środa, 06 grudnia 2017

Tę kładkę znałem do tej pory tylko jako kierowca. To znaczy chwaliłem ją sobie za to, że mogę w miarę szybko przejechać tędy samochodem. Korzystne okazało się też wywalczone z okazji bzdurnej, ciągnącej się od ponad roku modernizacji ul. Marynarskiej (to się na pewno nie skończy w lipcu 2018 r.) otwarcie skrętu w lewo z ul. Cybernetyki w ul. Rzymowskiego w kierunku Galerii Mokotów.

Pozwalam sobie ciągle używać dotychczasowej nazwy tej ostatniej ulicy, bo choć doceniam muzycznie jej nowego patrona Przemysława Gintrowskiego, to poczekam, aż dekomunizację Rzymowskiego w wykonaniu wojewody mazowieckiego oceni sąd administracyjny po skardze Rady Warszawy. Nota bene Zarząd Transportu Miejskiego umieszcza już na swojej mapie ul. Gintrowskiego, ale nie zmienił nazwy przystanku Rzymowskiego. To może wreszcie przydzielić mu sąsiednią Galerię Mokotów?!

Wracając do kładki - w tym tygodniu po raz pierwszy miałem okazję przetestować ją jako pieszy. I przyznam, że wypadło to koszmarnie. Nie ma innej drogi po wyjściu z autobusu linii 136, żeby przedostać się na drugą stronę skrzyżowania do imponującego, otwartego wreszcie po wieloletnim opóźnieniu w budowie Domu Kultury Kadr.

Zaraz koło przystanku natknąłem się na młodą mamę z wózkiem dziecięcym, która na próżno wciskała guzik w nadziei, że zjedzie do niej winda, a właściwie podłej jakości podnośnik. Zaproponowałem, żebyśmy razem wnieśli wózek po schodach. Wolała nie ryzykować, było ślisko. - Mam prośbę, żeby wysłał mi pan windę z góry. Chyba się coś zablokowało. Jak zwykle - powiedziała.

I rzeczywiście, gdy dotarłem na kładkę, winda stała niewzruszona przyciskaniem guzika na dole. Otworzyłem i zamknąłem drzwi. Raz, drugi i wreszcie ruszyła bardzo powoli do pani mamy.

Na kładce mimo wieczornej pory (godz. 18) był spory ruch, bo idą tędy rodzice z dzieciakami na zajęcia w domu kultury Kadr, pasażerowie z przystanku albo na przystanek itp.

Dopiero teraz dostrzegłem, jak ta kładka zmasakrowała przestrzeń. Podpory przy ulicy i długaśne podjazdy dla rowerzystów, budki dla niedziałających, jak trzeba wind. Wygląda to wszystko okropnie.

Z przyjemnością wszedłem więc do przytulnej sali na parterze domu kultury Kadr, gdzie stowarzyszenie Lepszy Służewiec zorganizowało spotkanie dla mieszkańców i zarządców biurowców w tej części miasta:

Na stole była rozłożona mapa i uczestnicy warsztatu mogli na niej zaznaczać czerwonymi punktami miejsca, które ich zdaniem wymagają poprawy. W tej części spotkania, na której byłem obecny, słyszałem narzekania na brak połączeń drogowych między Służewcem a drugą stroną linii PKP, np. na przedłużeniu ul. Domaniewskiej. Ktoś proponował, by urządzić parkingi w wielkim węzłowisku na styku trasy N-S z ul. Marynarską, którego spora część stoi nieużywana od wielu lat i tak też będzie jeszcze bardzo długo. Oto, do czego prowadzi bezsensowne planowanie inwestycji - na żądanie miejskich urzędników Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad utopiła w tym węźle kilkadziesiąt milionów złotych, zamiast zaplanować jego budowę etapami w oczekiwaniu na ewentualne przedłużenie Trasy N-S w kierunku Ochoty, Woli i Bemowa.

A propos kładek Karina Koziej, prężna szefowa Lepszego Służewca, opowiedziała mi o swoich doświadczeniach z tymi wynalazkami w tej okolicy. Stoi tu bowiem druga taka konstrukcja - jeszcze gorsza niż ta przy Cybernetyki, bo oddalona od skrzyżowania Marynarskiej z Wołoską i ronda Unii Europejskiej. Pani Karina utknęła raz w windzie - kładkowym podnośniku. Musiała czekać, aż ktoś go odblokuje.

Niedawno opisywałem zmagania starszych państwa z kładką nad ul. Czerniakowską: http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,22325072,przejscie-przez-czerniakowska-otwarte-emeryci-nie-musza-wspinac.html. Zarząd Dróg Miejskich latami zwodził mieszkańców, że zbuduje im podnośniki i pochylnie, ale ponieważ miało to kosztować kilka milionów złotych, prace wciąż przekładano. Aż ludzie się wkurzyli i urządzili emerycką blokadę Wisłostrady. Wtedy urzędnicy poszli po rozum do głowy i zamiast drogiej inwestycji wymyślili zebry i przejazd rowerowy w poprzek Wisłostrady. Działa to doskonale, ludzie są szczęśliwi, w budżecie miasta zostało kupę kasy. Nie ma dodatkowych korków ani groźnych wypadków.

Także na Służewcu mieszkańcy przeforsowali w budżecie obywatelskim projekt przejścia dla pieszych obok kładki przy rondzie Unii Europejskiej. Teraz chcą powalczyć, by wróciła zebra na okładkowanym skrzyżowaniu Rzymowskiego/Cybernetyki. Jako pieszy i pasażer autobusu trzymam za to kciuki, jako kierowca zresztą też.

(osa)

22:07, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (8) »
sobota, 02 grudnia 2017

Podczas dzisiejszej prezentacji nowego samolotu w barwach LOT-u dla dziennikarzy, która odbyła się w hangarze na Lotnisku Chopina (tu dokładniejszy opis tego wydarzenia z wypowiedziami prezesa firmy o kolejnych zakupach: http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,22728549,nowy-samolot-lot-u-ma-rozdwojone-skrzydla-dokad-poleci-z-warszawy.html) moją uwagę zwróciło kilka mniejszych szczegółów. A największe wrażenie zrobiła - co może się wydawać zabawne - ogromnych rozmiarów półka na bagaż podręczny nad siedzeniami:

Może dlatego, że podczas moich ostatnich lotów na trasie Warszawa - Tel Awiw - Warszawa na pokładzie Airbusa linii WizzAir musiałem trzymać mój niewielki na szczęście bagaż podręczny pod nogami. Taka była prośba obsługi, która nie dawała sobie rady z rozmieszczeniem wszystkich walizeczek i plecaków na półkach. W końcu po 40 minutach od wpuszczenia pasażerów do środka samolotu zdecydowano o zabraniu części podręcznego ekwipunku do luku bagażowego.

Dzisiaj przedstawiciele Boeinga i prezes LOT-u Rafał Milczarski zachwalali nowego typu fotele - takich nie ma jeszcze żaden przewoźnik na świecie:


Fot. Przemek Wierzchowski/AG

Fotele te są bardzo cienkie. Trudno powiedzieć coś więcej o ich wygodzie, gdy przysiadło się tylko na kilka chwil. Pasażerowie ocenią sami po 3-4 godzinach lotu do Madrytu czy Astany, bo m.in. tam ma latać z Warszawy nowy Boeing 737 Max 8. Zapewne chodzi o zmniejszenie ciężaru foteli. Za to wysuwający się z ich oparć stolik rozkłada się sprawniej niż w starszego typu modelach.

Na zewnątrz rzucają się w oczy podwójne winglety, czyli uniesione i obniżone końcówki skrzydeł:

Na mniej widoczny szczegół moją uwagę zwrócił Konrad Majszyk z biura prasowego LOT-u. To pierwszy samolot tego przewoźnika z nazwą umieszczoną na "brzuchu". Niestety, trudno było mi tam zrobić dobrej jakości zdjęcie:

Boeing 737 Max 8, najnowszy samolot wąskokadłubowy, zabiera 187 pasażerów. Do maja 2019 r. LOT chce mieć sześć takich maszyn, które będą obsługiwały trasy krótko- i średniodystansowe po Europie i kraju, a także na Bliski Wschód i do środkowej Azji. Z ciekawością czekam na ogłoszenie kolejnych nowych kierunków z Warszawy w 2018 r. po Singapurze i Norymberdze. Trzeba przyznać, że po okresie, gdy LOT balansował na skraju bankructwa i dostał pomoc publiczną od polskiego rządu (jeszcze za koalicji PO-PSL) teraz ma imponującą, bodaj najbogatszą w historii siatkę lotów.


(osa)

23:22, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (5) »
środa, 29 listopada 2017

Parkingowa scenka rodzajowa z dzisiejszego dojazdu do pracy. Przesiadałem się na przystanku koło skrzyżowania ul. Goworka z Puławską, gdy usłyszałem donośny i długi dźwięk klaksonu. To trąbił kierowca autobusu linii 522, bo niemal w środku zatoczki przystankowej zatrzymało się wypasione BMW, z którego wysiadła pasażerka:

Już po chwili słychać było głośne krzyki. Kierowca samochodu, zamiast szybko odjechać i przeprosić, wyskoczył z niego i wydzierał się na kierowcę autobusu przez otwartą szybę w jego kabinie. Na tym się nie skończyło, bo wrócił do swojej fury i wciąż stał, blokując odjazd przegubowca. Wtedy zrobiłem zdjęcie. Kiedy to zobaczył, otworzył szybę w drzwiach pasażera i perorował dalej: że co mi to przeszkadza, przecież on tu tylko na chwilę, żebym się nie wtrącał.

Czasem właśnie wypada, a nawet trzeba się wtrącić. Usłyszałem zresztą czyjś głos zza pleców z poparciem. Ja z kolei poczułem się w obowiązku wesprzeć kierowcę autobusu. Nie można przyzwalać na taką parkingowo-postojową wolnoamerykankę. Zwłaszcza że nie uświadczysz teraz na ulicach patroli policji ani straży miejskiej, które powinny natychmiast reagować i karać w takich sytuacjach.

Zdarza się, że nie trwają one tylko kilka minut, jak to miało miejsce dzisiaj na ul. Goworka. Latem zastałem taki oto widok na przystanku linii 107 na ul. Kruczej przy ciągnącej się bez końca przebudowie dawnego domu handlowego Smyk, czyli CeDeTu:

Zastawione dojście, utrudniony przejazd, bo samochody stojące na chodniku wystawały też na jezdnię. Gdzie służby porządkowe?

Czasem kierowcy może nawet nie ze złej woli, jaką wykazał się ten na przystanku przy ul. Goworka, ale zwyczajnie pozbawieni wyobraźni zostawiają samochody, utrudniając życie innym:

Właściciel tego volvo musiał wiedzieć, że ma długiego i nie zmieści się mu się między krawężnikiem a jezdnią ul. Międzynarodowej na Saskiej Kępie. Pechowo zatrzymał się jednak akurat przy jednym ze stojaków wypożyczalni rowerów Veturilo. Nie sposób było wpiąć się kołem w tym miejscu.

Pech podwójny, bo najbliższa stacja akurat była nieczynna z powodu przebudowy skrzyżowania ul. Międzynarodowej z al. Stanów Zjednoczonych (drogowcy zwężali wjazd i wyjazd na Trasę Łazienkowską). Wielu cyklistów pedałowało więc do wypożyczalni na wysokości ul. Obrońców, ale musieli stąd odjeżdżać z kwitkiem. Stojak przy zaparkowanym volvo był bezużyteczny, a system nie chciał przyjąć roweru przypiętego do innego jednośladu na szyfr, rozpoznając, że w stacji jest wolny zamek. Ostatecznie rower zostawiłem dopiero na Przyczółku Grochowskim, a więc jakieś 2 km dalej, tracąc darmowe 20 minut.

Kierowco, parkując i przystając "na chwilę", pomyśl trochę o innych.

(osa)

12:38, osa_oraz_smik , Parkowanie
Link Komentarze (7) »
piątek, 24 listopada 2017

Mamy weekend, ale znów nie ma weekendowego remontu ul. Potockiej na Żoliborzu. Ileż to już razy słyszałem jego zapowiedzi. Ostatnie ruchy drogowców dawały pewną nadzieję, że to już, a jednak znowu obsuwa:

Na początku listopada na odcinku między ul. Mickiewicza a pl. Jacka Kuronia przy Gdańskiej stanęły żółte tablice z zapowiedzią utrudnień. Najpierw w jeden z poprzednich weekendów, potem ich treść została zmieniona na 24-27 listopada, a kilka dni temu zaklejona pomarańczowymi paskami.

Co się dzieje i czy remont na pewno odbędzie się w tym roku, skoro zima za pasem? Aby do wiosny? Dyrektor Zarządu Dróg Miejskich Łukasz Puchalski prosi, by uzbroić się w cierpliwość, bo firma, której powierzono prace na Potockiej wcześniej utknęła w innej części Żoliborza - przedłużyła się przebudowa al. Wojska Polskiego. Z różnych względów (pogodowych i technicznych). Gdzie tam wąziutkiej Potockiej do najszerszej przed wojną arterii w mieście.

Zapowiedzi szybkiego remontu na styku Żoliborza i Marymontu powtarzają się od wielu lat. Mówiła o tym jeszcze poprzednia szefowa ZDM Grażyna Lendzion. W archiwum "Stołecznej" znalazłem tekst z listopada 2014 r.:

"Z roku na rok maleje liczba szybkich remontów ulic w weekendy, a przecież kiedyś szczyciły się nimi władze miasta. W tym sezonie drogowcy sięgnęli finansowego dna. Niepokojące dane poznali radni na ostatnim w kadencji spotkaniu komisji inwestycyjnej. Drogowcy wydali już wszystkie przyznane im pieniądze, czyli 17,1 mln zł. To bardzo mało, bo w 2013 r. mieli 18,1 mln, w 2012 r. - 31 mln zł, a w 2011 r. - 39 mln zł. W poprzedniej kadencji te wydatki przekraczały nawet 100 mln zł. Skutki oszczędzania na remontach widać na wielu ulicach, bo frezowanki należy powtarzać przynajmniej co siedem lat. Dziurami z powrotem jest usiana np. ul. Bitwy Warszawskiej 1920 r. na Ochocie, po bokach znowu pękają jezdnie na ul. Gagarina, trzęsą się tam autobusy i rowerzyści. Przełożono prace na ul. Potockiej, bo wcześniej muszą ją rozkopać miejskie wodociągi. Na Żoliborzu równą nawierzchnię zyskał tylko odcinek przed Halą Marymoncką i pl. Jacka Kuronia". 

Nie przypominam sobie remontu rur z wodą. Za to teraz widać intensywną wymianę pozapadanych krawężników na porządne z granitu. Dobrze chociaż, że skoro już remont się spóźnia, to będzie wykonany kompleksowo. W dodatku wiceprezydent miasta Renata Kaznowska na dzisiejszej konferencji dotyczącej bezpieczeństwa ruchu (nareszcie jest poprawa) zapowiedziała, że po remoncie Potockiej zostanie tu wprowadzona strefa Tempo 30. Jak to przeżyją ci kierowcy, którzy lubią tu sobie popędzić spod Hali Marymonckiej z górki na pazurki...

(osa)

23:44, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 20 listopada 2017

Na stronie internetowej urzędu Łomianek ukazał się schemat przyszłych połączeń autobusowych z Warszawą. Z zapowiedzi wynika, że od 1 stycznia 2018 r. będzie to kolejna podstołeczna gmina, w której zacznie obowiązywać pierwsza, czyli tańsza strefa biletowa. Decyzja zasługuje na pochwałę, bo może to zachęcić więcej osób do dojeżdżania komunikacją już miejską a nie jak teraz droższą podmiejską. W korkach na Pułkowej nie ma lekko.

To będzie transportowy powrót Łomianek do Warszawy. Gmina ta jako jedna z pierwszych miała własne autobusy ze stolicy. Jak podaje Trasbus.com, na początku była to linia Ł (od lutego 1957 r.), która równo 60 lat temu zmieniła numer na 201, inaugurując erę "dwusetek" na trasach pod Warszawą. Początkowo autobusy wyruszały z Dworca PKS Marymont przy ul. Żeromskiego. Zawsze docierały do szpitala dziecięcego w Dziekanowie Leśnym. Ja pamiętam je już z pętli na pl. Wilsona, gdzie od 1972 r. stały na przystanku przed kinem Wisła. W wyniku reorganizacji oznakowania linii podmiejskich w 1985 r. doszło do zamiany 201 -> 701.

Po upadku PRL Łomianki postanowiły się wybić na niepodległość i w maju 1991 r. wróciły do własnej linii Ł z pl. Wilsona. Tę decyzję oceniam niejednoznacznie. Z jednej strony Łomianki samodzielnie mogły decydować o trasach swoich autobusów i rozkładzie jazdy, który jak na linie podmiejskie zawsze był atrakcyjny (odjazdy co 9 min w szczycie), może poza wakacjami, gdy ubywała połowa kursów. Z drugiej strony przez wiele lat Komunikacja Łomiankowska utrzymywała przestarzałe jelcze z wysoką podłogą, a pasażerowie musieli kasować dwa bilety - u siebie w Łomiankach i osobno w Warszawie. To się zmieniło w 2010 r., gdy ówczesny dyrektor ZTM Leszek Ruta zaczął ekspansję taryfową i liniową także pod Warszawą - Łomianki zyskały własny cennik biletów wspólnych ze stolicą.

Wracając do numeracji. Linia 701 pojawiła się ponownie w 1991 r. już po miesiącu na nowej trasie z ówczesnej Huty Warszawa do Dąbrowy Leśnej. Jednak już rok później z powrotem zawitała na pl. Wilsona, gdzie utrzymała się aż do 2008 r. Dopiero wtedy mogła wyruszać znad oddanej właśnie końcowej stacji metra Młociny.

Wygląda na to, że od 1 stycznia 2018 r. w Łomiankach zacznie się nowa era numeracyjna i na głównej trasie Metro Młociny - Łomianki - Dziekanów Leśny zagości linia 150. To dobra decyzja ZTM (przed rokiem chwaliłem urzędników za to, że do Marek, które wtedy weszły do I strefy biletowej skierowali linię 140 w miejsce 718 i utworzyli rodzinę linii: 240, 340). Czyżby następny w kolejności Konstancin, gdzie też kroi się wprowadzenie I strefy, miał dostać numer 130, inny wolny spośród równych z cyfrą 0 na końcu?

Numer 150 był związany bardzo długo z Powiślem (a na przełomie lat 50. i 60. była to nawet trasa okrężna - jak "setka"), a potem linia 150 łączyła Mariensztat z Ochotą i Szczęśliwicami aż do rozkopania Świętokrzyskiej pod budowę II linii metra w 2011 r. Czyli przez 47 lat! Teraz jednak wydaje się, że nie ma szans na powrót w swoje historyczne rejony. Na Świętokrzyskiej zostały pojedyncze kursy.

Dobrze, że w Łomiankach oprócz linii 150 planowane jest utworzenie linii 750, czyli podmiejskiej, do obsługi gminy Czosnów, która pozostanie w II strefie biletowej. Nie rozumiem za to, dlaczego linia 701 ma być przekształcona w 250, która pokrywa się z trasą linii 110. Zwłaszcza ta druga w połowie 2018 r. ma być przedłużona od Wólki Węglowej do centrum handlowego Auchan w Łomiankach. Byłoby logiczniej utworzyć osobną rodzinę linii 110 i 210 - ten drugi numer jest akurat wolny.

(osa) 

21:03, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (9) »
wtorek, 14 listopada 2017

Ucieszyła mnie dzisiejsza informacja o wpisaniu do ewidencji zabytków aż 61 brukowanych ulic w Warszawie. Niewątpliwie tworzą one specyficzny klimat także dzisiaj, przywołując wspomnienia o tym, jak wyglądało kiedyś miasto. Zdarza się, że nie zważając na to, urzędnicy chcą usuwać tzw. kocie łby, by w ich miejsce kłaść asfalt. Taka sytuacja miała miejsce całkiem niedawno na brukowanej ul. Lusińskiej na Targówku. Pretekstem do jej wyasfaltowania były rzekome problemy z objazdami budowy II linii metra. W tym przypadku mieszkańcy sami wybili pomysł z betonowych głów dzielnicowych urzędników.

Inny problem związany z brukowaną ulicą mają mieszkańcy Wyczółek. Latem zaplątałem się na tyły Toru Wyścigów Konnych na Służewcu, gdzie zastałem dość nietypową tablicę błagalno-informacyjną:

Stan nawierzchni, choć po remoncie, i tak nie pozwala rozwinąć na tym odcinku Wyczółek prędkości większej niż 20-25 km na godz. Ulica ma swój urok, ale jak widać, wiążą się z tym jednak pewne doznania akustyczne.

Na pewno jednak objęcie brukowanych ulic w Warszawie ochroną konserwatorską możemy świętować hucznie!

(osa)

21:21, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (9) »
Archiwum

Gazeta.pl Warszawa