wtorek, 10 maja 2011

Wyjeżdżając z normandzkiego miasta Lisieux (kto zna św. Tereskę od Dzieciątka - to właśnie jej miejscowość), natknęliśmy się na bardzo śmieszne rondo. Połączenie mini-ogrodu z fontanną:

 

Dzięki temu po wizycie w Lisieux mogę powiedzieć, że ostatnie wrażenie może być równie ważne co pierwsze. Zwłaszcza że to pierwsze nie było najlepsze, a im dalej, tym gorzej, bo kult świętej został tu do cna skomercjalizowany - miasto niemal na każdym kroku trąci dewocją.

 

Waldemar Gorlewski/AG

Teraz o rondzie-konewce przypominam sobie i uśmiecham się w duchu, gdy mijam nasze warszawskie ronda kompaktowe - szare, smutne, nijakie, często zaniedbane. Komunikacyjne spisują się przeważnie dobrze, bo dzięki nim w wielu miejscach nie ma dziś śladu po stłuczkach czy groźniejszych wypadkach. Ale dlaczego musi na nich zionąć nudą?

 

Do tego stopnia, że jedynym urozmaiceniem bywa postawienie przebrzydłych słupków w wersji grubszej biało-czerwonej. Tak też się stało u zbiegu Potockiej i Gwiaździstej, gdzie przy okazji znikły (i dobrze!) miejsca dla kierowców, którzy do pobliskiego parku muszą koniecznie przyjeżdżać samochodem (jakby nie istniała komunikacja miejska).

Waldemar Gorlewski/AG

Przylegające do Kępy Potockiej trawniki wzdłuż Gwiaździstej wbrew protestom wielu żoliborzan wiceburmistrz dzielnicy zamierza wybetonować i za 600 tysięcy zł (!) urządzić w ich miejscu miejsca parkingowe. Na razie radnym Żoliborza udało się zapobiec nazwaniu ronda imieniem potwornie tragicznej i niezwiązanej z tą częścią Warszawy postaci (byłoby jeszcze smutniej niż teraz), mam nadzieję, że zdołają też zablokować szalone plany parkingowe wiceburmistrza.

Nadzieję na przełamanie sztampy na naszych ronda dawał konkurs, który równo dwa lata temu w porozumieniu z Akademią Sztuk Pięknych ogłosili autorzy koncepcji zachodniej obwodnicy Grodziska Maz. (droga nr 579). Planowali wzdłuż niej 8 rond o średnicy 40 m, wizję ich zagospodarowania powierzyli młodym artystom.

 

Cytowałem wtedy przedsiębiorczego i wychwalanego dość powszechnie burmistrza tego miasta Grzegorza Benedykcińskiego (PSL): - Dostaliśmy kapitalne pomysły od blisko 40 osób. Takich na Zachodzie nie widziałem. Np. przy naszej strefie przemysłowej zbudujemy rondo z komputerami. Na innym staną rowery. Zawsze mi się marzyło, żeby ronda w Polsce zaczęły pełnić funkcję także artystyczną - mówił.

Niestety, nie zanosi się na to, żeby obwodnica (jej budowa była wtedy zapowiadana na 2010 r.) miała powstać wkrótce, nie mówiąc już o oryginalnych rondach. W planie inwestycyjnym Mazowieckiego Zarządu Dróg Wojewódzkim na ten rok znajduje się tylko niezbyt konkretna zapowiedź: ”dokumentacja”.

(osa)

17:36, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (5) »
sobota, 07 maja 2011

Fot. Kuba Atys/AG

Zmoknięci wróciliśmy właśnie z pierwszego pokazu dla ludu nowego Parku Fontann zwanego Multimedialnym. One sikały, a z góry, czyli z nieba, lały się strumienie wody. Mimo wszystko (tłok, parasole, złe nagłośnienie) wrażenia doskonałe. Cieszy, że Warszawa ma nową atrakcję z prawdziwego zdarzenia. Tylko czy miejsce u podnóża skarpy pod Nowym Miastem i blisko Wisły to rzeczywiście jej atut?

Zaczynam mieć wątpliwości, zobaczywszy to, co się dzisiaj działo na ulicach wokół Starówki. Policja wyłączyła z ruchu Wisłostradę, ludność oczywiście musiała dojechać jak najbliżej własną furą i na własne życzenie zaklopsowała się w korkach. I to dokumentnie - na Kościelnej, Franciszkańskiej, Sanguszki, Zakroczymskiej.

Gorzej, że utknął w nich także nasz autobus, przez krótki odcinek Konwiktorskiej przedzieraliśmy się dobre 10 min (inna rzecz, że komunikacja nie była z tej okazji jakoś specjalnie wzmocniona ani porządnie wytrasowana - to błąd). Ciekawe, jak to będzie w następne weekendy. Nie wyobrażam sobie cotygodniowego zamykania Wisłostrady, która poza tym, że pełni superważną rolę w mieście, jest drogą krajową. Z drugiej strony utrzymywanie tam ruchu podczas pokazów fontann grozi niebezpiecznymi sytuacjami. Zaraz zacznie się parkowanie przy krawężnikach, kierowcy będą zwalniać, żeby sobie popatrzeć, inni nie zdążą wyhamować przed ludźmi przebiegającymi przez jezdnię.

Ten sam problem dotyczy zresztą innych atrakcji, którymi sypnęło w ten weekend wzdłuż Wisły. Nie ma za bardzo gdzie zatrzymać się samochodem koło przystani promowych ani koło miasteczka Pepsi niedaleko pomnika Sapera. Nie mówiąc już o okolicach zoo, gdzie straż miejska miała dziś wzdłuż Ratuszowej (chodnik w stronę Jagiellońskiej) bogate żniwa. To samo było kilka lat temu, gdy nadwiślańskie bulwary opanowały w nadmiarze ogródki piwne. Wygląda na to, że ratusz miał świetny pomysł z fontannami na ożywienie i zrewitalizowanie parku pod skarpą, ale nie pomyślano, jak to porządnie zorganizować od strony komunikacyjnej. Pokaz chcę obejrzeć raz jeszcze, ale wybiorę się na niego rowerem.

(osa)

PS Nie trzeba było długo czekać. Oto kilka obrazków z niedzielnego popołudnio-wieczoru, gdy ludzie tłumnie zjeżdżali oglądać fontanny za dnia i szczelnie zastawili samochodami okoliczne krawężniki wzdłuż Wisłostrady i ul. Sanguszki, a także przystanek autobusowy linii 118 i 185

23:20, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (10) »
wtorek, 03 maja 2011

Marny jest w tym roku początek weekendowych frezowanek. Przede wszystkim Zarząd Dróg Miejskich wystartował z nimi przynajmniej o miesiąc za późno. W roku powyborczym ratusz nie sypie już tak chętnie kasą, a ZDM zwlekał całą zimę z ogłoszeniem przetargów. Potrzeby są zaś ogromne. Nie dość, że trzeba łatać stare dziury, to przydałoby się już poprawiać ulice wyremontowane w ostatnich latach. Spośród tych, którymi jeżdżę, w coraz gorszym stanie jest np. Wisłostrada z pamiątkami po budowie magistrali kanalizacyjnej prowadzącej z oczyszczalni ścieków na Zawadach albo cholernie denerwującą serią pozapadanych studzienek pod mostem Łazienkowskim (jezdnia w stronę Żoliborza). To samo zresztą na ul. Krasińskiego między pl. Wilsona a Stołeczną (dziś ks. Popiełuszki) - tam asfalt jest pozapadany tak bardzo, że przydałyby się już chyba barierki podobne do umieszczanych w ciągle poprawianym tunelu na Dźwigowej.

Drogowcy do szybkich remontów zabrali się dopiero w tzw. długi majowy weekend. Żołnierską zamknęli akurat w momencie największego szczytu wyjazdów za miasto i ludzi zalewała krew w korkach (a wystarczyło zacząć w sobotę wieczorem i skończyć we wtorek rano). Inna sprawa, na którą uwagę zwraca stały czytelnik tego bloga, to bezmyślnie wyremontowane skrzyżowanie Żołnierskiej z ul. Czwartaków - można tu było nieco poszerzyć przejazd w stronę centrum, a samochody nie utykałyby w korku za skręcającymi w lewo w stronę Rembertowa. Mało tego, jest gorzej, niż było taką możliwość, która kiedyś istniała, teraz skasowano (jeśli ktoś nie chce jeździć poboczem, przekraczając ciągłą linię).

Drugą remontowaną ulicą było Wybrzeże Helskie na wysokości Zoo. Ileż to się nasłuchaliśmy obietnic, że powstanie tu wygodny parking dla odwiedzających ogród zoologiczny, a jezdnia będzie nieco poszerzona. Nic z tego. Poszerzono, owszem, ale chodnik wzdłuż jezdni po to, by... wstawić w niego przebrzydłe balasowate słupki-głupki. Wielkie brawa dla tego, kto wymyślił ten absurd.

(osa)

20:21, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (11) »
sobota, 30 kwietnia 2011

Fot. Tomasz Wawer/AG

Czekamy na nowe lokomotywy Kolei Mazowieckich kupione dla piętrowych składów (mają wyruszyć po wakacjach), a ja postanowiłem wypróbować jeden z nich na dłuższym odcinku do Radomia ze zwykłą lokomotywą. Tym razem nie udało się wsiąść do kabiny...
http://autobusczerwony.blox.pl/2011/01/W-kolko-pod-Zmigrodem.html
...ale jazda i tak była przednia. Zająłem miejsce na pięterku (sobotni kurs o godz. 8.58 z Dworca Centralnego), które, zanim wyjechaliśmy z Warszawy, wypełniło się w ponad 80 proc.

A wyjazd ten trwał minut ponad 30. Ciekawym, czy z centrum na Lotnisko Chopina rzeczywiście dostaniemy się tylko w 20 min, jak to się teraz reklamuje powstającą wciąż nową linię dla SKM-ki. Zapewne przez te roboty jazda moim piętrusem tak bardzo się przedłużała. Choć nie rozumiem, po co aż dwuminutowe postoje na tak kipiących życiem przystankach jak Warszawa Aleje Jerozolimskie, Rakowiec czy położony w odległości tramwajowej W-wa Żwirki i Wigury.

Pociąg nabiera prędkości dopiero za Okęciem. Spora wymiana pasażerów w Piasecznie, dużo wysiadających w Zalesiu Górnym - uważam ten odcinek ma coraz większy potencjał dla SKM-ki. Mozolna jazda za Czachówkiem Płd. (wcześniej widać mocno zarośnięty trawą tor, który odbija w stronę Góry Kalwarii). W Czachówku smutno wygląda boczny peron ze skrzydlatą wiatą (to dla mnie ciekawostka) w stylu linii otwockiej. Na niektórych stacjach panują w ogóle klimaty nie z tej ziemi. Większość, niestety, mocno zapuszczona. Nawet taka Warka mimo odmalowanego budynku zawiadowcy z poczekalnią - peron ma zapyziały, a parking obok w stylu wieczna prowizorka. Stacyjka Grabów nad Pilicą znajduje się w leśnej głuszy. W Woli Bierwieckiej tuż obok peronu - to aż mnie rozczuliło - pasły się dwie krowy. Piękne leśne i rolnicze tereny, a im bliżej Warki, tym więcej malowniczo kwitnących sadów. Pilica widziana z mostu (jaka szkoda, że wciąż jednotorowy) aż kusi, by nią spłynąć kajakiem. Nie rozumiem, po co aż 10-minutowy postój w Dobieszynie - to z kolei stacja z serii nieużywane, pordzewiałe tory i zarośnięte rampy. Podobnie jest w sąsiedniej Kruszynie.

Na miejsce dotarliśmy 2 min za wcześnie. Widać, że można by podkręcić rozkład - 2 godz. i 20 min jak na 103-kilometrowy odcinek to żadna konkurencja dla busów (nie mówiąc o samochodzie, którym tę trasę pokonałem ostatnio w 1 godz. i 10 min - świetna ekspresówka od Grójca). Nie mniej piętrowy tabor Kolei Mazowieckich to już pierwsza klasa: wygodnie, cicho (może poza odgłosami hamowania przed stacjami i nieco denerwującym dźwiękiem otwieranych drzwi), czysto, działa klimatyzacja. Cenę 17 zł z hakiem (bilet weekendowy) uważam za uczciwą.

A propos busów. Przed dworcem w Radomiu błyskawiczna (odjazd w ciągu 12 min) przesiadka do jednego z nich. Zająłem ostatnie wolne miejsce, mimo to kierowca wciąż czekał na następnych pasażerów. Kiedy ruszyliśmy, stało pięć osób. - To jeszcze nic, zwykle bierze więcej - uświadomiła mnie siedząca obok studentka. - Ja na stojąco nawet nie wsiadam. Nie ma kontroli. Nikt na to nie zwraca uwagi. Z ulicy nie widać przez przyciemniane szyby, ile osób jest w środku.

Zgroza. A wszystko w rejonie, gdzie ledwie kilka miesięcy temu doszło do tragicznego wypadku, w którym zginęło 18 pasażerów busa - wszyscy na pokładzie. Jeszcze w Radomiu mój bus miał dwa przystanki, a kierowca zabrał kolejne cztery osoby. Te z przodu dosłownie nad nim wisiały. Popieram przedsiębiorczych właścicieli busów, którzy na niektórych trasach właściwie już zupełnie wyeliminowali nieruchawe PKS-y, ale nie podoba mi się taka wolnoamerykanka.

(osa)

22:46, osa_oraz_smik , Z kraju
Link Komentarze (10) »
piątek, 22 kwietnia 2011

Nowe plany kolejowego dojazdu na Lotnisko Chopina ujawnił w tym tygodniu szef Zarządu Transportu Miejskiego Leszek Ruta. Podczas podpisywania umowy na leasing sześciu wagonów dla Szybkiej Kolei Miejskiej stwierdził, że połowa pociągów dojeżdżałaby do Dworca Centralnego i dalej w stronę Legionowa. Druga połowa korzystałaby z podmiejskiej części linii średnicowej, zaliczając stacje Ochota, Śródmieście, Powiśle i Stadion.

To niezbyt wygodne rozwiązanie dla pasażerów, którzy będą chcieli dostać się pociągiem na lotnisko - albo trzeba będzie polować na połączenie z Dworca Centralnego, albo ze Śródmieścia (kursy z obu tych miejsc co 1/2 godziny).

Nasz redakcyjny kolega, który wrócił właśnie z Hamburga, podpowiedział genialne rozwiązanie stosowane w tym mieście. Otóż od grudnia 2008 r. na hamburskie lotnisko dociera linia metra (a dokładnie odnoga S-Bahnu). Na poprzedniej stacji Ohlsdorf skład jest rozdzielany na dwie części - pierwsze trzy wagony ruszają w stronę lotniska (na peronach pokazane są piktogramy z samolotem w miejscu, gdzie zatrzymują), trzy ostatnie do stacji końcowej Poppenbuettel. Gdy jedziemy w stronę centrum, do wagonów z lotniska dołączają te z peryferii miasta. Jak to działa, widać na tym filmie:

Cała operacja sprzęgania składów przebiega tak sprawnie i błyskawicznie, że nasz kolega nawet jej nie zauważył ani nie poczuł. Wszystko działa tu w niemieckim porządku. Przez głośniki w wagonach pasażerowie dowiadują się, do której części pociągu powinni się ewentualnie przesiąść, jeśli nie chcą wylądować tam, gdzie nie powinni.

Pomyślałem sobie, że idealnie byłoby, gdyby w Warszawie składy SKM-ki rozdzielały się na Służewcu. Wszystkie dojeżdżałyby tu z Dworca Śródmieście - część w kierunku Lotniska Chopina, a część do Piaseczna (tam po przebudowie układu torów można by zorganizować zawrotkę). To rozwiązanie po pierwsze pozwoliłoby wykorzystać miejsce (tzw. sloty) w zatłoczonej linii średnicowej, a po drugie pozwoliłoby rozładować tłok na coraz bardziej uczęszczanej linii z Piaseczna.

Niestety, trudno sobie wyobrazić coś takiego w Polsce, a zwłaszcza w Warszawie, gdzie przy każdej najdrobniejszej okazji pasażerowie traktowani są jak stado baranów, którzy nie potrafią np. obługiwać ciepłego guzika do drzwi zimą, a zimnego latem. Z tego też m.in. powodu Metro Warszawskie storpedowało swego czasu dobry plan ZTM, by wybrane składy metra (nawet bez rodzielania na wagony) kursowały krótszą trasą - do pl. Wilsona i tu włączały się do ruchu w stronę Kabat. Nie-da-się, więc wożą powietrze do samych Młocin, a pan, pani za to płacą.

(osa)

19:02, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (27) »
poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Zmobilizowani artykułem śmik-a o przeciągającej się coraz bardziej odbudowie wiaduktów przy Dworcu Gdańskim:
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34884,9445642,Wiadukt_na_Zoliborz_coraz_pozniej__Czekamy_do_czerwca.html
wybraliśmy się tam w sobotę z córką rowerem na małą inspekcję.

Fot. Robert Kowalewski/AG

Oczywiście na miejscu nie było żywej duszy, bo kto by się tam w sobotę splamił robotą przy długooczekiwanej inwestycji (o pracy w niedzielę nie ma więc tu nawet co marzyć). A że ludzie od 2008 r. nie mają tu normalnego przejazdu i brakuje im tramwajów w okolicach pl. Inwalidów, pl. Wilsona i na Marymoncie? To się im poda kolejny (który to już?) termin otwarcia wiaduktu. W dukaniu o terminach nasi urzędnicy zawsze byli dobrzy. Wszystko miało trwać góra dwa lata, mówiło się o otwarciu pierwszej części wiaduktu w grudniu 2010 r., potem o kilkunastu dniach potrzebnych na dokończenie prac. W tym przypadku doszło w dodatku do połączenia kiepskiego inwestora z wykonawcą, który najwyraźniej przeholował w swoich możliwością. Ten sam duet (ZMID i firma Intercor) śpi przy remoncie i budowie nowych wiaduktów na ul. Marsa - umowa podpisana w grudniu 2010 r., halo, pora się obudzić z zimowego snu!

To, co się już wyłania od strony Żoliborza, budzi moje duże wątpliwości: bardzo dziwny przebieg ul. Mickiewicza, która na wysokości ul. gen. Zajączka ma jeszcze po dwa pasy ruchu w każdą stronę, a na nowym nasypie prowadzącym na wiadukt jezdnia się zwęża ni to do trzech, ni to do dwóch pasów. Jakby nie można było wyciąć tych kilku topoli, które zachwaszczają teren wzdłuż nasypu i poszerzyć go tak, by przynajmniej wjazd na wiadukt miał pełnowymiarowe dwa pasy ruchu. W wyniku szantażu Zielonego Mazowsza na wiadukcie pozostanie bowiem wąskie gardło, bo zjazd z niego w stronę Śródmieścia natychmiast zwęża się do jednego pasa.

Jedynym pozytywnym punktem wycieczki na pogranicze Żoliborza i Śródmieścia był ten oto widok:

Cieszę się, że kolejarze dotrzymali słowa i odnowili stary żuraw do napełniania wodą parowozów. Dokładnie rok temu wyglądał on jeszcze tak:

Zachowano oryginalne napisy po niemiecku, które przypominają, że urządzenie pochodzi z Nowej Soli, a w dodatku z czasów, gdy miasto to nazywało się Neusaltz Oder. Żurawiowi dobrze też zrobiła przeprowadzka z mało uczęszczanego końca stacji (blisko Arkadii) przed halę dworca. Teraz każdy może go podziwiać w pełnej krasie. Miejmy nadzieję, że kiedyś także w akcji podczas napełniania jakiegoś parowozu. Tak przynajmniej obiecywał prezes spółki PKP PLK...

(osa)

16:20, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (29) »

Gazeta.pl Warszawa