Kolej

piątek, 06 stycznia 2017

Zachciało mi się wybrać do Łodzi na oglądanie nowego Dworca Fabrycznego, którego przeskalowaną i przepłaconą za 1 mld 700 mln zł budowę śledziłem przez ostatnie (zbyt) długie lata. Nawet nie przyszło mi na myśl, by jechać tam samochodem, choć po wjeździe na Trasę AK w Warszawie, miałbym teraz bezkolizyjną drogę przez autostrady A2 i A1 na zachodniej obwodnicy Łodzi niemal do celu. Naturalnym wyborem był pociąg, choć niewiele zostało z obietnic składanych w 2006 r., że po modernizacji trasy Warszawa - Łódź podróż między tymi miastami potrwa tylko 62 minuty. Bodajże tylko jeden pociąg robi to w najkrótszym czasie ok. 75 min, a reszta jedzie blisko półtorej godziny. Co i tak jest niezłym wynikiem, gdy pamięta się tę nędzę, która była na tej trasie wcześniej.

Dzień przed wycieczką, wracając z pracy, udałem się po bilety na Dworzec Centralny (nie kupuję przez internet, co - jak się okaże - wyszło mi tym razem na dobre). Niestety, po godz. 22 czynne były tylko kasy w hali głównej, te w podziemiach zamknięto na głucho. Spora kolejka, w której stoi się pośrodku ściany z okienkami. Do skrajnego po prawej stronie wpychali się ludzie, którym nie chciało się czekać. Nie dziwię się, skoro taki brak manier mogę niemal codziennie obserwować nawet w stołówce we własnej redakcji, gdzie jakiś czas temu zaczęły się żywić korpoludki z sąsiedniego biurowca.

Pierwsze zaskoczenie to rozkład jazdy: pociągi do Łodzi rano wcale nie odjeżdżają w regularnym takcie. A przecież w tym tygodniu na stronach gospodarczych "Gazety Wyborczej" ukazał się przeciekawy wywiad Edyty Bryły z dr. Michałem Beimem z zarządu PKP S.A, który dowodził, że taki cogodzinny takt bez żadnych "oprócz" nawet w dni wolne od pracy, ferie itp. jest sprawą kluczową, by przyciągnąć pasażerów do kolei. Tak to działa w Szwajcarii czy w wielu landach niemieckich. Niestety, wciąż nie na trasie Warszawa - Łódź.

Jest też dobra strona - to atrakcyjna (przynajmniej jak dla mnie) cena biletu: 28 zł w II klasie w jedną stronę (pociąg InterCity Zamenhof, odjazd o godz. 9.05 z Warszawy Centralnej).

Schody zaczęły się w dniu podróży. Kwadrans przed godz. 9 na Dworcu Centralnym zastaliśmy informację, że pociąg jest opóźniony o 25 min. Przez megafony rozlegał się nieśmiertelny suplement "Opóźnienie może ulec zmianie" (błagam: niechby chociaż mówiono bardziej po polsko-ludzku "może się zmienić/wydłużyć"). Wkrótce było to już 70 min, a w końcu 90 min (ciekawe, że kolejarze przy podawaniu długości opóźnienia nie operują godzinami).

To mniej więcej tyle, ile miała potrwać nasza podróż do Łodzi. Żona zaczęła już wzywać do odwrotu, ja jeszcze wierzyłem w polską kolej. Mimo wszystko. Może gdyby w niekończącej się litanii komunikatów o opóźnionych pociągach, które rozlegały się niemal bez przerwy na Dworcu Centralnym, podano ich przyczynę. Wtedy ktoś, komu zależy na dojeździe, wybrałby inny środek transportu, a nie sterczał na miejscu.

Udaliśmy się na niesławną antresolę, która w wyniku tzw. estetyzacji oszpeciła halę główną Dworca Centralnego. Chcieliśmy tu przeczekać, ale panowie ochroniarze natychmiast odradzili: "Przed chwilą siedział tu taki cały zaropiały, z wrzodami. Dopiero co go przegoniliśmy. O, jeszcze widać ślady po krwi na siedzeniu, bo nie dało się domyć" - uraczyli nas turpistycznym opisem, ale ze względów zawodowych nie takie rzeczy już widzieliśmy. A może by tak zamiast prowadzić tę beznadziejną, skazaną na porażkę walkę z bezdomnymi, wydzielić dla nich jakieś pomieszczenie na uboczu, najlepiej z łaźnią, gdzie mogliby przeczekać siarczyste mrozy? Dogadać się z miastem, organizacjami kościelnymi (świetna Wspólnota Sant Edigio), żeby pomóc ludziom, którzy z własnej lub czyjeś winy znaleźli się na życiowym zakręcie.

Przeszliśmy do przeszklonej poczekalni na piętrze z napisem "Cafe", choć żadnej kawy tam nie serwują, nieświadomi, że trwa już kompletny paraliż węzła łódzkiego i hipernowoczesnego Dworca Fabrycznego po zerwaniu trakcji przez jeden pociąg towarowy. A trasa wyjazdowa z Warszawy jest zablokowana po śmiertelnym wypadku w Grodzisku Maz. To wystarczyło, żeby przestały jeździć pociągi dalekobieżne w wielu kierunkach. Wiele z nich łapało wielogodzinne opóźnienia.

Nawet pan w informacji Dworca Centralnego nie powiedział, co jest grane. Mówił, że nocą było -18 st. C na wschodzie ("Lód na trakcji"), dlatego spóźnia się nasz "Zamenhof" (a prawda była taka, że to jeden z nowych dartów, który się zepsuł). Dostaliśmy kwitek, że jest spóźniony z radą, żeby pokazać go "załodze" w następnym pociągu. Ale "Prząśniczka", która miała wyruszyć z Centralnego o godz. 10.15, a zaczynała trasę z wagonowni na Grochowie, a nie w Białymstoku jak "Zamenhof", też miała poślizg. Tego już było za wiele. Zwróciliśmy bilety, które zostały bardzo dokładnie opieczętowane, w informacji odbyło się też wpisywanie danych do specjalnego zeszytu.

Gdybym kupował bilety przez internet, miałbym więcej zachodu ze zwrotem - składanie wniosków, czekanie na odpowiedź. Czego doświadczyła nasza czytelniczka jadąca przed Wigilią z Warszawy do Lublina. W naszym przypadku pieniądze mają przyjść na konto "w ciągu trzech dni roboczych". Do Łodzi - niezrażony przygodami (spójrzcie poniżej, jak wyglądała tablica z kursami z tego miasta do Warszawy - opóźnienia po 345 min, czyli prawie 6 godzin) - wybieram się wkrótce. Oczywiście koleją.


Źródło: forum Skyscrapercity

A wczoraj to nie ja miałem największego pecha. Bardziej kolejarze. Pojechałem do redakcji i opisałem całe to pandemonium na torach. Normalnie pewnie nie byłoby o tym wielu informacji w mediach, a przecież podróżujący na co dzień między Łodzią a Warszawą do pracy czy w interesach prawdopodobnie muszą się zmagać z takimi atrakcjami częściej. Mój tekst klikał się doskonale.

(osa)

12:30, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (11) »
środa, 03 sierpnia 2016

Oglądając - jeszcze przed otwarciem 1 sierpnia - zmodernizowany w marne 2,5 roku 7-kilometrowy odcinek linii kolejowej Zielonka - Rembertów, natknąłem się na dość nietypowy widok. Na wyremontowanym przystanku Zielonka Bankowa powstało bardzo szerokie przejście przez tory zaopatrzone w szlabany. Kolejarze zapowiadali, że będą opuszczane automatycznie przed każdorazowym przejazdem pociągów. Na razie niezbyt często, bo takich kursów jest ledwie 12 dziennie. W dodatku pociągi za szlabanem dopiero się rozpędzają po postoju przy peronach, które zlokalizowano przed przejścio-przejazdem. Dopiero od grudnia na ten odcinek mają wrócić dalekobieżne składy relacji Warszawa - Białystok i dalej.

Na zdjęciu szlaban jest widoczny w czarnej folii na lewo od sygnalizatora. Od mieszkańców Zielonki Bankowej, którzy wzięli mnie za urzędnika kolejowego, nasłuchałem się na te pochylnie dla osób niepełnosprawnych. - My zdrowi damy sobie radę wejść na peron po schodach, ale oni? Jak manewrować wózkiem na takich ostrych zakrętach? W dodatku barierki zwężają przejazd - przekonywała mnie jedna z pasażerek PKP.

Trudno mi ocenić, czy i jak duży jest to problem. Prawdziwy kolejarz, przedstawiciel firmy Torpol, wykonującej prace, stwierdził, że wszystko jest zgodne z przepisami. Jednak na pytanie, czy projekt był konsultowany ze środowiskami "wózkowiczów", odpowiedział przecząco. - Po co? - dodał. - Wykonanie spełnia normy. Wystające barierki będą ułatwiały tym osobom chwytanie się podczas wjeżdżania - stwierdził. Takie podejście nasuwa przypuszczenia, że może jednak coś udałoby się wykonać tu lepiej.

Kolejarz przyznał też, że taki zagmatwany podjazd nie powstałby, gdyby udało się zrealizować pierwotny projekt. W miejscu obecnego toru przeszkód dla osób niepełnosprawnych miała bowiem powstać jezdnia ul. Bankowej prowadząca do przejazdu kolejowego (stąd szlabany) i na drugą stronę torów. Mieszkańcy okolicznych willi oprotestowali jednak ten pomysł w obawie przed tranzytem samochodów. Sprawa się przeciągała, ostatecznie z przejazdu zostało przejście. Wygląda dziwnie, a czy będzie praktycznie, to się dopiero okaże.

(osa)

18:46, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (3) »
piątek, 17 czerwca 2016

Na kolejarzach zawsze można polegać. Tzn. można polegać, że zawiodą. Zwłaszcza z terminami swoich remontów. Z reguły niewiele sobie robią z dat, które podają, zanim na amen rozgrzebią kolejne odcinki. Np. przez ostatni rok wymieniali tory i picowali konstrukcję mostu przy Cytadeli. Niedawno ukazał się komunikat, że prace już się skończyły, mimo to pociągi nadal kursują jednym torem. Teraz Zarząd Transportu Miejskiego informuje, że tak będzie do 30 czerwca "z powodu awaryjnego zamknięcia jednego z torów na kolejowym moście Gdańskim". Co to niby za awaria po trwającym rok remoncie?

Sam Dworzec Gdański to inna zagadka kolejarzy. Mija już 1,5 roku, odkąd spółka matka wszystkich spółek córek PKP wybrała prywatnego inwestora, który najpierw miał zbudować nowy budynek dworca, a potem obstawić go lasem swoich biurowców. Firma Ghelamco nie zaczęła jednak robót ani pod koniec 2015 r., ani na początku 2016 r., a takie terminy podawano. Teraz rzeczniczka PKP SA. na wszelki wypadek nie podaje już żadnych dat. Twierdzi, że trwają uzgodnienia administracyjne.

Z moich informacji wynika, że sprawy się komplikują, bo nowy wojewoda z PiS polecił szczegółową kontrolę wydanych dotąd uzgodnień przez swojego poprzednika z PO. Niepokój wzbudziły pomysły zadaszenia peronów Dworca Gdańskiego i postawienia tam biurowców z dojazdem od małej żoliborskiej ulicy Rydygiera i z drugim - z wiaduktu nad torami łączącego ulice Mickiewicza i Andersa. Nad peronami Dworca Gdańskiego miałoby się zmieścić ok. 200 miejsc parkingowych, pętla autobusów miejskich i regionalnych.

Nowy Dworzec Gdański powinien być gotowy przed końcem 2018 r., gdy kolejarze planowali zacząć remont linii średnicowej PKP i przerzucić stamtąd na Gdański wszystkie pociągi dalekobieżne aż na pięć lat. Lepiej nie myśleć, jak będzie wyglądał remont tej strategicznej trasy i jakie tam będą opóźnienia, skoro kolejarze nie potrafią sobie poradzić nawet z mało skomplikowanymi odcinkami.

Np. z remontem tej bocznej linii łączącej Rembertów z Zielonką:

Ten kawałek torów zamknięto dla ruchu na początku stycznia 2014 r. Roboty ciągną się do dziś. Zamarła budowa wiaduktu nad torami na drodze wojewódzkiej Warszawa - Ząbki - Zielonka - Wołomin. Ostatnio miejscowi radni i spółka PKP Polskie Linie Kolejowe wezwali wykonawcę do wznowienia prac.

Pociągi miały tu wrócić już w marcu tego roku, teraz jest mowa o sierpniu. To już za 2 miesiące, a peron nowego, budowanego od zera przystanku Warszawa Mokry Ług w maju wyglądał tak:

Byłem tam dokładnie rok temu i wtedy zastałem dość podobny widok:

Tylko kolejarze wiedzą, jak długo jeszcze będzie się ciągnął ten nieskomplikowany remont. Ciekawe też, ile pociągów będzie odjeżdżało z nowego przystanku PKP Warszawa Mokry Ług. Bo krążą już informacje, że tylko pojedyncze. To po co komu ta spóźniająca się budowa?

(osa)

PS Jeden z Czytelników bloga dosłał mi planowany rozkład pociągów na linii Zielonka - Rembertów. Potwierdziło się, że będzie kilka kursów na krzyż i bardzo długie przerwy.

Rozkład jazdy 2016/17 - ważny od grudnia 2017

Odjazd ze stacji Zielonka, relacja pociągu:

4:59 Tłuszcz - Warszawa Zachodnia
5:39 Tłuszcz - Warszawa Zachodnia
6:49 Ostrołęka - Warszawa Zachodnia
7:08 Zielonka - Warszawa Zachodnia
8:09 Wołomin Słoneczna - Warszawa Zachodnia
9:17 Wołomin Słoneczna - Warszawa Zachodnia
11:51 Tłuszcz - Warszawa Wschodnia
15:19 Zielonka - Warszawa Zachodnia
19:49 Tłuszcz - Warszawa Zachodnia

Przyjazd Zielonka, relacja pociągu:
7:24  Warszawa Zachodnia - Zielonka
8:52 Warszawa Zachodnia - Tłuszcz
11:34 Warszawa Wschodnia - Tłuszcz
14:52 Warszawa Zachodnia - Zielonka
15:52 Warszawa Zachodnia - Tłuszcz
16:15 Warszawa Zachodnia - Ostrołęka
17:52 Warszawa Zachodnia - Wołomin Słoneczna
18:54 Warszawa Zachodnia - Tłuszcz
19:52 Warszawa Zachodnia - Tłuszcz.
23:21, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (6) »
czwartek, 21 stycznia 2016

Niedawna eskapada Autobusu_czerwonego do Olsztyna na oglądanie i jeżdżenie tramwajami zawierała też atrakcję kolejową. Zamiast męczyć się w samochodzie na "siódemce", która wciąż jest wąska między Płońskiem a Mławą, a dalej dopiero trwa jej przebudowa, wygodniej było wsiąść do pociągu. Zwłaszcza że był to najnowszy skład typu Flirt (jeden z 20 w barwach PKP InterCity), który kursuje regularnie od grudniowego rozkładu jazdy. M.in. właśnie na trasie do Olsztyna.

Pociąg "Sienkiewicz" odjeżdża z Dworca Centralnego o godz. 7.55. Ten patron może dziwić, bo co ma wspólnego z Olsztynem autor "Trylogii"? Wcześniej wyrusza jednak z Kielc, a tam niedaleko dworek w Oblęgorku, mocno zawiłą trasą przez Włoszczowę (nie przestanę łapać się za głowę, po co wymyślono tę stację na Centralnej Magistrali Kolejowej, potem kolejną w Opocznie). Dalej zatrzymuje się jeszcze w jednej podobnej metropolii, której nazwę znają już tylko najbardziej uczeni w piśmie kolejarskim.

Na monitorze w środku widać aktualną prędkość. Na zmodernizowanej po wielu latach linii Warszawa - Gdańsk można dostrzec całkiem już przyzwoity wynik 160 km na godz. Niestety, za Działdowem pociąg osiągał najwyżej setkę i tak bardzo się kolebał na odcinku, którego remont jest w dość odległych planach, że mało nie wyskoczył z torów. Takie miało się przynajmniej wrażenie.

Na Centralnym w Warszawie pociąg zgodnie z rozkładem stoi aż 20 minut. Chyba po to, żeby nadrabiać ewentualne opóźnienia. Pierwsze w drodze do Olsztyna pociąg złapał już na Dworcu Wschodnim. Kiedy zatweettowałem na ten temat, PKP InterCity odpowiedziało od razu: "Nie była to usterka, tylko wydłużona odprawa pasażerów. Bardzo przepraszamy za utrudnienia". Uwierzyłbym, gdyby nie rzut oka na pusty peron.

Kolejna wymiana tweettów nastąpiła podczas półgodzinnego postoju na stacji w Nidzicy. Przez głośniki rozległa się informacja, że czekamy "z powodu krzyżowania się pociągów". Piękny przykład kolejowej drętwomowy niezrozumiałej dla średnio obeznanego pasażera (moje ulubione to także: malatura, czyli wzór malowania, i defektacja - po naszemu: awaria). A owo "krzyżowanie pociągów" oznacza tyle, że jeden skład musi poczekać, aż drugi zjedzie z jednotorowego odcinka.

Do Olsztyna pociąg "Sienkiewicza" przyjechał z 45-minutowym opóźnieniem. Zaraz po wyjściu pasażerów do akcji wkroczyła ekipa sprzątająca. Na przedzie flirta widniał dumnie napis:

Montownia szwajcarskiego Stadlera w Siedlcach to pamiątka po wspólnym zamówieniu dla Kolei Mazowieckich i Kolei Śląskich z poprzedniej dekady. Przetarg rozstrzygnięty po wielu perypetiach i 1,5 roku odwołań, protestów konkurencji doprowadził do podpisania umowy i otwarcia w 2007 r. zakładu Stadlera na wschodzie Mazowsza. Teraz wyjechały stamtąd flirty dla spółki PKP InterCity.

W środku też robią dobre wrażenie, a jazda w wagonie bezprzedziałowym (takie lubię) jest całkiem komfortowa:


Gdybym miał się do czegoś przyczepić, to tylko do ciasnoty w toalecie.

W drodze powrotnej zwróciłem uwagę na zunifikowane dworce, które stanęły podczas modernizacji linii Warszawa - Gdańsk. Ten w Mławie wygląda teraz naprawdę świetnie:

Kolejna podróż pociągiem kroi się chyba do Bydgoszczy, gdzie kilka dni temu otwarto oczekiwaną od dawna 10-kilometrową linię tramwajową do Fordonu. Jak czytam, w mieście nad Brdą wiąże się to z prawdziwą rewolucją komunikacyjną. Pojedziemy - zobaczymy - pokażemy.

(osa)

22:10, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (5) »
niedziela, 06 grudnia 2015

Jeśli transport miejski działa sprawnie, przesiadki nie powinny stanowić jakiegoś wielkiego problemu. Jest tylko jeden warunek: muszą być wygodne. Czyli najlepiej w obrębie jednego przystanku i jeśli to możliwe, to w jednym poziomie.

Na pewno więc ideałem węzła przesiadkowego, nie jest, niestety, Dworzec Gdański. A szkoda, bo to miejsce z dużym potencjałem, który urzędnikom udało się zmarnować na początku obecnej dekady przy okazji budowy nowego wiaduktu nad torami, który łączy ul. Andersa i Mickiewicza (Śródmieście - Żoliborz), a także podczas trwającej niemal jednocześnie przebudowy peronów kolejowych. Na zdjęciu poniżej widać, jak niewiele zabrakło, żeby peron 3 połączyły z nowym wiaduktem schody i winda dla niepełnosprawnych:

Ależ ułatwiłoby to przesiadki z autobusów, które przyjeżdżają tu z Żoliborza i Bielan! A tak trzeba zejść z przystanku po schodach na poziom 0, dalej dojść kilkadziesiąt metrów do przejścia podziemnego (poziom -1) i znowu po schodach, tym razem w górę na peron.

Podobnie przesiadki w tym miejscu spaprało miasto podczas budowy stacji metra Dworzec Gdański i późniejszej przebudowy wiaduktów. Tym razem między autobusami a tramwajami na ul. Słomińskiego - na Bródno lub na Ochotę. Ten kierunek miałby jeszcze większy potencjał niż autobusy -> kolej (i odwrotnie). Było wystarczająco dużo miejsca, żeby tak ułożyć tory tramwajowe i wytyczyć jezdnię ul. Słomińskiego w kierunku mostu Gdańskiego, by zmieściły się zejścia z wiaduktu na wysepki przystankowe.

Teraz na Dworcu Gdańskim kolejarze odtwarzają peron 4. Trwają przygotowania do przekierowania na tę stację wszystkich pociągów dalekobieżnych na czas remontu linii średnicowej od grudnia 2018 r. Aż się prosi, żeby dobudować schody na wiadukt ul. Andersa-Mickiewicza. Tylko czy to jeszcze możliwe?

Na końcu nowego peronu, tuż przed wiaduktem stanął tajemniczy domek. Nic za to nie wskazuje, żeby miały powstać schody. Jedyne wyjście z peronów prowadzi do podziemnego korytarza. Będzie więc ciasno i to nawet bardzo.

Sam korytarz zbudowany przed kilkoma laty jest za to doskonałym rozwiązaniem. Zapewnia komfortowy dostęp z peronów kolejowych do stacji metra (pod tym względem pasażerom pociągów dalekobieżnym paradoksalnie będzie tu nawet lepiej niż na Dworcu Centralnym), a także do przystanków tramwajów i autobusów na ul. Słomińskiego. Poza tym powstało przejście na Żoliborz.

To z kolei wielka wygoda dla mieszkańców południowej części tej dzielnicy i uczniów dużej szkoły przy ul. gen. Zajączka oraz kilku innych w tej okolicy. Od września dojeżdża tu także linia autobusowa 221 z nowych osiedli, które wyrosły w poprzemysłowym rejonie Żoliborza (ul. Rydygiera i okolice). To bardzo szybki dojazd do najbliższej stacji metra, przy czym kluczowe jest właśnie przejście pod peronami.

Właśnie takiego brakuje między stacją metra Centrum a Dworcem PKP Śródmieście na linii średnicowej. Niedawno urzędnicy znowu zaczęli przebąkiwać o budowie podziemnego korytarza w tym miejscu. Obiecywali go już przed kilkunastu laty, a więc uwierzymy, jak zobaczymy. Na pewno o wiele łatwiej i taniej byłoby dostawić schody łączące dwa perony Dworca Gdańskiego z wiaduktem powyżej.

(osa)

21:40, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (5) »
wtorek, 02 czerwca 2015

Na samym końcu Warszawy w osiedlu Mokry Ług trwa budowa nowego przystanku kolejowego. Przebiegający tędy odcinek torów jest zamknięty od zeszłego roku. Kursowały nim pociągi dalekobieżne w kierunku Białegostoku i Suwałk, były też pojedyncze kursy pociągów podmiejskich ze Śródmieścia przez Rembertów i Zielonkę Bankową do Wołomina.


Cieszy, że przy okazji modernizacji torów kolejowych pomyślano o wykonaniu dodatkowej stacji. W jej okolicy przybywa domów, na spotkaniach komisji nazewnictwa jestem świadkiem, jak radni nadają nazwy wytyczanym tu ulicom (np. Magenta). Bezpośrednio przy budowanych peronach zawracają autobusy trzech linii: 115, 153 i 225. Wydaje się więc, że nowa stacja ma pewien potencjał i pociągi będą miały stąd kogo zabierać. To najszybszy dojazd w kierunku centrum - w ok. 1/2 godziny, podczas gdy wyruszającym o godz. 7 autobusem z dwoma przesiadkami (do linii 143 w centrum Rembertowa i tramwaju 9 na Grochowie) - w 56 minut.

Perony znajdą się po obu stronach przejazdu kolejowego na ul. Czwartaków w kierunku osiedla Mokry Ług, które znajduje się pod lasem za torami. Niedawno po wytyczeniu porządnej ulicy i oddaniu pętli autobusowej na wysokości ul. Pastuszków ZTM skierował tam część kursów linii 153. Teraz wszystkie kończą się przed nieczynnym od połowy lutego przejazdem. Inwestor i wykonawca chyba zbyt optymistycznie założyli, że utrudnienia w ruchu potrwają do końca maja - z przejazdu nadal mogą korzystać tylko piesi i rowerzyści. Za torami w ziemi zieje wielka dziura:

I choć tablica informacyjna zaleca kierowcom objazd przez Zielonkę, wiele samochodów przekracza zamkniętą linię kolejową na przedłużeniu al. Chruściela-Montera przez teren Akademii Obrony Narodowej do ul. Emilii Gierczak. Jakiś czas temu wicedyrektor ZTM Andrzej Franków mówił radnym z komisji infrastruktury, że planowane jest przekierowanie linii autobusowej 199 w ten odległy zakątek Rembertowa (wciąż zawraca na rondzie przed bramą AON).

Ciekawe, jak popularna wśród pasażerów będzie nowa stacja kolejowa w Warszawie. Na poprzednio otwartym w styczniu 2014 r. przystanku Ursus Niedźwiadek sukces był wręcz oszałamiający. Tam jednak inaczej niż w Mokrym Ługu dookoła stoją wysokie bloki, a i do centrum pociągiem dojeżdża się szybciej niż z obrzeży Rembertowa, bo droga prostsza i znacznie więcej kursów. Od razu w porannym szczycie składy zabierały z Niedźwiadka nawet 1 tys. pasażerów na godzinę.

(osa)

11:20, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9

Gazeta.pl Warszawa