wtorek, 03 lutego 2009

Takie biletomaty działają w berlińskich tramwajach. Wiszą za przegubem w drugiej części wagonu 

W nowych autobusach mają być montowane automaty do sprzedaży biletów, ale tylko jednorazowych. I to ma być niby udogodnienie dla pasażerów? Dopiero luty, a chyba już mamy kandydata do ”Nogi od Stołka” na koniec roku :-) 

Zarząd Transportu Miejskiego z dumą ogłosił jedną ze swoich najnowszych decyzji o biletomatach w środku autobusów. Przypominam, że dyrektor Ruta obiecywał je już w czerwcu 2008 r., gdy po podwyżce cen biletów i obniżeniu marży kioskarzom brakowało ich w sprzedaży.

Tak pisaliśmy o tym w relacji z posiedzenia zaniepokojonej komisji Rady Warszawy: ”Chcemy zainstalować biletomaty - ogłosił dyrektor Ruta. Podobne rozwiązanie sprawdza się w Berlinie. Pierwsze maszyny zaczną działać w 150 przegubowcach, które od sierpnia będą sprowadzać Miejskie Zakłady Autobusowe. Kolejnych 16 pojawi się pociągach SKM. ZTM przekonuje Tramwaje Warszawskie, by automaty montować też we wszystkich zamawianych wagonach (niestety, kosztem dwóch miejsc siedzących). W ciągu dwóch lat ma być w nie wyposażony cały tabor MZA i Tramwajów. Do tego w ciągu roku 150 automatów ZTM obiecuje postawić na ulicach”.

Do głowy mi wtedy nie przyszło, że skończy się tylko na biletach jednorazowych (swoją drogą należałoby je połączyć z 40-minutowymi i taryfa byłaby o wiele prostsza). No właśnie, a co z czasowymi? Wiele osób używa przecież 20-minutowych do podjeżdżania na krótkich dystansach. Nie widzę przeszkód, żeby dostępne były też jednodniowe.

Jadąc berlińskim tramwajem, natknąłem się w nim na automat z aż 17 rodzajami biletów. Np. tzw. Kurze Strecke (na krótki odcinek) albo na rower. Maszyna miała mnóstwo guzików. Najpierw wybiera się język (jest nie tylko niemiecki, angielski czy francuski, ale także polski czy turecki. Możemy zapłacić bilonem albo banknotem - automat wydaje resztę. U nas mają być tylko monety.

Drogi ZTM-ie! Niby wysyłacie swoich pracowników na szkolenia do Berlina, a chcecie nam wcisnąć w Warszawie taki bubel. Lepiej przemyśleć jeszcze sprawę albo darować sobie takie niepełnosprawne rozwiązanie, bo szkoda na to pieniędzy.

(osa)

19:15, osa_oraz_smik , Bilety
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 02 lutego 2009
To nie jest wcale ironia. My na dolnym Marymoncie już się do nich przyzwyczailiśmy, bo tak się jeździ szybciej. Z czasem polubią je też mieszkańcy innych osiedli na Żoliborzu i Bielanach, gdzie dziś zaczęły obowiązywać nowe trasy autobusów
niedziela, 01 lutego 2009
Wraca człowiek do Warszawy z krótkiego urlopu w górach, a tu nieśmiertelny korek od Janek do Raszyna. Od lat 90. pocieszam się, że kiedyś będzie nowa wylotówka od strony Al. Jerozolimskich, ale teraz coraz poważniej zastanawiam się, czy zdążę się nią jeszcze jako kierowca nacieszyć...
poniedziałek, 26 stycznia 2009
Rząd w końcu podpisał umowę na budowy autostrady A1 ze Strykowa pod Łodzią do śląskich Pyrzowic. A Warszawa wciąż ma pecha. Negocjacje w sprawy budowy A2 z Łodzi przeciągają się w nieskończoność.
piątek, 23 stycznia 2009
Nie będzie miejsca dla linii tramwajowej wzdłuż al. Tysiąclecia na Szmulkach - zdecydowali w tym tygodniu miejscy urzędnicy. Przykra wiadomość, ale nie łudźmy się, że z tej linii korzystałby ktoś wcześniej niż nasze wnuki
czwartek, 22 stycznia 2009

Autobus E-4 wjeżdża do bazy przy Włościańskiej na zasłużony odpoczynek po porannej nawale pasażerów z Nowodworów 

Po porannym szczycie autobusy linii E-4 garażują w bazie technicznej przy Włościańskiej. To dwa kroki od pętli Metro-Marymont. Do najbliższych zajezdni przy Redutowej na Woli albo Stalowej na Pradze - kilka kilometrów. O ile likwidację zajezdni przy Chełmskiej rekompensuje sąsiedztwo tej na Woronicza czy nawet na Ostrobramskiej, o tyle w północnej części brak nieodżałowanej Inflanckiej mocno daje się we znaki. Odkąd ją zamknięto (a według mojego czarnego T-shirta z okolicznościowym nadrukiem w tym roku mija już sześć lat), autobusy dojeżdżające na żoliborskie i bielańskie trasy muszą nadrabiać kilometry.

Pewnie, że utrzymywanie bazy w środku miasta, nie dałoby się obronić. Trzeba przyznać, że ratusz - za czasów prezydenta Kaczyńskiego - potrafił wykorzystać koniunkturę, sprzedając Inflancką i Chełmską za niebotyczne sumy. Pierwszą część Inflanckiej udało się zlicytywać za 116 mln zł od wyjściowej kwoty 77 mln zł, a drugą za 390,6 mln zł - w tym przypadku hiszpański deweloper ustanowił w 2006 r. rekord cenowy w Polsce (13,6 tys. zł za m kw). Chełmska też przeszła w ręce Hiszpanów (370 mln zł), którzy mocno się na tym przejechali.

Ale co miasto dostało, to jego. No właśnie, a co z tego mają Miejskie Zakłady Autobusowe? Nic. Nie otwarto ani planowanej wcześniej zajezdni przy Wólczyńskiej (w widłach bocznicy kolejowej do Huty Warszawa i ul. Opłotek), ani przy Płochocińskiej (choć tam swoją bazę zdołał zlokalizować radomski ITS). Ratusz zapomniał też o planach Tramwajów Warszawskich, którym ciasno przy Kawęczyńskiej, a które myślały o przeprowadzce do zajezdni na Żeraniu Wschodnim. Od jakiegoś czasu słychać w dodatku o zamknięciu filii zajezdni przy Redutowej (od strony Nakielskiej).

O dziwo, nie mówi się już tak głośno o sprzedaży gruntu przy Włościańskiej, gdzie lubi zaglądać E-4. Mało tego, jeszcze niedawno były tam przeprowadzane gruntowne remonty, choć bazy autobusowej w tym miejscu nie przewiduje nawet jeden z nielicznych w naszym mieście obowiązujący plan zagospodarowania. Za taki kawałek na tyłach stacji metra, można by wziąć krocie, gdy poprawi się koniunktura. Oby tym razem pieniądze poszły na poprawę zaplecza MZA. Inaczej będzie naprawdę kiepsko.

(osa)

22:54, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (11) »

Gazeta.pl Warszawa