piątek, 09 stycznia 2009

Czwartek 8 stycznia, po godz. 22, stacja metra Plac Wilsona 

Lud dojeżdżający metrem ma już dosyć wiecznego remontu schodów ruchomych na stacji Plac Wilsona. Wczoraj po 22-giej natknąłem się na taki obrazek: schody znieruchomiały, na peronie stoi coś w rodzaju szlabanu, na nim kartka: ”Schody nieczynne z powodu awarii [co akurat widać - j.o.]. Przepraszamy”. A na kartce przybywa dopisków: ”...do 2012 r.” (że niby tyle potrwa awaria? kto wie - rozgrzebane schody widziałem tu już przed Bożym Narodzeniem) i ”co robicie z naszymi pieniędzmi z podatków”.

Ja z tych schodów ruchomych, jeśli akurat działają - co nie jest, jak widać, regułą - nie korzystam. Dla zdrowotności. Ale coś mi się zdaje, że z usterką, której nie daje się wyeliminować tygodniami, stacja Plac Wilsona nie zdobyłaby laurów najlepszej na świecie.

(osa)

PS

Schody nadal nieczynne, naklejka, która o tym informuje, już bez haseł (wyczyszczona zaraz po tym, jak się ukazała w autobusie_czerwonym i jeszcze gdzieś - nie wstydźcie się, że do nas zaglądacie i podawawajcie źródło :-)

A na podstawowy mankament tych schodów zwrócił mi uwagę pewien Amerykanin z Bostonu, który zamieszkał na jakiś czas w Warszawie. Przyznam, że wcześniej nie wpadło mi to w oko. Otóż schody ruchome powinny się znajdować po drugiej stronie zwykłych. Przecież, kiedy się przyjeżdża metrem z centrum i wysiada, wpada się na tłum ludzi schodzących do pociągu w stronę Śródmieścia. Drogi niepotrzebnie się krzyżują.

(osa)

11:48, osa_oraz_smik , Metro
Link Komentarze (14) »
czwartek, 08 stycznia 2009
Dostaliśmy w tym tygodniu b. ciekawy list. Pan Przemysław Załęski z Ursusa opisuje w nim swoją poranną podróż do centrum podmiejskim pociągiem. Wylicza, że musiał przepuścić pięć kolejnych składów, bo nie sposób się było do nich dostać z powodu tłoku.
środa, 07 stycznia 2009

Siedziałem przy szybie z numerem linii - nic przez nią nie było widać 

Oto autobus, którym dziś jechałem do pracy. Po Warszawie jeżdżą teraz jeszcze brudniejsze. Jaki to numer? Z boku ledwo widać, z tyłu wcale. Ja zdążyłem zerknąć od przodu i się nie pomyliłem, bo na przystanek jak zwykle przyjechało stadko: dwa autobusy na raz, a z tyłu jeszcze trzeci.

To się powtarza co roku: przychodzą mrozy, nawet nie muszą być tak ostre jak tym razem, i w zajezdniach przestają zmywać brud z autobusów. Trwa to całymi dniami. Myślałem, że lepiej jest u przewoźników spoza MZA (pamiętam opowieści ukraińskich kierowców PKS Grodzisk Maz., którym po pracy każe się jeszcze po północy osobiście sprzątać wnętrze i myć szlauchami karoserię z szybami nawet zimą). Dziś widziałem po drodze dwie scanie i były może trochę czystsze od mojego solarisa z MZA.

Oprócz brudu na autobusach i samochodach widać białe zacieki. To kwitnie sól, którą bez opamiętania sypie się warszawskie ulice. Aż żal potem, wiosną-latem, patrzeć na drzewa bez liści albo z liśćmi, ale zwiniętymi w rdzawe resztki. Hanna Gronkiewicz-Waltz obiecywała w kampanii wyborczej, że przerwie to szaleństwo solenia. Nic takiego się nie stało.

(osa)

11:53, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (32) »
wtorek, 06 stycznia 2009

Autobus_czerwony wyjeżdża na chwilę ze stolicy. Jak podaje Polska Agencja Prasowa, na katowickich przystankach stanęły ”koksiaki”, przy których w siarczyste mrozy grzeją pasażerowie czekający na tramwaje czy autobusy. W koszu z żelaznych prętów pali się koks. Na Śląsku jest taki zwyczaj, kiedy przez kilka dni temperatura spada poniżej -10 st. C. Ludziom bardzo się to podoba.

I już wracamy do Warszawy. U nas koksowników nie będzie. A szkoda. Zwłaszcza że tramwaje i wiele autobusów to teraz jeżdżące zamrażarki. Dawno już nie dostaliśmy w redakcji tylu maili co dziś. Czytelnicy skarżą się, że w komunikacji trzęsą się z zimna. Odpytaliśmy z tej okazji rzeczników. W Tramwajach zapewniają, że każdy motorniczy dostał polecenie: grzać! Różnie z tym jednak bywa. Pamiętamy z poprzednich lat, że niektórzy tak to sobie biorą do serca, że grzeją nawet do wiosny (maja/czerwca), a niekoniecznie zimą :-)

Nieco lepsza sytuacja w autobusach, choć na nie jest najwięcej skarg. Chodzi zapewne o ikarusy i najstarsze jelcze. W tych jeżdżących wciąż trupach (niestety, w Warszawie nadal jest to około 1/3 taboru) tylna część jest wogóle nieogrzewana. W dodatku w ikarusach nie działają ciepłe guziki, bo MZA wolały wydać forsę na elektroniczne wyświetlacze numerów linii, których i tak nie widać (6 tys. zł za komplet). Zdarzają się w dodatku dziurawe przeguby i brzęczące szyby ze szparami.

Nam powinno więc wystarczyć zarządzenie ZTM, który od godz. 14 do odwołania polecił kierowcom autobusów linii przyspieszonych zatrzymywać się ”na żądanie” pasażerów na każdym przystanku. Linie 190 i 410 zabierają pasażerów z przystanków tramwajowych na Trasie W-Z przy tunelu pod pl. Zamkowym. Wiele czterysetek i pięćsetek, które mijają przystanki estakadami, musi teraz jechać dołem przez skrzyżowania (np. na rondzie Starzyńskiego czy rondzie Zesłańców Syberyjskich).

Można też zgłaszać pod numerem tel. 94-84 przypadki, gdy kierowcy niepotrzebnie otwierają drzwi na przystankach, choć powinni to robić pasażerowie ciepłym guzikiem. Przewoźnikom grożą w takich przypadkach kary.

(osa)

13:25, osa_oraz_smik , Z kraju
Link Komentarze (8) »
Zarząd Pałacu Kultury, choć podlega ratuszowi, zachowuje się jak udzielne księstwo: od Nowego Roku zlikwidował zniżki dla zmotoryzowanych widzów teatrów i kin
poniedziałek, 05 stycznia 2009

Przyszłość lotniska Babice na Bemowie wywołuje duże emocje. Czego dowodem są komentarze pod dzisiejszym artykułem Krzyśka: http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,95190,6120106,Awantura_o_lotnisko_na_Bemowie.html. A jednak warto postawić pytanie o to, czy i jak to lotnisko powinno funkcjonować.

Nie mieszkam w jego bezpośrednim sąsiedztwie, ale często - a najczęściej przy ładnej pogodzie, późnym popołudniem i w dni wolne od pracy - widzę przez okno małe samoloty, które wykonują ostry skręt znad Wisły, by ustawiwszy się nad Trasą AK, podejść do lądowania. Nie, wcale nie przeszkadza mi ich hałas. Myślę sobie tylko, czy aby na pewno loty szkoleniowe muszą się odbywać nad gęsto zabudowanymi rejonami miasta.

Pewnie, że amatorom awiacji najłatwiej jest wskoczyć po robocie do samochodu, podjechać na Bemowo i wsiąść za stery ukochanej maszyny. Komu by się chciało tłuc gdzieś do Sochaczewa czy Modlina. Tylko czy szkolenie połowy polskich pilotów bezpośrednio nad Warszawą jest bezpieczne dla jej mieszkańców. Kilka wypadków, nie tylko tych, które wymienia Krzysiek, już się na Bielanach i Żoliborzu zdarzyło.

Pojawia się argument, że lotnisko istniało wcześniej niż bloki. Jasne, tylko że wojskowe. Nie uważam, że powinno się je zamykać w całości. Należy tam zostawić np. loty ratownicze. Choć hałas śmigłowców w lesie na Bemowie jest potworny (a las na pewno był wcześniej niż lotnisko i bloki). Poza tym ekspansja prywatnych firm szkolących pilotów (czasem na samolotach, do których atestów było trochę zastrzeżeń) zaczęła się już wtedy, kiedy wiele bloków dawno stało.

Lobby lotniskowe jest wyjątkowo silne, ma wpływy wśród rządzących niezależnie od opcji politycznej. Udało mu się np. wybronić pas startowy przed jednym z wariantów trasy S7, która według przedwyborczych obietnic Kazimierza Marcinkiewicza miała tędy omijać Chomiczówkę - drogę przesunięto bliżej bloków. Dyskusja będzie więc trwała nadal. Z czasem ucichnie. Pewnie do czasu, aż - odpukać - gdzieś na północy Warszawy spadnie następna awionetka. Oby tym razem bez ofiar w ludziach.

(osa)

18:58, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (15) »
Archiwum

Gazeta.pl Warszawa