piątek, 17 marca 2017

Słupki to dzisiaj jedyna metoda walki z nielegalnym parkowaniem na narożnikach ulic, przejściach dla pieszych, a nawet przystankach autobusowych. Zarząd Dróg Miejskich zapowiada też kolejny sposób: nowego typu podwyższone krawężniki, które mają zniechęcać albo po prostu uniemożliwiać kierowcom wjeżdżanie na chodniki.

W tym miesiącu byłem świadkiem słupkowania (szczęście, że nie biało-czerwonymi grubymi "patriotkami" tylko eleganckimi, czarnymi pachołkami - typ syrenka z kulką) u zbiegu ulic Mickiewicza i Kątowej blisko placu Wilsona na Żoliborzu.

Robotnicy miejskiego Zakładu Remontów i Konserwacji Dróg nieufnie patrzyli, jak robię im zdjęcia. Kiedy pochwaliłem, że wreszcie bezpiecznie przeszedłem zebrą, za którą na chodniku nie stał żaden samochód, jeden z panów tylko westchnął: - Ile my się tu nasłuchaliśmy jobów za te słupki. Każdy ma pretensje, że im się zabrało cały plac do parkowania.

Plac? Ładnie powiedziane. Po prostu chodnik zabetonowany przed laty tandetną kostką. Dziś widać na niej tłuste plamy po olejach i smarach, które skapywały z samochodów (po drugiej, parzystej stronie ul. Mickiewicza - tam, gdzie nie mieszka najsłynniejszy żoliborski prezes, niewielki naczelnik i szeregowy poseł - leżą już porządne, duże płyty chodnikowe).


Samochody stojące na narożnym "placu" zasłaniały widoczność. Panów stawiających słupki zaprosiłem na ul. Potocką, gdzie na wysokości ul. Urzędniczej i Szkoły Głównej Służby Pożarniczej znajduje się przejście dla pieszych. Samochody parkują z boku jezdni prawie na samej zebrze - nawet tam, gdzie jest zakreskowany fragment asfaltu. Niedawno mój syn siedział za kierownicą w drodze na bazarek pod Halą Marymoncką - dobrze, że nie jechał szybko i zdążył zahamować, bo zza auta zaparkowanego tuż przed przejściem na pasy wyszła kobieta. Nie było szans zauważyć jej wcześniej.

Owszem w Warszawie brakuje miejsc parkingowych, a problem narasta z każdym rokiem, ale bezpieczeństwo na ulicach powinno być najważniejsze. Dlatego trzeba stawiać słupki i zapory uniemożliwiające parkowanie blisko przejść dla pieszych i skrzyżowań. Ciągle bowiem powtarzają się groźne wypadki. Kiedy piszę te słowa w piątkowy, deszczowy wieczór, w szpitalu lekarze opatrują trzy osoby (w tym 12-letnią dziewczynkę) ranne w wypadku na przejściu przez ul. Umińskiego przy Rechniewskiego na Gocławiu. Dwa tygodnie temu również w piątek wieczorem na przejściu przez al. KEN na Kabatach zginął kuzyn mojej znajomej - lekarz, osierocił trzech synów. W poprzednim miesiącu jeszcze dwoje pieszych nie przeżyło swojej obecności na zebrze (rondo Daszyńskiego, plac Zawiszy).

Czarna seria trwa. W polityce Warszawa stała się Budapesztem, a na drogach Moskwą albo jeszcze bardziej wschodnim miastem gdzieś w dalekiej Azji.

(osa)

21:47, osa_oraz_smik , Parkowanie
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 13 marca 2017

Żeby stać się częścią pocztówkowego widoku z lizbońskim tramwajem na tle katedry Se (na zdjęciu powyżej), niektórzy stoją w skwarze nawet pół godziny na pierwszym przystanku legendarnej w tym mieście linii 28 (poniżej). Kto planuje wyjazd na świąteczną majówkę albo wakacje w ciepłych krajach, łatwo i całkiem szybko (niecałe 4 godziny) dostanie się  tanimi liniami lotniczymi WizzAir albo Ryanair do stolicy Portugalii.

Niestety, dołączyła ona do innych miast (np. Barcelony), w których robi się nieznośnie tloczno od turystów. I stąd też problemy, by zabrać się linią 28 z placu Martim Moniz oszpeconego w ostatnich dekadach specyficzną zabudową i pseudoatrakcjami pośrodku (sąsiednie place Figueira czy Rossio to już bajeczka):

Po znajomości podpowiadam, że zamiast tłoczyć do linii 28, warto przejść na sąsiedni przystanek, przy którym zatrzymuje się bliźniacza linia 12:

Nikt tam nie czeka. Co prawda na swojej okrężnej trasie przez pagórki Alfamy "dwunastka" nie dociera do najbardziej stromego na świecie odcinka tramwajowego na Calcada Sao Francisco (zachodni odcinek trasy linii 28), za to zalicza dość nietypowy zakręt z Rua da Coceiciao w Rua da Prata. Łuk torowy umieszczono tam w chodniku:

Na Alfamie nie brakuje zaś tylko trochę mniej stromych odcinków, po których z mozołem wspinają się leciwe tramwaje remodelado (czyli po remoncie w latach 90.):

Żółty stary tramwaj stał się znakiem rozpoznawczym Lizbony. Można go spotkać na pocztówkach, magnesach, T-shirtach (ja też taki noszę jeszcze z poprzedniej wyprawy do Portugalii). Co ciekawe kelnerzy w jednej z restauracji na Alfamie mają na fartuchach wagon z numerem linii 12 a nie 28. Do tej drugiej łatwiej się dostać na górze w drodze powrotnej do placu Martim Moniz. Np. przy zamku św. Jerzego albo przy którymś miradorze, czyli widoku na miasto i Tag.

Po drodze czekają nas najwęższe odcinki i zakręty. Tramwaje muszą tu często zwalniać - motorniczy upewnia się, czy wagon nie otrze się o zaparkowany samochód. Stąd się biorą opóźnienia, stadne kursowanie tramwajów i długie kolejki na początkowym przystanku. Ruszajmy więc przez nieprawdopodobne węziny Alfamy:


Na przystanku Graca znajduje się pętla skróconych kursów linii 28 i wagonów turystycznych, które docierają tu z reprezentacyjnego Praca do Comercio nad brzegiem Tagu:

Motorniczowie nie robią przeszkód, by fotografować trasę z ich pomostu. Usłyszałem tylko, żeby nie pokazywać ich twarzy. Przy okazji można się przekonać, jak wygodnie kieruje się tramwajem warszawskim w porównaniu z warunkami w Lizbonie.

W środku wagonu zwracają uwagę ostrzeżenia przed kieszonkowcami. I warto je sobie wziąć do serca. Nie tylko w lizbońskim tramwaju. Doliniarze grasują też, wykorzystując tłok albo robiąc go sztucznie przy najsłynniejszej windzie Elevador de Santa Justa czy na najbardziej uczęszczanym i eleganckim deptaku Lizbonu - Rua Augusta.

Tramwaje kursują po Lizbonie od 1873 r. (konne), a od 1901 r. - pod prądem. Pod koniec lat 20. XX wieku ukończono najbardziej malownicze odcinki linii 28 na Alfamie. Niestety, w latach 70. zaczęło się zwijanie torowisk. Z 76 km zostało 48 km. Wydaje się, że ten okres Lizbona ma już na szczęście za sobą. W pobliżu dworca kolejki podmiejskiej Cais do Sodre, które wyrusza stąd na riwierę lizbońską z Estoril i Cascais, natknąłem się na budowę nowej pętli tramwajowej:

Wzdłuż Tagu kursują nowoczesne tramwaje linii 15 obsługiwane przez 10 wagonów kupionych w hiszpańskiej firmie CAF.

"Piętnastką" można dojechać do dzielnicy Belem, gdzie znajduje się historyczny zamek Hieronimitów i rozbudowana w ostatnich latach kawiarnia, która od 1837 r. serwuje słynne ciasteczka z budyniem (miejscowy smakołyk Pasteis de Belem - mniam). W pobliżu znajduje się przyjemnie zaaranżowana pętla tramwajowa dla skróconych kursów linii 15:

Nowy w Lizbonie jest jednak tylko mniej więcej co szósty tramwaj. Tak duża przewaga staruszków w tym przypadku staje się atutem. Oby jak najdłużej.

(osa)

23:52, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (7) »
środa, 08 marca 2017

Pierwszy raz miałem dziś okazję przekonać się, jak upierdliwe jest korzystanie z tunelu pod torami PKP w Międzylesiu. Bubel ten warty 150 mln zł został otwarty z pompą jesienią 2016 r.

W drodze na spotkanie z radnymi Wawra w sprawie zmian w komunikacji jechałem z redakcji bezpośrednio autobusem linii 119. W kursie o godz. 16.30 z przystanku Bobrowiecka kierowca złapał 14-minutowe opóźnienie. Na skręcie z Wału Miedzeszyńskiego w ul. Bronowską rozklekotana scania PKS Grodzisk Maz. dogoniła autobus linii 147 (w teorii odjazdy powinny być naprzemienne), ale nie dało się przesiąść. Zaliczyłem więc kryterium, cofając się od Bronowskiej przez Trakt Lubelski i ul. Lucerny do Anina, stąd z powrotem do Międzylesia. A tutaj, widząc już cel podróży, czyli urząd dzielnicy przy Żegańskiej, straciłem dodatkowe minuty, bo autobus podjeżdżał z obu stron torów kolejowych i tunelu na przystanki blisko stacji, na których nikt nie wsiadał ani nie wysiadał. Okrążyliśmy w sumie 4 ronda. Na spotkaniu usłyszałem na ten temat żart: w internecie krąży już ponoć filmik, na którym ktoś pyta kierowcę linii 119, czy będzie rozdawał pasażerom słynny środek przeciwwymiotny - aviomarin.

Spotkanie w urzędzie Wawra było długie, ale niezbyt szczęśliwe dla radnych. Ci słyszeli powtarzane jak mantrę informacje, że Zarząd Transportu Miejskiego nie ma teraz wolnych autobusów dla ich dzielnicy (a może by tak skrócić w całości linię 521? może wycofać 411 z odcinka Gocław - Stara Miłosna?). Nie będzie też budowania zatok przystankowych, bo to niewygodne dla kierowców i pasażerów, mniej bezpieczne, poza tym często brakuje przez to miejsca na wiatę. Radni mają na ten temat odmienne zdanie: autobusy stoją na wąskich ulicach Wawra i blokują przejazd, ludzie wyskakują zza nich i wpadają prosto pod koła samochodów.

Wiat w Wawrze brak

Ze stawianiem wiat na przystankach w Wawrze w ogóle jest duży problem (także bez zatok). Padały prośby, by to znane z centrum udogodnienie, zagościło np. na ul. Kadetów, gdzie dzieci stoją pod gołym niebem po wyjściu ze szkoły. Albo na ul. Szafirowej, gdzie - jak przypomniał radny Włodzimierz Zalewski (PiS) - już wiele lat temu autobus rozbił starą wiatę i do tej pory nie ma nowej.

Wicedyrektor ZTM Andrzej Franków poinformował, że z kontraktu na 1580 wiat, które stawia firma AMS, udało się odzyskać ok. 350, reszta nadawała się już tylko na złom. Wiceburmistrz Zdzisław Gójski miał pretensje, że "żadna z tych 350 wiat nie trafiła do Wawra". W ciągu ostatniej dekady Rada Warszawy przyznała zaś pieniądze w sumie na 250 wiat (przystanków jest - o ile pamiętam - ok. 5 tys.). Osobną pulę wiat stawia Zarząd Miejskich Inwestycji Drogowych (np. w sąsiedztwie feralnego tunelu w Międzylesiu).

Skromne plany ZTM

Tym razem ani jedno słowo nie padło na temat linii 521, której (pożądane) skrócenie do ronda Wiatraczna budziło swego czasu ogromne emocje. Najwidoczniej wszyscy pogodzili się i są zadowoleni z fikcji transportowej - do centrum i na Ochotę autobusy docierają tylko w co drugim-trzecim kursie.

Z konkretnych zmian, których można się spodziewać, byłoby tyle:

* linia 119 - ZTM chciałby, żeby pojechała prostszą trasą. Po pierwsze, omijając jeden z podjazdów do stacji PKP Międzylesie (okazuje się, że to krążenie po rondach jest też kosztowne dla budżetu), a po drugie tak: ...Wał Miedzeszyński - Bronowska - Trakt Lubelski - Zwoleńska - Międzylesie... zamiast zawijasem przez ul. Lucerny. Urzędnicy oczekują jednak na stanowisko radnych w tej sprawie. - Jeśli będą jakieś kontrowersje, to zostawimy trasę tak, jak jest - zadeklarował wicedyrektor ZTM Andrzej Franków. Kontrowersje pojawiły się od razu - radny Sławomir Kacprowicz (PiS) nawoływał, żeby "autobus poruszał się bardziej do przodu, a nie cofał się z Lucerny do Bronowskiej". Na co zaprotestowała radna Monika Laskowska-Ludwiczak (Wawerska Inicjatywa Samorządowa): - Na ul. Lucerny jest to jedyna linia na drugą stronę Wisły.

* linie 146 (z Falenicy przez Wał Miedzeszyński i Saską Kępę) i 147 (dziś ze Starej Miłosny przez Wawer, Gocław i Saską Kępę) zostaną wycofane z al. Zielenieckiej. Na rondzie Waszyngtona skręcą w lewo (ułatwi to przesiadki na wspólnym przystanku koło Stadionu Narodowego do autobusów w kierunku centrum), dalej przez Wybrzeże Szczecińskie i Sokolą do stacji metra Stadion Narodowy. Pierwotnie ZTM chciał tu urządzić nowy kraniec, ale teraz skłania się ku temu, by autobusy kursowały dalej - na Dworzec Wschodni. Z tym że pętla byłaby prawdopodobnie od strony ul. Lubelskiej a nie przy Kijowskiej. Obstawiam, że do zmiany dojdzie po przebiciu ul. Sokolej do Targowej, czyli jesienią tego roku. Rozkłady obu linii mają być skoordynowane, dlatego ZTM będzie niechętny, żeby zostawiać którąś z nich w al. Zielenieckiej. Jeśli jednak radni uprą się przy takim rozwiązaniu, urzędnicy ustąpią.

* linia 298 - to nowy pomysł na połączenie Starej Miłosny ze stacją PKP w Międzylesiu. Dziwny numer, bardziej pasowałby tu związany kiedyś z Wawrem 113 albo nawiązujący do 198, ale nie wprowadzający w błąd na przystankach - 200 (kto spamięta, co jeździ do stacji w Wesołej, a co do Międzylesia - 198 czy 298?). Po uruchomieniu nowej linii ZTM chciałby skrócić trasę 147 do dawnej pętli Wiśniowa Góra, odzyskując jeden autobus. Czy te zmiany dojdą do skutku, nie jest wcale pewne. Obecni na spotkaniu mieszkańcy opowiadali się za pozostawieniem 147 na obecnej trasie.

* pętla linii 115 i 142 w Aleksandrowie zostanie przesunięta o jakiś kilometr dalej. Obecna jest ciasna, autobusy nie mają się jak ominąć, poza tym wyasfaltowano kolejny odcinek ul. Podkowy. Termin? Adam Muth z ZTM, odpowiadając na pytanie radnej Barbary Fajkowskiej (PiS), nie podał konkretnej daty. Dał tylko do zrozumienia, że nie w tym roku, bo na liście inwestycji pierwsza jest nowa pętla w Starej Miłośnie na granicy Wesołej z Wawrem. Dojadą tu linie: 173, 411 i 502 po okrążeniu osiedla przez Trakt Brzeski i ul. Jana Pawła II. "Przesunięcie pętli w Aleksandrowie jest na liście inwestycji oczekujących" - usłyszeli radni.

* o wariantowe kursy linii 115 w Marysinie Wawerskim (podjazd ul. Korkową od Kościuszkowców do "ronda Dziada" przy Łysakowskiej) pytał radny Marcin Kurpios (PiS): dlaczego tylko w dni powszednie, przecież w weekendy mieszkańcy też chcieliby podjeżdżać do centrum handlowego czy na cmentarz. Poza tym odjazdy wyznaczono w odstępie 1 minuty od linii 173. Adam Muth odpowiedział, że wynika to z koordynacji rozkładów linii 115 i 142 w Aleksandrowie oraz linii 173 i 183 w Wesołej. - Postulat kursów wariantowych w weekendy rozważymy. Powinno się to udać - powiedział urzędnik. Mniej zadowolony był radny Wiesław Domański (lokalne Stowarzyszenie Wawer) - domagał się przywrócenia trasy linii 115 sprzed budowy węzła Marsa "chociaż do ronda Wiatraczna, jeśli nie da się do Dworca Wschodniego, bo po Marysinie i do Rembertowa autobusy wożą po kilka osób". W odpowiedzi usłyszał, że w kierunku Grochowa są jeszcze linie 125 i 173.

Widmo zaniechanej reformy tras z 2010 r.

Radnego Michała Żebrowskiego (PO) zainteresowało, dlaczego ZTM odpowiada na wystąpienia mieszkańców o lepszą komunikację, że propozycję zmian przedstawiono w 2010 r., ale zostały odrzucone przez radnych. - Ja pełnię mandat pierwszą kadencję i te 7 lat to jest dla Wawra cała epoka. W zeszłym roku w naszej dzielnicy było wydanych najwięcej pozwoleń na budowę nowych domów w całej Warszawie - 800, w tym 500 w zachodniej części Wawra. Słyszymy zachęty, żeby dojeżdżać komunikacją w czasie smogu, albo, że będą darmowe autobusy dla uczniów, tylko jak z nich korzystać, skoro kursują raz na pół godziny? Dotąd słyszałem, że zmiany w komunikacji będą możliwe po otwarciu tunelu w Międzylesiu.

Wicedyrektor Franków odpowiedział, że w 2010 r. ZTM miał pewną pulę autobusów dla Wawra. - Gdyby wtedy wyjechały, to już by tu zostały - stwierdził. Dla przypomnienia:

http://autobusczerwony.blox.pl/2011/04/Ida-zmiany-Wawer-na-dniach.html
http://autobusczerwony.blox.pl/2011/05/Radni-w-obronie-521.html
http://ztm.waw.pl/aktualnosci.php?i=394&c=100&l=1
http://autobusczerwony.blox.pl/2014/11/Zmarnowana-szansa-dla-Wawra.html

- Nie jest jednak tak, że Wawer jest całkiem zapomniany. Uruchomiliśmy SKM-kę [wracałem do Śródmieścia - rzeczywiście to świetny, wygodny przejazd w 24 min], są pociągi Kolei Mazowieckich, do których dopłacamy 140 mln zł rocznie. Ruszyły nowe linie 213 i 219 - wyliczał dyrektor Franków.

Dodał, że od pożaru mostu Łazienkowskiego ZTM ma pulę ok. 20 autobusów, które krążą po mieście w zależności od potrzeb. Teraz np. zastępują tramwaje w związku z poszerzaniem ul. Marynarskiej na Służewcu, od września mają kursować do Ursusa (planowane zamknięcie linii kolejowej Warszawa - Grodzisk Maz.). W zajezdniach stoi w rezerwie tylko po 1-2 autobusy. Andrzej Franków dał do zrozumienia, że wolny tabor dla Wawra może pojawi się w 2019-20 r. po otwarciu nowych stacji metra na Targówku i Woli.

Radny Wojciech Godlewski (Wawerska Inicjatywa Samorządowa) przypomniał, że podobne deklaracje padały już wcześniej w związku z otwieraniem nowych odcinków tramwajowych i II linii metra w centrum. - Słyszeliśmy wtedy, że Wawer dostanie więcej autobusów, byle poczekać jeszcze rok albo dwa lata.

ZTM przygotuje wizję zmian tras autobusów

- Niech ZTM przygotuje całościowe studium rozwoju komunikacji miejskiej dla Wawra w perspektywie 2-3 lat, a radni to zaopiniują - zaproponował Andrzej Olszewski (PiS). - Mieszkańcy mieliby przynajmniej jakąś nadzieję, że coś się tu poprawi.

Jest to dość optymistyczne założenie, kiedy pamięta się, że radni i mieszkańcy zmiażdżyli poprzednie, całkiem dobre propozycje urzędników dla Wawra. A teraz mają pretensje, że autobusy kursują rzadko. To jest właśnie konsekwencja tego, że kilka lat temu nie pozwalali łączyć linii. W Wawrze zostało za dużo połączeń z dziadowskim rozkładem jazdy.

- Nową koncepcję możemy przygotować w ciągu pół roku, ale z klauzulą, że jej wykonanie nastąpi w 2019-20 r. - zastrzegł wicedyrektor Franków. - Chyba że w Wawrze otworzy się jakaś szkoła. Wtedy autobusy wyciągamy z podziemi.

Wszystkich zakasował przysłuchujący się obradom Paweł Rosłaniec, mieszkaniec i działacz rady osiedlowej w Zerzniu: - Z komisji infrastruktury 2 listopada wychodziłem pełen nadziei, że będzie to krok naprzód. Przestawiłem wtedy radnym gotowiec z postulatami mieszkańców, jak należałoby poprawić komunikację w dzielnicy. 4 strony dokładnych zmian. Po czym 15 listopada z komisji wyszła uchwała, która te postulaty całkowicie zignorowała. Czy to w radnych jakoś godzi, że mieszkańcy proszą, by autobusy zaczęły kursować częściej? Mimo wszystko ZTM spełnił część naszych próśb i wydłużył godziny szczytu dla linii 147, skoordynował też rozkłady autobusów na Wale Miedzeszyńskim. I za to należą się podziękowania.

W kuluarach usłyszałem, że radni, którzy tak biadolą na złą komunikację w Wawrze, w 90 proc. nie mają zielonego pojęcia, jakie autobusy jeżdżą po ich własnej dzielnicy. Wymowne było wystąpienie Janusza Grodeckiego z PiS, który stwierdził dość bełkotliwie, że "sam nie korzysta z komunikacji, ale Warszawą rządzi pewna opcja, była tu zielona wyspa, więc niech dzielnica wystąpi do pani prezydent o dodatkowe środki do pani prezydent na autobusy dla Wawra". Tak denny poziom dzielnicowych radnych nie jest rzadkością, a podobnych orłów można spotkać w różnych partiach i lokalnych stowarzyszeniach. Co do realnych zmian w Wawrze pozostaję więc pesymistą.

(osa)

22:15, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 27 lutego 2017

Fot. Franek Mazur/AG

Trasa tramwajowa Tarchomin - Nowodwory otwarta i działa mimo kasandrycznych jęków, że po zabraniu autobusów do Metra Młociny w razie awarii czy wypadku na szynach nie będzie czym się dostać do pracy. Po pierwsze, przy takich incydentach można jeszcze wsiąść do autobusów 509, 518 czy od biedy w 186, które zostały na ul. Światowida. Po drugie, nawet pozostawienie linii 101 w kursach co 15 minut nie uratowałoby nikogo. Po trzecie, pasażerowie z innych odcinków tramwajowych, które nie pokrywają się z trasami autobusów, jakoś sobie radzą.

A mamy ich w Warszawie całkiem sporo - al. Krakowska i częściowo Grójecka, Młynarska - Obozowa - Dywizjonu 303, Kawęczyńska czy Rembielińska - Annopol. Dlatego brawo dla ZTM, że tym razem - inaczej niż to było po ostatnim otwarciu linii tramwajowej wzdłuż ul. Powstańców Śląskich - odważną decyzją od samego początku nie dopuścił do pokrywania się tras tramwajów i autobusów na Tarchominie i Nowodworach.

Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy, jak powiększała się w Warszawie sieć tramwajowa w tej dekadzie - w styczniu 2013 r. (odcinek Metro Młociny - Stare Świdry z mostem Północnym), potem w grudniu 2014 r. (Stare Świdry - Tarchomin Kościelny), w lutym 2015 r. (odcinek Radiowa - Górczewska) i teraz od 26 lutego 2017 r. z Tarchomina do Nowodworów.

Są też dokładne dane: wczoraj przybyło dokładnie 3 km 160 m pojedynczego toru, co daje łącznie w całej Warszawie 298 km 560 m, z czego 34 km 300 wynosi długość torów gospodarczych w zajezdniach, a 264 km 260 m - długość torów szlakowych, w węzłach rozjazdowych i na pętlach. Takie informacje dostałem od rzecznika Tramwajów Warszawskich Michała Powałki. Zaznaczył, że należy podawać, jaka jest długość toru pojedynczego, choćby przez wzgląd na eksploatację takiej właśnie jednotorowej trasy na Boernerowo.

Gdybym miał obstawiać, który odcinek tramwajowy zostanie oddany jako następny, wcale nie dałbym sobie uciąć głowy, że będzie to przedłużenie trasy tarchomińskiej. Bardzo nieporadnie od zeszłej dekady zajmują się tym bowiem urzędnicy ZTM. Nie zdziwię się więc, że szybciej uda się otworzyć świetnie zapowiadającą się i znacznie bardziej istotną dla układu transportowego Warszawy trasę na ul. Kasprzaka i Wolskiej. Jest już dla niej decyzja środowiskowa i Tramwaje Warszawskie mogłyby właściwie szykować budowę (projekt, przetarg na wykonawcę), gdyby nie strach w ratuszu przed paraliżem Woli z powodu trwającej równolegle budowy metra. Oczywiście nie jest to możliwe w 2017 r., gdy ze swoimi pracami wejdą tu kolejarze na linii obwodowej, ale rozpoczęcie prac w wakacje 2018 r. i ich zakończenie po roku uważam za całkiem realne. Większość i tak będzie trwała w pasach zieleni pośrodku Kasprzaka (odcinek Skierniewicka - Redutowa) i Wolskiej (Elekcyjna - Redutowa).

Trasę tarchomińską, której brakuje ledwie 800 m, ratusz zamierza kończyć w aż 3 etapach! Potworna ślamazarność. Pod koniec 2019 r., czyli dopiero za 2,5 roku tramwaje dojadą do zawrotki u zbiegu przedłużonej ul. Światowida z ul. Dionizosa. Czyli nadal będzie to odcinek tylko dla wybranych kursów linii 2. W 2021 r. powstanie docelowa pętla tramwajowo-autobusowa Winnica, której wizję urzędnicy zaprezentowali podczas otwarcia odcinka torów do Nowodworów (na rysunku powyżej - od góry ul. Modlińska, z lewej - przedłużona ul. Światowida, z prawej - ul. Winorośli). W 2023 r. zaplanowano tam dodatkowo garaż przesiadkowy w środkowej części nad przystankami autobusowymi.

Nie jestem pewien, czy jest on tu potrzebny - wydaje się, że to jednak za daleko od centrum, a czas dojazdu po przesiadce do tramwaju i kolejnej do metra będzie zbyt długi. Poza tym, jak miałyby wyglądać prace nad czynną, dopiero co otwartą pętlą autobusów? Pewna pula miejsc parkingowych dla przesiadkowiczów pewnie by się tu przydała, ale duża inwestycja kubaturowa skończy się pewnie takim samym marnotrawstwem jak w przypadku garażu przy pętli na Okęciu czy stacji metra Stokłosy.

Nie jestem też przekonany co do kształtu samej pętli. Nie za dużo tych przystanków autobusowych? Z pewnością są zbyt ciasne. Na nieco przekombinowany, a przez to drogi w budowie i eksploatacji, wygląda też układ torów tramwajowych. Ich liczba może się okazać zbyt duża. Chyba że oprócz linii 2 i 17 będzie tu jednak docierać jakaś linia z Pragi przez Jagiellońską i Modlińską.

Ta planowana przed dekadą trasa została jakiś czas temu zarzucona. Udało się tylko wykonać mostek tramwajowy nad ul. Modlińską. Inwestycja byłaby potrzebna, o czym świadczy ogromny tłok w autobusach linii 509 (Nowodwory - Tarchomin - Żerań - Praga - Saska Kępa - Gocław). Cieszy to, że o komunikację szynową dopominają się mieszkańcy nowych osiedli w Piekiełku między Modlińską a Wisłą za Żeraniem (na Facebooku powstał profil "Tramwaj wzdłuż Modlińskiej" - jakże inne jest jego nastawienie w porównaniu z oszołomami, którzy hejtują fejsbukowo planowaną trasę tramwajową na Gocław).

Mam wątpliwości, czy będzie to tak szybka linia tramwajowa jak ta z Nowodworów do Metra Młociny (ma rekordową prędkość handlową w Warszawa - ok. 30 km na godz.!). Wzdłuż Modlińskiej, a zwłaszcza Jagiellońskiej nie może być zbyt wielu przystanków, inaczej tramwaje zawsze będą wolniejsze od obecnych autobusów przyspieszonej linii 509. I tak stracą dużo czasu na okrążanie węzła drogowego Trasy Toruńskiej i mostu Grota-Roweckiego na Żeraniu - po jego niedawnej modernizacji torów nie da się tu ułożyć na wprost.

Za to bardzo obiecujące są najnowsze przymiarki w ratuszu, o których podczas inauguracyjnego kursu na trasie tramwajowej do Nowodworów mówiła mi wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska. Otóż tory za Żeraniem wzdłuż Modlińskiej docierałyby po lewej, zachodniej stronie tej ulicy do skrzyżowania z Płochocińską. Tutaj odbijałyby w kierunku Wisły wzdłuż ul. Familijnej (w planie zagospodarowania jest to korytarz zarezerwowany pod przedłużenie ul. Płochocińskiej do przyszłego Traktu Nadwiślańskiego). Co prawda jest tam dość ciasno, ale w tej okolicy powstało lub trwa budowa wielu osiedli, jest też szkoła, więc tramwaje spełniałyby swoje zadanie. Z Familijnej skręcałyby w prawo wzdłuż Myśliborskiej i dalej jechałyby prosto korytarzem Traktu Nadwiślańskiego w gotowym już przesmyku pod Trasą Mostu Północnego do obecnej linii tramwajowej Metro Młociny - Tarchomin. Tylko kiedy to będzie...

(osa)

20:45, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (9) »
sobota, 25 lutego 2017

Warszawscy narciarze już w drodze powrotnej powrotnej z ferii zimowych. Chciałoby się poszusować dłużej, bo najlepszy czas i śnieg zazwyczaj bywa dopiero w marcu. Za to jazda ze stolicy w góry to teraz prawdziwa frajda.

Nie dość, że skończyła się udręka z przedzieraniem się przez korki w Raszynie i Jankach, to można przebierać w różnych trasach. Jeszcze przez 2 lata lepiej wyruszać autostradą A2 (trwa przebudowa drogi katowickiej za Nadarzynem). Ci zaś, którzy wybierają się dalej niż w Tatry i Sudety, oprócz dawnej "gierkówki" do Czech i Austrii mają do wyboru naprawdę świetne połączenie przez otwartą zeszłego lata autostradową obwodnicę Łodzi. Dalej trasą ekspresową S8 wokół Wrocławia i autostradą A4 w kierunku Drezna. A w Niemczech za Saksonią przez Bawarię, koło Innsbrucka i na przełęcz Brenner (1374 m), gdzie dawne przejście graniczne z Włochami zamieniło się w muzeum przełęczy. Warto zaplanować tu krótki postój i zajrzeć do środka tej oryginalnej budowli:


Dojazd do zachodniej granicy Polski z Warszawy trwa przez obwodnice Łodzi i Wrocławia jakieś 4 godziny. Słyszałem, że niektórzy wyruszają w piątek wieczorem, rezerwują nocleg np. w Bolesławcu i dopiero następnego dnia rano przekraczają Nysę Łużycką koło Zgorzelca, docierając w lepszym czasie (i stanie) na miejsce w Alpach. A korki koło Monachium i Innsbrucka bywają w zimowe soboty masakryczne - trwa jedna wielka narciarska wędrówka ludów przez Europę.

Na miejscu sceny jak z zakopiańskich PKS-ów:

Pamiętam swoje podróże z Zakopanego do Białki Tatrzańskiej jeszcze na początku lat 90., czyli już po upadku PRL-u. Wciąż był tam wtedy jeden tylko stok, na którym nauczyłem się jeździć na nartach, i działał wyciąg wyrwirączka, z którego w dzieciństwie ciągle spadałem w połowie góry. Dopiero potem gazdowie zjednoczyli siły, dołączyli swoje ojcowizny do spółki i powstał wielki ośrodek narciarski. A ja przestałem tam jeździć, mimo sentymentu do Tatr, Podhala i Białki, bo nie w smak mi przebijanie się przez korki na zakopiance albo brak wygodnego dojazdu koleją, a na miejscu kolejki do wyciągów i pazerność górali, którzy za często byle jakie warunki oczekują nie wiadomo ile.

Kierowca PKS-u ładował więc do środka wszystkich chętnych czekających na dworcu w Zakopanem, a ci zwisali mu podczas jazdy nad głową i opierali się o drzwi. On jedną ręką trzymał kierownicę, przebijając się w korku na Chramcówkach, a drugą przyjmował pieniądze i drukował bilety podawane potem przez cały autobus. Czynność ta trwała mniej więcej do Poronina.

Włoskie skibusy są darmowe dla posiadaczy skipassów, czyli przepustek na stoki, ale poza tym warunki dojazdów niewiele się różnią od zakopiańskich. Narciarze, niekiedy także ze sprzętem, zajmują wszystkie miejsca, przejście między siedzeniami i schody przy drzwiach. Czasem narty i deski ładuje się do bagażnika (zakopiańskie PKS-y miały kiedyś kosze przyczepiane z tyłu):


W Pontedilegno pod przełęczą Passo Tonale przyjeżdżały autobusy duże, które nie mieściły się na głównej pętli, i małe, w których nie mieścili się z kolei wszyscy chętni na przejazd. Choć kierowcy starali się, jak mogli, np. z tej grupy na przystanku zostały tylko cztery osoby, po które za kilka minut podjechał dwa razy większy autokar i ruszył niemal pusty:


W Pontedilegno skibusy przywożą narciarzy pod wyciąg i zabierają ich do domu na koniec dnia. Inną, nietypową funkcję pełnią w ośrodku narciarskim Peyragudes we francuskich Pirenejach:

Na jednej z bocznych tras są po prostu częścią wyciągu, którym wraca się na szczyt. Wprawne, ale też starsze oko dostrzeże na zdjęciu powyżej charakterystyczny kształt przedniej szyby, fragment deski rozdzielczej i wycieraczkę przypominające dwudrzwiowe berliety, które królowały na warszawskich ulicach na przełomie lat 70. i 80. Najwięcej autobusów tej marki produkowanych w Jelczu na licencji francuskiej miała nieistniejąca już i zabudowana blokami oraz biurowcami zajezdnia przy Inflanckiej, a po niej również zlikwidowana w poprzedniej dekadzie pod zabudowę, ale porastająca do dziś samosiejkami zajezdnia przy Chełmskiej.

Wracając na nartostradę, która prowadzi prosto do berlietopodobnego autobusu. Szlak kończy się ostrzeżeniami o dojeździe do drogi i przystanku - trzeba wyhamować, wypiąć narty, poczekać na kurs:

Autobus wreszcie podjeżdża, kilka serpentyn pod górę i po dwóch minutach jazdy można się przesiąść na wyciąg, który wciąga na sam szczyt.

(osa)

23:50, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 lutego 2017


Fot. Jacek Łagowski/AG

Z pięciu pasów ruchu w al. Jana Pawła II mają zostać trzy (w każdym kierunku) - o tym planie słyszymy w ratuszu już drugi rok. Na dzisiejszej konferencji prasowej poświęconej bogatym planom remontowym Zarządu Dróg Miejskich w nowym sezonie nie było jednak o tym mowy. Dopiero po moim pytaniu okazało się, że zwężenie al. Jana Pawła II wcale nie jest pewne. Może uda się to zrobić tylko z jedną jezdnią.

Na zdjęciu powyżej doskonale widać, jak konieczna byłaby to zmiana. Zamiast morza asfaltu - szpalery drzew, ścieżka rowerowa, miejsca parkingowe. Korki niekoniecznie dłuższe, bo przecież sąsiednie odcinki (przed rondem ONZ i na ul. Chałubińskiego od strony Mokotowa) mają właśnie trzy pasy ruchu. 

Przygotowania do remontu ciągną się podejrzanie długo. Czy ma to oznaczać, że w ratuszu górą jest jednak stara betonowa gwardia urzędników? A może młodsze pokolenie, które tam przyszło, przestraszyło się internetowych hejterów zaginających parol na zwężanie w centrum Warszawy "autostrad" rodem z PRL. Cudem udało się przebudować Świętokrzyską przy okazji drążenia tuneli metra i niektórzy zapominają już najwyraźniej, jak duże były tam korki na dwóch pasach przed zwężeniem jezdni. Rzutem na taśmę ZDM wytyczył też przejścia dla pieszych na skrzyżowaniu Al. Jerozolimskich i ul. E. Plater, ale kiedy skorzystamy z kolejnych na sąsiednim rondzie Czterdziestolatka przy Dworcu Centralnym? Tego do końca nie wiadomo.

W kontekście planów przebudowy al. Jana Pawła II jest jeszcze pewna sprawa do załatwienia. Chodzi o końcowy przystanek linii autobusowej 174 pod nazwą "Rondo ONZ" zlokalizowany przedziwnie trzy przecznice dalej między Sienną a Złotą. To jakieś 200 metrów od wyjścia ze stacji metra. Tak wygląda polityka przesiadkowa w Warszawie.

Niedawno dostałem mejl: "Rada Osiedla Służewiec Południowy zabiega o wydłużenie trasy linii 174 - tak, jak kiedyś, na plac Piłsudskiego, aby łączyła kampus służewiecki Uniwersytetu Warszawskiego z kampusem przy Krakowskim Przedmieściu. Gdyby 174 jeździło częściej, to lepsze byłoby też połączenie Domaniewska - metro".

Nie jestem przekonany do tego, że wydłużenie trasy 174 jest konieczne. Nie dziwię się jednak takim pomysłom, skoro ZTM utrudnia pasażerom przesiadki do II linii metra, którą można podjechać znacznie szybciej już całkiem blisko bramy głównej Uniwersytetu Warszawskiego. Może więc dopiero zwężenie al. Jana Pawła II zmusi urzędników, żeby poprawili trasę autobusom. Pamiętam, jak 174 dojeżdżało od ronda ONZ przez Świętokrzyską do przystanku końcowego na ul. E. Plater. Co by szkodziło, żeby powrócić do tamtego rozwiązania? Przesiadki do metra byłyby znacznie wygodniejsze.

(osa)

19:02, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (10) »

Gazeta.pl Warszawa