Parkowanie

piątek, 17 marca 2017

Słupki to dzisiaj jedyna metoda walki z nielegalnym parkowaniem na narożnikach ulic, przejściach dla pieszych, a nawet przystankach autobusowych. Zarząd Dróg Miejskich zapowiada też kolejny sposób: nowego typu podwyższone krawężniki, które mają zniechęcać albo po prostu uniemożliwiać kierowcom wjeżdżanie na chodniki.

W tym miesiącu byłem świadkiem słupkowania (szczęście, że nie biało-czerwonymi grubymi "patriotkami" tylko eleganckimi, czarnymi pachołkami - typ syrenka z kulką) u zbiegu ulic Mickiewicza i Kątowej blisko placu Wilsona na Żoliborzu.

Robotnicy miejskiego Zakładu Remontów i Konserwacji Dróg nieufnie patrzyli, jak robię im zdjęcia. Kiedy pochwaliłem, że wreszcie bezpiecznie przeszedłem zebrą, za którą na chodniku nie stał żaden samochód, jeden z panów tylko westchnął: - Ile my się tu nasłuchaliśmy jobów za te słupki. Każdy ma pretensje, że im się zabrało cały plac do parkowania.

Plac? Ładnie powiedziane. Po prostu chodnik zabetonowany przed laty tandetną kostką. Dziś widać na niej tłuste plamy po olejach i smarach, które skapywały z samochodów (po drugiej, parzystej stronie ul. Mickiewicza - tam, gdzie nie mieszka najsłynniejszy żoliborski prezes, niewielki naczelnik i szeregowy poseł - leżą już porządne, duże płyty chodnikowe).


Samochody stojące na narożnym "placu" zasłaniały widoczność. Panów stawiających słupki zaprosiłem na ul. Potocką, gdzie na wysokości ul. Urzędniczej i Szkoły Głównej Służby Pożarniczej znajduje się przejście dla pieszych. Samochody parkują z boku jezdni prawie na samej zebrze - nawet tam, gdzie jest zakreskowany fragment asfaltu. Niedawno mój syn siedział za kierownicą w drodze na bazarek pod Halą Marymoncką - dobrze, że nie jechał szybko i zdążył zahamować, bo zza auta zaparkowanego tuż przed przejściem na pasy wyszła kobieta. Nie było szans zauważyć jej wcześniej.

Owszem w Warszawie brakuje miejsc parkingowych, a problem narasta z każdym rokiem, ale bezpieczeństwo na ulicach powinno być najważniejsze. Dlatego trzeba stawiać słupki i zapory uniemożliwiające parkowanie blisko przejść dla pieszych i skrzyżowań. Ciągle bowiem powtarzają się groźne wypadki. Kiedy piszę te słowa w piątkowy, deszczowy wieczór, w szpitalu lekarze opatrują trzy osoby (w tym 12-letnią dziewczynkę) ranne w wypadku na przejściu przez ul. Umińskiego przy Rechniewskiego na Gocławiu. Dwa tygodnie temu również w piątek wieczorem na przejściu przez al. KEN na Kabatach zginął kuzyn mojej znajomej - lekarz, osierocił trzech synów. W poprzednim miesiącu jeszcze dwoje pieszych nie przeżyło swojej obecności na zebrze (rondo Daszyńskiego, plac Zawiszy).

Czarna seria trwa. W polityce Warszawa stała się Budapesztem, a na drogach Moskwą albo jeszcze bardziej wschodnim miastem gdzieś w dalekiej Azji.

(osa)

21:47, osa_oraz_smik , Parkowanie
Link Komentarze (1) »
piątek, 09 grudnia 2016

Najpierw rzecznik prasowy plecie trzy po trzy, potem ukazuje się artykuł, po którym rzecznik dostaje burę. Ogłasza więc wszem i wobec, że to wina dziennikarza, który wszystko źle zrozumiał, a w ogóle to się czepia. Otóż miarka się przebrała - tym razem nie pozostawię bez odpowiedzi wynurzeń rzecznika Zarządu Transportu Miejskiego Igora Krajnowa, który w niepodpisanym wywodzie, kolejnym już zamieszczonym na oficjalnej stronie internetowej ZTM, oskarża mnie o nierzetelność i dywaguje na temat budowy nowego parkingu przesiadkowego przy stacji metra Młociny. Robi to, ale nie ma odwagi wysłać oficjalnego sprostowania tekstu z 7 grudnia do redakcji "Gazety Stołecznej".


Fot. Przemek Wierzchowski/AG

Trawnik na zdjęciu powyżej znajduje się między jezdniami ul. Kasprowicza. Na dalszym planie widać pawilon z wejściem na stację metra Młociny. Rosną też dwa szpalery drzew. To dęby posadzone w 2008 r. po zasypaniu zbudowanych tuneli metra. W tym właśnie miejscu urzędnicy ZTM chcą zbudować parking przesiadkowy.

Czy takie inwestycje są potrzebne? Słychać na ten temat niejednoznaczne opinie, paradoksalnie nawet urzędnik ZTM, który zajmuje się ich przygotowaniem wypowiadał się... mocno sceptycznie. ZTM ma już na koncie kilka kosztownych wpadek, które dofinansowała Unia Europejska. Na czele z pustym garażem przy pętli tramwajowo-autobusowej na Okęciu, którą uparcie nazywają "P+R Al. Krakowska". Niewypałem jest też garaż pośród bloków Ursynowa przy głównej arterii tej dzielnicy al. KEN za to oddalony od wejścia do stacji metra Stokłosy. Nawet garaż otwarty bez sensu dużo wcześniej niż pobliska stacja PKP Ursus Niedźwiadek okazał się tak dużą pomyłką frekwencyjną, że ZTM zgodził się łaskawie wpuszczać tam na noc samochody okolicznych mieszkańców. Pełna klapa to oczywiście pierwszy parking przy ul. Połczyńskiej na Jelonkach, jeszcze z czasów, gdy w Warszawie rządził PiS z Lechem Kaczyńskim, a Igor Krajnow przeniósł się z redakcji "SuperExpressu" za biurko w ZTM. Nie dość, że na tym parkingu jest pusto, to jeszcze urzędnicy dołożyli przystanek i uruchomili sygnalizację świetlną, co spowalnia tramwaje między Jelonkami a Wolą i centrum.

Owszem wokół stacji metra Młociny samochody zastawiają każde wolne miejsce na ulicach, chodnikach i trawnikach. Jaka jest jednak gwarancja, że nie będzie tak samo, gdy odda się 155 miejsc postojowych między jezdniami ul. Kasprowicza? Żadna. Można się spodziewać, że wkrótce do stacji metra, przez którą przewijają się dziesiątki tysięcy pasażerów dziennie, zaczną się zjeżdżać kolejni kierowcy. Dlatego sensowniej byłoby budować takie parkingi przesiadkowe pod Warszawą albo przy peryferyjnych stacjach kolejowych w granicach stolicy, gdzie dojazd komunikacją miejską do pociągów nie jest tak łatwy jak do stacji metra Młociny (w tym tygodniu ratusz i gminy podwarszawskie przedstawili taki plan, który będzie dofinansowany przez Unię Europejską - pierwszy etap z 27 parkingami i ok. 2,5 tys. miejsc, docelowo - 74 obiektów i prawie 10 tys. miejsc)..

Uwadze urzędników ZTM polecam sytuację parkingową w Wesołej - rozwiązanie problemu w tym miejscu było obiecywane już w niejednej kampanii wyborczej. Również przez rzecznika Krajnowa, który - co się może nie mieścić w głowie - sam był w poprzedniej kadencji samorządu radnym Platformy Obywatelskiej w powiecie legionowskim. A teraz, po śmierci byłego burmistrza Ochoty Wojciecha Komorowskiego może zająć Jego miejsce w sejmiku Mazowsza jako następny z listy PO.

Igor Krajnow stawiał się w dwuznacznych sytuacjach, gdy jako radny powiatu legionowskiego obiecywał ludziom lepszy dojazd do stolicy (linie podmiejskie do metra, utrzymanie wspólnego biletu), a jako rzecznik ZTM przenosił się w urzędowe realia Warszawy. Jako rzecznik ZTM, a więc urzędnik miejski, wystąpił (niebywałe!) w filmiku internetowym z poparciem dla kandydata Platformy Obywatelskiej na burmistrza Piaseczna.

Jako kandydat na radnego sejmiku udzielił przed wyborami w 2014 r. wywiadu z obietnicami wydłużenia trasy pociągów podmiejskich do Zegrza Płd. Na pytanie co przez 4 lata zrobił w tej sprawie jako radny powiatowy, odpowiedział: "Przede wszystkim uważam, że wypracowaliśmy w sobie wolę, żeby w końcu zabrać się za ten temat i uruchomić to połączenie". Pyszne! Oczywiście pociągi nie ruszyły do dzisiaj, a połowa kadencji już upłynęła. Teraz radny Krajnow znowu będzie się mógł wykazać w swojej podwójnej roli, jeśli obejmie mandat po zmarłym zasłużonym samorządowcu.

Fot. Kuba Atys/AG

Pełne pole do popisu w sprawie parkingów przesiadkowych ZTM ma też przy stacji Warszawa Płudy (zdjęcie powyżej). Z tym że partyjny rzecznik Igor Krajnow, również w czasach, gdy PO rządziła i stolicą, i krajem rozkładał ręce, że nie można się ponoć dogadać z kolejarzami. A kierowcy? Cóż, nadal parkują w błocie, a jeszcze ratusz nasyła na nich straż miejską z mandatami. Pewnie, bo najprościej po prostu zabetonować trawnik, który znajduje się na terenie miasta.

Dla kolejnego parkingu przy stacji metra Młociny powstał tzw. program funkcjonalno-użytkowy. Podpisali się pod nim urzędnicy ZTM: Jakub Miernik (który w ostatnich miesiącach zapewniał mnie, że po zbudowaniu placu postojowego teren między jezdniami ul. Kasprowicza pozostanie zielony), Jakub Banaszczyk, Paweł Wiśniewski, Krzysztof Cytryniak i Marcin Pochmara.

W tekście "Młociny potrzebują kolejnego parkingu", który ukazał się na stronie ztm.waw.pl i który rzecznik ZTM Igor Krajnow rozesłał do stołecznych redakcji, czytamy: "Celem ZTM nie jest jednak, jak sugeruje jeden z dzienników zabetonowanie zieleni i wycinka rosnących tam drzew". Czyżby? Oto cytat z tego samego tekstu kilka akapitów dalej: "Jeśli chodzi o nawierzchnię miejsc parkingowych, w Programie Funkcjonalno-Użytkowym zostały opisane wymagania zastosowania kostki betonowej. Jezdnie manewrowe oraz pas wyłączenia mają być asfaltowe. Ciągi piesze z kolei wyłożone betonowymi płytami". I dalej: "Co prawda [dęby] nie mogą pozostać w obecnej lokalizacji, bo uniemożliwiłyby wykonanie parkingu...". "Drzewa wcale nie będą musiałyby być wycinane, będą mogłyby być np. przesadzone".

I takie dyrdymały ukazują się na oficjalnej stronie internetowej ZTM. Jak widać, ściemnianie, które często uskuteczniają niektórzy rzecznicy prasowi, to jednak też sztuka. Rzecznik ZTM po ponad dziesięciu latach na swoim stanowisku najwidoczniej nie nauczył się nawet tego.

A tak może wyglądać parking Młociny III w wykonaniu naszych orłów od węzłów przesiadkowych z ZTM:


Fot. Jacek Marczewski/AG

Oto parking przesiadkowy przy sąsiedniej stacji metra - Wawrzyszew. Również między jezdniami ul. Kasprowicza. Wytwór z 2013 r. Beton? Asfalt? Nie, to tylko elegancka szarość polbruku. Ulubionej tandety warszawskich urzędników. Krytykowałem to, jak wygląda ten parking, już ponad 3 lata temu. Wkrótce obok powstał podobny (bliżej skrzyżowania z ul. Przytyk), a teraz będzie następny.

I tak ZTM do spółki z Zarządem Dróg Miejskich dobiją całą końcówkę ulicy Kasprowicza na Bielanach. Wbrew protestom władz dzielnicy i wbrew postulatom mieszkańców, którzy nie negują potrzeby budowy miejsc parkingowych, ale zależy im, żeby to wyglądało choć trochę estetyczniej. Na przykład tak:


W drodze z Pucka do Władysławowa mija się Swarzewo. W wiosce stoi ładny kościółek, do którego latem pielgrzymują kutrami rybacy. Zwróciłem uwagę, jak urządzono parking obok kościoła. To spory plac. Nie wygląda to idealnie, mimo wszystko lepiej niż parkingi autorstwa urzędników ze stolicy na ul. Kasprowicza. W Swarzewie oprócz tandetnego polbruku ułożono betonowe, perforowane płyty z otworami, w których rośnie trawa. Okazuje się, że dla ZTM urastałoby to do ogromnego problemu. "Przy zastosowaniu płyt przepuszczalnych konieczne byłoby odśnieżanie ręczne" - pisze (nie)dorzecznik ZTM.

Kolejna zagwozdka, jaką ma ZTM, to odwodnienie przyszłego parkingu z płyt perforowanych - głowią się, jak to pogodzić ze znajdującym się pod spodem tunelem metra, wodociągiem i gazociągiem? Nie rozumiem. Czyżby obecny brak odwodnienia trawnika wpływał jakoś na rury i metro?

Dlatego na perfidię zakrawa przedstawianie wybetonowanego placu w miejscu trawnika i wyciętych drzew jako ekologicznego - z panelami fotowoltaicznymi i miejscami do ładowania aut elektrycznych.

Rzecznik ZTM najbardziej oburzył się na to, że w rozmowie ze mną winę za całkowicie betonowo-asfaltową nawierzchnię parkingu zwalił na inżyniera ruchu, ja o tym napisałem, a teraz zaprzecza, że tak było. Rozumiem, że sytuacja jest drażliwa. Z moich informacji wynika, że inżynier Janusz Galas na dniach może się pożegnać ze swoim stanowiskiem po serii ostatnich wpadek (fatalnie wprowadzane objazdy budowy metra na Woli, likwidacja wysepki przed niebezpiecznym przejściem dla pieszych i przystankiem na Trasie W-Z przy tunelu pod pl. Zamkowym, ściemnianie, że nie można tam zbudować przystanku wiedeńskiego, bo to droga wojewódzka, przeciąganie tymczasowej organizacji ruchu koło cerkwi na Pradze, czerwona fala dla rowerzystów zamiast wygaszania zielonych strzałek dla kierowców na najbardziej niebezpiecznych skrzyżowaniach), Inżynier Galas ma też na koncie liczne dokonania i opinię niezatapialnego, bo rzekomo brakuje chętnego na jego miejsce. Jego dymisja jest powszechnie oczekiwana (choć zapewne nie przez wielu towarzyszy niedoli z urzędu miasta), co nie ma jednak związku z tym, że poinformowany przez rzecznika ZTM napisałem o roli inżyniera Galasa przy wyborze betonowo-asfaltowej nawierzchni parkingu w miejscu drzew i trawnika.

Osobiście nie wyobrażam też sobie dalszej współpracy z partyjnym rzecznikiem Zarządu Transportu Miejskiego Igorem Krajnowem, który zachował się nieprofesjonalnie.

Jarosław Osowski

23:55, osa_oraz_smik , Parkowanie
Link Komentarze (7) »
piątek, 03 czerwca 2016

Jadąc rowerem do pracy, mam okazję przyglądać się autokarowemu pandemonium koło Zamku Królewskiego, które rozgrywa się w majowe i czerwcowe poranki. Trwają matury, robi się cieplej, oceny już wystawione i do stolicy przyjeżdżają wycieczki z całego kraju, a czasem i z zagranicy.

Zmieniam rower Veturilo w stacji przy Rynku Mariensztackim i czasem nadarza się okazja, żeby zagadać. - Dzisiaj promocja: 50 zł - powiada raz kierowca autokaru, ale widzę, że ciekaw, co to za system i jak to działa.

- Patrzcie, znowu rowerzysta! - mówi nauczycielka do grupy licealistów i już wszyscy lampią się, jak wpinam rower i idę do terminalu, żeby wypożyczyć następny. - A co pan robi? - słyszę. - Po co pan wymienia rower?

- Żeby nie płacić. 20 minut jazdy za darmo - odpowiadam. Zazwyczaj pytam, jak się podoba Warszawa, co już zwiedzali, a co mają w planach, skąd przyjechali. 

- Ze Szczecinka, wie pan, gdzie to jest? - zagadują.

- Pewnie, że wiem, to kawał drogi - odpowiadam, bo co by nie wygadywać na PRL, w przeciwieństwie do nich miałem geografię od IV klasy szkoły podstawowej do pierwszego semestru w IV klasie liceum, czyli 9 lat, dlatego dobrze znam swój kraj (pozdrowienia dla nauczycieli mojego ulubionego przedmiotu - p. Marka Wójcikiewicza zwanego "Globusem" ze SP nr 139 przy ul. Syreny na Woli i prof. Heleny Szypszak, tu nie odważam się podać publicznie jej przezwiska, ale zna je dobrze kilkadziesiąt roczników absolwentów Liceum im. Zamoyskiego przy Smolnej ;-). Moje dzieci uczyły się geografii - o zgrozo - na pojedynczych godzinach lekcyjnych dopiero w gimnazjum (3 klasy) i tylko w pierwszej klasie liceum.

Lata mijają, a przy Zamku Królewskim wciąż działa zasada, że parkuje, kto pierwszy ten lepszy. Skutek jest taki, że dzisiaj autokary zablokowały same siebie pod wiaduktem mostu Śląsko-Dąbrowskiego, błędnie nazywanego przez niektórych wiaduktem Pancera. Tam miasto urządziło dla kierowców prowizoryczny parking, ale nie widziałem nikogo, kto by sterował ruchem i informował o innych takich miejscach w Warszawie (jeśli są). Ponieważ autokarów przybywało, a wszystkie miejsca były już zajęte, kolejni kierowcy przystawali na Grodzkiej, blokując ruch od Wisłostrady w kierunku Trasy W-Z, albo na Nowym Zjeździe, zastawiając drogę na Mariensztat.

Szczęśliwcy, którym udało się zaparkować, nie mają tu co ze sobą zrobić. Zamiast odpocząć gdzieś w cieniu, napić się kawy i przespać, by bezpiecznie przywieźć wycieczkę do domu, wydeptują trawniki i kręcą się między swoimi autokarami w spiekocie i szumie dopływającym z Wisłostrady i Trasy W-Z.

Podobny bałagan panuje też koło Centrum Nauki "Kopernik" i przy Łazienkach Królewskich, gdzie autokary zaczęły już nawet wjeżdżać i parkować na Agrykoli. To wyzwanie dla rowerzystów przejeżdżających tamtejszą ścieżką rowerową, gdy taki kolos wycofuje się prosto na ciebie ze skrzyżowania Myśliwieckiej i Szwoleżerów, a obok stoi rząd zaparkowanych autokarów.

Parkowanie jest więc problemem nie tylko dla warszawiaków, ale też przyjezdnych do stolicy w celach turystycznych. Dla nas przez cały rok, dla nich - sezonowo. Ciekawe, jakie wrażenia zabierają ze sobą z prowizorycznych parkingów pod wiaduktem przy Zamku Królewskim albo koło Łazienek Królewskich.

(osa)

19:28, osa_oraz_smik , Parkowanie
Link Komentarze (4) »
wtorek, 01 grudnia 2015

Kiedy podjeżdżam do pracy autobusem i wysiadam na przystanku Iwicka przy ul. Gagarina, przechodzę przez mokotowskie podwórko, które w ostatnich latach całkiem ładnie się zmieniło. Odświeżono fasady domów, wyrównano chodniki, zadbano o skwer. Jedno tylko pozostaje po staremu: samochody zastawiają każde wolne miejsce. W połowie sierpnia, czyli 3,5 miesiąca temu, natknąłem się na liścik do kierowcy wetknięty za wycieraczkę:

Potem w tym miejscu całymi tygodniami stał samochód z włoską tablicą rejestracyjną. Piesi musieli go omijać.

I nagle niespodzianka. Dzisiaj za wycieraczką auta zaparkowanego na przejściu przez podwórko między Czerską a Gagarina swój list zostawiła w końcu straż miejska:

Takich miejsc jest w Warszawie mnóstwo, ale karanie kierowców, którzy zaparkowali niezgodnie z przepisami, to rzadkość. Nie mówiąc już o odholowywaniu aut - to zdarza się zazwyczaj, gdy do stolicy ma przyjechać z wizytą co najmniej prezydent Stanów Zjednoczonych.

W tej sytuacji, niestety, najskuteczniejszą metodą jest zapobieganie nieprawidłowemu parkowaniu i ustawianie kolejnych słupków. Czasem wygląda to tak kuriozalnie jak na placu Wilsona, gdzie wysłupkowano teren przy wejściu na stację metra:

Czy te wszystkie fury powyżej to "służby miejskie" albo "zaopatrzenie na czas rozładunku towaru"?

Słupki są w Warszawie przykrą koniecznością. Gdyby nie one, kierowcy zastawiliby pewnie schody do metra. Tak zresztą było jeszcze kilka tygodni temu na rondzie ONZ, zanim Zarząd Dróg Miejskich sprawił, że chodniki służą tam do chodzenia a nie do jeżdżenia i parkowania.

(osa)

17:36, osa_oraz_smik , Parkowanie
Link Komentarze (4) »
czwartek, 02 kwietnia 2015

Nie jestem fanem najnowszej inwestycji parkingowej Zarządu Transportu Miejskiego za bagatela 16,5 mln (z czego Unia Europejska dopłaciła 12 mln zł). Czteropiętrowy garaż u zbiegu al. KEN i ul. Ciszewskiego to nie jest najlepszy pomysł jak na miejsce z takim potencjałem, stosunkowo blisko stacji metra. Kto dojeżdżał do niej autobusem z okolicznych osiedli, teraz przesiądzie się do samochodu - czy rzeczywiście o to chodzi w systemie Parkuj i Jedź? Chyba jednak nie. Na realizację czekają o wiele pilniejsze parkingi przy stacjach kolejowych w Płudach, Warszawa Żerań, w Rembertowie, Wesołej czy Jeziorkach. Odkładanie w nieskończoność ich budowy jest błędem. Zwłaszcza w przypadku jednopoziomowych parkingów, które nie kosztują tak dużo jak kubaturowe garaże, a prace można przeprowadzić o wiele szybciej niż 1,5 roku - tyle to trwało na Stokłosach.

Podobają mi się za to plany ZTM odnośnie zmian w komunikacji miejskiej związane z nowym garażem. Na jego najniższej kondygnacji powstała pętla. Dawniej był to rozległy plac z kilkoma stanowiskami - Ursynów Południowy. Dużo autobusów i egzotycznych jak dla mnie linii (nie zapuszczałem się często w te strony w latach 80.). Ciekawe, jaka nazwa zostanie nadana pętli teraz - P+R Metro Stokłosy?

ZTM planuje, że dotrze tu całkiem nowa linia wyodrębniona z długiej trasy linii 401 (Marysin Wawerski - Ursus Niedźwiadek). Wiemy na pewno, że będzie całotygodniowa i ma kursować na odcinku Ursus Niedźwiadek - Służewiec - Metro Służew - Nowoursynowska - P+R Metro Stokłosy. Czyżby 515? Ten numer - jako następca pospiesznej linii A - był już związany i z Ursynowem Płn., i z ul. Wałbrzyską na Służewie. Z linii 401 zostanie dość długi kawałek: Marysin Wawerski - WKD Raków na ul. Łopuszańskiej. Taki podział prosił się od dawna, a ostatnie kombinacje ZTM z wtyczkami w różnych relacjach na Służewcu były pewnie uskuteczniane w oczekiwaniu na otwarcie garażu na Stokłosach (opóźnienie wyniosło 2 miesiące, a robota szła przecież sprawnie).

Jak widać na zdjęciu, na nowej pętli w garażu nie zmieści się zbyt dużo autobusów. Dwie słabe lokalne linie, albo jedna duża i coś jeszcze (nowa "dwusetka" z zielonego Ursynowa - ul. Baletowej i planowanej tam zawrotki przy PKP Dawidy). To dlatego, autobusy 193 zapewne zostaną na trasie objazdowej, którą w 2013 r. wprowadzono na czas budowy garażu na Stokłosach (wcześniej zawracały na pętli Ursynów Płd., teraz dojeżdżają do Ursynowa Płn.). Mój czytelnik z okolic Bokserskiej ubolewa tylko nad pogorszonym rozkładem linii 193 - autobusy są co 10 minut, kiedyś kursowały częściej.

I jeszcze jedna pozytywna zmiana związana z garażem Metro Stokłosy: nowego typu system pobierania opłat i automatycznej kontroli kierowców wyeliminuje tych, którzy zostawiają auta, a nie korzystają potem z komunikacji publicznej. Tak to ma działać do końca roku na pozostałych 13 parkingach/garażach przesiadkowych systemu "Parkuj i Jedź". W redakcji usłyszałem, że jedna z koleżanek podjeżdża czasem do garażu przy Metrze Wilanowska, gdy odbiera bliskich przyjeżdżających tu autobusami linii Polskibus.com. Ja sam parkuję w garażu przy Metrze Marymont, gdy robię zakupy pod Halą Marymoncką albo jak dziś, gdy zwiedzałem pobliską centralę ruchu MZA przy Włościańskiej. Tylko że ja mam bilet kwartalny :-)

(osa)

PS Nowe szczegóły planowanych przez ZTM korekt związanych z otwarciem II linii metra na Pradze. Do stacji Stadion Narodowy będą podjeżdżać autobusy linii 125: Grochowska - Zamoyskiego (zamiast prosto do Targową skręt w lewo do skrzyżowania z Sokolą). Nie do końca wiem, gdzie znajdzie się przystanek przesiadkowy do metra, ale na pewno nie pod wiaduktem linii średnicowej PKP - podczas testów sprawdzono, że w tym miejscu znajduje się pętla indukcyjna do sygnalizacji świetlnej, więc zatrzymujące się na dłużej autobusy mogłyby niepotrzebnie indukować zielone światło. Dalej 125 pojedzie prosto ul. Jagiellońską i albo bezpośrednio do al. "Solidarności" i w lewo na pl. Wileński. Albo w prawo w ul. Okrzei do Targowej i tędy do przystanku przed dyrekcją PKP.

ZTM będzie mógł wtedy skrócić trasę linii 512 - autobusy i tak jeżdżą puste na obecnym końcowym odcinku do ul. Sokolej. Zawrócą przy Dworcu Wileńskim i będą jeździć częściej na Zacisze (co z planowaną tam pętlą przy ul. Gilarskiej, żeby zlikwidować w końcu krążenie przez ul. św. Wincentego?). Z kolei uruchomiona niedawno linia 412 rano będzie startować ze skrzyżowania ul. św. Wincentego z Kondratowicza do Młodzieńczej i Radzymińskiej. Odciąży to przepełnioną linię 527, która dociera tu z os. Derby na Zielonej Białołęki.

17:57, osa_oraz_smik , Parkowanie
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 09 marca 2015

To wpis z dedykacją dla wszystkich przeciwników słupków w Warszawie. Owszem, są miejsca, gdzie jest ich zbyt dużo - zarówno jeśli chodzi o liczbę, jak i rozmaitość wzorów. Jednak na narożnikach ulic słupki okazują się prawdziwym wybawieniem dla kierowców, a czasem też dla pieszych.

Odkąd pamiętam, wyjazd z Iwickiej w Chełmską na Dolnym Mokotowie był zasłonięty przez samochody, które parkowały na samym rogu.

To jedna z dróg, z których korzysta się, wyjeżdżając z "Gazety Wyborczej", bo nasza Czerska na odcinku przylegającym do Chełmskiej jest jednokierunkowa. Kierowcy wyjeżdżający z podporządkowanej Iwickiej mieli problem z włączeniem się do ruchu. Często ruszało się na rympał, ryzykując, że Chełmską pędzi jakiś samochód albo zbliża się autobus. W Warszawie panuje parkingowa wolnoamerykanka.

I oto Zarząd Dróg Miejskich zlitował się, montując w końcu słupki. W dodatku nie biało-czerwone grubasy, które szpecą nam Warszawę, ale całkiem estetyczne - wysmukłe, czarne, zwane "gamdzykami" od nazwiska ich twórcy. Widoczność jest od razu lepsza.

Jak już tak chwalimy drogowców, należałoby odnotować najnowsze stadium dziury na przejściu dla pieszych przez ul. Mickiewicza przy Potockiej na Żoliborzu. Jeszcze kilka tygodni temu był tu dołek, w który zapadł się położony wcześniej "zabruk" (a ten wypełnił z kolei dołek z wcześniejszą łatką):

Teraz mamy tu wielki asfaltowy placek z falbaniastymi szwami:

Czekamy na dalsze stadia choroby :-) Pierwotnie dołek miał średnicę ok. 30-40 cm. Dziś to już pokaźna łata 1 x 1 metr.

(osa)

13:38, osa_oraz_smik , Parkowanie
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6

Gazeta.pl Warszawa