Korki

sobota, 01 kwietnia 2017

Pewne rzeczy i zjawiska pozostają niezmienne: w pierwszej grupie jest mój redakcyjny kubek, w drugiej - to, co się dzieje w tunelu, któremu został poświęcony równo 20 lat temu.

Tak, to było w 1997 r. i od tamtej pory, pisząc artykuły, popijam z tego samego kubka herbatę. Myjąc go niedawno, odwróciłem dnem do góry i przypomniałem sobie napis: "Ufundował Jerzy Lejk Warszawa 1997".

Jerzy Lejk, którego hobby było wtedy (a może jest do tej pory? muszę spytać) kolekcjonowanie kubków podczas zagranicznych wojaży i krajowych chyba też. Obecny prezes Metra Warszawskiego, a ówczesny wiceprezydent miasta, który nadzorował inwestycje, w niecodzienny sposób postanowił upamiętnić jedną z nich - wyczekiwane latami przebicie tuneli w al. Prymasa Tysiąclecia przy Dworcu Zachodnim.

Dzisiaj są trzy drogowe, a czwarty - dla pieszych i rowerzystów. Środkowy miał być dla tramwajów, ale połączono go z niewymiarowym (zbyt niskim dla ciężarówek) przejazdem pod rondem Zesłańców Syberyjskich. W sumie dobrze się stało, bo Tramwaje Warszawskie szykują teraz bardziej użyteczny przekop bezpośrednio pod peronami Dworca Zachodniego - będą wygodne przesiadki do pociągów dla pasażerów przyjeżdżających tramwajami z Bemowa, Woli oraz z Ochoty i Mokotowa.

Bardzo długo jednak za Dworcem Zachodnim istniał tylko jeden tunel drogowy, który łączył Wolę z Ochotą. Przebity w latach 30. XX wieku wzdłuż ul. Bema po II wojnie światowej stał nieużywany. Legenda, do której nagłośnienia niepotrzebnie się przyczyniłem, pisząc na ten temat kilka tekstów (jeszcze bez tunelowego kubka), mówiła o zagazowaniu w tym miejscu 200 tys. Polaków. Miał to być Konzentrationslager Warschau. W 1996 r. ratusz wstrzymał nawet na krótko budowę dodatkowych tuneli, żeby sprawdzić, co to za niskie, okrągłe budowle między torami - czy to nie tędy Niemcy wpuszczali gaz. Potem na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego byłem świadkiem osobliwej konferencji "naukowej", na której oszołomiona ultraprawica zarządziła, by drogą głosowania zdecydować: były mordy w tunelu czy nie? Wiarygodni historycy zaprzeczali. Mimo to na ścianach tunelowego przejścia dla pieszych ciągle umieszczane są tzw. dowody na ten temat.

Ruch w przedwojennym tunelu przedłużonym o fragmenty od strony Ochoty (m.in. pod tory WKD) i Woli (tutaj przybyły tory na zakręcie linii obwodowej) wrócił dopiero w 1973 r. Już nie odciętą przez kolej ulicą Bema, lecz al. Rewolucji Październikowej (obecna al. Prymasa Tysiąclecia). Jeszcze długo jednojezdniowa i urywająca się na skrzyżowaniu z Górczewską. Równocześnie powstały obustronne wloty dwóch sąsiednich tuneli, ale pośrodku wciąż leżała ziemia.

Na wiele lat przy Dworcu Zachodnim powstało wąskie gardło - tunel składał się z jezdni, którą trzeba się było przedzierać jednym pasem ruchu. Pół Warszawy czekało więc na przebicie dodatkowych przejazdów obok. Ciągle brakowało na to pieniędzy, ciągle były ważniejsze sprawy. Za inwestycję zabrano się dopiero w połowie lat 90.

W archiwum "Gazety Stołecznej" nie mogłem odnaleźć relacji z otwarcia pierwszego z tych dwóch tuneli. Za to 5 lutego 1997 r. w tekście "Tunel przekopany" pisałem: "Za trzy miesiące znikną korki koło Dworca Zachodniego - obiecują władze miasta. Wykonawca rozbudowy tunelu: - W każdej chwili grozi nam blokada konta".

I dalej: "Wczoraj skończyło się przebijanie dwóch nowych tuneli pod Dworcem Zachodnim - głównego połączenia między Ochotą a Wolą. Od czwartku pracownicy firmy Contes usuwali ostatnie pryzmy ziemi, które przed ponad 150 laty usypali budowniczowie Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Pierwszym z nowych tuneli (środkowym) kierowcy pojadą na przełomie kwietnia i maja - do tego czasu będą trwać ostatnie prace konstrukcyjne i wykończeniowe.
Asfalt zostanie wylany na tłuczniu, a nie na betonie, bo w przyszłości mają tędy jeździć tramwaje. Na zainstalowanie czekają też zakupione już francuskie wentylatory oraz oprawy oświetleniowe Siemensa. Podobne lampy świecą w tunelu pod kanałem La Manche.
Budowę wizytowali wczoraj wiceprezydent Warszawy Jerzy Lejk, szef Zarządu Dróg Miejskich Tomasz Szawłowski oraz dyrektorzy Woli i Ochoty [dziś powiedzielibyśmy - burmistrzowie, J.O.]. Prezes firmy Contes Bogdan Chudziak prezentował im harmonogram prac. Trzecią, leżącą najdalej od Dworca Zachodniego nitkę tunelu ma zamiar oddać na przełomie lipca i sierpnia. Wtedy zacznie się remont dotychczasowego przejazdu i wykańczanie przejścia dla pieszych. Te dwa tunele mają być gotowe pod koniec 1997 r. Potem pozostanie jeszcze do przywrócenia dawny układ torów kolejowych nad tunelami.
- Prace przy ich przekładaniu przebiegały bez zakłóceń, prowadzono je i w dzień, i w nocy. Podkreślam to, bo w prasie pojawiały się zastrzeżenia do współpracy inwestora z koleją - mówił prezes Chudziak. To właśnie sprzeciw Centralnej Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowych (CDOKP) dotyczący technologii prac najbardziej opóźnił oddanie pierwszego tunelu w terminie, czyli w październiku 1996 r. 
Jak ujawniła niedawna kontrola NIK w ZDM, negocjacje w sprawie sposobu budowy tak się przeciągały, że w końcu wojewoda zagroził odebraniem dotacji. Miasto poszło kolei na rękę i razem z wojewodą zobowiązało się zapłacić za nowe, ułożone po zakończeniu budowy tory. Spowoduje to wzrost kosztów inwestycji z 17 do 20 mln zł.
Wiosną Contes przerwał prace, bo jego konto zajął komornik. Zdaniem prezesa Chudziaka sprawa do dziś powoduje >brak płynności finansowej firmy, utratę jej wiarygodności i w każdej chwili grozi blokadą konta<". 

2 sierpnia 1997 r. w "Stołku" ukazała się notka: "W sobotę miał być otwarty trzeci tunel przy Dworcu Zachodnim. Spadł deszcz, a tunel zatonął. Otwarcie musiało poczekać na ładną pogodę".

Nowe tunele przy Dworcu Zachodnim witano z wielką nadzieją, a wiceprezydent Lejk - także z kubkami, które rozdawał (być może było to nawet po przekopaniu przejazdu, a nie w dniu jego otwarcia). To miał być ważny fragment małej obwodnicy Warszawy. Na jakiś czas korki rzeczywiście zmalały. Ta sielanka trwała jednak nie dłużej niż dwa lata, gdy zaczęła się budowa trzypoziomowego węzła na rondzie Zesłańców Syberyjskich u wylotu tuneli.


Fot. Franciszek Mazur/AG

Dzisiaj korki w al. Prymasa Tysiąclecia w stronę tunelu przy Dworcu Zachodnim bywają masakryczne. Jak ten na zdjęciu, który widać już na zjeździe z wiaduktu nad Górczewską. Osobiście staram się unikać al. Prymasa Tysiąclecia w godzinach szczytu, zwłaszcza teraz, gdy na Woli trwa budowa II linii metra. Wolę już piekło korków na pl. Zawiszy.

Choć liczba tuneli przy Dworcu Zachodnim potroiła się w 1997 r., to wciąż za mało, by przełamać barierę, jaką między Wolą a Ochotą stanowią tory kolejowe. Po 20 latach przydałoby się pomyśleć o kolejnych przejazdach z jednej dzielnicy do drugiej - na wysokości ul. Karolkowej i Spiskiej czy na przedłużeniu Trasy Łazienkowskiej do ul. Kolejowej. Najszybciej, bo w 2021 r. ma szansę powstać tunel tramwajowy przy Dworcu Zachodnim, zapewne kolejne dwa lata zajmie budowa podziemnego odcinka do ul. Ordona i Kasprzaka. Może doczekamy się z tej okazji nowych tunelowych kubków...

(osa)

00:33, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (1) »
niedziela, 27 listopada 2016

Spotkany po latach znajomy drogowiec opowiedział mi, jak władza ludowa w PRL-u próbowała sobie radzić z problemami, które sama tworzyła także na odcinku drogowym. Generalnie budowało się niewiele, a jeśli już, to nie do końca. Tak było np. z Trasą Łazienkowską - sztandarową inwestycją epoki Edwarda Gierka. O ile w środku Warszawy udało się stworzyć drogę szybkiego ruchu (gdy akurat wkrótce po otwarciu nie była w remoncie, nie wymieniano pofałdowanego asfaltu z Albanii itp.), o tyle na obu końcach tworzyły się spore korki mimo niewielkiego ruchu w porównaniu z obecnym. Tak było koło pomnika Lotnika na Ochocie (niedokończony do dzisiaj fragment na Wawelskiej - a miał być tunel) i w węźle Marsa na Gocławku.

W latach 70. zbiegały się tutaj tylko ul. Ostrobramska na przedłużeniu Trasy Łazienkowskiej, ul. Marsa od strony Rembertowa i Płowiecka na linii Wawer - Grochów. W połowie poprzedniej dekady doszła jeszcze Trasa Siekierkowska. Wciąż tworzą się korki, choć powstały wielkie i długie estakady z rondem turbinowym.


Fot. Robert Kowalewski/AG

A w latach 70. często przejeżdżał tędy ówczesny premier Piotr Jaroszewicz, mieszkaniec Anina (zamordowany tamże w 1992 r.). Osobiście ponoć interesował się, jak zapewnić płynność ruchu w węźle Marsa. Pamiątką po Jaroszewiczu jest też trasa nadwiślańska z obwodnicami Otwocka, Karczewa, Sobienia-Jezior i Wilgi - w jej pobliżu PRL-owski premier jeździł do ośrodka wypoczynkowego Rady Ministrów. Według legendy miejskiej, a raczej wiejskiej, pewnego razu wjechał w krowę, zdenerwował się i polecił wytyczyć wygodną drogę.

Podobnie było z węzłem Marsa. Według mojego znajomego drogowca, który w latach 70. pracował w wojewódzkim wydziale komunikacji, premier Jaroszewicz wyasygnował rządowe pieniądze i polecił sprowadzić z Hiszpanii, by zainstalować właśnie w węźle Marsa pierwszą w Polsce pętlę indukcyjną do sterowania ruchem. Sygnalizacja świetlna miała się dostosowywać do liczby nadjeżdżających samochodów. Problemy występowały zwłaszcza w niedzielne wieczory, gdy tworzył się spory korek wracających do miasta i oczekujących na skręt w lewo z Płowieckiej w Ostrobramską do Trasy Łazienkowskiej. Jezdnia była megaszeroka (pośrodku wytyczono dwa osobne pasy dla skręcających).

- Nie mieliśmy wtedy asfaltu, który mógł zastygać na zimno, by nie uszkodzić pętli indukcyjnej zatopionej w nawierzchni. Ktoś wpadł na pomysł, by wykorzystać żywicę epoksydową - wspomina mój rozmówca. - Niestety, kierowcy ruszający na wysokich obrotach szybko wykruszyli ten materiał i pętle indukcyjne wkrótce przestały pracować. Pech chciał, że w niedzielę wieczorem Jaroszewicza zabolał ząb. Ruszył z Anina do kliniki rządowej przy Emilii Plater i od razu stanął w korku na ul. Bronisława Czecha, który zaczynał się jeszcze przed wiaduktem na Płowieckiej nad linią PKP. Tak się wkurzył, że polecił budowę drugiego wiaduktu. Doszło nawet do tego, że przerwano toczące się właśnie prace przy wiaduktach na Marsa, żeby jak najszybciej oddać ten przejazd na Płowieckiej dla Jaroszewicza.

(osa)

17:28, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (5) »
sobota, 27 sierpnia 2016

Pół Polski jeździ ponoć w te wakacje nad Morze Bałtyckie - efekty widać na powyższym zdjęciu. Kto nie zaklepał sobie odpowiednio wcześnie miejsca w pociągu, ten nie może liczyć na wygodną podróż w tym kierunku.

Pierwszą próbę zaliczyliśmy na koniec przedłużonego weekendu sierpniowego, składając tradycyjną wizytę w dniu odwiedzin na obozie u znajomej harcerki. Tym razem w Borach Tucholskich, gdzie wypoczywała część drużyn z hufca żoliborskiego ZHP. A ponieważ po drodze musieliśmy zahaczyć o Ciechocinek (co za rozkwit tego uzdrowiska, jakie tłumy kuracjuszy i gości!), wybraliśmy przejazd autostradami A2 -> Łódź Północ -> A1. Ten odcinek "jedynki" otwarty w 2014 r. znałem tylko z czasów budowy: http://autobusczerwony.blox.pl/2013/12/Wysyp-drogowych-prezentow.html

Jadąc mostem autostradowym przez Wisłę koło Torunia, widzi się znaki ostrzegające przed korkiem. My utknęliśmy w nim tylko na 10 minut. Tyle czekało się na przejazd przez bramki na płatnym, prywatnym odcinku autostrady AmberOne. Jedna z bramek była przeznaczona dla ruchu w przeciwnym kierunku, gdzie kilkukilometrowy korek sięgał węzła z drogą nr 10.

A w drodze powrotnej jeszcze przed Grudziądzem na poboczu stał wyświetlacz, który pokazywał czas oczekiwania na przejazd przez punkt poboru opłat pod Toruniem przekraczający 30 minut. Smartfon pokazywał czas zbliżony do 40 minut. Czyli w miarę szybko można przejechać znad morza autostradą po to, by potem utknąć na dobre przed bramkami - czy tak powinien działać nowoczesny system autostradowy?

Smartfon najpierw doradził zjazd z A1 na wcześniejszym węźle Turzno i boczną drogę do skrzyżowania z "dziesiątką" w kierunku Płońska. Tę trasę pewnie wybrało wielu kierowców, bo wkrótce dostaliśmy podpowiedź "szybszego przejazdu" okrężną drogą bocznymi, wojewódzkimi duktami przez Kowalewo Pomorskie, Golub-Dobrzyń, Rypin do Sierpca do "dziesiątki". Skończyło się wjazdem do Warszawy od strony Łomianek (duży korek mimo oddania wiaduktu koło centrum handlowego Auchan w Burakowie). Na szczęście na Młocinach, czyli już w granicach Warszawy, sygnalizacja była wyłączona (pulsujące żółte) i wjeżdżających do miasta wpuszczali bez korka policjanci.

W ponowną tego lata podróż w kierunku Bałtyku wybraliśmy starą "siódemkę". Droga ta ma potwornie zniszczoną nawierzchnię na odcinku mazowieckim. Zarówno na dwujezdniowym za Łomiankami, jak i na wąskim, mało komfortowym za Płońskiem do Mławy.

Dalej można się zapoznać z "Polską w ruinie". Na kilkudziesięciu kilometrach trwa przebudowa "siódemki" do parametrów ekspresowych. Przed Nidzicą stara droga przeplata się z robotami przy nowej - jedzie się wolno, są też przestoje, ale to okazja, by zerknąć na postępy prac. Za Olsztynkiem - tam, gdzie czarny punkt na niebezpiecznym zakręcie z mostem na Drwęcy - budowa długich estakad w środku lasu. W Ostródzie totalna dezorganizacja, odcięty Mc'Donalds, w którym zwykle robiło się przerwę. Te odcinki według harmonogramu powinny być oddawane od wiosny do sierpnia 2017 r.

Dalej wiedzie świetna ekspresowa S7 obok Małdytów i Pasłęka aż do Elbląga. Nie miałem dotąd okazji jej wypróbować, a pierwszy fragment jest czynny od 2011 r., kolejne - od 2012 r. Miejscami asfalt zdążył się już, niestety, pofałdować. Mimo to jedzie się komfortowo.

Największe korki tworzą się teraz na przebudowywanym odcinku S7 między Elblągiem a mostem na Wiśle w Kiezmarku i dalej w stronę południowej obwodnicy Gdańska. Tutaj na wygodny przejazd przyjdzie poczekać do końca lata 2018 r. Oby jak najszybciej Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zabrała się za przebudowę mazowieckiego odcinka S7. Czyli poszerzenie "siódemki" między Płońskiem a Mławą oraz wytyczenie ekspresowego dojazdu do Łomianek i wjazdu do samej Warszawy. Niestety, aktualny termin oddania tego fragmentu S7 to dopiero 2023 rok. Skutek będzie taki, że za dwa-trzy lata kierowcy jeżdżący między Warszawą a Bałtykiem przerzucą się z autostrad A2+A1 na S7 i utkną w wielkim korku na rogatkach stolicy.

(osa)

23:24, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (2) »
wtorek, 08 września 2015

Od początku nowego roku szkolnego Warszawę paraliżują niespotykane wcześniej korki. Wczoraj nie mogłem wyjść ze zdziwienia, że sznur aut stoi już na Gwiaździstej przy Kępie Potockiej (to w kierunku zapchanej jak zwykle Wisłostrady), ale też na ul. Mickiewicza od skrzyżowania z Potocką aż do pl. Wilsona, a potem dalej na Andersa do pl. Bankowego. To było już teoretycznie po porannym szczycie przed godz. 9.30. Na szczęście mamy też na Żoliborzu tramwaje. Wsiadłem do "15" i na odcinku dwóch przystanków do pl. Wilsona minęliśmy uwięzione w korku po 2 autobusy linii 122 i 157 oraz po jednym linii 181 i 185. Niecodzienna sytuacja i to mimo udostępnienia przejazdu w tunelu na ul. Gdańskiej pod zmodernizowaną Trasą AK.

Co się stało? Może to przez deszcz, który zaczął w końcu padać po miesiącu przerwy, co po pierwsze, sprawiło, że do samochodów wsiedli także ci, którzy nimi na co dzień nie jeżdżą, a po drugie, jak podała policja, było 2-3 więcej niż zwykle stłuczek i wypadków. A może deszcz nie jest już takim prostym wytłumaczeniem i Warszawa z dwukrotnie wyższą niż w Berlinie liczbą samochodów w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców przekroczyła już punkt krytyczny i miasto zatyka się na amen?

Szkoda, że nie chcą tego przyjąć do wiadomości przeciwnicy budowy linii tramwajowej na Gocław. Wywalczona z trudem, wreszcie udało się przekonać do tej inwestycji władze miasta, to znowu zaczęli bruździć mieszkańcy Saskiej Kępy. Oczywiście jak to zwykle bywa przedstawiają się, że nie są przeciw, tylko... Po czym roją bzdury o tym, że tramwaje z Gocławia do centrum mogłyby jeździć naokoło przez ul. Kinową albo przez osobny most i dalej przez Siekierki, Sielce i Mokotów. Bo zgodnie z tą logiką Saska Kępa może mieć prostą trasę do Śródmieścia, a Gocław ma jeździć okrężną drogą.

Żeby zablokować pilnie potrzebną inwestycję, wyciągane są bezpodstawne argumenty o tym, że trasa tramwajowa przez most Poniatowskiego i Al. Jerozolimskie już teraz "jest na wykończeniu", więc po dołożeniu odcinka z Gocławia zablokuje się do reszty. Nieprawda! Można tak pozmieniać obecne trasy, że wszystko się zmieści. Na Gocław mogłaby skręcać np. obecna linia 77, która kończy trasę na Wiatracznej albo linia 25 (na Bródno, gdzie kursuje teraz, ma być dociągnięta II linia metra).

Oczywiście nie obędzie się bez korekt tras autobusów (mam nadzieję, bo po otwarciu linii tramwajowej na Bemowie ZTM wycofał się z projektu zmian i wybrał zgniły kompromis, zostawiając długie linie, które kursują rzadko i niepunktualnie). Po wcześniejszych protestach w sprawie torów na Saskiej i Międzynarodowej tramwaje będą omijały Saską Kępę bokiem, ale zapewne ostaną się tu takie linie autobusowe jak 111 czy 117. Ich trasa pokrywałaby się z linią tramwajową tylko na krótkim odcinku. Nadal zabierałyby pasażerów z obrzeży Gocławia (ulice Umińskiego czy Jugosłowiańska), a także z Francuskiej, Saskiej i Międzynarodowej na Saskiej Kępie. Uruchomienie szybkiej linii tramwajowej z Gocławia oznacza za to prawdopodobnie likwidację, a przynajmniej rzadsze kursy obecnych linii przyspieszonych 507 i 509. Dziś te autobusy i tak utykają na zablokowanej Saskiej, tramwaje z Gocławia wyprzedzą je tak jak to robią dzisiaj, mijając korek z Żoliborza na ul. Mickiewicza i Andersa.

(osa)

14:13, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (26) »
wtorek, 23 czerwca 2015

Obrazek z dzisiejszej jazdy do pracy. Siedzę w autobusie, który utknął na placu Wilsona - nie może przeciąć jezdni ul. Mickiewicza (od strony centrum) i torów tramwajowych przy parku Żeromskiego. Tam z kolei rozkraczył się skład linii 15. Nie jest zepsuty, ale sam nie może opuścić jezdni, bo przed nim stoi "szóstka", która czeka na środku placu, aż zapali się zielone światło. To miejsce, gdzie tory rozdzielają się w kierunku Marymontu i Bielan. Nie wiadomo, po co zamontowano tam sygnalizację - tak, jakby motorniczowie nie wiedzieli, który którego ma przepuszczać.

Wielokrotnie pisałem o zbędnych światłach na pl. Wilsona zainstalowanych w 2007 r. kosztem 1,8 mln zł, które utrudniają życie wszystkim - pieszym (czasem poluje na nich straż miejska, jeśli nie mogą się doczekać zielonego), rowerzystom, motorniczym i kierowcom. Urzędnicy ciągle obiecują, że usprawnią działanie sygnalizacji. Tak gdzieś rok temu spotkanie w tej sprawie zorganizowali żoliborscy radni w urzędzie dzielnicy. - "Każdy wie, że ona działa głupio. Mieszkańcy się skarżą, radni piszą interpelacje do inżyniera ruchu i ZDM, interweniował zarząd dzielnicy - wyliczał ówczesny przewodniczący rady Piotr Wertenstein-Żuławski". I dalej: "Kiedy więc można się spodziewać, że przez pl. Wilsona będzie się przechodziło i przejeżdżało wygodniej? Wprowadzenie zmian projektanci uzależniali od akceptacji inżyniera ruchu. Ich zadanie to przyspieszenie tramwajów, które zamiast stać co chwila na czerwonym, mają sobie torować przejazd dzięki nowym czujnikom. Będzie tak nie tylko na pl. Wilsona, ale też na sąsiednich skrzyżowaniach ul. Słowackiego z ul. Suzina i Krechowiecką. Rzecznik Tramwajów Warszawskich Michał Powałka mówił wcześniej "Wyborczej", że system sterowania ruchem na Żoliborzu powinien być gotowy do końca roku".

Oczywiście nic się takiego nie stało. Jest za to nowy-stary termin zmian w sterowaniu sygnalizacją - cały czas "do końca roku". Tylko że kolejnego.

(osa)

15:27, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (17) »
środa, 29 kwietnia 2015

Samorząd Pragi-Południe zorganizował dzień po dniu spotkania w sprawie paraliżu komunikacyjnego dzielnicy po zamknięciu mostu Łazienkowskiego. Wczoraj na Saskiej Kępie było burzliwie, bo tam sytuacja jest beznadziejna, dziś na Gocławiu już spokojniej, ale to osiedle ma dodatkowe możliwości dojazdu do centrum przez Trasę Siekierkowską. Choć radny Michał Suliborski (PO), przewodniczący dzielnicowej komisji planowania przestrzennego i ochrony środowiska, uważa, że Gocław po zamknięciu mostu Łazienkowskiego jest poszkodowany najbardziej, bo nie ma dostępu do żadnej komunikacji szynowej.

Obecny na spotkaniu wicedyrektor ZTM ds. przewozów Andrzej Franków przekonywał, że jego podwładni cały czas monitorują sytuację. I tak np. wyludniła się linia 507, kiedyś najmocniejsza "siekiera" z Gocławia - autobusy kursowały co 3 minuty. Dziś dwukrotnie rzadziej, bo w godzinach szczytu ludność przeniosła się do nowej linii E-1, która omija totalnie zakorkowaną ul. Saską przez Wał Miedzeszyński do stacji II linii metra Stadion Narodowy.

Ciekawostką było podzielenie się z obecnymi na spotkaniu informacją, że ZTM wydał polecenie kierowcom linii 507, by na prośbę pasażerów wypuszczali ich z autobusu także na przystankach, na których normalnie się nie zatrzymują, ale i tak stoją tam w makabrycznym korku. Dzięki temu można przeskoczyć z 507 na przystanku Adampolska na Saskiej do tramwajów jadących aleją Waszyngtona.

Pani Barbara, jedna z mieszkanek, wtrąciła, że autobusy linii 507 nie są już tak bardzo zatłoczone jak dawniej, bo wielu pasażerów ewakuuje się z nich już na wiadukcie ul. Saskiej (czyli jeszcze przed największym korkiem) i schodzą na przystanek linii, które odjeżdżają stąd bezpośrednio do centrum przez Wał Miedzeszyński i most Poniatowskiego. Dlatego też duży tłok panuje zwłaszcza w liniach 151 i 520.

Dyrektor Franków zasygnalizował, że linia E-1 zacznie się zatrzymywać na przystanku Kryniczna na Wale Miedzeszyńskim (to ukłon w stronę mieszkańców Saskiej Kępy). Zapowiedział też, że docelowo - prawdopodobnie od jesieni - zmieni numer, bo ZTM przymierza się, by przekształcić ją w całodobową, a może i całotygodniową. - Pasażerowie muszą ją jeszcze polubić trochę bardziej - stwierdził, a była to odpowiedź na pytanie mieszkającego na Gocławiu od 1979 r. Dariusza Zapiora, który postulował kursy także E-1 poza szczytem. I generalnie chwalił ZTM za reakcję po zamknięciu mostu. M.in. za puszczenie przegubowców na trasę linii 168 z Górnego Mokotowa przez most Siekierkowski na Gocław i Witolin (potwierdzam, jechałem dziś takim długim autobusem na spotkanie prosto z redakcji - wszystkie miejsca siedzące zajęte, nawet nie było strasznych korków i dotarłem grubo przed czasem).

Padła też zapowiedź dyrektora Frankowa, że od czerwca zmieni się trasa linii 125 (Międzylesie - pl. Hallera): autobusy jadące Grochowską, skręcą w ul. Zamoyskiego do Jagiellońskiej i przez ul. Okrzei wrócą na Targową. Moim zdaniem przez to kryterium przydałoby się jeszcze puścić linię 135 (Olszynka Grochowska - pl. Hallera). Poprawi to dojazd do II linii metra z Grochowa i Kamionka. Zwłaszcza przystanek w drogę powrotną ma być ulokowany wygodnie dla przesiadkowiczów, bo w miarę blisko wyjścia ze stacji Stadion Narodowy.

Radny Karol Kowalczyk (PO) apelował, by policja sterowała ruchem na ślimakach łączących Wisłostradę z mostem Poniatowskiego. To jest fatalne miejsce, bo krzyżuje się tu ruch w obu kierunkach, a rykoszetem obrywają jadący Wisłostradą w kierunku Żoliborza. Radny dostał zapewnienie od przedstawicieli miejskiego inżyniera ruchu, że takie patrole są wystawiane regularnie w godzinach szczytu, jeśli tylko nie ma pilnego wezwania do wypadku. Dodali, że na początku maja zostanie poprawiony przejazd na wiaduktach łączących Trasę Łazienkowską z Wisłostradą - mają tam powstać dwa pasy ruchu (ciekawe, jak to się zmieści?).

Radny Krzysztof Wysocki (PiS) poddał pod rozwagę, by zorganizować dowóz mieszkańców Gocławia autobusami do stacji Szybkiej Kolei Miejskiej na Olszynce Grochowskiej. Wicedyrektor Franków odpowiedział, że nie byłoby to korzystne rozwiązanie. Po pierwsze, po drodze można się przesiąść do tramwajów na pl. Szembeka (z linii 123 i 148). Po drugie, przesiadka do SKM-ki na stacji Warszawa Olszynka Grochowska jest niewygodna, bo trzeba tam chodzić po kładce. Zresztą ZTM nie ma już wolnych autobusów, które mógłby skierować na Gocław (zaraz po pożarze mostu Łazienkowskiego skierowano tu 16 przegubowców kosztem likwidacji linii 460 z Pragi i E-4 z Tarchomina).

Przewodnicząca rady osiedlowej Gocławia Agnieszka Hałaburdzin-Rutkowska sprzeciwiała się zamykaniu mostu Poniatowskiego podczas imprez na Stadionie Narodowym. Zgodził się z nią radny Suliborski: - To rzecz karygodna w momencie, gdy nie ma mostu Łazienkowskiego. My tu jesteśmy naprawdę w krytycznej sytuacji.

Niestety, nie obchodzi to policji. Często zarzuca kierowcom, że jeżdżą na pamięć i łamią przepisy, tak samo policja na pamięć każe zamykać most Poniatowskiego. Tymczasem, jak się dowiedziałem dzisiaj, po ostatniej imprezie żużlowej na Stadionie Narodowym nawet 10-13 tys. osób wróciło stamtąd II linią metra. To całkiem sporo jak na pierwszy raz od jej uruchomienia. Po finale Pucharu Polski 2 maja Legia-Lech składy będą odjeżdżać co 3 minuty. Trzeba w końcu przyzwyczaić kibiców, że po meczu mają do dyspozycji przede wszystkim komunikację szynową - właśnie metro, a także kolej i tramwaje, które zamiast krążyć po objazdach mogłyby normalnie jeździć mostem Poniatowskiego.

Na spotkaniu oczywiście nie mogło zabraknąć głosów na temat linii tramwajowej na Gocław. Radny Dariusz Lasocki (PiS) nawoływał: - Nie budujmy mitów na ten temat, przybliżajmy się do rozwiązań. Proszę o podanie konkretnych terminów budowy tramwaju i odnogi metra na Gocław.

Burmistrz dzielnicy Tomasz Kucharski (PO) określił to wystąpienie jako populistyczne. Dodał, że żadne decyzje w sprawie tramwaju na Gocław wciąż nie zapadły. Ani na tak, ani na nie. Ale to już temat na osobny komentarz.

(osa)

22:16, osa_oraz_smik , Korki
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8

Gazeta.pl Warszawa