Autobusy

piątek, 15 czerwca 2018

Mam coraz większe wątpliwości, czy buspasy na moście Łazienkowskim zdają egzamin. O ile bez żadnych wątpliwości udrożniły dla komunikacji miejskiej całą Trasę Łazienkowską i przyciągnęły na ten szlak tysiące pasażerów, to w obrębie samej przeprawy przez Wisłę często powodują chaos i blokują także autobusy:

Wszystko z powodu samochodów wyjeżdżających przez "ślimaki" z Wisłostrady. Najpierw próbują się wcisnąć na buspas i wtedy blokują przystanek autobusowy koło Torwaru. Potem kierowcy liczą na zmiłowanie tych, którzy jadą środkowym pasem, że wpuszczą ich tutaj. W oczekiwaniu na to samochody zwalniają, blokują na buspasie siebie nawzajem i autobusy próbujące się przecisnąć w kierunku mostu:

Po drugiej stronie Wisły historia się powtarza. Zwłaszcza na Saskiej Kępie, gdzie wielu kierowców próbuje z kolei zjechać ze środkowego pasa na prawy buspas, a stąd w kierunku Wału Miedzeszyńskiego. Całe szczęście że nie ma tu na nim blisko sygnalizacji świetlnej tak jak na wysokości mostu Siekierkowskiego, który z tego powodu jest regularnie paraliżowany korkami zjeżdżających aut w godzinach popołudniowego szczytu.

A może gdyby zlikwidować buspasy tylko na moście Łazienkowskim, okazałoby się, że przejazd stałby się płynniejszy? Z pewnością samochody wjeżdżające z Wału Miedzeszyńskiego albo z Wisłostrady miałyby więcej miejsca, żeby włączyć się do ruchu i skręcić na pas środkowy albo zjechać za mostem w prawo.

(osa)

18:32, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (8) »
piątek, 20 kwietnia 2018

Zabiegi mieszkańców Chomiczówki o przywrócenie połączenia ul. Conrada nie tylko z Bemowem, ale też bardziej odległymi dzielnicami skończą się uruchomieniem nowej szczytowej linii 371. Jej numer nawiązuje do linii podstawowej 171 (Torwar - Nowe Bemowo). Z tym, że będzie się z nią pokrywać tylko częściowo. Oto planowana trasa 371: Chomiczówka - Conrada - Powstańców Śląskich - Piastów Śląskich - Żołnierzy Wyklętych - Wrocławska - Radiowa - Powstańców Śl. - Górczewska - Elekcyjna - Ordona - Kasprzaka - Prosta - Metro Rondo Daszyńskiego.


Fot. Wojciech Olkuśnik/AG

Nie jestem pewien, czy mieszkańcy Chomiczówki będą zadowoleni z tej oferty. Przecież chodziło im o przywrócenie linii 167, którą wycofano stąd jesienią 2016 r. przy okazji zmian tras na czas budowy metra na Górczewskiej. Nic im po linii 184 skierowanej trasą 167, by nie pokrywała się z linią tramwajową 11 na długim odcinku przez al. Reymonta, Powstańców Śl. i Połczyńską. Pasażerowie narzekali, że tracą wygodne połączenie z centrum handlowym na Bemowie (tę relację zaczęła z czasem zapewniać wydłużona tam z Chomiczówki linia 121), ale też bezpośredni dojazd do ul. Grójeckiej na Ochocie. 

Nowa linia 371 tam nie dowiezie. W dodatku po drodze ma zaliczać czasochłonny wygibas na Bemowie przez ulice: Piastów Śl., Wrocławską i Radiową. Raczej wygląda mi to na pierwszy krok do większych zmian w komunikacji na Woli i Bemowie po otwarciu stacji metra Księcia Janusza na Górczewskiej. Ewentualnie pretekst do wyciągnięcia części autobusów z odcinka trasy 171 na Powiślu i Torwarze, gdzie kursy co 5 min w porannym szczycie to jednak przesada.

Duet 171 + 371 istniał już - jak podaje Trasbus.com - w latach 1970-77. Obie linie wyruszały z nieistniejącej już pętli Kazimierzowska na Górnym Mokotowie (przystanki postojowe znajdowały się na wysokości ul. Odyńca i parku Dreszera, gdzie wcześniej zawracały trolejbusy). Pierwsza docierała do pętli Dworzec Gdański na końcu ul. Bonifaterskiej (dziś znajduje się tu parking z wjazdem od ul. Słomińskiego) - kursowała przez al. Niepodległości, Świętokrzyską, Krakowskie Przedmieście i Miodową. Linia 371 zawracała przy pomniku Kopernika - istniał wtedy przejazd z Nowego Światu do ul. Kopernika i w prawo z powrotem do Świętokrzyskiej. Z czasem linia 171 wchłonęła 371, potem została połączona z linią 174, która wcześniej kursowała z Bokserskiej na ul. E. Plater i po otwarciu II linii metra wróciła na ten odcinek (z nieco wcześniejszą i mało wygodną dla pasażerów zawrotką na rondzie ONZ).

371 ma ruszyć po dostawach nowych autobusów - albo w maju, albo już po wakacjach.

(osa)

21:54, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (6) »
sobota, 14 kwietnia 2018

Jak na kampanię wyborczą do ratusza pół roku przed głosowaniem to w sumie dość niespodziewana zapowiedź, a zarazem oczywista kolej rzeczy: kandydat na prezydenta Warszawy Rafał Trzaskowski mówi o zamknięciu zajezdni autobusowej przy ul. Stalowej, by postawić w jej miejscu osiedle bloków z mieszkaniami komunalnymi. Może zaskakiwać, że wśród miałkich tematów, którymi zajmują się zwykle politycy, pojawia się taki konkret. Z kolei oczywiste jest, że autobusy prędzej czy później będą się musiały wynieść z sąsiedztwa budowanej właśnie stacji metra i planowanego przystanku PKP Warszawa Stalowa. Tylko czy będą miały dokąd odjechać?

Zajezdnia Stalowa jest najmłodszą wśród baz Miejskich Zakładów Autobusowych. Działa od 1985 r. Pamiętam, jak w latach 90. istniała tu montownia ikarusów. Wtedy były to obrzeża Pragi - gdzieś daleko pod nasypem linii PKP. Metro, które ma tu dotrzeć w drugiej połowie 2019 r., przybliży te okolice do centrum miasta i przywiezie nieuniknione zmiany. Lepiej, by magistrat miał je pod kontrolą, planując swoje domy i wszystko, czego potrzeba do wygodnego życia mieszkańcom, niż oddawać duży teren pod deweloperski żywioł, jak to się dzieje w wielu punktach miasta.

Jednocześnie trzeba się domagać, by nie ucierpiała na tym komunikacja miejska. W ostatnich kilkunastu latach ratusz zamyka kolejne zajezdnie autobusowe, a jeśli powstają nowe, to tylko na potrzeby prywatnych przewoźników jeżdżących na zlecenie Zarządu Transportu Miejskiego. W 2003 r. przestała działać pokazowa przez lata zajezdnia Inflancka, a w 2006 r. - Chełmska. Obie sprzedała za krocie (to się akurat chwali) ekipa prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Akurat była górka cenowa na rynku nieruchomości. W miejscu "Inflanckiej" wyrosły biurowce i domy mieszkalne, w miejscu "Chełmskiej" - niestety, tylko samosiejki i chaszcze.

W 2013 r. - już pod rządami prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz - zamknięto jeszcze zajezdnię Redutowa na Woli. Wydawało się, że też pod kolejne osiedla, ale od kilku lat słychać zapowiedzi, że powstanie tu najnowocześniejsza baza autobusowa w Polsce przystosowana do obsługi taboru elektrycznego, z dwupoziomową halą, trawą i bateriami słonecznymi na dachu. Nic jednak z tych zapowiedzi nie wynika, a terminy inwestycji wciąż są przekładane. Na szczęście działają jeszcze bazy: Kleszczowa, Woronicza, Ostrobramska, no i Stalowa.

"Stalową" mogłaby zastąpić pochopnie zlikwidowana w 1995 r. pobliska zajezdnia Pożarowa. MZA od kilku lat mają plan, by zbudować nową bazę na Białołęce blisko planowanego gazociągu do elektrociepłowni Żerań. Mogłyby tam stacjonować autobusy gazowe. Urzędnicy upatrzyli sobie przemysłowy teren przy ul. Spedycyjnej w bok od Płochocińskiej na tyłach tarchomińskiej fabryki Polfy. To dobry wybór, bo autobusy miałyby stąd łatwy dojazd do wszystkich linii w północnej Warszawie, gdzie nie ma żadnej zajezdni (kiedyś mówiło się o jej budowie przy ul. Opłotek na tyłach Huty Warszawa).

Przeprowadzka na Białołękę ani budowa bazy autobusowej w tej dzielnicy nie będzie jednak łatwa. Podobnie zresztą od dawna trwają przymiarki do budowy nowej zajezdni tramwajowej na pobliskim Annopolu. Inwestycja wciąż jest na etapie papierologii, choć Warszawa dostała na nią fundusze Unii Europejskiej.

Dlatego nie wydaje mi się, by zamknięcie zajezdni Stalowa, a tym bardziej budowa mieszkań komunalnych w jej miejscu doszły do skutku już w przyszłej kadencji samorządu, czyli w latach 2018-22.

(osa)

23:05, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (8) »
czwartek, 01 lutego 2018

Aktywny radny kontanciński Tomasz Nowicki, który kieruje w tej gminie doraźną komisją ds. transportu miejskiego i infrastruktury rowerowej, zrelacjonował mi wczorajszą wizytę u dyrektora pionu przewozów Zarządu Transportu Miejskiego Andrzeja Frankowa przy ul. Żelaznej w Warszawie. Razem z dwójką radnych radnych rozmawiali o planowanych zmianach w komunikacji podmiejskiej na swoim terenie.

Podtrzymano wcześniejsze zapowiedzi skierowania przez nowy odcinek z Powsina do pętli przy stacji metra Kabaty linii podmiejskich przejeżdżających przez Konstancin: 710 i 724 z Piaseczna oraz 742 z Góry Kalwarii. Według radnego Nowickiego rozważane są dwa terminy: początek maja lub początek września. Wszystko zależy od dokończenia przebudowy skrzyżowania ul. Relaksowej i Wąwozowej w Kabatach, z czym biedzą się władze Ursynowa.

Zmiany mają się łączyć z wprowadzeniem w Konstancinie I strefy biletowej. Obniżkę dla mieszkańców i wyższe wydatki z budżetu swojego miasta radni przegłosowali przed końcem 2017 r. i sprawa jest już dogadywana z władzami Warszawy (tak jak wcześniej zrobiły to Marki i Łomianki). Autobusy zyskają miejską numerację. Jak się dowiaduję, linia 700 docierająca od 1995 r. z Dworca Centralnego do centrum rehabilitacyjnego STOCER w Konstancinie miałaby odziedziczyć legendarny numer setki. Okólna linia 100 kursująca po Śródmieściu w czasach PRL była opisywana m.in. kartach "Złego" Leopolda Tyrmanda. Pamiętam "setkę" na Nowym Świecie, pl. Zwycięstwa (dziś Piłsudskiego), Żelaznej czy pl. Unii Lubelskiej.

Inna ciekawa zmiana to: 

Fb radnego Tomasza Nowickiego

Już jakiś czas temu radny Nowicki zapowiadał utworzenie w Konstancinie nowej pętli Grapa przy poczcie na ul. Wilanowskiej. Trzeba ją jeszcze wybudować. Teraz twierdzi, że ZTM jest tam skłonny skierować linię 139 z pętli Metro Wilanowska przez al. Wilanowską, Wilanów i Powsin. To ciekawy pomysł - pomógłby w pewnym stopniu rozwiać obawy pasażerów dojeżdżających z Konstancina do Wilanowa, którzy stracą bezpośrednie połączenie po skierowaniu linii podmiejskich 710, 724 i 742 do Metra Kabaty.

Na pytanie, co jednak z dojazdem do Ogrodu Botanicznego w Powsinie (linia 139 dociera tam teraz przez Klarysew), radny Nowicki twierdzi, że byłyby to tylko podjazdy w wybranych kursach. Po czym autobusy wracałyby z Ogrodu Botanicznego na ul. Warszawską do pętli Grapa. Nie jest to dobre rozwiązanie. Ani dla odwiedzających ogród (co z powrotem do Warszawy?), ani dla mieszkańców Konstancina, którzy woleliby pewnie prostą i szybką podróż bez żadnych zawijasów. Należałoby więc utworzyć dwa osobne połączenia: Metro Wilanowska - Ogród Botaniczny i Metro Wilanowska - Grapa w Konstancinie. Ponieważ będzie jeszcze jedno po otwarciu łącznika Powsin - Kabaty dla autobusów (linia 339: Metro Wilanowska - Wilanów - Powsin - Metro Kabaty), szkoda, że ZTM wykorzystał numer 239 dla utworzonej w tym tygodniu linii Ursynów Płd. - Krasnowola. Lepiej pasowałoby tam 210.

Chyba że ZTM planuje je wykorzystać w Konstancinie zamiast 710, gdy do I strefy biletowej wejdzie także Piaseczno? I tak raczej nie uda się tu stworzyć rodziny linii jak w Markach (140-240-340) czy Łomiankach (150-250-750). Dlatego obstawiałbym, że niezależnie od decyzji taryfowych w Piasecznie obecna linia 725 (Wilanów - Powsin - Kępa Okrzewska) wydostająca się kilkaset metrów na teren gminy Konstancin-Jeziorna powinna przejąć wolny numer 130 widywany w tych stronach w latach 1979-2010.

(osa)

18:29, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (2) »
niedziela, 14 stycznia 2018

Po powrocie ze stażu w Berlinie kilka lat temu urzędnicy Zarządu Transportu Miejskiego z uznaniem opowiadali o zapleczu tamtejszego przedsiębiorstwa komunikacyjnego BVG. W dłuższych przerwach między kursami na pętlach kierowcy mieli czas i miejsce na posiłek, ale też gry i rozrywki. Takie jak na zdjęciach powyżej z zajezdni Miejskich Zakładów Autobusowych przy ul. Woronicza.

Na pętlach w Warszawie nadal nie ma co o tym marzyć, ekspedycje są raczej w odwrocie. Np. po niedawnej likwidacji pętli Natolin kierowcom linii 136, 195 i 503 wyznaczono miejsca na odpoczynek po okolicznych przystankach przy ulicach, tam też stoją kibelki, a dyżurka i pętla zostały puste. Autobusy, żeby zawrócić, krążą po osiedlu, co kosztuje budżet miasta dodatkowo 100 tys. zł miesięcznie. Cała ta absurdalna operacja ma na celu opróżnienie terenu pętli Natolin z autobusów, by zrobić miejsce dogorywającemu bazarkowi "na dołku", którym kieruje dzielnicowy radny PO. Bez jego głosu byłoby trudniej uzbierać większość w radzie Ursynowa. Przykład skandalicznej korupcji politycznej, do której wykorzystano komunikację miejską.

Kierowcy z Woronicza, którzy męczą się na Natolinie, przynajmniej u siebie w bazie mają naprawdę fajne warunki. Przekonałem się o tym podczas niedawnych wizyt w zajezdni na Mokotowie. Pierwsza wiązała się z inauguracyjnym kursem elektrycznego przegubowca firmy Solaris wypożyczonego na testy MZA.

Widać, że plac manewrowy musiał przejść niedawno generalny remont, bo nawierzchnia jest gładka jak stół. Do tej pory tego typu zakłady komunikacyjne kojarzyły mi się bardziej z dziurami i wybojami - wielkim zaniedbaniem.

Zajezdnia przy ul. Woronicza jest zrobiona na wysoki połysk. To ważne, bo ma to pozytywny wpływ na atmosferę pracy. Przed wejściem do głównego biurowca jeszcze w okresie poświątecznym wita choinka: 

W dużej sali za drzwiami kierowcy, mogą sobie pograć w piłkarzyki, ping-ponga czy pooglądać telewizję. Niektórzy spędzają tu dwugodzinną przerwę między poranną zmianą a ponownym wyjazdem na miasto.

Moją uwagę przykuła fotograficzna historia mokotowskiej zajezdni przedstawiona na kolejnych półpiętrach klatki schodowej. Nie wiedziałem wcześniej, że przymiarki do budowy tej bazy trwały już przed II wojną światową, a prace miały się zacząć w 1941 r. Stało się to dopiero pod koniec lat 50., gdy obok na Służewcu rozrastała dzielnica przemysłowa.

Te dwa ostatnie zdjęcia dobrze oddają klimat końca lat 70. Z lewej nowoczesność z importu, czyli dwudrzwiowy berliet, który nie sprawdził się w naszych warunkach. Z prawej rzędy przegubowych i pojedynczych jelczy, a obok nich parówek 13N w siostrzanej zajezdni tramwajowej.

Kierownictwo zakładu pokazuje, czym należy się kierować w pracy - w sali obok piłkarzyków wielkimi wołami wyliczono "nasze wartości": 

Bliżej gabinetu szefa zajezdni mniejszym drukiem w zwięzłych zdaniach przeczytałem, o co dokładnie chodzi: 

(osa)

21:58, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 01 stycznia 2018

Wśród noworocznych (2018) planów Zarządu Transportu Miejskiego jest przedłużenie linii 500 z dawnego ronda Babka na Powązki. Zmiana to nieznaczna, jeśli spojrzeć na długość nowego odcinka (może jakieś 2 km), a zarazem znaczące ustępstwo urzędników odpowiedzialnych za kształt komunikacji publicznej w stolicy na rzecz zabiegających o takie posunięcie od dawna władz Żoliborza, radnych i mieszkańców nowych osiedli wzdłuż ul. Powązkowskiej.


W połowie grudnia dzielnicowa radna Izabela Rychter (komitet Żoliborz Demokratyczny) wręczyła petycję wicedyrektorowi ZTM Andrzejowi Frankowowi. Od pani radnej usłyszałem, że w zbieranie podpisów byli mocno zaangażowani działacze osiedlowi na Żoliborzu Artystycznym. Dodała, że przedłużenie linii 500 pomogłoby w czasie zapowiadanego na ten remontu pierwszego odcinka ul. Rydygiera. W przyszłości zaś przyda się, gdy kolejarze otworzą nowy przystanek Warszawa Powązki (ma to nastąpić w 2019 r.). Mieszkańcy narzekają, że podstawowa w tej okolicy linia 180 na Trakt Królewski ma tak długą trasę (Chomiczówka - Wilanów), że autobusy są często spóźnione, kursują stadami i stoją w korkach.

A jeszcze na początku dekady wzdłuż Powązkowskiej ciągnęły się ponure płoty magazynów i terenów wojskowych. Tę pustkę zapełniły bloki Żoliborza Artystycznego i innych deweloperów. Nic dziwnego, że ludzie chcą się dostać sprawnie do metra czy tramwajów w al. Jana Pawła II i na Okopowej. Na przywrócenie torów na Powązkowskiej nie ma co liczyć. W latach 60. kursowały tędy tramwaje do dwóch pętli. Najpierw linia 8, a potem 19 do IV Bramy (po tej zawrotce w kształcie łezki pozostał ślad wśród zakładów kamieniarskich u zbiegu Powązkowskiej ze Słodowiecką). Jak podaje Trasbus.com, w 1970 r. z Powązkowskiej znikła zaś linia 22, która docierała do pętli Powązki na wysokości Cmentarza Wojskowego, gdzie przez długie lata zawracały też autobusy: 122 (od 1967 r.), 170 (od 1971 r.) i 422 (od 1975 r.). Dobrze pamiętam tamto miejsce na wysokości ul. Sybilii za starym domem Powązkowska 80. Budynek wciąż stoi, ale w miejscu pętli teraz znajduje się podjazd do skrzyżowania z Trasą AK. Autobusy w latach 80. pojechały dalej - na Piaski, Chomiczówkę (linia 170) i Bemowo (linie 122 i 422).

Kilka miesięcy temu pisałem tu, że samorząd Żoliborza wystarał się o przedłużenie przez Powązkowską do stacji metra Dworzec Gdański lokalnej linia 221. Powstałoby więc podkowiaste połączenie, bo jej trasa zaczyna się po drugiej stronie torów i wiedzie do nowych osiedli Żoliborza Południowego. Najwidoczniej uznano, że zapowiadana przez PKP rozbudowa Dworca Gdańskiego może utrudnić ten plan (problem z zawrotką na ul. Słomińskiego). Dlatego teraz właściwie przyklepane jest przedłużenie do Powązek Wojskowych niewidzianej tu nigdy "pięćsetki". W weekendy może przejąć funkcje linii cmentarnej, a na codzień dowozówki do stacji metra Dworzec Gdański czy centrum handlowego Arkadia. Problemem jest tylko ten mały znak nakazujący skręt w prawo:

Jesteśmy na ul. Dzikiej, gdzie w połowie 2009 r. ZTM zakończył trasę "pięćsetki" najpierw czasowo, wykorzystując remont torów tramwajowych w al. Jana Pawła II, a potem już na stałe, by wycofać ją z historycznego odcinka do Dworca Centralnego. Tradycyjnie bowiem od 1986 r. linia 500, a wcześniej od 1975 r. jej poprzednie wcielenie - linia 490 - wyruszały stamtąd bez większych zmian trasy na Bródno. Była to jedna z pierwszych całodobowych linii przyspieszonych, stąd zmiana jej numeru z 4xx na 5xx. W latach 80. tą drogą powstały też linie 492->502 z ul. Emilii Plater na Ursynów, 483->503 z Konwiktorskiej do Natolina, 451->504 z Dworca Centralnego do Natolina, 486->505 spod Pałacu Kultury do Natolina, 406->506 z pl. Teatralnego na Jelonki i 409->507 z Dworca Centralnego na Bemowo-Lotnisko. Trochę wspomnień i noworoczna konstatacja, że czas upływa, a wciąż pamięta się tamte zmiany, które zapoczątkowały nowy typ linii pięćsetek. Z tamtego zestawu tylko 503 przetrwała na niezmienionej trasie, a 500 i 504 na skorygowanych.

Urzędnikom ZTM zależy, by utrzymać dotychczasowy przebieg linii 500 docerającej z Bródna i okrążającej rondo Babka do al. Jana Pawła II i przystanku na Dzikiej. Rzeczywiście łatwo się stąd przesiąść do tramwajów jadących w kierunku Dworca Centralnego i tych na Okopowej. Z Dzikiej "pięćsetka" ruszałaby na wprost do Powązkowskiej. Gdyby nie nakaz skrętu w prawo w Okopową do ronda Babka.

W ZTM liczą, że uda się go zlikwidować podczas planowanej w 2018 r. budowy nowego szlaku rowerowego Towarowa - Okopowa. Jednak w Zarządzie Dróg Miejskich usłyszałem, że nie ma takich planów. Droga rowerowa powstanie, ale tak, by jak najmniej ingerować w program sygnalizacji świetlnej u zbiegu Okopowej z Powązkowską i Dziką.

Przez długie lata od końca XVIII wieku Dzika naturalnie łączyła się z Powązkowską, bo była to droga konduktów pogrzebowych ze Śródmieścia na Cmentarz Powązkowski. Czy ZDM zrobi teraz wyjątek, by utworzyć paracmentarne połączenie autobusowe z Bródna na Powązki?

Oczywiście "pięćsetka" może kursować tak jak w weekendy linia 409 z Bródna przez most Gdański, rondo Babka i Okopową do Powązkowskiej. Przystanek można by urządzić bez większej szkody dla płynności ruchu na jednym z trzech pasów Okopowej na wysokości upiornego hotelu Czarny Kot, symbolu wszech czasów niemocy urzędników wobec samoli budowlanej. Skoro mamy dziś Nowy Rok, wypada przypomnieć, że sprawa ta zaczęła się na przełomie lat 80. i 90., gdy parterowy pawilon, w którym sprzedawano kwiaty wypączkował w wielopiętrowe królestwo kiczu.

Na Powązkowskiej linia 500 miałaby się zatrzymywać bodajże w dwóch miejscach - przy pl. Czesława Niemena (osiedle Żoliborz Artystyczny) i przy ul. Krasińskiego. Okazyjnie albo na żądanie może też przy IV Bramie Cmentarza Powązkowskiego. Pętla ma się znajdować na parkingu przy Cmentarzu Wojskowym - autobusy skręcą z Powązkowskiej w lewo na skrzyżowaniu z ul. Krasińskiego, okrążą stację benzynową Orlenu i po postoju ruszą na Bródno przez ul. Powązkowską.

(osa)

21:28, osa_oraz_smik , Autobusy
Link Komentarze (16) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 35
Archiwum

Gazeta.pl Warszawa