niedziela, 22 lutego 2009

Ekrany przy ul. Rosoła chronią nomenklaturowe os. Dębina, hałas odbija się w stronę PRL-owskich bloków Natolina

Nie macie wrażenia, że z montowaniem ekranów wzdłuż warszawskich ulic wpadliśmy z jednej skrajności - gdy nie było ich wcale - w drugą? Teraz są takie miejsca, gdzie jeździ się monotonnymi korytarzami, z których w ogóle nie widać miasta. W dodatku kolorystyka ekranów jest od Sasa do Lasa, stoją brudne, pordzewiałe albo wysprejowane, bo służby miejskie nie dbają należycie o to, jak wyglądają. 

Pamiętam, jakim wydarzeniem była budowa ekranów wzdłuż Trasy Łazienkowskiej w latach 90. Ludzie na Saskiej Kępie, gdzie bloki stoją kilkanaście metrów od krawędzi wiaduktu, czekali na nie z 25 lat. Ileż to tekstów powstało na ich temat w ”Gazecie”. Np. taki w styczniu 1995 r.

”Według zastępcy dyrektora ZDM Ryszarda Woźnickiego wydatek na budowę ekranu - 5 mld starych złotych - był już umieszczony w planach budżetu na ten rok. - Jednak dostaliśmy mniej pieniędzy, nie starczy nawet na bieżące utrzymanie dróg. O żadnych inwestycjach nie ma mowy - tłumaczy. - Będziemy jeszcze walczyć, jeżeli dostaniemy fundusze, postaramy się postawić ekran”.

I takie było podejście drogowców do ochrony przed hałasem. Jak widać jeszcze długo po zakończeniu PRL. Potem zmieniły się przepisy, które nakazują stawiać ekrany już podczas budowy drogi. Paradoksalnie powoduje to protesty w drugą stronę. Np. właściciele zakładów wzdłuż poszerzanego Wału Miedzeszyńskiego wcale nie życzyli sobie, by ich przydrożne biznesy odgradzała nieprzenikalna ściana. Grozili blokadą budowy.

Inna rzecz to jak te ekrany wyglądają. Moim antyfaworytem są właśnie te z Wału Miedzeszyńskiego, ale na wysokości saskiej Kępy - niebieska podmurówka i brązowa ściana. Bezguście. Albo te wszystkie niebieściuchne szybki np. nad zielonymi ekranami wzdłuż al. Prymasa Tysiąclecia na Kole czy między różowymi słupkami na estakadach ul. Hynka nad al. Krakowską.

Stosunkowo dobrze prezentowałyby się ekrany wzdłuż ul. Rosoła na Natolinie - szyby w gracką kratkę i żółte ramy, ale te są potwornie brudne. To i tak nic, bo np. ekrany wzdłuż Trasy AK stawiane za grube miliony przez niesławne MPRD zdążyły już pordzewieć.

Wracając do ekranów z ul. Rosoła. To, że w ogóle powstały, jest wielkim skandalem. Stanęły wzdłuż osiedla Dębina, którego lokatorzy mają opinię PRL-owskiej nomenklatury. I co się dzieje? Odbijający się od tych ekranów hałas uderza w stojące po przeciwnej stronie ulicy osiedle PRL-owskich bloków.

Ekrany są potrzebne, żeby chronić przed hałasem. Ale budowane w nadmiarze, tam, gdzie niekoniecznie są potrzebne, z kiepskich materiałów, nieutrzymywane w czystości, stają się karykaturą samych siebie.

Ekranomania wzdłuż ul. Poleczki

(osa)

piątek, 20 lutego 2009
Kilka linii tramwajowych w Warszawie dojeżdża nie tam, gdzie byłoby najwygodniej pasażerom, ale tam, gdzie według Tramwajów Warszawskich trzeba chronić tereny pętli przed mniej lub bardziej wyimaginowanymi zakusami prywatnych inwestorów. Zawracające w tych miejscach wagony mają być dowodem na to, że zachowanie tych miejsc leży w żywotnym interesie spółki. Lepiej byłoby, gdyby ten interes wyrażano jednak w inny sposób
czwartek, 19 lutego 2009
Stegny, Żerań FSO, Szczęśliwice, Gwiaździsta, Wiatraczna - remonty tych pętli średnio się udały. Teraz ZTM bierze się za Esperanto, zapowiadając dodatkowe stanowisko postojowe dla linii... z Bemowa
wtorek, 17 lutego 2009

Wiem, że to już tu i ówdzie było, ale nie mogłem sobie odmówić uczczenia tym zdjęciem pierwszej jazdy nowym wagonem metra ”z ruską gębą”. A właśnie dlatego, że było, dziwię się, że Metro Warszawskie jeszcze nie pozmieniało tabliczek przy uchylnych oknach ”Otwierać i zamykać tylko za rączką”. Niby drobiazg, ale źle świadczy i o producencie, i o właścicielu.

A co do wrażeń z samej jazdy. Wreszcie wiatr nie hula po głowie (chyba że się otworzy ”za rączką” - nie sprawdzałem), ale konstrukcja toporna. Nagle włączył się znajomy terkot i czułem się swojsko jak w kolejowym kiblu. Przy hamowaniu jakiś tępy zgrzyt. Marnie wyglądają też dziurkowane blachy pod siedzeniami, potwornie zdarta (a może tylko brudna?) była po kilku tygodniach użytkowania podłoga. Muszę za to pochwalić wygodne, miękkie siedziska, a także to, że jest znacznie jaśniej niż w innych składach. W tych warunkach całkiem miło czytało się zaległy wywiad z prof. Baumanem w ”Dużym Formacie”. Oczywiście zdążyłem tylko kilka pytań i odpowiedzi, bo metro - i to jest jego najważniejsza zaleta mimo kaszaniastych wagonów z Rosji - pędziło jak zwykle.

(osa)

14:04, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 16 lutego 2009

Fot. Bartosz Bobkowski/AG

Dobra wiadomość: znaczny spadek cen za drugą linię metra. Ale nie jestem pewien, czy tak dobry jest też skład konsorcjum, które przedstawiło ofertę o najniższej wartości 

Komentując na gorąco po otwarciu ofert w drugim przetargu na drugą linię metra

(http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,6281557,Piec_ofert_na_druga_linie_metra___Wlosi_najtansi.html),

cieszę się, że został powtórzony. Że ratusz nie przestraszył się gniewu ludu i tabloidów, unieważniając poprzedni z horrenadalnie wysokimi cenami. Teraz spadły o ok. 30 proc. To potwierdza, że decyzja z lata ub.r. była słuszna.

Nie chciałbym zostać źle zrozumiany, ale w tyle głowy włącza się czerwone światełko, gdy okazuje się, że najniższą cenę zgłosiło konsorcjum złożone z firmy włoskiej, tureckiej i drogowej z Mińska Maz. Ten skład wymaga jeszcze zbadania, dlatego powstrzymuję się od bardziej jednoznacznych stwierdzeń, bo może się okazać, że obawy są na wyrost. Oby.

Ciekawe, że następna w kolejności jest oferta Chińczyków, którzy tak łatwo zostali wyeliminowani z pierwszego przetargu.

Zastanawiający jest też rozrzut cenowy, który sięga aż 2 mld zł. Czyżby właściwa cena mieściła się pośrodku, czyli bliżej 5 mld zł)?

Wreszcie pytanie o 0,5 mld zł - tyle brakuje do najniższej ceny ofertowej w porównaniu z kosztorysem miasta. To zawsze mniej niż 3 mld zł z pierwszego przetargu :-) Zgodnie z przewidywaniami w łeb wezmą ewentualne oszczędności na moście Płn. Oczywiście najlepiej, gdyby poczekano też ze stadionem Legii. Byłoby prawie akurat.

(osa)

15:24, osa_oraz_smik , Metro
Link Komentarze (3) »
sobota, 14 lutego 2009
Dziwna sprawa. Po rewolucji komunikacyjnej na Bielanach i Żoliborzu powstało kilka silnych linii autobusowych, na których opiera się dowożenie pasażerów do stacji metra. I po dwóch tygodniach ZTM postanowił przewietrzyć trochę rozkład jazdy

Gazeta.pl Warszawa