środa, 14 stycznia 2009

Stacja metra Plac Wilsona, 14 stycz, godz. 10.30

Proszę, proszę - schody ruchome na stacji metra Plac Wilsona, które na wiele tygodni znieruchomiały pod żoliborskim nieboskłonem (z komentarzy pod wpisem z 9 stycznia wynika, że już w listopadzie), drgnęły już po pięciu dniach od akcji blogowo-internetowej i pokazaniu serdeczności wpisanych przez pasażerów na barierce pod adresem Metra. I wreszcie udało się je naprawić, b-r-a-w-o! Fe-fe-fenomenalnie. Niniejszym składam zobowiązanie, że na wszelki wypadek nie będę obciążał schodów swoimi kilogramami - dla zdrowotności (swojej i schodów :-)

(osa)

22:53, osa_oraz_smik , Metro
Link Komentarze (2) »
wtorek, 13 stycznia 2009
Spore podniecenie wywołują od niepamiętnych czasów plany utworzenia obwodnicy dla pociągów, które miałyby (prawie) okrążać centrum. Moim zdaniem jest to mocno przereklamowane przedsięwzięcie. Dlatego ubawiła mnie dziś nowa telewizja TVN Warszawa, która od rana wałkowała ten temat jako swoje wielkie odkrycie.
poniedziałek, 12 stycznia 2009
Uratowałyby Warszawę, gdy wiosną zacznie się (i dobrze!) szaleństwo torowych remontów. Jednak wbrew temu, co się tu i ówdzie mówi, wcale nie są potrzebne Żoliborzowi - wystarczą mu dwie dodatkowe linie autobusowe. Jedną z nich - 205- zapowiada już zresztą ZTM.
niedziela, 11 stycznia 2009

wiadukt 

Rozmawiałem z prof. Henrykiem Zoblem z Politechniki Warszawskiej. - To ja zamknąłem wiadukt przy Dworcu Gdańskim dla komunikacji - powiedział mi - i 28 lutego, jeśli nie wcześniej, zamknę go też dla samochodów. I wie pan co? Ci ekolodzy, którzy blokują odbudowę, mają w kilku sprawach rację.  

Wydawało się, że w połowie grudnia Zielone Mazowsze dogadało się z urzędnikami i odblokuje budowę wiaduktu z Żoliborza do Śródmieścia. Wszyscy byli o tym przekonani, dopóki kilka dni temu ZM na swojej stronie internetowej nie ogłosiło, że negocjacje po cichu trwają w najlepsze. Przy czym słowo "najlepsze" nie oddaje, niestety, ich atmosfery ani wyników. Według uczestnika tych spotkań siedzącego po stronie miasta, z którym rozmawiałem, "zieloni" eskalują żądania, obrażają projektantów, nie mają chęci do kompromisu, choć miasto poszło im w kilku sprawach na rękę. Z kolei przedstawiciel ZM mówi mi o okopaniu się urzędników miejskich, a zwłaszcza kolejowych w negocjacyjnej twierdzy i forsowaniu nieużytecznych rozwiązań projektowych.

W tym sporze nie jest łatwo jednoznacznie wskazać, kto ma rację. Na pewno ratusz pokpił sprawę, przygotowując inwestycję przez tyle lat. Wiem, że kolejarze nie ułatwiali miastu życia, przeciwnie sami zwlekali z projektem modernizacji Dworca Gdańskiego (a propos: gdzie zapowiadany na koniec grudnia przetarg na przejście podziemne ze stacji metra w stronę Żoliborza?). Fatalny jest projekt odbudowy wiaduktu autorstwa firmy Baks, której wcześniej przytrafiały się takie kwiatki jak zbyt niski tunel dla ciężarówek pod rondem Zesłańców Syberyjskich czy stacja metra Słodowiec przypominająca myjnię samochodową (ostatecznie trochę ją poprawili). Zielone Mazowsze, które wyrobiło sobie opinię pieniaczy, tak jak zauważył prof. Zobel, w przypadku wiaduktu miało wiele racji. Moim zdaniem słusznie wytknęło np. brak zejść z przystanków na perony dworcowe czy ul. Słomińskiego albo brak miejsca na ścieżkę rowerową. Tu nie zgadzam się z opiniami SISKOM-u, że rezygnacja z zatoki autobusowej podczas negocjacji ratusza z ZM była błędem - nie sądze, że zatrzymujące się na przystanku autobusy będą powodować większe korki niż dziś (obok będzie drugi pas).

Natomiast nie podoba mi się odstąpienie na żądanie ZM od poszerzania ul. Andersa między Stawkami i pl. Bankowym oraz dziwaczny pomysł na rozwiązanie tego skrzyżowania autorstwa Transeko zaprezentowany ostatnio na stronie SISKOM. Brak drugiej jezdni ul. Andersa to utrzymywanie trwającej już ponad pół wieku prowizorki, niebezpiecznych sytuacji z udziałem pieszych u zbiegu z ul. Anielewicza. Urzędnikom łatwiej jednak zgodzić się na status quo, choćby w imię wydumanego argumentu: nie wpuszczać dodatkowych samochodów do centrum (i tak wjadą, tyle że w korku). Robią to, bo na drugą jezdnię ul. Andersa nie mają ani pomysłu (trzeba by od razu zmieniać organizację ruchu na potwornie zepsutym pl. Bankowym i kawałku Marszałkowskiej, a po co się zbytnio wysilać?) ani pieniędzy.

Wracając do nieszczęsnego wiaduktu. Chodzą słuchy, że Ministerstwo Środowiska, które od wiosny 2008 r. rozpatruje odwolanie ZM od decyzji srodowiskowej, musialoby je uwzglednic, bo wojewoda, ktory ja wydawal, popelnil blad formalny. Ratusz jest wiec w klinczu. Negocjacje z Zielonym Mazowszem moga sie ciagnac tygodniami. Wiadukt w koncu trzeba bedzie zamknac calkowicie i wtedy dopiero zacznie sie polka, bo samochody totalnie zablokuja objazd dwom ostatnim liniom autobusowym, ktore zostaly w okolicach Cytadeli. Jest drobiazg, ktorym na razie mozna sie pocieszyc: dowiedzialem sie, ze jest juz projekt przebudowy lewoskretu z al. Wojska Polskiego w ul. Mickiewicza, ktorym mozna by puscic dodatkowa linie autobusowa (ZTM szykuje na te trase 510). Na dniach parafke pod tym projektem ma przystawic miejski inzynier ruchu. Jak troche odpusci zima, miejski Zaklad Remontow i Konserwacji Drog zabiera sie do roboty.

(osa)

15:54, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (29) »
sobota, 10 stycznia 2009

polnocny 

Miał być w 2006, potem w 2008, nie będzie go jednak w 2010, a wszystko wskazuje, że nawet nie w 2011. Oto, jak kolejna ekipa w ratuszu popłynęła na moście Północnym.   

W poniedziałek 12 stycznia komisja przetargowa miała otworzyć oferty firm z cenami. Otwarcie jest przełożone na 30 stycznia. Już po raz drugi. Firmy zasypują urzędników pytaniami. Uzbierało się ich 1,3 tys. Urzędnicy przekonują, że w większości są to pytania niepotrzebne, bo odpowiedzi można znaleźć w dokumentacji projektowej. Jest tam np. określona szczegółowa szerokość chodników, a firma dopytuje się, czy aby na pewno. Cóż, jak to skomentował Konrad Majszyk w "Życiu Warszawy", mimo licznych superhipernowelizacji takie mamy prawo o zamówieniach publicznych.

W ten sposób przetarg może się ciągnąć w nieskończoność, a i tak trwa przecież już ponad pół roku. Pani prezydent jako kandydatka do ratusza termin otwarcia mostu podawała na rok 2010 (tak akurat na wybory, a miał być jeszcze most Krasińskiego, a kolejny w budowie). Potem urzędnicy zaczęli po cichu przesuwać tę datę, rezygnując po drodze z mostu Krasińskiego. Po ostatnich wakacjach odkryliśmy, że otwarcie Północnego wyznaczono na wrzesień 2011 r. W tym tygodniu dostałem od białołęckiego radnego Wojciecha Tumasza (jest w dzielnicy wiceszefem komisji inwestycyjnej) nowy harmonogram Zarządu Inwestycji Drogowych z datą oddania mostu: listopad 2011. Przy czym założono, że 32-miesięczna budowa zaczyna się w marcu 2009.

Marnie to widzę. Po pierwsze nie ma gwarancji, że to już ostatnie przesunięcie terminu otwarcia ofert. Po drugie potrzeba kilku tygodni na ich ocenę i rozstrzygnięcie przetargu. Zakładam, że tym razem firmy zmieszczą się w kosztorysie, bo jeśli nie, trzeba czekać, aż Rada Warszawy dołoży pieniędzy (obcinając znowu na inne inwestycje). Potem czas na protesty i odwołania, a jeszcze kontrola Urzędu Zamówień Publicznych. No i trzeba w końcu uzyskać pozwolenie na budowę, którego też ciągle nie ma. Nie jestem pewien, czy udało się wykupić wszystkie grunty, co zaczęła jeszcze ekipa Kaczyńskiego i był to jej jedyny, nadzwyczaj skromny wkład do tej inwestycji, choć obiecywała wiele.

Będzie więc dobrze, jeśli budowa zacznie się w połowie roku. Lipiec 2009 + 32 miesiące budowy (zakładamy, że toczy się bez żadnych komplikacji, Wisła jej zbytnio nie zalewa itp., odbiory nie ciągną się tygodniami) i mamy luty-marzec 2012 r. Czyli koniec prac wypada na jesień i zimę. Fatalnie dla układania izolacji i nawierzchni. Fatalnie dla Tarchomina, Białołęki z przyległościami, bo wkrótce cały ten rejon, nie mając nowego mostu, będzie stał w jeszcze większym megakorku z powodu remontu wiaduktu na Modlińskiej.

(osa)

18:36, osa_oraz_smik , Mosty
Link Komentarze (10) »
piątek, 09 stycznia 2009

flirt 

Słowo "kompromitacja" będzie tu na miejscu. Z powodu mrozu popsuły się supernowoczesne pociągi typu Flirt, które w zeszłym roku kupiła spółka Koleje Mazowieckie. Jak się dowiedzieliśmy, w czterech z dziesięciu tzw. jednostek elektrycznych zepsuły się falowniki, które przetwarzają prąd. Pociągi trzeba było ściągnąć do bazy w Siedlcach. Teraz czekają na sprowadzenie jakiejś części ze Szwajcarii.

Kiedyś wszyscy śmiali się z bydgoskiej Pesy. Najpierw psuł się ich pociąg dla WKD, który zresztą podczas ostatniej fali mrozów również się "rozkraczył" na torach. W dniu inauguracji kursów ich klimatyzowanych pociągów ED 74 na trasie z Łodzi do Warszawy również doszło awarii. Pesa to rozkręcająca się polska firma. Ale żeby Szwajcarzy dali taką plamę. To już przesada.

Flirtów jest jak na lekarstwo. Trzeba na nie polować, żeby się nimi przejechać. Jeśli z torów tymczasowo zniknie niemal połowa z nich, to jeżdżący jak sardynki pasażerowie jeszcze bardziej się wkurzą. Być może te awarie są z winy producenta, ale trzeba przyznać, że Koleje Mazowieckie nie dbają o nowe pociągi. Niedawno jechałem piętrusem Bombardiera niemal brązowym od brudu z sieci trakcyjnej. W dodatku nie działała w nim jedna para drzwi. Coś nie chce się przyjąć ta nowoczesność na torach. (śmik)

20:16, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (7) »

Gazeta.pl Warszawa