Kolej

czwartek, 29 marca 2018

Pamiętacie, jak całkiem niedawno kolejarze podczas - jak to sami mówią - estetyzacji ubogacili halę główną Dworca Centralnego dodatkową antresolą? Niepotrzebnie wydali kupę pieniędzy i zepsuli zamysł artystyczny zasłużonego dla linii średnicowej architekta Arseniusza Romanowicza.


Fot. Jacek Marczewski/AG

Stanęły tam też wtedy oślepiające reflektory, których kształt kojarzy mi się z wielkimi łychami. Pod antresolą na zdjęciu widać lady punktów gastronomicznych. Wydawałoby się, że nie ma lepszej lokalizacji niż ruchliwy Dworzec Centralny, a jednak nie wszystkie miejsca są czynne.

 

Przechodziłem tamtędy ostatnio, przesiadając się z tramwaju w al. Jana Pawła II do autobusu na pętli z zółtymi daszkami między dworcem a centrum handlowym Złote Tarasy. To tylko marne 200 metrów po trzech poziomach. Najpierw w dół do przejścia podziemnego pod rondem Czterdziestolatka, bo wokół niego jakoś nie doczekaliśmy się zapowiadanych od 2015 r. zebr i przejazdów rowerowych. Potem po kilku schodkach do dworcowego królestwa kolejarzy i  do hali głównej po schodach ruchomych (jeśli akurat działają, choć akurat w zawodach na częstotliwość i długotrwałość awarii takich urządzeń zdecydowanie wygrałoby Metro Warszawskie). Tutaj zmęczeni podobnymi wędrówkami i innymi podróżami mogą się przynajmniej oprzeć o nieużywaną ladę - zawsze to jakiś pozytyw po kolejowej estetyzacji.

(osa)

16:30, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 05 lutego 2018

Tym warszawiakom, którzy czują może jakieś kompleksy dlatego, że w naszym mieście nie ma aż tylu linii metra co w Paryżu czy Londynie, gdzie cała sieć powstaje od ponad 150 lat, albo nawet w Pradze, Budapeszcie i Bukareszcie, polecam przejażdżkę pociągiem podmiejskim. Pomaga od razu - naprawdę można się dowartościować. Ja nie muszę, ale dla wielu osób, nie wiedzieć czemu, liczy ilość a nie jakość. Stąd np. narzekania, że do Wilanowa dociera tylko jedna linia autobusowa z Wisłostrady, a przedtem były 2 czy 3 (nieważne, że kursowały najczęściej co kwadrans i zazwyczaj wszystkie razem). Stąd też pomstowanie, że w Warszawie tak mało metra.

Fot. Adam Stępień/AG

Jednak odkąd Szybka Kolej Miejska działa tak, jak powinna, a nie tak, jak w początkowym okresie nieudaczników z warszawskiej ekipy Lecha Kaczyńskiego, i odkąd bilet aglomeracyjny Zarządu Transportu Miejskiego obejmuje też Koleje Mazowieckie, uważam, że mamy nie tylko jedną i ogryzek drugiej linii metra, ale też siedem dodatkowych. Co prawda w większości naziemnych, ale co z tego, skoro np. w takim Chicago tylko niespełna 20 km metra znajduje się w tunelu, a przeszło 150 km na powierzchni. Zresztą większość pociągów z obrzeży Warszawy też wjeżdża pod ziemię do genialnego przejazdu na linii średnicowej PKP z lat międzywojennych z późniejszymi stacjami Arseniusza Romanowicza. Pamiętam, jak pożal się Boże kandydat na prezydenta miasta Janusz Korwin-Mikke postulował, by wpuścić tam samochody...

Na co dzień nie dojeżdżam pociągami podmiejskimi czy SKM-ką, dlatego doceniłem, jak działają w mroźny dzień, gdy akumulator w samochodzie odmówił współpracy, a ja musiałem się dostać na brydżowe spotkanie na krańcach Wawra. Kursy w niedzielę nie są zbyt częste, ale wystarczyło sprawdzić rozkład jazdy. Na Dworcu Zachodnim czekał cieplutki skład SKM-ki z nowosądeckiej fabryki Newagu. Czysto, wygodnie, a przejazd zajął niewiele ponad pół godziny. W dodatku było wesoło, bo na stacji w Aninie wsiadł człowiek z gitarą i zaczął się występ z przekazywaniem instrumentu innym pasażerom wtajemniczonym w tej sztuce.

Po pięciu upojnych robrach (jeden, niestety, z dużą górką i sromotną wpadką po kontrze na cztery kiery) powrót Kolejami Mazowieckim z przesiadką niemal na drugi koniec miasta zajął mi tylko 50 minut. W tym połowę dojazd na Dworzec Śródmieście. Bywało, że samochodem trwało to dłużej, jeśli doliczyć rozwożenie pozostałych brydżystów po Wawrze i innych częściach Warszawy. W dodatku pociąg okazał się miłą niespodzianką, bo choć z zewnątrz wyglądał jak reanimowany "kibel" z czasów PRL, to w środku nie mogłem uwierzyć własnym oczom:

Miękkie fotele w barwach przewoźnika zamiast twardych z czerwonego plastiku, który latem przyklejał się do nóg, gdy jechało się krótkich spodenkach. Działało oświetlenie, nie było żadnego brudu i smrodu, znów ciepło, w dodatku uśmiechnięty pan konduktor (fachowo to chyba kierownik pociągu?), który zgodził się opóźnić odjazd, widząc, że biegnę do peronu ("Spokojnie, ma pan jeszcze 12 sekund"). Dałem radę, choć prawdę mówiąc, spodziewałem się SKM-ki 5 minut później.

Tu, niestety, muszą się zacząć narzekania. Sprawdziłem potem w rozkładzie i właśnie tylko tyle wynosi po godz 21 różnica między kursami pociągów. To dziwne, bo potem jest odstęp 20-, a przedtem 25-minutowy.

Z innych obserwacji. Zdziwiłem się, jak łatwo dostać się na tory na tyłach nowych biurowców budowanych lub otwartych już wzdłuż Al. Jerozolimskich między dworcami Zachodnim a Ochotą. Nie ma tam żadnego parkanu. Za to jak zawsze pełno śmiecia.

Za Dworcem Śródmieście (po tzw. estetyzacji na Euro 2012 wróclł tu charakterystyczny smrodek) w kierunku Powiśla pociąg jedzie początkowo b. wolno.

Wspaniały odcinek linii średnicowej prowadzi nad Powiślem, Wisłą i w sąsiedztwie Stadionu Narodowego - aż miło wyglądać za okno.

Dalej jednak lepiej już nie patrzeć, bo widać potworny syf na tyłach praskich, zrujnowanych kamienic przy Targowej i Skaryszewskiej oraz bieda bazar z namiotami przy Zamoyskiego, który przetrwał jeszcze po likwidacji upiornego Jarmarku Europa.

Trasa w kierunku Wawra w ogóle nie wygląda zbyt atrakcyjnie - że też nikomu to nie przeszkadza? Wysypisko śmieci w niedoszłym tunelu za Dworcem Wschodnim pod tzw. Trasę Tysiąclecia (czy kiedyś ona powstanie?). Opuszczone hale fabryczne na Kamionku, które wypiera (i dobrze!) nowa zabudowa mieszkaniowa. Nieużywane bocznice do szpitala wojskowego przy ul. Szaserów. Dzikie ogródki działkowe ze skleconymi byle czym altankami. W większości koszmarne budownictwo (nie licząc ciekawego osiedla koło przystanku Warszawa Gocławek). Zaniedbane perony i budynki stacyjne (w większości zaryglowane na cztery spusty) ze skrzydlatymi wiatami, które udało się na szczęście wpisać do rejestru zabytków.

Mam nadzieję, że odzyskają jeszcze drugie życie podczas zapowiadanej na początek lat 20 modernizacji odcinka Warszawa - Otwock. Pasażerom może być ciężko w czasie tych prac, wierzę jednak, że potem dojazdy będą jeszcze wygodniejsze niż teraz.

(osa)

18:14, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (15) »
środa, 27 grudnia 2017

Odkąd Krzysiek Śmietana, współzałożyciel tego bloga, co miało miejsce między Bożym Narodzeniem a sylwestrem dziewięć lat temu, zmienił barwy redakcyjne i teraz jego teksty można czytać w "Dzienniku Gazecie Prawnej", usiłuję dokładniej zgłębiać zadziwiający świat polskiej kolei.

Do tej pory czytałem w komunikatach spółki PKP Polskie Linie Kolejowe pełną entuzjazmu chwalbę, że podczas modernizacji odcinka Warszawa Zachodnia - Grodzisk Maz. powstanie dla pociągów podmiejskich nowy - jak to się mówi w gwarze kolejowej - przystanek osobowy Parzniew. I że skorzystają na tym dodatkowi pasażerowie. Być może hołduję niezbyt dziś modnym wartościom wśród młodszych reporterów, których kciuki już bolą od kopiowania urzędowych komunikatów do własnych tekstów, ale uważam, że warto ruszać się zza klawiatury komputera i sprawdzać, jak to naprawdę wygląda w terenie.


Fot. Agata Grzybowska/AG

W zeszłym tygodniu kolejarze zaprosili dziennikarzy na budowę swojego nowego "przystanku osobowego". Stawiło się tyleż urzędników co reporterów, do tego wiceprezydent Pruszkowa (choć to już teren sąsiedniej gminy Brwinów) w łącznej liczbie niespełna dziesięciu osób. Sam ledwo ten Parzniew znalazłem, ale warto było.

Przekonałem się bowiem na własne oczy, że cała ta stacja powstaje w szczerym polu. Dopiero gdzieś na horyzoncie - kilometr w stronę Pruszkowa majaczy nowe blokowisko. Najwidoczniej założono więc, że ludzie, którzy się tam wprowadzili, będą się cofać do stacji Parzniew, żeby z powrotem minąć swoje domy w pociągu do Warszawy. Przecież to absurd. Peron należało zbudować blisko nowego osiedla. Np. tam, gdzie powstaje tunel drogowy. Kolejarze wybrali jednak dla nowego przystanku miejsce ustronne, co widać na kolejnych zdjęciach fotoreporterki "Wyborczej" Agaty Grzybowskiej:

Co z tego, że koło przyszłej stacji rozciągają się pola uprawne, które są potencjalnym terenem inwestycji mieszkaniowych. Nie wiadomo, kiedy ściągną tu deweloperzy. A do tego czasu wszystkie pociągi od strony Grodziska Maz., Żyrardowa i pewnie większość ze Skierniewic będą miały dodatkowy postój w Parzniewie. Dla pasażerów to strata kilku minut w drodze do pracy i drugie tyle z powrotem. Dla Kolei Mazowieckich obsługujących tę trasę - dodatkowy koszt energii potrzebny na rozpędzenie pociągów. Jako żywo przypomina to bezsensowne przystanki na Centralnej Magistrali Kolejowej dla pociągów ekspresowych pod Włoszczową i na opłotkach Opoczna.

Co gorsza w spółce PKP PLK nie pomyśleli o parkingu przesiadkowym koło peronu w Parzniewie. Mogę się założyć, że pobliska droga i jej pobocza od razu będą rozjeżdżone i zastawione przez kierowców.


Fot. Agata Grzybowska/AG

Kolejowi urzędnicy uparcie lansują też na stacjach przejścia podziemne ze schodami i windami, które potem - zwłaszcza na takim odludziu jak Parzniew - będą notorycznie dewastowane. Spytałem, dlaczego nie zaplanowano tu pochylni, które umożliwiałyby swobodne dojście do pociągów dla wszystkich, także osób niepełnosprawnych. Usłyszałem, że wymagałoby to bardzo dużo miejsca. Peron będzie mieć 200 m długości. Twierdzenie Pitagorasa znane wszystkim ze szkoły podstawowej albo funkcje trygonometryczne pozwalają obliczyć i zaplanować budowę z większym pomyślunkiem. Zwłaszcza w szczerym polu.

(osa)

18:41, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (9) »
piątek, 06 stycznia 2017

Zachciało mi się wybrać do Łodzi na oglądanie nowego Dworca Fabrycznego, którego przeskalowaną i przepłaconą za 1 mld 700 mln zł budowę śledziłem przez ostatnie (zbyt) długie lata. Nawet nie przyszło mi na myśl, by jechać tam samochodem, choć po wjeździe na Trasę AK w Warszawie, miałbym teraz bezkolizyjną drogę przez autostrady A2 i A1 na zachodniej obwodnicy Łodzi niemal do celu. Naturalnym wyborem był pociąg, choć niewiele zostało z obietnic składanych w 2006 r., że po modernizacji trasy Warszawa - Łódź podróż między tymi miastami potrwa tylko 62 minuty. Bodajże tylko jeden pociąg robi to w najkrótszym czasie ok. 75 min, a reszta jedzie blisko półtorej godziny. Co i tak jest niezłym wynikiem, gdy pamięta się tę nędzę, która była na tej trasie wcześniej.

Dzień przed wycieczką, wracając z pracy, udałem się po bilety na Dworzec Centralny (nie kupuję przez internet, co - jak się okaże - wyszło mi tym razem na dobre). Niestety, po godz. 22 czynne były tylko kasy w hali głównej, te w podziemiach zamknięto na głucho. Spora kolejka, w której stoi się pośrodku ściany z okienkami. Do skrajnego po prawej stronie wpychali się ludzie, którym nie chciało się czekać. Nie dziwię się, skoro taki brak manier mogę niemal codziennie obserwować nawet w stołówce we własnej redakcji, gdzie jakiś czas temu zaczęły się żywić korpoludki z sąsiedniego biurowca.

Pierwsze zaskoczenie to rozkład jazdy: pociągi do Łodzi rano wcale nie odjeżdżają w regularnym takcie. A przecież w tym tygodniu na stronach gospodarczych "Gazety Wyborczej" ukazał się przeciekawy wywiad Edyty Bryły z dr. Michałem Beimem z zarządu PKP S.A, który dowodził, że taki cogodzinny takt bez żadnych "oprócz" nawet w dni wolne od pracy, ferie itp. jest sprawą kluczową, by przyciągnąć pasażerów do kolei. Tak to działa w Szwajcarii czy w wielu landach niemieckich. Niestety, wciąż nie na trasie Warszawa - Łódź.

Jest też dobra strona - to atrakcyjna (przynajmniej jak dla mnie) cena biletu: 28 zł w II klasie w jedną stronę (pociąg InterCity Zamenhof, odjazd o godz. 9.05 z Warszawy Centralnej).

Schody zaczęły się w dniu podróży. Kwadrans przed godz. 9 na Dworcu Centralnym zastaliśmy informację, że pociąg jest opóźniony o 25 min. Przez megafony rozlegał się nieśmiertelny suplement "Opóźnienie może ulec zmianie" (błagam: niechby chociaż mówiono bardziej po polsko-ludzku "może się zmienić/wydłużyć"). Wkrótce było to już 70 min, a w końcu 90 min (ciekawe, że kolejarze przy podawaniu długości opóźnienia nie operują godzinami).

To mniej więcej tyle, ile miała potrwać nasza podróż do Łodzi. Żona zaczęła już wzywać do odwrotu, ja jeszcze wierzyłem w polską kolej. Mimo wszystko. Może gdyby w niekończącej się litanii komunikatów o opóźnionych pociągach, które rozlegały się niemal bez przerwy na Dworcu Centralnym, podano ich przyczynę. Wtedy ktoś, komu zależy na dojeździe, wybrałby inny środek transportu, a nie sterczał na miejscu.

Udaliśmy się na niesławną antresolę, która w wyniku tzw. estetyzacji oszpeciła halę główną Dworca Centralnego. Chcieliśmy tu przeczekać, ale panowie ochroniarze natychmiast odradzili: "Przed chwilą siedział tu taki cały zaropiały, z wrzodami. Dopiero co go przegoniliśmy. O, jeszcze widać ślady po krwi na siedzeniu, bo nie dało się domyć" - uraczyli nas turpistycznym opisem, ale ze względów zawodowych nie takie rzeczy już widzieliśmy. A może by tak zamiast prowadzić tę beznadziejną, skazaną na porażkę walkę z bezdomnymi, wydzielić dla nich jakieś pomieszczenie na uboczu, najlepiej z łaźnią, gdzie mogliby przeczekać siarczyste mrozy? Dogadać się z miastem, organizacjami kościelnymi (świetna Wspólnota Sant Edigio), żeby pomóc ludziom, którzy z własnej lub czyjeś winy znaleźli się na życiowym zakręcie.

Przeszliśmy do przeszklonej poczekalni na piętrze z napisem "Cafe", choć żadnej kawy tam nie serwują, nieświadomi, że trwa już kompletny paraliż węzła łódzkiego i hipernowoczesnego Dworca Fabrycznego po zerwaniu trakcji przez jeden pociąg towarowy. A trasa wyjazdowa z Warszawy jest zablokowana po śmiertelnym wypadku w Grodzisku Maz. To wystarczyło, żeby przestały jeździć pociągi dalekobieżne w wielu kierunkach. Wiele z nich łapało wielogodzinne opóźnienia.

Nawet pan w informacji Dworca Centralnego nie powiedział, co jest grane. Mówił, że nocą było -18 st. C na wschodzie ("Lód na trakcji"), dlatego spóźnia się nasz "Zamenhof" (a prawda była taka, że to jeden z nowych dartów, który się zepsuł). Dostaliśmy kwitek, że jest spóźniony z radą, żeby pokazać go "załodze" w następnym pociągu. Ale "Prząśniczka", która miała wyruszyć z Centralnego o godz. 10.15, a zaczynała trasę z wagonowni na Grochowie, a nie w Białymstoku jak "Zamenhof", też miała poślizg. Tego już było za wiele. Zwróciliśmy bilety, które zostały bardzo dokładnie opieczętowane, w informacji odbyło się też wpisywanie danych do specjalnego zeszytu.

Gdybym kupował bilety przez internet, miałbym więcej zachodu ze zwrotem - składanie wniosków, czekanie na odpowiedź. Czego doświadczyła nasza czytelniczka jadąca przed Wigilią z Warszawy do Lublina. W naszym przypadku pieniądze mają przyjść na konto "w ciągu trzech dni roboczych". Do Łodzi - niezrażony przygodami (spójrzcie poniżej, jak wyglądała tablica z kursami z tego miasta do Warszawy - opóźnienia po 345 min, czyli prawie 6 godzin) - wybieram się wkrótce. Oczywiście koleją.


Źródło: forum Skyscrapercity

A wczoraj to nie ja miałem największego pecha. Bardziej kolejarze. Pojechałem do redakcji i opisałem całe to pandemonium na torach. Normalnie pewnie nie byłoby o tym wielu informacji w mediach, a przecież podróżujący na co dzień między Łodzią a Warszawą do pracy czy w interesach prawdopodobnie muszą się zmagać z takimi atrakcjami częściej. Mój tekst klikał się doskonale.

(osa)

12:30, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (11) »
środa, 03 sierpnia 2016

Oglądając - jeszcze przed otwarciem 1 sierpnia - zmodernizowany w marne 2,5 roku 7-kilometrowy odcinek linii kolejowej Zielonka - Rembertów, natknąłem się na dość nietypowy widok. Na wyremontowanym przystanku Zielonka Bankowa powstało bardzo szerokie przejście przez tory zaopatrzone w szlabany. Kolejarze zapowiadali, że będą opuszczane automatycznie przed każdorazowym przejazdem pociągów. Na razie niezbyt często, bo takich kursów jest ledwie 12 dziennie. W dodatku pociągi za szlabanem dopiero się rozpędzają po postoju przy peronach, które zlokalizowano przed przejścio-przejazdem. Dopiero od grudnia na ten odcinek mają wrócić dalekobieżne składy relacji Warszawa - Białystok i dalej.

Na zdjęciu szlaban jest widoczny w czarnej folii na lewo od sygnalizatora. Od mieszkańców Zielonki Bankowej, którzy wzięli mnie za urzędnika kolejowego, nasłuchałem się na te pochylnie dla osób niepełnosprawnych. - My zdrowi damy sobie radę wejść na peron po schodach, ale oni? Jak manewrować wózkiem na takich ostrych zakrętach? W dodatku barierki zwężają przejazd - przekonywała mnie jedna z pasażerek PKP.

Trudno mi ocenić, czy i jak duży jest to problem. Prawdziwy kolejarz, przedstawiciel firmy Torpol, wykonującej prace, stwierdził, że wszystko jest zgodne z przepisami. Jednak na pytanie, czy projekt był konsultowany ze środowiskami "wózkowiczów", odpowiedział przecząco. - Po co? - dodał. - Wykonanie spełnia normy. Wystające barierki będą ułatwiały tym osobom chwytanie się podczas wjeżdżania - stwierdził. Takie podejście nasuwa przypuszczenia, że może jednak coś udałoby się wykonać tu lepiej.

Kolejarz przyznał też, że taki zagmatwany podjazd nie powstałby, gdyby udało się zrealizować pierwotny projekt. W miejscu obecnego toru przeszkód dla osób niepełnosprawnych miała bowiem powstać jezdnia ul. Bankowej prowadząca do przejazdu kolejowego (stąd szlabany) i na drugą stronę torów. Mieszkańcy okolicznych willi oprotestowali jednak ten pomysł w obawie przed tranzytem samochodów. Sprawa się przeciągała, ostatecznie z przejazdu zostało przejście. Wygląda dziwnie, a czy będzie praktycznie, to się dopiero okaże.

(osa)

18:46, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (3) »
piątek, 17 czerwca 2016

Na kolejarzach zawsze można polegać. Tzn. można polegać, że zawiodą. Zwłaszcza z terminami swoich remontów. Z reguły niewiele sobie robią z dat, które podają, zanim na amen rozgrzebią kolejne odcinki. Np. przez ostatni rok wymieniali tory i picowali konstrukcję mostu przy Cytadeli. Niedawno ukazał się komunikat, że prace już się skończyły, mimo to pociągi nadal kursują jednym torem. Teraz Zarząd Transportu Miejskiego informuje, że tak będzie do 30 czerwca "z powodu awaryjnego zamknięcia jednego z torów na kolejowym moście Gdańskim". Co to niby za awaria po trwającym rok remoncie?

Sam Dworzec Gdański to inna zagadka kolejarzy. Mija już 1,5 roku, odkąd spółka matka wszystkich spółek córek PKP wybrała prywatnego inwestora, który najpierw miał zbudować nowy budynek dworca, a potem obstawić go lasem swoich biurowców. Firma Ghelamco nie zaczęła jednak robót ani pod koniec 2015 r., ani na początku 2016 r., a takie terminy podawano. Teraz rzeczniczka PKP SA. na wszelki wypadek nie podaje już żadnych dat. Twierdzi, że trwają uzgodnienia administracyjne.

Z moich informacji wynika, że sprawy się komplikują, bo nowy wojewoda z PiS polecił szczegółową kontrolę wydanych dotąd uzgodnień przez swojego poprzednika z PO. Niepokój wzbudziły pomysły zadaszenia peronów Dworca Gdańskiego i postawienia tam biurowców z dojazdem od małej żoliborskiej ulicy Rydygiera i z drugim - z wiaduktu nad torami łączącego ulice Mickiewicza i Andersa. Nad peronami Dworca Gdańskiego miałoby się zmieścić ok. 200 miejsc parkingowych, pętla autobusów miejskich i regionalnych.

Nowy Dworzec Gdański powinien być gotowy przed końcem 2018 r., gdy kolejarze planowali zacząć remont linii średnicowej PKP i przerzucić stamtąd na Gdański wszystkie pociągi dalekobieżne aż na pięć lat. Lepiej nie myśleć, jak będzie wyglądał remont tej strategicznej trasy i jakie tam będą opóźnienia, skoro kolejarze nie potrafią sobie poradzić nawet z mało skomplikowanymi odcinkami.

Np. z remontem tej bocznej linii łączącej Rembertów z Zielonką:

Ten kawałek torów zamknięto dla ruchu na początku stycznia 2014 r. Roboty ciągną się do dziś. Zamarła budowa wiaduktu nad torami na drodze wojewódzkiej Warszawa - Ząbki - Zielonka - Wołomin. Ostatnio miejscowi radni i spółka PKP Polskie Linie Kolejowe wezwali wykonawcę do wznowienia prac.

Pociągi miały tu wrócić już w marcu tego roku, teraz jest mowa o sierpniu. To już za 2 miesiące, a peron nowego, budowanego od zera przystanku Warszawa Mokry Ług w maju wyglądał tak:

Byłem tam dokładnie rok temu i wtedy zastałem dość podobny widok:

Tylko kolejarze wiedzą, jak długo jeszcze będzie się ciągnął ten nieskomplikowany remont. Ciekawe też, ile pociągów będzie odjeżdżało z nowego przystanku PKP Warszawa Mokry Ług. Bo krążą już informacje, że tylko pojedyncze. To po co komu ta spóźniająca się budowa?

(osa)

PS Jeden z Czytelników bloga dosłał mi planowany rozkład pociągów na linii Zielonka - Rembertów. Potwierdziło się, że będzie kilka kursów na krzyż i bardzo długie przerwy.

Rozkład jazdy 2016/17 - ważny od grudnia 2017

Odjazd ze stacji Zielonka, relacja pociągu:

4:59 Tłuszcz - Warszawa Zachodnia
5:39 Tłuszcz - Warszawa Zachodnia
6:49 Ostrołęka - Warszawa Zachodnia
7:08 Zielonka - Warszawa Zachodnia
8:09 Wołomin Słoneczna - Warszawa Zachodnia
9:17 Wołomin Słoneczna - Warszawa Zachodnia
11:51 Tłuszcz - Warszawa Wschodnia
15:19 Zielonka - Warszawa Zachodnia
19:49 Tłuszcz - Warszawa Zachodnia

Przyjazd Zielonka, relacja pociągu:
7:24  Warszawa Zachodnia - Zielonka
8:52 Warszawa Zachodnia - Tłuszcz
11:34 Warszawa Wschodnia - Tłuszcz
14:52 Warszawa Zachodnia - Zielonka
15:52 Warszawa Zachodnia - Tłuszcz
16:15 Warszawa Zachodnia - Ostrołęka
17:52 Warszawa Zachodnia - Wołomin Słoneczna
18:54 Warszawa Zachodnia - Tłuszcz
19:52 Warszawa Zachodnia - Tłuszcz.
23:21, osa_oraz_smik , Kolej
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
Archiwum

Gazeta.pl Warszawa