niedziela, 13 marca 2011

W odległych od siebie częściach Warszawy trwają uciążliwe dla kierowców i pasażerów remonty. W sobotę 12 marca Tramwaje Warszawskie wystartowały z wymianą torów na pl. Unii Lubelskiej i pół Mokotowa przez trzy tygodnie musi się obyć bez komunikacji szynowej.
Dwukrotnie dłużej będą się dawać w kość utrudnienia na Targówku Fabrycznym, gdzie zamknięto ważny odcinek ul. Naczelnikowskiej. Z tego powodu w dni powszednie powstają ogromne korki wzdłuż Radzymińskiej.

 

Na Naczelnikowską wybrałem się w drodze na niedzielny dyżur w redakcji i zastałem błogą ciszę. Na słoneczny spacer wybrała się akurat młoda para z dzieckiem w wózku i głośno rozprawiała o tym, dlaczego ulica zamknięta, a przy robocie nie ma żywej duszy. Podobnie było w poprzedni weekend. Dlaczego Zarząd Dróg Miejskich godzi się na coś takiego? Dlaczego nie nakazuje wykonawcy wyrobić się z remontem w mocno wyśrubowanym terminie?
Gadaj zdrów - widocznie Naczelnikowską uznano w ZDM za miejsce tak peryferyjne, że urzędnicy nie przejmują się zbytnio, czy ktoś tam pracuje w dni wolne od pracy czy nie. Zresztą ZDM sam też się nie popisał, bo o objazdach Naczelnikowskiej raczył napisać na swojej stronie internetowej dopiero wtedy, gdy w mediach ukazało się kilka krytycznych tekstów o braku informacji (”Bo to nie nasze prace”).
Miałem nie pisać, kto jest ich inwestorem, żeby nie robić reklamy nowemu sklepowi, do którego trzeba doprowadzić dojazd z Naczelnikowskiej. Ponieważ jednak budowa posuwa się potwornie wolno, niech Kaufland ma z tego powodu antyreklamę - to przez nich cierpicie kierowcy, nie zatrzymujcie się tam czasem na zakupy, gdy sklep będzie otwarty (swoją drogą, ciekawe, jak ta lokalizacja ma się do planowanej tu śródmiejskiej obwodnicy w stronę ronda Żaba).

Zawsze jednak można wziąć przykład z ekip Tramwajów Warszawskich, które w niedzielę przed godz. 11 na pl. Unii Lubelskiej uwijały się jak w ukropie.

(osa)

22:06, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (6) »
piątek, 11 marca 2011

Włosy stają dęba, kiedy we własnej ”Gazecie” czyta się takie smutne kawałki jak ten (wyd. 10 marca, str. 16 - sportowa): ”Narysowałbym obok stadionu [Legii] wielki piętrowy parking, bo z tramwaju z napisem >komunikacja< wysiadłem jakoś w 1989. i mimo ogólnych pochwał nie zamierzam do niego wsiadać z powrotem. Może dlatego, że w komunikacji miejskiej nie można palić papierosów, słuchać głośno >Temptation< New Order, a zdarza się, że komuś śmierdzi spod pachy. Jako wielki zwolennik ruchu samochodów prywatnych, których produkcja napędza gospodarkę, zdecydowanie narysowałbym wielgachny parking”.

I już spieszę z wyjaśnieniami, że Rafała Zarzyckiego, który jest autorem tego i innych felietonów z cyklu ”Zielono mi”, nie uważam za kibola, jak mógłby sugerować tytuł. Owszem po ponad 20 latach przyspawania się do samochodu kibolski poziom mają za to jego wyobrażenia na temat warszawskiej komunikacji.

Co do wielgachnego parkingu przy Legii - od początku budowy nowego stadionu przy Łazienkowskiej, który uważam za zbyt duży i zbyt drogi, a wobec budowy jeszcze większego Narodowego po prostu za zbędny (z powodów finansowych i racjonalnych), ostrzegaliśmy na stronach miejskich ”Gazety Stołecznej”, że tak to się właśnie skończy: wielgachnym motoryzacyjnym bałaganem podczas każdego meczu. Teraz możemy tylko życzyć wytwałości straży miejskiej w pilnowaniu, by kibice nie parkowali, gdzie popadnie.

Zdaje się też, że autor ”Zielono mi” dojrzał do bardziej krytycznego osądu na temat nowego stadionu Legii dopiero po ostatnich burdach podczas meczu z Polonią Warszawa (po którym, okazało się, że komunikacja miejska kibolom jednak nie śmierdzi, a można się w niej nawet nieźle zabawić, np. huśtając wagonem metra i wstrzymując ruch na kilkanaście minut). Oto, co czytamy na koniec felietonu ”Nie tak miało być”: ”Gigantyczna inwestycja miała służyć warszawiakom do miłego spędzania czasu. Derby pokazały, że na razie jest świątynią nienawiści i chamstwa. Zadymioną racami speluną, w której co rusz wybuchają petardy hukowe”. Naprawdę ktoś się spodziewał, że będzie inaczej? I dalej: ”Jeśli tak ma być już zawsze, to chluba Warszawy może stać się symbolem najbardziej głupio wydanych pieniędzy w historii miasta”. W sumie dobrze powiedziane, tylko po co jeszcze ładować kolejne w ten wielgachny parking?

(osa) 

PS A jak już kibice wejdą do autobusu, to wygląda tak: http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,9269067,_Legia_gola____Zydzi_do_gazu____tak_sie_bawia_kibice.html

21:23, osa_oraz_smik , Parkowanie
Link Komentarze (13) »
czwartek, 10 marca 2011

Tej linii nie dawałem dużych szans powodzenia, gdy przed miesiącem ruszała z Nowodworów do PKP Płudy. Teraz Zarząd Transportu Miejskiego zastanawia się, co począć ze swoim wynalazkiem.

Wprawdzie w internecie natknąłem się na relacje fanów tego połączenia, którzy wyliczyli, że przy sprzyjających wiatrach można szybciej dojechać pociągiem z Dworca Gdańskiego + przesiadka do 214 w Płudach do Nowodworów niż metrem na stację Marymont i stąd ekspresową E-8. Jednak mało kto decydował się na taki kolejowo-autobusowy melanż. Zmiana środka transportu w Płudach jest niewygodna: trzeba sforsować tory kolejowe, a potem zabłocony 200-metrowy odcinek ulicy. Niech będzie to wskazówką dla urzędników, którzy szykują podobny dystans na dochodzenie z przystanków autobusowych przy Królewskiej do stacji metra Świętokrzyska podczas budowy drugiej linii i zamknięcia tej ulicy.

Zdziwiło mnie jednak, że ZTM zdążył podkręcić rozkład słabo wykorzystywanej od początku 214-ki. Przez to w godzinach szczytu autobusy przewożące jej trasą pojedynczych pasażerów marnują się z częstotliwością godną bardziej oblężonych a nieulubionych w ZTM linii takich jak np. 510 czy 517. Puste autobusy 214 kursują - o zgrozo - co 10 min nawet w weekendy, a zatłoczone pięćsetki pojawiają się na przystankach raz na 20 min w szczycie.

Teraz dowiaduję się jednak, że choć 214 nie zostanie zlikwidowana, to wkrótce jej trasą zacznie jeździć tylko jeden autobus. Będzie tak do wybudowania wiaduktu nad torami kolejowymi w Płudach, który połączy ul. Klasyków z ul. Bohaterów w Białołęce Dworskiej. O dziwo, zapowiada się on na jeden nielicznych w Warszawie przykładów superwygodnej przesiadki - przystanki autobusowe znajdą się bezpośrednio nad peronami pociągów podmiejskich. Żeby nie było zbyt różowo, w sąsiedniej Choszczówce podobny wiadukt zaplanowano pół kilometra od stacji.

(osa)

PS Specjalne pozdrowienia dla zaprzyjaźnionego czytelnika z Bogoty (Kolumbia). A może już w ekwadorskim Quito?

23:07, osa_oraz_smik
Link Komentarze (3) »
wtorek, 08 marca 2011

Dziś wrzucam kilka zdjęć z ferii w Wiśle. Tu można przekonać, że w przeszłości były dobre czasy dla kolei. Niedaleko ostatniej stacji Wisła Głębce wznosi najwyższy w Polsce, czynny wiadukt kolejowy. Ma 25 m wysokości i ponad 120 m długości. Nadal robi wrażenie. Na zdjęciu pośpieszny (TLK) z Gdyni.

Zbudowano go w latach 1931 - 1933 i wówczas była to ogromna inwestycja, która miała sprzyjać rozwojowi Wisły. Jak głosi tablica na wiadukcie, wybudował go Śląski Urząd Wojewódzki. Linię planowano przedłużyć dalej przez góry do Zwardonia, ale zamierzenia te przerwała wojna.

Tu dworzec Wisła Uzdrowisko. Na tym zdjęciu wygląda nieźle, ale w rzeczywistości jest zaniedbany. Poczekalnia ma powybijane szyby. Pewnie trzeba by kilka lat czekać aż z "podatku Prześlugi" dałoby się uzbierać na porządny remont budynku. Linia do Wisły, jak większość w Polsce, lata świetności ma za sobą. Pociągów jest tylko kilka na dzień i kursują nieregularnie. Pasażerowie jeżdżą głównie z Katowic. W soboty w czasie ferii i wakacji dojeżdża także ekspres z Warszawy. Ma niezły czas przejazdu - 5 godzin (to najszybszy ekspres z Warszawy z kurortu górskiego). Cena - 120 zł - odstrasza jednak podróżnych.

To dumna tablica na dworcu w Wiśle informująca o pięciotysięcznym kilometrze zelektryfikowanych linii oddanym w grudniu 1974 r. Teraz kolej na Śląsku jest w dość kiepskiej sytuacji a tamtejsze Przewozy Regionalne kłócą się z władzami województwa i grążą likwidacją kolejnych połączeń. Ponoć wkrótce ma zacząć działać wojewódzka spółka Koleje Śląskie, której flagowym pociągiem ma   być Elf z Pesy (poniżej).

(śmik)

PS Czytelnik naszego blogu spod Warszawy wskazuje pewne tropy planów przedłużenia linii PKP z Wisły: ”W nawiązaniu do wpisu pozwoliłem sobie wczoraj poszukać informacji, dokąd planowano poprowadzić dalej tę linię. Na stronach poświęconych kolei na Śląsku Cieszyńskim znalazłem informacje dotyczące wspomnianych planów; Dużo więcej można znaleźć na stronie: www.kolejcieszyn.pl.
To, co tam napisano brzmi logicznie - planowana linia z Wisły przez tunel pod Przełęczą Kubalonka, Istebną (stacja) i Koniaków miała się łączyć z linią Żywiec - Zwardoń w rejonie Lalików. Zwardoń był wtedy końcową stacją położoną na grzbiecie granicznego pasma górskiego. Linia musiałaby do Zwardonia iść "pod górę", żeby następnie zejść w dolinę, bo zamysłem było połączenie z Żywcem i resztą polskiej sieci kolejowej, a nie ze Zwardoniem.

23:32, osa_oraz_smik , Z kraju
Link Komentarze (10) »
sobota, 05 marca 2011

Nie jest to na pewno największy problem na przebudowanym Dworcu Gdańskim, a pytanie nie dotyczy oczywiście filmowego hitlerowca. Chciałem się tylko nieśmiało upomnieć o naszego dowódcę z bitwy zielenieckiej i racławickiej. Niektórzy żoliborzanie mają we krwi, żeby nie tylko pisać "ulica gen. Zajączka", ale też mówić, używając jego stopnia wojskowego (to jest coś takiego jak wymiawianie "placu Wilsona" przez "w"). Inaczej powstaje takie właśnie kuriozum jak na tablicy, która zawisła w nowym wyjściu ze stacji metra Dworzec Gdański. Mamy tu strzałkę do ul. Zajączka - ot, takiego kic kic szaraka.

Jeszcze gorzej generała potraktowano w tym miejscu :-)

Ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że to jednak uhonorowanie jego zasług dla Napoleona...

...to paryżanom można tego Zayonschka wybaczyć. A napis na Żoliborzu jak najszybciej poprawić + uporządkować dojście, bo to nadal obraz nędzy i rozpaczy: z jednej strony budowa, więc nie ma go wcale, a z drugiej (właśnie do ul. gen. Zajączka) w połowie drogi urywa się chodnik i równa nawierzchnia.

(osa)

19:47, osa_oraz_smik , Metro
Link Komentarze (7) »
środa, 02 marca 2011

W TVN Warszawa lansuje się kilku panów, którzy chwalą się, że zebali 20 tys. podpisów pod petycją do ratusza, by metro kursowało całą dobę. Tak przynajmniej mówili na początku swojej akcji, teraz pod wpływem krytyki, że nikogo na to nie stać, a poza tym byłoby to zbędne, spuszczają z tonu - żądają całodobowego metra tylko w weekendy, a na co dzień do trzeciej nad ranem.

Na te zabiegi spuszczam zasłonę milczenia w papierowym wydaniu ”Gazety”, bo od początku pachniało mi to - jak to się teraz mówi - pi-a-rem. I nie pomyliłem się. W kolejnym odcinku serialu pt. ”Metro przez całą dobę” panowie okazali się młodzieżówką SLD. Może chcą się przebić na listę kandydatów w jesiennych wyborach do Sejmu? Muszą wiedzieć, że ich zabiegi są z góry skazane na niepowodzenie, bo niewiele jest na świecie miast, które utrzymują kursy metra do samego rana.

Uważam, że kompromisem było przekonanie przed 4 laty betonowej części zarządu Metra Warszawskiego, by pociągi jeździły w dni powszednie jakiś czas po północy i do ok. godz. 3 z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę. Choć niektórzy przekonują, że i to jest niepotrzebne, a codziennie przez całe noce w naszym koniecznie trzeba prowadzić prace konserwacyjne. Ja jednak wielokrotnie miałem okazję przekonać się, że metro w weekendowe noce sprawdza się znakomicie. A skoro Warszawa ma wielkomiejskie aspiracje, powinna mieć komunikację przyjazną mieszkańcom także o tej porze dnia. Jak we wszystkim jednak i tutaj powinniśmy unikać przesady.

(osa)

22:29, osa_oraz_smik , Metro
Link Komentarze (8) »

Gazeta.pl Warszawa