sobota, 10 stycznia 2009

polnocny 

Miał być w 2006, potem w 2008, nie będzie go jednak w 2010, a wszystko wskazuje, że nawet nie w 2011. Oto, jak kolejna ekipa w ratuszu popłynęła na moście Północnym.   

W poniedziałek 12 stycznia komisja przetargowa miała otworzyć oferty firm z cenami. Otwarcie jest przełożone na 30 stycznia. Już po raz drugi. Firmy zasypują urzędników pytaniami. Uzbierało się ich 1,3 tys. Urzędnicy przekonują, że w większości są to pytania niepotrzebne, bo odpowiedzi można znaleźć w dokumentacji projektowej. Jest tam np. określona szczegółowa szerokość chodników, a firma dopytuje się, czy aby na pewno. Cóż, jak to skomentował Konrad Majszyk w "Życiu Warszawy", mimo licznych superhipernowelizacji takie mamy prawo o zamówieniach publicznych.

W ten sposób przetarg może się ciągnąć w nieskończoność, a i tak trwa przecież już ponad pół roku. Pani prezydent jako kandydatka do ratusza termin otwarcia mostu podawała na rok 2010 (tak akurat na wybory, a miał być jeszcze most Krasińskiego, a kolejny w budowie). Potem urzędnicy zaczęli po cichu przesuwać tę datę, rezygnując po drodze z mostu Krasińskiego. Po ostatnich wakacjach odkryliśmy, że otwarcie Północnego wyznaczono na wrzesień 2011 r. W tym tygodniu dostałem od białołęckiego radnego Wojciecha Tumasza (jest w dzielnicy wiceszefem komisji inwestycyjnej) nowy harmonogram Zarządu Inwestycji Drogowych z datą oddania mostu: listopad 2011. Przy czym założono, że 32-miesięczna budowa zaczyna się w marcu 2009.

Marnie to widzę. Po pierwsze nie ma gwarancji, że to już ostatnie przesunięcie terminu otwarcia ofert. Po drugie potrzeba kilku tygodni na ich ocenę i rozstrzygnięcie przetargu. Zakładam, że tym razem firmy zmieszczą się w kosztorysie, bo jeśli nie, trzeba czekać, aż Rada Warszawy dołoży pieniędzy (obcinając znowu na inne inwestycje). Potem czas na protesty i odwołania, a jeszcze kontrola Urzędu Zamówień Publicznych. No i trzeba w końcu uzyskać pozwolenie na budowę, którego też ciągle nie ma. Nie jestem pewien, czy udało się wykupić wszystkie grunty, co zaczęła jeszcze ekipa Kaczyńskiego i był to jej jedyny, nadzwyczaj skromny wkład do tej inwestycji, choć obiecywała wiele.

Będzie więc dobrze, jeśli budowa zacznie się w połowie roku. Lipiec 2009 + 32 miesiące budowy (zakładamy, że toczy się bez żadnych komplikacji, Wisła jej zbytnio nie zalewa itp., odbiory nie ciągną się tygodniami) i mamy luty-marzec 2012 r. Czyli koniec prac wypada na jesień i zimę. Fatalnie dla układania izolacji i nawierzchni. Fatalnie dla Tarchomina, Białołęki z przyległościami, bo wkrótce cały ten rejon, nie mając nowego mostu, będzie stał w jeszcze większym megakorku z powodu remontu wiaduktu na Modlińskiej.

(osa)

18:36, osa_oraz_smik , Mosty
Link Komentarze (10) »
piątek, 09 stycznia 2009

flirt 

Słowo "kompromitacja" będzie tu na miejscu. Z powodu mrozu popsuły się supernowoczesne pociągi typu Flirt, które w zeszłym roku kupiła spółka Koleje Mazowieckie. Jak się dowiedzieliśmy, w czterech z dziesięciu tzw. jednostek elektrycznych zepsuły się falowniki, które przetwarzają prąd. Pociągi trzeba było ściągnąć do bazy w Siedlcach. Teraz czekają na sprowadzenie jakiejś części ze Szwajcarii.

Kiedyś wszyscy śmiali się z bydgoskiej Pesy. Najpierw psuł się ich pociąg dla WKD, który zresztą podczas ostatniej fali mrozów również się "rozkraczył" na torach. W dniu inauguracji kursów ich klimatyzowanych pociągów ED 74 na trasie z Łodzi do Warszawy również doszło awarii. Pesa to rozkręcająca się polska firma. Ale żeby Szwajcarzy dali taką plamę. To już przesada.

Flirtów jest jak na lekarstwo. Trzeba na nie polować, żeby się nimi przejechać. Jeśli z torów tymczasowo zniknie niemal połowa z nich, to jeżdżący jak sardynki pasażerowie jeszcze bardziej się wkurzą. Być może te awarie są z winy producenta, ale trzeba przyznać, że Koleje Mazowieckie nie dbają o nowe pociągi. Niedawno jechałem piętrusem Bombardiera niemal brązowym od brudu z sieci trakcyjnej. W dodatku nie działała w nim jedna para drzwi. Coś nie chce się przyjąć ta nowoczesność na torach. (śmik)

20:16, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (7) »

Czwartek 8 stycznia, po godz. 22, stacja metra Plac Wilsona 

Lud dojeżdżający metrem ma już dosyć wiecznego remontu schodów ruchomych na stacji Plac Wilsona. Wczoraj po 22-giej natknąłem się na taki obrazek: schody znieruchomiały, na peronie stoi coś w rodzaju szlabanu, na nim kartka: ”Schody nieczynne z powodu awarii [co akurat widać - j.o.]. Przepraszamy”. A na kartce przybywa dopisków: ”...do 2012 r.” (że niby tyle potrwa awaria? kto wie - rozgrzebane schody widziałem tu już przed Bożym Narodzeniem) i ”co robicie z naszymi pieniędzmi z podatków”.

Ja z tych schodów ruchomych, jeśli akurat działają - co nie jest, jak widać, regułą - nie korzystam. Dla zdrowotności. Ale coś mi się zdaje, że z usterką, której nie daje się wyeliminować tygodniami, stacja Plac Wilsona nie zdobyłaby laurów najlepszej na świecie.

(osa)

PS

Schody nadal nieczynne, naklejka, która o tym informuje, już bez haseł (wyczyszczona zaraz po tym, jak się ukazała w autobusie_czerwonym i jeszcze gdzieś - nie wstydźcie się, że do nas zaglądacie i podawawajcie źródło :-)

A na podstawowy mankament tych schodów zwrócił mi uwagę pewien Amerykanin z Bostonu, który zamieszkał na jakiś czas w Warszawie. Przyznam, że wcześniej nie wpadło mi to w oko. Otóż schody ruchome powinny się znajdować po drugiej stronie zwykłych. Przecież, kiedy się przyjeżdża metrem z centrum i wysiada, wpada się na tłum ludzi schodzących do pociągu w stronę Śródmieścia. Drogi niepotrzebnie się krzyżują.

(osa)

11:48, osa_oraz_smik , Metro
Link Komentarze (14) »
czwartek, 08 stycznia 2009
Dostaliśmy w tym tygodniu b. ciekawy list. Pan Przemysław Załęski z Ursusa opisuje w nim swoją poranną podróż do centrum podmiejskim pociągiem. Wylicza, że musiał przepuścić pięć kolejnych składów, bo nie sposób się było do nich dostać z powodu tłoku.
środa, 07 stycznia 2009

Siedziałem przy szybie z numerem linii - nic przez nią nie było widać 

Oto autobus, którym dziś jechałem do pracy. Po Warszawie jeżdżą teraz jeszcze brudniejsze. Jaki to numer? Z boku ledwo widać, z tyłu wcale. Ja zdążyłem zerknąć od przodu i się nie pomyliłem, bo na przystanek jak zwykle przyjechało stadko: dwa autobusy na raz, a z tyłu jeszcze trzeci.

To się powtarza co roku: przychodzą mrozy, nawet nie muszą być tak ostre jak tym razem, i w zajezdniach przestają zmywać brud z autobusów. Trwa to całymi dniami. Myślałem, że lepiej jest u przewoźników spoza MZA (pamiętam opowieści ukraińskich kierowców PKS Grodzisk Maz., którym po pracy każe się jeszcze po północy osobiście sprzątać wnętrze i myć szlauchami karoserię z szybami nawet zimą). Dziś widziałem po drodze dwie scanie i były może trochę czystsze od mojego solarisa z MZA.

Oprócz brudu na autobusach i samochodach widać białe zacieki. To kwitnie sól, którą bez opamiętania sypie się warszawskie ulice. Aż żal potem, wiosną-latem, patrzeć na drzewa bez liści albo z liśćmi, ale zwiniętymi w rdzawe resztki. Hanna Gronkiewicz-Waltz obiecywała w kampanii wyborczej, że przerwie to szaleństwo solenia. Nic takiego się nie stało.

(osa)

11:53, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (32) »
wtorek, 06 stycznia 2009

Autobus_czerwony wyjeżdża na chwilę ze stolicy. Jak podaje Polska Agencja Prasowa, na katowickich przystankach stanęły ”koksiaki”, przy których w siarczyste mrozy grzeją pasażerowie czekający na tramwaje czy autobusy. W koszu z żelaznych prętów pali się koks. Na Śląsku jest taki zwyczaj, kiedy przez kilka dni temperatura spada poniżej -10 st. C. Ludziom bardzo się to podoba.

I już wracamy do Warszawy. U nas koksowników nie będzie. A szkoda. Zwłaszcza że tramwaje i wiele autobusów to teraz jeżdżące zamrażarki. Dawno już nie dostaliśmy w redakcji tylu maili co dziś. Czytelnicy skarżą się, że w komunikacji trzęsą się z zimna. Odpytaliśmy z tej okazji rzeczników. W Tramwajach zapewniają, że każdy motorniczy dostał polecenie: grzać! Różnie z tym jednak bywa. Pamiętamy z poprzednich lat, że niektórzy tak to sobie biorą do serca, że grzeją nawet do wiosny (maja/czerwca), a niekoniecznie zimą :-)

Nieco lepsza sytuacja w autobusach, choć na nie jest najwięcej skarg. Chodzi zapewne o ikarusy i najstarsze jelcze. W tych jeżdżących wciąż trupach (niestety, w Warszawie nadal jest to około 1/3 taboru) tylna część jest wogóle nieogrzewana. W dodatku w ikarusach nie działają ciepłe guziki, bo MZA wolały wydać forsę na elektroniczne wyświetlacze numerów linii, których i tak nie widać (6 tys. zł za komplet). Zdarzają się w dodatku dziurawe przeguby i brzęczące szyby ze szparami.

Nam powinno więc wystarczyć zarządzenie ZTM, który od godz. 14 do odwołania polecił kierowcom autobusów linii przyspieszonych zatrzymywać się ”na żądanie” pasażerów na każdym przystanku. Linie 190 i 410 zabierają pasażerów z przystanków tramwajowych na Trasie W-Z przy tunelu pod pl. Zamkowym. Wiele czterysetek i pięćsetek, które mijają przystanki estakadami, musi teraz jechać dołem przez skrzyżowania (np. na rondzie Starzyńskiego czy rondzie Zesłańców Syberyjskich).

Można też zgłaszać pod numerem tel. 94-84 przypadki, gdy kierowcy niepotrzebnie otwierają drzwi na przystankach, choć powinni to robić pasażerowie ciepłym guzikiem. Przewoźnikom grożą w takich przypadkach kary.

(osa)

13:25, osa_oraz_smik , Z kraju
Link Komentarze (8) »

Gazeta.pl Warszawa