wtorek, 10 stycznia 2017

Ciekawa informacja od śródmiejskiego radnego Daniela Łagi (PO). Twierdzi mianowicie, że na spotkaniu z kierownictwem Zarządu Transportu Miejskiego dostał zapewnienie o uruchomieniu na Powiślu nowej lokalnej linii autobusowej. Jej trasa miałaby prowadzić tak:

Torwar - Łazienkowska - Rozbrat - Górnośląska - Czerniakowska - Ludna - Solec - Dobra - Mariensztat.

W sierpniu 2016 r. pisałem w blogu o spotkaniu komisji infrastruktury w Radzie Warszawy poświęconym komunikacji na Powiślu. Dwoje radnych Platformy wybranych w tej części miasta - dzielnicowy Daniel Łaga i miejska Aleksandra Sheybal-Rostek - upominało się o lepsze połączenia z częścią Śródmieścia położoną na skarpie:
http://autobusczerwony.blox.pl/2016/08/Powisle-bardzo-cierpi-z-metrem.html

Narzekali na fatalną lokalizację stacji metra (blisko Wisły, za to z dala od bloków, kamienic i ruchliwych przystanków przesiadkowych). Domagali się poprawy komunikacji w obrębie Powiśla, w stronę Dworca Centralnego i ul. Świętokrzyskiej. Wtedy padła propozycja odrębnego spotkania w tej sprawie, radny Łaga doczekał się go dopiero po swoich monitach.

Jak twierdzi, kiedy już do niego doszło, ZTM obiecał mu, że po otwarciu nowego odcinka linii tramwajowej Tarchomin - Nowodwory i odzyskaniu autobusów z tej części Białołęki skorzysta też Powiśle. Ma tu bowiem ruszyć nowa lokalna linia obsługiwana przez krótki tabor. Na próbę co 1/2 godziny między godz. 7 a 19. Czyli można się spodziewać numeru z zakresu 2xx lub nawet 3xx (to może wróciłaby związana przez lata z Powiślem linia 350? albo od razu - 150?).

Radny Łaga przyznaje, że nie ma szans, by Powiśle znowu zobaczyło po latach "piątki", czyli linię 155, która po rozpoczęciu budowy metra na Woli ma teraz pierwszorzędne znaczenie w obsłudze swojej historycznej końcówki z pętlą Znana przy ul. Jana Olbrachta. Radny cieszy się jednak z zapowiedzi nowej lokalnej linii w dolnej części Śródmieścia. Przekonuje, że zapewniłaby dojazd do poradni i szpitala przy ul. Czerniakowskiej, do poradni i Szpitala Śródmiejskiego na Solcu, a także do wielu popularnych wśród emerytów sklepów, głównie sieci Carrefour na Powiślu. Teraz muszą się przesiadać z siatkami pełnymi zakupów.

Warto docenić, że proponowana trasa hipotetycznej linii obejmuje nieobsługiwany dziś odcinek ul. Czerniakowskiej między Górnośląską a Ludną. Można by też skierować autobusy - przynajmniej jednokierunkowo - przez kryterium: Dobra - Tamka - Wybrzeże Kościuszkowskie (Metro Centrum Nauki Kopernik) - Zajęcza - Dobra.

Ciekawe, czy jednocześnie ZTM zdecyduje się na większe zmiany, o które aż się prosi na Powiślu. A więc linia 118 zamiast do Metra Politechnika - do Dworca Centralnego, linia 127 - w górę nie przez Książęcą, lecz od Dobrej przez Tamkę, Świętokrzyską, Nowy Świat do Al. Jerozolimskich, a linia 102 - od Tamki przez Świętokrzyską, Marszałkowską do Królewskiej (powrót: Grzybowska - al. Jana Pawła II - rondo ONZ - Świętokrzyska) bez podjazdów pod Uniwersytet Warszawski obsługiwanych przecież przez linię 105. Oczywiście po wycofaniu ze Świętokrzyskiej linii 518, co ZTM zapowiada w pakiecie zmian tarchomińsko-białołęckich.

(osa)

23:56, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (9) »
piątek, 06 stycznia 2017

Zachciało mi się wybrać do Łodzi na oglądanie nowego Dworca Fabrycznego, którego przeskalowaną i przepłaconą za 1 mld 700 mln zł budowę śledziłem przez ostatnie (zbyt) długie lata. Nawet nie przyszło mi na myśl, by jechać tam samochodem, choć po wjeździe na Trasę AK w Warszawie, miałbym teraz bezkolizyjną drogę przez autostrady A2 i A1 na zachodniej obwodnicy Łodzi niemal do celu. Naturalnym wyborem był pociąg, choć niewiele zostało z obietnic składanych w 2006 r., że po modernizacji trasy Warszawa - Łódź podróż między tymi miastami potrwa tylko 62 minuty. Bodajże tylko jeden pociąg robi to w najkrótszym czasie ok. 75 min, a reszta jedzie blisko półtorej godziny. Co i tak jest niezłym wynikiem, gdy pamięta się tę nędzę, która była na tej trasie wcześniej.

Dzień przed wycieczką, wracając z pracy, udałem się po bilety na Dworzec Centralny (nie kupuję przez internet, co - jak się okaże - wyszło mi tym razem na dobre). Niestety, po godz. 22 czynne były tylko kasy w hali głównej, te w podziemiach zamknięto na głucho. Spora kolejka, w której stoi się pośrodku ściany z okienkami. Do skrajnego po prawej stronie wpychali się ludzie, którym nie chciało się czekać. Nie dziwię się, skoro taki brak manier mogę niemal codziennie obserwować nawet w stołówce we własnej redakcji, gdzie jakiś czas temu zaczęły się żywić korpoludki z sąsiedniego biurowca.

Pierwsze zaskoczenie to rozkład jazdy: pociągi do Łodzi rano wcale nie odjeżdżają w regularnym takcie. A przecież w tym tygodniu na stronach gospodarczych "Gazety Wyborczej" ukazał się przeciekawy wywiad Edyty Bryły z dr. Michałem Beimem z zarządu PKP S.A, który dowodził, że taki cogodzinny takt bez żadnych "oprócz" nawet w dni wolne od pracy, ferie itp. jest sprawą kluczową, by przyciągnąć pasażerów do kolei. Tak to działa w Szwajcarii czy w wielu landach niemieckich. Niestety, wciąż nie na trasie Warszawa - Łódź.

Jest też dobra strona - to atrakcyjna (przynajmniej jak dla mnie) cena biletu: 28 zł w II klasie w jedną stronę (pociąg InterCity Zamenhof, odjazd o godz. 9.05 z Warszawy Centralnej).

Schody zaczęły się w dniu podróży. Kwadrans przed godz. 9 na Dworcu Centralnym zastaliśmy informację, że pociąg jest opóźniony o 25 min. Przez megafony rozlegał się nieśmiertelny suplement "Opóźnienie może ulec zmianie" (błagam: niechby chociaż mówiono bardziej po polsko-ludzku "może się zmienić/wydłużyć"). Wkrótce było to już 70 min, a w końcu 90 min (ciekawe, że kolejarze przy podawaniu długości opóźnienia nie operują godzinami).

To mniej więcej tyle, ile miała potrwać nasza podróż do Łodzi. Żona zaczęła już wzywać do odwrotu, ja jeszcze wierzyłem w polską kolej. Mimo wszystko. Może gdyby w niekończącej się litanii komunikatów o opóźnionych pociągach, które rozlegały się niemal bez przerwy na Dworcu Centralnym, podano ich przyczynę. Wtedy ktoś, komu zależy na dojeździe, wybrałby inny środek transportu, a nie sterczał na miejscu.

Udaliśmy się na niesławną antresolę, która w wyniku tzw. estetyzacji oszpeciła halę główną Dworca Centralnego. Chcieliśmy tu przeczekać, ale panowie ochroniarze natychmiast odradzili: "Przed chwilą siedział tu taki cały zaropiały, z wrzodami. Dopiero co go przegoniliśmy. O, jeszcze widać ślady po krwi na siedzeniu, bo nie dało się domyć" - uraczyli nas turpistycznym opisem, ale ze względów zawodowych nie takie rzeczy już widzieliśmy. A może by tak zamiast prowadzić tę beznadziejną, skazaną na porażkę walkę z bezdomnymi, wydzielić dla nich jakieś pomieszczenie na uboczu, najlepiej z łaźnią, gdzie mogliby przeczekać siarczyste mrozy? Dogadać się z miastem, organizacjami kościelnymi (świetna Wspólnota Sant Edigio), żeby pomóc ludziom, którzy z własnej lub czyjeś winy znaleźli się na życiowym zakręcie.

Przeszliśmy do przeszklonej poczekalni na piętrze z napisem "Cafe", choć żadnej kawy tam nie serwują, nieświadomi, że trwa już kompletny paraliż węzła łódzkiego i hipernowoczesnego Dworca Fabrycznego po zerwaniu trakcji przez jeden pociąg towarowy. A trasa wyjazdowa z Warszawy jest zablokowana po śmiertelnym wypadku w Grodzisku Maz. To wystarczyło, żeby przestały jeździć pociągi dalekobieżne w wielu kierunkach. Wiele z nich łapało wielogodzinne opóźnienia.

Nawet pan w informacji Dworca Centralnego nie powiedział, co jest grane. Mówił, że nocą było -18 st. C na wschodzie ("Lód na trakcji"), dlatego spóźnia się nasz "Zamenhof" (a prawda była taka, że to jeden z nowych dartów, który się zepsuł). Dostaliśmy kwitek, że jest spóźniony z radą, żeby pokazać go "załodze" w następnym pociągu. Ale "Prząśniczka", która miała wyruszyć z Centralnego o godz. 10.15, a zaczynała trasę z wagonowni na Grochowie, a nie w Białymstoku jak "Zamenhof", też miała poślizg. Tego już było za wiele. Zwróciliśmy bilety, które zostały bardzo dokładnie opieczętowane, w informacji odbyło się też wpisywanie danych do specjalnego zeszytu.

Gdybym kupował bilety przez internet, miałbym więcej zachodu ze zwrotem - składanie wniosków, czekanie na odpowiedź. Czego doświadczyła nasza czytelniczka jadąca przed Wigilią z Warszawy do Lublina. W naszym przypadku pieniądze mają przyjść na konto "w ciągu trzech dni roboczych". Do Łodzi - niezrażony przygodami (spójrzcie poniżej, jak wyglądała tablica z kursami z tego miasta do Warszawy - opóźnienia po 345 min, czyli prawie 6 godzin) - wybieram się wkrótce. Oczywiście koleją.


Źródło: forum Skyscrapercity

A wczoraj to nie ja miałem największego pecha. Bardziej kolejarze. Pojechałem do redakcji i opisałem całe to pandemonium na torach. Normalnie pewnie nie byłoby o tym wielu informacji w mediach, a przecież podróżujący na co dzień między Łodzią a Warszawą do pracy czy w interesach prawdopodobnie muszą się zmagać z takimi atrakcjami częściej. Mój tekst klikał się doskonale.

(osa)

12:30, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 02 stycznia 2017

Pierwszy pakiet zmian w komunikacji miejskiej w nowym roku 2017 mamy poznać już w połowie stycznia. Będą dotyczyły przerzucenia autobusów z Tarchomina na wschodnią stronę Białołęki po otwarciu linii tramwajowej do zawrotki na Nowodworach pod koniec lutego.

Po wypowiedziach kierownictwa ZTM podczas niedawnego czatu z internautami można sądzić, że urzędnicy wahają się jeszcze, czy i jak zmienić linię 518 na pokrętnej trasie z Nowodworów przez Tarchomin, most Grota-Roweckiego, pl. Wilsona, Krakowskie Przedmieście i korkującą się Świętokrzyską do Dworca Centralnego. Uruchomienie tego połączenia w połowie 2013 r. było dużym błędem, teraz trzeba wypić piwo, które się kiedyś samemu nawarzyło.

Linia 518 to pozostałość po likwidacji 510 (z powodów oszczędnościowych) i wycofaniu 503 z Tarchomina. Jego mieszkańcy żyją w przeświadczeniu, że powinni mieć bezpośredni dojazd na Trakt Królewski, choć takowym nie dysponują osiedla i dzielnice znajdujące się znacznie bliżej centrum, np. Praga, Bródno, Marymont czy Służew. Na nic się zdają logiczne argumenty urzędników, że autobusy 518 nie zapewniają pewnego, punktualnego połączenia, bo z powodu długiej i skomplikowanej trasy utykają w korkach. Jest to również przyczyna tego, że nie cieszą się dużym zainteresowaniem. Już teraz można szybciej lub w porównywalnym czasie dostać się z Tarchomina na Krakowskie Przedmieście z dwoma lub nawet trzema przesiadkami (linia 509 + metro M2, linia 2 + metro M1 i M2).

Przewiduję, że skończy się wariantem falenicko-wiatracznym, czyli tak jak z linią 521, której kursy były stopniowo wygaszane na odcinku Wiatraczna - centrum - Szczęśliwice (teraz tylko co pół godziny), a zostały utrzymane głównie w relacji Falenica - Wiatraczna. Czyli są dwie wersje tej samej linii. W przypadku 518 może to być układ Nowodwory - Metro Marymont (a może pl. Wilsona?) i Nowodwory - Metro Marymont - Trakt Królewski, ale z inną niż teraz końcówką. Na pl. Trzech Krzyży zamiast przy Dworcu Centralnym. Pytanie tylko, czy ZTM nie będzie chciał się jednak pozbyć tych autobusów z Krakowskiego Przedmieścia i Nowego Światu, żeby nie montować dla nich ładowarki na dalekich Nowodworach (docelowo tym odcinkiem Traktu Królewskiego ma kursować wyłącznie tabor elektryczny).

Drugi głośny protest przeciwko zapowiedzianemu projektowi dla Białołęki dochodzi w sprawie zamiany linii 511 na zwykłą 101. ZTM usprawiedliwia ten krok wystąpieniami o dodatkowe przystanki na ul. Modlińskiej dla obecnego połączenia przyspieszonego. A prawda jest taka, że autobusy muszą się zatrzymywać w zespołach przystankowych Prozy i Zajezdnia Żoliborz na trasie mostu Północnego (linia 511 omija oba przystanki). Można z tego łatwo wybrnąć i zostawić przyspieszone 511 z dodatkowymi postojami na żądanie.

Większy dylemat ZTM ma z liniami podmiejskimi 705 i 735, które za dodatkową opłatą gminy Nieporęt zapewniają bezpośredni dojazd do stacji metra Marymont. O ile generalnie popieram jak najkrótsze trasy linii spod Warszawy na terenie stolicy (dojazd do najbliższego węzła przesiadkowego), to w tym przypadku rozumiem pasażerów z Nieporętu i okolic, a także z ul. Płochocińskiej na Zielonej Białołęce. Po ewentualnym skróceniu trasy do niezbyt wygodnej pętli Żerań FSO nie chcą dodatkowej przesiadki na Modlińskiej tuż przed celem podróży do Metra Marymont.


Fot. Wojciech Surdziel/AG

W ZTM przekonują, że na tej pętli już teraz brakuje miejsca, a będzie go jeszcze mniej, gdy z Zielonej Białołęki zaczną tu dojeżdżać autobusy linii 134 i najprawdopodobniej - 518 z Tarchomina:

Przy dobrych chęciach można by jednak nieco przewietrzyć pętlę Metro Marymont. Np. z autobusów dalekobieżnych (jeśli jeszcze takowe tu stacjonują). Poza tym czy na Marymoncie koniecznie muszą zawracać linie łomiankowskie - dobre miejsce dla nich to teraz Metro Słodowiec (tak samo zresztą jak dla grupy linii 705-735-326).

Na pętli Metro Marymont byłoby więcej miejsca, gdyby zabrać też stąd linię 110 z Wólki Węglowej. Jej trasę można przedłużyć przez Gdańską, Hłaski, Rudzką, Klaudyny i Podleśną do pętli Gwiaździsta. Powstałoby dodatkowe połączenie tej części Bielan z urzędem dzielnicowym, a przy okazji można by się pozbyć średniopotrzebnej linii 205 zawieszanej wciąż na okres świąteczno-noworoczny.

Zresztą komunikacja na Żoliborzu i Bielanach od dawna prosi się o większy remanent:

* 110 - ...Metro Marymont - Gdańska - Hłaski - Rudzka - Klaudyny - Podleśna - Gwiaździsta;
* 121 - ...Podleśna - Gwiaździsta - Potocka - Mickiewicza - pl. Wilsona (ewent. Podleśna - Klaudyny - Mickiewicza - pl. Wilsona);
* 181 - pl. Wilsona - Krasińskiego - Broniewskiego - Perzyńskiego - Żeromskiego - al. Zjednoczenia - Kasprowicza - Przy Agorze - Marymoncka - UKSW Młociny - Wóycickiego - Cm. Północny (Brama Główna);
* 205, 303  - likwidacja.

Linię 157 - jeśli jest taka potrzeba - można by ewentualnie skierować trasą zlikwidowanej 205 od pl. Inwalidów przez al. Wojska Polskiego (ale z dodatkowym przystankiem pośrodku między pl. Inwalidów a pl. Grunwaldzkim), al. Jana Pawła II do Arkadii, stąd dalej do Stawek i Smoczej. Autobusy mniej dublowałyby się z tramwajami, a podejrzewam, że Arkadia na trasie poprawiłaby w nich frekwencję. Problemem są tylko korki przed rondem Babka.

Osobna kwestia to trasa linii 114, która już dawno powinna zostać podzielona na odcinek Bródno - Żoliborz i wewnątrzbielański. Np. tak: Bródno - Trasa AK - Metro Marymont lub Bródno - most Grota - pl. Wilsona - Powązki + nowa linia 281 Młociny UKSW - Metro Młociny i przedłużenie trasy 101 od Metra Młociny obecną trasą 114 do pętli Chomiczówka. Relację Broniewskiego - Krasińskiego - pl. Wilsona obsłuży linia 181 na nowej trasie.

(osa)

19:13, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (23) »
środa, 28 grudnia 2016

Coś takiego, władze Mokotowa zabrały się właśnie za remont krótkiego odcinka ulicy Czerskiej. Nie pamiętam, żeby oprócz doraźnego łatania jej nawierzchnia była odnawiana od blisko 25 lat, a przez ten czas przychodzę tędy lub przyjeżdżam do "Gazety".

Na samym początku, czyli od wiosny 1989 r., redakcja mieściła się w dawnym żłobku przy Iwickiej. Na początku lat 90. przeprowadziła się do PRL-owskiego biurowca firmy Transbud przy Czerskiej 8/10, która jeszcze przez jakiś czas na parterze miała swój sklep z częściami motoryzacyjnymi. Dział "Stołeczny" mieścił się wtedy na pierwszym piętrze, sąsiadując ze Sportem i Korektą (tak jest do dziś). Dopiero na przełomie wieków wyrosła nowoczesna, uznana za ikonę architektury siedziba spółki Agora, naszego wydawcy.

O remoncie zaplanowanym dość ryzykownie na końcówkę grudnia informowała żółta tablica w tygodniu przed Bożym Narodzeniem. Teraz problem z dojazdem mają politycy dowożeni samochodami na rozmowy w Radio TOK FM. Na szczęście pogoda dopisuje i ekipie firmy Efekt prawdopodobnie uda się zdążyć w terminie.

Każdy remont cieszy, ten byłby jeszcze bardziej pożyteczny, gdyby udało się dopuścić kontraruch rowerowy na jednokierunkowym odcinku Chełmska - Krasnołęcka. Taki projekt zgłosiła do budżetu obywatelskiego grupa mieszkańców, naszych sąsiadów z Sielc.

Z inną - głównie emerytów i młodych rodziców z dziećmi - udało nam się wywalczyć przejście dla pieszych w poprzek ruchliwej Wisłostrady. W przyszłym roku skończą się więc wspinaczki na wysoką kładkę przy skrzyżowaniu z Chełmską - Zarząd Dróg Miejskich wybrał już firmę, która wyznaczy pasy dla przechodniów, przejazd rowerowy i przeprogramuje sygnalizację świetlną. "Przecież jesteśmy w jednej parafii" - przekonywali mnie starsi państwo, którzy dwukrotnie wyszli w tym roku na środek Wisłostrady, by urzędnicy dostrzegli ich wieloletnie starania o zebrę. Protest był skuteczny, cieszę się, jeśli wsparcie "Gazety Stołecznej" pomogło w równym stopniu co parafii księży zmartwychwstańców z ul. Chełmskiej.

Na Czerskiej po sfrezowaniu nawierzchni pokazały się kocie łby, z których wykonano podbudowę jezdni. Przydałby się remont kolejnego odcinka - do ul. Gagarina i wprowadzenie jednego kierunku ruchu w stronę Krasnołęckiej. Parkujące po bokach samochody powodują często zatory, warto byłoby to uporządkować.

I tylko szkoda, że wiele koleżanek i kolegów nie doczekało tego remontu przed naszą redakcją. Dlatego ostatnie święta były dla nas smutne, o czym wspomniałem w poprzednim wpisie.

(osa)

14:40, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (2) »
czwartek, 22 grudnia 2016

Fot. Kuba Atys/AG

Jak Wam się podoba tegoroczna iluminacja świąteczna w Warszawie? Moim zdaniem jest wyjątkowo udana. Na Boże Narodzenie wystrojono rekordowo dużo ulic na obu brzegach Wisły, a każda z nich ma oryginalny wzór dekoracji, podobnie mosty Śląsko-Dąbrowski i Poniatowskiego. Zdarzają się też akcenty komunikacyjne jak ten autobus z prezentami - jelcz ogórek - z przystanku na placu Na Rozdrożu. Dostaję pytania, czy to mój ulubiony element. Owszem, jest pomysłowy, ale najbardziej podoba mi się paw z narożnika Alej Ujazdowskich i Pięknej:

Paw wygląda imponująco nawet za dnia, kiedy się nie świeci. Ilekroć przejeżdżam obok, widzę, jak ludzie robią sobie przy pawiu zdjęcia, a nawet go dotykają. Absolutny hit.

Całkiem inny akcent świąteczny wkroczył na pętlę tramwajową linii 15 Marymont-Potok, na której w 2017 r. ma wyrosnąć przegłosowany w budżecie obywatelskim ogród Frutti per Tutti (bardzo jestem ciekaw):

Na razie stanęły choinki. Mam wrażenie, że w tym roku handluje się nimi niemal na każdym rogu. Mnóstwo towaru, a ceny wcale nie takie niskie. Nasze domowe, dość mikre drzewko, które sięga mi nieco powyżej pasa, kosztowało 70 zł.

Iluminacja rozwesela warszawskie ulice. Niestety, w naszej redakcji będą to bardzo smutne święta. Tak jak nigdy dotąd.

(osa)

23:50, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (4) »
czwartek, 15 grudnia 2016

To obrazek jeszcze z poprzedniego tygodnia. Od początku obecnego na tym nowym przystanku przy ul. Mickiewicza za ul. Bohomolca zatrzymują się autobusy. Poprzedni Zarząd Transportu Miejskiego przesunął o jakieś 100 m do przodu. W starej lokalizacji znajdował się na wysokości "szklanego domu" z pięknie odnowioną w tym roku elewacją - wybitny przykład funkcjonalizmu na Żoliborzu autorstwa przedwojennego architekta Juliusza Żórawskiego, który wzorował się na architekturze Le Corbusiera, a tuż po wojnie ten blok - Mickiewicza 34/36 - odwiedził słynny Pablo Picasso.

Dla autobusów jeszcze w czasach PRL zbudowano przed "szklanym domem" wyjątkowo niepraktyczne zatoki przystankowe. Jedną za drugą. Dziwny to był pomysł - najwidoczniej zakładano, że autobusy jeżdżą stadami, co na tym odcinku ul. Mickiewicza nie zmieniło się do dziś (o tym zaraz). A przecież długo kursowała tu tylko jedna linia 118 (pl. Konstytucji - Gwiaździsta), zanim skierowano ją na Bródno, a wtedy w 1981 r. przez ul. Mickiewicza z przystankiem na żądanie przy Bohomolca przedłużono z pl. Wilsona trasę linii 185 na Gwiaździstą. Takie podwójne zatoki spotykało się jednak w dawnym systemie w różnych miejscach - pamiętam je z ul. Prostej za Żelazną w stronę Świętokrzyskiej (z moich podróży z Woli do Pałacu Młodzieży linią 109) czy z pl. Zawiszy na Towarowej w stronę Prostej.

Pasażerowie na przystanku Bohomolca nie mieli łatwo. Kierowcy zresztą też. Ostatnio była tu używana tylko jedna zatoka wcinająca się głęboko w chodnik. Dopóki przystanek był "na żądanie" wychodziło się do zatoki albo nawet na jezdnię, machało na kierowcę i szybko wracało na trotuar.

Te dziwne manewry były konieczne z powodu złej widoczności, którą ograniczały samochody zaparkowane w drugiej zatoce, na chodniku i prawym pasie ul. Mickiewicza. Jakiś czas temu ZTM zlikwidował przystanek "na żądanie" i wprowadził przystanek stały, co z kolei stało się utrapieniem dla kierowców i pasażerów jadących w autobusach - mało kto wsiadał i wysiadał przy Bohomolca. A jak wsiadał, to z poziomu klinkieru, którym wyłożono zatokę, i ze wspinaczką do drzwi autobusu, bo mało któremu kierowcy chciało się podjeżdżać bezpośrednio pod krawężnik:


Z przystanku korzysta wielu pacjentów pobliskiej przychodni z ul. Szajnochy. Niektórzy zaglądają zapewne do apteki w "szklanym domu". Może wracają od lekarza z receptą na antybiotyk i jakiś aerozol sterydowy na chore zatoki. Od urzędników ZTM oczekiwaliśmy leczenia zatok przystankowych - przewlekłego stanu, który trwał przez kilkadziesiąt lat. I wreszcie na ul. Mickiewicza udało się zaaplikować skuteczną kurację, choć na razie tylko połowicznie, bo w najlepsze istnieją zatoki przystankowe po drugiej stronie ulicy (w kierunku pl. Wilsona).

W nowej lokalizacji przystanku w stronę Bielan nie ma żadnej zatoki, autobusy zatrzymują się przy krawężniku. Kierowcom też nie jest łatwo, bo muszą manewrować między zaparkowanymi samochodami (zajęte są wszystkie wolne miejsca wokół stacji metra Plac Wilsona i to w coraz większej odległości - kiedy płatne parkowanie na Żoliborzu? kiedy zaniechany garaż podziemny przy metrze?). Sam przystanek wygląda porządnie - wyłożony dużymi płytami chodnikowymi, są rowki prowadzące osoby niewidome, stoi nowa wiata.

Teraz z niecierpliwością czekam na obiecane poprawki w rozkładach jazdy. Zarówno w kierunku Bielan, jak i pl. Wilsona. Ulicą Mickiewicza jeżdżą cztery linie autobusowe (za dużo!) i jedna tramwajowa. Tak się składa, że bardzo często jednocześnie. Mamy jazdę stadną z długimi przerwami między kursami. I nie jest to spowodowane wyłącznie zakłóceniami w ruchu i korkami gdzieś daleko na mieście, ale ZTM celowo zaplanował odjazdy jeden za drugim albo nawet o tej samej godzinie (np. linie 181 i 185 między godz. 9 a 14 docierają razem na pl. Wilsona - to jakieś 20 wspólnych kursów).

Tak to wyglądało w ciasnej zatoce na starym przystanku Bohomolca:


Byłem świadkiem, jak na przystanek Bohomolca w jego poprzedniej lokalizacji, zjechały się 4 autobusy - kolejno linii: 122, 157, 185 i znowu 122. Wszystkie do pętli na Gwiaździstej. Powoli tracę nadzieję, ale może doczekamy się w końcu skoordynowanego rozkładu jazdy na tym odcinku ul. Mickiewicza...

(osa)

18:19, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (10) »

Gazeta.pl Warszawa