Bilety

sobota, 11 stycznia 2014


Fot. Adam Stępień/AG

Patrząc na zawijane kolejki przed punktami obsługi pasażera w metrze, ze zgrozą myślałem, co mnie czeka przy wyrabianiu karty warszawiaka. Teoretycznie mam na to jeszcze kilka tygodni, gdy upływa ważność obecnego biletu. Zakładałem, że poświęcę którąś z najbliższych niedziel, żeby podjechać do punktu ZTM na stacji Centrum z naszym rodzinnym wnioskiem. Z góry odrzuciłem, że wyślę go przez internet, bo ten niby nowoczesny sposób paradoksalnie najbardziej się zablokował. Na odpowiedź tą drogą tygodniami czekają dziesiątki tysięcy pasażerów.

W ostatnich dniach zdarzyło mi się wolniejsze popołudnie i postanowiłem poświęcić je na zdobycie hologramów. Pierwsze podejście - punkt ZTM na stacji Plac Wilsona. Przed wejściem tłum, w środku informator w odblaskowej kamizelce. Daje mi wniosek do wypełnienia, klaruje, żebym nie zapomniał zabrać ze sobą do POP-u kart miejskich wszystkich członków rodziny, dowodu osobistego żony, skróconych odpisów aktu urodzenia dzieci. Brawo dla tego pana! Odchodząc, spytałem jedną z kobiet, która stała w kolejce w miarę blisko kasy, jak długo czeka. - Już przeszło godzinę - odpowiedziała.

Z wypełnionym wnioskiem i wszystkimi niezbędnymi dokumentami wystartowałem więc do innego punktu ZTM - na stację metra Młociny. Zaopatrzony w książkę i przygotowany psychicznie na dłuższe czekanie. Na miejscu oczywiście dłuuuga kolejka. Z tym że nie gdzieś w przejściu i przeciągu jak na innych stacjach, tylko w miarę przytulnym, sporym pomieszczeniu, gdzie odprawiani są też pasażerowie Polskiegobusa. Była godzina 18.30, półtorej godziny do zamknięcia kas.

Nawet nie zdążyłem otworzyć książki, gdy podeszła do mnie młoda dama w kamizelce ZTM, spytała, jaką mam sprawę, sprawdziła wypełniony wniosek i od razu zaprowadziła mnie do drugiej, kilkuosobowej zaledwie kolejki. Brawo dla tej pani! Tu po niespełna 10 minutach dostałem się do okienka, a po kwadransie z hologramami na kartach miejskich mogłem wracać do domu. W małym szoku, że tak szybko i z niemałym zdziwieniem, skąd się biorą te wszystkie kolejki i blokada wniosków w internecie.

Bałagan organizacyjny towarzyszy właściwie każdej zmianie w systemie biletowym. Tak samo było przy wprowadzaniu kart miejskich na początku poprzedniej dekady, ich personalizacji przed kilkoma laty (od tamtej pory może tylko ze dwóch-trzech kontrolerów poprosiło mnie, żebym pokazał im zdjęcie na karcie) czy teraz przy wydawaniu kart warszawiaka. Zamiast je wprowadzać dla efektu propagandowego i w zgodzie z polityką transportową uwzględniającą potrzeby nie tylko miasta, ale też całej aglomeracji, lepiej dla ratusza było po prostu odwołać kolejną podwyżkę cen biletów od 1 stycznia 2014 r.

(osa)

22:04, osa_oraz_smik , Bilety
Link Komentarze (12) »
piątek, 11 października 2013

Z powodu absurdalnych wymagań obowiązujących także w internecie w związku z wydarzeniem, którego nazwy lepiej nawet nie wymawiać, o pewnych sprawach dziś będzie nieco naokoło. W ostatnich tygodniach czy miesiącach wiele się w Warszawie wydarzyło. Niektórzy okrzyknęli nawet to wszystko cudami.

Nie przesadzałbym z takimi określeniami, zwłaszcza że zapadły też decyzje, które wprawdzie powszechnie uznano za objaw zatroskania władzy sprawami obywateli, ale ja uważam je za złe, a przynajmniej kontrowersyjne.

Do pierwszej grupy zaliczam krytykowane już tutaj odwołanie na pokaz dyrektora Zarządu Transportu Miejskiego Leszka Ruty. Pod błahym, niezrozumiałym pretekstem odszedł człowiek, któremu warszawska komunikacja bardzo wiele zawdzięcza. Owszem, popełniał błędy i narobił zbędnych kosztów, ale to za jego kadencji poziom usług transportowych osiągnął najwyższy poziom w historii. Pokazują to doskonałe oceny pasażerów (70-80 proc. zadowolonych), a nie internetowi maruderzy w komentarzach. Napisałem tu w lipcu: ”Ciekawe, kto teraz będzie robił Hannie Gronkiewicz-Waltz komunikację”. Chętnych, jak widać, do tej pory brak. ZTM działa w stanie zawieszenia.

Kontrowersyjne było przegłosowanie Karty warszawiaka, która różnicuje obywatelki i obywateli aglomeracji na lepszych i gorszych. Tak właśnie powinniśmy patrzeć na nowoczesny transport zbiorowy - nie w wąskich granicach Warszawy, ale w całej metropolii. Oczywiście odwołanie trzeciej podwyżki cen biletów dla płacących podatki w stolicy i ulgi dla rodziców to ruch w słusznym kierunku, ale nie wyobrażam sobie, by bilety mogły jeszcze bardziej zdrożeć. O cenach przegłosowanych wiosną 2011 r. pisałem już wtedy, że są nie do pomyślenia i także wtedy przewidywałem, że zostaną zredukowane. Niestety, trzecia podwyżka dotknie za to pasażerów spod Warszawy. O ile będą chcieli płacić...

Największy cud związany z wydarzeniem, którego nazwy lepiej dziś nie podawać, to oczywiście sprawa warszawskiej obwodnicy. Premier i minister transportu zapowiedzią jej dokończenia popsuli ”Gazecie” akcję zbierania podpisów już w pierwszym dniu jej trwania. Na szczęście. Dziś przekazaliśmy Sławomirowi Nowakowi 4 tys. 295 nazwisk osób, które poparły jak najszybsze budowanie pełnego ringu wokół Warszawy - dziękujemy czytelnikom za to poparcie!


Fot. Agata Grzybowska/AG

Zostaliśmy przyjęci w siedzibie resortu transportu na rogu ul. Chałubińskiego i Wspólnej. W wystroju pomieszczenia sąsiadującego z gabinetem Sławomira Nowaka uwagę zwracają liczne elementy związane z jego rodzinnymi stronami, a więc: model okrętu, herb Gdańska (na lewo od drzwi, na prawo stoi zegar stary niby świat), mapa Pomorskiej Kolei Metropolitalnej z linią do lotniska im. Lecha Wałęsy w Gdańsku Rębiechowie, a obok flag biało-czerwonej i niebieskiej Unii Europejskiej jest też żółta (bodajże z gryfem) - znak Pomorza.

Minister usłyszał od nas, że będziemy pilnować wszystkich terminów, które podał, czyli: jesień 2013 r. - wpisanie S2 do Programu Budowy Dróg Krajowych na lata 2013-15, grudzień 2013 r. ogłoszenie przetargów na tunel pod Ursynowem i most na Wiśle, pierwsza połowa 2014 r. - przetarg na odcinek przez Wawer do węzła Lubelska. Osobno będą trwały przygotowania do budowy Wschodniej Obwodnicy Warszawy. Całość ma być domknięta w 2019 r. To dobra i pełna konkretów obietnica rządu.

Osobno pół miliarda na obecny etap budowy II linii metra obiecała we wrześniu minister rozwoju regionalnego. Słuchy o przyznaniu pieniędzy chodziły już miesiąc wcześniej, ale dotyczyły zagwarantowania dotacji Unii Europejskiej z jej nowego budżetu na dalsze odcinki II linii (Bródno/Białołęka - Bemowo).

Nasze miasto sporo więc zyskało. Były też jednak niepotrzebne straty po decyzjach podejmowanych pod publiczkę. Reforma taryfy biletowej jest niedokończona - czekam na odebranie przywilejów rodzinom pracowników komunikacji miejskiej, ofertę dla turystów (bo bilety 3-dniowe ograniczono tylko do weekendów), a przede wszystkim na systemowe rozwiązanie kwestii wspólnych biletów na pociągi w aglomeracji.

Jestem totalnie zdegustowany lawiną kłamstw i kłamstewek, które padły w ostatnich dniach w sprawie warszawskiej komunikacji, zasług przy inwestycjach i myta na mostach, a także ich liczby na Wiśle i Wełtawie w Pradze.

Decyzja zapadła: w niedzielę Autobus_czerwony zostaje w zajezdni ;-)

(osa)

22:41, osa_oraz_smik , Bilety
Link Komentarze (19) »
czwartek, 25 lipca 2013

To dylemat, który wraca co jakiś czas: czy w Warszawie nie powinno być więcej stref biletowych niż tylko jedna miejska i jedna podmiejska? Uważam, że tak.


Fot. Albert Zawada/AG

Ostatnio wertowałem archiwum ”Gazety” przed napisaniem artykułu o trwających w ZTM przygotowaniach do wymiany systemu biletowego na nowocześniejszy:
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34864,14325917,Kasowniki_i_karty_miejskie_do_wymiany__Bedzie_nowy.html
Od razu przypomniały mi się batalie z firmą Monetel. To się dziś nie mieści w głowie, ale wykonawca systemu biletowego wycenianego wtedy w starych złotówkach na 1 bilion (sic!) został wybrany bez żadnego przetargu, a umowę stara gwardia urzędnicza wywodząca się jeszcze z PRL-u podpisała kilka dni przed wyborami w przerwie kadencji samorządu. Przez całą następną (lata 1994-98) trwały więc korowody ze zrywaniem kontraktu, były też komisje śledcze radnych (z udziałem m.in. obecnych posłanek PO Pitery i Fabisiak) oraz procesy sądowe zakończone przegraną miasta w czterech kolejnych instancjach łącznie z Sądem Najwyższym. Stało się jasne, że jeśli Warszawa nie chce płacić Monetelowi wielomilionowego odszkodowania, jest skazana na jego system biletowy. Udało się tyle, że kontrakt został negocjowany, ale wprowadzeniu kart miejskich sprzedawanych początkowo w jednym tylko punkcie przy ul. Senatorskiej towarzyszył jesienią 2001 r. nieopisany bałagan i skandal.

Najciekawsze w tej archiwalnej kwerendzie było dla mnie odkrycie własnego artykułu z 14 lutego 2001 r. (o którym zapomniałem). Pisałem w nim, że ZTM po roku analiz zaproponował ratuszowi wprowadzenie nowej taryfy biletowej:

”W drugiej połowie roku aglomeracja warszawska ma być podzielona na trzy strefy biletowe:
strefa A - prawie całe Śródmieście, czyli obszar ograniczony od południa Trasą Łazienkowską, od zachodu al. Niepodległości, ul. Chałubińskiego, al. Jana Pawła II, od północy ul. Słomińskiego, a od wschodu Wisłostradą;
strefa A+B - obszar w granicach administracyjnych Warszawy;
strefa A+B+C - trasy podmiejskich linii ZTM poza Warszawą.
W przyszłości kolejne strefy mogłyby utworzyć dalsze obszary objęte komunikacją zbiorową, głównie koleją podmiejską po integracji z ZTM.
Wyłącznie w Śródmieściu mają obowiązywać jedynie dwa rodzaje biletów (jednorazowy i abonamentowy), z pewnością tańsze od odpowiedników miejskich i podmiejskich”.

Ostatecznie jednak miasto nie zdecydowało się na wprowadzenie takiego podziału. Ustalono tylko, że dwukrotnie drożej pasażerowie będą płacić wyłącznie przy przekraczaniu obu stref (miejskiej i podmiejskiej). Czyli podczas przejazdu np. z Piaseczna do Konstancina obowiązywała taka sama cena biletu jak między Wolą a Bemowem w Warszawie. Za to ówczesny SLD-owski wiceprezydent Warszawy zafundował darmowe przejazdy 70-latkom (wcześniej nie płacili 75-latkowie, a zbliżały się wybory). Wprowadzono też nieistniejce już bilety abonamentowe (na dziesięć przejazdów w cenie dziewięciu), międzyszczytowe (w godz. 9-15 za 2 zł, w pozostałych porach kosztowały 2,4 zł). Rewolucją były bilety czasowe, które uchowały się do dziś (wtedy 60-, 90- i 120-minutowe).

Moim zdaniem przy planowanej reformie systemu biletowego albo nawet niezależnie od niej ZTM powinien się mocno zastanowić nad większą liczbą stref taryfowych. Może dodatkowa strefa O w granicach dawnej gminy Centrum (od Żoliborza po Mokotów i od Woli, Ochoty po obie Pragi)? A już na pewno konieczne są jakieś zmiany w strefie podmiejskiej. Chyba najłatwiej byłoby wprowadzić bilety liniowe wzdłuż poszczególnych tras kolejowych. Jakiś czas temu ZTM miał taki plan, nie wiem, dlaczego nie został zrealizowany. Powoływano się na przykład Łomianek, gdzie działa to całkiem dobrze: im dalej się jedzie autobusami linii Ł, tym drożej się płaci (najwyższe ceny w kursach do odległego Czosnowa). O podobnym rozwiązaniu mówił mi też burmistrz Marek, który twierdził, że jest już dogadany z ZTM, brakuje tylko parafki Rady Warszawy.

Pasażerowie nie musieliby kupować biletów na całą II strefę, bo kto jeździ np. z Marek do Pruszkowa? Tak byłoby i taniej, i logiczniej, i łatwiej w rozliczeniach z podwarszawskimi samorządami.

(osa)

18:51, osa_oraz_smik , Bilety
Link Komentarze (42) »
czwartek, 18 lipca 2013

Jeśli prawdziwym powodem dymisji szefa ZTM Leszka Ruty po blisko 7 latach było przedziwne zamieszanie z liczbą i wartością sprzedanych biletów po podwyżce albo nawet ostatnie cięcia w komunikacji, to Hanna Gronkiewicz-Waltz popełniła ogromny, bodaj czy nie największy błąd swojej prezydentury. To nie ta osoba odpowiedzialna za transport miejski powinna się wreszcie pożegnać ze swoim fotelem.

Leszek Ruta z Hanną Gronkiewicz-Waltz przed ratuszem podczas prezentacji pierwszego mikrobusa przed startem linii 201 między Bemowem a Kołem
Fot. Bartosz Bobkowski/AG

Wiadomość o ustąpieniu dyrektora Ruty zastała mnie daleko od Warszawy. Żar leje się z nieba, na samochodowym termometrze ponad 30 st C i nagle SMS: "Ruta odwołany". Odpowiadam: "Żart?".

A potem przypominam sobie przecieki, które słyszałem po odwołaniu szefa wydziału estetyki, czyli na przełomie czerwca i lipca: to dopiero początek, będzie jeszcze bardziej interesująca dymisja, z działki transportowej. Wtedy pomyślałem o wiceprezydencie Wojciechowiczu...

Hanna Gronkiewicz-Waltz pozbyła się jednak pod błahym pozorem człowieka, dzięki któremu osiągnęła największe sukcesy w kluczowej dla Warszawy dziedzinie. Bez dwóch zdań jest nią komunikacja miejska. Przyjmując rezygnację dyrektora Ruty właśnie teraz i bez niezbędnych wyjaśnień, za to w atmosferze plotek i domysłów, pani prezydent podważyła całokształt jego działalności. Co w takiej sytuacji myśleć o prezydenturze Hanny Gronkiewicz-Waltz, skoro zwalnia, ot tak, zasłużonego dla siebie człowieka?

Wbrew internetowym pomyjom, które lały się i leją na dyrektora Rutę, uważam, że dokonał on w warszawskiej komunikacji ogromnej rewolucji. Mówiąc językiem środowiska, z którego się wywodzi: przestawił ją na zupełnie nowy tor.

Pamiętam doskonale: natychmiast po objęciu stanowiska pod koniec 2006 r. przywrócił wspólny bilet na kolej, a potem poszerzał jego zasięg i utrzymywał mimo braku ustawy metropolitalnej jako jedyny taki projekt w Polsce (choć można mieć zastrzeżenia do rozliczeń z podwarszawskimi samorządami).

Również bardzo szybko uruchomił nocne kursy metra (teraz próba ich zawieszenia sprzed pół roku ma być powodem dymisji - to śmieszne).

Za rządów dyrektora Ruty powstały liczne buspasy i jest ich najwięcej w Polsce, wprowadzano je odważnie, nie zważając na internetowy jazgot przyspawanych do samochodów kierowców.

Rozrosła się komunikacja podmiejska, ruszyły linie lokalne, przeprowadzono reformę linii nocnych i liczne, w większości udane zmiany tras (z szacunkiem dla komunikacyjnej tradycji -> na Boernerowo wróciła 20-ka).

Nie do poznania zmienił się tabor, na ulice wyjechały - to nowość - mikrobusy i dwukierunkowe tramwaje.

Poprawiła się informacja podczas objazdów (informatorzy, megafoniści na ulicach), ZTM potrafił elastycznie reagować na krytyczne sytuacje.

Ostatni megasukces to miejskie rowery Veturilo - to tylko jeden z działów, gdzie dyrektor Ruta nie bał się wpuścić świeżej, urzędniczej krwi, przyszli młodzi ludzie.

Różnie można oceniać lokalizację, koszty i przydatność parkingów przesiadkowych P+R, ale zainicjowany za czasów dyr. Ruty system będzie można rozwijać także pod Warszawą za pieniądze z nowego budżetu Unii Europejskiej.

Owszem podczas tego rozwoju komunikacji zabrakło chyba należytej kontroli nad jej kosztami i poziomem zatrudnienia w ZTM. Rzeczywiście kolejne zmiany tras mogły powodować wrażenie chaosu, ale w dużej mierze mógł o tym przesądzać system konsultacji, które w większości przypadków zarządzano (wcześniej nie było takiego zwyczaju). W wielu przypadkach ZTM potrafił ustępować pod wpływem krytycznych opinii (wybroniona linia 175), co jednak powodowało, że ostateczna wersja nowych tras bywała niespójna (niedoszłe reformy wawerskie czy w Wesołej).

Bezsensowna była za to zmiana nazwy pętli Okęcie. Chluby nie przynoszą też kierowanemu przez Leszka Rutę ZTM wieloletnie, nieskuteczne przygotowania do budowy linii tramwajowej na Tarchominie i jej szykowana forma, czyli osiedlowa autostrada. Czy konto dyrektora Ruty obciąża seria podwyżek cen biletów? Z tego, co wiem, był ich przeciwnikiem w takiej skali, jaką przegłosowali radni, i już wtedy (2011 r.) miał grozić dymisją.

Najnowszy szum informacyjny, który dochodzi z ratusza w sprawie malejących wpływów ze sprzedaży biletów po podwyżce, jest niezwykle zastanawiający. Radny PiS Jarosław Krajewski zwracał mi uwagę na wyraźnie niższe liczby w porównaniu z poprzednim rokiem już na przełomie maja i czerwca. Odparłem mu jednak, że ma dane tylko za dwa pierwsze miesiące roku. Wtedy można było zakładać, że wielu pasażerów kupiło bilety 30-dniowe na zapas po starej cenie, poza tym były ferie zimowe. Poradziłem radnemu Krajewskiemu, by złożył kolejną interpelację z prośbą o porównanie wpływów po kolejnych miesiącach. Teraz widać, że coś jest nie tak. Nie sądzę, żeby wiele osób zamrażało niemałe pieniądze, kupując na zapas po dwa bilety kwartalne. Albo więc rośnie liczba gapowiczów. Albo część pasażerów (z II strefy podmiejskiej?) przesiadła się jednak do samochodów. Albo znaczna jest skala fałszowania źle zabezpieczonych, przestarzałych kart miejskich - sprawa wypłynęła kilka miesięcy temu, ostatnio ZTM zaczął szukać możliwości unowocześnienia i uszczelnienia systemu biletowego. Tłumaczenia ratusza, że wpływy z biletów nie tylko nie spadły (jak podał ZTM), ale wzrosły, są mętne.

Może więc dyrektor Ruta miał już tego wszystkiego serdecznie dosyć? A może przyczyna jego dymisji jest poważniejsza, niż nam się wydaje? Może nie godził się na odebranie przywilejów biletowych pracownikom albo nie chciał przeprowadzać dalszych oszczędności? Może też czeka już na niego nowe stanowisko, np. w którejś ze spółek kolejowych?

Mimo wszystko za to, czego dokonał w warszawskiej komunikacji Leszkowi Rucie należy się szacunek. Forma jego dymisji - nie pierwszy już raz pod rządami pani prezydent (wcześniej w podobny sposób po ponad 20 latach odwołano prof. Kwirynę Handke z Zespołu Nazewnictwa Miejskiego) - budzi moje zażenowanie. Ciekawe, kto teraz będzie robił Hannie Gronkiewicz-Waltz komunikację miejską. Niewątpliwie Leszek Ruta zostawia po sobie najlepszą komunikację w Polsce i najbardziej rozwiniętą w historii Warszawy. Oby teraz nie zaczęło się jej zwijanie.

(osa)

01:04, osa_oraz_smik , Bilety
Link Komentarze (63) »
sobota, 16 lutego 2013

Nie wyobrażam sobie, co muszą czuć pasażerowie dojeżdżający spod Warszawy, gdy co rok słyszą o ciemnych chmurach kłębiących się nad wspólnym biletem. A może się już uodpornili? Tym razem sytuacja wygląda jednak naprawdę niewesoło. Inaczej niż w poprzednich latach Zarząd Transportu Miejskiego zamiast przedłużyć pod koniec 2012 r. umowy biletowe z gminami podwarszawskimi, wymówił je z datą 31 marca 2013.


Fot. Mateusz Baj/AG

Gdybym miał spekulować, czy wspólny bilet zostanie, postawiłbym na to, że mimo wszystko tak, choć jego szanse dziś oceniam pół na pół. Ze strony ZTM trwa właśnie straszenie gmin i Kolei Mazowieckich. W świat poszły komunikaty o tym, że "przyszłość wspólnego biletu jest niepewna". A potem nowe stawki do gmin, dla większości z nich znacznie wyższe od obecnych. Czy ZTM przekroczył już dopuszczalne dla samorządów granice? I czy w tej układance jest ktoś, kto by się ucieszył z tego, że wspólnego biletu nie będzie?

* ZTM i władze Warszawy. Teoretycznie likwidacja wspólnego biletu pod stolicą wypadłaby dla Warszawy korzystnie, bo w jej kasie zostałoby - jak podaje ZTM - ok. 100 mln zł. Straty wizerunkowe byłyby jednak ogromne. Pionierskie w skali całego kraju przedsięwzięcie runęłoby w gruzach. Kiedy inne europejskie stolice integrują się ze swoimi przedmieściami, a nawet sąsiednimi regionami, my nagle cofnęlibyśmy się o 10 lat. Ekipa PO już nie mogłaby świecić na tle nieudacznych poprzedników z PiS, którzy o wspólnym bilecie przypomnieli sobie dopiero przed wyborami (zresztą przegranymi).

* Koleje Mazowieckie i marszałek Struzik, czyli matecznik PSL. Dziś wygłaszają okrągłe zdania o szkodach, jakie przyniosłaby likwidacja wspólnego biletu pasażerom. A tak naprawdę sami drżą ze strachu, bo to przede wszystkim Koleje Mazowieckie zostałyby odcięte od złotej żyły. Jeżdżą, jak chcą, nikt się im specjalnie nie wtrąca w koszty, jakie generują (a te są niemałe), zaś pieniądze - jako rekompensata za niesprzedane bilety (bo pasażerowie wolą kupować te wspólne) - płyną dziś szerokim strumieniem.

* Gminy podwarszawskie, po części powiaty. Większość z nich zadłużona po uszy z rogrzebanymi inwestycjami za unijne dopłaty, niedoinwestowanymi szpitalami i szkołami. Z trudem znajdują pieniądze na coraz wyższe dopłaty do wspólnego biletu. W tym tygodniu starostwo wołomińskie informowało, że po ostatnich żądaniach ZTM musiałoby uzbierać - jak rozumiem: dodatkowo - 7,5 mln zł rocznie. Czy to jednak rzeczywiście tak bajońsko dużo? Przecież ta kwota rozkłada się na powiat i kilka gmin, które go tworzą. Fakt, że część z nich dokłada jeszcze do autobusów (700-ki i 800-ki, nocne, a w Ząbkach dodatkowo linie 145, 199 i 345). Tylko że utrzymywanie komunikacji to przecież ich obowiązek. Tu pojawia się osobny problem: czy gminy powinny utrzymywać także komunikację kolejową. Jeśli nawet, to w dużej części powinno być to scedowane albo na województwo (marszałek Struzik), albo na związek metropolitalny (ku mojemu zdumieniu niedawno Platforma mimo szumnych zapowiedzi i wiekopomnych planów wycofała się z tego projektu).

Niewykluczone więc, że wspólny bilet zostanie, tylko że w jakiejś okrojonej formie czy zasięgu. Np. na wybranych liniach (może tam, gdzie pod Warszawą też rządzi PO i działaczom łatwiej będzie się dogadać?), a w najgorszym wypadku w granicach miasta. ZTM ma też inny problem: bilety na II strefę podmiejską zdrożały aż tak bardzo, że już teraz na większości linii wielu pasażerom bardziej opłaca się kupić osobny bilet odcinkowy na Koleje Mazowieckie do najbliższej stacji w Warszawie i osobno znacznie tańszy miesięczny czy kwartalny na I strefę miejską. Zjawisko nasili się po otwarciu nowych przystanków Warszawa Zacisze i Warszawa Niedźwiadek. Demontaż projektu pt. "Wspólny bilet" już się więc po cichu zaczął.

(osa)

18:14, osa_oraz_smik , Bilety
Link Komentarze (7) »
środa, 12 maja 2010

Coraz prościej kupić bilet - przekonuje na swojej stronie internetowej Zarząd Transportu Miejskiego i za przykład podaje m.in. 12 takich oto biletomatów w przegubowcach MZA:

Fot. Jacek Łagowski/AG

Czytamy, że 8 kolejnych urządzeń ma do nich dołączyć "w najbliższym czasie". Mam nadzieję, że trafią w komplecie na lotniskową linię 175. Przynajmniej na jednej trasie byłoby wiadomo, że można liczyć na ratunek w podbramkowej sytuacji. A nie jak z "ciepłym guzikiem" - sam właściwie nie wiem, czy teraz obowiązuje, czy nie. Niby ZTM w tej wiosny nie odwoływał akcji drzwiowej (i dobrze!), ale dziewięciu kierowców otworzy ci drzwi samemu tak, że w dziesiątym autobusie możesz się zdziwić, gdy kierowca tego nie zrobi. I zaczyna się nerwowe wciskanie guzika, który złośliwie nie chce akurat zadziałać.

Wracając do biletomatów - ten oto (niewyraźny na zdjęciu) widok zaskoczył naszego redakcyjnego kolegę Piotrka Machajskiego (a Berlin mu nieobcy), który wieczorem wracał po pracy linią 218. Przysłał mi sms: "A to dopiero!:)". Odpisałem: "A działa chociaż?". "Nie, w każdym razie tak wygląda. Ale robi wrażenie". Dziś zauważył pewien postęp: na biletomacie wyświetla się informacja o tym, że na razie lepiej do niego nie podchodzić. To firma Mobilis ponad 4 miesiące po terminie uruchamia biletomaty w swoich autobusach. W połowie marca ZTM informował nas, że nalicza przewoźnikowi kary za opóźnienie, ten prosił o wyrozumiałość, bo: "Zdecydowaliśmy się na montaż o wiele lepszych urządzeń. Lepiej chyba poczekać i dopracować to urządzenie".

Biletomaty w warszawskiej komunikacji rodzą się więc w bólach. Dość przypomnieć, że już w zeszłym roku na mieście miało działać 260 maszyn Mennicy Polskiej i firmy Asec (o nich ZTM w ostatnim komunikacie nawet nie wspomina, bo liczba - głównie z powodu urzędniczej mitręgi - nadal pozostaje nieosiągalna). Obaj operatorzy z lubością ustawiali je głównie na stacjach metra. Nie powiem, raz czy dwa skorzystałem, kupując bilet dla syna. Chwalę więc to udogodnienie. Dobrze też, że biletomaty ZTM wpisał - obok tak oczywistych dziś rzeczy jak niska podłoga czy klimatyzacja - do standardu wyposażenia sprowadzanego w przyszłości taboru. Całe szczęście, że w biletomatach można też kupić całkiem sporo rodzajów biletów, bo pierwotnie groziła nam w tej kwestii wielka nędza.

PS Ciekawe są też inne komunikacyjne spostrzeżenia policyjnego redaktora Machaja. Otóż linię 218 uważa on w sumie za pożyteczną podczas powrotu do domu ze stacji metra - chwali w miarę częste kursy. W drodze do metra ma dla niego mniejsze znaczenie, bo już wcześniej wychodził na przystanek, sprawdziwszy godzinę odjazdu w internecie (i tu oczywiście wkurzał się, widząc jadące jednocześnie efemerydy 118 i 182). Obserwuje za to nierówne wykorzystanie 218 - są kursy z całkiem dobrym obłożeniem, ale zazwyczaj spotyka puściutkie autobusy. Nową linię 210 uważa za porażkę - nawet nie miał jej okazji zobaczyć.

(osa)

23:46, osa_oraz_smik , Bilety
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2 , 3

Gazeta.pl Warszawa