Tramwaje

czwartek, 17 sierpnia 2017

Podczas wiosennych konsultacji przed planowaną budową trasy tramwajowej do Wilanowa bodaj najbardziej wygłupiły się władze i radni Mokotowa. Chociaż wiedzieli, że jest już wydana decyzja środowiskowa, która przesądza o przebiegu torów i na tym etapie można wnosić już tylko kosmetyczne poprawki, wysunęli żądania nie z tej ziemi.

Mianowicie według nich tramwaje powinny kursować od skrzyżowania Belwederskiej ze Spacerową tunelem przez Skarpę Warszawską prosto do Rakowieckiej (a co wtedy z połączeniem Dolnego Mokotowa i Wilanowa z obecnymi trasami tramwajowymi na Marszałkowskiej i Puławskiej?). Na tym nie koniec, bo radnym z tej dzielnicy marzy się też tunel pod Polem Mokotowskim, mimo że tory zaplanowano na samym skraju tego parku. Obie propozycje są zawracaniem głowy, radni nie patrzą też na niebotyczne koszty swoich zachcianek, a powinni.

Za to bardzo rozsądnie brzmiał postulat przedstawiciela rady osiedlowej z Siekierek, który upewniał się, że razem z trasą do Wilanowa powstanie jej odnoga wzdłuż ul. Gagarina na Sielce. Kiedy dostał odpowiedź twierdzącą, upominał się, że przydałoby się wydłużyć tory za skrzyżowanie z Wisłostradą, gdzie powstaje sporo nowych bloków.

Odpowiedź urzędników brzmiała jednak negatywnie. Po pierwsze, problematyczne jest dla nich rozkopanie ruchliwego skrzyżowania ul. Gagarina z Wisłostradą, żeby ułożyć tory (dlatego zawrotka dla wagonów dwukierunkowych ma się znaleźć między ul. Czerską a Wisłostradą). Po drugie, chodzi o wielki koszt przebudowy komory sieci cieplnej, która znajduje się za Wisłostradą pod ul. Nehru.

Obiekt ten odsłonił się w pełnej krasie wkrótce po konsultacjach tramwajarzy. Zarząd Miejskich Inwestycji Drogowych zaczął bowiem budowę ul. Czerniakowskiej-bis, czyli al. Polski Walczącej na przedłużeniu ul. Gagarina i ul. Nehru. Kto by przypuszczał, że stanie się to dopiero teraz - 15 lat po otwarciu Trasy Siekierkowskiej z węzłem drogowym przyszłej ul. Czerniakowskiej-bis. Inwestycja jest, niestety, przeskalowana. Jezdnie będą mieć po trzy pasy ruchu, jeden z nich zajmie w przyszłości właśnie linia tramwajowa.

Dziwi jednak, dlaczego nie uwzględniono jej już teraz także na wysokości komory cieplnej. Rury należało przełożyć tak, żeby dało się tu zainstalować torowisko. Jeśli nie w czasie budowy odnogi przez Sielce, jakby chciał działacz osiedlowy z Siekierek (ja zresztą też), to w przyszłości.

Z wiosennych konsultacji zapamiętałem jeszcze wahania urzędników w sprawie przebiegu linii tramwajowych. Na ul. Gagarina zakładają tylko jedno połączenie, ale, niestety, nie z Marszałkowską, dokąd walą teraz tłumy w autobusach linii 131, ale do Rakowieckiej i przez Pole Mokotowskie na Ochotę. Dwóch linii tramwajowych na ul. Gagarina raczej pomieścić się nie da z powodu braku miejsca na zawrotce przed Wisłostradą (gdyby powstała za skrzyżowaniem, niewykluczone, że udałoby się zorganizować zawracanie dwóch linii). Sprawa układu tras ma być jeszcze przemyślana.

Inny niepokojący plan zakłada brak stałego połączenia tramwajowego na skręcie z Puławskiej (od strony Wyścigów) w Rakowiecką. Tory w tej relacji mają być ułożone tylko na wypadek objazdów.

Osobiście układ linii tramwajowych po zakończeniu inwestycji w 2021 r. widziałbym tak:

* 2 linie z Miasteczka Wilanów - jedna do ul. Marszałkowskiej (linia 35), druga do al. Jana Pawła II przez pl. Unii Lubelskiej i Nowowiejską (linia 10);
* 2 linie z pętli na Stegnach - jedna do ul. Marszałkowskiej i nowej pętli koło Arsenału (np. numer 36), druga do ul. Rakowieckiej i dalej na Ochotę (linia 14);
* mimo wszystko 1 linia z ul. Gagarina i to nie do Rakowieckiej (chętni przesiądą się do "czternastki" na Spacerowej), tylko do Marszałkowskiej i pętli koło Arsenału (np. numer 16).

Inne zmiany: linia 17 skrócona do odcinka Tarchomin/Winnica - Rakowiecka (rzadziej niż teraz - co 8 min i bez kursów do pętli Metro Marymont), linia 33 (silna jak teraz "17" - co 4 min w szczycie) na wydłużonej trasie: Metro Młociny - Broniewskiego - Rakowiecka - Służewiec. Nowa linia 19 (Piaski - al. Jana Pawła II - Rakowiecka - Puławska - Wyścigi), która wzmocni "17" na jej najbardziej uczęszczanym odcinku koło Hali Mirowskiej i "10" wycofaną z Puławskiej do Wilanowa (przy okazji powrót "19" historycznie związanej z Wyścigami).

Wtedy na Puławskiej mielibyśmy 3 linie: 4 z Wyścigów i 18 ze Służewca - do Marszałkowskiej + 19 z Wyścigów do al. Jana Pawła II, z tym że nie przez Nowowiejską jak dziś "10", tylko przez Rakowiecką (również koło stacji metra). Pętla na Rakowieckiej pozostałaby wykorzystywana przez linię 17, na Wołoskiej pojawiłaby się silna linia 33. Można by też pomyśleć o dołożeniu na tej ulicy którejś z linii kursującej dziś Grójecką (przez Pole Mokotowskie), która zapewniłaby połączenie Służewca i szpitala MSW z Ochotą.

(osa)

19:54, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (7) »
środa, 12 lipca 2017

Na Tarchominie dobiega końca budowa Galerii Północnej, wcześniej udało się przygotować przystanki tramwajowe koło tylnego wejścia do tego centrum handlowego. Oto widok z początku prac w kwietniu...

...i stan obecny:

Jesteśmy na ulicy, którą nazwano Traktem Nadwiślańskim (bo kiedyś miała to być duża arteria na przedłużeniu Wybrzeża Helskiego ciągnąca się w kierunku Tarchomina od mostu Gdańskiego między Wisłą a ul. Jagiellońską i Modlińską). Z tych wiekopomnych planów zrealizowano tylko krótki odcinek pomiędzy dojazdem do mostu Północnego (ul. płk. Kuklińskiego) a ul. Światowida. W dodatku jezdnia nie jest tu za szeroka. Teraz dobudowano na niej dodatkowy pas do skrętu w lewo, no i przystanek tramwajowy.

Przejazd "dwójką" między Nowodworami i Tarchominem a stacją metra Młociny pewnie nieco się wydłuży, ale przystanek jest konieczny, bo można się tu spodziewać wielu pasażerów dojeżdżających do sklepów czy kina. Poza tym skorzystają mieszkańcy pobliskich bloków przy ul. Nagodziców, którzy będą mieli bliżej do tramwaju:

Oby tylko przejazdu tramwajów nie spowalniała nowa sygnalizacja świetlna, którą zainstalowano podczas budowy przystanku. Długo trwało, zanim wzdłuż całej linii na Tarchominie udało się wprowadzić zieloną falę, teraz efekt jest znakomity, bo jak twierdzą urzędnicy, to najszybsza trasa tramwajowa w Polsce. Przydałoby się, żeby było tak nadal.

(osa)

PS Właśnie dowiedziałem się o pomyślnym werdykcie Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które utrzymało wydaną pod koniec 2016 r. decyzję środowiskową dla linii tramwajowej na Gocław. Protestowało oszołomione towarzystwo z kilku bloków na Saskiej Kępie i niektórzy działkowicze. Ten sprzeciw opóźnia inwestycję (na starcie pół roku w plecy), ale pewnie kiedy już trasa na Gocław powstanie, protestujący chętnie będą z niej korzystać. Bo efekt może być podobny albo nawet lepszy (specjalne zagospodarowanie terenu wzdłuż Kanału Wystawowego) od trasy dla Tarchomina.

19:29, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (5) »
piątek, 07 kwietnia 2017

Urzędnicy nie chcieli tego potwierdzić, ale budowa dodatkowego przystanku na linii tarchomińskiej wydawała się nieunikniona, odkąd jej trasę za mostem Północnym poprowadzono naokoło przez Trakt Nadwiślański zamiast krótszą drogą przez Myśliborską do Światowida. W dodatku wkrótce po oddaniu torów do ruchu obok zaczęła się budowa ogromnego centrum handlowego.

Oby Galeria Północna nie okazała się jeszcze przekleństwem dla Tarchomina (korki + upadek lokalnego handlu), mimo że ma w niej działać także pierwsze kino na Białołęce. A kolejny taki moloch zacznie niedługo wychodzić z ziemi koło Huty Warszawa i węzła przesiadkowego Metro Młociny. To jest dopiero zgroza, bo prowadzi tam właściwie jeden wąski dojazd - albo od trasy mostu Północnego, albo przez ul. Zgrupowania AK "Kampinos" z połączeniem do osiedli na Młocinach albo do Wrzeciona. 

Jeszcze ponad miesiąc temu na otwarciu nowego odcinka tramwajowego Tarchomin - Nowodwory usłyszałem wersję, że nie wiadomo, czy linie 2 i 17 będą się zatrzymywać koło Galerii Północnej. Wydało mi się to niedorzecznością. Co prawda miejsca pod przystanek nie ma u zbiegu Traktu Nadwiślańskiego z ul. Światowida przy froncie centrum handlowego, ale ostatecznie uda się go zbudować przy tylnym wejściu. Może to i dobrze, bo w ten sposób rozdzieli się ruch klientów, a i skorzystają na tym mieszkańcy pobliskich bloków przy ul. Nagodziców. Zyskają dojazd tramwajami do metra. Jest miejsce na przystanek w tę stronę, gorzej z powrotnym - jeśli zbierze się tłumek zakupowiczów i przemiesza się z wysiadającymi z tramwajów, może być tak niewygodnie jak jeszcze niedawno koło Hali Mirowskiej. Oby chociaż wiaty przystankowe stanęły przy krawężniku a nie w oddzielnym rzędzie za barierką.

Od tygodnia trwa tu budowa:

Teraz trasa tramwajowa Nowodwory - Metro Młociny przedstawiana jest jako "najszybsza" w Warszawie. Czas przejazdu linią 2 wynosi tylko 14 minut (według rozkładu). Dodatkowy przystanek przy Galerii Północnej wydłuży go pewnie o minutę. Jej otwarcie zapowiadane jest jeszcze w 2017 r.

(osa)

21:23, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 27 marca 2017

Co prawda rocznica nie taka równa jak grudniowa, gdy świętowaliśmy 150 lat od wyjazdu pierwszych tramwajów konnych w Warszawie, ale Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej i tak zorganizował sympatyczną imprezę. Minęło 109, odkąd 26 marca 1908 r. pierwszy tramwaj elektryczny zabrał pasażerów z pl. Krasińskich na pl. Unii Lubelskiej (ech, gdyby tak wróciła tamta trasa przez Krakowskie Przedmieście...).

Na pamiątkę tego wydarzenia po mieście kursowały cztery zabytkowe wagony na linii E między pl. Narutowicza (przydaje się tam pętla, przydaje) a awaryjną "łezką" na Bielanach przy Akademii Wychowania Fizycznego, gdzie piszczały niemiłosiernie na rzadko używanym torze:

Akurat na żoliborsko-bielańskim odcinku trudno nie skojarzyć literki E z pospieszną linią autobusów, które docierały tu od 1964 r. ze Spartańskiej na Mokotowie przez ul. Woronicza, al. Niepodległości i dzisiejszą al. Jana Pawła II. Początkowo Marymoncką do al. Zjednoczenia i pętli na Kasprowicza, potem dalej - do Szpitala Bielańskiego, od 1966 r. - na osiedle Wrzeciono, a od 1967 r. już do końca w 1991 r. - do Huty Warszawa przez ul. Pstrowskiego (obecna ul. Zgrupowania AK "Kampinos", która po otwarciu mostu Północnego w 2012 r. straciła połączenie z ul. Marymoncką).

E jako pierwsze padło ofiarą głupawego pomysłu likwidacji linii pospiesznych i utworzenia ekspresowych E-1 i E-2. Sama zamieniła się w przyspieszoną - 511, ale w relacji Huta Warszawa - Spartańska nie przetrwała długo, po pięciu latach została zlikwidowana "w związku z brakami kadrowymi w MZA" (dziś przynajmniej 511, jeżdżąc z Dąbrówki Wiślanej, ma tę samą pętlę co E koło Huty). Tak czy owak autobusy E przy obecnych wytycznych niepokrywania się z trasami tramwajów nie miałyby szans na utrzymanie, jadąc tą samą drogą co "17".

Mój powrót do linii E i przejażdżka oznakowanym tak tramwajem zaczęła się niefortunnie. Wydawało mi się, że rozkład jazdy linii E został dobrze skoordynowany z niedzielną sumą u marianów na górce marymonckiej. Z kilkuminutowym zapasem zdążyłem dojść ul. Gdańską do przystanku przy Hali Marymonckiej. Na próżno jednak wypatrywałem kursu o godz. 14.09 w kierunku pętli koło AWF. Doczekałem się dopiero następnego i to z dwuminutowym opóźnieniem, czyli w sumie 36 minut czekania.

Miałem za to okazję przyjrzeć się, jak działa stała komunikacja tramwajowa w tym miejscu. Otóż pasażerowie ze skróconych kursów "17" nauczyli się wysiadać na końcowym przystanku Metro Marymont i motorniczy nie musi ich już wypędzać, jak to się zdarzało jeszcze kilka lat temu.

W dodatku świetnie udało się ułożyć rozkład i zaraz za kończącą trasę "17" przyjeżdża "6". Pasażerowie chętni do jazdy na Marymoncką, a w kolejnych trzech kursach, które widziałem, była ich całkiem spora grupka, przesiadali się od razu i jechali dalej. Jednowagonowe "akwarium" zapełniło się jak w godzinie szczytu, lepiej wyglądało to w "szczeniakach" (mniejszy tłok). W ogóle jak na niedzielę miałem wrażenie, że tramwaje odjeżdżają jeden za drugim (jeszcze kończąca trasę linia 27 i normalne kursy "17" na Nowodwory).

Doskonale działa tu zielona fala, która przepuszcza skręcające wagony w relacji Stołeczna (ks. Popiełuszki)/Słowackiego - Marymoncka po dwa razy w cyklu. Już nie traci się kilka minut na czerwonym świetle jak wciąż na rondzie Babka.

Po długim czekaniu na zabytkowy wagon linii E zebrała się większa ekipa do wejścia. W środku znajomy klubowicz Wiktor poinformował mnie, że poprzedni, niedoszły kurs miał obsługiwać zabytek zwany "kanciakiem", ale przytrafiła mu się stłuczka w Śródmieściu. Mam nadzieję, że nic groźnego się nie stało - ani ludziom, ani wagonowi.

O tyle żałuję, że jeszcze nie miałem okazji przejechać się tym nietypowym tramwajem, choć Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej sprowadził go z Poznania z niemałymi problemami już ładnych parę lat temu (w 2004 r.). Tak wtedy wyglądał "kanciak":


Fot. Jacek Łagowski/AG

A tak wygląda teraz - charakterystyczna, pochylona ku przodowi szyba i zielone barwy (oryginalne jak w Poznaniu):


Fot. ZTM

Niemniej jednak wagon 4N1, na który się w końcu doczekałem przy Hali Marymonckiej, produkowany w chorzowskim Konstalu na przełomie lat 50. i 60. też jest bardzo ciekawy. Zwłaszcza że jak się dowiedziałem, na trasę linii E wyjechał dzień po remoncie.

Uśmiechnąłem się w duchu na widok trzech tabliczek umieszczonych na pomoście motorniczego:

Mgły ani śnieżycy nie było, ale "kanciak", który nie ma takich tablic jak powyższe, najwyraźniej skrzyżowania nie przejeżdżał ostrożnie. Miłośnicy komunikacji miejskiej czekający na fotostop przy pętli koło AWF-u na Bielanach musieli się zadowolić wagonem 4N1:

(osa)

00:08, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 27 lutego 2017

Fot. Franek Mazur/AG

Trasa tramwajowa Tarchomin - Nowodwory otwarta i działa mimo kasandrycznych jęków, że po zabraniu autobusów do Metra Młociny w razie awarii czy wypadku na szynach nie będzie czym się dostać do pracy. Po pierwsze, przy takich incydentach można jeszcze wsiąść do autobusów 509, 518 czy od biedy w 186, które zostały na ul. Światowida. Po drugie, nawet pozostawienie linii 101 w kursach co 15 minut nie uratowałoby nikogo. Po trzecie, pasażerowie z innych odcinków tramwajowych, które nie pokrywają się z trasami autobusów, jakoś sobie radzą.

A mamy ich w Warszawie całkiem sporo - al. Krakowska i częściowo Grójecka, Młynarska - Obozowa - Dywizjonu 303, Kawęczyńska czy Rembielińska - Annopol. Dlatego brawo dla ZTM, że tym razem - inaczej niż to było po ostatnim otwarciu linii tramwajowej wzdłuż ul. Powstańców Śląskich - odważną decyzją od samego początku nie dopuścił do pokrywania się tras tramwajów i autobusów na Tarchominie i Nowodworach.

Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy, jak powiększała się w Warszawie sieć tramwajowa w tej dekadzie - w styczniu 2013 r. (odcinek Metro Młociny - Stare Świdry z mostem Północnym), potem w grudniu 2014 r. (Stare Świdry - Tarchomin Kościelny), w lutym 2015 r. (odcinek Radiowa - Górczewska) i teraz od 26 lutego 2017 r. z Tarchomina do Nowodworów.

Są też dokładne dane: wczoraj przybyło dokładnie 3 km 160 m pojedynczego toru, co daje łącznie w całej Warszawie 298 km 560 m, z czego 34 km 300 wynosi długość torów gospodarczych w zajezdniach, a 264 km 260 m - długość torów szlakowych, w węzłach rozjazdowych i na pętlach. Takie informacje dostałem od rzecznika Tramwajów Warszawskich Michała Powałki. Zaznaczył, że należy podawać, jaka jest długość toru pojedynczego, choćby przez wzgląd na eksploatację takiej właśnie jednotorowej trasy na Boernerowo.

Gdybym miał obstawiać, który odcinek tramwajowy zostanie oddany jako następny, wcale nie dałbym sobie uciąć głowy, że będzie to przedłużenie trasy tarchomińskiej. Bardzo nieporadnie od zeszłej dekady zajmują się tym bowiem urzędnicy ZTM. Nie zdziwię się więc, że szybciej uda się otworzyć świetnie zapowiadającą się i znacznie bardziej istotną dla układu transportowego Warszawy trasę na ul. Kasprzaka i Wolskiej. Jest już dla niej decyzja środowiskowa i Tramwaje Warszawskie mogłyby właściwie szykować budowę (projekt, przetarg na wykonawcę), gdyby nie strach w ratuszu przed paraliżem Woli z powodu trwającej równolegle budowy metra. Oczywiście nie jest to możliwe w 2017 r., gdy ze swoimi pracami wejdą tu kolejarze na linii obwodowej, ale rozpoczęcie prac w wakacje 2018 r. i ich zakończenie po roku uważam za całkiem realne. Większość i tak będzie trwała w pasach zieleni pośrodku Kasprzaka (odcinek Skierniewicka - Redutowa) i Wolskiej (Elekcyjna - Redutowa).

Trasę tarchomińską, której brakuje ledwie 800 m, ratusz zamierza kończyć w aż 3 etapach! Potworna ślamazarność. Pod koniec 2019 r., czyli dopiero za 2,5 roku tramwaje dojadą do zawrotki u zbiegu przedłużonej ul. Światowida z ul. Dionizosa. Czyli nadal będzie to odcinek tylko dla wybranych kursów linii 2. W 2021 r. powstanie docelowa pętla tramwajowo-autobusowa Winnica, której wizję urzędnicy zaprezentowali podczas otwarcia odcinka torów do Nowodworów (na rysunku powyżej - od góry ul. Modlińska, z lewej - przedłużona ul. Światowida, z prawej - ul. Winorośli). W 2023 r. zaplanowano tam dodatkowo garaż przesiadkowy w środkowej części nad przystankami autobusowymi.

Nie jestem pewien, czy jest on tu potrzebny - wydaje się, że to jednak za daleko od centrum, a czas dojazdu po przesiadce do tramwaju i kolejnej do metra będzie zbyt długi. Poza tym, jak miałyby wyglądać prace nad czynną, dopiero co otwartą pętlą autobusów? Pewna pula miejsc parkingowych dla przesiadkowiczów pewnie by się tu przydała, ale duża inwestycja kubaturowa skończy się pewnie takim samym marnotrawstwem jak w przypadku garażu przy pętli na Okęciu czy stacji metra Stokłosy.

Nie jestem też przekonany co do kształtu samej pętli. Nie za dużo tych przystanków autobusowych? Z pewnością są zbyt ciasne. Na nieco przekombinowany, a przez to drogi w budowie i eksploatacji, wygląda też układ torów tramwajowych. Ich liczba może się okazać zbyt duża. Chyba że oprócz linii 2 i 17 będzie tu jednak docierać jakaś linia z Pragi przez Jagiellońską i Modlińską.

Ta planowana przed dekadą trasa została jakiś czas temu zarzucona. Udało się tylko wykonać mostek tramwajowy nad ul. Modlińską. Inwestycja byłaby potrzebna, o czym świadczy ogromny tłok w autobusach linii 509 (Nowodwory - Tarchomin - Żerań - Praga - Saska Kępa - Gocław). Cieszy to, że o komunikację szynową dopominają się mieszkańcy nowych osiedli w Piekiełku między Modlińską a Wisłą za Żeraniem (na Facebooku powstał profil "Tramwaj wzdłuż Modlińskiej" - jakże inne jest jego nastawienie w porównaniu z oszołomami, którzy hejtują fejsbukowo planowaną trasę tramwajową na Gocław).

Mam wątpliwości, czy będzie to tak szybka linia tramwajowa jak ta z Nowodworów do Metra Młociny (ma rekordową prędkość handlową w Warszawa - ok. 30 km na godz.!). Wzdłuż Modlińskiej, a zwłaszcza Jagiellońskiej nie może być zbyt wielu przystanków, inaczej tramwaje zawsze będą wolniejsze od obecnych autobusów przyspieszonej linii 509. I tak stracą dużo czasu na okrążanie węzła drogowego Trasy Toruńskiej i mostu Grota-Roweckiego na Żeraniu - po jego niedawnej modernizacji torów nie da się tu ułożyć na wprost.

Za to bardzo obiecujące są najnowsze przymiarki w ratuszu, o których podczas inauguracyjnego kursu na trasie tramwajowej do Nowodworów mówiła mi wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska. Otóż tory za Żeraniem wzdłuż Modlińskiej docierałyby po lewej, zachodniej stronie tej ulicy do skrzyżowania z Płochocińską. Tutaj odbijałyby w kierunku Wisły wzdłuż ul. Familijnej (w planie zagospodarowania jest to korytarz zarezerwowany pod przedłużenie ul. Płochocińskiej do przyszłego Traktu Nadwiślańskiego). Co prawda jest tam dość ciasno, ale w tej okolicy powstało lub trwa budowa wielu osiedli, jest też szkoła, więc tramwaje spełniałyby swoje zadanie. Z Familijnej skręcałyby w prawo wzdłuż Myśliborskiej i dalej jechałyby prosto korytarzem Traktu Nadwiślańskiego w gotowym już przesmyku pod Trasą Mostu Północnego do obecnej linii tramwajowej Metro Młociny - Tarchomin. Tylko kiedy to będzie...

(osa)

20:45, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (9) »
niedziela, 11 grudnia 2016

Fot. Przemek Wierzchowski/AG

Tramwaje jeżdżą po Warszawie już 150 lat. Akurat dzisiaj minęła ta okrągła rocznica - cieszę się z jej hucznych obchodów i z udziału w okolicznościowej paradzie. Byłem pod wrażeniem organizacji (przez miasto jechało 8 wagonów od historycznych po współczesnego "szczeniaka", czyli tramwaj 134N) i frekwencji mimo ulewnego deszczu. Zabytki były wręcz oblężone, w pozostałych wagonach zajęto wszystkie miejsca siedzące. W drodze na plac Narutowicza jechałem "dziewiątką", w której jakiś tata z dwójką synów zastanawiali się, czy tramwaje czekające na paradę będą stały na pętli już pół godziny przed wyjazdem. - Są! Wysiadamy! - zdecydowali na placu.

Fot. Przemek Wierzchowski/AG

Na przejazd wokół miasta zabrał mnie do kabiny znajomy motorniczy Dariusz Walczak (polecam jego książkę "Tramwaje konne 1866-1908" pięknie wydaną na 150-lecie z unikatowymi fotografiami na kredowym papierze). Dziś kierował wagonem 13N, do którego mam duży sentyment - te kochane wyjce, które wycofano z warszawskich ulic w 2013 r., były tramwajami mojego dzieciństwa. Darek Walczak zaskoczył mnie, bo zapamiętał, jak się poznaliśmy: - To było w 1996 r. podczas parady tramwajów z okazji jubileuszu zajezdni mokotowskiej. Dosiadłeś się na pl. Grunwaldzkim, powiedziałeś, że chętnie pomożesz naszemu klubowi w ratowaniu tramwajowych zabytków - usłyszałem.

Dariusz Walczak szefował wtedy Klubowi Miłośników Komunikacji Miejskiej. Sprowadził do Warszawy z parkingu na wrocławskim osiedlu Kozanów niszczejącego jelcza ogórka - było dużo problemów, ale udało się ten pojazd postawić na koła, a potem rozpropagować modę na autobusowe "ogórki", które co roku zjeżdżają na Noc Muzeów do stolicy z całej Polski, a nawet z zagranicy. W "Gazecie Stołecznej" organizowaliśmy zbiórkę pieniędzy na ratowanie tego pierwszego. Potem Darek odbierał nagrodę w plebiscycie "Stołka" na "Moje miejsce magiczne". Redakcja uznała za nie najstarszy wagon A z 1907 r. Sponsor pokrył koszty jego remontu i zabytek mimo upływu blisko dwóch dekad wciąż jest na chodzie, dziś otwierał paradę.


Fot. Przemek Wierzchowski/AG

Jechaliśmy przez Grójecką, Aleje Jerozolimskie i most Poniatowskiego na Saską Kępę i Kamionek, a tutaj - aleją Zieleniecką i Targową do historycznego odcinka tramwajów konnych sprzed 150 lat na ul. Zygmuntowskiej i moście Kierbedzia (dziś to oczywiście al. "Solidarności" i most Śląsko-Dąbrowski). Aż 5 brygad nadzoru ruchu torowało przejazd paradzie, zatrzymując ruch na ulicach przecinających jej trasę, na przejściach dla pieszych, a także wjazd rozkładowych tramwajów. Te były dziś udekorowane żółto-czerwonymi chorągiewkami w barwach Warszawy. Motorniczowie, którzy jechali w przeciwnym kierunku, pozdrawiali nas uniesieniem dłoni i miganiem światłami.

Podtrzymywanie takich tramwajowych tradycji jest ważne i piękne, ale wiadomo, że bardziej liczy się to, co tu i teraz, i to, co przed nami. A dzisiaj na pętli Plac Narutowicza padła przełomowa deklaracja. Od ponad roku miłośnicy zabytków i komunikacji, stowarzyszenia i mieszkańcy Ochoty alarmują i protestują przeciw zakusom władz tej dzielnicy, które wbrew wynikom konsultacji społecznych prą do całkowitej likwidacji historycznej pętli.

Wiadomo, że po modernizacji placu nie może ona pozostać w takim kształcie jak dziś - z aż 5 torami. Trudno się jednak zgodzić na to, by zostały usunięte wszystkie. Po pierwsze, prawie nie ma dnia, by  jakiś tramwaj nie zawracał tu rozkładowo lub awaryjnie. Po drugie, plac Narutowicza stał się już tradycyjnie miejscem startu tramwajowych parad czy zwiedzania zabytków w Noc Muzeów. To jest wielki atut placu, którego nie jest w stanie docenić część urzędników w dzielnicy i w mieście. Szkoda, że nie rozumieją, jaka by to była atrakcja na placu po jego remoncie.

Na szczęście dzisiaj wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska, która odpowiada teraz za transport, zapowiedziała, że będzie dążyć do takiego rozwiązania, by wokół placu pozostał jeden tor zanurzony w trawie. To byłoby już coś, choć pewnie przydałoby się jeszcze nawet krótkie "żeberko", czyli drugi tor pozwalający na ominięcie stojącego wagonu. Znając panią prezydent z wielu poprzednich funkcji, które pełniła, wierzę, że dotrzyma słowa. Jest to najlepszy prezent, jaki mógł się trafić fanom zabytkowych tramwajów z okazji ich 150-lecia.

Z pewnością dobrą dla nich decyzją jest też oddelegowanie Dariusza Walczaka na stanowisko opiekuna zabytkowego taboru, o czym poinformował dzisiaj prezes Tramwajów Warszawskich Krzysztof Karos. Nie mogły trafić w lepsze ręce. A jak już jesteśmy przy przyszłości, to marzy mi się, by udało się ją połączyć z przeszłością w zajezdni tramwajowej na Pradze. Gdyby tak po otwarciu planowanej bazy na Annopolu dla 150 wagonów i wyprowadzce części taboru z Kawęczyńskiej, udało się tam wreszcie stworzyć przystań dla naszych 36 zabytków. Mogłoby być tak jak w muzeum staroci w Krakowie - stałyby sobie w historycznej i stosunkowo dobrze zachowanej po wojennych zniszczeniach bazie.

Zastanawiam się, czy udałoby się to połączyć z programem rewitalizacji Pragi, w który ratusz chce zainwestować ponad 1 mld zł. Puśćmy wodze fantazji i wyobraźmy sobie takie tramwajowe święto jak dziś, ale za jakieś 5 lat: jedziemy na rowerach gotowym bulwarem wiślanym, przejeżdżamy przez rzekę kładką pieszo-rowerową na wysokości Mariensztatu, na Pradze zmierzamy ulicą Okrzei do Ząbkowskiej, która jest zamieniona w deptak na odcinku Targowa - Markowska, a kończy się na Kawęczyńskiej, gdzie w Muzeum Komunikacji Miejskiej czeka na odjazd nie osiem, ale komplet aż 36 zabytkowych wagonów. To byłby chyba najlepszy prezent na moje najbliższe okrągłe urodziny, choć jeszcze nie 150-lecie ;-)

(osa)

21:13, osa_oraz_smik , Tramwaje
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22

Gazeta.pl Warszawa