Lotniska

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

LOT wznowił od początku roku ok. 20 połączeń z Warszawy. Miałem okazję przekonać się, że bardzo oczekiwane były rejsy do Nicei. Embraer wypełniony niemal w 100 proc. Leciała m.in. spora grupa z Izraela, w tym ortodoksi - rzecznik LOT-u sprawdził, że Warszawa była dla nich punktem przesiadkowym w drodze z Tel Awiwu liniami El Al i dalej LOT-em do Nicei. Tak naokoło? Czyżby Lotnisko Chopina rzeczywiście zamieniało nam się w środkowoeuropejski hub? Dane wskazują, że takich przesiadkowiczów LOT ma już blisko 50 proc. wśród pasażerów.

W powrotnym locie z Nicei było więcej wolnych miejsc. Bilety dość drogie - ok. 1000 zł w obu kierunkach.

- Razem z honorowym konsulem Polski w Nicei mocno zabiegaliśmy o przywrócenie bezpośrednich lotów do Warszawy - mówiła mi Marta Modrzejewka, wiceprezeska Azur Club France - Pologne przy emocjonującej rozgrywce w bule w miasteczku St. Paul de Vence koło Nicei. Mieszka tam od 8 lat, ostatnio latała via Berlin.

Już sam widok z samolotu startującego w Nicei i lądowanie do samego końca prosto w lazurową toń Morza Śródziemnego są warte tego, by wybrać się tam choć raz tym właśnie środkiem transportu.

Przed startem z Warszawy LOT pokazał na Lotnisku Chopina "Poloneza", czyli swoje saloniki dla pasażerów z biletami w pierwszych rzędach samolotów:

W oczekiwaniu na rejs można tam popracować/odpocząć przy laptopie, a także posilić się i napić. Także czegoś mocniejszego - wina, szampana itd. Na ekranie jest pokazywana aktualna lokalizacja samolotów LOT-u:

A tak karmią teraz w pierwszych rzędach już na pokładzie:

Posilony wcześniej na lotnisku wybrałem naleśniki i owoce. W drodze powrotnej sandacza - pycha! Pomyłką jest za to serwowana jako przekąska suszona i okrutnie słona marchewka.

Za dużą zaletę nowych lotów do Nicei uważam ich dogodną porę. Nie ma zrywania się z łóżka o godz. 4.30 - na Okęciu wystarczy się zameldować o godz. 9.30. Z kolei lot powrotny do Warszawy wypada po godz. 14.

Mój samolot lądował w Nicei, podchodząc od zachodu. Dzięki temu z okien najpierw roztaczał się widok na Zatokę Aniołów ze słynną Promenadą Anglików, a po zmianie kursu o 180 stopni zaczęło się nurkowanie do morza. Ziemia i pas startowy ukazują się dosłownie w ostatniej chwili:

Lotnisko Nicea - Lazurowe Wybrzeże wcina się w Morze Śródziemne. Nicejczycy chwalą się, że to drugi port lotniczy we Francji, ale tak naprawdę jest trzeci, bo jako jeden liczą oba paryskie (Roissy - Charles de Gaulle i Orly). Z powodu długiego czasu przejazdu szybkim pociągiem TGV z Nicei do Paryża (najpierw ponad 2 godz. krętą 200-kilometrową trasą przez wybrzeże do Marsylii, potem kolejne 900 km już tylko w 3 godz.) jest duże zapotrzebowanie na samoloty do stolicy - z Nicei odlatują mniej więcej co 1/2 godziny.

W przeciwieństwie do lądowania pierwsze kroki po wyjściu z terminalu na lotnisku w Nicei nie są teraz zbyt przyjemne:

Tak to, niestety, wygląda po niedawnych zamachach. We Francji nadal obowiązuje alert antyterrorystyczny.

Z lotniska odjeżdżają autobusy z silnikami elektrycznymi:

Z kolei przyjeżdżający widzą wyraźnie oznakowaną strefę "Kiss and fly" na krótki postój, wyjęcie bagaży i pożegnanie:

Samolot LOT-u czeka przy rękawie - nie ma podwożenia autobusem na płytę lotniska: 

W tle widać boeing linii Norwegian. Każda maszyna tego przewoźnika ma swojego patrona, a jego twarz umieszczana jest na ogonie samolotu. Z przyjemnością wspominam miękkie, skórzane fotele w Norwegian z czasów, gdy tymi liniami latało się z Warszawy do Rzymu czy Malagi.

Zaczynamy kołowanie. Spod rękawa przy terminalu na początek zewnętrznego pasa startowego od strony morza dość daleka droga i trwa to blisko 10 minut. Za nami podąża srebrzysta maszyna Aerofłotu:

A teraz start - na wschód!


Najpierw widok na terminal lotniska w Nicei, na kolejnych zdjęciach niezwykle malowniczy Cap Ferrat, zwany "przylądkiem miliarderów" (mają tam rezydencje, m.in. hiszpańska rodzina królewska i wspólnik Billa Gatesa z Microsoftu) oraz port w Monaco i Monte Carlo. Po niespełna kwadransie samolot - już w granicach Włoch - wlatuje nad ląd i Alpy. Potem Austria, Słowacja i po 2 godz. 20 min lądowanie na Lotnisku Chopina w Warszawie.

(osa)

PS Gdyby ktoś zdecydował się na krótki lotniczy wypad do Nicei albo dłuższy urlop tamże, np. podczas Euro 2016 (Polska gra w Nicei 12 czerwca z Irlandią Płn.), polecam bardzo dobry blog http://lazurowyprzewodnik.pl/ z praktycznymi informacjami dla turystów.

I jeszcze jedno: ten wpis dedykuję mojemu Tacie, który 19 kwietnia obchodzi okrągłe urodziny, a jest zapalonym turystą, zjechał w życiu pół świata, prowadzi wycieczki PTTK i czasem tu zagląda :-)

22:39, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (4) »
sobota, 14 marca 2015

Na warszawskie Lotnisko Chopina po szynach docierają puste pociągi, a we francuskiej Tuluzie postawili na tramwaje, które w najbliższych tygodniach zaczną regularne kursy między centrum a lotniskiem Blagnac. Według zapowiedzi mają przewozić 9,5 tys. pasażerów dziennie.

W pociągu linii S2, którym kwadrans przed godz. 15 przyjechałem na Lotnisko Chopina, był prawdziwy - jak na to kompletnie nieprzemyślane połączenie - tłok. To już nie pojedyncze osoby, które wysiadały na peronie po otwarciu trasy w 2012 r., ale może nawet aż 50 pasażerów!

Wśród nich ta oto grupa Angielek, które - jak mi powiedziała jedna z nich - regularnie spotykają się dwa razy do roku, żeby wyjechać gdzieś razem. Zazwyczaj wybierają się na przemian na wycieczkę po swoim kraju i za granicę. Pobyt w Warszawie uznały za udany, teraz jadą pociągiem z Dworca Śródmieście na lotnisko, a stąd do Londynu. Tym samym kursem zabrało się też małżeństwo z Poznania, zachwalając wygodę połączenia kolejowego i dziwiąc się, że korzysta z niego tak mało osób.

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz zachwalała je w dość osobliwy sposób. Powtarzała, że takie linie zapełniają się zwykle najwcześniej po 10 latach, a jeśli tłok jest od razu, to znaczy, że ktoś coś źle przewidział. Nie pierwsza to już jej bajka dla grzecznych wyborców, bo co mogłaby teraz powiedzieć np. o II linii metra ze stacją Dworzec Wileński zapchaną rano natychmiast po otwarciu?

Linia lotniskowa też jednak nie zapełnia się w tempie zapowiedzianym przez Hannę Gronkiewicz-Waltz - przy 5-procentowej frekwencji w 900-osobowym pociągu w niespełna trzy lata po otwarciu trasy potrwa to nie 10, ale 60 lat. Na pewno większy ruch spowoduje otwarcie nowego terminalu na Okęciu i bezpośredniego przejścia na stację. Nadal jednak nie spodziewałbym się zbyt wielu podróżnych na końcowym, najdroższym odcinku w tunelu za ponad 300 mln zł.

Powody wciąż te same. Pierwszy to błąd przy zaplanowaniu całej inwestycji jako linii kończącej się ślepo zamiast przelotowej w kierunku Piaseczna. Inne minusy to:
- słaba reklama (choć wypada zauważyć sukces: w drzwiach wyjściowych z terminalu pojawiła się naklejka z informacją o drodze na stację - wcześniej jednak wiszą telefony polecanych korporacji taksówkowych);
- pociągi wyruszające z różnych miejsc w mieście (to dworce: Śródmieście i Centralny);
- kiepski czas przejazdu: aż 23 minuty! Mój pociąg wlókł się niemiłosiernie - utknął przed Dworcem Zachodnim, były też niepotrzebnie długie postoje na kolejnych przystankach. Rozkład można by zdecydowanie podkręcić, bo tak długa podróż nie zachęca do korzystania z pociągu. Kiedy tak stoi dłużej między stacjami, ma się wrażenie, że coś się zepsuło, człowiek od razu niepokoi się, czy to nie coś poważniejszego i czy zdąży się na samolot.

Inny środek transportu na lotnisko wybrano w Tuluzie, piątym co do wielkości mieście Francji (ok. 800 tys. mieszkańców), najważniejszy na południu tego kraju obok Marsylii i Bourdeaux. W kwietniu 2015 r. po ok. 2,5 roku budowy powinna być oddana nowa trasa tramwajowa o długości 2375 m, z trzema przystankami. To odnoga linii T1 otwartej w 2010 r. i przedłużonej trzy lata później przez centrum Tuluzy. Był to wielki powrót tramwajów do tego miasta po pochopnej decyzji o ich likwidacji w 1957 r.

Tuluza ma też dwie linie metra o łącznej długości 27 km. Czyli po otwarciu centralnego odcinka II linii Warszawa przebiła je o 2 km, ale już w liczbie stacji ustępujemy - my mamy 27, oni - 38.


Ze strony: http://www.smat-toulouse.fr/projets/ligne-envol/article/infos-travaux

Jak na Francję przystało, także nowa trasa tramwajowa w Tuluzie zachwyca rozwiązaniami projektowymi. Zaraz za wyjazdem z lotniska Blagnac nad drogą szybkiego ruchu znajduje się wspaniały 68-metrowy wiadukt (z trawiastym torowiskiem) - łukowa konstrukcja z motywem sinusoidy. Linię będą obsługiwać wagony Citadis firmy Alstom o zaokrąglonych kształtach nawiązujących do samolotów Airbus produkowanych w miejscowej fabryce.

Tramwajowa linia lotniskowa kończy się ślepo tuż przed wejściem do hali przylotów - nie będzie więc biegania, szukania, kluczenia jak na naszym Okęciu z zabunkrowaną przed niewtajemniczonymi stacją kolejową. Przed wjazdem na lotnisko Blagnac tramwaje skręcą pod kątem prostym. Na ostatnim odcinku znajdują się krzyżowe rozjazdy służące do zmiany kierunku ruchu.

Znajomy tuluzyjczyk zachwalał decyzję o rozbudowie sieci tramwajowej w jego mieście jako rozwiązania znacznie tańszego od metra. Nowa trasa na lotnisko kosztowała 73,5 mln euro, z czego 39 proc. pochodziło z pożyczki, 7,5 proc. dołożyło państwo, 11 proc. - władze regionu Środkowych Pirenejów, 25 proc. - departament Haute-Garonne (Górnej Garonny, która przepływa przez Tuluzę), a 17 proc. pochodziło ze środków własnych. Tramwaje mają kursować co 15 minut, czyli tak jak pociągi z Okęcia. Z tym że dojazd z lotniska Blagnac do śródmieścia Tuluzy ma zająć tylko 18 minut.

(osa)

23:09, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (28) »
niedziela, 08 lipca 2012

Myślami już na urlopie, a trochę jeszcze przy historycznym wydarzeniu 2012 r., czyli otwarciu drugiego lotniska pasażerskiego dla Warszawy. Dlatego najpierw kilka egzotycznych obrazków ze scenami, które wprawiły mnie w zdumienie, że tak może działać ważne lotnisko, gdzie lądują całkiem poważne samoloty. Nie to jeszcze nie o Modlinie, to o dalekim Gibraltarze, który nam, Polakom, kojarzy się głównie z katastrofą i śmiercią gen. Sikorskiego w lipcu 1943 r. Ze skały gibraltarskiej wygląda to tak:

 

Widać krzyżujące się pasy - startowy w poprzek i jezdnię łączącą Hiszpanię z brytyjską kolonią.

 

Kiedy ląduje samolot, zamyka się szlaban - zupełnie, jakby to był jakiś przejazd kolejowy, włącza się też czerwone światło i wszyscy posłusznie czekają. Przechodnie tłoczą się na swojej części, obok w korku ustawiają się samochody:

 

Samolot znika i ruch wraca do normy.

Nasze nowe lotnisko w Modlinie to przy Gibraltarze pełen wypas. Świetne wrażenie robi terminal, choć podczas dnia otwartego 7 lipca, gdy temperatura na zewnątrz dochodziła do 34 st. C, w środku bez klimatyzacji ciężko było wytrzymać. Słońce nagrzewało główną halę przez liczne w niej szyby.

Kibicujemy Modlinowi od samego początku, oby niedoróbki organizacyjne, które ujawniły się podczas próby generalnej, udało się wyeliminować. Niestety, prawdopodobnie na początku nie będą działały sklepy. Nie uda się też - co bezmyślnie, a może raczej cynicznie obiecywał przed wyborami marszałek Mazowsza Adam Struzik - dojechać na miejsce bezpośrednio pociągiem z Warszawy. Teraz cynizm - poniekąd całkiem słusznie - zarzuca ekologom, którzy stają na głowie, żeby odroczyć przebudowę 5,5 km bocznicy kolejowej. Niczego się nie nauczyli po klęsce swojej kampanii przeciwko lotnisku. Tą protestomanią zarabiają tylko na opinię ekooszołomów.

 

Pociąg z Warszawy dojeżdża na razie do pięknie wyremontowanej stacji w Modlinie. Kilka obrazków z trasy obserwowanej z kabiny maszynisty prowadzącego elfa z bydgoskiej Pesy:

 

Przed stacją w Legionowie

 

Wjazd na stację w Nowym Dworze Maz. z otwartym niedawno wiaduktem nad modernizowaną bez końca linią Warszawa - Gdańsk.

 

I wreszcie bodaj najbardziej efektowny moment z przejazdu przez most na Narwi.

 

W Modlinie czeka całkiem przyjemny ”uśmiechnięty” autobusik City Smile produkcji polskiej firmy AMZ Kutno. Jest w stanie zabrać ok. 100 osób.

 

Przy kilku samolotach jednocześnie na lotnisku w Modlinie może być problem. Na stałe trasą lotnisko - dworzec mają kursować dwa takie autobusy, dwa kolejne będą stać w rezerwie. Przewoźnik, czyli Koleje Mazowieckie, obiecuje je podstawiać, żeby rozładować tłok.

Ciekawe, czym pasażerowie będą w większości dojeżdżać do Warszawy. Bo 30 zł za bilet na bezpośredni autobus do Metra Młociny i Dworca Centralnego to jednak zdzierstwo, choć kwota jest proporcjonalnie do odległości porównywalna z takim np. dojazdem Paryż - Beauvais. U nas połączenie kolejowe z przesiadką jest niezbyt wygodne, a w dodatku zawodne. W razie awarii - czego doświadczyłem -przejazd dłuży się w nieskończoność.

 

I jeszcze śmiesznostka a propos stosowanego od jakiegoś czasu przez Koleje Mazowieckie systemu numeracyjnego, w którym rozeznaje się chyba tylko jego autor. Okazuje się, że w najnowocześniejszym, klimatyzowanym, jednoprzestrzennym pociągu elf najlepiej po prostu wstawić tekturową tabliczkę z napisem, dokąd jedziemy. No to w drogę!

(osa)

23:20, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (7) »
niedziela, 26 lutego 2012


Fot. Mateusz Baj/AG 

Otwarcie tunelu kolejowego na Lotnisko Chopina szykowanego na Euro 2012 wciąż wisi na włosku. W ostatni czwartek spółka PKP Polskie Linie Kolejowe miała już nawet zorganizować konferencję prasową, a po niej przejazd drezyną ze stacji Warszawa Służewiec do końcowej na lotnisku. W ostatniej chwili imprezę jednak odwołano. Oficjalnym powodem był sprzeciw bhp-owca, który stwierdził, że po placu budowy kręci się jeszcze zbyt wielu pracowników wykonawcy. Prawdziwy powód opisał dwa dni wcześniej Krzysiek, który wszedł do tunelu i zastał tam jeszcze wiele rozgrzebanych robót: http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,11201603,Pierwszy_pociag_w_tunelu_na_lotnisko__Ale_budowa_trwa.html

To dziwne, bo przecież do tej pory jako powód przedłużenia prac podawano tylko konieczność przeprojektowania przepompowni.

Koleją na lotnisko można już jeździć w Wiedniu, podróż według reklamy zajmuje 16 minut (u nas ma to być minut ok. 20). Wiedeński terminal znajduje się pod Schwechat (znanego jeszcze z ogromnej rafinerii), czyli ok. 18 km od centrum stolicy Austrii - dwa razy dalej niż Okęcie. Na wiedeńskim lotnisku zastałem coś, co wydaje mi się nieodzowne na naszym, gdy ruszą tam w końcu obiecywane od lat pociągi. Chodzi o taką tablicę, na której wyświetlana jest godzina odjazdu najbliższego składu:

 

Kiedy po odbiorze bagażu (w Wiedniu walizki wyjeżdżają na taśmę w momencie podejścia pasażerów, na Okęciu zazwyczaj trzeba na to czekać przynajmniej około kwadransa) wchodzi się do hali przylotów, niezbędna jest informacja: kiedy autobus, a kiedy pociąg. Bo jeśli nie jest to godzina szczytu i na ulicach nie ma korków, nie uśmiechałoby mi się drałować na oddaloną dość spory kawałek stację kolejową i czekać na SKM-kę. Zwłaszcza, że autobusy odjeżdżają dość często i każdy dociera do którejś ze stacji metra.

Uważam, że poza godzinami szczytu autobusy z Okęcia mogą wręcz stanowić dla SKM-ki konkurencję. Przejazd pociągiem do Dworca Centralnego - 20 minut, linią 175 - 25 minut. Bez dojścia i ganiania po schodach, czyli tak naprawdę tyle samo.

O los 175 spytałem więc dyrektora Zarządu Transportu Miejskiego Leszka Rutę. Przyznał mi, że przez rok po otwarciu kolejki na lotnisku nie należy się spodziewać zmian w komunikacji (”niech wszystko się dotrze”, ”niech się ludzie przyzwyczają”). W ogóle do Euro 2012 zmian tras już raczej nie będzie, poza tymi, które wiążą się z otwarciem nowego mostu na Tarchomin. Ale co dalej? Dyrektor Ruta przyznał, że myśli o skróceniu trasy linii 175 i wycofaniu jej z lotniska, do którego dociera niezmiennie od momentu otwarcia pierwszego międzynarodowego terminalu (tego z zamkniętym tarasem widokowym znanym z filmu ”Miś”), czyli od 1969 r.

To niedobrze dla pasażerów, którzy są przyzwyczajeni do tego połączenia (co się stanie z niedorajdami, dla których dyr. Ruta zmienił nazwę pętli Okęcie? ;-). Z drugiej strony miasto musi się liczyć z kosztami i nie może dublować dwóch różnych środków transportu na podobnej trasie. Z linią 175 jest zaś tak, że autobusy najbardziej zatłoczone są do przystanku w al. Żwirki i Wigury przy Banacha. Tam wysypuje się grupa studentów i pacjentów/odwiedzających pobliskiego szpitala. Potem pasażerów ubywa na wysokości Rakowca i na lotnisko zazwyczaj dociera już tylko garstka (za to z bagażami, więc zajmują dodatkowe miejsca). Czyżby spośród autobusów do centrum miała tam zostać tylko linia 188, która kursuje niezbyt często? I 148 w stronę Ursynowa + niezbyt tu moim zdaniem potrzebne 331 (pełniejsze tylko między ul. Poleczki a stacją Wilanowska). A może lepiej zostawić 175 jak teraz, zmniejszając liczbę kursów z lotniska i tworząc krótszą linię (np. od Rakowca do pl. Piłsudskiego - 375) kursującą tylko w porach największego ruchu? Taką rolę przejęło już zresztą 128, które mimo wielkiego rabanu radnych Ochoty znakomicie sprawdza się zamiast rzadkiego i niepunktualnego 512, wzmacniając 175 na najbardziej obciążonym odcinku.

(osa)

PS Do serii pt. ”Komiczne monitory na warszawskim lotnisku” z czterema Frankfurtami:

...dołączam monitor z lotniska w Wiedniu (mają tam dwukrotnie więcej pasażerów, czyli również lotów niż my w Warszawie), gdzie jakoś udaje się zapowiadać kolejne rejsy bez powtórek:

System wygląda przejrzyście. Podobny wynalazek znają też np. w Rzymie, co opisałem tu:
http://autobusczerwony.blox.pl/2011/07/Na-lotnisko-Taksowka-575.html

16:13, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (54) »
piątek, 06 stycznia 2012


Fot. Robert Kowalewski/AG

Blog "Z życia Lotniska Chopina" przyniósł niedawno informację, że nasz najbardziej znany kompozytor jest patronem warszawskiego portu równo dziesięć lat. Okazuje się też, że jego służby prasowe prowadzą jedyny w swoim rodzaju monitoring:

"Już w ponad połowie wszystkich publikacji prasowych i telewizyjnych dziennikarze używają właściwej nazwy, coraz częściej spotykamy ją także w czasie dyskusji na forach internetowych"

Nie da się jednak ukryć, że:

"Oficjalna nazwa ciągle walczy o swój byt z odmiejscowym określeniem >Okęcie<, które przez lata zakodowało się w świadomości warszawiaków jako nazwa portu".

Za wzór postawiona jest Beata Pawlikowska, która w Radiu Zet opowiadała, z jak dużym zaskoczeniem przyjęła wiadomość od pewnego młodego Singapurczyka, że Polska bodaj jako jedyny kraj na świecie nazwał swoje główne lotnisko imieniem artysty a nie polityka.

Prawdziwym ciosem dla służb prasowych lotniska musiało więc być noworoczne orędzie naszego prezydenta Bronisława Komorowskiego, który prawie na samym początku wspomniał o szczęśliwym lądowaniu boeinga z kapitanem Tadeuszem Wroną za sterami, za to bez wysuniętego podwozia:

"Kiedy samolot bezpiecznie, chociaż w skrajnie kryzysowych warunkach, zakończył szczęśliwie swój lot na warszawskim Okęciu, poczułem ulgę, radość i dumę z kapitana, z załogi samolotu i z obsługi naziemnej lotniska".

My w "Gazecie Stołecznej" przyjęliśmy przyjazne nastawienie wobec szanownego patrona, odkąd dwa lata temu nazwa została uproszczona do dwóch słów "Lotnisko Chopina". Nie spotkało się to jednak z przychylnym przyjęciem przez całą redakcję, czego dowodem jest ostatni tekst Krzyśka o prognozach pasażerskich dla lotniska - Chopin został w nim wycięty. W tekstach staramy się stosować zasadę dwupolówki (czyli Chopin na przemian z Okęciem). Sprzyja to urodzajowi stylistycznemu i jest pewnym ukłonem wobec wielbicieli upowszechnionej w narodzie nazwy dzielnicy, a którzy za pisanie o Chopinie zdolni są nawet do wylewania pomyj na forach internetowych. Że też im się chce. Wszak, jak wiadomo, Okęcie to nasza ulubiona nazwa pętli tramwajów i autobusów w al. Krakowskiej.

(osa)

16:22, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Logo nowego lotniska dla Warszawy zaprezentowała właśnie spółka, która je buduje pod Modlinem. Tymczasem w internetowych dyskusjach eko-oszołomów, którzy tę inwestycję od lat torpedowali, trwa czarna rozpacz. Sądy konsekwentnie oddalają ich protesty. ”Niewstrzymaną dotąd budowę lotniska w Modlinie (tuż przy ujściu Narwi do Wisły)” za jedno ze swych dwóch niepowodzeń uznał dr Wiesław Nowicki (inne to: ”wybór do realizacji wysokiej konstrukcji mostu przez Wisłę w Kwidzynie [czyżby? pylony wystają tam ledwie 17 m ponad poziom jezdni, dla porównania te przy warszawskich mostach Siekierkowskim i Świętokrzyskim mają ok. 90m, a w najnowszym autostradowym we Wrocławiu - 120 m nad lustrem wody - j.o.]”. Dr Nowicki kandyduje właśnie do zarządu Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków na kolejną kadencję. Cóż to będa za wybory! Na siedem miejsc jest aż ośmiu chętnych, czyli śmiech na sali. Za niewątpliwy sukces pan doktor może za to uznać 30 tys. zł, które zainkasował za tzw. doradztwo przy budowie mostu Północnego, którą też wcześniej oprotestowywał. Nagle jednak protestów zaprzestał, gdy ustalono z nim, że wzdłuż Wisły zawiśnie aż 350 budek lęgowych dla ptaków, choć raport środowiskowy przewidywał ich tylko 20-50. Zlecenie na budki i kolejne 26 tys. zł dostała od miasta polecona przez pana doktora firma. Czyli ptaszki ptaszkami, a interes musi się kręcić.

Piszę o tym, bo po trzech artykułach, w których to wszystko ujawniłem w zeszłym roku, na eko-oszołomskich forach dyskusyjnych posypały się anonimowe insynuacje, że teksty inspirowało właśnie lotnisko w Modlinie, a dziennikarze są jego płatnymi agentami. Nie wiem, skąd te kłamliwe skojarzenia, wiem, za to, że ptasia organizacja nie rozliczyła dr. Nowickiego z jego podwójnej roli w sprawie mostu Płn., a teraz jest kandydatem do jej władz. ”Te [dwie] porażki, jak każde inne, nie zniechęcają mnie jednak, każą tylko zastanowić się, jak można jeszcze bardziej zwiększyć skuteczność działania” - podsumowuje Wiesław Nowicki, zachęcając działaczy OTOP-u, by wśród tych 7 z 8 kandydatów do zarządu nie skreślali właśnie jego. Życzymy powodzenia. Szkoda tylko, że ta pseudoskuteczność, z której ostatecznie zazwyczaj niewiele wynika, musi oznaczać marnowanie publicznych pieniędzy i czasu urzędników, podatników, stojących w korkach itd. itp.

 

Wracając na lotnisko w Modlinie - podczas zwiedzania budowy, które jeszcze przed wakacjami szeroko relacjonowały także wszystkie kanały informacyjne w telewizji, zwróciłem uwagę na dziwaczny obiekt, który niebawem odejdzie do lamusa. To wieża kontroli lotów (szumnie powiedziane), która stoi na samym środku lotniska tuż przy pasie startowym i zajmuje cztery kontenery ustawione na sobie i obok siebie.

 

W środku urzęduje dwóch panów, którzy odprawiają niewielkie samoloty ćwiczebne i śmigłowce startujące i lądujące w Modlinie. Jak mówili, w pogodne dni liczba takich operacji dochodzi tu nawet do 200.

 

I jeszcze jedna ciekawostka. Na płytę lotniska wjechał akurat wóz strażacki (kiedyś miałem podobną resorówkę Matchboxa lub Majorette :-) ku uciesze dzieci z okolicznych miejscowości, które brały udział w konkursie na zaprezentowane właśnie logo Modlina. Wydaje mi się jednak, że wybrany projekt pochodzi jednak z innego źródła ;-)

(osa)

18:47, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3

Gazeta.pl Warszawa