Remonty

wtorek, 11 kwietnia 2017

Po niedawnej akcji obywatelskiej fejsbukowiczów z profilu "Święte krowy warszawskie", która polegała na obronie przystanku autobusowego przy Dworcu Centralnym "własnym ciałem", wsiadałem do tramwaju obok. Zaskoczył mnie stan estakady w al. Jana Pawła II z jezdnią w stronę Żoliborza remontowanej niecałe trzy lata temu. Z gzymsu prosto na przystanek odpadają kawałki betonu, widać już pordzewiałe zbrojenie. Wcześniej drogowcy przerzucali winę na marne wykonawstwo w PRL, co jednak powiedzieć o całkiem niedawnej robocie, która znowu powodowała utrudnienia w ruchu samochodów i tramwajów?

Pierwszy duży remont obie estakady w al. Jana Pawła II przechodziły w latach 1998-99. Za 13,5 mln zł podjęła się go firma Warbud (najpierw jezdnia w stronę Mokotowa, potem na Żoliborz - trwało to długo, bo zima zaskoczyła drogowców). Dyrektorem Zarządu Dróg Miejskich był wtedy nieżyjący już Tadeusz Kulikowski, który - tak się składa - kierował budową tych bezkolizyjnych przejazdów w 1975 r. Opowiadał mi, że z oddaniem wiaduktów spieszono się na inaugurację Dworca Centralnego obok. A ten z kolei wykańczano w pośpiechu i nie zważając na warunki atmosferyczne w grudniu, bo z Moskwy miał tu przyjechać Leonid Breżniew, szef bratniej partii komunistycznej. Betonowa konstrukcja budowana jesienią i zimą wytrzymała ledwie 23 lata.

Co ciekawe, już po kolejnych 10 latach ZDM znowu zlecił naprawę sypiących się gzymsów, a po następnych pięciu - także barier i muru oporowego. Tym razem utrudnienia dla kierowców były mniejsze, bo przejazd na wiaduktach zwężono o jeden pas. Mocniej odczuli te prace pasażerowie, bo jednocześnie latem 2014 r. przez 1,5 miesiąca trwała wymiana torowiska i uszczelnianie stropu Dworca Centralnego. Dlatego ZTM wprowadził objazdy, a potem zwęził przystanki pod estakadami.

Wygląda na to, że każdy dyrektor ZDM musi zaliczyć swój remont wiaduktów przy Centralnym. Chyba że spełni się wizja odwołanego niedawno miejskiego inżyniera ruchu Janusza Galasa, który w maju 2015 r. podczas narady u ówczesnego wiceprezydenta Warszawy Jacka Wojciechowicza wypalił niespodziewanie: - Uważam, że te estakady powinno się zburzyć. Wtedy w al. Jana Pawła II i na Chałubińskiego można by zrobić zwykłe skrzyżowania jak na Marszałkowskiej z Hożą czy z Wilczą.
Jeszcze trochę i zburzymy też Pałac Kultury - tonował wtedy te zapędy wiceprezydent Wojciechowicz.

Burzyć więc czy wciąż remontować?

(osa)

20:52, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 20 lutego 2017


Fot. Jacek Łagowski/AG

Z pięciu pasów ruchu w al. Jana Pawła II mają zostać trzy (w każdym kierunku) - o tym planie słyszymy w ratuszu już drugi rok. Na dzisiejszej konferencji prasowej poświęconej bogatym planom remontowym Zarządu Dróg Miejskich w nowym sezonie nie było jednak o tym mowy. Dopiero po moim pytaniu okazało się, że zwężenie al. Jana Pawła II wcale nie jest pewne. Może uda się to zrobić tylko z jedną jezdnią.

Na zdjęciu powyżej doskonale widać, jak konieczna byłaby to zmiana. Zamiast morza asfaltu - szpalery drzew, ścieżka rowerowa, miejsca parkingowe. Korki niekoniecznie dłuższe, bo przecież sąsiednie odcinki (przed rondem ONZ i na ul. Chałubińskiego od strony Mokotowa) mają właśnie trzy pasy ruchu. 

Przygotowania do remontu ciągną się podejrzanie długo. Czy ma to oznaczać, że w ratuszu górą jest jednak stara betonowa gwardia urzędników? A może młodsze pokolenie, które tam przyszło, przestraszyło się internetowych hejterów zaginających parol na zwężanie w centrum Warszawy "autostrad" rodem z PRL. Cudem udało się przebudować Świętokrzyską przy okazji drążenia tuneli metra i niektórzy zapominają już najwyraźniej, jak duże były tam korki na dwóch pasach przed zwężeniem jezdni. Rzutem na taśmę ZDM wytyczył też przejścia dla pieszych na skrzyżowaniu Al. Jerozolimskich i ul. E. Plater, ale kiedy skorzystamy z kolejnych na sąsiednim rondzie Czterdziestolatka przy Dworcu Centralnym? Tego do końca nie wiadomo.

W kontekście planów przebudowy al. Jana Pawła II jest jeszcze pewna sprawa do załatwienia. Chodzi o końcowy przystanek linii autobusowej 174 pod nazwą "Rondo ONZ" zlokalizowany przedziwnie trzy przecznice dalej między Sienną a Złotą. To jakieś 200 metrów od wyjścia ze stacji metra. Tak wygląda polityka przesiadkowa w Warszawie.

Niedawno dostałem mejl: "Rada Osiedla Służewiec Południowy zabiega o wydłużenie trasy linii 174 - tak, jak kiedyś, na plac Piłsudskiego, aby łączyła kampus służewiecki Uniwersytetu Warszawskiego z kampusem przy Krakowskim Przedmieściu. Gdyby 174 jeździło częściej, to lepsze byłoby też połączenie Domaniewska - metro".

Nie jestem przekonany do tego, że wydłużenie trasy 174 jest konieczne. Nie dziwię się jednak takim pomysłom, skoro ZTM utrudnia pasażerom przesiadki do II linii metra, którą można podjechać znacznie szybciej już całkiem blisko bramy głównej Uniwersytetu Warszawskiego. Może więc dopiero zwężenie al. Jana Pawła II zmusi urzędników, żeby poprawili trasę autobusom. Pamiętam, jak 174 dojeżdżało od ronda ONZ przez Świętokrzyską do przystanku końcowego na ul. E. Plater. Co by szkodziło, żeby powrócić do tamtego rozwiązania? Przesiadki do metra byłyby znacznie wygodniejsze.

(osa)

19:02, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (10) »
środa, 28 grudnia 2016

Coś takiego, władze Mokotowa zabrały się właśnie za remont krótkiego odcinka ulicy Czerskiej. Nie pamiętam, żeby oprócz doraźnego łatania jej nawierzchnia była odnawiana od blisko 25 lat, a przez ten czas przychodzę tędy lub przyjeżdżam do "Gazety".

Na samym początku, czyli od wiosny 1989 r., redakcja mieściła się w dawnym żłobku przy Iwickiej. Na początku lat 90. przeprowadziła się do PRL-owskiego biurowca firmy Transbud przy Czerskiej 8/10, która jeszcze przez jakiś czas na parterze miała swój sklep z częściami motoryzacyjnymi. Dział "Stołeczny" mieścił się wtedy na pierwszym piętrze, sąsiadując ze Sportem i Korektą (tak jest do dziś). Dopiero na przełomie wieków wyrosła nowoczesna, uznana za ikonę architektury siedziba spółki Agora, naszego wydawcy.

O remoncie zaplanowanym dość ryzykownie na końcówkę grudnia informowała żółta tablica w tygodniu przed Bożym Narodzeniem. Teraz problem z dojazdem mają politycy dowożeni samochodami na rozmowy w Radio TOK FM. Na szczęście pogoda dopisuje i ekipie firmy Efekt prawdopodobnie uda się zdążyć w terminie.

Każdy remont cieszy, ten byłby jeszcze bardziej pożyteczny, gdyby udało się dopuścić kontraruch rowerowy na jednokierunkowym odcinku Chełmska - Krasnołęcka. Taki projekt zgłosiła do budżetu obywatelskiego grupa mieszkańców, naszych sąsiadów z Sielc.

Z inną - głównie emerytów i młodych rodziców z dziećmi - udało nam się wywalczyć przejście dla pieszych w poprzek ruchliwej Wisłostrady. W przyszłym roku skończą się więc wspinaczki na wysoką kładkę przy skrzyżowaniu z Chełmską - Zarząd Dróg Miejskich wybrał już firmę, która wyznaczy pasy dla przechodniów, przejazd rowerowy i przeprogramuje sygnalizację świetlną. "Przecież jesteśmy w jednej parafii" - przekonywali mnie starsi państwo, którzy dwukrotnie wyszli w tym roku na środek Wisłostrady, by urzędnicy dostrzegli ich wieloletnie starania o zebrę. Protest był skuteczny, cieszę się, jeśli wsparcie "Gazety Stołecznej" pomogło w równym stopniu co parafii księży zmartwychwstańców z ul. Chełmskiej.

Na Czerskiej po sfrezowaniu nawierzchni pokazały się kocie łby, z których wykonano podbudowę jezdni. Przydałby się remont kolejnego odcinka - do ul. Gagarina i wprowadzenie jednego kierunku ruchu w stronę Krasnołęckiej. Parkujące po bokach samochody powodują często zatory, warto byłoby to uporządkować.

I tylko szkoda, że wiele koleżanek i kolegów nie doczekało tego remontu przed naszą redakcją. Dlatego ostatnie święta były dla nas smutne, o czym wspomniałem w poprzednim wpisie.

(osa)

14:40, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (2) »
środa, 28 września 2016

Ulica Kinowa - ważny i uczęszczany przez kierowców łącznik między al. Stanów Zjednoczonych a al. Waszyngtona na Grochowie - będzie zamknięta aż dwa miesiące. Długo, ale Zarząd Dróg Miejskich przekonywał, że duży jest zakres remontu. Szykuje się sporo dobrych zmian, m.in. antyzatoki przystankowe, czyli chodniki wcinające się w jezdnię, zamiast jezdni wcinającej się w chodniki, bezpieczniejsze przejścia dla pieszych i "uszy Myszki Miki" na skrzyżowaniach z przecznicami, które ułatwią włączanie się do ruchu, wreszcie uporządkowanie parkowania.


Mimo wszystko zaskoczył mnie widok, który zastałem tam wczoraj. Po czterech dniach od wyłączenia Kinowej z ruchu zdarto asfalt dopiero na połowie długości zamkniętego odcinka - między Rozłucką a Walewską. Choć w pobliskim kościele właśnie biły dzwony na Anioł Pański, na placu robót spotkałem pojedynczych pracowników miejskiego Zakładu Remontów i Konserwacji Dróg. Większość zwiezionych na miejsce maszyn stała nieruchomo. Jedna wyrywała stare latarnie po stronie ogródków działkowych:

Po zdarciu asfaltu pojawił się znajomy widok. To trylinka, czyli sześcioboczne bloczki z betonu, które w czasach PRL układano na wielu ulicach czy drogach wiejskich. Na Kinowej po trylince jeździło się całymi latami, trzęsły się na niej autobusy linii 158, która niezmiennie kursuje Kinową od 1970 roku. W Warszawie trylinkę można jeszcze spotkać blisko Elektrociepłowni Siekierki na ul. Antoniewskiej (uwaga na zawieszenie samochodu!).

W lutym 2001 r. opisywałem w "Gazecie Stołecznej", jak miejscy radni z komisji rewizyjnej, która w tamtych czasach działała o wiele aktywniej niż teraz, dociskali ówczesnego szefa Zarządu Dróg Miejskich - niesławnej pamięci Tomasza Szawłowskiego:

"Sam Szawłowski uważa zeszły rok za niezwykle udany - 400 mln zł, którymi dysponował, to rekordowa suma w historii ZDM. Chwalił się, że po remoncie ul. Kinowej >okoliczni mieszkańcy nadesłali list dziękczynnyRadny SLD Dariusz Matusiak miał na ten temat inne zdanie: - To skandal, że wylano tam asfalt prosto na pofałdowaną trylinkę! Ile to wytrzyma? Kto odpowiada za wyrzucenie pieniędzy w błoto?

Tomasz Szawłowski nie odpowiedział. Potwierdził jednak, że >ulica nadaje się do generalnego remontuzabiegiem kosmetycznym

Dość szybko okazało się, że nie był to zabieg udany. Nawierzchnia się powykrzywiała i po 16 latach drogowcy zdarli ją, by tym razem wywieźć też poczciwą trylinkę i przeprowadzić generalny remont, o którym była mowa już w 2001 r. To cieszy. Przydałoby się jednak, żeby przebiegał on sprawniej i z większym zaangażowaniem drogowców. Objazdy Kinowej są uciążliwe, a pomysł, by układać nowy asfalt pod koniec listopada jest dość ryzykowny.

(osa)

PS Obecny dyrektor ZDM Łukasz Puchalski zareagował błyskawicznie w obronie drogowców remontujących Kinową: przez cały weekend zmagali się z zaparkowanymi tam samochodami, których właściciele nie odjechali mimo zapowiedzi robót, a ZRiKD chciał uniknąć odholowywania aut. "Teraz rozkręcają się z remontem" - zapewnia.

18:40, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (5) »
czwartek, 01 września 2016

Na słupie latarni, która stoi przy wjeździe na Żoliborz na rogu ul. Mickiewicza i gen. Zajączka, wciąż wisi tabliczka z imionami motocyklisty i jego pasażerki, którzy kilka lat temu zginęli tu w wypadku. Pędzili, zjeżdżając z wiaduktu nad Dworcem Gdańskim, ktoś zajechał im drogę, bo skręcał z ul. Mickiewicza w lewo w ul. gen. Zajączka. Takich wypadków było tu więcej - śmiertelnych, ale też niezliczone stłuczki, kolizje, zderzenia z tramwajami.

Po jednej z ostatnich kraks zadzwonił do mnie wiceburmistrz Żoliborza Grzegorz Hlebowicz (PiS), który natknął się na zablokowane skrzyżowanie w drodze do pracy. Prosił, by napisać w "Gazecie Stołecznej", że trzeba coś w końcu zrobić z tym miejscem. Pisałem wielokrotnie. Ratusz ciągle odkładał decyzję na później, czekając na docelowe rozwiązanie, czyli przebicie nowej ulicy wzdłuż torów PKP przy Dworcu Gdańskim (odcinek Krajewskiego - Rydygiera) i likwidację lewoskrętów u zbiegu Mickiewicza i gen. Zajączka.

Jednak tym razem Zarząd Dróg Miejskich zdecydował inaczej: "Robimy!" - powiedział szef drogowców Łukasz Puchalski i sięgnął po projekt organizacji ruchu, którą swego czasu na spotkaniu Stowarzyszenia Żoliborzan naszkicował Aleksander Buczyński z Zielonego Mazowsza. I oto po ponad 2 miesiącach po opublikowaniu tekstu w "Stołku" niebezpieczne skrzyżowanie udało się przebudować, a właściwie przemalować tanim kosztem w zaledwie trzy-cztery dni:

Teraz jadący ulicą Mickiewicza prosto mają jeden pas ruchu, dwa pozostałe pasy wydzielono dla skręcających w lewo - w oba odcinki ul. gen. Zajączka. Szkoda, że nie zostało to wykonane dokładnie tak, jak proponował Aleksander Buczyński - w jego wizji pas dla zjeżdżających z wiaduktu nad Dworcem Gdańskim w stronę Żoliborza miał zostać "wyesowany" i oddalałby się od torów tramwajowych. To rozwiązanie zmuszałoby kierowców do zmniejszenia prędkości i pozwalało skręcającym w prawo bezpieczniej przekraczać tory tramwajowe.


Na ul. gen. Zajączka - odcinku od strony Żoliborza Oficerskiego z Cytadelą - ulokowano wysepkę i wymalowano pasy, które zmuszają kierowców do skręcania w prawo w ul. Mickiewicza w stronę pl. Wilsona. Dotychczas bowiem zdarzało się, że mimo takiego nakazu kierowcy skręcali tu w lewo (kiedyś było to dozwolone, ale od dawna już nie), ładując się pod tramwaj albo samochód zjeżdżające z wiaduktu nad Dworcem Gdańskim.

Skręcający z ul. Mickiewicza w lewo w oba odcinki ul. gen. Zajączka, a także przejeżdżający łamańcem między nimi (przecinający ul. Mickiewicza) mają teraz wydzielone dla siebie pasy, które kończą się za wysepkami na środku jezdni.

Do wykonania w tym miejscu zostały wygody dla cyklistów. Od czasu remontu wiaduktu nad Dworcem Gdańskim mają na nim bardzo wygodne i oznakowane drogi rowerowe (i to po obu stronach jezdni), łącznie z przejazdami przez ul. gen. Zajączka. Co z tego, skoro ten szlak kończy się niespodziewanie tuż za jezdnią tej ulicy. Widok jest to przedziwny:


(osa)

22:59, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (9) »
środa, 17 sierpnia 2016

W Warszawie jeszcze wakacyjne natężenie ruchu. Ostatnie dni bez dużych korków, które wrócą jak zwykle po 20 sierpnia. Dlatego drogowcy maksymalnie wykorzystują ten czas na duże, uciążliwe remonty. Okazuje się jednak, że tym razem uderzyły głównie nie w kierowców tylko w pieszych. Tak jest na rozkopanym skrzyżowaniu ulicy Andersa ze Stawkami i Muranowską koło wieżowca Intraco:

Na taki widok natknąłem się tu, jadąc dziś rowerem do pracy. Starsze osoby krążące wokół zamkniętego skrzyżowania i nieczynnych przejść dla pieszych były przeprowadzane przez młodych pracowników miejskiego Zakładu Remontów i Konserwacji Dróg. Sam pomogłem jednej z pieszych, która właśnie pakowała się pod tramwaj linii 17 ruszający z przystanku przed skrętem w ul. Stawki. "Nic nie widzę, bo oślepia mnie słońce, nie wiem, jak mam iść" - powtarzała, a ja podałem jej rękę, mając nadzieję, że ktoś zrobi to samo, gdy pomocy na ulicy będzie potrzebować moja 94-letnia babcia.

W najgorszej sytuacji są pasażerowie wysiadający z tramwajów przyjeżdżających od strony Żoliborza, Bródna i Żerania. Przystanek jest tam zastawiony barierkami:

Ta pani w czerwono-żarówkowym sweterku z okrzykiem na ustach "Trzeba sobie radzić" przeszła obok barierki koło Intraco, a potem przez trawnik i obie - zamknięte teoretycznie - jezdnie ul. Muranowskiej. Dopiero na południowym wlocie ul. Andersa (od strony Muranowa) natknęła się na wyznaczone barierkami legalne przejście dla pieszych:

Pod wieczór na miejsce pojechał osobiście dyrektor Zarządu Dróg Miejskich Łukasz Puchalski. Przesłał mi zdjęcia pokazujące, że pieszym wytyczono barierkami przejścia także na innych wlotach skrzyżowania i wyglądało to już lepiej.

Mimo to wiele osób nadal wchodziło na środek ulic niemal prosto pod maszyny budowlane i na nic zdawały się prośby o opuszczenie tego miejsca. Niektórzy obrzucali nawet obelgami drogowców i instruktorów ZTM. 

Można się dziwić, dlaczego ten remont potrwa od 16 aż do 22 sierpnia, czyli blisko tydzień. Nie jest to jednak zwykła weekendowa frezowanka. Zakres prac dość duży, a robotników spotkałem tu wczoraj jeszcze przed godz. 21, gdy już było ciemno. Nie tylko zdarto nawierzchnię na ul. Andersa (kapitalny remont w tym miejscu opisywałem już po wakacjach 1995 r. - kierowcy złorzeczyli na korki) i przylegającej do niej ul. Muranowskiej z pomnikiem Pomordowanych na Wschodzie. Na Stawkach do ul. Lewartowskiego jezdnia jest rozkopana do żywej ziemi i będzie tu odtwarzana. Ciekawostką jest bruk, który odsłonił się po zdarciu asfaltu na ul. Andersa i Muranowskiej, oraz kamienna podbudowa na Stawkach:

Klasyczną frezowankę ZDM zapowiada z kolei na 27-28 sierpnia wzdłuż południowej jezdni ul. Krasińskiego na Żoliborzu - od pl. Wilsona do Wisłostrady (północna jezdnia wraz z pl. Wilsona były odnawiane w długi weekend majowy). Od wielu dni trwają przygotowania do tego remontu. Również ZRiKD przekłada krawężniki, szykując się do wytyczenia drogi rowerowej na wysokości parku Żeromskiego, która zajmie część jezdni. Taki projekt mieszkańcy Żoliborza (ja też) przegłosowali w zeszłym roku do budżetu obywatelskiego.

Doskonale zapowiada się nowe skrzyżowanie ul. Krasińskiego i Czarnieckiego. Wlot tej ostatniej, który był niemożebnie szeroką połacią asfaltu, zostanie wreszcie zwężony. Jak bardzo - widać to już po układzie krawężników:

W tym miejscu jeszcze zupełnie fantastyczna sprawa, bo sam wlot ul. Czarnieckiego z przejściem dla pieszych zostanie wyniesiony ponad poziom asfaltu. Jednak samochody nie będą podskakiwać - jak to się zazwyczaj dzieje w Polsce na progach spowalniających ruch - tylko wjadą łagodnie i zjadą po nawierzchni z cegieł tak charakterystycznych dla ulic zabytkowego Żoliborza. Właśnie trwa tych cegieł układanie:

Jestem pełen uznania dla miejskich drogowców i miejskiego inżyniera ruchu, a także innych nieznanych mi teraz urzędników czy społeczników (Stowarzyszenie Żoliborzan?), którzy doprowadzili do realizacji tego właśnie rozwiązania. Na tym nie koniec, bo w myśl hasła Zielonego Mazowsza "Zatoki? To się leczy!" znikła właśnie zatoka przystankowa dla autobusów linii 114 i 185 jadących w stronę Wisłostrady.

W miejscu starej, zniszczonej nawierzchni, na której niszczyło się zawieszenie przegubowców, teraz znajduje się chodnik, a przy krawężniku nowe zabezpieczenia dla osób niewidomych. Autobusy będą się zatrzymywać na jezdni, ale nie zablokują ruchu, bo kierowcom zostanie jeszcze jeden pas obok:

Najbardziej na mojej rowerowej trasie do pracy zdziwił mnie dziś remont tramwajarzy na Trasie W-Z. Od soboty 14 sierpnia aż do 11 września zamknięto wspólny pas dla tramwajów i autobusów w al. "Solidarności" i na moście Śląsko-Dąbrowskim. Spodziewaliśmy się, że jego zniszczona po 7 latach nawierzchnia zostanie wymieniona. W ostatniej chwili okazało się jednak, że tak się nie stanie, bo - jak poinformowali urzędnicy - należałoby zamknąć cały most.

Owszem, będzie tak przez tydzień, ale dopiero w przyszłoroczne wakacje. Tylko że wtedy to też ma nie być właściwy remont, lecz testowanie nowej nawierzchni, bardziej odpornej na jazdę przeciążonych przegubowców. Po wielu miesiącach obserwacji (w warunkach letnich i zimowych) zostanie podjęta decyzja, czy zgodnie z tą technologią remontować trambuspas na całej długości.

Na najbliższe tygodnie, czyli do pierwszej dekady września, zapowiedziano tylko drobne prace konserwacyjne. Tymczasem przy Muzeum Niepodległości, wokół którego rozdzielają się tory tramwajowe, wygląda to tak:

Nawierzchnia trambuspasa, która w tym miejscu była akurat w niezłym stanie, jest po kawałku zrywana razem z całkiem dobrze wyglądającą izolacją szyn. Nic z tego nie rozumiem.

(osa)

19:38, osa_oraz_smik , Remonty
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13

Gazeta.pl Warszawa