wtorek, 03 stycznia 2012

Początek roku przynosi ważne zmiany tras autobusów. Dwa projekty i dwie odmienne ich oceny. Za spójny, uzasadniony i oczekiwany (trochę zbyt długo) uważam zestaw dla Rembertowa. Słusznie ZTM zamierza skrócić od ferii zimowych tasiemcową trasę 168 (kto by jeździł tą linią od jednego końca przy Rakowieckiej do drugiego przy Szatkowników?). W godzinach szczytu zostanie zachowane połączenie rembertowskich osiedli dzięki nowej linii lokalnej 345. Ten numer stworzy pokaźną już rodzinę linii 145-245-345 (pamiętamy jeszcze o dawnej 445) na Chełmżyńskiej. ZTM należą się też pochwały za przywrócenie historycznej w Rembertowie linii 143 w miejsce dwóch napływowych 515 i 415, a co najważniejsze w sumie trzykrotnie częściej kursującej niż każda z nich.

 

Nie pieję natomiast z zachwytu nad pseudohistorycznym dziś numerem linii 331, który od 1 stycznia zastąpił jedną z większych pomyłek zeszłego roku, czyli muchowóz numer 575 między Lotniskiem Chopina a Metrem Wilanowska - opis mojej jedynej podróży tym wynalazkiem tu: http://autobusczerwony.blox.pl/2011/07/Na-lotnisko-Taksowka-575.html 
Co prawda 331 kursowało na ul. Poleczki w latach 1971-1992, ale wtedy było odłamkiem linii 131 (Dworzec Południowy - Puławska - Dąbrówka) i to też tylko do 1980 r. Potem 131 objawiło się zupełnie w innym miejscu, zastępując 180bis (ktoś jeszcze pamięta biski?) i dziś nawiązywanie do tego numeru na Poleczki nie ma większego sensu. Bardziej pasowałoby tu 348, skoro z lotniska w stronę Ursynowa kursuje już 148.

Największą pomyłką numerkową jest jednak propozycja ZTM dla Tarchomina po otwarciu mostu Północnego. Urzędnicy proponują mianowicie nową linię 404, która będzie mieć wyraźnie charakter linii ekspresowej i dublować trasę przywróconej linii 101. Pasowałby więc numer E-1 albo chociaż zachowanie historycznie związanej z Tarchominem i Nowodworami linii E-4.

Ten problem numerkowy i tak jest jednak niczym wobec beznadziei całego projektu zmian. Opieranie dowozu do metra właściwie na jednej stałej linii, która zalicza po drodze wszystkie przystanki, to kompletna pomyłka. Nie mówię tu o porannym szczycie, gdy oprócz 101 odcinkowo mają być jeszcze 404 i 508, liczą się też przecież pozostałe pory dnia i tygodnia, gdy 404 ma się już kisić w zajezdni, zaś 508 poza szczytem kursować żenująco rzadko - co 20 minut, a w dodatku niesamowicie pokręconą trasą przez dwa mosty. Dla kogo niby taka linia? ZTM pisze w uzasadnieniu, że po pierwsze ma zapewnić połączenie Metra Marymont z siedemsetkami ruszającymi z Żerania. Proszę bardzo: ludzie wysiądą na Modlińskiej przy Konwaliowej i dalej przez dużą część trasy autobusy mają jechać puste? Argument o tym, że 508 ma być też linią dla osiedli przy ratuszu Białołęki (dojazd z metra Młociny) uważam za sprzeczny z argumentem o niezmienianiu trasy 511, która pozostawiona na Modlińskiej i moście Grota ma jakoby zapewnić szybszy dojazd do metra na Marymoncie niż do metra na Młocinach. Tyle że mieszkańcy Dąbrówki Wiślanej będą się musieli do wagonów wpychać, zamiast wchodzić do nich na pierwszej stacji.


Fot. Albert Zawada/AG 

Za wielką porażkę uważam skierowanie linii 510 na Trakt Królewski. W al. Jana Pawła II dubluje tramwaje, zwłaszcza 17-kę, ale ZTM nie przeszkadza to, że teraz będzie dublerem 116 od Hali Marymonckiej do ronda de Gaulle'a. Nie da się w dodatku tych linii skoordynować w rozkładach. Ludzie zostaną za to pozbawieni wygodnego dojazdu do Centrum Arkadia (o Dworcu Centralnym już nawet nie wspominam, bo kto przy zdrowych zmysłach będzie się tam telepał okrężną trasą z Tarchomina czy nawet Żoliborza?). Że 510 stoi w korkach przed rondem Babka? A na Andersa przy Intraco to niby korków nie ma? Mam nadzieję, że pasażerowie 510, których wbrew propagandzie akolitów ZTM wcale nie jest tak mało, a także władze Białołęki zbuntują się przeciwko tej zmianie.

Wielką niewiadomą jest też przyszłość 503 w połączeniu lub nie z linią 195, ale to już pole do działania dla władz Ursynowa, którym ZTM najwyraźniej pichci coś za plecami, ale nie chce powiedzieć co. Na mój nos, jeśli nie chcą odczerwienić 503, łącząc ją ze 195, to będzie tak: 503 (Natolin - Konwiktorska), 195 (do likwidacji), 185 (Ursynów Zach. trasą 195 koło Centrum Onkologii, Pileckiego, Herbsta i przez Ursynów Płn. do Doliny Służewieckiej). Ursynowskie ulice osierocone przez 195 zastąpi zaś 179.

(osa)

PS Zabawnie wygląda na stronie urzędu Białołęki to, jak nasi urzędnicy nie wiedzą, co począć z nową nazwą mostu. Wymieniane są tam bowiem nowe linie autobusowe kursujące przez most Marii Skłodowskiej-Curie, a dalej Trasą Mostu Północnego :-)

19:46, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (25) »
sobota, 31 grudnia 2011

Zdążymy jeszcze przed wyjściem na sylwestra? To rach-ciach, bo przed końcem starego roku razem ze śniegiem (ten szybko się rozpuścił) sypnęło kilkoma newsami wartych komentarza.

Fot. Bartek Bobkowski/AG

Krzysiek był właśnie w drodze do nietypowego wypadku na budowie Południowej Obwodnicy Warszawy (w 2012 r. POW ma być nadal POW, ale już jako aleja Polskiej Organizacji Wojskowej; co za koszmar) - robotnik został przygnieciony na wysokości 12 m - gdy nadeszła wiadomość o otwarciu pobliskiego węzła Łopuszańska. Kto by się spodziewał, tylko siedem miesięcy opóźnienia. Po otwarciu kierowcy nie dowierzali na tyle, że zamiast jechać dołem, nadal pakowali się w korek na rondzie. Zwróciliście uwagę, jakie tam są góry i doliny, gdy jedzie się prosto Al. Jerozolimskimi? Falowanie - spadanie, świetnie to ktoś wymyślił, nie ma co (autor, autor - kto? Transprojekt Gdański).

Czy ZMID-ZBoWiD oddał dotąd cokolwiek w terminie? Nawalają i przy małych, i przy dużych inwestycjach. W sprawie otwarcia Łopuszańskiej ostatnio słyszeliśmy wyjątkowo mętne tłumaczenia. Ogłoszono już nawet, że zostanie przesunięte na nowy rok, bo ktoś rozkradł czy poniszczył ekrany akustyczne (które są tu niezbędne jak diabli, za to brzydkie jak wszędzie). Potem dla odmiany, że nie ma jak wyjechać z tzw. wanny, bo sąsiednia inwestycja GDDKiA wciąż nieodebrana.

Wieczorem trafiłem na dawno już niewidziany "Telewizyjny Kurier Warszawy i Mazowsza", a tam sama pani prezydent odsuwa na węźle pachołek ze swoim zastępcą od inwestycji - otwarte. Na przygotowanie większej fety nie wystarczyło już chyba czasu, zresztą trzeba by się było tylko najeść wstydu, bo poślizg jednak ogromny. Z tego samego powodu bez przecinania wstęg obyło się też podczas poprzednich otwarć: trasy S8 (ups, to przecież al. Obrońców Grodna - jak my lubimy jeździć po tej martyrologii :-), wiaduktu przy Dworcu Gdańskim i wiaduktu na ul. Cybernetyki koło spółdzielni Świt, gdzie opóźnienie osiągnęło rekord. Nie ma wstęg, nie ma też kropideł, z czego można się już tylko cieszyć, bo choć uważam się za osobę religijną, rwę włosy z głowy, np. oglądając w internecie takie kurioza jak ta relacja z poświęcenia nowej linii autobusowej 738 do Radzymina z udziałem dyrektora ZTM Leszka Ruty:
http://www.zyciepw.pl/radzymin-ruszyla-linia-738 (Tak przemawiał tam ksiądz: - Zgromadziliśmy się, aby Chrystus Pan, nasza droga, prawda i życie, otoczył opieką i błogosławieństwem nas i naszą linię autobusową 738. (...) Niech więc ta linia 738 nie oddala nas od Boga).

Mój faworyt w tegorocznym plebiscycie do tytułu "Nogi od Stołka" nie miał najmniejszych szans. Dyr. Ruta zgłoszony za nową nazwę pętli Okęcie (cały czas liczę na kompromis) przegrał z kretesem, bo i zacnych miał konkurentów.


Fot. Krzysztof Grotkowski/AG

W drugiej turze głosowania optowałem za Jackiem Prześlugą, który ustąpił - jak ogłosiliśmy w sylwestrowej "Gazecie" - tylko jednym głosem Ewie Czeszejko-Sochackiej. Gorycz tej porażki osłodziła jednak wiadomość o jego wywaleniu z zarządu PKP. Wreszcie, bo powinien polecieć ze stołka już po awanturze o bazgroły na ścianie wyremontowanego Centralnego:
http://autobusczerwony.blox.pl/2011/06/Zabierzcie-tego-pana-od-bazgrolow.html

W przeciwieństwie do jego licznych wyznawców, którzy lamentują teraz po różnych forach internetowych, uważam p. Prześlugę za wielkiego picera, który potrafił głównie robić wokół siebie dużo rozgłosu. Jest też wyjątkowo pewien swoich racji, nie przyjmuje nawet cienia krytyki (na nominację do "Nogi od Stołka" odpowiedział nominacją "Gazety" do nagrody "Tępego ołówka" - cha, cha, cha). Rozpętał wyjątkowo perfidną kampanię przeciw naszej redakcji, która - co przyznaję - przypuściła frontalny atak za obwieszenie Dworca Centralnego szmatami reklamowymi. A on kłamie teraz, że dziennikarze "Stołka" są na pasku firmy AMS, przed którą on, pan i władca polskich dworców, zamknął drzwi. Dlatego rzekomo "Gazeta" uwzięła się tak na reklamy na Centralnym, a o innych jego zdaniem nie pisze nic a nic. Jest to podobny schemat odpowiedzi i anonimowych komentarzy na forach internetowych wszystkich tych, którzy mają coś za uszami w sprawie reklam , a które piętnujemy BEZ WYJĄTKU.

Wygląda mi na to, że pan Prześluga spóźnił się pół roku temu na pociąg do stacji Warszawa-Wiejska. Ze swoimi zdolnościami mógłby się zdecydowanie lepiej realizować na dworcu Sejm, przynosić tam świńskie ryje, zakładać koszulki z różnymi napisami i co tam jeszcze sobie chce.

Na razie mamy go z głowy. Jest sylwester, a zaraz nowy rok. Ruszamy do Włoch. Po drodze otwarty węzeł Łopuszańska - trzeba zaliczyć przejazd wanną i nowymi estakadami. Do siego!

(osa)

środa, 28 grudnia 2011

Z małym poślizgiem odnotowujemy dziś kolejowy jubileusz. W połowie grudnia minęło 75 lat od zelektryfikowania pierwszego odcinka PKP  - z Pruszkowa przez Warszawę do Otwocka. 15 grudnia 1936 roku pojechał na tej trasie pierwszy elektryczny pociąg. Wprawdzie od dziewięciu lat jeździły już elektryczne kolejki WKD, ale wtedy bardziej one przypominały tramwaje. Teraz pod drutem zaczęła jeździć "duża kolej". Wtedy był to prawdziwy skok cywilizacyjny, zaczynąjący nową erę w komunikacji aglomeracyjnej. Jednym z ważniejszych argumentów za elektryfikacją było uciążliwe zadymianie gotowego od trzech lata tunelu średnicowego. Jak widać na poniższym zdjęciu przedwojennego rozkłady podróż z Pruszkowa do centrum Warszawy trwała tyle co teraz - niewiele ponad 20 minut. Zdarzały się jednak kursy, kiedy pociąg jechał równo 20 minut, czyli nawet szybciej niż dziś metro z Kabat do centrum. Na torach pojawiły się nowoczesne polsko-angielskie składy. Szkoda, że jeden z takich pociągów od lat rdzewieje w krzakach na Olszynce Grochowskiej.

W ostatnich latach kolej dojazdowa niestety podupadała. Od początku lat 90. z powodu obniżającego się standardu, ludzie odwracali się od pociągów, czego najwymowniejszym przykładem były jadące wzdłuż torów z Otwocka prywatne autobusy. Renesans pociągów podmiejskich nastąpił dopiero kilka lat temu. Następcą tamtej pierwszej zelektryfikowanej linii są dzisiaj kursy linii SKM S1 z Pruszkowa do Otwocka. To właśnie SKM-ka znacznie podwyższyła standardy podróży i przyciągnęła podróżnych.

Niestety nadal odpycha infrastruktura kolejowa - głównie rozsypujące się perony i małe dworce, czy zalewane przejścia podziemne. Dochodzi do tego, że funkcjonalne i ładne przedwojenne wiaty kolejarze wyburzają i zastępują strasznym badziewiem jak na linii do Sulejówka. Być może uda się jeszcze obronić skrzydlate wiaty na linii otwockiej.

(śmik)

PS A dzisiaj 29 grudnia ”Autobusowi czerwonemu” stukają trzy lata. Dziękujemy, że tu zaglądacie i komentujecie, zapraszamy nadal, a to link do pierwszego wpisu:
http://autobusczerwony.blox.pl/2008/12/Odjazd.html

23:37, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (1) »
piątek, 23 grudnia 2011

Odwieczny dylemat o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą postanowił w tym roku rozstrzygnąć ratusz. Na korzyść tych drugich. Do Warszawy sprowadzono ekologiczne autobusy pomalowane jak pisanki. Jest tu coś dla zwolenników żółto-czerwonej tradycji, czyli barw stolicy. Żółty miesza się zresztą z czerwonym, więc tak - jak uczyli w szkole - na styku powstaje pomarańczowy. Mamy też czarną linię okien, a najwięcej mamy szarego, czyli ulubionego koloru naszych miejskich estetów z wiceprezydentem Warszawy Jackiem Wojciechowiczem na czele. On sam zastrzega wprawdzie, że chodziło mu nie o szary, tylko o srebrny metalic, ale Miejskie Zakłady Autobusowe nie chcą za taki kolor przepłacać przy kupnie i postłuczkowych klepankach. Wychodzi więc buro i ponuro.


Tymon Markowski/AG

Chyba nawet gorzej niż w przypadku szarego tramwaju, przy którym w 2009 r. też upierał się prezydent Wojciechowicz. Ratusz przeprowadził wtedy nawet badania opinii publicznej. Na widok szarego tramwaju posypały się następujące epitety: straszny, ohydny, koszmarny, nijaki, słabo widoczny, więc niebezpieczny, mógłby jeździć w każdym mieście.

Taki szaro-srebrny metalik, ale bez przesady spotkałem m.in. na tym nietypowym tramwaju w Caen (jak czytać tę nazwę, jest w naszej rodzinie obiektem żartów - my lekko z polska ”Kaen”, a Basia nas strofuje : ”Co wy? Mówi się ”Ką” :-). Tam zjedliśmy nasze pierwsze naleśniki inaczej, prawdziwy przedsmak bretońskich kreperii serwujących naleśniki z jajkiem sadzonym, szynką, masłem i cukrem... Ale co, ja przecież zaraz trzeba przyprawiać karpia (u nas będzie ze śmietaną, rodzynkami i pieprzem).

Tak więc po Caen - 112-tysięcznym mieście, stolicy historycznej Normandii i departamentu Calvados (nazwa znana z ”Łuku triumfalnego” Remarqua - jabłkowy winiak) - śmigają sobie te srebrzysto-granatowe strzały. Zafascynowało mnie to, jak bezszelestnie prują po ulicach, jak szybko się rozpędzają, że mają własne pasy do jazdy, a w głównym punkcie miasta koło kościoła św. Piotra (zdjęcie powyżej) jest coś na kształt węzła przesiadkowego. Caen, choć znacznie mniejsze od Warszawy, trochę ją przypomina, bo zostało okrutnie pokiereszowane podczas inwazji sił alianckich na Normandię w czerwcu 1944 r. Do dziś zostały po tym ślady w zabudowie podobnie jak w naszej stolicy.

Ponieważ to pora życzeń, chciałbym, żeby jak najszybciej tramwaje jak Caen miał niewiele większy od tego miasta Olsztyn.

Wracając do Warszawy i malowania autobusów. Wydźwięk badania z 2009 r. był jednoznaczny: warszawiacy opowiadają się za kolorystyką miejską. Niestety, ratusz wciąż preferuje jakieś dziwactwa. A już kompletną porażką jest dla mnie tzw. panorama wieżowców namalowana na burcie nowego eko-solarisa z napędem hybrydowym. Czy to nie jest przejaw prowincjonalnego postrzegania stolicy? Wioskowe kolory i wieżowce. Ekologii tu ani śladu.

(osa)

17:31, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 19 grudnia 2011


Wojciech Surdziel/AG

Zbliża się koniec roku i naszym gazetowym zwyczajem publikujemy nominacje do nagrody (Stołka) i antynagrody (Noga od Stołka). Czytelnicy też mogą głosować, więc odsyłamy tutaj: http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/0,111254.html

Decyzję podejmują dziennikarze, redaktorzy i współpracownicy ”Gazety Stołecznej” na przedświątecznym spotkaniu. Śpiewamy wtedy kolędy (a najładniej robi to Sewek Blumsztajn, który zna ich całe mnóstwo i żeby zaśpiewać jak najwięcej, przerywa nam po 2-3 zwrotce), zakamuflowana opcja niemiecka intonuje na koniec ”O Tannenbaum”, a podstawowa organizacja katolicka zapewnia dostawę opłatka, którym się dzielimy. Jest uroczyście i miło, choć dopada mnie przygnębiająca refleksja, że nie ma już z nami wielu kolegów, którzy po wielu latach musieli stracić pracę. W tym roku dochodzi jeszcze smutna wiadomość o likwidacji ”Życia Warszawy” jako osobnego tytułu i o kolejnych zwolnieniach dziennikarzy w tej redakcji.


Fot. Wojciech Surdziel/AG

Moment głosowania nad kandydaturami do Stołka i Nogi jest burzliwy, poprzedzają go agitacje i mobilizacje stronnictw. Wstępnego wyboru dokonali już wcześniej kierownicy redakcji. Ja w pierwszej kategorii zgłaszałem fundację Orszak Trzech Króli, pełnomocnika ds. Wisły i Siskom za kampanię promującą priorytety dla tramwajów, w drugiej - chlewik na pl. Defilad, czyli zaplecze budowy II linii metra, jego sąsiada, czyli nielegalną, za to maksymalnie nachalną megareklamę przy parku Świętokrzyskim, dyrektora Leszka Rutę za przerobienie pętli Okęcie na P+R Al. Krakowska, most średnicowy zakryty płachtą (ostatnio reklamową), Stadion Narodowy za płotem i grysem, rozbiórkę koszar koło Łazienek Królewskich. Krzysiek dodaje jeszcze szefową ZDM za niedziałające windy przy przejściach podziemnych.

Ostatecznie kandydatur mogło być max po 5. A jest jeszcze zasłużony prezes Prześluga, który robi wszystko, żeby zepsuć efekt remontu Dworca Centralnego. Do tego propozycje pozostałych kolegów. W tym roku Nóg można by przyznać naprawdę kilka. Kto dostanie tę jedną? Wyniki ogłosimy 31 grudnia. Zachęcamy do głosowania, bo zwycięzcy wybrani przez czytelników, choć nagrody i antynagrody nie dostaną, też będą odnotowani. A może nasze wybory się pokryją? Ciekawe...

(osa)

18:27, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (12) »
czwartek, 15 grudnia 2011


Mapka, którą dostaliśmy od radnego Białołęki Waldemara Roszaka

Mam ambiwaletne odczucia, pisząc o kolejnych pomysłach komunikacyjnych białołęckich radnych. Za to zdecydowanie nie podoba mi się postawa samorządowców Targówka - ich postawa: za każdym razem sąsiadom wbrew. Już się zapomniało, jak Żoliborz storpedował wam budowę mostu Krasińskiego?

A Białołęka szaleje. Ledwo co domagali się utrzymania rezerwy terenu pod linię tramwajową wzdłuż ul. św. Wincentego, a już chcą zmieniać końcówkę II linii metra. Co za gonitwa myśli i projektów. Lepiej z tym uważać, bo w ten sposób łatwo pogrzebać i tramwaj, i metro.

Już kilka razy pisałem w Autobusie_czerwonym, że obecna końcówka II linii metra na stacji Bródno (Kondratowicza/Rembielińska) nie jest najlepsza. Uważam, że powstała w zupełnie przypadkowym miejscu, gdy wiele lat temu metro wycofano z ul. Jagiellońskiej i Modlińskiej na Tarchomin. Może niektórzy już zapomnieli (wnioskuję to z komentarzy forowiczów pod tekstem): w PRL metro miało służyć dowozowi mas pracujących do takich fabryk jak Huta Warszawa, Żerań FSO, a na Woli: zakłady Kasprzaka, Świerczewskiego i Nowotki, więc trasa była od Sasa do Lasa. W wolnej Polsce prawobrzeżną część II linii skorygowano w nie do końca udany sposób, bo nadal ma omijać pl. Hallera, ruchliwy węzeł przesiadkowy przy rondzie Żaba, brakuje jej też wspólnej stacji na połączeniu z obwodową linią PKP, no i ta nieszczęsna bródnowska końcówka. Pamiętam dobrze, że przez pewien czas w ratuszu sugerowano, że to tylko ”chwilowo” tunel ma się kończyć w tym miejscu, a docelowo to się go przedłuży do torów kolejowych, a potem w lewo na Tarchomin. Późniejsze analizy wykazały jednak, że byłoby to jednak nieuzasadnione, no i zostało to Bródno, jak zostało.

Nie byłoby więc może takie głupie przekierowanie II linii metra od stacji Kondratowicza/św. Wincentego do proponowanej przez samorząd Białołęki stacji Grodzisk przy Trasie Toruńskiej. To naprawdę dobre miejsce na parking przesiadkowy zbierający samochody nie tylko z Zielonej Białołęki, ale przyjeżdżające Trasą od strony Marek. W przyszłości zaś, gdy Zielona Białołęka odpowiednio się zagęści, dobry punkt wypadowy dla przedłużenia trasy metra (może już w wykopie?). Mam tylko wątpliwości, czy uda się takie cięcie-gięcie tunelu po Targówku, Zaciszu i Bródnie - przy jego przedłużeniu na Białołękę wypadałoby chyba zrezygnować ze stacji na Zaciszu, która i tak ruchliwa nie będzie, a przyciągnie tylko samochody na wąskie uliczki tego willowego osiedla (tak jak to się dzieje teraz na Bielanach).

Mimo swojej tramwajofilii coraz bardziej zastanawiam się też nad sensem planowania linii tramwajowej od ul. Matki Teresy z Kalkuty przez św. Wincentego i Głębocką do os. Derby. Bo ona zdałaby egzamin przy dwóch założeniach: brak metra na Bródnie (stacja Kondratowicza) i zbudowany most Krasińskiego do stacji metra Plac Wilsona z kosztownym wiaduktem nad torami PKP i stacją Warszawa Praga. Gdyby bowiem metro na Bródnie powstało, to po kiego grzyba tramwaje miałyby kursować dalej - przez most do metra na Żoliborzu albo przez rondo Żaba na Pragę?

Wbrew temu, co mówi dyrektor ZTM Leszek Ruta, uważam, że powinno się tę sprawę dokładnie przeanalizować, nie zważając na to, że jest już decyzja środowiskowa na całą źle zaprojektowaną trasę II linii.

(osa)

20:06, osa_oraz_smik , Metro
Link Komentarze (9) »

Gazeta.pl Warszawa