. Węgierski system wejść do metra wprawił mnie w zdumienie. Nie ma tam w ogóle bramek, czyli sytuacja jak z początków metra warszawskiego. Różnica jest taka, że na każdej stacji i przy każdym wejściu stoi tam grupa kontrolerów o wyglądzie w większości takim, że lepiej się nie zbliżaj. Świetnie zostało to pokazane w węgierskim komediodramacie z 2003 r. pt. ”Kontrolerzy” obsypanym nagrodami, w tym na Warszawskim Festiwalu Filmowym.

Kontrolerzy mają, jak widać, zazwyczaj źle skrojone uniformy i opaskę na rękaw, którą przeważnie majtają w dłoni. Naszym biletom, a kupiliśmy grupowy na cały dzień, zbyt dokładnie się nie przyglądali. Czyli podobne olewactwo podczas kontroli jak w Warszawie - może dopiero ze dwa razy kanar poprosił mnie, bym wyjął kartę miejską i pokazał zdjęcie. A przecież o umieszczanie zdjęć na kartach miejskich było swego czasu mnóstwo sporów, ZTM argumentował, że zdjęcia i personalizacja wyeliminują przekazywanie sobie kart z biletami imiennymi.

 

Pozostając w poetyce naszego klasyka, który chciałby przenieść cały Budapeszt do Warszawy - stawiam tu wyraźny znak: ;-), z metra węgierskiego na pewno pożyczyłbym do nas schematy komunikacji. Są wyraźne i po prostu normalne, bez udziwnień, przekłamań i wściekłych kolorków.

Mam za to mieszane uczucia co do tego, czy przeniósłbym z Budapesztu prędkość jazdy schodami ruchomymi. Jest zdecydowanie wyższa niż w Warszawie. Z jednej strony to dobrze, bo można szybciej wydostać się na powierzchnię, z drugiej - to niewygodnie dla niepełnosprawnych pasażerów i małych dzieci, bo tak naprawdę trzeba z tych schodów wyskakiwać. Chyba czeka nas jeszcze w Warszawie na temat prędkości schodów porządna dyskusja przed otwarciem głębokich stacji II linii metra.

Na pewno nie do pozazdroszczenia w Budapeszcie jest stan techniczny metra. Fachowo pisał już o tym w Autobusie_czerwonym w zeszłym roku Krzysztof Varga: http://autobusczerwony.blox.pl/2011/05/Budapeszt-staje-sie-muzeum-komunikacji.html

Muszę jednak przyznać, że aż takich widoków się nie spodziewałem - zgroza:

Żeby nie kończyć wizyty w pięknym Budapeszcie takimi szpetnymi obrazkami, zajrzyjmy jeszcze do mojej ulubionej perełki w stolicy Węgier - najstarszej linii metra na kontynencie (nie licząc londyńskiego, które jest przecież na wyspie) z 1896 r.:

(osa) 

22:41, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (24) »
wtorek, 28 sierpnia 2012

To się nazywa warszawskie tempo! Ile czasu potrzeba naszym drogowym zuchom, żeby uporać się z naprawą sygnalizacji świetlnej na jednej z głównych ulic miasta? Okazuje się, że przynajmniej rok, bo o tym dziwnym widoku na zdjęciach powyżej, który w ostateczności pasowałby może do jakiejś peryferyjnej ulicy, pisałem w Autobusie_czerwonym w połowie sierpnia 2011 r.:
http://autobusczerwony.blox.pl/2011/08/Dynda-system-sterowania.html

Już wtedy kable dyndały sobie od dłuższego czasu nad skrzyżowaniem Wisłostrady z ul. Łazienkowską i koło dumy ratusza, czyli stadionu Legii. W Zarządzie Dróg Miejskich uprzedzono mnie, że jeszcze sobie podyndają, bo ”właśnie trwa przesuwanie pieniędzy z jednego paragrafu do drugiego, żeby usunąć awarię, która się przydarzyła”. Słowa te okazały się prorocze. Nikt się specjalnie nie przejmował, jak źle to wygląda i nawet głupawka związana z Euro 2012 nic tutaj nie pomogła.

Niespodzianką było więc dla mnie to, że w połowie sierpnia 2012 r., czyli równo rok od poprzedniego komentarza, u zbiegu Wisłostrady i ul. Łazienkowskiej, jadąc rowerem do pracy, natknąłem się na tajemnicze wykopki. W następnych dniach kable zaczęły stopniowo znikać. I oto efekt - zdjęcie z jazdy dzisiejszej:

Ot, warszawskie tempo...

A może ma to związek z planowaną na jutro decyzją Rady Warszawy o nadaniu dość przydługiej nazwy widocznemu w tle obiektowi? Teraz wbrew sponsorskiemu napisowi, który można dostrzec, a który chyba wszyscy ignorują, ma to być „Miejski Stadion Klubu Sportowego Legia im. Marszałka Józefa Piłsudskiego”. Każdy oczywiście tę nazwę zapamięta, a najszczęśliwsi będą radni, że znowu udało im się wykazać.

(osa) 

18:02, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (1) »
sobota, 25 sierpnia 2012

W Warszawie i miejski przewoźnik, i przewoźnicy prywatni ostatnio testują tyle autobusów, że nadążyć za tymi nowinkami mogą już chyba tylko najwięksi miłośnicy komunikacji miejskiej. Marki krajowe i zagraniczne, z napędem klasycznym, na gaz, prąd i hybrydowe.

W sobotę 25 sierpnia z daleka rzucił mi się w oczy jasny autobus linii 227 stojący na końcowym przystanku w al. Jana Pawła II przy Dworcu Centralnym. W poniedziałek przydybałem go przed ratuszem na pl. Bankowym. To VDL, który kursuje po Warszawie na holenderskich numerach rejestracyjnych.

A w lipcu po Budapeszcie jeździło takie oto cudo:

Autobus BYD K9B chińskiej produkcji. Portal autochiny.pl informuje o modelu BYD K9, który cieszy się rosnącym zainteresowaniem europejskich miast. Wśród testujących go wymienia m.in. Frankfurt, Amsterdam i Madryt. Na tej liście zabrakło zdecydowanie stolicy Węgier z modelem BYD K9B. W tym wypadku przyznacie chyba, że - jak powiedział klasyk - dobrze byłoby mieć Budapeszt w Warszawie ;-)

Wrażenia z jazdy bardzo pozytywne: cicho, płynnie, przy działającej klimie. W środku informacja o czasie "tankowania" energii:

Ten w pełni elektryczny autobus ma zasięg 250 km, a przy wyłączonej klimatyzacji - 300 km. Dla porównania testowany u nas elektryczny Solaris - 100 km i rozpędza się do 50 km na godz. ("chińczyk" może pędzić dwukrotnie szybciej). O tym, skąd pochodzi BYD, przypominają napisy nawet na uchwytach pasażerskich siedzeń:

To, co jeszcze ujęło mnie podczas przejażdżki autobusem BYD K9B po Budapeszcie, była taka drobna, niepozorna informacja zamieszczona na samym przodzie:

Podano tu szczegółową rozpiskę linii, na których autobus można spotkać w kolejnych dniach. W Warszawie wymaga to wyższej kombinatoryki - trzeba wiedzieć, w której zajezdni testowany autobus nocuje i które trasy może obsługiwać. Przewoźnicy przestali już o tym informować nawet media. Szczegółowe informacje wymieniane są na forach internetowych. A gdyby tak skopiować przy następnych testach pomysł znad Dunaju? Więcej tego Budapesztu w Warszawie ;-)

Tam ze szczegółowej informacji oczywiście korzystają miejscowi miłośnicy komunikacji. Towarzyszą kierowcy przez dłuższy odcinek trasy i chyba się już z nim nawet zaprzyjaźnili.

(osa)

21:50, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (8) »
środa, 22 sierpnia 2012

Mój syn wracał ostatnio ze spływu kajakowego po Rospudzie, a ja wyszedłem na Dworzec Centralny, żeby go odebrać z pociągu. Wieczorna ”Hańcza” z Suwałk miała o dziwo tylko 5 min spóźnienia, ale wystarczyło to, by prysły zmysły (choć Irena Kwiatkowska, śpiewając te słowa w ”Kabarecie Starszych Panów”, miała chyba na myśli coś innego ;-).

Najpierw o zmyśle wzrokowym. Moją uwagę zwróciło to, że przy peronie 4. nad torem 8. - o zgrozo - nie ma zasłoniętych prześwitów do północnej antresoli Dworca Centralnego. A jego odwołany z hukiem władca tak przecież biadolił, że masowo będą skakać stamtąd ludzie, więc najlepiej walnąć tam jakąś reklamę.

Teraz, niestety, zmysł wzrokowy musi podążyć za węchowym. Wprawdzie jakiś czas temu (tak akurat tydzień przed Euro 2012) wywęszyliśmy na Dworcu Centralnym zapachy fiołków i lawendy, teraz jednak wróciła dziwnie znajoma woń. Zerknąłem na tor 6. przy peronie 4. i oniemiałem: jak za starych dobrych czasów przy centralnym punkcie peronu (między schodami ruchomymi - tam, gdzie najwięcej podróżnych) w najlepsze leżały sobie odchody przemielone z papierem toaletowym (na zdjęciu powyżej). To samo na torze 8. przy peronie 4., tyle że już nieco zasuszone:

Może ktoś był akurat w pilnej potrzebie, ale przypuszczam, że to raczej przejaw chamstwa podróżnych, którzy nie przestrzegają zakazu korzystania z toalet podczas postoju pociągu na stacji (a tym bardziej podziemnej). Fatalnie świadczy to też o polskich kolejach, które po pierwsze wciąż używają wagonów z toaletami wylewającymi zawartość sedesu na tory (poza stacjami też przecież musi to wyglądać potwornie), po drugie kierownicy pociągów olewają polecenie zamykania takich toalet przed wjazdem pociągu na linię średnicową w Warszawie. Wreszcie - jak już się zdarzy komuś narobić na tory na Dworcu Centralnym, to nikt się nie zainteresuje, żeby to po prostu sprzątnąć. Sam nie wiem, która z tych rzeczy jest najgorsza.

(osa) 

PS I jeszcze końcówka tekstu mojego redakcyjnego kolegi Wojtka Karpieszuka z 1 czerwca 2012 r.:

”Co to za aromaty, pytamy w końcu Łukasza Kurpiewskiego, rzecznika PKP. - Zielone jabłuszko, lawenda - wylicza rzecznik.

- Czy pod sufitem są zainstalowane dozowniki?

- Po prostu używamy środków czyszczących o zintensyfikowanej woni lawendy, a w niektórych miejscach na dworcu są umieszczone pojemniki z zapaszkiem zielonego jabłuszko - zdradza Łukasz Kurpiewski.

Trzymajmy teraz kciuki, byle zielone jabłuszko i lawenda nie wyparowały z Centralnego po Euro 2012".

21:56, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (12) »
sobota, 18 sierpnia 2012

Powoli krystalizuje się projekt powakacyjnych zmian w komunikacji na Tarchominie i przyległej części Białołęki. Do zapowiedzianego już dawno powrotu linii 176 na pl. Hallera i potwierdzonego nieco później wycofania linii 133 i 152 z Żerania FSO (obie jako nadal osobne mają docierać do pętli Tarchomin - odpowiednio z Choszczówki i Białołęki Dworskiej) teraz dochodzi rozstrzygnięcie dylematu co do trasy linii 511: czy nowym mostem do Metra Młociny, czy na starej trasie mostem Grota-Roweckiego do stacji Marymont. Według ZTM pasażerowie są w tej kwestii podzieleni mniej więcej na pół.

Do konsultacji z urzędem dzielnicy wysłano więc propozycję utrzymania 511 na obecnej trasie, a dodatkowo likwidacji linii 508. W zamian 511 miałoby kursować częściej niż dzisiaj. Uważam, że to rozsądny projekt, skoro według danych ZTM autobusy 508 po otwarciu mostu MSC opustoszały. Po frekwencji w liniach ekspresowych i linii 101 z węzła Młociny widać wyraźnie, że mieszkańcy Tarchomina i Nowodworów wolą jechać jak najdalej metrem, a po przesiadce jak najkrócej autobusem. Nie sprawdziły się też czarne scenariusze, że trasa nowego mostu będzie wiecznie zakorkowana. Wobec tego wybór ZTM jest zrozumiały i prosty do przeprowadzenia. Ostatecznie Tarchominowi i Nowodworom w stronę mostu Grota i Marymontu zostaje jeszcze 510, a wzmocnienie rozkładu 511 wyjdzie tej linii tylko na dobre (częstotliwość co 20 min w dni wolne od pracy to jednak obciach). Ciekawy jestem tylko, jak ZTM wybrnąłby w tej sytuacji z proponowanego przez siebie na samym początku pasztetu pt. w miarę mocna linia 508 na trasie Metro Marymont - most Grota - Modlińska - Tarchomin - most MSC - Metro Młociny...

I jeszcze to coś dla Żoliborza. Wiadomo, że kroi się lokalne połączenie dla południowej części dzielnicy z wykorzystaniem zawrotki przy żoliborskim wyjściu ze stacji metra Dworzec Gdański. W pierwszym etapie linia owa miałaby mieć tak dziwną trasę, że chyba lepiej nie uruchamiać takiej wcale: Metro Dw. Gdański - Kokarda - gen. Zajączka - Felińskiego - Rydygiera - Matysiakówny - pl. Grunwaldzki - al. Jana Pawła II - Centrum Handlowe Arkadia. Czekają tam już nawet przystanki po zawieszonej linii Z-5 z czasów odbudowy wiaduktów przy Dworcu Gdańskim. Obawiam się, że frekwencja będzie żadna i to może być, niestety, argument za tym, by linii nie rozwijać.

A ona jest potrzebna, tyle że zupełnie inna. Przede wszystkim należy się zastanowić, jakie są najważniejsze punkty na jej trasie, a więc: stacja metra Dw. Gdański, pl. Grunwaldzki (przesiadka do tramwajów), nowe osiedla na dawnym Żoliborzu Przemysłowym (dziś Płd.), Hala Marymoncka (stacja metra i zakupy). Inne punkty do uwzględnienia to na pewno szkoły, a więc podstawówki przy Przasnyskiej i Or-Ota, ewent. siedziba straży miejskiej na Rydygiera. Z tego wychodzi, że trasa powinna przebiegać tak: Metro Dw. Gdański - Kokarda - gen. Zajączka - Felińskiego - Rydygiera - ks. Boguckiego - al. Wojska Polskiego - pl. Grunwaldzki - Matysiakówny - Rydygiera - Przasnyska, gdzie stoi bodaj ostatnia, zapomniana wiata w mieście z jakichś prehistorycznych czasów (dawniej zatrzymywała się tu linia 122 i bodaj 422, ale tego nie jestem pewny)...

... - Elbląska - Włościańska (z powrotem przez rondo Broniewskiego/Trasa AK) - Metro Marymont. A najlepiej, żeby z ul. Słowackiego zniknął bezsensowny dubler 116, czyli 205, więc ta nowa linia od Metra Marymont dalej: przez Gdańską, Hłaski, Rudzką, Klaudyny, Podleśną do Gwiaździstej (albo pętlą uliczną: Hłaski, Lektykarska, Podleśna, Klaudyny, Rudzka, Hłaski... i dłuższym postojem przy Dworcu Gdańskim). Problem w tym, że nie ma pod ręku tylu krótkich busików, a tylko takie zmieszczą się na zawrotce na ul. Kokarda, żeby obsłużyć całą tę długą trasę.

(osa)

01:33, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (18) »

Gazeta.pl Warszawa