czwartek, 17 sierpnia 2017

Podczas wiosennych konsultacji przed planowaną budową trasy tramwajowej do Wilanowa bodaj najbardziej wygłupiły się władze i radni Mokotowa. Chociaż wiedzieli, że jest już wydana decyzja środowiskowa, która przesądza o przebiegu torów i na tym etapie można wnosić już tylko kosmetyczne poprawki, wysunęli żądania nie z tej ziemi.

Mianowicie według nich tramwaje powinny kursować od skrzyżowania Belwederskiej ze Spacerową tunelem przez Skarpę Warszawską prosto do Rakowieckiej (a co wtedy z połączeniem Dolnego Mokotowa i Wilanowa z obecnymi trasami tramwajowymi na Marszałkowskiej i Puławskiej?). Na tym nie koniec, bo radnym z tej dzielnicy marzy się też tunel pod Polem Mokotowskim, mimo że tory zaplanowano na samym skraju tego parku. Obie propozycje są zawracaniem głowy, radni nie patrzą też na niebotyczne koszty swoich zachcianek, a powinni.

Za to bardzo rozsądnie brzmiał postulat przedstawiciela rady osiedlowej z Siekierek, który upewniał się, że razem z trasą do Wilanowa powstanie jej odnoga wzdłuż ul. Gagarina na Sielce. Kiedy dostał odpowiedź twierdzącą, upominał się, że przydałoby się wydłużyć tory za skrzyżowanie z Wisłostradą, gdzie powstaje sporo nowych bloków.

Odpowiedź urzędników brzmiała jednak negatywnie. Po pierwsze, problematyczne jest dla nich rozkopanie ruchliwego skrzyżowania ul. Gagarina z Wisłostradą, żeby ułożyć tory (dlatego zawrotka dla wagonów dwukierunkowych ma się znaleźć między ul. Czerską a Wisłostradą). Po drugie, chodzi o wielki koszt przebudowy komory sieci cieplnej, która znajduje się za Wisłostradą pod ul. Nehru.

Obiekt ten odsłonił się w pełnej krasie wkrótce po konsultacjach tramwajarzy. Zarząd Miejskich Inwestycji Drogowych zaczął bowiem budowę ul. Czerniakowskiej-bis, czyli al. Polski Walczącej na przedłużeniu ul. Gagarina i ul. Nehru. Kto by przypuszczał, że stanie się to dopiero teraz - 15 lat po otwarciu Trasy Siekierkowskiej z węzłem drogowym przyszłej ul. Czerniakowskiej-bis. Inwestycja jest, niestety, przeskalowana. Jezdnie będą mieć po trzy pasy ruchu, jeden z nich zajmie w przyszłości właśnie linia tramwajowa.

Dziwi jednak, dlaczego nie uwzględniono jej już teraz także na wysokości komory cieplnej. Rury należało przełożyć tak, żeby dało się tu zainstalować torowisko. Jeśli nie w czasie budowy odnogi przez Sielce, jakby chciał działacz osiedlowy z Siekierek (ja zresztą też), to w przyszłości.

Z wiosennych konsultacji zapamiętałem jeszcze wahania urzędników w sprawie przebiegu linii tramwajowych. Na ul. Gagarina zakładają tylko jedno połączenie, ale, niestety, nie z Marszałkowską, dokąd walą teraz tłumy w autobusach linii 131, ale do Rakowieckiej i przez Pole Mokotowskie na Ochotę. Dwóch linii tramwajowych na ul. Gagarina raczej pomieścić się nie da z powodu braku miejsca na zawrotce przed Wisłostradą (gdyby powstała za skrzyżowaniem, niewykluczone, że udałoby się zorganizować zawracanie dwóch linii). Sprawa układu tras ma być jeszcze przemyślana.

Inny niepokojący plan zakłada brak stałego połączenia tramwajowego na skręcie z Puławskiej (od strony Wyścigów) w Rakowiecką. Tory w tej relacji mają być ułożone tylko na wypadek objazdów.

Osobiście układ linii tramwajowych po zakończeniu inwestycji w 2021 r. widziałbym tak:

* 2 linie z Miasteczka Wilanów - jedna do ul. Marszałkowskiej (linia 35), druga do al. Jana Pawła II przez pl. Unii Lubelskiej i Nowowiejską (linia 10);
* 2 linie z pętli na Stegnach - jedna do ul. Marszałkowskiej i nowej pętli koło Arsenału (np. numer 36), druga do ul. Rakowieckiej i dalej na Ochotę (linia 14);
* mimo wszystko 1 linia z ul. Gagarina i to nie do Rakowieckiej (chętni przesiądą się do "czternastki" na Spacerowej), tylko do Marszałkowskiej i pętli koło Arsenału (np. numer 16).

Inne zmiany: linia 17 skrócona do odcinka Tarchomin/Winnica - Rakowiecka (rzadziej niż teraz - co 8 min i bez kursów do pętli Metro Marymont), linia 33 (silna jak teraz "17" - co 4 min w szczycie) na wydłużonej trasie: Metro Młociny - Broniewskiego - Rakowiecka - Służewiec. Nowa linia 19 (Piaski - al. Jana Pawła II - Rakowiecka - Puławska - Wyścigi), która wzmocni "17" na jej najbardziej uczęszczanym odcinku koło Hali Mirowskiej i "10" wycofaną z Puławskiej do Wilanowa (przy okazji powrót "19" historycznie związanej z Wyścigami).

Wtedy na Puławskiej mielibyśmy 3 linie: 4 z Wyścigów i 18 ze Służewca - do Marszałkowskiej + 19 z Wyścigów do al. Jana Pawła II, z tym że nie przez Nowowiejską jak dziś "10", tylko przez Rakowiecką (również koło stacji metra). Pętla na Rakowieckiej pozostałaby wykorzystywana przez linię 17, na Wołoskiej pojawiłaby się silna linia 33. Można by też pomyśleć o dołożeniu na tej ulicy którejś z linii kursującej dziś Grójecką (przez Pole Mokotowskie), która zapewniłaby połączenie Służewca i szpitala MSW z Ochotą.

(osa)

19:54, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 sierpnia 2017

Fantastycznie, że jeszcze w środku lata, gdy pogoda sprzyja rowerowym eskapadom po mieście, udało się udostępnić nowe, ważne odcinki: wczoraj 2 kładki pod mostem Łazienkowskim, a dzisiaj ostatni fragment modernizowanych od kilku lat bulwarów wiślanych.


Fot. Dawid Żuchowicz/AG

Trudno powiedzieć, która z tych inwestycji sprawiła mi większą frajdę. Na pewno Kładka Łazienkowska to bardziej przełomowe wydarzenie niż otwierany etapami bulwar, z którym warszawiacy zdążyli się już oswoić. Ja od pewnego czasu kursuję między Dolnym Mokotowem a Saską Kępą/Grochowem, często na rowerze, więc nowa kładka to dla mnie ogromne ułatwienie. Wypatrywałem jej otwarcia od wiosny.

W oczekiwaniu na ten przejazd nad Wisłą kilka razy skorzystałem z przeprawy promowej (pozdrowienia dla przesympatycznego kapitana, który zawsze czekał na mnie, aż zniosę rower po schodach przy Cyplu Czerniakowskim albo przebrnę z nim przez piach na plaży po prawej stronie Wisły - przydałby się tu jakiś trakt z desek).

Wczoraj przejechałem się już po kładce od strony południowej mostu. I wiem już, że jeśli jedzie się tędy tylko do szlaku wzdłuż Wału Miedzeszyńskiego, to obojętne jest, którą kładkę wybrać. Jeśli jednak jedzie się rowerem dalej - na Saską Kępę czy do ul. Ostrobramskiej, lepiej przeprawić się pod mostem po jego północnej stronie. Wtedy zaoszczędzi się na jednej wspinaczce do przejazdu nad Wałem Miedzeszyńskim. Jeszcze bardziej stromy jest podjazd dla cyklistów jadących tędy w przeciwnym kierunku, czyli na lewy brzeg Wisły.


Fot. Dawid Żuchowicz/AG

Otwarcie bulwaru wiślanego cieszy mnie o tyle, że wreszcie po raz pierwszy od nie wiem już ilu lat mam niezakłócony przejazd do pracy drogą rowerową nad samą rzeką. Koniec uciążliwych objazdów przez Mariensztat i Powiśle. Dziś wjechałem nad Wisłę za Klubem Sportowym "Spójnia" na Żoliborzu i nie odrywając się od brzegu, pedałowałem nim aż do Cypla Czerniakowskiego. Do odcinka drogi rowerowej przy ruchliwej, głośnej i smrodliwej Wisłostradzie wróciłem dopiero za ul. Zaruskiego (na wysokości Kanału Piaseczyńskiego).

Dodatkowy plus nowego fragmentu bulwarów to nowa stacja Veturilo na wysokości mostu Śląsko-Dąbrowskiego - przyda się na wymianę rowerów przed upływem 20 minut jazdy.

Niestety, ta sielanka nie potrwa długo. Jeszcze przed końcem wakacji ratusz zamierza podpisać umowę na przebudowę kolejnego odcinka bulwarów koło pomnika Syreny. Znowu wrócą wykopy i objazd drogi rowerowej nad Wisłą. Podobno aż na rok...

A na starszym odcinku bulwarów, który został otwarty przed dwoma laty na Podzamczu, trwa ciekawa wystawa z okazji przypadającego właśnie Roku Wisły. Na kilku planszach przedstawiono opisy i archiwalne fotografie mostów kolejowych przez Wisłę - od Sandomierza, przez Dęblin, Warszawę (średnicowy i koło Cytadeli) po Toruń. Szkoda, że nie uwzględniono wszystkich przepraw tego typu, ale i tak warto się zatrzymać, żeby poznać lub przypomnieć sobie kilka faktów z historii polskiej inżynierii.


(osa)

17:34, osa_oraz_smik , Rowery
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 lipca 2017

trasawzFot. Kuba Atys/AG

Z góry, czyli z tarasu placu Zamkowego, nie do końca widać najnowszą zmianę w organizacji ruchu, ale to ujęcie pokazuje na pewno, że w eksponowanej lokalizacji w sąsiedztwie Zamku Królewskiego i Pałacu pod Blachą udało się stworzyć estetyczną i funkcjonalną przestrzeń publiczną. Kiedy ratusz wytyczał trambuspasy wzdłuż Trasy W-Z, a był to rok 2009, ówczesna stołeczna konserwator zabytków Ewa Nekanda-Trepka nie zgodziła się na zaokrąglone, przeszklone wiaty przystankowe w tym miejscu. Były zapowiadane jako "kosmiczne", ale wyszły przyciężkie, co widać na sąsiednich przystankach przy Szpitalu Praskim i pl. Bankowym. Obecne wiaty na Trasie W-Z koło Starego Miasta wyglądają bardziej estetycznie. Czyli weto pani konserwator, dziś dyrektorki otwartego po wieloletnim remoncie Muzeum Warszawy, wyszło temu miejscu na dobre. Szkoda tylko, że pasażerowie musieli czekać aż 8 lat na poprawę warunków wysiadania i wsiadania.

Teraz to rzeczywiście tylko mały krok z podniesionej jezdni do podłogi w drzwiach autobusu, który zatrzymuje się na torowisku. Mam nadzieję, że kiedy ruszą tramwaje, będzie to równie wygodne. W czasie prac, które trwały tylko dwa tygodnie, obserwowałem, jak przymierzano lokalizację krawężników wzdłuż torowiska, żeby wagony nie zawadzały o nie na zakręcie i żeby odstęp do drzwi nie był zbyt duży.

Oby też na skróconym do 66 m przystanku w stronę pl. Bankowego mieściły się przyjeżdżające tu w godzinach szczytu niemal jedna za drugą wszystkie linie (przystanek na Pragę pozostał co prawda dłuższy, ale też dalej trzeba iść do drzwi tramwaju/autobusu od przejścia dla pieszych).

Trudno, niestety, zakładać, że uda się tak zgrać rozkłady jazdy, by komunikacja miejska na Trasie W-Z nie traciła czasu w przystankowych korkach. Docelowo dojdzie tu zapewne do redukcji liczby linii. Zwłaszcza że część pasażerów z trambuspasa odpłynęła do metra i wsiada do niego na stacji Dworzec Wileński. Kolejna grupa pójdzie w ich ślady, gdy za mniej więcej dwa lata II linia dotrze do stacji Trocka na Targówku. Wtedy ZTM zapewne będzie chciał powtórzyć plan wycofania z mostu Śląsko-Dąbrowskiego linii 160 527. Obstawiam, że uda się to tylko z tą drugą (jeśli zostanie skierowana z osiedla Derby prosto do najbliższej stacji metra, ludzie sami będą się tam przesiadać). Pierwsza zaś z powodu protestów przeciw jej likwidacji zostanie z pociętym rozkładem i kursami np. co kwadrans albo i rzadziej (dziś jeździ raz na 10 min w szczycie).

Trzecia dzienna linia autobusowa na Trasie W-Z, czyli 190, powinna zostać na obecnej trasie z pętli przy centrum handlowym w Markach przez Zacisze i Pragę, ale niekoniecznie do swojej drugiej pętli na Bemowie - Osiedle Górczewska. Można by ją skrócić albo do Młynowa, albo do pętli Znana. Sprawę będzie komplikować to, że budowa metra na Woli prawdopodobnie skończy się z półrocznym albo i dłuższym poślizgiem w stosunku do odcinka z Pragi na Targówek.

Choć frekwencja w tramwajach i autobusach na moście Śląsko-Dąbrowskim z czasem będzie spadać, otwarte właśnie przystanki wiedeńskie długo będą służyć pasażerom tak dobrze, jak wytyczony tu wcześniej trambuspas.

(osa)

23:52, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (4) »
środa, 19 lipca 2017

Z niemałym zdziwieniem odkryłem w ogłoszonym dziś po aktualizacji "Programie Budowy Dróg Krajowych" brak dwóch ważnych odcinków: to nowa trasa wylotowa z Warszawy przez Łomianki w kierunku Gdańska i Olsztyna (fragment do węzła Czosnów spadł na listę inwestycji oczekujących na pieniądze) i obwodnica Pułtuska.

Co prawda mieszkańcy Łomianek sami sobie są winni, bo ich protesty storpedowały budowę w poprzedniej dekadzie, ale na braku tej trasy ucierpią też wyjeżdżający nad morze czy jeziora. Można było przypuszczać, że drogowcy nieprędko zbudują podwarszawski odcinek S7. Najpierw robili podchody pod ratusz, by udrożnić obecny wyjazd przez ul. Pułkową na przedłużeniu Wisłostrady. Był to całkiem dobry plan, bo prawdopodobnie na Młocinach powstałoby bezkolizyjne skrzyżowanie z ul. Wóycickiego i drugie między Żubrową a Heroldów. To znacznie ułatwiłoby przejazd, ale w urzędzie miasta najwidoczniej przestraszyli się, że już nigdy nie wytyczono by drogi ekspresowej obok - ważnej także w obrębie Warszawy (z tunelami pod Bemowem i na obrzeżach Chomiczówki).

O planach wobec obwodnicy Pułtuska pisałem niedawno - pod koniec marca 2017 r.:
http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,21560735,trasa-s17-warszawa-lublin-nowe-obwodnice-daleko-od-stolicy.html

"W poniedziałek wiceminister infrastruktury Jerzy Szmit (PiS) wybrał się do Pułtuska, by zatwierdzić program inwestycyjny dla obwodnicy tego miasta. Nie oznacza to jednak, że budowa zacznie się rychło. Jak poinformowała GDDKiA, projektowanie i wykonanie prac jest przewidziane dopiero na lata 2021-25". Teraz okazuje się, że obwodnicy Pułtuska w programie rządowym nie ma wcale. I tyle warte są objazdy PiS-owskich ministrów po Polsce oraz składane obietnice.

Pułtusk jest teraz takim samym drogowym koszmarem, jakim jeszcze kilka lat temu był Serock. Odkąd w 2011 r. otwarto tam obwodnicę, jeździ się komfortowo. Dla Pułtuska, przez który przedziera się ok. 17 tys. pojazdów na dobę, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad szykowała 15-kilometrową trasę omijającą miasto od zachodu. Jej brak odczułem w ostatni długi weekend, wracając z Mazur. Utknęliśmy w korku, który zaczynał się na drodze nr 61 jeszcze przed jej skrzyżowaniem z drogą nr 57 od strony Szczytna. Straciliśmy dobre 40 minut.

Tak wygląda słynna droga na Ostrołękę z kultowego filmu "Rejs", który nakręcono blisko pół wieku temu. Na marginesie: Ostrołęka też miała dostać obwodnicę, jest w o tyle lepszej sytuacji od Pułtuska, że znalazła się na 153. miejscu rządowej listy bez podania terminu budowy. Jak się dowiedziałem w GDDKiA, oznacza to, że dziś nie ma na nią zagwarantowanych pieniędzy (na 19-kilometrowy odcinek potrzeba 530 mln zł).

Czyli droga na Ostrołękę bez zmian, za to po kilkunastu latach przerwy od żeglowania nie poznałem Wielkich Jezior Mazurskich. Sterowałem i wybierałem fały oraz szoty na takim oto jachciku, który wyposażono w lodówkę, kuchenkę gazową, toaletę, radio, a nawet... telewizor:

Wszelkie wygody są też na przystaniach nazywanych teraz marinami, czego miałem okazję doświadczyć w Wilkasach koło Giżycka, Sztynorcie (gdzie jachty zajęły komplet bodajże 600 miejsc do cumowania przy kejach i do późnej nocy trwało śpiewanie szant). Na wikt i opierunek + toaletę lub ściankę do oblewania moczem można było liczyć nawet w tak odludnych miejscach jak Zatoka Rajcocha za wyspą kormoranów na Jeziorze Dobskim czy w Mamerkach. Te ostatnie szczególnie polecam amatorom bunkrów (w lesie skrywają się 7-metrowe kolosy, do których czterokrotnie przyjeżdżał Hitler, raz z Mussolinim - tam spływały wszystkie meldunki z frontu wschodniego, dziś można przejść krótką podziemną trasę).

Zachwyciło mnie omijane podczas poprzednich mazurskich eskapad Węgorzewo, które w 2001 r. wybiło się na powiatową niepodległość od Giżycka. Wspaniale wygląda dzika Węgorapa i jej kanał, którymi wpływa się do miasta z jeziora Mamry.

W porcie wszystko jest zmonetyzowane: złotówka za umycie rąk, 2 zł za kibelek, 5 zł za prysznic. A automaty pożerają jeszcze pieniądze. Złoty interes. Poza tym bardzo przyjemnie i pyszne ryby (zwłaszcza sandacze!) w smażalni.

Dość zabawnie przy Węgorapie wygląda zmodernizowana stacja paliw Orlenu:

To prawdopodobnie najbardziej wysunięte na północ dystrybutory tej firmy w wydaniu dla żeglarzy. Niestety, paliwo przydało się w drodze powrotnej. Nie tylko na przesmyku między Mamrami a jeziorem Dargin - flauta dopadła nas zwłaszcza na Kisajnie. A potem korek na kanale przez środek Giżycka (równoległy Niegociński od Jeziora Tajty jest zamknięty z powodu prac remontowych - uwaga na policję wodną, która wyłapuje żeglarzy łamiących zakaz ruchu). Ten korek kanałowy w Giżycku był tylko namiastką kanału, w jaki kilka godzin później drogowcy wpuścili nas przed pozbawionym obwodnicy Pułtuskiem.

(osa)

17:46, osa_oraz_smik , Z kraju
Link Komentarze (1) »
środa, 12 lipca 2017

Na Tarchominie dobiega końca budowa Galerii Północnej, wcześniej udało się przygotować przystanki tramwajowe koło tylnego wejścia do tego centrum handlowego. Oto widok z początku prac w kwietniu...

...i stan obecny:

Jesteśmy na ulicy, którą nazwano Traktem Nadwiślańskim (bo kiedyś miała to być duża arteria na przedłużeniu Wybrzeża Helskiego ciągnąca się w kierunku Tarchomina od mostu Gdańskiego między Wisłą a ul. Jagiellońską i Modlińską). Z tych wiekopomnych planów zrealizowano tylko krótki odcinek pomiędzy dojazdem do mostu Północnego (ul. płk. Kuklińskiego) a ul. Światowida. W dodatku jezdnia nie jest tu za szeroka. Teraz dobudowano na niej dodatkowy pas do skrętu w lewo, no i przystanek tramwajowy.

Przejazd "dwójką" między Nowodworami i Tarchominem a stacją metra Młociny pewnie nieco się wydłuży, ale przystanek jest konieczny, bo można się tu spodziewać wielu pasażerów dojeżdżających do sklepów czy kina. Poza tym skorzystają mieszkańcy pobliskich bloków przy ul. Nagodziców, którzy będą mieli bliżej do tramwaju:

Oby tylko przejazdu tramwajów nie spowalniała nowa sygnalizacja świetlna, którą zainstalowano podczas budowy przystanku. Długo trwało, zanim wzdłuż całej linii na Tarchominie udało się wprowadzić zieloną falę, teraz efekt jest znakomity, bo jak twierdzą urzędnicy, to najszybsza trasa tramwajowa w Polsce. Przydałoby się, żeby było tak nadal.

(osa)

PS Właśnie dowiedziałem się o pomyślnym werdykcie Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które utrzymało wydaną pod koniec 2016 r. decyzję środowiskową dla linii tramwajowej na Gocław. Protestowało oszołomione towarzystwo z kilku bloków na Saskiej Kępie i niektórzy działkowicze. Ten sprzeciw opóźnia inwestycję (na starcie pół roku w plecy), ale pewnie kiedy już trasa na Gocław powstanie, protestujący chętnie będą z niej korzystać. Bo efekt może być podobny albo nawet lepszy (specjalne zagospodarowanie terenu wzdłuż Kanału Wystawowego) od trasy dla Tarchomina.

19:29, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (4) »
niedziela, 09 lipca 2017

Fot. Agnieszka Borowska

Ten odcinek z nowym, równym asfaltem był oczekiwany i wypraszany przez mieszkańców od wielu lat. Już nawet nie pamiętam kiedy radna Agnieszka Borowska (PO), która kieruje prężnym stowarzyszeniem Moja Białołęka, zaczęła swoją batalię, by autobusy ze wschodniej części tej dzielnicy mogły dojeżdżać do tramwajów na Annopolu i Żeraniu Wschodnim. To mało uczęszczana, końcowa część trasy "czwórki", która normalnie dociera tu bezpośrednio z ul. Marszałkowskiej w jakieś pół godziny.

Radna Borowska przekonywała, że dla mieszkańców Zielonej Białołęki można by zorganizować przesiadki z autobusów do tramwajów. Problemem był tylko dojazd między ul. Annopol, gdzie znajdują się tory tramwajowe a ul. Białołęcką. Władze dzielnicy myślały początkowo, by autobusy skierować ulicą Szlachecką, ale Zarząd Transportu Miejskiego zwracał uwagę, że jest na to zbyt wąska i kręta. Trzeba więc było czekać na przebicie ul. Daniszewskiej, przy której stoi warszawska drukarnia "Gazety Wyborczej". Przez wiele lat jezdnia prowadziła tylko tam, potem wydłużono ją i zyskała połączenie z ul. Szlachecką, a teraz nastąpił ostatni etap prac - Daniszewska dotarła do Białołęckiej pośród nowych bloków.

Zatoka przystankowa na Daniszewskiej przed Szlachecką zapowiada skierowanie tędy autobusów. Szczegóły ujawnił Bernard Ziemak z ZTM na niedawnym spotkaniu z mieszkańcami Białołęki poświęconym budowie pierwszego w tej dzielnicy szpitala. Ma być otwarty w 2019 u zbiegu ul. Białołęckiej i Przykoszarowej. Już teraz dociera tam (zawieszona na wakacje) linia 334, która w godzinach szczytu wyrusza z Olesina na północno-wschodnich krańcach dzielnicy i dowozi uczniów do szkoły przy ul. Juranda ze Spychowa.

ZTM planuje, przedłużyć trasę tej linii przez ul. Białołęcką i nowy odcinek Daniszewskiej do ul. Annopol. Według Bernarda Ziemaka linia 334 zamieni się w całodniową. W godzinach szczytu ma kursować co 20 minut, a w pozostałych porach dnia - raz na pół godziny.

Być może tę zmianę udałoby się wprowadzić od nowego roku szkolnego, gdyby nie problem z zawrotką dla autobusów na ul. Annopol niedaleko pętli tramwajowej Żerań Wschodni. Od pewnego czasu ZTM prowadzi na ten temat rozmowy z władzami dzielnicy. W zeszłym roku, gdy trwał remont torów, autobusy zastępcze zawracały na specjalnie wyasfaltowanej pętli-łezce. Niestety, po zakończeniu prac, przejazd przez nią, a dokładnie wyjazd został odcięty:

To już kolejny przypadek, gdy urzędnicy nie przemyśleli, że jakieś rozwiązanie, które sprawdzało się podczas prac remontowych, mogłoby zostać na stałe. Tak było z likwidacją pętli tramwajowej za Muzeum Niepodległości na Trasie W-Z (wykorzystywanej podczas budowy trambuspasa, dziś przydałaby się podczas jego remontu) czy z odcięciem toru tramwajowego łączącego bezpośrednio al. "Solidarności" z ul. Jagiellońską. Służył przez wiele lat w czasie budowy metra na Pradze i przydałby się znowu, bo utrudnienia związane z tą inwestycją wbrew obietnicom kolejny raz mocno utrudniają ruch na prawym brzegu Wisły.

(osa)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 161

Gazeta.pl Warszawa