niedziela, 17 grudnia 2017

Na ulicach Tel Awiwu wzrok przykuwa bogactwo dwu- i trójkołowych pojazdów napędzanych nie tylko siłą ludzkich mięśni, ale też silnikami elektrycznymi. Kilka tygodni przed tym, jak amerykański prezydent Donald Trump zdetronizował tę uznawaną przez większość świata administracyjną stolicę Izraela - co w wielu miejscach wywołało zamieszki - udało mi się w spokoju pospacerować ulicami tego miasta.

Kto narzeka, że rowerzyści pędzą po Warszawie na urwanie karku, w Tel Awiwie musiałby się zmierzyć z naprawdę zawrotną prędkością. Wielu jeździ na wspomaganiu, w dodatku bez kasków. Ale nie widziałem wypadków. Na początek kilka obrazków z reprezentacyjnego bulwaru Rothschilda, gdzie cykliści mają wyznaczony szlak, oddzielony od chodnika pasem zieleni:


 

W bok od bulwaru Rothschilda na ul. Szeinkin rowerzyści nie mają już tak łatwo na wąskim kontrapasie:


 

To z kolei elektryczna hulajnoga na bulwarze Rothschilda, który prowadzi do placu przed teatrem Habima, narodową sceną Izraela. Akurat trwała tam wystawa i pokazy nietypowych pojazdów napędzanych prądem: 


Ten pojazd to City Transporter, który zabiera dwie osoby. Ma silnik elektryczny, koła wsuwają się w karoserię, co pozwala zwężać transporter o cały metr. Dzięki temu mieści w wąskich lukach na parkingach. Kierowca nie musi się trudzić - pojazd potrafi zaparkować samodzielnie.

To zdaje się dopiero przyszłość, bo na razie w Tel Awiwie obrazki parkingowe podobne do warszawskich - samochody są zostawiane na chodnikach:

Do tego wszechobecne korki na ulicach, które miejscami mają aż sześć pasów ruchu w każdym kierunku. Tel Awiw, którego wieżowce robią imponujące wrażenie, w parterze nie jest wygodny do jazdy:


Na korek w popołudniowym szczycie można się też natknąć przy bulwarze nadmorskim. Ten jest jedną z największych atrakcji Tel Awiwu - piaszczyste plaże, boiska do siatkówki, punkty widokowe, ścieżka dla biegaczy i rowerzystów, wypożyczalnie sprzętu wodnego ciągną się kilometrami od dawnej arabskiej Jaffy, koło starego dworca kolejowego z czasów otomańskich (dziś w budynkach stacyjnych działają modne knajpki), przez kwartał hoteli, koło mariny z jachtami do starego portu przekształconego w centrum kulinarno-rozrywkowe. Rano z pokoju na 16. piętrze mojego hotelu podziwiałem śmiałków, którzy ślizgali się na deskach na morskich falach. Mimo że był to przełom października i listopada, woda pozostawała ciepła, w ciągu dnia temperatura powietrza sięgała przyjemnych 25 st. C.

Bulwar w Tel Awiwie przypomina nasz nadwiślański modernizowany odcinek po odcinku. Tyle że w Warszawie widać drugi zielony brzeg, a w Tel Awiwie przy promenadzie szumi bezkresne morze Śródziemne:


 

Korki w Tel Awiwie potęgują rozkopane i pozwężane ulice - w samym środku miasta trwa budowa linii podziemnego tramwaju. Planowana od dziesiątek lat i przekładana inwestycja w końcu zaczęła się w połowie tej dekady. Tramwaje nazywane tu lekką koleją z pewnością usprawnią przejazd przez miasto na linii średnicowej, która na obrzeżach ma prowadzić na powierzchni:

Jedyna dziś czynna linia tramwajowa w Izraelu istnieje w Jerozolimie. Tasiemcowej długości podwójne składy produkcji francuskiej (Alstom Citadis 302) od 2011 r. wjeżdżają na imponujący wiadukt (Chords Bridge), który zaprojektował światowej sławy hiszpański architekt Santiago Calatrava:

Fot. Wikipedia

Takie potrójne napisy jak te ostrzegające przed niebezpieczeństwem związanym z przekraczaniem linii tramwajowej w pobliżu starego miasta w Jerozolimie można też zobaczyć na tablicach wyświetlających godziny przyjazdu autobusów na przystanek koło Ściany Płaczu - alfabet zmienia się w ciągu kilku sekund z herbrajskiego na arabski i łaciński:

Na jerozolimskiej starówce spieszącemu się po modlitwie ortodoksowi przyda się też rower:

Zwłaszcza w czasie szabatu, gdy transport publiczny nie działa. Przerwa trwa od zmierzchu w piątek do zmroku w sobotę, gdy według tradycji na niebie ukazują się trzy gwiazdy.

Autobusy w Jerozolimie poruszają się osobnymi pasami pośrodku ulic. Korki są koszmarem także tego miasta:

Transport publiczny w izraelskich miastach opiera się na autobusach. Po odkryciu dużych złóż gazu ziemnego rząd zdecydował, że głównie to paliwo będzie wykorzystywane do ich napędu. Precyzyjnie mówiąc, gaz ma być podstawowym surowcem przy wytwarzaniu energii elektrycznej w Izraelu - autobusy zostaną zaś wyposażone w silniki na prąd.

Na razie najwięcej na ulicach widać MAN-ów podobnych do tych, które od zeszłej dekady kursują po warszawskich ulicach:

Raz zdarzyło mi się zobaczyć polskiego solarisa w pobliżu teatru Habima. Poza Tel Awiwem autobusy tej marki jeżdżą jeszcze w Jerozolimie i Nazarecie. W sumie ponad 300 sztuk w całym Izraelu.

(osa)

21:04, osa_oraz_smik , Ze świata
Link Komentarze (2) »
niedziela, 10 grudnia 2017

Kończą się wyjątkowo długie, bo trwające od 1,5 miesiąca konsultacje poprzedzające budowę odcinka obwodnicy śródmiejskiej między rondem Wiatraczna a Targówkiem. Uważam go za najważniejszą inwestycję drogową, którą ratusz powinien zrealizować już dawno temu.

Własną dyskusję na temat projektu obwodnicy zorganizowało wczoraj na Grochowie stowarzyszenie Miasto Jest Nasze. Nie dałem rady skorzystać z zaproszenia jego działacza Kuby Czajkowskiego, bo utknąłem w ogromnym korku na istniejącym fragmencie tej obwodnicy, czyli Trasie Łazienkowskiej. Żałuję choćby ze względu na niecodzienny widok - aktywiści zaprosili znielubionego przez siebie burmistrza Śródmieścia Wojciecha Bartelskiego (2006-14), który teraz jest prezesem Tramwajów Warszawskim i razem walczą o nową linię wzdłuż ul. Wiatracznej:

Jako zdeklarowany tramwajofil nie jestem przekonany, by była to inwestycja pierwszej potrzeby. Czy warto rezerwować dla niej miejsce na przyszłość, projektując teraz obwodnicę? Widzę kilka problemów. Zarząd Miejskich Inwestycji Drogowych po wstępnych konsultacjach z mieszkańcami nieparzystej strony ul. Wiatraczna na początku tego roku zdecydował odsunąć nowe jezdnie od zabudowy. Można by tam zmieścić zieleń czy drogę rowerową.

Byłoby to zatem dobre posunięcie, a teraz Miasto Jest Nasze proponuje zbliżyć jezdnie do bloków, żeby po przeciwnej stronie zachować teren dla torów tramwajowych, które kiedyś będą albo i nie. A przecież można je poprowadzić po proponowanym buspasie - jego zaplanowanie to akurat słuszny postulat MJN, żeby uniknąć korków autobusowych - takich, jakie tworzą się przed Targową po niedawnym otwarciu przedłużenia Kijowskiej od Targówka Fabrycznego do Dworca Wschodniego.

Byłby też duży problem z włączeniem hipotetycznej linii tramwajowej wzdłuż ul. Wiatracznej do ronda Wiatraczna, którego środek ma być całkowicie przemodelowany. To drugi dobry pomysł urzędników ZMID i biura mobilności w ratuszu - przystanki tramwajowe przy okazji budowy tunelu drogowego pod rondem (łączącego Wiatraczną z al. Stanów Zjednoczonych) zostaną skomasowane wzdłuż Grochowskiej (dla linii w stronę Targowej i al. Waszyngtona) i po drugiej stronie ronda (dla linii kończących tu trasę i jadących dalej w stronę Gocławka). Czyli takie tramwaje jak "3" czy "6" objeżdżałyby w tym kierunku rondo Wiatraczna. Układ torów będzie dość skomplikowany, a jak tu jeszcze podłączyć linię z czwartego kierunku?

Zastanówmy się poza tym, kogo i dokąd miałyby wozić tramwaje z ul. Wiatracznej i dalej z Targówka Fabrycznego? Czy rzeczywiście prognozy zakładają aż takie masy pasażerów, którzy decydowaliby się jeździć naokoło w kierunku Pragi albo do mostu Poniatowskiego? A może nadal wystarczą dla nich autobusy.

W moim prywatnym rankingu tramwajofiliskim takie linie jak ta na ul. Wiatracznej czy na przedłużeniu ul. Kijowskiej na Targówek Fabrycznym są na samym końcu. Owszem tramwaje wiozą też zmiany cywilizacyjne, które przydałyby się tej części Warszawy, ale są osiedla, które od dawna czekają na lepszy dojazd. Od lat planuje się dla nich linie tramwajowe. Uważam, że kolejność ich budowy powinna być następująca:
1) Linia na Gocław (na marginesie liczę, że Miasto Jest Nasze w końcu otwarcie poprze tę inwestycję, zamiast dawać preteksty do protestów różnym oszołomom wietrzącym spiski deweloperskie na terenach ogródków działkowych między ulicami Kinową a Międzynarodową);
2) Linia do Wilanowa (w pierwszej kolejności odcinki: na Rakowieckiej od al. Niepodległości do Puławskiej, na Goworka, Spacerowej, Belwederskiej, Sobieskiego do św. Bonifacego z odnogą na Gagarina, najlepiej za Wisłostradę albo nawet wzdłuż Wisłostrady do Chełmskiej czy Trasy Siekierkowskiej; w dalszej kolejności na Sobieskiego i w al. Rzeczypospolitej do Miasteczka Wilanów bez zbędnej odnogi na ul. Branickiego i ewentualnie z odnogą na ul. św. Bonifacego);
3) Odcinek Mokotów - Ochota (z boku Pola Mokotowskiego, przez ul. Banacha i Bitwy Warszawskiej 1920 r., pod parkiem Zachodnim i Dworcem Zachodnim - jeśli powstanie tu nowy, wygodny węzeł przesiadkowy, to będzie transportowy przełom w stolicy);
4) Odcinek Dworzec Zachodni - Kasprzaka (w pierwszej kolejności przez ul. Ordona, w drugiej, jeśli już - przez ul. Tunelową do skrzyżowania z Płocką), a wcześniej odtworzenie linii na ul. Kasprzaka od Skierniewickiej do Wolskiej;
5) Linia na Zieloną Białołękę (musi powstać, bo niestety, ratusz uparł się przy dysfunkcjonalnej końcówce II linii metra pod ul. Kondratowicza zamiast skierować ją do Trasy Toruńskiej);
6) Linia wzdłuż Modlińskiej (najpierw odcinek Żerań FSO - Płochocińska, gdzie od dawna czeka najważniejszy obiekt, czyli most tramwajowy nad Kanałem Żerańskim, potem w bok od Modlińskiej przez nowe osiedla w Piekiełku do ul. Świderskiej i do Traktu Nadwiślańskiego z linią na Tarchominie, którą w końcu trzeba przedłużyć do pętli Winnica);
7) Linia do węzła Marsa (od pętli Gocławek przez ul. Płowiecką do planowanego centrum przesiadkowego dla linii autobusów podmiejskich, które pozwoliłoby zdjąć sporą część ruchu z Grochowskiej i przekształcić ją w ulicę miejską);
8) Linia w al. Wilanowskiej (najpierw odcinek Puławska - Służewiec, potem Metro Wilanowska - al. Rzeczypospolitej);
9) Linia do osiedla Ruda (na przedłużeniu ul. Mickiewicza do ul. Klaudyny z zawrotką przy ul. Podleśnej - zapełni tramwaje linii 15, które jeżdżą puste po Żoliborzu, bo ich trasa urywa się na pętli Marymont-Potok przy ul. Potockiej).

Last but not least: 10) Linia na Trakcie Królewskim - prognozowana jako najlepiej wykorzystywana z planowanych tras tramwajowych. Może kiedyś doczekamy powrotu tramwajów na Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście, a dalej Miodową i Bonifraterską do Muranowskiej. Może kiedyś tramwaje wrócą też na pl. Trzech Krzyży i w Al. Ujazdowskie do Belwederskiej lub Bagatelą do pl. Unii Lubelskiej. Tutaj i na poprzednich dziewięciu trasach są naprawdę bardziej pożądane niż wzdłuż Wiatracznej.

(osa)

20:56, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (10) »
środa, 06 grudnia 2017

Tę kładkę znałem do tej pory tylko jako kierowca. To znaczy chwaliłem ją sobie za to, że mogę w miarę szybko przejechać tędy samochodem. Korzystne okazało się też wywalczone z okazji bzdurnej, ciągnącej się od ponad roku modernizacji ul. Marynarskiej (to się na pewno nie skończy w lipcu 2018 r.) otwarcie skrętu w lewo z ul. Cybernetyki w ul. Rzymowskiego w kierunku Galerii Mokotów.

Pozwalam sobie ciągle używać dotychczasowej nazwy tej ostatniej ulicy, bo choć doceniam muzycznie jej nowego patrona Przemysława Gintrowskiego, to poczekam, aż dekomunizację Rzymowskiego w wykonaniu wojewody mazowieckiego oceni sąd administracyjny po skardze Rady Warszawy. Nota bene Zarząd Transportu Miejskiego umieszcza już na swojej mapie ul. Gintrowskiego, ale nie zmienił nazwy przystanku Rzymowskiego. To może wreszcie przydzielić mu sąsiednią Galerię Mokotów?!

Wracając do kładki - w tym tygodniu po raz pierwszy miałem okazję przetestować ją jako pieszy. I przyznam, że wypadło to koszmarnie. Nie ma innej drogi po wyjściu z autobusu linii 136, żeby przedostać się na drugą stronę skrzyżowania do imponującego, otwartego wreszcie po wieloletnim opóźnieniu w budowie Domu Kultury Kadr.

Zaraz koło przystanku natknąłem się na młodą mamę z wózkiem dziecięcym, która na próżno wciskała guzik w nadziei, że zjedzie do niej winda, a właściwie podłej jakości podnośnik. Zaproponowałem, żebyśmy razem wnieśli wózek po schodach. Wolała nie ryzykować, było ślisko. - Mam prośbę, żeby wysłał mi pan windę z góry. Chyba się coś zablokowało. Jak zwykle - powiedziała.

I rzeczywiście, gdy dotarłem na kładkę, winda stała niewzruszona przyciskaniem guzika na dole. Otworzyłem i zamknąłem drzwi. Raz, drugi i wreszcie ruszyła bardzo powoli do pani mamy.

Na kładce mimo wieczornej pory (godz. 18) był spory ruch, bo idą tędy rodzice z dzieciakami na zajęcia w domu kultury Kadr, pasażerowie z przystanku albo na przystanek itp.

Dopiero teraz dostrzegłem, jak ta kładka zmasakrowała przestrzeń. Podpory przy ulicy i długaśne podjazdy dla rowerzystów, budki dla niedziałających, jak trzeba wind. Wygląda to wszystko okropnie.

Z przyjemnością wszedłem więc do przytulnej sali na parterze domu kultury Kadr, gdzie stowarzyszenie Lepszy Służewiec zorganizowało spotkanie dla mieszkańców i zarządców biurowców w tej części miasta:

Na stole była rozłożona mapa i uczestnicy warsztatu mogli na niej zaznaczać czerwonymi punktami miejsca, które ich zdaniem wymagają poprawy. W tej części spotkania, na której byłem obecny, słyszałem narzekania na brak połączeń drogowych między Służewcem a drugą stroną linii PKP, np. na przedłużeniu ul. Domaniewskiej. Ktoś proponował, by urządzić parkingi w wielkim węzłowisku na styku trasy N-S z ul. Marynarską, którego spora część stoi nieużywana od wielu lat i tak też będzie jeszcze bardzo długo. Oto, do czego prowadzi bezsensowne planowanie inwestycji - na żądanie miejskich urzędników Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad utopiła w tym węźle kilkadziesiąt milionów złotych, zamiast zaplanować jego budowę etapami w oczekiwaniu na ewentualne przedłużenie Trasy N-S w kierunku Ochoty, Woli i Bemowa.

A propos kładek Karina Koziej, prężna szefowa Lepszego Służewca, opowiedziała mi o swoich doświadczeniach z tymi wynalazkami w tej okolicy. Stoi tu bowiem druga taka konstrukcja - jeszcze gorsza niż ta przy Cybernetyki, bo oddalona od skrzyżowania Marynarskiej z Wołoską i ronda Unii Europejskiej. Pani Karina utknęła raz w windzie - kładkowym podnośniku. Musiała czekać, aż ktoś go odblokuje.

Niedawno opisywałem zmagania starszych państwa z kładką nad ul. Czerniakowską: http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,22325072,przejscie-przez-czerniakowska-otwarte-emeryci-nie-musza-wspinac.html. Zarząd Dróg Miejskich latami zwodził mieszkańców, że zbuduje im podnośniki i pochylnie, ale ponieważ miało to kosztować kilka milionów złotych, prace wciąż przekładano. Aż ludzie się wkurzyli i urządzili emerycką blokadę Wisłostrady. Wtedy urzędnicy poszli po rozum do głowy i zamiast drogiej inwestycji wymyślili zebry i przejazd rowerowy w poprzek Wisłostrady. Działa to doskonale, ludzie są szczęśliwi, w budżecie miasta zostało kupę kasy. Nie ma dodatkowych korków ani groźnych wypadków.

Także na Służewcu mieszkańcy przeforsowali w budżecie obywatelskim projekt przejścia dla pieszych obok kładki przy rondzie Unii Europejskiej. Teraz chcą powalczyć, by wróciła zebra na okładkowanym skrzyżowaniu Rzymowskiego/Cybernetyki. Jako pieszy i pasażer autobusu trzymam za to kciuki, jako kierowca zresztą też.

(osa)

22:07, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (8) »
sobota, 02 grudnia 2017

Podczas dzisiejszej prezentacji nowego samolotu w barwach LOT-u dla dziennikarzy, która odbyła się w hangarze na Lotnisku Chopina (tu dokładniejszy opis tego wydarzenia z wypowiedziami prezesa firmy o kolejnych zakupach: http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,22728549,nowy-samolot-lot-u-ma-rozdwojone-skrzydla-dokad-poleci-z-warszawy.html) moją uwagę zwróciło kilka mniejszych szczegółów. A największe wrażenie zrobiła - co może się wydawać zabawne - ogromnych rozmiarów półka na bagaż podręczny nad siedzeniami:

Może dlatego, że podczas moich ostatnich lotów na trasie Warszawa - Tel Awiw - Warszawa na pokładzie Airbusa linii WizzAir musiałem trzymać mój niewielki na szczęście bagaż podręczny pod nogami. Taka była prośba obsługi, która nie dawała sobie rady z rozmieszczeniem wszystkich walizeczek i plecaków na półkach. W końcu po 40 minutach od wpuszczenia pasażerów do środka samolotu zdecydowano o zabraniu części podręcznego ekwipunku do luku bagażowego.

Dzisiaj przedstawiciele Boeinga i prezes LOT-u Rafał Milczarski zachwalali nowego typu fotele - takich nie ma jeszcze żaden przewoźnik na świecie:


Fot. Przemek Wierzchowski/AG

Fotele te są bardzo cienkie. Trudno powiedzieć coś więcej o ich wygodzie, gdy przysiadło się tylko na kilka chwil. Pasażerowie ocenią sami po 3-4 godzinach lotu do Madrytu czy Astany, bo m.in. tam ma latać z Warszawy nowy Boeing 737 Max 8. Zapewne chodzi o zmniejszenie ciężaru foteli. Za to wysuwający się z ich oparć stolik rozkłada się sprawniej niż w starszego typu modelach.

Na zewnątrz rzucają się w oczy podwójne winglety, czyli uniesione i obniżone końcówki skrzydeł:

Na mniej widoczny szczegół moją uwagę zwrócił Konrad Majszyk z biura prasowego LOT-u. To pierwszy samolot tego przewoźnika z nazwą umieszczoną na "brzuchu". Niestety, trudno było mi tam zrobić dobrej jakości zdjęcie:

Boeing 737 Max 8, najnowszy samolot wąskokadłubowy, zabiera 187 pasażerów. Do maja 2019 r. LOT chce mieć sześć takich maszyn, które będą obsługiwały trasy krótko- i średniodystansowe po Europie i kraju, a także na Bliski Wschód i do środkowej Azji. Z ciekawością czekam na ogłoszenie kolejnych nowych kierunków z Warszawy w 2018 r. po Singapurze i Norymberdze. Trzeba przyznać, że po okresie, gdy LOT balansował na skraju bankructwa i dostał pomoc publiczną od polskiego rządu (jeszcze za koalicji PO-PSL) teraz ma imponującą, bodaj najbogatszą w historii siatkę lotów.


(osa)

23:22, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (5) »
środa, 29 listopada 2017

Parkingowa scenka rodzajowa z dzisiejszego dojazdu do pracy. Przesiadałem się na przystanku koło skrzyżowania ul. Goworka z Puławską, gdy usłyszałem donośny i długi dźwięk klaksonu. To trąbił kierowca autobusu linii 522, bo niemal w środku zatoczki przystankowej zatrzymało się wypasione BMW, z którego wysiadła pasażerka:

Już po chwili słychać było głośne krzyki. Kierowca samochodu, zamiast szybko odjechać i przeprosić, wyskoczył z niego i wydzierał się na kierowcę autobusu przez otwartą szybę w jego kabinie. Na tym się nie skończyło, bo wrócił do swojej fury i wciąż stał, blokując odjazd przegubowca. Wtedy zrobiłem zdjęcie. Kiedy to zobaczył, otworzył szybę w drzwiach pasażera i perorował dalej: że co mi to przeszkadza, przecież on tu tylko na chwilę, żebym się nie wtrącał.

Czasem właśnie wypada, a nawet trzeba się wtrącić. Usłyszałem zresztą czyjś głos zza pleców z poparciem. Ja z kolei poczułem się w obowiązku wesprzeć kierowcę autobusu. Nie można przyzwalać na taką parkingowo-postojową wolnoamerykankę. Zwłaszcza że nie uświadczysz teraz na ulicach patroli policji ani straży miejskiej, które powinny natychmiast reagować i karać w takich sytuacjach.

Zdarza się, że nie trwają one tylko kilka minut, jak to miało miejsce dzisiaj na ul. Goworka. Latem zastałem taki oto widok na przystanku linii 107 na ul. Kruczej przy ciągnącej się bez końca przebudowie dawnego domu handlowego Smyk, czyli CeDeTu:

Zastawione dojście, utrudniony przejazd, bo samochody stojące na chodniku wystawały też na jezdnię. Gdzie służby porządkowe?

Czasem kierowcy może nawet nie ze złej woli, jaką wykazał się ten na przystanku przy ul. Goworka, ale zwyczajnie pozbawieni wyobraźni zostawiają samochody, utrudniając życie innym:

Właściciel tego volvo musiał wiedzieć, że ma długiego i nie zmieści się mu się między krawężnikiem a jezdnią ul. Międzynarodowej na Saskiej Kępie. Pechowo zatrzymał się jednak akurat przy jednym ze stojaków wypożyczalni rowerów Veturilo. Nie sposób było wpiąć się kołem w tym miejscu.

Pech podwójny, bo najbliższa stacja akurat była nieczynna z powodu przebudowy skrzyżowania ul. Międzynarodowej z al. Stanów Zjednoczonych (drogowcy zwężali wjazd i wyjazd na Trasę Łazienkowską). Wielu cyklistów pedałowało więc do wypożyczalni na wysokości ul. Obrońców, ale musieli stąd odjeżdżać z kwitkiem. Stojak przy zaparkowanym volvo był bezużyteczny, a system nie chciał przyjąć roweru przypiętego do innego jednośladu na szyfr, rozpoznając, że w stacji jest wolny zamek. Ostatecznie rower zostawiłem dopiero na Przyczółku Grochowskim, a więc jakieś 2 km dalej, tracąc darmowe 20 minut.

Kierowco, parkując i przystając "na chwilę", pomyśl trochę o innych.

(osa)

12:38, osa_oraz_smik , Parkowanie
Link Komentarze (7) »
piątek, 24 listopada 2017

Mamy weekend, ale znów nie ma weekendowego remontu ul. Potockiej na Żoliborzu. Ileż to już razy słyszałem jego zapowiedzi. Ostatnie ruchy drogowców dawały pewną nadzieję, że to już, a jednak znowu obsuwa:

Na początku listopada na odcinku między ul. Mickiewicza a pl. Jacka Kuronia przy Gdańskiej stanęły żółte tablice z zapowiedzią utrudnień. Najpierw w jeden z poprzednich weekendów, potem ich treść została zmieniona na 24-27 listopada, a kilka dni temu zaklejona pomarańczowymi paskami.

Co się dzieje i czy remont na pewno odbędzie się w tym roku, skoro zima za pasem? Aby do wiosny? Dyrektor Zarządu Dróg Miejskich Łukasz Puchalski prosi, by uzbroić się w cierpliwość, bo firma, której powierzono prace na Potockiej wcześniej utknęła w innej części Żoliborza - przedłużyła się przebudowa al. Wojska Polskiego. Z różnych względów (pogodowych i technicznych). Gdzie tam wąziutkiej Potockiej do najszerszej przed wojną arterii w mieście.

Zapowiedzi szybkiego remontu na styku Żoliborza i Marymontu powtarzają się od wielu lat. Mówiła o tym jeszcze poprzednia szefowa ZDM Grażyna Lendzion. W archiwum "Stołecznej" znalazłem tekst z listopada 2014 r.:

"Z roku na rok maleje liczba szybkich remontów ulic w weekendy, a przecież kiedyś szczyciły się nimi władze miasta. W tym sezonie drogowcy sięgnęli finansowego dna. Niepokojące dane poznali radni na ostatnim w kadencji spotkaniu komisji inwestycyjnej. Drogowcy wydali już wszystkie przyznane im pieniądze, czyli 17,1 mln zł. To bardzo mało, bo w 2013 r. mieli 18,1 mln, w 2012 r. - 31 mln zł, a w 2011 r. - 39 mln zł. W poprzedniej kadencji te wydatki przekraczały nawet 100 mln zł. Skutki oszczędzania na remontach widać na wielu ulicach, bo frezowanki należy powtarzać przynajmniej co siedem lat. Dziurami z powrotem jest usiana np. ul. Bitwy Warszawskiej 1920 r. na Ochocie, po bokach znowu pękają jezdnie na ul. Gagarina, trzęsą się tam autobusy i rowerzyści. Przełożono prace na ul. Potockiej, bo wcześniej muszą ją rozkopać miejskie wodociągi. Na Żoliborzu równą nawierzchnię zyskał tylko odcinek przed Halą Marymoncką i pl. Jacka Kuronia". 

Nie przypominam sobie remontu rur z wodą. Za to teraz widać intensywną wymianę pozapadanych krawężników na porządne z granitu. Dobrze chociaż, że skoro już remont się spóźnia, to będzie wykonany kompleksowo. W dodatku wiceprezydent miasta Renata Kaznowska na dzisiejszej konferencji dotyczącej bezpieczeństwa ruchu (nareszcie jest poprawa) zapowiedziała, że po remoncie Potockiej zostanie tu wprowadzona strefa Tempo 30. Jak to przeżyją ci kierowcy, którzy lubią tu sobie popędzić spod Hali Marymonckiej z górki na pazurki...

(osa)

23:44, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (6) »
Archiwum

Gazeta.pl Warszawa