Parkowanie

piątek, 20 października 2017

Podczas niedawnego Kongresu Transportu Publicznego w Centrum Nauki Kopernik przysłuchiwałem się m.in. wystąpieniu Macieja Panka, do którego należy jedna z firm wynajmujących w Warszawie samochody na minuty. Zdziwiła mnie jego opinia o tym, że auta elektryczne są nie opłacalne dla ich operatorów ("jedno kosztuje 150 tys. zł), poza tym "ludzie mogliby mieć problemy z ich obsługą, skoro notorycznie mylą się na stacjach paliw - wlewają benzynę zamiast oleju napędowego lub odwrotnie". Podał przykłady z Los Angeles, gdzie firma po 5 latach wycofała z ulic 300 samochodów elektrycznych, a w Berlinie zniknęło 250 citroenów na prąd. Przyznał, że największy prywatny system takich aut działa w Paryżu (4 tys.), ale tam do tego interesu dopłaca budżet miasta.

Maciej Panek nie omieszkał wytknąć, że auta, które mają stałych właścicieli, przeciętnie stoją i czekają na nich aż przez 96 proc. czasu. Po prelekcji spytałem więc pana Panka, ile wypożyczeń notuje jego firma w stolicy. - Ok. 700 dziennie - odparł.

Oferuje 300 samochodów, czyli wynikałoby z tego, że każdy rusza każdego dnia średnio tylko dwa razy. - Ale spodziewamy się, że będzie to sześć razy - zapewniał mnie Maciej Panek. Doprecyzował, że przeciętny czas wypożyczenia wynosi 35 minut (czyli w ruchu auto jest niecałe 5 proc. czasu w ciągu dnia), a odległość - 10,5 km. Przy stawce 50 gr za minutę i 60 gr za kilometr za taką jednorazową przyjemność płaci się 23,5 zł.

Trudno mi powiedzieć, na ile jest to konkurencyjne w porównaniu z taksówką czy przede wszystkim psującym rynek Uberem, bo w ogóle nie korzystam z tej formy przemieszczania się po mieście. Wydaje mi się jednak, że dość wysoka mimo wszystko cena aut na minutę może tłumaczyć nikłe zainteresowanie tą usługą.

Ale nie tylko. Jeden ze znajomych, który dostał w firmie Panek promocję na miesiąc, już po kilku dniach stwierdził, że ma dość. Denerwował go brak stałego miejsca, w którym czeka auto. Raz było to blisko jego domu, innym razem - kilka ulic dalej. Drugi znajomy narzekał właśnie na to, że z kolei firma 4Mobility oferuje swoje samochody w wyznaczonych miejscach (na zdjęciu jej parking między rondem Waszyngtona a Stadionem Narodowym) i koniecznie tam trzeba te auta zwracać. Dużo więc z tym wszystkim zachodu.

Dlatego nadal pozostaję sceptyczny. Mam wrażenie, że u nas inaczej niż w starej Europie czy nawet w Stanach Zjednoczonych młodzi ludzie, jak tylko zrobią prawo jazdy, od razu marzą o tym, żeby mieć samochód na własność. Choćby jakiegoś taniego strucla za kilka tysięcy złotych. Trudno więc, by auta na minutę przyjęły się u nas tak łatwo jak rowery Veturilo. Czekając na zmiłowanie klientów, będą tylko zajmować cenne miejsca parkingowe, których w Warszawie jest tak mało.

(osa)

20:51, osa_oraz_smik , Parkowanie
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 05 czerwca 2017

Mimo ogólnych zachwytów i kibicowania Zarządu Dróg Miejskich pozostaję mocno sceptyczny wobec ekspansji prywatnych firm, które na wzór publicznych rowerów Veturilo, oferują w centrum Warszawy wypożyczanie samochodów "na minuty". Takie systemy sprawdzają się co prawda w miastach zachodniej Europy, ale nie znaczy to, że w Warszawie będzie to działać tak dobrze jak w przypadku rowerów.

Barierą przede wszystkim mogą okazać się cena (firmy zapowiadają 50-80 gr za kilometr jazdy i dodatkowo 50 gr za minutę wypożyczenia), mniejszą - ceregiele związane z wypożyczaniem (niektórym wygodniej jest zamówić taksówkę). Poza tym inaczej niż rowerami Polak lubi mieć auto na własność. Czy car sharing zniechęci więc do kupowania kolejnego auta w rodzinie? Śmiem wątpić.

Przewiduję za to dodatkowe problemy. Prywatne firmy i Zarząd Dróg Miejskich zapowiadają wprowadzenie do ruchu łącznie ponad tysiąc samochodów "na minuty". Czyli całkiem sporo. Wszystkie one krócej lub dłużej, a idę o zakład, że raczej dłużej, będą zajmowały cenne miejsca postojowe.

Jedno z takich aut obserwowałem w zeszłym tygodniu na osiedlowym parkingu - pierwszy raz zobaczyłem je w środę rano, ostatni - w sobotę koło południa. Zajmowało więc parking mieszkańcom przynajmniej przez 4 dni. Podobnie wygląda to pewnie w ścisłym centrum, gdzie z miejscami postojowymi jest jeszcze większa bieda. W sumie w strefie płatnego parkowania jest ich ok. 30 tys. (legalnych). Będzie bardzo niedobrze, jeśli okaże się, że tysiąc z nich zajmują całymi dniami samochody prywatnych firm car-sharingowych.

(osa)

17:04, osa_oraz_smik , Parkowanie
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 22 maja 2017

Parkowanie w Warszawie to coraz bardziej gorący temat. Powinno być droższe?Limitować je także dla mieszkańców? Budować garaże podziemne czy nie, a jeśli tak, to ile i gdzie?

Denerwuje mnie bezkarność kierowców, którzy zastawiają chodniki czy drogi i pasy rowerowe (Świętokrzyska po zwężeniu to kliniczny przypadek tej przypadłości). Z drugiej strony jako kierowca unikam jak ognia wjeżdżania do centrum samochodem właśnie z powodu problemów ze znalezieniem wolnego miejsca. Ciągłe gadanie o tym, że przecież istnieje garaż podziemny w centrum handlowym Złote Tarasy, uważam za zdartą płytę - to dobre dla tych, którzy chcą zaparkować w tej okolicy, a co mają zrobić kierowcy np. krążący po kilka, kilkanaście minut na tyłach Nowego Światu albo chociażby tutaj na placu Dąbrowskiego?

Przed ambasadą Włoch natknąłem się na dziwną konstrukcję, która wyeliminowała z dziesięć kolejnych miejsc postojowych. Ni to chodnik, ni to zapora zaopatrzona w słupki. Że niby teraz jest bezpieczniej, bo nikt nie zostawi dyplomatom bomby w aucie pułapce? Absurd. Co w takim razie z samochodami, które parkują po drugiej stronie jezdni? Też je stąd wyeliminujecie?

(osa)

17:37, osa_oraz_smik , Parkowanie
Link Komentarze (3) »
piątek, 28 kwietnia 2017

Nie dość, że parkowanie w Warszawie kosztuje śmiesznie mało, to nie brakuje kombinatorów, którzy unikają opłat. Wczoraj wybrałem się na debatę o strategii dla Warszawy do 2030 r., a dokładnie jej części dotyczącej przestrzeni publicznej i transportu. Nie usłyszałem ani słowa o problemach z miejscami postojowymi dla samochodów i zastawianiem chodników poza jedną wypowiedzią o tym, że teraz będą powstawać głównie parkingi przesiadkowe wokół stolicy. Idąc na debatę, która odbywała się w Sali Ratuszowej Pałacu Kultury, natknąłem się na nowy postój taksówkowo-samochodowy. Nielegalny, za to darmowy.

Rząd aut zajmował wyjazd z pl. Defilad w kierunku Marszałkowskiej tuż obok schodów prowadzących do stacji metra Centrum. A przecież cała połać placu, z którą od kilku dekad nie potrafią się uporać kolejni politycy rządzący Warszawą, to jeden wielki parking. Wygląda to przygnębiająco. Stoją tu busy i większe autokary, nigdy też nie brakuje wolnych miejsc dla prywatnych kierowców. Zapasowa pula znajduje się w garażu podziemnym pod placem. Tyle że za postój trzeba tu zapłacić. Na powierzchni - 5 zł za godzinę, czyli o 2 zł więcej niż przy zwykłym parkomacie.

Kierowcy nielegalnie zajmują darmowe miejsce bliżej Marszałkowskiej obok parkingu na pl. Defilad, bo wiedzą, że nikt ich za to nie pociągnie do odpowiedzialności. Nikt nie podjedzie w ciągu kwadransa z holownikiem, który zabrałby pozostawione na wyjeździe auto na obrzeża miasta, a jego właściciel słono by za to zapłacił i stracił dużo czasu, by odzyskać swoje cztery kółka. Ciągłe przyzwalanie na łamanie przepisów i nieudolność służb miejskich skutkują parkingowym bezhołowiem w Warszawie.

(osa)

23:48, osa_oraz_smik , Parkowanie
Link Komentarze (4) »
piątek, 17 marca 2017

Słupki to dzisiaj jedyna metoda walki z nielegalnym parkowaniem na narożnikach ulic, przejściach dla pieszych, a nawet przystankach autobusowych. Zarząd Dróg Miejskich zapowiada też kolejny sposób: nowego typu podwyższone krawężniki, które mają zniechęcać albo po prostu uniemożliwiać kierowcom wjeżdżanie na chodniki.

W tym miesiącu byłem świadkiem słupkowania (szczęście, że nie biało-czerwonymi grubymi "patriotkami" tylko eleganckimi, czarnymi pachołkami - typ syrenka z kulką) u zbiegu ulic Mickiewicza i Kątowej blisko placu Wilsona na Żoliborzu.

Robotnicy miejskiego Zakładu Remontów i Konserwacji Dróg nieufnie patrzyli, jak robię im zdjęcia. Kiedy pochwaliłem, że wreszcie bezpiecznie przeszedłem zebrą, za którą na chodniku nie stał żaden samochód, jeden z panów tylko westchnął: - Ile my się tu nasłuchaliśmy jobów za te słupki. Każdy ma pretensje, że im się zabrało cały plac do parkowania.

Plac? Ładnie powiedziane. Po prostu chodnik zabetonowany przed laty tandetną kostką. Dziś widać na niej tłuste plamy po olejach i smarach, które skapywały z samochodów (po drugiej, parzystej stronie ul. Mickiewicza - tam, gdzie nie mieszka najsłynniejszy żoliborski prezes, niewielki naczelnik i szeregowy poseł - leżą już porządne, duże płyty chodnikowe).


Samochody stojące na narożnym "placu" zasłaniały widoczność. Panów stawiających słupki zaprosiłem na ul. Potocką, gdzie na wysokości ul. Urzędniczej i Szkoły Głównej Służby Pożarniczej znajduje się przejście dla pieszych. Samochody parkują z boku jezdni prawie na samej zebrze - nawet tam, gdzie jest zakreskowany fragment asfaltu. Niedawno mój syn siedział za kierownicą w drodze na bazarek pod Halą Marymoncką - dobrze, że nie jechał szybko i zdążył zahamować, bo zza auta zaparkowanego tuż przed przejściem na pasy wyszła kobieta. Nie było szans zauważyć jej wcześniej.

Owszem w Warszawie brakuje miejsc parkingowych, a problem narasta z każdym rokiem, ale bezpieczeństwo na ulicach powinno być najważniejsze. Dlatego trzeba stawiać słupki i zapory uniemożliwiające parkowanie blisko przejść dla pieszych i skrzyżowań. Ciągle bowiem powtarzają się groźne wypadki. Kiedy piszę te słowa w piątkowy, deszczowy wieczór, w szpitalu lekarze opatrują trzy osoby (w tym 12-letnią dziewczynkę) ranne w wypadku na przejściu przez ul. Umińskiego przy Rechniewskiego na Gocławiu. Dwa tygodnie temu również w piątek wieczorem na przejściu przez al. KEN na Kabatach zginął kuzyn mojej znajomej - lekarz, osierocił trzech synów. W poprzednim miesiącu jeszcze dwoje pieszych nie przeżyło swojej obecności na zebrze (rondo Daszyńskiego, plac Zawiszy).

Czarna seria trwa. W polityce Warszawa stała się Budapesztem, a na drogach Moskwą albo jeszcze bardziej wschodnim miastem gdzieś w dalekiej Azji.

(osa)

21:47, osa_oraz_smik , Parkowanie
Link Komentarze (3) »
piątek, 09 grudnia 2016

Najpierw rzecznik prasowy plecie trzy po trzy, potem ukazuje się artykuł, po którym rzecznik dostaje burę. Ogłasza więc wszem i wobec, że to wina dziennikarza, który wszystko źle zrozumiał, a w ogóle to się czepia. Otóż miarka się przebrała - tym razem nie pozostawię bez odpowiedzi wynurzeń rzecznika Zarządu Transportu Miejskiego Igora Krajnowa, który w niepodpisanym wywodzie, kolejnym już zamieszczonym na oficjalnej stronie internetowej ZTM, oskarża mnie o nierzetelność i dywaguje na temat budowy nowego parkingu przesiadkowego przy stacji metra Młociny. Robi to, ale nie ma odwagi wysłać oficjalnego sprostowania tekstu z 7 grudnia do redakcji "Gazety Stołecznej".


Fot. Przemek Wierzchowski/AG

Trawnik na zdjęciu powyżej znajduje się między jezdniami ul. Kasprowicza. Na dalszym planie widać pawilon z wejściem na stację metra Młociny. Rosną też dwa szpalery drzew. To dęby posadzone w 2008 r. po zasypaniu zbudowanych tuneli metra. W tym właśnie miejscu urzędnicy ZTM chcą zbudować parking przesiadkowy.

Czy takie inwestycje są potrzebne? Słychać na ten temat niejednoznaczne opinie, paradoksalnie nawet urzędnik ZTM, który zajmuje się ich przygotowaniem wypowiadał się... mocno sceptycznie. ZTM ma już na koncie kilka kosztownych wpadek, które dofinansowała Unia Europejska. Na czele z pustym garażem przy pętli tramwajowo-autobusowej na Okęciu, którą uparcie nazywają "P+R Al. Krakowska". Niewypałem jest też garaż pośród bloków Ursynowa przy głównej arterii tej dzielnicy al. KEN za to oddalony od wejścia do stacji metra Stokłosy. Nawet garaż otwarty bez sensu dużo wcześniej niż pobliska stacja PKP Ursus Niedźwiadek okazał się tak dużą pomyłką frekwencyjną, że ZTM zgodził się łaskawie wpuszczać tam na noc samochody okolicznych mieszkańców. Pełna klapa to oczywiście pierwszy parking przy ul. Połczyńskiej na Jelonkach, jeszcze z czasów, gdy w Warszawie rządził PiS z Lechem Kaczyńskim, a Igor Krajnow przeniósł się z redakcji "SuperExpressu" za biurko w ZTM. Nie dość, że na tym parkingu jest pusto, to jeszcze urzędnicy dołożyli przystanek i uruchomili sygnalizację świetlną, co spowalnia tramwaje między Jelonkami a Wolą i centrum.

Owszem wokół stacji metra Młociny samochody zastawiają każde wolne miejsce na ulicach, chodnikach i trawnikach. Jaka jest jednak gwarancja, że nie będzie tak samo, gdy odda się 155 miejsc postojowych między jezdniami ul. Kasprowicza? Żadna. Można się spodziewać, że wkrótce do stacji metra, przez którą przewijają się dziesiątki tysięcy pasażerów dziennie, zaczną się zjeżdżać kolejni kierowcy. Dlatego sensowniej byłoby budować takie parkingi przesiadkowe pod Warszawą albo przy peryferyjnych stacjach kolejowych w granicach stolicy, gdzie dojazd komunikacją miejską do pociągów nie jest tak łatwy jak do stacji metra Młociny (w tym tygodniu ratusz i gminy podwarszawskie przedstawili taki plan, który będzie dofinansowany przez Unię Europejską - pierwszy etap z 27 parkingami i ok. 2,5 tys. miejsc, docelowo - 74 obiektów i prawie 10 tys. miejsc)..

Uwadze urzędników ZTM polecam sytuację parkingową w Wesołej - rozwiązanie problemu w tym miejscu było obiecywane już w niejednej kampanii wyborczej. Również przez rzecznika Krajnowa, który - co się może nie mieścić w głowie - sam był w poprzedniej kadencji samorządu radnym Platformy Obywatelskiej w powiecie legionowskim. A teraz, po śmierci byłego burmistrza Ochoty Wojciecha Komorowskiego może zająć Jego miejsce w sejmiku Mazowsza jako następny z listy PO.

Igor Krajnow stawiał się w dwuznacznych sytuacjach, gdy jako radny powiatu legionowskiego obiecywał ludziom lepszy dojazd do stolicy (linie podmiejskie do metra, utrzymanie wspólnego biletu), a jako rzecznik ZTM przenosił się w urzędowe realia Warszawy. Jako rzecznik ZTM, a więc urzędnik miejski, wystąpił (niebywałe!) w filmiku internetowym z poparciem dla kandydata Platformy Obywatelskiej na burmistrza Piaseczna.

Jako kandydat na radnego sejmiku udzielił przed wyborami w 2014 r. wywiadu z obietnicami wydłużenia trasy pociągów podmiejskich do Zegrza Płd. Na pytanie co przez 4 lata zrobił w tej sprawie jako radny powiatowy, odpowiedział: "Przede wszystkim uważam, że wypracowaliśmy w sobie wolę, żeby w końcu zabrać się za ten temat i uruchomić to połączenie". Pyszne! Oczywiście pociągi nie ruszyły do dzisiaj, a połowa kadencji już upłynęła. Teraz radny Krajnow znowu będzie się mógł wykazać w swojej podwójnej roli, jeśli obejmie mandat po zmarłym zasłużonym samorządowcu.

Fot. Kuba Atys/AG

Pełne pole do popisu w sprawie parkingów przesiadkowych ZTM ma też przy stacji Warszawa Płudy (zdjęcie powyżej). Z tym że partyjny rzecznik Igor Krajnow, również w czasach, gdy PO rządziła i stolicą, i krajem rozkładał ręce, że nie można się ponoć dogadać z kolejarzami. A kierowcy? Cóż, nadal parkują w błocie, a jeszcze ratusz nasyła na nich straż miejską z mandatami. Pewnie, bo najprościej po prostu zabetonować trawnik, który znajduje się na terenie miasta.

Dla kolejnego parkingu przy stacji metra Młociny powstał tzw. program funkcjonalno-użytkowy. Podpisali się pod nim urzędnicy ZTM: Jakub Miernik (który w ostatnich miesiącach zapewniał mnie, że po zbudowaniu placu postojowego teren między jezdniami ul. Kasprowicza pozostanie zielony), Jakub Banaszczyk, Paweł Wiśniewski, Krzysztof Cytryniak i Marcin Pochmara.

W tekście "Młociny potrzebują kolejnego parkingu", który ukazał się na stronie ztm.waw.pl i który rzecznik ZTM Igor Krajnow rozesłał do stołecznych redakcji, czytamy: "Celem ZTM nie jest jednak, jak sugeruje jeden z dzienników zabetonowanie zieleni i wycinka rosnących tam drzew". Czyżby? Oto cytat z tego samego tekstu kilka akapitów dalej: "Jeśli chodzi o nawierzchnię miejsc parkingowych, w Programie Funkcjonalno-Użytkowym zostały opisane wymagania zastosowania kostki betonowej. Jezdnie manewrowe oraz pas wyłączenia mają być asfaltowe. Ciągi piesze z kolei wyłożone betonowymi płytami". I dalej: "Co prawda [dęby] nie mogą pozostać w obecnej lokalizacji, bo uniemożliwiłyby wykonanie parkingu...". "Drzewa wcale nie będą musiałyby być wycinane, będą mogłyby być np. przesadzone".

I takie dyrdymały ukazują się na oficjalnej stronie internetowej ZTM. Jak widać, ściemnianie, które często uskuteczniają niektórzy rzecznicy prasowi, to jednak też sztuka. Rzecznik ZTM po ponad dziesięciu latach na swoim stanowisku najwidoczniej nie nauczył się nawet tego.

A tak może wyglądać parking Młociny III w wykonaniu naszych orłów od węzłów przesiadkowych z ZTM:


Fot. Jacek Marczewski/AG

Oto parking przesiadkowy przy sąsiedniej stacji metra - Wawrzyszew. Również między jezdniami ul. Kasprowicza. Wytwór z 2013 r. Beton? Asfalt? Nie, to tylko elegancka szarość polbruku. Ulubionej tandety warszawskich urzędników. Krytykowałem to, jak wygląda ten parking, już ponad 3 lata temu. Wkrótce obok powstał podobny (bliżej skrzyżowania z ul. Przytyk), a teraz będzie następny.

I tak ZTM do spółki z Zarządem Dróg Miejskich dobiją całą końcówkę ulicy Kasprowicza na Bielanach. Wbrew protestom władz dzielnicy i wbrew postulatom mieszkańców, którzy nie negują potrzeby budowy miejsc parkingowych, ale zależy im, żeby to wyglądało choć trochę estetyczniej. Na przykład tak:


W drodze z Pucka do Władysławowa mija się Swarzewo. W wiosce stoi ładny kościółek, do którego latem pielgrzymują kutrami rybacy. Zwróciłem uwagę, jak urządzono parking obok kościoła. To spory plac. Nie wygląda to idealnie, mimo wszystko lepiej niż parkingi autorstwa urzędników ze stolicy na ul. Kasprowicza. W Swarzewie oprócz tandetnego polbruku ułożono betonowe, perforowane płyty z otworami, w których rośnie trawa. Okazuje się, że dla ZTM urastałoby to do ogromnego problemu. "Przy zastosowaniu płyt przepuszczalnych konieczne byłoby odśnieżanie ręczne" - pisze (nie)dorzecznik ZTM.

Kolejna zagwozdka, jaką ma ZTM, to odwodnienie przyszłego parkingu z płyt perforowanych - głowią się, jak to pogodzić ze znajdującym się pod spodem tunelem metra, wodociągiem i gazociągiem? Nie rozumiem. Czyżby obecny brak odwodnienia trawnika wpływał jakoś na rury i metro?

Dlatego na perfidię zakrawa przedstawianie wybetonowanego placu w miejscu trawnika i wyciętych drzew jako ekologicznego - z panelami fotowoltaicznymi i miejscami do ładowania aut elektrycznych.

Rzecznik ZTM najbardziej oburzył się na to, że w rozmowie ze mną winę za całkowicie betonowo-asfaltową nawierzchnię parkingu zwalił na inżyniera ruchu, ja o tym napisałem, a teraz zaprzecza, że tak było. Rozumiem, że sytuacja jest drażliwa. Z moich informacji wynika, że inżynier Janusz Galas na dniach może się pożegnać ze swoim stanowiskiem po serii ostatnich wpadek (fatalnie wprowadzane objazdy budowy metra na Woli, likwidacja wysepki przed niebezpiecznym przejściem dla pieszych i przystankiem na Trasie W-Z przy tunelu pod pl. Zamkowym, ściemnianie, że nie można tam zbudować przystanku wiedeńskiego, bo to droga wojewódzka, przeciąganie tymczasowej organizacji ruchu koło cerkwi na Pradze, czerwona fala dla rowerzystów zamiast wygaszania zielonych strzałek dla kierowców na najbardziej niebezpiecznych skrzyżowaniach), Inżynier Galas ma też na koncie liczne dokonania i opinię niezatapialnego, bo rzekomo brakuje chętnego na jego miejsce. Jego dymisja jest powszechnie oczekiwana (choć zapewne nie przez wielu towarzyszy niedoli z urzędu miasta), co nie ma jednak związku z tym, że poinformowany przez rzecznika ZTM napisałem o roli inżyniera Galasa przy wyborze betonowo-asfaltowej nawierzchni parkingu w miejscu drzew i trawnika.

Osobiście nie wyobrażam też sobie dalszej współpracy z partyjnym rzecznikiem Zarządu Transportu Miejskiego Igorem Krajnowem, który zachował się nieprofesjonalnie.

Jarosław Osowski

23:55, osa_oraz_smik , Parkowanie
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7

Gazeta.pl Warszawa