Lotniska

sobota, 02 grudnia 2017

Podczas dzisiejszej prezentacji nowego samolotu w barwach LOT-u dla dziennikarzy, która odbyła się w hangarze na Lotnisku Chopina (tu dokładniejszy opis tego wydarzenia z wypowiedziami prezesa firmy o kolejnych zakupach: http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,22728549,nowy-samolot-lot-u-ma-rozdwojone-skrzydla-dokad-poleci-z-warszawy.html) moją uwagę zwróciło kilka mniejszych szczegółów. A największe wrażenie zrobiła - co może się wydawać zabawne - ogromnych rozmiarów półka na bagaż podręczny nad siedzeniami:

Może dlatego, że podczas moich ostatnich lotów na trasie Warszawa - Tel Awiw - Warszawa na pokładzie Airbusa linii WizzAir musiałem trzymać mój niewielki na szczęście bagaż podręczny pod nogami. Taka była prośba obsługi, która nie dawała sobie rady z rozmieszczeniem wszystkich walizeczek i plecaków na półkach. W końcu po 40 minutach od wpuszczenia pasażerów do środka samolotu zdecydowano o zabraniu części podręcznego ekwipunku do luku bagażowego.

Dzisiaj przedstawiciele Boeinga i prezes LOT-u Rafał Milczarski zachwalali nowego typu fotele - takich nie ma jeszcze żaden przewoźnik na świecie:


Fot. Przemek Wierzchowski/AG

Fotele te są bardzo cienkie. Trudno powiedzieć coś więcej o ich wygodzie, gdy przysiadło się tylko na kilka chwil. Pasażerowie ocenią sami po 3-4 godzinach lotu do Madrytu czy Astany, bo m.in. tam ma latać z Warszawy nowy Boeing 737 Max 8. Zapewne chodzi o zmniejszenie ciężaru foteli. Za to wysuwający się z ich oparć stolik rozkłada się sprawniej niż w starszego typu modelach.

Na zewnątrz rzucają się w oczy podwójne winglety, czyli uniesione i obniżone końcówki skrzydeł:

Na mniej widoczny szczegół moją uwagę zwrócił Konrad Majszyk z biura prasowego LOT-u. To pierwszy samolot tego przewoźnika z nazwą umieszczoną na "brzuchu". Niestety, trudno było mi tam zrobić dobrej jakości zdjęcie:

Boeing 737 Max 8, najnowszy samolot wąskokadłubowy, zabiera 187 pasażerów. Do maja 2019 r. LOT chce mieć sześć takich maszyn, które będą obsługiwały trasy krótko- i średniodystansowe po Europie i kraju, a także na Bliski Wschód i do środkowej Azji. Z ciekawością czekam na ogłoszenie kolejnych nowych kierunków z Warszawy w 2018 r. po Singapurze i Norymberdze. Trzeba przyznać, że po okresie, gdy LOT balansował na skraju bankructwa i dostał pomoc publiczną od polskiego rządu (jeszcze za koalicji PO-PSL) teraz ma imponującą, bodaj najbogatszą w historii siatkę lotów.


(osa)

23:22, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 06 listopada 2017

Jako zapalony kolekcjoner magnesów przytwierdzanych do lodówki (na naszej w kuchni już dawno brakuje miejsca, więc wiszą jeszcze na kilku metalowych planszach) zwróciłem uwagę na ten oto zestaw pamiątkowy w jednym ze sklepów na Lotnisku Chopina. Kicz nad kiczami, a w dodatku osobliwie zgrupowany przez sprzedawcę.

Na górze Polska z Matką Boską Częstochowską (choć nie jestem pewien, czy przypomina Czarną Madonnę). Komu nie w smak akcent religijny, ma do wyboru patriotyczny z pomnikiem Małego Powstańca powiększonym przez lupę. Obok bije serce, a pod spodem (po oczach) pokaźny biust blondyny. Nie wiadomo do końca, dlaczego jej piersi zasłoniły nazwę naszego kraju. Mógłby to być temat zarówno dla walczących z seksizmem, ogólną zgnilizną moralną, a także bijących w tarabany neopatryjotów. Śmiechu warte. I smutne zarazem, bo gdybym był na miejscu uprawiających podobne do mojego zbieractwo przybyszów z zagranicy, nie kupiłbym żadnego z tych magnesów. W ogóle ładna tego typu pamiątka z naszego kraju i z Warszawy to wciąż ewenement.

 

Na Okęciu po raz pierwszy odprawiałem się w części dla tanich linii WizzAir. Ledwo już pamiętam zawijane kolejki przed wejściem do nieistniejącego terminalu Etiuda. Zaskoczył mnie więc podobny widok (co prawda w hali odlotów, a nie na zewnątrz) tym razem. Ogonek wił się aż na jej środek - akurat byli odprawiani pasażerowie rejsów do Gruzji i Izraela zaplanowanych w odstępie bodajże kwadransa. Było osiem czynnych stanowisk, na szczęście wkrótce otwarto trzy kolejne, ale i tak czekanie z biletem wydrukowanym już w domu zajęło aż 25 minut. W Modlinie przeklinanym ostatnio przez dyrektora Lotniska Chopina nie zdarzyło mi się jeszcze czekać dłużej niż kwadrans.

Poza tym wszystko (kontrola bezpieczeństwa i paszportowa) poszło bezproblemowo. Moje politowanie budzi straszenie tym, że Lotnisko Chopina "zaraz się zatka" i dlatego trzeba je zlikwidować, budując międzykontynentalny hub przesiadkowy w Baranowie 45 km od Warszawy.

Ostatnio z Okęcia startowałem wiosną, więc dopiero teraz zwróciłem uwagę na nowe oznakowanie rękawów dla pasażerów ze strefy paszportowej Non-Schengen (konieczność dodatkowej kontroli dokumentów) zgrupowanych w zachodniej części pirsu:

Do numerów rękawów dodano literę N. W tej części terminala znalazłem lokal z polską kuchnią, w którym ceny nie ścinają z nóg i można smacznie zjeść. Zdążyłem skonsumować tylko zupę ogórkową za 11 zł, bo wyświetlał się "last call" do wyjścia. Strachy na Lachy, bo jeszcze przez 40 minut siedzieliśmy w samolocie, a kapitan przepraszał opóźnienie spowodowane przez pasażera, który nie przeszedł odprawy paszportowej, ale nadał bagaż. Jako podejrzany o narzędzie ataku terrorystycznego musiał być odszukany w luku wśród blisko 200 innych walizek i plecaków.

Tłok na pokładzie samolotu był niemożebny. Bagaże podręczne, które coraz częściej są zminiaturyzowanymi walizkami, nie mieściły się na półkach nad fotelami. Część z nich stewardessy odbierały pasażerom i oddawały do schowania w luku bagażowym.

Izraelskie kobiety były wręcz obładowane siatkami z zakupami. Spytałem dwóch sąsiadów (na oko 20+) wracających do Tel Awiwu, co porabiali w Warszawie. Okazuje się, że przylecieli do Polski już po raz kolejny, żałowali, że tylko na 3 dni. Ten czas spędzili w warszawskich kasynach i na zakupach.

Pilotowi udało się nadrobić opóźnienie - lot trwał 3 godz. i 20 min. Gorzej było w drodze powrotnej, gdy samolot wylądował na lotnisku Ben Guriona (mniej więcej 20 km od centrum Tel Awiwu, bliżej działa mniejszy port) z ponadgodzinnym poślizgiem i wystartował 2 godz. i 20 minut po czasie, meldując się na Okęciu w środku ciszy nocnej o godz. 2.55, tuż przed rozkładowym rejsem WizzAira z Islandii.

W Tel Awiwie pasażerowie WizzAira podobnie jak innych tanich przewoźników (Ryanaira czy linii Easy Jet) są obsługiwani w starym terminalu nr 1. Stamtąd jakieś pięć minut jedzie się autobusem do nowego (nr 3), który imponuje rozmachem architektonicznym (paradne, długie zejście do hali z taśmociągami na bagaż) i estetyką (beżowy kamień na ścianach i posadzce). Czekając na walizkę, zauważyłem pożyteczne rozwiązanie dla osób niepełnosprawnych i starszych:

W Warszawie wielokrotnie spotykałem się z narzekaniami na nieodpowiednią wysokość ławek czy siedzisk w wiatach przystankowych. Są niedostosowane do wzrostu przeciętnego pasażera, któremu albo trudno usiąść (gdy ma za wysoko), albo wstać (gdy ma za nisko). Na lotnisku w Tel Awiwie dla osób z takimi problemami przygotowano wygodniejszą wersję foteli.

Po 25 latach od poprzedniego pobytu w Izraelu wróciłem pod wrażeniem jeszcze ważniejszych zmian, jakie dokonują się w tym kraju. Nie brakuje też obserwacji transportowych, którymi postaram się podzielić wkrótce.

(osa)

22:22, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (11) »
piątek, 22 września 2017

Po dzisiejszej konferencji w kancelarii premiera sympatycznego skądinąd ministra Mikołaja Wilda, pełnomocnika rządu ds. centralnego portu komunikacyjnego, nabieram coraz większego przekonania, że jest to projekt, o którym będziemy słyszeć coraz więcej kosmicznych informacji, ale ostatecznie nic z tego nie wyniknie. Na razie ekipa PiS zabezpiecza się planem "bezkosztowych przygotowań" do budowy lotniska 45 km na zachód od Warszawy. Ten etap ma potrwać do 2019 r., czyli jak przytomnie zauważył wójt gminy Baranów, która będzie się mierzyć z nowym projektem - do wyborów.

Za nierealną uważam zapowiedź ministra Wilda, by pierwszy samolot odleciał stamtąd już w połowie 2027 r. (zostało mniej niż 10 lat). Do tego czasu miałaby też zostać poszerzona autostrada A2 do Warszawy. Pełnomocnik rządu mówi o przynajmniej trzech pasach ruchu w każdym kierunku, choć przyznał, że marzą mu się cztery - fantasta. Musiałby powstać nowy węzeł drogowy A2 z dojazdem na lotnisko między Grodziskiem Maz. a Wiskitkami pod Żyrardowem. Ok. 2030 r. ten fragment stałby się częścią autostradowej obwodnicy Warszawy. Początkowo mniej więcej na linii Sochaczew - lotnisko - Żaba Wola przy S8 - Tarczyn przy S7, później do Góry Kalwarii, Kołbieli i Mińska Maz., a docelowo od północy - z Sochaczewa przez Wyszogród, okolice Zakroczymia i lotniska w Modlinie, a także obok Serocka pod Wyszków. Zewnętrzny ring warszawski uważam za jedyny potrzebny element nowych planów inwestycyjnych. Rząd powinien przeznaczyć fundusze na ustalenie przebiegu tej trasy i rozpoczęcie budowy.

Największym humbugiem oprócz samego lotniska w Baranowie (który dla lepszych skojarzeń podmieniono na Stanisławów i opatrzono nazwą "Port Solidarność") jest towarzyszący mu plan kolejowy. Zawiera on tak samo zbędną linię kolei dużych prędkości z nierealnym czasem dojazdu między Dw. Centralnym a CPK w 15 minut. Jak bardzo musiałby się rozpędzać pociąg, żeby pokonać 45 km? W ruchu jednostajnym prędkość musiałaby wynosić 180 km na godz., ale przecież po drodze jest węzłowisko torów na Dworcu Zachodnim i na Odolanach. Poza tym ile miałby kosztować taki dojazd szybką koleją zwykłych pasażerów? Tą kwestią obecna władza zdaje się nie przejmować. Rząd - jak to się kiedyś mówiło - sam się wyżywi, bo zostawi sobie i armii pas startowy Lotniska Chopina zamknięty dla zwykłych śmiertelników.

Na pokazanym w kancelarii premiera schemacie widać też niesamowite plany budowy nowych połączeń kolejowych. W sumie 350-400 km linii od zera! I to w kraju, który w ostatnim ćwierćwieczu wybudował zaledwie kilkanaście km torów. W dodatku minister Wild mówi, że tę kolej w dużej części (potrzeba 8-9 mld zł) sfinansuje nam Unia Europejska, z której jego rząd krok po kroku właśnie nas wyprowadza.

Spójrzcie tylko na czasy przejazdu do nowego lotniska z innych miast niż Warszawa. Godzina z hakiem do Krakowa i Katowic, dwie godziny do Olsztyna i Rzeszowa, ponad trzy do Szczecina. Czy ktoś się urwał z choinki? Dziennikarze dostali też broszurki z innymi schematami. Widać na nich, że w 2027 r. pod terminalem lotniska w Stanisławowie miałby być gotowy dworzec przesiadkowy na dwóch podziemnych kondygnacjach (niczym Berlin Hauptbahnhof) z krzyżującymi się liniami Warszawa - Łódź i CMK - Bydgoszcz/Koszalin. W 2035 r. doszłaby odnoga od strony Radomia i Rzeszowa, a w kierunku północno-wschodnim wykropkowana jest trasa na Olsztyn i Gdańsk omijająca Warszawę. Akurat prosto przez Puszczę Kampinoską.


Łatwo się tak rysuje na papierze. A w realu będzie tak jak z linią średnicową PKP w Warszawie, której remont kolejarze przekładają z roku na rok (aktualny termin to lata 2020-24), bojąc się do niej dotykać. Nie będzie więc ani tych nowych połączeń dla pociągów, ani megalomańskiego lotniska Baranów vel Stanisławów. Szkoda tylko pieniędzy na ekspertyzy, analizy, konferencje i nasiadówki, które będą temu poświęcane.

(osa)

20:21, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 18 kwietnia 2016

LOT wznowił od początku roku ok. 20 połączeń z Warszawy. Miałem okazję przekonać się, że bardzo oczekiwane były rejsy do Nicei. Embraer wypełniony niemal w 100 proc. Leciała m.in. spora grupa z Izraela, w tym ortodoksi - rzecznik LOT-u sprawdził, że Warszawa była dla nich punktem przesiadkowym w drodze z Tel Awiwu liniami El Al i dalej LOT-em do Nicei. Tak naokoło? Czyżby Lotnisko Chopina rzeczywiście zamieniało nam się w środkowoeuropejski hub? Dane wskazują, że takich przesiadkowiczów LOT ma już blisko 50 proc. wśród pasażerów.

W powrotnym locie z Nicei było więcej wolnych miejsc. Bilety dość drogie - ok. 1000 zł w obu kierunkach.

- Razem z honorowym konsulem Polski w Nicei mocno zabiegaliśmy o przywrócenie bezpośrednich lotów do Warszawy - mówiła mi Marta Modrzejewka, wiceprezeska Azur Club France - Pologne przy emocjonującej rozgrywce w bule w miasteczku St. Paul de Vence koło Nicei. Mieszka tam od 8 lat, ostatnio latała via Berlin.

Już sam widok z samolotu startującego w Nicei i lądowanie do samego końca prosto w lazurową toń Morza Śródziemnego są warte tego, by wybrać się tam choć raz tym właśnie środkiem transportu.

Przed startem z Warszawy LOT pokazał na Lotnisku Chopina "Poloneza", czyli swoje saloniki dla pasażerów z biletami w pierwszych rzędach samolotów:

W oczekiwaniu na rejs można tam popracować/odpocząć przy laptopie, a także posilić się i napić. Także czegoś mocniejszego - wina, szampana itd. Na ekranie jest pokazywana aktualna lokalizacja samolotów LOT-u:

A tak karmią teraz w pierwszych rzędach już na pokładzie:

Posilony wcześniej na lotnisku wybrałem naleśniki i owoce. W drodze powrotnej sandacza - pycha! Pomyłką jest za to serwowana jako przekąska suszona i okrutnie słona marchewka.

Za dużą zaletę nowych lotów do Nicei uważam ich dogodną porę. Nie ma zrywania się z łóżka o godz. 4.30 - na Okęciu wystarczy się zameldować o godz. 9.30. Z kolei lot powrotny do Warszawy wypada po godz. 14.

Mój samolot lądował w Nicei, podchodząc od zachodu. Dzięki temu z okien najpierw roztaczał się widok na Zatokę Aniołów ze słynną Promenadą Anglików, a po zmianie kursu o 180 stopni zaczęło się nurkowanie do morza. Ziemia i pas startowy ukazują się dosłownie w ostatniej chwili:

Lotnisko Nicea - Lazurowe Wybrzeże wcina się w Morze Śródziemne. Nicejczycy chwalą się, że to drugi port lotniczy we Francji, ale tak naprawdę jest trzeci, bo jako jeden liczą oba paryskie (Roissy - Charles de Gaulle i Orly). Z powodu długiego czasu przejazdu szybkim pociągiem TGV z Nicei do Paryża (najpierw ponad 2 godz. krętą 200-kilometrową trasą przez wybrzeże do Marsylii, potem kolejne 900 km już tylko w 3 godz.) jest duże zapotrzebowanie na samoloty do stolicy - z Nicei odlatują mniej więcej co 1/2 godziny.

W przeciwieństwie do lądowania pierwsze kroki po wyjściu z terminalu na lotnisku w Nicei nie są teraz zbyt przyjemne:

Tak to, niestety, wygląda po niedawnych zamachach. We Francji nadal obowiązuje alert antyterrorystyczny.

Z lotniska odjeżdżają autobusy z silnikami elektrycznymi:

Z kolei przyjeżdżający widzą wyraźnie oznakowaną strefę "Kiss and fly" na krótki postój, wyjęcie bagaży i pożegnanie:

Samolot LOT-u czeka przy rękawie - nie ma podwożenia autobusem na płytę lotniska: 

W tle widać boeing linii Norwegian. Każda maszyna tego przewoźnika ma swojego patrona, a jego twarz umieszczana jest na ogonie samolotu. Z przyjemnością wspominam miękkie, skórzane fotele w Norwegian z czasów, gdy tymi liniami latało się z Warszawy do Rzymu czy Malagi.

Zaczynamy kołowanie. Spod rękawa przy terminalu na początek zewnętrznego pasa startowego od strony morza dość daleka droga i trwa to blisko 10 minut. Za nami podąża srebrzysta maszyna Aerofłotu:

A teraz start - na wschód!


Najpierw widok na terminal lotniska w Nicei, na kolejnych zdjęciach niezwykle malowniczy Cap Ferrat, zwany "przylądkiem miliarderów" (mają tam rezydencje, m.in. hiszpańska rodzina królewska i wspólnik Billa Gatesa z Microsoftu) oraz port w Monaco i Monte Carlo. Po niespełna kwadransie samolot - już w granicach Włoch - wlatuje nad ląd i Alpy. Potem Austria, Słowacja i po 2 godz. 20 min lądowanie na Lotnisku Chopina w Warszawie.

(osa)

PS Gdyby ktoś zdecydował się na krótki lotniczy wypad do Nicei albo dłuższy urlop tamże, np. podczas Euro 2016 (Polska gra w Nicei 12 czerwca z Irlandią Płn.), polecam bardzo dobry blog http://lazurowyprzewodnik.pl/ z praktycznymi informacjami dla turystów.

I jeszcze jedno: ten wpis dedykuję mojemu Tacie, który 19 kwietnia obchodzi okrągłe urodziny, a jest zapalonym turystą, zjechał w życiu pół świata, prowadzi wycieczki PTTK i czasem tu zagląda :-)

22:39, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (4) »
sobota, 14 marca 2015

Na warszawskie Lotnisko Chopina po szynach docierają puste pociągi, a we francuskiej Tuluzie postawili na tramwaje, które w najbliższych tygodniach zaczną regularne kursy między centrum a lotniskiem Blagnac. Według zapowiedzi mają przewozić 9,5 tys. pasażerów dziennie.

W pociągu linii S2, którym kwadrans przed godz. 15 przyjechałem na Lotnisko Chopina, był prawdziwy - jak na to kompletnie nieprzemyślane połączenie - tłok. To już nie pojedyncze osoby, które wysiadały na peronie po otwarciu trasy w 2012 r., ale może nawet aż 50 pasażerów!

Wśród nich ta oto grupa Angielek, które - jak mi powiedziała jedna z nich - regularnie spotykają się dwa razy do roku, żeby wyjechać gdzieś razem. Zazwyczaj wybierają się na przemian na wycieczkę po swoim kraju i za granicę. Pobyt w Warszawie uznały za udany, teraz jadą pociągiem z Dworca Śródmieście na lotnisko, a stąd do Londynu. Tym samym kursem zabrało się też małżeństwo z Poznania, zachwalając wygodę połączenia kolejowego i dziwiąc się, że korzysta z niego tak mało osób.

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz zachwalała je w dość osobliwy sposób. Powtarzała, że takie linie zapełniają się zwykle najwcześniej po 10 latach, a jeśli tłok jest od razu, to znaczy, że ktoś coś źle przewidział. Nie pierwsza to już jej bajka dla grzecznych wyborców, bo co mogłaby teraz powiedzieć np. o II linii metra ze stacją Dworzec Wileński zapchaną rano natychmiast po otwarciu?

Linia lotniskowa też jednak nie zapełnia się w tempie zapowiedzianym przez Hannę Gronkiewicz-Waltz - przy 5-procentowej frekwencji w 900-osobowym pociągu w niespełna trzy lata po otwarciu trasy potrwa to nie 10, ale 60 lat. Na pewno większy ruch spowoduje otwarcie nowego terminalu na Okęciu i bezpośredniego przejścia na stację. Nadal jednak nie spodziewałbym się zbyt wielu podróżnych na końcowym, najdroższym odcinku w tunelu za ponad 300 mln zł.

Powody wciąż te same. Pierwszy to błąd przy zaplanowaniu całej inwestycji jako linii kończącej się ślepo zamiast przelotowej w kierunku Piaseczna. Inne minusy to:
- słaba reklama (choć wypada zauważyć sukces: w drzwiach wyjściowych z terminalu pojawiła się naklejka z informacją o drodze na stację - wcześniej jednak wiszą telefony polecanych korporacji taksówkowych);
- pociągi wyruszające z różnych miejsc w mieście (to dworce: Śródmieście i Centralny);
- kiepski czas przejazdu: aż 23 minuty! Mój pociąg wlókł się niemiłosiernie - utknął przed Dworcem Zachodnim, były też niepotrzebnie długie postoje na kolejnych przystankach. Rozkład można by zdecydowanie podkręcić, bo tak długa podróż nie zachęca do korzystania z pociągu. Kiedy tak stoi dłużej między stacjami, ma się wrażenie, że coś się zepsuło, człowiek od razu niepokoi się, czy to nie coś poważniejszego i czy zdąży się na samolot.

Inny środek transportu na lotnisko wybrano w Tuluzie, piątym co do wielkości mieście Francji (ok. 800 tys. mieszkańców), najważniejszy na południu tego kraju obok Marsylii i Bourdeaux. W kwietniu 2015 r. po ok. 2,5 roku budowy powinna być oddana nowa trasa tramwajowa o długości 2375 m, z trzema przystankami. To odnoga linii T1 otwartej w 2010 r. i przedłużonej trzy lata później przez centrum Tuluzy. Był to wielki powrót tramwajów do tego miasta po pochopnej decyzji o ich likwidacji w 1957 r.

Tuluza ma też dwie linie metra o łącznej długości 27 km. Czyli po otwarciu centralnego odcinka II linii Warszawa przebiła je o 2 km, ale już w liczbie stacji ustępujemy - my mamy 27, oni - 38.


Ze strony: http://www.smat-toulouse.fr/projets/ligne-envol/article/infos-travaux

Jak na Francję przystało, także nowa trasa tramwajowa w Tuluzie zachwyca rozwiązaniami projektowymi. Zaraz za wyjazdem z lotniska Blagnac nad drogą szybkiego ruchu znajduje się wspaniały 68-metrowy wiadukt (z trawiastym torowiskiem) - łukowa konstrukcja z motywem sinusoidy. Linię będą obsługiwać wagony Citadis firmy Alstom o zaokrąglonych kształtach nawiązujących do samolotów Airbus produkowanych w miejscowej fabryce.

Tramwajowa linia lotniskowa kończy się ślepo tuż przed wejściem do hali przylotów - nie będzie więc biegania, szukania, kluczenia jak na naszym Okęciu z zabunkrowaną przed niewtajemniczonymi stacją kolejową. Przed wjazdem na lotnisko Blagnac tramwaje skręcą pod kątem prostym. Na ostatnim odcinku znajdują się krzyżowe rozjazdy służące do zmiany kierunku ruchu.

Znajomy tuluzyjczyk zachwalał decyzję o rozbudowie sieci tramwajowej w jego mieście jako rozwiązania znacznie tańszego od metra. Nowa trasa na lotnisko kosztowała 73,5 mln euro, z czego 39 proc. pochodziło z pożyczki, 7,5 proc. dołożyło państwo, 11 proc. - władze regionu Środkowych Pirenejów, 25 proc. - departament Haute-Garonne (Górnej Garonny, która przepływa przez Tuluzę), a 17 proc. pochodziło ze środków własnych. Tramwaje mają kursować co 15 minut, czyli tak jak pociągi z Okęcia. Z tym że dojazd z lotniska Blagnac do śródmieścia Tuluzy ma zająć tylko 18 minut.

(osa)

23:09, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (28) »
niedziela, 08 lipca 2012

Myślami już na urlopie, a trochę jeszcze przy historycznym wydarzeniu 2012 r., czyli otwarciu drugiego lotniska pasażerskiego dla Warszawy. Dlatego najpierw kilka egzotycznych obrazków ze scenami, które wprawiły mnie w zdumienie, że tak może działać ważne lotnisko, gdzie lądują całkiem poważne samoloty. Nie to jeszcze nie o Modlinie, to o dalekim Gibraltarze, który nam, Polakom, kojarzy się głównie z katastrofą i śmiercią gen. Sikorskiego w lipcu 1943 r. Ze skały gibraltarskiej wygląda to tak:

 

Widać krzyżujące się pasy - startowy w poprzek i jezdnię łączącą Hiszpanię z brytyjską kolonią.

 

Kiedy ląduje samolot, zamyka się szlaban - zupełnie, jakby to był jakiś przejazd kolejowy, włącza się też czerwone światło i wszyscy posłusznie czekają. Przechodnie tłoczą się na swojej części, obok w korku ustawiają się samochody:

 

Samolot znika i ruch wraca do normy.

Nasze nowe lotnisko w Modlinie to przy Gibraltarze pełen wypas. Świetne wrażenie robi terminal, choć podczas dnia otwartego 7 lipca, gdy temperatura na zewnątrz dochodziła do 34 st. C, w środku bez klimatyzacji ciężko było wytrzymać. Słońce nagrzewało główną halę przez liczne w niej szyby.

Kibicujemy Modlinowi od samego początku, oby niedoróbki organizacyjne, które ujawniły się podczas próby generalnej, udało się wyeliminować. Niestety, prawdopodobnie na początku nie będą działały sklepy. Nie uda się też - co bezmyślnie, a może raczej cynicznie obiecywał przed wyborami marszałek Mazowsza Adam Struzik - dojechać na miejsce bezpośrednio pociągiem z Warszawy. Teraz cynizm - poniekąd całkiem słusznie - zarzuca ekologom, którzy stają na głowie, żeby odroczyć przebudowę 5,5 km bocznicy kolejowej. Niczego się nie nauczyli po klęsce swojej kampanii przeciwko lotnisku. Tą protestomanią zarabiają tylko na opinię ekooszołomów.

 

Pociąg z Warszawy dojeżdża na razie do pięknie wyremontowanej stacji w Modlinie. Kilka obrazków z trasy obserwowanej z kabiny maszynisty prowadzącego elfa z bydgoskiej Pesy:

 

Przed stacją w Legionowie

 

Wjazd na stację w Nowym Dworze Maz. z otwartym niedawno wiaduktem nad modernizowaną bez końca linią Warszawa - Gdańsk.

 

I wreszcie bodaj najbardziej efektowny moment z przejazdu przez most na Narwi.

 

W Modlinie czeka całkiem przyjemny ”uśmiechnięty” autobusik City Smile produkcji polskiej firmy AMZ Kutno. Jest w stanie zabrać ok. 100 osób.

 

Przy kilku samolotach jednocześnie na lotnisku w Modlinie może być problem. Na stałe trasą lotnisko - dworzec mają kursować dwa takie autobusy, dwa kolejne będą stać w rezerwie. Przewoźnik, czyli Koleje Mazowieckie, obiecuje je podstawiać, żeby rozładować tłok.

Ciekawe, czym pasażerowie będą w większości dojeżdżać do Warszawy. Bo 30 zł za bilet na bezpośredni autobus do Metra Młociny i Dworca Centralnego to jednak zdzierstwo, choć kwota jest proporcjonalnie do odległości porównywalna z takim np. dojazdem Paryż - Beauvais. U nas połączenie kolejowe z przesiadką jest niezbyt wygodne, a w dodatku zawodne. W razie awarii - czego doświadczyłem -przejazd dłuży się w nieskończoność.

 

I jeszcze śmiesznostka a propos stosowanego od jakiegoś czasu przez Koleje Mazowieckie systemu numeracyjnego, w którym rozeznaje się chyba tylko jego autor. Okazuje się, że w najnowocześniejszym, klimatyzowanym, jednoprzestrzennym pociągu elf najlepiej po prostu wstawić tekturową tabliczkę z napisem, dokąd jedziemy. No to w drogę!

(osa)

23:20, osa_oraz_smik , Lotniska
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4
Archiwum

Gazeta.pl Warszawa