czwartek, 01 stycznia 2009

Pięć miesięcy czekania na atesty i pozwolenia, kilka dni (ostatnich) prób i oto 1 stycznia nowe(?) wagony z Rosji zaczęły wozić pasażerów.

W jutrzejszej (2 stycznia) "Gazecie" ukaże się recenzja Jerzego S. Majewskiego:

"Wjeżdża nowy, rosyjski skład metra. Wita nowoczesnym przodem przypominającym uśmiechniętą buźkę".

No cóż, ja bym jednak obstawał, że to co na froncie, to jednak gęba. Szkaradna. A z resztą recenzji całkowicie się zgadzam:

Ale buźka ciągnie za sobą wagony nieróżniące się od tych sprzed kilkunastu lat. Przypomina mi się epoka późnego PRL-u, kiedy wyroby przemysłowe tzw. krajów demokracji ludowej porażały siermięgą. (...) Wsiadam do nowego wagonu metra wyprodukowanego w Petersburgu i staje mi przed oczami cała ta galeria przemysłowych potworów. Wagon jest jak muzeum tamtych czasów. Podsufitka w barwie młotkowej stali poraża tandetnym wykończeniem. Okna wagonów sprawiają wrażenie, jakby ktoś palcem wcisnął wokół nich gumowe uszczelki. Blaszane ściany wokół okien wydają się zaatakowane przez rdzę. Panele z blachy pod sufitem odstają. Jedne są odgięte, inne przykręcone krzywo. (...) Krótka przejażdżka nowo-starym wagonem metra uświadomiła mi, jak wielki dystans pokonała Polska w ciągu niespełna 20 lat od wyborów w 1989 r. Wagony wyprodukowane za wschodnia granicą, w technologii jeszcze z czasów Breżniewa, są dziś jak przybysze z odległej epoki, o której już zdążyliśmy zapomnieć. Niestety, czasem nas ta epoka dopada w metrze".

I dziwią tylko komentarze, które już się pojawiają. Że nie ma się co tak czepiać. Bo najważniejsze, że jeździ, a nie jak wygląda. Czyżby? Naprawdę stać nas na badziew za - bagatela - 27 mln dolarów?

(osa)

22:47, osa_oraz_smik , Metro
Link Komentarze (7) »
środa, 31 grudnia 2008
Świetnie zaczyna się Nowy Rok dla tych, którzy dojeżdżają do Warszawy pociągami. Bilet aglomeracyjny jest wreszcie na wszystkich liniach kolejowych.
wtorek, 30 grudnia 2008
Stacja Politechnika zamknięta od godz. 18 w sylwestra, choć - a według miejskich urzędników dlatego że - znajduje się najbliżej imprezy na pl. Konstytucji. W ten sposób odcięto od niej najlepszy środek transportu.
Stołek i Noga od Stołka zostały przyznane. Nagroda i antynagroda „Gazety Stołecznej” trafi do laureatów już po raz drugi. Ogłoszenie wyników w sylwestrowym wydaniu, na blogu zdradzamy tylko, że to drugie, nieco mniej chlubne trofeum, głosami redakcji zdobył Jacek Nowak, szef regionalnego oddziału spółki PKP Polskie Linie Kolejowe. Dostał ją za takie wyremontowanie tunelu średnicowego, że nie mieszczą sie w nim pociągi piętrowe, które kupiły Koleje Mazowieckie. Nagrody Stołka
Jedną z pierwszych w nowym roku zmian w komunikacji będzie uporządkowanie numeracji autobusów po wycofaniu z Mokotowa linii 122. W połowie grudnia dość niespodziewanie dyrektor ZTM Leszek Ruta zwierzył się kilku dziennikarzom, że rozważany jest pomysł, by z Konwiktorskiej na Spartańską jak za dawnych lat (a dokładnie przez lat 38) kursowało 144
poniedziałek, 29 grudnia 2008

Jarek Osowski: Jelcz-ogórek, z którym występujemy na zdjęciu (ty głaszczesz go czule po drzwiach kierowcy, a ja po klapie silnika, tylko nie widać :-), będzie znakiem rozpoznawczym naszego nowego i pierwszego w życiu bloga.

Krzysiek Śmietana: To będzie blog o warszawskiej komunikacji i nie tylko. Także o drogach - tych dziurawych, ale i gładkich, których na szczęście zaczęło nam w końcu przybywać. O samolotach, lotniskach, pociągach, rowerach, hulajnogach. Mówiąc krótko - o wszystkim, co się rusza albo po czym i czym się ruszamy.

elcz-ogórek, z którym występujemy na zdjęciu (ty głaszczesz go czule po drzwiach kierowcy, a ja po klapie silnika, tylko nie widać J), będzie znakiem rozpoznawczym naszego nowego i pierwszego w życiu bloga

Wrzesień 2003 r. Świeżo wyremontowany jelcz-ogórek zajechał pod redakcję „Gazety” przy Czerskiej, dokumentnie ją blokując :-), zastawiając pół dojazdu na parking i budząc sporą sensacj wśród najbardziej poważnych redaktorów. Po minucie dla naszego fotografa Alberta Zawady Marcin Żabicki i Michał Wolański z Klubu Miłośników Komunikacji Miejskiej zabrali nas na pierwszą przejażdżkę po Czerniakowie, Sadybie i Wilanowie z opłotkami 

„Od kilku dni rowerzyści mają do dyspozycji dwie nowe ścieżki rowerowe. Do końca roku ma powstać jeszcze jedna. Wtedy na Ursynowie będzie ich aż 13 km”. Tak się zaczynał jeden z twoich pierwszych tekstów w „Gazecie” o komunikacji. To był listopad 2000 r. i Ursynów wyprzedzał w budowie ścieżek dzielnicowy peleton. Masz tam swoją ulubioną trasę rowerową?

- Ścieżkami rowerowymi jeździ się wygodnie, ale ja chyba bardziej lubię dzikie rejony. Szczególnie trasę wzdłuż skarpy na granicy Ursynowa i Wilanowa. Często jadę od podnóża pałacyku SGGW na południe i dalej wokół skrawka niesamowitej puszczy, jaką jest Park Natoliński. A potem przez wieś Kabaty do Lasu Kabackiego. Co do dróg rowerowych, to, niestety, Ursynów spoczął na laurach. Od kilku lat prawie nic dla cyklistów tam nie powstaje.
Ja z kolei znalazłem w naszym gazetowym archiwum takie zdanie: „Budowa linii tramwajowej z pętli koło Cmentarza Wolskiego do osiedla Górczewska ciągnie się już tak długo, że prawie nikt w dyrekcji MZK nie pamięta, kiedy ją rozpoczęto”.

A ja dobrze pamiętam tę historię, bo od niej zaczęło się moje pisanie. Minęło ponad 16 lat i aktualne jest w niej to, że na ul. Powstańców Śląskich nadal istnieje wąskie gardło - słynny dom-zawalidroga państwa Gmurków. Tylu już rządziło prezydentów, MZK zdążyły się zmienić w ZTM, linię tramwajową na Jelonki otwarto w końcu w 1993 r., a on jak stał, tak stoi i ma się całkiem dobrze. Chciałbym ogłosić na naszym blogu jego koniec.

- Czym najczęściej jeździsz po Warszawie?

Odkąd ponad dwa lata temu przeprosiłem się z komunikacją miejską - autobusem 185 albo metrem z przesiadką na stacji Politechnika. Pochwal się, bo ty masz lepszy sposób na warszawskie korki?

- Gdy jest powyżej 10 st. Celsjusza, często wsiadam na rower. Żeby przyspieszyć, podróż na dwóch kółkach łączę z przejazdem komunikacją. O ile nie ma ogromnego tłoku, rower wstawiam do metra, pociągu, rzadziej do autobusu. Wysiadam i dalszy odcinek pedałuję.

Twój pierwszy samodzielny kontakt z komunikacją?

- Pewnie było to we wczesnej podstawówce na jakiejś linii ursynowskiej. Gdzieś w czwartej klasie odkryłem magię jazdy tramwajami. Na Ursynowie, gdzie mieszkałem od dzieciństwa (teraz na Natolinie), były tylko autobusy. Tramwaje widziało się z okien np. autobusu „U"...

...ja też jeździłem „U”, ale z drugiej strony miasta. Do dziś żałuję, że nie ma już literkowych linii pospiesznych. Na Żoliborzu mieliśmy jeszcze „jotkę”, w „A” zapłaciłem, wstyd się przyznać, pierwszy i ostatni mandat za jazdę na gapę. A jeśli chodzi o tramwaje, to teraz też nie ma ich w mojej części Żoliborza.

- Dla tramwajów kiedyś zacząłem specjalnie dojeżdżać do pętli na Wyścigach i tam wsiadać, najczęściej do linii 14, która kursowała na Ochotę. Zdaje się, że jeździłem do składnicy harcerskiej.

Ulubiona miejscówka była w drugim wagonie, oczywiście 13N z lat 60. w miejscu kabiny motorniczego. Wciąż można się jeszcze natknąć na takie archiwalne egzemplarze. Niezastąpiony dla miłośnika komunikacji serwis internetowy „Przegubowiec” podaje, że takich składów mamy aż 119, najstarszy żyje dłużej niż my - 43 lata!
Moja inicjacja komunikacyjna odbyła się w wieku sześciu lat, ale potem dowiedziałem się, że pół rodziny mnie śledziło w autobusie 155 między Wolą a Nowym Światem J.

To mogło być w takim jelczu-ogórku jak ten nasz na zdjęciu sprzed redakcji. „Nasz”, bo „Gazeta” miała swój mały udział w jego zmartwychwstaniu. Pod koniec lat 90. do redakcji zgłosił się Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej z prośbą o pomoc w zbiórce pieniędzy na wykup „ogórka”. Znaleźli go na jednym z wrocławskich osiedli. Groziło, że pójdzie na żyletki.

 WROCLAW 11.02.99. STARY JELCZ NA OSIEDLU KOZANOW. FOT. KRZYSZTOF RAK.

11.02.99 Wrocław - osiedle Kozanów (tak przed remontem wyglądał ogórek skazany na żyletki) -  Fot. Krzysztof Rak   

Zbiórkę ogłosiliśmy, dołożyli się nawet radni, ale większość własnych pieniędzy i tak zainwestowali klubowicze. Po wielu perypetiach udało im się postawić „ogórka” na koła. Wykonali ogromną robotę.

 Jelcz - Laskowice - Autobus

Jelcz - Laskowice - Autobus "Ogórek" remontowany w JZS - Fot. Radosław Bugajski / AG

I we wrześniu 2003 r. zawitali na Czerskiej, żeby zabrać nas na przejażdżkę przed pierwszą publiczną jazdą z pasażerami (naszymi czytelnikami) podczas Dni Transportu Publicznego.

- Wtedy  miał jeszcze barwy żółto-czerwone. Dopiero później stał się kremowo-czerwony jak w latach 60. Pamiętam, że pojechaliśmy na klimatyczną pętlę na Kępie Zawadowskiej. „Ogórek” wspaniale prezentował się na bruku z kocich łbów.

Klimatyczna pętla na Kępie Zawadowskiej brukowana kocimi łbami 

Klimatyczna pętla na Kępie Zawadowskiej brukowana kocimi łbami - Fot. Albert Zawada/AG

Tam się odbyła stop-klatka, a po drodze budził ogromną sensację. Ludzie na przystankach pokazywali go sobie palcami, kierowcy nowoczesnych solarisów, którzy odpoczywali na pętli Sadyba (tam też się na chwilę zatrzymaliśmy), siadali za jego ogromną kierownicą, która ma chyba metr średnicy.


Ogórek FOT. ALBERT ZAWADA / AGENCJA GAZETA

Wrzesień 2003 - fotostop na pętli Sadyba, do olbrzymiej kierownicy ogórka przymierza się kierowca neoplana. Fot. Albert Zawada/AG 

Jelcz-ogórek szybko został gwiazdą komunikacji miejskiej. Teraz występuje w filmach, nie wyobrażam sobie bez niego corocznej Nocy Muzeów w maju.

 Ogórek na Krakowskim Przedmieściu Fot. Albert Zawada / AG

19 maja 2007 r. Ogórek na Nowym Świecie podczas Nocy Muzeów. Fot. Albert Zawada/AG

Dlatego bierzemy „ogórka” do bloga i zaczynamy. Liczymy na odzew fanów komunikacji. Sam jestem ciekaw, dokąd tu dojedziemy.

 

15:00, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (11) »
1 ... 161 , 162 , 163
 

Gazeta.pl Warszawa